Geopolityka

Rosja się (zde)mobilizuje [OPINIA]

Fot. mil.ru

Rosyjska mobilizacja jest przede wszystkim sygnałem o niechęci do jakichkolwiek ustępstw i zaakceptowania porażek militarnych, na czele z klęską w charkowszczyźnie. Czyli z jednej strony mamy do czynienia z utwardzaniem poparcia, ale przede wszystkim czymś w rodzaju ucieczki do przodu. Lecz finalnie, takie stanowisko Kremla jest przyznaniem się do całkowitej nieudolności względem tzw. operacji specjalnej, jak w Rosji przyjęto się nazywać napaść na Ukrainę w lutym 2022 r.

Nie oznacza to jednak, że będziemy mieli do czynienia z szybkim zakończeniem przemocy. Wręcz przeciwnie, możliwe jest, że skala rosyjskiej brutalizacji w tym konflikcie zbrojnym będzie wzrastała. Zaś pod względem wojskowym i ekonomicznym decyzja Putina i osób stojących za ideą mobilizacji może przynieść szereg problemów dla samej armii agresora. Zaś wartość 300 tys. wojskowych należy brać jako typowe zagranie propagandowe.

Czytaj też

Władimir Putin ogłasza częściową mobilizację w wystąpieniu, którego datę ewidentnie zmieniono i to nie o kilka godzin, ale o kilkanaście. Co samo w sobie już stanowi pewien element do analizy sytuacji wśród ośrodków rządzących w Rosji. Oczywiście, należy uznać, że tzw. częściowa mobilizacja to próba osłabienia ciężaru gatunkowego tej informacji wobec własnych obywateli. Albowiem Kreml nie określił limitów czy granic dla swoich działań, a raczej otworzył drogę do zaostrzania nakazów względem nie tylko samych obywateli, ale też np. przemysłu. Można więc mówić o mobilizacji Rosji, wykonanej ponad 209 dni od rozpoczęcia napaści na Ukrainę. Jest to generalnie samo w sobie największym problemem dla władz na Kremlu.

Bowiem, swoją agresję na sąsiednie państwo budowano jako tzw. operację specjalną, która nie miała dotknąć bezpośrednio w sposób znaczący własnego społeczeństwa. Lecz wręcz przeciwnie, analogicznie do agresji z 2014 r. stać się pożywką do budowania mitu narodowego i kultywowania tradycyjnej kremlowskiej propagandy sukcesu. I nawet wszelkie problemy ekonomiczne i gospodarcze, będące pochodną zakładanych zachodnich sankcji, zamierzano wysiłkiem budżetu federalnego zminimalizować. Rosjanin jeśli już nie miał skorzystać z przysłowiowej restauracji sieci McDonald's to miał otrzymać coś w zastępstwie, a jeśli nie mógłby polecić tymczasowo na wakacje do europejskich kurortów to nadal miał skorzystać z pomocy chociażby Turcji jeśli chodzi o bazę turystyczną.

Czytaj też

Wobec czego sama wojna miała toczyć się zgodnie z zasadami wojny telewizyjnej, gdzie propaganda wyjaśnia sukcesy i kamufluje możliwe porażki. Co więcej, nawet straty osobowe miały być odpowiednio rozłożone na biedniejsze regiony i oddalone od centrów decyzyjnych obszary rosyjskiego interioru. Tak, aby nie dotyczyły np. Moskwy czy Petersburga, a raczej co najwyżej Kyzyłu czy Groznego, gdzie łatwiej byłoby zdławić oznaki oporu i niezadowolenia. Jeśli więc rosyjski satrapa zwraca się do narodu i robi to w pewnym sensie z zaskoczenia, bowiem przecież nawet wrześniowe klęski na charkowszczyźnie propagandziści rosyjscy starali się cały czas wygładzać, mamy do czynienia ze słabością czynnika emocjonalnego.

Zauważmy, że mobilizacje muszą nieść ze sobą pewien element emocjonalny, zaś w tym przypadku raczej ogłoszenie takiego działania wprowadza wewnętrzne sprzeczności. Rosjanie przecież od miesięcy, nawet przed wojną otrzymywali przekaz o zagrożonym Donbasie, o domniemanych „mordach", etc. i nieskrywanej wierze ludności kochającej rosyjski świat. Co więcej, już teraz wspomina się o mobilizacji skoncentrowanej na regionach o mniejszym zaangażowaniu w agresję. A przecież byłu ku takiemu postępowaniu powody, czyli ponownie Kreml przyznaje się do błędnych założeń swojej polityki.

