Strona główna

Papierowy Tygrys? [ANALIZA]

Tygrys II w muzeum w Niemczech. Fot. Baku13/Wikimedia Commons/CC BY SA 3.0.
Tygrys II w muzeum w Niemczech. Fot. Baku13/Wikimedia Commons/CC BY SA 3.0.

Najlepszy czołg II wojny światowej? Zamiast słowa „czołg” można podstawić inne: samolot myśliwski, bombowiec, okręt, karabin… To jedno z tych pytań, które zadawane będzie tak długo, jak długo będą chętni do toczenia takich sporów. I najpewniej nigdy nie doczeka się odpowiedzi, którą zaakceptują wszyscy pasjonujący się tym zagadnieniem. Zależnie od tego jakie kto ma sympatie polityczne, ale też i wiedzę techniczną oraz historyczną, na tak postawione pytanie padać będą całkowicie różne odpowiedzi, a każda poparta będzie setkami argumentów.

Jednemu nie da się zaprzeczyć: nie da się tego sporu rozstrzygnąć, nie przyjąwszy wcześniej zasad, w oparciu o które czynione są analizy i porównania. Do innych wniosków dojdziemy, biorąc pod uwagę wyłącznie parametry techniczne, jak kaliber uzbrojenia, grubość i ukształtowanie pancerza, rozmiary i masę czołgu, moc jednostki napędowej, klasę i jakość przyrządów obserwacyjno-celowniczych. Do innych dojdziemy, jeśli skupimy się na takich elementach, jak awaryjność poszczególnych części i podzespołów i niezawodność całego systemu, podatność na naprawy w warunkach polowych, decydująca o odtwarzaniu gotowości bojowej, czy zdolność do aktywnego współdziałania czołgu z innymi rodzajami broni – artylerią, lotnictwem, wojskami inżynieryjnymi, piechotą, jeśli uwzględnimy jakość, skuteczność i zapas amunicji, systemy samoobrony, a jeszcze inne otrzymamy rezultaty, kiedy skupimy się na taktyce użycia konkretnego typu czołgu, zabezpieczeniu logistycznym działania jednostki pancernej, zasadach współdziałania czołgów w ugrupowaniu w ataku i obronie, systemach łączności i wymiany informacji pomiędzy pojazdami oraz wozami bojowymi i ośrodkami dowodzenia. Wreszcie – czynnikiem o olbrzymim znaczeniu jest także poziom wyszkolenia bojowego załogi, jej doświadczenie, morale.

Historia wojen zna aż nadto wiele przypadków, kiedy będący w teoretycznie znacznie słabszym położeniu, słabiej uzbrojony i mniej liczny żołnierz odnosił sukces właśnie dzięki morale, mądrzejszej taktyce i wyższemu poziomowi wyszkolenia oraz lepszemu wykorzystaniu obiektywnych uwarunkowań, w jakich prowadzone są działania (ukształtowanie terenu, pogoda itp.).

Wiele mitów narosło wokół jednego ze sztandarowych typów broni pancernej III Rzeszy, któremu nierzadko przypisywane są co najmniej niezwykłe cechy, syntetyzowane pod popularnym w końcowej fazie wojny określeniem Wunderwaffe. Czy tą „cudowną bronią” był, czy mógł stać się, największy i najcięższy czołg II wojny światowej, Panzerkampfwagen VI Ausf. B Tiger II, czasami określany jako Königstiger – w Polsce zaś często, acz błędnie jako Tygrys Królewski, w rzeczywistości Königstiger  to tygrys bengalski.

Należy ten typ uzbrojenia postrzegać jako ważny rozdział w rozwoju broni pancernych, czy raczej jako jedną z licznych ślepych uliczek, w które niemiecki przemysł wojenny brnął tym bardziej, im bardziej rozpaczliwa stawała się sytuacja strategiczna Niemiec?

