- KOMENTARZ
- OPINIA
- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Wenezuela: komandosi, wywiad i decepcja
Amerykańska nocna operacja w Wenezueli może okazać się jedną z najskuteczniejszych operacji połączonych, angażujących zasoby wojska, w tym Sił Operacji Specjalnych, oraz służb specjalnych.
Autor. U.S. Marine Corps, domena publiczna
Bowiem najprawdopodobniej pojmano i wywieziono z kraju Nicolasa Maduro, a więc formalnego przywódcę reżimu. Co więcej, nie dokonano tego za sprawą dużego zaangażowania wojsk, mogącego narazić USA na znaczne straty ludzkie. Na obecną chwilę z racji dużej dynamiki wydarzeń, można wyróżnić kilka kluczowych pierwszych konkluzji odnoszących się do przyjętego przez USA modelu działania. Jednocześnie należy powstrzymać się przed jednoznacznymi ocenami dalszego rozwoju sytuacji w samej Wenezueli i na arenie międzynarodowej.
Udana operacja w domenie informacyjnej
Przede wszystkim możemy na tym etapie wskazać, że już od wielu lat, a szczególnie po objęciu władzy przez Donalda Trumpa, następowała planowa i systematyczna erozja pozycji Nicolasa Maduro w domenie informacyjno-kognitywnej. Zauważmy, że rządzący w Waszyngtonie sprawnie sięgali po narkotykowy casus belli, które jest wysoce akceptowane przez samych Amerykanów (jest to szczególnie ważne, jeśli chodzi o przestrzeń wyborców Trumpa i Republikanów).
Prezentując reżim w Wenezueli jako nie tylko niedemokratyczny, ale przede wszystkim bezpośrednio zagrażający życiu i zdrowiu licznej populacji zwykłych Amerykanów. Pamiętając, że m.in. w toku kampanii wyborczej po umownej trumpowskiej stronie pojawiało się wiele głosów mówiących o niezbędności nie tylko walki z przemytem narkotyków, ale także zastosowaniem do tego dodatkowych środków wojskowych.
Służyć temu miało chociażby zrównywanie zagrożeń terrorystycznych i narkotykowych, a więc dwóch silnych narracji względem sytuacji wewnętrznej w USA. Przy czym, w przypadku operacji antynarkotykowych i antyterrorystycznych istnieje większa swoboda skalowania działań przez stronę amerykańską i unikania popadania w duże inwazje, wiążące wojska lądowe w roli misji stabilizacyjnych. To właśnie widzimy obecnie w przypadku Wenezueli, gdzie raczej dokonano operacji zbliżonej do próby pojmania Usama ibn Ladina (op. pk. Neptune Spear), a nie zajęcia Iraku w 2003 r. i próby usunięcia Saddama Husajna (op. pk. Iraqi Freedom).
Co więcej, już wcześniej amerykańskie agencje federalne i państwo sygnowały umowny list gończy za Maduro (Narcotics Rewards Program: Wanted -Bureau of International Narcotics and Law Enforcement Affairs, z nagrodą opiewającą na 50 mln dolarów, wskazując w nim, że jest to osoba poszukiwana za aktywność odnoszącą się do przestępczości zorganizowanej. Można to potraktować jako typowy zabieg deprecjonujący Maduro i obniżający jego rangę na arenie międzynarodowej. Trzeba było bowiem uważać, że kontaktując się i wspierając Maduro, w oczach USA ma się kontakty z przestępczością zorganizowaną.
Był to również sygnał dla innych osób z nim związanych, że USA będą go traktować jako członka narkobiznesu, stąd być może należy rozważyć dalszą kooperację z nim. Co więcej, podobny zabieg zastosowano wobec innych ważnych dygnitarzy w Wenezueli. Taka sytuacja mogła sprzyjać werbunkom w kręgach władz, wojska czy służb. Oficjele mogli się bowiem obawiać, że także i oni mogą być potraktowani w kategorii przestępców, ryzykując nie tylko życiem i zdrowiem, ale też swoimi majątkami.
Dodajmy, że nie jest to pierwszy podobny przypadek, gdyż wcześniej zastosowano podobne środki względem dyktatora Panamy gen. Manuela Antonio Noriegi Moreno, także oskarżanego o udział w narkobiznesie. Co ważne, sam Noriega został finalnie zatrzymany i wywieziony do USA, tam osądzony i osadzony (przy oczywiście dość specyficznych warunkach traktowania) w zakładzie karnym. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że amerykańska administracja może sięgnąć po podobne rozwiązanie, ale z możliwością dodania również innych oskarżeń niż te związane z udziałem w przemycie narkotyków.
Unikanie zagrożenia partyzantką
Zauważmy również, że administracja Donalda Trumpa posłużyła się sprawnie presją militarną, najpierw dokonując zasygnalizowania woli działania, później pokazu siły i finalnie użycia siły. Jednak nie przekraczając progu wejścia do pełnoskalowego konfliktu, co mogło (i zapewne byłoby) być źle odebrane przez amerykańskich wyborców Trumpa, niechętnych zaangażowaniu militarnemu poza krajem.