Russian soldiers
Fot. mil.ru

W przekazie Putina nic się nie zmieniło, przede wszystkim nie doszło do ataku na terytorium Rosji, a także władze nie przyznały się do katastrofy własnych wojsk i planowania, tak aby przekazać wprost potrzebę mobilizacji narodowej. Hasła narodowe, antynatowskie, antyukraińskie, czy zwulgaryzowany język rosyjskiej propagandy i samego prezydenta (dehumanizacja i delegitymizacja drugiej strony) nie zyskały nowego blasku po tych 209 dniach. Śmiało można wręcz uznać, że stały się o wiele bardziej zagmatwane i sprzeczne logicznie. Putin i jego otoczenie przygotowali "idealnie" inwazję, ale nie zrobili tego skutecznie bo nadal trwa i trzeba mobilizacji.

Na froncie odnotowywane są same sukcesy, co najwyżej humanitarne lub z góry przewidziane odwroty, ale potrzeba masowego zaciągu do wojska i represji względem niechętnych do służby. Wszyscy wspierają w Rosji inwazję, ale trzeba dodatkowych przepisów prawnych, aby można było ją kontynuować. NATO i Zachód są słabe, ale jednak ich broń oraz pomoc wojskowa wymaga pełnej mobilizacji. Takich sprzeczności można wysuwać wiele, ale dołożenie hasła mobilizacji może być kluczowe.

Czytaj też

Sprzeczności w logice narracji propagandy to jedno, dla zindoktrynowanego społeczeństwa o ograniczonych możliwościach poszukiwania wiedzy innej niż propaganda, ale czym innym jest zapukanie do drzwi z nakazem służby wojskowej lub militaryzacją przemysłu i zasobów. Pamiętajmy, że dwa filary putinowskiej umowy społecznej bazowały na odrodzeniu neoimperialnego mitu wielkiej i silnej Rosji, a w polityce wewnętrznej, kosztem demokracji, zagwarantowania pewnej stabilizacji. I jedno i drugie, w kontekście nieudolnej wojny przeciwko Ukrainie i ogłoszeniu mobilizacji w znacznym stopniu eroduje.

Tak czy inaczej jest to wielka pułapka nie tyle polityczna, co społeczna dla kremlowskich elit stojących za ideą użycia takiego rozwiązania. Może przełożyć się na zwiększenie zainteresowania stanem wojny, efektywnością sił zbrojnych, etc., a tego zapewne nie do końca chcieliby ludzie pokroju ministra generała Siergieja Szojgu i mu podobnych. Zauważmy, że sam kremlowski satrapa występując z orędziem lekko się asekurował właśnie prośbami ze strony wspomnianego Szojgu.

Decyzja o użyciu narzędzia jakim jest mobilizacja ma swój wymiar praktyczny. Widzimy bowiem, że swego rodzaju łapanka i przymus muszą być zastosowane względem osób niezbędnych do utrzymania potencjału sił zaangażowanych w agresję. Jeśli wziąć za prawdziwe sformułowania o „częściowej" mobilizacji wśród osób potrzebnych dla armii, to widzimy kompletną porażkę na wielu płaszczyznach. Rosjanie chcieli przecież od miesięcy werbować doświadczonych i przeszkolonych na wojnę w Ukrainie. Stosując swoisty koktajl haseł i emocji narodowych, neoimperialnych, itp. oraz zachęt finansowych. Tak, żeby trafić zarówno do osób o słabej pozycji ekonomicznej, ale też takich, które z nostalgią wspominają czasy ZSRS lub żyją w okowach neofaszystowskich organizacji wielkorosyjskich czy narodowobolszewickich.

