Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Indie nie dostaną kodów do Rafale

Francja nie podzieli się technologiami myśliwca Rafale z Indiami – donosi portal L’Essentiel de l’Éco. Oznacza to bankructwo indyjskich nadziei na niezależny przemysł lotniczy.

Indyjski Rafale
Indyjski Rafale
Autor. Dylan Agbagni (CC0)

W lutym tego roku indyjska komisja parlamentarna wydała zgody umożliwiające zakup 114 francuskich samolotów wielozadaniowych Dassault Rafale. Stało się to w przededniu wizyty w Indiach francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona. Wydawało się, że od historycznego, strategicznego kontraktu między Indiami a Europą dzielą nas tylko chwile. Pojawiły się nawet informacje co do ceny (od 36 do 39 mld USD), a także zakładany podział zadań, jaki miał przypaść indyjskiemu przemysłowi.

Do podpisania umowy nie doszło jednak w czasie wizyty Macrona ani w kolejnych tygodniach. Teraz już wiemy, dlaczego.

Kością niezgody są kody źródłowe do Rafale. Indie zakładały, że zostaną im one przekazane. Dzięki temu New Delhi mogłoby nie tylko częściowo produkować samoloty, ale także z czasem dostosowywać je do własnych potrzeb, w tym modernizować i przystosowywać do własnych systemów uzbrojenia, sensorów czy elektroniki pokładowej.

To z punktu widzenia Indii bardzo ważne i zgodne z ich polityką „Make in India”. Polega ona na przenoszeniu kompetencji i technologii do rodzimej gospodarki. W ten sposób Indie usiłują podnieść swój poziom techniczny na podobnej zasadzie do tego, co wcześniej udało się dokonać Chinom. A wydatki na zbrojenia stają się inwestycją w innowacyjną gospodarkę.

Modelowym przykładem indyjskiej inwestycji w innowacje lotnicze było porozumienie z Rosją z lat 90. Udało się wówczas (i w kolejnych latach) przeszczepić do Indii produkcję samolotów Su-30 w lokalnej, bogatej wersji MKI. Rosja zgodziła się wówczas na przekazanie kompetencji i integrację z indyjskimi rozwiązaniami technicznymi, a także na integrację podzespołów państw trzecich (Francja, Izrael) i wspólne rozwijanie tej konstrukcji. W efekcie Indie kupiły 50 samolotów wyprodukowanych w Rosji i 220 składanych w lokalnych zakładach Hindustan Aeronautics Limited. Dzisiaj Su-30 może nie budzić wielkich zachwytów, jednak trzeba pamiętać, że udało się przeszczepić ich produkcję do kraju, który borykał się wówczas z własnym projektem lekkiego myśliwca HAL Tejas i posiadał flotę niemal wyłącznie przestarzałych samolotów bojowych.

Sukces programu przeprowadzonego z Rosją mógł wynikać z rozpaczliwej sytuacji Moskwy po rozpadzie ZSRR. Był jednak zwycięstwem obydwu stron. Indie chciały powtórzyć go przy przeprowadzaniu kolejnego programu zakupowego, średniego samolotu wielozadaniowego MMRCA, przeprowadzonego na początku ubiegłej dekady.

Rosjanie przegrali w nim, ustępując zwycięskiej Francji, która zaoferowała samoloty Dassault Rafale. Jednak Francuzi nie chcieli przekazać kodów źródłowych ani brać odpowiedzialności za jakość produkcji w indyjskich zakładach lotniczych. W efekcie zamiast planowanych 126 samolotów zakupiono jedynie 36. A nie kupiono by ich prawdopodobnie wcale, gdyby nie pilne potrzeby związane z topniejącą liczebnością indyjskiego lotnictwa, trapionego wypadkami lotniczymi i słabą kondycją techniczną.

Jednocześnie rozpisano program MMRCA 2.0 mający zrealizować cele pierwszego programu i zaowocować zakupem 114 samolotów. W 2025 roku Marynarka Wojenna Indii wybrała dla siebie morskiego Rafale M, co tylko powiększyło szansę Rafale, będącego czarnym koniem w programie MMRCA 2.0.

Teraz jednak okazuje się, że Francuzi nie chcą dzielić się kodami źródłowymi, w tym w szczególności dotyczącymi pokładowego radaru AESA, komputera misji i systemu walki elektronicznej. A zatem najważniejszych i najtrudniejszych do skonstruowania podzespołów.

Co za tym idzie, nie będzie możliwa ich samodzielna modyfikacja do własnych potrzeb czy modernizacja. A także samodzielna integracja ich z indyjskimi systemami uzbrojenia, sensorami i innymi rozwiązaniami technicznymi. Integracji tych będzie można wprawdzie zapewne dokonywać, ale z wliczeniem francuskich procedur certyfikacyjnych. Oznacza to znacznie dłuższy czas takich prac, koszty francuskich procesów oraz… zgody Paryża.

Rozgoryczenie strony indyjskiej jest zrozumiałe. Łatwo jednak zrozumieć także stronę francuską. Dzielenie się kodami źródłowymi rozwiązań, do których dochodzono przez lata może być z punktu widzenia Francji nie tylko niegospodarnością, ale także zagrożeniem.

Niegospodarnością, ponieważ prowadzi to do wypływu unikalnych rozwiązań do innego państwa, które w teorii może stworzyć kiedyś w ich oparciu wyrób konkurencyjny. A zagrożeniem, bo sekrety te mogą przeniknąć z Indii chociażby do Rosji, z którą New Delhi nadal ma dobre stosunki.

Jednocześnie Francja ma dzisiaj portfel zamówień na ponad 200 Rafale (nie licząc potencjalnego zamówienia ukraińskiego na „do stu” maszyn) i zdolność do produkowania do 30 maszyn rocznie (w 2025 roku udało się oddać klientom rekordowe 26 sztuk). Brak zamówień w linii produkcyjnej tych maszyn więc nie grozi.

Indie stoją w tej sytuacji przed trudną decyzją: dobre rozwiązanie francuskie bez kodów źródłowych lub jakimś kompromisem w ich sprawie. Albo ponowny mariaż z Rosją i postawienie na Su-57E. Rosjanie oferują tutaj wszystko, łącznie z kodami źródłowymi i prawami do przeprowadzania zmian we własnym zakresie. Rosja jest tutaj znacznie bardziej zdesperowana i Indie są dla jej eksportu lotniczego ostatnią deską ratunku. Su-57E udało się wprawdzie sprzedać do Algierii, ale jest to zamówienie tak małe, że niewiele zmienia. Propozycja rosyjska niesie jednak ze sobą zagrożenia: ochłodzenie kontaktów z państwami zachodnimi i możliwość sankcji gospodarczych. Do tego dochodzi kwestia techniczna. Rosyjski samolot jest zapóźniony technicznie względem rozwiązań francuskich i pomimo futurystycznego  wyglądu może okazać się dla Hindusów ślepą uliczką.

Reklama

Zobacz również

WIDEO: Offset czy „offset”? Miliony na Jelcza, miliardy na Apache | Defence24 Week #153
Reklama