- OPINIA
- KOMENTARZ
- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Białe słonie. Co zrobić z polskimi HIMARS-ami? [OPINIA]
Autor. Zespół Prasowy 1. Brygady Rakiet
Pozyskanie 20 wyrzutni HIMARS miało przełamać impas w modernizacji polskiej artylerii rakietowej. Jednak ten zakup okazał się marnym rozwiązaniem. Z czasem stał się problemem samym w sobie.
W języku Szekspira określenie „biały słoń” (ang. white elephant) stosuje się wobec przedmiotu, którego walory użytkowe są nieproporcjonalnie niższe od kosztów utrzymania, a jego zbycie jest utrudnione lub wręcz niemożliwe. Owa metafora dobrze pasuje do 20 wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet M142 HIMARS (ang. High Mobility Artillery Rocket System), które służą w Siłach Zbrojnych RP od 2023 roku. Kłopotem nie są parametry taktyczno-techniczne tego sprzętu, lecz jego niewielka liczebność oraz brak krajowego otoczenia systemowego.
Nie będzie przesadą stwierdzenie, że HIMARS-y są ciałem obcym w strukturach Wojsk Rakietowych i Artylerii. W odróżnieniu od wywodzącego się z Republiki Korei, zakupionego w 290 egzemplarzach systemu Homar-K, amerykańskie wyrzutnie nie zostały nawet w najmniejszym stopniu spolonizowane. To oznacza, że 1. Brygada Rakiet, w której dziś służą polskie HIMARS-y, jest całkowicie zależna od dostaw amunicji oraz części zamiennych ze Stanów Zjednoczonych. Nie widać też perspektyw na zmianę tego stanu rzeczy.
„Taki był ładny, amerykański”
Przymiarki Ministerstwa Obrony Narodowej do zakupu nowej artylerii rakietowej, by najpierw uzupełnić, a docelowo zastąpić system BM-21 Grad oraz jego pochodne, zaczęły się w 2007 r. Wobec niezdolności polskiego przemysłu obronnego do opracowania własnego rozwiązania na miarę XXI w. podjęto decyzję o zakupie zagranicznego uzbrojenia, lecz dostosowanego do lokalnych wymagań. Za ten ostatni element miała odpowiadać krajowa zbrojeniówka. Jednak w 2018 r. ofertę Polskiej Grupy Zbrojeniowej (złożoną po zmianie lidera programu z HSW w 2016 r.) na rozpoczęcie produkcji takiego sprzętu odrzucono.
W lutym 2019 r. podpisano opiewającą na 414 mln dolarów umowę wykonawczą na dostawę do Wojska Polskiego 20 wyrzutni M142 HIMARS w konfiguracji amerykańskiej, czytaj: „z półki”. Pierwsze wozy z tego zamówienia dotarły do kraju w maju 2023 r., a ostatnie w listopadzie 2024. W tak zwanym międzyczasie, we wrześniu 2023 r., resort obrony zawiązał ze stroną amerykańską umowę ramową na zakup 27 dywizjonów (!), czyli 486 wyrzutni (!!) wysoce spolonizowanego systemu Homar-A. Warto dodać, że w 2025 r. Wojska Lądowe Stanów Zjednoczonych (ang. U.S. Army) posiadały 368 HIMARS-ów oraz niespełna tysiąc gąsienicowych M270 MLRS (ang. Multiple Launch Rocket System).
Autor. Leszek Chemperek / CO MON
W listopadzie 2022 r. ten sam MON pod kierownictwem ministra Mariusza Błaszczaka złożył pierwsze zamówienie na pochodzące z Republiki Korei wyrzutnie rakiet systemu K239 Chunmoo. Po dostosowaniu do polskich wymagań pojazd otrzymał nazwę Homar-K (gdzie „K” znaczy „Koreański”). W odróżnieniu od programu Homar-A, który stanął w miejscu (do czego jeszcze przejdę), realizacja umów wykonawczych na dostawę 290 Homarów-K przebiega błyskawicznie. Do końca ubiegłego roku nad Wisłę dostarczono 156 modułów uzbrojenia, z których ukompletowano 108 polskich wyrzutni.