Jeśli tak zmasowane działania nie powiodły się, to można jedynie przypuszczać z jakim poziomem zaangażowania i morale będą brani do wojska ludzie zgodnie z procedurami mobilizacyjnymi. Szczególnie, że jak podkreślił analityk Defence24 Juliusz Sabak w warunkach pokojowych Rosjanom coraz trudniej jest nawet zrealizować plany poboru do zasadniczej służby wojskowej. Tym bardziej uwidoczniło się to po lutowej agresji na Ukrainę. A wszystko przez delikatnie rzecz ujmując sceptycyzm do reguł panujących w armii. 300 tys. żołnierzy to również zapewne zabieg marketingowy, bowiem raz otwarta mobilizacja zapewne nie będzie w przypadku Rosji blokowana żadnymi statystykami.

Lekceważąc przeciwnika Rosja utraciła najprawdopodobniej w Ukrainie ponad 20 tysięcy swoich sołdatów.
Fot. gur.gov.ua

Mobilizacja specjalistów, wyciąganie ich z firm i sektora publicznego (np. służby zdrowia) będzie wiązała się z osłabieniem funkcjonowania kraju, który odczuł przecież na masową skalę efekt pandemii czy teraz kamufluje skuteczność zachodnich sankcji. Trzeba zadać pytanie na ile „częściowa" mobilizacja nie stanie się paliwem napędzającym wszechobecną korupcję w rosyjskim państwie. Wykupywanie się od służby, płacenie za celowe zniszczenie dokumentów umożliwiających ucieczkę przed systemem mobilizacyjnym to żadna nowość w tego rodzaju państwach. Zaś teraz takie praktyki mogą stać się czymś wręcz eksplodującym pod względem skali. Lecz tego rodzaju działania nie pozostaną bez wpływu na inne procesy.

Albowiem jeśli wykupią się najbogatsi, to komisje będą musiały mobilizować innych, aby wszystko pod względem kwot wskazanych przez władze polityczno-wojskowe zgadzało się. Pogłębić to może podziały i nierówności, prowadząc do turbulencji w społeczeństwie i tak charakteryzującym się znacznymi dysproporcjami rozwojowymi. Nie wspominając o jakości samych żołnierzy, zmobilizowanych dla wypełnienia norm narzuconych z góry. Wręcz symboliczne stają się, w kontekście decyzji Kremla, obrazki z masowego mobilizowania zasobów tzw. republik ludowych na terenach okupowanych na Ukrainie.

Czytaj też

Jednocześnie, to właśnie obszary okupowane mogą stać się pierwszą i największą ofiarą mobilizacyjnych założeń Kremla. Albowiem włączenie ich tzw. milicji czyli formacji paramilitarnych do rosyjskich wojsk będzie skutkowało łamaniem wszelkiego oporu przed walką. To jednak nie zapewni odpowiedniego i efektywnego wojska, a wręcz przeciwnie nadal będzie odbijało się na długotrwałych postawach ludności okupowanych obszarów wobec Rosji i to również wśród dotychczas grup prorosyjskich. Szczególnie, że dotychczasowych liderów i kadrę dowódczą tzw. "separatystów" zapewne będą zastępować „bardziej pewni" Rosjanie.

Zaś należy pamiętać, że wiele z elit tzw. "separatystów" właśnie w pozostawaniu między Ukrainą i Rosją widziało szansę na zyski materialne oraz zachowanie własnej pozycji. Wracając zaś do włączenia nowych zmobilizowanych rezerw do systemu sił zbrojnych nie można zapomnieć o dwóch mocno widocznych problemach rosyjskiego wojska z perspektywy czynnika ludzkiego. Po pierwsze, wojna wykazała słabości w kształceniu i przygotowaniu oficerów. Mówiąc obrazowo, ktoś tymi osobami zmobilizowanymi będzie musiał dowodzić, a to wyzwanie większe niż w przypadku sił kontraktowych.

Podobno Rosja specjalizuje się w broni pancernej. Ale czy na pewno?
Fot. gur.gov.ua

Druga kwestia, to pytanie o rozwój postaw patologicznych w koszarach. Od diedowszczyny, po możliwość pojawienia się zwiększonej skali uzależnień od alkoholu i narkotyków. Już teraz rosyjskie wojska, które napadły na Ukrainę wykazywały się zachwianiem standardów etycznych i moralnych jeśli chodzi o dopuszczanie się zbrodni na cywilach – zabójstwa i gwałty, a także na masową skalę dokonywane kradzieże. Co więcej dochodziło do walk między wojskami agresora, np. na podłożu spożycia alkoholu w znacznych ilościach. Mobilizacja może zwiększyć tego rodzaju zjawiska, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę bardzo niskie morale i akceptację zjawisk patologicznych wśród żołnierzy przez ich dowódców.

