- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Jak Polska i NATO mogą powstrzymać Rosyjską Linię Dronów
Zarówno Rosja jak i Ukraina w znaczący sposób demonstrują wysokie tempo dostosowywania sprzętu, taktyki działania oraz doktryny do zmieniającego się pola walki. Niestety szeroko rozumiany Zachód, w tym Polska zdaje się nie doceniać dynamiki tych zmian i wciąż reaguje w swoim pokojowym tempie o czym w drugim artykule pisze ppłk rez. Maciej Korowaj.
Autor. Jakub Borowski, Defence24.pl
Pierwszą część cyklu artykułów ppłk rez. Macieja Korowaja w sprawie zagrożenia ze strony rosyjskich bezzałogowców można przeczytać pod tym linkiem.
Ukraińska kontradaptacja
Ukraina nie stoi w miejscu. W latach 2025–2026 sformalizowała Siły Systemów Bezzałogowych jako odrębny rodzaj wojsk, rozbudowała własne jednostki wyspecjalizowane na wzór Rubikonów i masowo wdrożyła drony przechwytujące. Operacją „Pajęczyna” z czerwca 2025 roku pokazała ponadto, że w sferze kreatywności operacyjnej nadal potrafi wyprzedzać Rosję.
Nie można więc mówić o prostym i jednostronnym topnieniu ukraińskiej przewagi. Trafniejszą diagnozą jest konwergencja zdolności przy zachowaniu różnych modeli organizacyjnych. Rosja uczy się od Ukrainy, Ukraina uczy się od Rosji, a obie strony wdrażają korekty w czasie niemal rzeczywistym niedostępnym obecnie w naszym systemie prawnym.
Zobacz też

Polska i NATO na spacerze
Jeżeli Rosja i Ukraina biegną, to NATO i Polska w wielu obszarach nadal spacerują. Problem nie sprowadza się tylko do liczby zakupionych platform. Zachód porusza się w logice pokoju, podczas gdy Rosja i Ukraina działają w logice wojennej. Tam od pojawienia się innowacji technologicznej lub organizacyjnej do jej wykorzystania na polu walki mijają tygodnie. U nas mijają lata. Nasi urzędnicy nie są przygotowani do tak szybkiego podejmowania decyzji i akceptowania ryzyka - i nie dlatego, że są nieudolni, lecz dlatego, że system prawny i proceduralny, w którym działają, po prostu tego nie umożliwia.
To nie jest wina ludzi. To jest wina systemu. Można deklarować miliardy na drony, ale jeśli nie wiadomo, kto te środki otrzyma, według jakiej doktryny mają być wydane i jaki efekt mają przynieść na poziomie plutonu, kompanii, brygady i dywizji, to pieniądze same w sobie nie rozwiązują problemu. Pojawia się też pytanie o model finansowania – czy duże holdingi państwowe i quasi-państwowe powinny przejąć dominującą rolę w tym procesie, czy może właśnie małe i średnie firmy, szybsze i bardziej elastyczne, są kluczem do realnej zdolności skalowania produkcji.
Największy deficyt dotyczy dziś doktryny. Wojsko testuje pewne rozwiązania, ale nie ma harmonogramów szkolenia operatorów dronów bojowych, nie ma dla nich etatów na poziomie pododdziału, a większość wystawianych na krajowych konferencjach platform trafia w próżnię zamówieniową, bo zamawiający nie wie jeszcze, czego dokładnie potrzebuje. Jeżeli tego nie zmienimy, nawet najlepszy sprzęt pozostanie zbiorem drogich eksperymentów.
Technodron 26 – gdzie te pytania padają publicznie
Część z tych obserwacji stała się przedmiotem żywej debaty podczas II Konferencji Technologii Systemów Bezzałogowych Technodron 26, zorganizowanej 14–15 maja 2026 roku na Kampusie Uniwersytetu w Białymstoku przez Wydział Stosunków Międzynarodowych UwB oraz Klaster Dualtec. W pierwszym panelu, zatytułowanym „Wojna systemów bezzałogowych na Ukrainie – 3.0 czy już 4.0?”, podnoszone były dokładnie te kwestie, które niniejszy artykuł stara się opisać analitycznie.
Przedstawiciele około stu firm z branży bezzałogowej, goście z Ukrainy, oficerowie ze Sztabu Generalnego, Inspektoratu Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia i Wojsk Obrony Terytorialnej oraz reprezentanci Straży Granicznej, Policji i Straży Pożarnej dyskutowali o tym, jak głęboka jest przepaść między operacyjnym tempem adaptacji Rosji i Ukrainy a rytmem, w jakim zachodnioeuropejski przemysł obronny i struktury NATO reagują na zmieniające się pole walki.
Panel dotyczący współpracy małych firm z dużym przemysłem i instytucjami państwowymi ujawnił napięcia strukturalne, o których pisze się rzadko – między elastycznością małych i średnich przedsiębiorstw zdolnych do szybkiego skalowania produkcji a proceduralnymi barierami, jakie napotykają przy wchodzeniu w łańcuchy zamówień publicznych. Panel piąty, poświęcony planom i potrzebom armii oraz służb, potwierdził zaś, że po stronie zamawiającego wciąż brakuje spójnej doktryny, która pozwoliłaby przełożyć deklarowane potrzeby na konkretne, zaplanowane zamówienia.