Wojsko Polskie otrzymuje Homary-K na polskich podwoziach (Jelcz 882.57), a także z krajowym zintegrowanym zestawem kierowania ogniem oraz cyfrową platformą komunikacji (Topaz i Fonet z WB Electronics). Co zrozumiałe, komputer balistyczny pozostał koreański. Za to otoczenie systemowe (wyposażenie dywizjonowych modułów ogniowych wraz z zapleczem) jest w większości polskie. Niedawno ruszyła budowa fabryki w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie będą wytwarzane kierowane pociski rakietowe GR-080. Z czasem w polskich zakładach będą produkowane także kontenery transportowo-startowe oraz kompletne moduły wyrzutni, a krajowy przemysł dostarczy 122 mm pociski z rodziny M-21 Feniks.
Dwie kawy i dwie wuzetki
W programie Homar-K Wojska Rakietowe i Artylerii czerpią z obszernego lokalnego zaplecza przemysłowego, logistycznego i serwisowego. Obok pocisków, które zakontraktowano w spółce celowej Hanwha WB Advanced System, u koreańskiego producenta zamówiono także tysiące sztuk amunicji rakietowej o zasięgu od 80 do 290 km. Strony zapowiadają, że w przyszłości w Polsce może zostać uruchomiona produkcja środków bojowych innych typów.
Tymczasem HIMARS pozostaje amerykańską wysepką na polsko-koreańskim morzu artylerii rakietowej (do którego zalicza się także system WR-40 Langusta). Podwozia, moduły uzbrojenia, system kierowania ogniem, środki bojowe, pojazdy specjalistyczne i wozy wsparcia przyjechały z USA. Co gorsza, dla 20 wyrzutni musiano utworzyć osobny system szkolenia, a użytkownik jest skazany na zakupy amunicji za oceanem.
Autor. Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych / fb
Szczęśliwie dla budżetu MON zakup absurdalnej liczby wyrzutni Homar-A, czyli spolonizowanego wariantu systemu HIMARS, nie zmaterializował się. Według oficjalnych informacji, które Defence24.pl uzyskał w Agencji Uzbrojenia, kością niezgody pozostaje produkcja w Polsce podstawowych pocisków GMLRS (ang. Guided Multiple Launch Rocket System) o zasięgu 80 km. Na amerykańskiej niechęci do transferu technologii skorzystali Koreańczycy z Hanwha Aerospace, którzy zaoferowali MON uczynienie Homara-K produktem w dużej mierze polskim.
Tymczasem przenoszenie nad Wisłę kompetencji związanych z innymi polskimi zakupami w USA, jak choćby czołgami podstawowymi M1 Abrams czy zestawami obrony powietrznej Patriot, zaczyna nabierać tempa. Opór strony amerykańskiej wobec włączenia Polski do łańcucha dostaw pocisków systemu HIMARS jest o tyle niezrozumiały, że w USA już uruchomiono produkcję nowych środków bojowych ER GMLRS o około dwukrotnie dłuższym zasięgu. Po 2022 r. światowe zapotrzebowanie na kierowane pociski rakietowe wzrosło o rząd wielkości. To uczyniłoby uruchomienie takiej fabryki opłacalnym nie tylko dla naszego kraju, ale także dla innych użytkowników amerykańskiej artylerii rakietowej, w tym państw w polskim sąsiedztwie.
Dywizjon wyspowo-pomostowy
Z technicznego punktu widzenia system HIMARS dysponuje kilkoma miarodajnymi przewagami nad polskim Homarem-K. Po pierwsze, amerykańska wyrzutnia nosi etykietę „combat proven”. Znaczenie tego czynnika wzrosło po przekazaniu tych pojazdów Siłom Zbrojnym Ukrainy, gdy okazało się, że odbiorniki nawigacji satelitarnej pocisków GMLRS są podatne na działanie rosyjskich środków walki radioelektronicznej. Dzięki temu amerykański przemysł mógł podjąć stosowne działania zaradcze.