Oczywiście Rosja może przeprowadzić procesy mobilizacyjne, tego nie można zapomnieć. Będzie to naturalne sprawdzenie rozbudowanego systemu mobilizacyjnego, który jak podkreślił analityk Defence24 Jarosław Ciślak na papierze bardzo dobrze zakorzenia się w skomplikowanym systemie ustroju terytorialnego Rosji. Jednakże, agresja na Ukrainę jak w soczewce skupiła wszelkie problemy rosyjskiej rzeczywistości biurokratycznej i przestępczej. Trudno nie widzieć, że korupcja, nepotyzm, itd. przekładają się na słabości sił zbrojnych i aparatu państwa. Stąd też, aktywowanie kolejnych segmentów złożonej maszynerii polityczno-wojskowej będzie olbrzymim wyzwaniem.

Co więcej, zauważmy, że naturalnie należy założyć liczne przypadki odmów i uciekania od wypełniania narzuconych wymogów mobilizacyjnych. Będzie to angażowało również aparat bezpieczeństwa wewnętrznego i kolejna biurokratyczna machina zostanie aktywowana. Tworząc przestrzeń do kolejnych nadużyć i kreacji szarej strefy. Lecz naturalnym pytaniem, które musi pojawić się w kontekście mobilizacji jest relacja koszt-efekt całego procesu.

Czytaj też

Zakładając bardziej racjonalny dla Rosjan proces można uznać, iż większość rezerw będzie przesuwana do jednostek w kraju, tak aby luzowane w ten sposób kadry móc wysłać na wojnę w Ukrainie. Analogicznie do wycofywania części systemów S-300 z obrony powietrznej Petersburga, jednostki na tych „bezpiecznych", ale nadal strategicznych kierunkach mogą otrzymywać kadry z mobilizacji i tym samym wysyłać swoich żołnierzy do walki. Jednakże, nie biorąc pod uwagę racjonalności w ocenie działań polityczno-wojskowych Kremla można śmiało uznać, że pojawi się prawdopodobieństwo wysyłania rezerw i poborowych na front.

Zarówno do uzupełnień walczących tam jednostek lub jako nowe, dyslokowane na dany teatr działań jednostki. W obu przypadkach do walki rzuci się jednostki słabo przygotowane pod względem zgrania z innymi formacjami, a przede wszystkim słabo zaopatrzone. Już teraz dla ograniczonej ilości rosyjskich żołnierzy i ochotników brakowało wyposażenia, a nawet odpowiedniego umundurowania.

Czytaj też

Trudno przypuszczać, że po 209 dniach walk rosyjski, zmobilizowany żołnierz pójdzie na wojnę w standardzie „Ratnika" czyli propagandowej wizji żołnierza przyszłości. Rezerwiści, którzy przeszli szkolenia wojskowe bardzo dobrze odczytają ten fakt, szczególnie jeśli wezmą pod uwagę specyfikę pełnoskalowej wojny i nadchodzące warunki zimowe na froncie. Tak na marginesie można uznać, że nader dobrze rozwinie się dzięki informacji o mobilizacji swoisty czarny rynek wyposażenia wojskowego w Rosji.

Popyt przerośnie podaż jeśli chodzi o elementy umundurowania, a zapewne nawet uzbrojenia. Bowiem jeśli już nie będzie można uciec przed udziałem w agresji, to każdy kto będzie dysponował środkami finansowymi zacznie starać się o dodatkową ochronę. Zarobią zapewne ci, którzy będą w rosyjskiej logistyce lub branży zbrojeniowej, ale również chińscy dostawcy sprzętu.

Rosja w działaniach propagandowych wykorzystuje m.in. resentymenty do czasów sowieckich, obecne w wielu państwach Europy. Fot. kremlin.ru.