Wybierając ten model działania sprawnie pominięto przede wszystkim możliwość wystąpienia zagrożenia związanego z niezbędnością prowadzenia rozległej czasowo, jakościowo i ilościowo operacji kontrpartyznackiej (COIN) w dużym państwie Ameryki Południowej (pamiętając, że właśnie w tym rejonie świata guerrilla jest mocno osadzona w historii wojen i konfliktów zbrojnych). Maduro oraz jego reżim chciał właśnie w ten sposób odstraszać Amerykanów, sygnalizując zdolność do kreacji masowego i rozproszonego oporu militarnego, a przede wszystkim paramilitarnego.
Stąd m.in. wszelkie wręcz groteskowe milicyjne parady, rozdawanie broni i szkolenia dronowe dla ludzi, które propagandowo mogły budzić wątpliwości, ale jednocześnie rozproszenie broni lekkiej mogło uczynić państwo trudne do późniejszej kontroli. Co interesujące, Amerykanie mogli wprowadzać w błąd samych Wenezuelczyków co do woli użycia siły poprzez dyslokację mniejszych sił lądowych – głównie Marines (22 MEU), które naturalnie byłyby niewystarczające do przeprowadzenia dużej operacji inwazyjnej i kontrolowania nawet kilku kluczowych miast.
Być może była to jedna z wielu form decepcji, które sprzyjały późniejszemu użyciu SOF. Analogicznie, reżim musiał zapewne zdawać sobie sprawę, że umownie przeżyje nawet najbardziej skomasowaną operację lotniczą, kryjąc się wśród ludności. Obecne wystąpienia reżimowej wenezuelskiej propagandy dużo nam mówią o przygotowywanych wcześniej scenariuszach związanych z narracją o porażeniu (atakowaniu) skupisk ludności cywilnej.
Trzeba również podkreślić fakt akceptacji ryzyka skomplikowanej operacji z użyciem Sił Operacji Specjalnych (SOF). Donald Trump i jego administracja, a także planiści wojskowi musieli brać pod uwagę historię podobnych operacji w przeszłości, widząc nie tylko same sukcesy, ale i traumatyczne wydarzenia (np. op. pk. Eagle Claw czy Gothic Serpent). Sam Donald Trump musiał mieć świadomość własnych tajnych operacji jeszcze z okresu pierwszej prezydentury, które nie do końca kończyły się sukcesem.
Tutaj zaś poziom wzrastał, przede wszystkim dlatego, że nie można było mówić o zaskoczeniu samych Wenezuelczyków. Przecież Maduro i jego ochrona oraz osłona kontrwywiadowcza widzieli, że są celem. Lecz ostatecznie zaangażowano SOF, w tym operatorów Delta Force (1st Special Forces Operational Detachment-Delta 1st SFOD-D). Chociaż należy pamiętać, że za takimi działaniami sił JSOC stoją nie tylko poszczególne jednostki SOF, ale raczej ich grupa (np. można spekulować o udziale 160th SOAR(A)).
Zarówno w fazie planistyczno-sztabowej, treningu, zgrywania, realizacji, a także posiadania alternatyw na wypadek wsparcia/ewakuacji. Dlatego, przy tej operacji nie powinno skupiać się wyłącznie na umowną Delta Force, lecz raczej na całościowe zdolności amerykańskich SOF. Patrząc w przyszłość, można brać pod uwagę, że skuteczność operacji w Wenezueli może zwiększyć skłonność obecnej administracji do sięgania po takie narzędzia, jakimi dysponuje JSOC/SOCOM.
Triumf amerykańskiego wywiadu
Zauważmy, że konwencjonalne wojsko było jedynie elementem wsparcia działań SOF. Nie mieliśmy do czynienia z klasyczną operacją w stylu doktryny „szoku i przerażenia” (shock and awe). Ta ostatnia zakładałaby bowiem przeprowadzenie zmasowanej kampanii na znaczną ilość celów wojskowych i infrastruktury krytycznej zaatakowanego państwa. W zamian dokonano paraliżu wenezuelskich sił powietrznych, a także zapewne spróbowano dokonać paraliżu węzłów dowodzenia, kontroli, komunikacji i łączności (C4).
Co było zapewne skierowane na odciągnięcie uwagi wojsk wenezuelskich, a także zminimalizowanie zagrożenia dla SOF. Udało się to w sposób wręcz podręcznikowy, o czym świadczyć może opisywane przez Jakuba Palowskiego użycie śmigłowców nad Wenezuelą. Mówiąc wprost, nie wleciałyby one w strefę dużej aktywności nawet prostych środków obrony przeciwlotniczej i samolotów przeciwnika.
Autor. US Army
Można także postawić hipotezę, że uderzenia z powietrza na bazy wojskowe mogły być elementem większej gry operacyjnej, ukierunkowanej na sprowokowanie do konkretnych działań ochronę Maduro, pozwalając ostatecznie operatorom SOF na jego przechwycenie w bardziej komfortowych warunkach operacyjnych.