Po drugie, w teorii Wojsko Polskie w razie potrzeby mogłoby skorzystać z zapasów amunicji GMLRS, ER GMLRS i pocisków balistycznych ATACMS (ang. Army Tactical Missile System) przechowywanych w Europie przez USA oraz kontynentalnych sojuszników z NATO… O ile takowe uchowały się w magazynach po najgorętszej fazie wojny Ameryki i Izraela z Iranem, czyli operacji o infantylnej i pretensjonalnej nazwie „Epicka Furia”.
Autor. U.S. Army
Trzecim atutem wyrzutni HIMARS jest dostępność nowych pocisków dalekiego zasięgu PrSM (ang. Precision Strike Missile), które przetestowano bojowo w wojnie Izraela i USA z Iranem. Obecny wariant (Increment 1) dysponuje zasięgiem ok. 500 km, lecz kolejne wersje PrSM mają osiągnąć nawet 1000 km. Jak dotąd MON nie zamówiło tych środków bojowych na potrzeby Wojsk Rakietowych i Artylerii, choć pociski zostały zakupione przez Australię. W kolejce czekają Szwecja i Wielka Brytania.
Z drugiej strony, Norwegii odmówiono możliwości zakupu amunicji PrSM i GMLRS, o czym informowały lokalne źródła. Wydaje się prawdopodobne, że to właśnie dlatego rząd w Oslo zdecydował się na zakup systemu K239 Chunmoo.
Autor. Sgt. Perla Alfaro / U.S. Army / Wikimedia Commons
Wspomniane cechy nie niwelują fundamentalnych ograniczeń polskich HIMARS-ów, czyli całkowitej zależności od zagranicznego łańcucha dostaw oraz niezdolności do samodzielnego wprowadzania jakichkolwiek modyfikacji do tego sprzętu bez zgody USA. Zakup dywizjonowego modułu ogniowego z 18 wyrzutniami oraz 2 wozami do szkolenia nie sprawdził się jako materialny dowód na polskie zainteresowanie Homarem-A oraz forma zachęty dla strony amerykańskiej, by poważniej potraktowała oczekiwania MON. W zasadzie jedynym atutem zakupu HIMARS-ów (poza wprowadzeniem jednego dywizjonu, w gotowej konfiguracji i z niewielkim zapasem amunicji) była sposobność do szkolenia. To mogło mieć wpływ na szybsze zgranie polskiego systemu Topaz w ramach inicjatywy ASCA.
Tymczasem Norwegia zakupiła nowe koreańskie pociski balistyczne krótkiego zasięgu CTM-X do dopiero co zamówionych wyrzutni K239 Chunmoo. Makietę tego środka bojowego, który znajduje się w końcówce fazy badawczo-rozwojowej, pokazano na stoisku Hanwha Aerospace podczas XXXIV MSPO w Kielcach. Gabaryty CTM-X pozwalają sądzić, że przenosi wyraźnie większy i cięższy ładunek od amerykańskiego PrSM, którego głowica bojowa waży skromne 91 kg.
Bo do tanga trzeba dwojga
Niechęć strony amerykańskiej do transferu kompetencji przemysłowych do Polski sprawiła, że producent wyrzutni, firma Lockheed Martin, na własne życzenie (a także amerykańskich władz) stracił lwią część największego w Europie rynku artylerii rakietowej. Nawet gdyby polskie HIMARS-y miały otrzymać pociski PrSM, niewielka liczba tych wozów w porównaniu do Homarów-K sprawia, że stosunek koszt-efekt takiego zakupu byłby dyskusyjny. Tymczasem konkurencja nie śpi, co widać po aktywności Hanwha Aerospace w naszym kraju.
Można przypuszczać, że lukę po Homarach-A chętnie wypełniliby także… Francuzi. Na tegorocznych targach przemysłu obronnego Eurosatory przedsiębiorstwa Thales i Soframe zaprezentowały prototyp wyrzutni X-Fire. Obok nowo opracowywanego, dwustopniowego pocisku balistycznego o nazwie B-Strike 1000 pojazd ma zostać zintegrowany z amunicją systemu K239 Chunmoo – tego samego, którym strzela polski Homar-K. Jest to więc sprzęt, który obok możliwości polsko-koreańskiej wyrzutni będzie oferował zdolność do sięgnięcia równie daleko jak HIMARS strzelający kolejnymi wersjami pocisków PrSM. Z punktu widzenia Wojska Polskiego informacja o nowości z Francji może mieć istotne znaczenie.