Rosja będzie musiała wyekwipować dodatkowych żołnierzy, wyposażyć ich w uzbrojenie i przede wszystkim utrzymać ciągłość dostaw dla nowych jednostek. I tu pojawia się bardzo zasadnicze pytanie, czy mobilizowani będą otrzymywać sprzęt i wyposażenie, którego obsługę i funkcjonalności poznali wcześniej. Zaś jeśli otrzymają np. starsze, pod względem generacyjnym wyposażenie, ile czasu zostanie poświęcone na procesy szkoleniowe.

Generalnie, zauważmy, że Putin mówił o mobilizowaniu posiadających przeszkolenie wojskowe lub (i) mających umiejętności niezbędne z punktu widzenia sił zbrojnych. Jednakże praktyka może być różna, a więc należy zakładać, że wielu ze zmobilizowanych przeszło np. zasadnicze przeszkolenie i być może nawet nie miało ciągłości szkoleń po jego zakończeniu. Ich zdolności bojowe są więc nikłe, a trudno przypuszczać, że na tym etapie wojny rosyjskie władze pozwolą sobie na szeroko zakrojone i długotrwałe procesy doszkalania lub wręcz szkolenia.

Czytaj też

Mobilizacja w Rosji obejmuje już ludzi i przemysł czyli mówiąc wprost łatwiejsze staje się narzucanie norm i wysuwanie gróźb wobec podmiotów niechętnych, przecież opierających się można zmobilizować i wysłać na front. Trzeba zdawać sobie sprawę, że każda mobilizacja (nawet częściowa) jest dla gospodarki państwa olbrzymim obciążeniem. Zaś Rosjanie zjadają swoje zasoby na wypadek kryzysu już od lutego, a teraz jeszcze muszą założyć, że pojawią się wątpliwości wśród firm, jeśli chodzi o przyszłość. Należy liczyć się z falą nacjonalizacji, a może nawet przejmowaniem sprzętu należącego do osób prywatnych właśnie na potrzeby wojenne.

I znów, przytaczając ważną uwagę o synergii rosyjskich władz centralnych i lokalnych z różnymi układami korupcyjnymi. Przypomnijmy sobie, że dotychczas np. zbiórki na narzędzia dla techników sił powietrznych i kosmicznych musiały kończyć się udokumentowaniem fotograficznym faktu dostarczenia sprzętu, bowiem część znikała po drodze. Wyobrazić można sobie jak to będzie wyglądało w przypadku wdrażania systemu nakazowego, z dużą przestrzenią dla różnych szczebli administracji i wręcz chroniczną słabością ich kontroli.

Jak można było zobaczyć po przekładaniu wystąpienia Putina nawet samo ogłoszenie „częściowej" mobilizacji było już problemem dla Kremla. Jednak, ten akt polityczno-prawny i tak może stanowić najmniejszy problem związany z odwołaniem się do takiego narzędzia. Trudno jest dziś w pełni podliczyć kosztów ekonomicznych, politycznych i przede wszystkim społecznych tej decyzji. W tym ostatnim przypadku należy wstępnie uznać, że prawdopodobne są możliwości wystąpienia turbulencji względem czynników rozwarstwienia społeczeństwa, jego etnicznego zróżnicowania, a nawet pod względem czynnika wieku.

Zauważmy bowiem, że według bardzo ograniczonej bazy danych jeśli chodzi o badania poparcia dla agresji na Ukrainę, znaczna część młodych Rosjan jest sceptyczna co do aktywnego udziału w niej. Nawet, gdy popiera standardy rosyjskiej neoimperialnej polityki, w tym takiego zakresu użycia siły jaki miał miejsce w przypadku agresji na Gruzję i dwóch napaści na Ukrainę.

Fot. mil.ru

Czytelniej widać to na płaszczyźnie wojskowej, gdzie nie należy spodziewać się rewolucyjnej zmiany w morale rosyjskich sił zbrojnych. A nawet należy zakładać procesy odwrotne, wynikające z włączania niechętnych do służby wojskowej i co najważniejsze włączania do systemu już teraz niewydolnego pod względem logistyki oraz zaopatrzenia. Rosjanie staną również przed wyzwaniem w zakresie większej mobilizacji zasobów mundurowych i służb specjalnych na kierunku wewnętrznym. Chodzi o egzekwowanie mobilizacji, ale też wyszukiwanie ognisk oporu względem niej i przeciwdziałaniu np. możliwym aktom sabotażu wobec procesów mobilizacyjnych.