Technodron pozostaje dziś jednym z nielicznych miejsc w Polsce, gdzie te pytania padają publicznie i bez upiększeń.
Małe niebo decyduje
Do utrzymania przewagi na „małym niebie” nad odcinkiem jednego kilometra frontu potrzeba dziś według części szacunków od 120 do 150 przelotów dronów dziennie. To pokazuje skalę nasycenia, z jaką trzeba się liczyć. Jeżeli natowski front liczymy od Brześcia po północną Norwegię, mówi się o potrzebie rzędu kilkudziesięciu tysięcy bojowych bezzałogowców na dobę. Nawet jeśli te liczby są szacunkowe i częściowo spekulatywne, pokazują, do jakiej skali myślenia operacyjnego jesteśmy dziś zobowiązani.
W takim środowisku sprzęt pancerny pozbawiony osłony, rozpoznania i własnego systemu bezzałogowego nie może prowadzić skutecznych działań manewrowych. Można mieć przewagę w lotnictwie, artylerii czy czołgach, ale bez zdolności walki w bezzałogowej warstwie taktycznej coraz trudniej będzie tę przewagę przełożyć na manewr i inicjatywę operacyjną.
Sześć rekomendacji dla Polski i NATO
Pierwszą rekomendacją powinno być stworzenie doktryny obrony i walki o „małe niebo”. NATO nadal nie dysponuje w pełni zintegrowanym podejściem do masowego użycia FPV, dronów rozpoznawczych i amunicji krążącej na głębokości taktycznej. Polska powinna należeć do państw, które wymuszą budowę takiej doktryny i przełożą ją na praktykę szkoleniową od poziomu plutonu do dywizji.
Drugą rekomendacją jest budowa własnej Linii Dronów jako standardu działania, a nie projektu eksperymentalnego. Chodzi nie o kopiowanie rosyjskich rozwiązań, lecz o stworzenie algorytmu odpowiedzialności głębokościowej, w którym wiadomo, kto odpowiada za rozpoznanie, kto za przechwycenie, kto za uderzenie i kto za zakłócenie przeciwnika w każdej warstwie pola walki.
Trzecią rekomendacją pozostaje radykalne wzmocnienie walki radioelektronicznej. Bez niej żaden system dronowy nie będzie odporny, a każde pozorne nasycenie sprzętem okaże się kruche. Walka radioelektroniczna musi stać się codziennym narzędziem na ćwiczeniach, a nie egzotycznym dodatkiem pokazywanym przy okazji większych demonstracji zdolności.
Czwartą rekomendacją jest zbudowanie szybkiej ścieżki organizacyjnej dla innowacji. Rosja i Ukraina uczą się w tygodniach, a Zachód często reaguje w latach. Polska powinna stworzyć mechanizm, który umożliwi testowanie, ocenę i wdrażanie rozwiązań bezzałogowych w tempie odpowiadającym realiom nowoczesnej wojny i zmienić przepisy tak, by urzędnicy mogli podejmować decyzje zakupowe szybciej, bez narażania się na odpowiedzialność karną.
Piątą rekomendacją jest odejście od myślenia, że lepiej mieć mało platform idealnych niż dużo platform wystarczająco dobrych. W warunkach wojny na wyniszczenie liczy się skala, odporność, możliwość szybkiej wymiany strat i niska bariera wejścia do produkcji. Logika praktyków z Ukrainy jest w tym sensie brutalnie trzeźwa. Często lepiej mieć dziesięć dronów dobrych niż jeden dron doskonały. Nie chodzi o rezygnację z jakości. Chodzi o to, żeby jakość nie stała się wymówką dla małej liczby.
Szóstą rekomendacją jest oparcie krajowej rezerwy przemysłowej na małych i średnich firmach. Polska nie musi już dziś produkować milionów dronów rocznie, ale musi posiadać zdolność szybkiego skokowego zwiększenia produkcji w czasie kryzysu. Zarówno w Rosji, jak i na Ukrainie większość dronów nie pochodzi z wielkich zakładów państwowych, lecz właśnie z małych i średnich przedsiębiorstw często podwójnego zastosowania. To one reagują najszybciej, adaptują się najtaniej i mogą stanowić prawdziwe jądro mobilizacji przemysłowej.
Stawka jest wyższa niż technologia
Najważniejsza lekcja z rosyjskiej Linii Dronów nie dotyczy samego sprzętu. Dotyczy państwa, które potrafi szybko uczyć się pod presją i przekształcać doświadczenie bojowe w praktyczne rozwiązania organizacyjne. To właśnie ta zdolność adaptacji jest dziś najgroźniejszą rosyjską bronią, i to jej Zachód nie jest w stanie zneutralizować samymi zakupami sprzętu.
Jeżeli NATO i Polska nie nauczą się podobnej szybkości działania, nie zbudują doktryny, nie zmienią rytmu decyzji i nie potraktują „małego nieba” jako kluczowego środowiska walki, to przewaga technologiczna Zachodu może w wielu miejscach okazać się iluzją. Współczesna wojna nie wybacza powolności. I właśnie dlatego czasu na naukę jest coraz mniej.




WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!