Autor. Adrien Daste / Thales
Najwyższe czynniki wojskowe nie czynią tajemnicy z zamiaru pozyskania dla Sił Zbrojnych RP środków rażenia dalekiego zasięgu w ramach doktryny odstraszania nazywanej z angielska „deterrence by punishment”. Polskie wyrzutnie HIMARS pierwotnie służyły w 1. Mazurskiej Brygadzie Artylerii, która podlega 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej. Dziś oddział z Węgorzewa korzysta z Homarów-K i haubic samobieżnych K9A1 Thunder. Z kolei amerykańskie wozy trafiły do 1. Brygady Rakiet w Toruniu, która jest podporządkowana wyłącznie Dowództwu Generalnemu Rodzajów Sił Zbrojnych.
To mogłoby wskazywać na zamiar uczynienia polskich HIMARS-ów systemem wyższego szczebla od Homara-K. Jednak niedawno dowiedzieliśmy się, że do 2. Brygady Rakiet z siedzibą w Łowiczu, która też będzie podporządkowana bezpośrednio DG RSZ, trafią Homary-K. Co więcej, maksymalny zasięg środków bojowych stosowanych w obu wyrzutniach jest bardzo zbliżony (ok. 300 km). To sprawia, że obie brygady rakiet pozostające w dyspozycji DG RSZ mogą być traktowane niemal równorzędnie. Niemal, bo Homar-K przenosi dwukrotnie więcej środków rażenia od systemu HIMARS.
Aaaaaawyrzutnię sprzedam
Służba HIMARS w Wojsku Polskim wiąże się niemal wyłącznie z kosztami, a korzyści wynikające z utrzymywania tego sprzętu w służbie są cokolwiek mgliste. Nawet gdyby życzenie strony polskiej się spełniło, a USA wydały zgodę na produkcję pocisków GMLRS nad Wisłą, byłoby to dublowaniem kompetencji w stosunku do powstającej fabryki Hanwha WB Advanced System w Gorzowie Wielkopolskim. Czy w takich warunkach nie korzystniej byłoby skoncentrować się na budowie jednego silnego łańcucha dostaw zamiast dwóch wątłych?
Wojsko Polskie posiada 1 (słownie: jeden) dywizjon HIMARS. Tymczasem liczba Homarów-K wkrótce wzrośnie do 290, czyli 16 dywizjonów oraz 2 egzemplarzy szkoleniowych. Z jednej strony mamy ciało obce, które nijak nie chce się przyjąć na polskiej glebie, a z drugiej – gatunek introdukowany, który w polskim klimacie czuje się doskonale. Zapewne zostanę odsądzony od czci i wiary przez piewców polsko-amerykańskiego „special relationship”. Niemniej prosty rachunek zysków oraz strat prowadzi do jednoznacznej konkluzji – polskie HIMARS-y najrozsądniej byłoby… sprzedać, a w ich miejsce zamówić dodatkowe Homary-K.
Autor. Zespół Prasowy 1. Brygady Rakiet
Zanim zostanę oskarżony o bycie lobbystą koreańskiego przemysłu obronnego, pragnę podkreślić, że takie działanie – oczywiście z pełną zgodą i patronatem strony amerykańskiej – mogłoby przynieść Polsce szereg korzyści. Obok wspomnianej wyżej Ukrainy wśród przyszłych i obecnych użytkowników systemu HIMARS w Europie można wymienić: Szwecję, Estonię, Łotwę, Litwę, Rumunię, Chorwację i Włochy. Zakupem podobnego systemu zainteresowane są Węgry i Bułgaria. Każde z tych państw, a zwłaszcza kraje bałtyckie, zostałoby wydatnie wzmocnione pozyskaniem kompletnego, niemal nowego dywizjonu artylerii rakietowej. To byłaby korzyść netto dla bezpieczeństwa w regionie.