Już wcześniej pojawiały się doniesienia o niszczeniu obiektów należących do komisji wojskowych. Stąd, policja, FSB, a być może nawet Rosgwardia zostaną obciążone dodatkowymi zadaniami. Wspomniano Rosgwardię, bowiem ich działania są przecież dedykowane chociażby masowym wystąpieniom ulicznym, chociażby jeśli chodzi o potencjalne protesty przeciwko mobilizacji do wojska. Zaś sama Rosgwardia poniosła znaczne straty w toku inwazji i jest nadal wiązana działaniami na terenach okupowanych. Czyli jej obowiązki będą musieli przejąć hipotetycznie inni.

Czytaj też

Finalnie, decyzja o mobilizacji jest też narzędziem operacji psychologicznej wymierzonej w Zachód. Ma pokazać determinację Putina i jego otoczenia względem prowadzenia wojny kosztem nawet radykalnych działań. Trzeba podkreślić, że będzie to włączone w dwie inne stosowane formy operacji psychologicznych, tj. grę surowcami energetycznymi i kosztami ekonomicznymi dla Zachodu oraz kartą atomową. Nie bez przyczyny, Kreml chciał właśnie, aby straszak atomowy wybrzmiał w kontekście procesu mobilizacji. Stąd też, tak ważną rolę spełnia pełne zaprezentowanie problemów jakie Rosja ma z mobilizacją i będzie miała w przyszłości przy zwiększaniu zastosowania tego rodzaju narzędzia polityczno-prawnego.

Komentarze (8)

  1. rwd

    Miesiące miną zanim nowi pojawią się na froncie. Może kacapy planują zimową ofensywę.

    1. Jaszczur

      Patrzysz oczami zachodnich cywilizowanych państw ..... Że musi być przeszkolenie itp itd... mowimi o Rosji oni tak naprawdę a napewno część z nich na froncie będzie już dzień albo dwa po stawieniu się na wezwanie.. czytałem relacje Ukraińców wcielonych siła z Donbasu ... Złapali ich na ciężarowke i bez gaszenia silnika dowieźli do mariupola ich od wcielenia do wojska do trafienia w strefę walki koleś mówił że minęło 4h szkolenie owszem odbyło się na pace ciężarowki 😂 w sensie przeładowanie broni , zmiana magazynku

    2. mc.

      Ależ "ruskie gienerały" zapowiedziały że już za 15 dni ci ludzie będą na froncie. Przecież według nich to "przeszkoleni rezerwiści". Czyli: łapią, koszary, strzyżenie, "gimnastiorka i onuce', AK-47 w łapę i na front. Co prawda pociąg będzie ich wiózł tydzień, ale wtedy zdążą się "znieczulić" i przestać myśleć (czy oni kiedyś myśleli ?).

    3. GB

      Miną dni, może dwa tygodnie i się pojawią na froncie. Przy czym efektem będzie słabo wyszkolone, uzbrojone, wyposażone i dowodzone jednostki bez realnej wartości na polu walki.

  2. Jaszczur

    Dziwi mnie że każdy bagatelizuje te 300 tyś ... Każdy zapomina albo nie wie że Rosja przegrywa bo nie da się wygrać wojny atakując mniejszą ilością żołnierzy kraj który broni się kilka razy większa liczba wojaków... Teraz chyba wszystko szybko się rozegra albo UA padnie albo reżim Putina padnie - max dwa miesiące i będzie już można dość skutecznie przewidzieć kto wygra

    1. Kontrapara

      USA padnie powiadasz? To ja ci piwiem że USA dostarczy tyle sprxętu że Ukraina przemieli to "wojsko" na karmę dla świń.To nie te czasy kiedy milion ludzi z drewnianą pepeszką na sznurku NKWD gnał wpieriod i zdobywaliście Berliny,Zresztą przy wydatnej pomocy tego znienawidzonego przez was USA.