Lecz bodajże największy sukces może być po stronie amerykańskiej penetracji wywiadowczej Wenezueli. Przede wszystkim dlatego, że bez danych wywiadowczych w żadnym razie nie udałoby się uzyskać efektów na ziemi z użyciem jednostek SOF.
Obie przestrzenie, a więc wojska specjalne i służby wywiadowcze, są od siebie wręcz istotowo zależne w przypadku tak skomplikowanych działań. I tu rodzi się pytanie, jak mocno amerykańska Wspólnota Wywiadowcza, na czele z CIA (której Trump miał dać zadanie działania na tym kierunku), dokonała pozyskania danych z HUMINT, czyli źródeł osobowych. Bowiem bezsprzecznie amerykańska dominacja w SIGINT, IMINT, MASINT nie podlegała nigdy dyskusji. A jednak, do takiej operacji przeciwko celowi osobowemu wysokiej wagi HVT należało mieć źródła osobowe.
Sprzyjać Amerykanom w tym zakresie mogły czynniki ekonomiczne w samej Wenezueli, wspomniane użycie narzędzia presji psychologicznej w oparciu o wątek narkotykowy, a także spora emigracja polityczna (ekonomiczna) wśród Wenezuelczyków. Jednak, ostatecznie należy pamiętać, że podobne dogodne warunki nie do końca pomogły USA w przypadku inwazji na Irak w 2003 r., a w przypadku Wenezueli udało się w końcu pojmać samego dyktatora.
Zobacz też

Tym samym, najprawdopodobniej nastąpiła klęska wenezuelskiego SEBIN oraz innych struktur osłony kontrwywiadowczej w kraju (większa niż samego wojska), które przecież już wcześniej miały powstrzymać próby obalenia reżimu. Z najsłynniejszą i wręcz filmową próbą użycia zewnętrznych zasobów firmy PMC z 2020 r. Oczywiście można również założyć, że część reżimu mogła potajemnie działać na rzecz USA, ale i to wymagało skonstruowania niezbędnych relacji z użyciem amerykańskich służb wywiadowczych.
Można dodać, że akcja w Wenezueli potencjalnie stanowi kolejny dowód (obok poprawnej diagnozy strategicznej działań Rosji w 2022 r.) na wychodzenie Wspólnoty Wywiadowczej USA z okresu zależności od paradygmatu dominacji działań antyterrorystycznych na rzecz rywalizacji z aktorami państwowymi.
Wiedzieli i nie powiedzieli?
Interesujące może być również zachowanie zewnętrznych aktorów. Oczywiście trudno byłoby przypuszczać, że fizycznie ChRL czy Rosja mogłyby zatrzymać działania Amerykanów w Wenezueli. Jednakże, ich służby wywiadowcze naturalnie w ostatnich miesiącach musiały mocno koncentrować swoją uwagę na amerykańskiej aktywności wojskowej w regionie. Stąd też, albo USA były zdolne do ukrycia przygotowań do realizacji uderzeń i operacji pojmania Maduro, albo inne zainteresowane państwa niejako „zaakceptowały” operację strony amerykańskiej.
To może być najciekawszy wymiar dyskusji o obecnych działaniach USA wobec Maduro. Pamiętając np. o znaczeniu chińskiej pomocy wywiadowczej dla Pakistanu w przypadku niedawnego starcia tego państwa z Indiami. Co ważne, potencjalnie zarówno Rosja, jak i ChRL mają przecież swoje zasoby wywiadowcze w regionie, być może nawet w samej Wenezueli, ale też na Kubie.
Podsumowując, tych kilka wstępnych spostrzeżeń, należy podkreślić, że decepcja była najprawdopodobniej kluczem do sukcesu. I to od płaszczyzny taktycznej, aż po wymiar strategiczny. Obecnie, gdy myślimy o amerykańskich środkach wojskowych, to na tym etapie niepewności względem losów Wenezueli operacje PSYWAR staną się kluczowe. Zarówno, gdy chodzi o zdobywanie serc i umysłów lokalnej ludności – wspieraniu opozycji, a także dezintegracji wenezuelskiego aparatu państwa (w tym aparatu represji). Na sam koniec trzeba również stwierdzić, że otwarcie nieba nad Wenezuelą sprzyja wywieraniu nie tylko presji psychologicznej, ale i kinetycznej na osoby zaangażowane w rządzenie państwem.
Bowiem już nie tylko amerykańskie samoloty, ale i BSP (w tym pozawojskowe, czyli z CIA) mogą zapewne swobodnie operować nad ich głowami. Tak czy inaczej, USA pojmaniem Maduro nie zamknęły wszystkich pytań i przede wszystkim wątpliwości o rozwój sytuacji w Wenezueli. Lecz rzeczywiście wytworzyły całkowicie nowe warunki operacyjne, mogące sprzyjać transformacji już na szczeblu strategicznym. Zaś Departament Wojny, Wspólnota Wywiadowcza i Departament Stanu zyskały na sprawczości w Zachodniej Hemisferze, niejako realizując w praktyce założenia niedawnej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego z 2025.
Autor. United States Air Force





PROGNOZA 2026 | Jakie drony na Ukrainie? | Flota cieni na Bałtyku | Defence24Week #142