Warto podkreślić, że transakcje dotyczące uzbrojenia z naklejką „Made in USA” między sojusznikami Waszyngtonu nie należą do rzadkości. Dość przytoczyć sprzedaż niemieckich zestawów obrony powietrznej MIM-104 Patriot do Republiki Korei, zakup eks-holenderskich, norweskich i portugalskich samolotów wielozadaniowych F-16 Fighting Falcon przez Rumunię czy nieodpłatne przekazanie wyrzutni rakiet M270 MLRS przez Norwegię do Wielkiej Brytanii. Eksport mógłby ruszyć, gdyby tylko Wujek Sam dał zielone światło do sprzedaży amerykańskiego sprzętu sojusznikowi Polski.
HIMARS z wozu, koniom lżej
Podczas gdy Amerykanie mają problem z transferem kompetencji do wytwarzania podstawowej amunicji do HIMARS-a w Polsce, przedstawiciele Hanwha Aerospace i Grupy WB deklarują otwartość na uruchomienie w naszym kraju produkcji kolejnych typów środków bojowych do Homara-K. Nie mam wątpliwości, że polsko-koreański system uzbrojenia będzie się rozwijał, zarówno na poziomie samych wyrzutni, amunicji, jak i otoczenia systemowego. Wynika to z faktu, że Wojska Rakietowe i Artylerii po prostu mają w tym żywotny interes.
Co zrozumiałe, zakupy kolejnych wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet stanowią niski priorytet dla MON. Wojsko ma dziś zdecydowanie pilniejsze potrzeby, choćby morskie śmigłowce, samoloty wczesnego ostrzegania czy dodatkowe bojowe wozy piechoty. Niemniej jeśli nadejdzie zamówienie na kolejne dywizjony artylerii rakietowej, liczę na to, że będzie dotyczyło systemu gruntownie spolonizowanego i wytwarzanego z walnym udziałem krajowego przemysłu, a nie importowanego z dobrodziejstwem inwentarza z USA. Pełnią szczęścia byłby zakup systemu całkowicie polskiego, ale na to przyjdzie nam trochę poczekać.
- BUŁGARIA
- ATACMS
- FMTV
- MARIUSZ BŁASZCZAK
- CHORWACJA
- CSAIU
- HIMARS
- GMLRS
- STANY ZJEDNOCZONE
- WOJSKO POLSKIE
- ŁOTWA
- RUMUNIA
- ESTONIA
- SZWECJA
- DOWÓDZTWO GENERALNE RODZAJÓW SIŁ ZBROJNYCH
- MINISTERSTWO OBRONY NARODOWEJ
- LOCKHEED MARTIN
- POLONIZACJA
- CENTRUM SZKOLENIA ARTYLERII I UZBROJENIA
- WSCHODNIA FLANKA NATO
- TOPAZ
- M142 HIMARS
- OSHKOSH
- OFFSET
- AMUNICJA
- UKRAINA
- NATO
- LITWA
- WOJSKA LĄDOWE
- KOREA POŁUDNIOWA
- WĘGRY
- SIŁY ZBROJNE RP
- ARTYLERIA
- MON
- POLSKA
- USA
- PROGRAM HOMAR
- REPUBLIKA KOREI
- ROSJA
- ARTYLERIA RAKIETOWA
- TRANSFER TECHNOLOGII
- WOJSKA RAKIETOWE I ARTYLERII
- PRSM
- MODERNIZACJA TECHNICZNA
- FLANKA WSCHODNIA
- DG RSZ
- ZZKO TOPAZ
- K239 CHUNMOO
- AML
- UMOWA RAMOWA
- M270 MLRS
- 1 MAZURSKA BRYGADA ARTYLERII
- HANWHA AEROSPACE
- PRODUKCJA AMUNICJI
- HOMAR-K
- GMARS
- IMPORT UZBROJENIA
- HANWHA AEROSPACE EUROPE
- HOMAR-A
- WRIA
- CGR-080
- CTM-290
- FABRYKA AMUNICJI
- UMOWA WYKONAWCZA
- 1. BRYGADA RAKIET
- CENTRUM SZKOLENIA WOJSK RAKIETOWYCH I ARTYLERII
- CSWRIA
- HANWHA WB ADVANCED SYSTEM
- X-FIRE