    2. Jordan

      Myślę, że to jest raczej kwestia budowania morale. Oczywiście, nawet 10 tyś. rekrutów więcej to źle dla Ukrainy, więcej strat w ludziach, sprzęcie, prawdopodobnie w cywilach. Może nie dużo, ale jednak. To obsadzone okopy, to dłuższa, trudniejsza kontrofensywa. To jest wyraźny problem, dziwie się braku odpowiedzi, np: w odpowiedzi na mobilizację wysyłamy Ukrainie x sztuk sprzętu y do niszczenia siły żywej, żeby trochę dodatkowo postraszyć tych rekrutów. Jakiś rodzaj broni który jest szczególnie nieprzyjemny dla piechoty. (prawdopodobnie działa 155 mm)

    3. GB

      Ukraina pada od lutego 2022, przy czym miała paść w 3 dni. 300 tys. żołnierzy, którzy nie chcą walczyć, są niewyszkoleni (poborowy rosyjski jest niewyszkolony, czyli rezerwista też), słabo uzbrojeni i wyposażenie są tylko mięsem armatnim. Właśnie z takim wojskiem spotkali się Ukraińcy w Obwodzie Charkowskim w kontrofensywie z początku września 2022. Później nadeszły jednostki odtwarzanej po marcowej klęsce 1 Gwardyjskiej Armii Pancernej złożonej właśnie z takich niewyszkolonych rezerwistów. I rosyjska klęska. Przy czym pospiech jaki już widać przy mobilizacji wskazuje że rezerwiści będą trafiać od razu do linii, a nie do przeszkolenia (przynajmniej na początku). Warto jednak pamięć że w krajach zachodnich cały czas szkolą się żołnierze Ukraińscy i mimo że są to kursy przyspieszone to i tak trwają 2-3 miesiące.

  3. TakTak

    Checi do Ustepstw oni maja - przeciez od poczatku mowili "Ukad - ze Ukraina nie bedzie w NATO to nasze minimum" - to nasza stroa powiedziala "zero negocjacjI". Ale ogolnie to znaczy ze sprawa rozkowita a nie sie chowa. Bardziej to przpmina wiec poczatek niz koniec.

    1. Tak sobie obserwuję

      Dokładnie, wasz Ławrow mówił zero negocjacji. Po batach na Chersońszczyźnie zaczął zmieniać zdanie ale teraz Ukraińcy mówią nie. Skądinąd, dlaczego "kolega" nie w wojenkomacie? Z okopów "kolega" będzie mógł ciekawsze komentarze wrzucać. Choć raczej krótko.

    2. Vixa

      Kłamstwo czy niewiedza? Przecież powiedzieli im, że Ukraina nie wejdzie do NATO a i tak pomimo tego zaatakowali. Roszczenia roSSji były o wiele większe. To jest początek, owszem, ale końca tego kołchozu złodziei i pijaków;)))

    3. Wewo

      Całe szczęście wasza strona nie osiągnie żadnego minimum. Będziecie mogli sobie mówić niet i zero negocjacji, ale po upadku Rosji, Ukraina wstąpi tam gdzie tylko będzie chciała.

  4. Markus

    urki kontra orki - chyba jednak urki tą wojnę wygrają :)

  5. OptySceptyk

    Mogą powołać sporo gruzu 500 i tych, którym zaraz będą się kończyć kontrakty półroczne. Do tego różnych weteranów Syrii, Gruzji i czego tam jeszcze. Ponadto, mogą się zgłosić ochotnicy, którzy teraz uznają, że trzeba walczyć za ojczyznę. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

  6. Valdi

    Z patrioci zrywać się z kanapy Pokaż co potrafisz

    1. papa lebel

      Już się zerwali. Ponoć skończyły się bilety na ostatnie loty i pociągi z mordoru.

    2. GB

      Syn Pieskowa liderem. Na telefon od człowieka z rosyjskiego odpowiednika WKU, który wezwał go na drugi dzień do biura odpowiedział że on to inaczej załatwi....

  7. Z

    Ukraińskie służby zamiast podkładać ładunki wybuchowe na tyłach wroga powinni podrzucać skrzynki z wódką i gazetki wprowadzające zamęt pomiędzy różnymi ściągniętymi z syberii czy z kaukazu sołdatami a sami się powybijają.

  8. Rio

    Już pewnie zaczęły się zrzutki po rodzinach na łapówki... Znowu powołają biednych i jakąś znikoma część wypraną propagandą.