PzKpfw VI Ausf. B Tiger II powstał niejako w ramach „korespondencyjnego pojedynku” pomiędzy, wiodącymi wówczas w świecie, przemysłami czołgowymi Niemiec i ZSRR. W lecie 1943 r. Rosjanie przyjęli na uzbrojenie swój czołg ciężki IS-1 z armatą 85 mm. Dość szybko zastąpiony on został przez 46-tonowy czołg ciężki IS-2 uzbrojony w armatę 122 mm, która – choć nie zadowalała w walce z czołgami (zbyt niska prędkość początkowa pocisku) – sprawdzała się jako skuteczny oręż do rozbijania ciężkich umocnień. Czyniło to z IS-a skuteczny czołg przełamania, choć w walce manewrowej wyższość należało przyznać ruchliwym, dobrze uzbrojonym i nieźle opancerzonym średnim T-34/85. Analiza niedoróbek i błędów popełnionych przy pospiesznym wdrożeniu IS-2 doprowadziła do powstania w 1943 r. doskonalszej konstrukcji, IS-2M, i, w końcowej fazie rozwoju konstrukcji, IS-3, który wszedł do produkcji już praktycznie w końcówce wojny w Europie.

Tiger II był odpowiedzią na sformułowane na początku 1943 r. zlecenie, jakie Albert Speer skierował do zakładów Henschel i Porsche. Już w październiku tego roku światło dzienne ujrzały pierwsze prototypy nowego wozu, różniące się m.in. konstrukcją wieży. Opracowano je w obydwu firmach, Henschel (Tiger II H) i Porsche (Tiger II P). W odróżnieniu od twórców czołgów IS, konstruktorzy tego wozu „pojechali po bandzie”, wyposażając go w potężne opancerzenie. To musiało przełożyć się na masę wozu, która sięgnęła 68,8 tony (Porsche) i 69,9 tony (Henschel).

Ponieważ niemiecki przemysł nie był w stanie w tym okresie wygenerować napędu odpowiedniego dla tak ciężkiego wozu, wykorzystano pojedynczy silnik Maybach HL 230 P30 o mocy 700 KM, wykorzystywany w lżejszym aż o 11 ton czołgu Tiger i ważącym niespełna 45 ton czołgu Panzerkampfwagen V Panther (Sd.Kfz.171). Musiało się to odbić zarówno na trwałości mechanizmów przeniesienia napędu, jak i na słabych właściwościach trakcyjnych „Królewskiego” oraz jego monstrualnym apetycie na paliwo, co z kolei przekładało się na mizerny operacyjny zasięg na polu bitwy (czołg ten spalał w terenie nawet 750 l benzyny na 100 km).

image
Tygrys II należący do 503 batalionu czołgów ciężkich. Fot. Fapuel/Bundesarchiv/Wikimedia Commons

Podstawowym uzbrojeniem czołgu stała się armata kalibru 88 z lufą o długości 71 kalibrów (aż o 15 kalibrów więcej niż w wypadku czołgu Tiger I). Wraz z przekonstruowaniem jej w stosunku do poprzednika pozwoliło to uzyskanie skutecznej donośności na poziomie ponad 3 km i bardzo wysokiej celności, także w wypadku prowadzenia ognia w ruchu. Te zdolności zapewniała nie tylko balistyka działa, ale też wysokiej jakości przyrządy celownicze i precyzyjne mechanizmy naprowadzania armaty oraz łatwość jej obsługi. Czołg dysponował też silnym pancerzem, de facto chroniącym go w przedniej półsferze przed ogniem zdecydowanej większości alianckich środków przeciwpancernych, mocno ograniczającym też ich skuteczność z boków i z tyłu.

Jednocześnie jednak... nie miał racji bytu na polu walki. Gdyby wojna na Wschodzie toczyła się według niemieckiego scenariusza, na bezkresnych równinach Rosji ten czołg mógłby siać spustoszenie, pozostając nietykalnym. Jednak to Rosjanie narzucili narrację, doprowadzając do szybkiego przesuwania linii frontu na Zachód i, operując dużymi, manewrowymi zgrupowaniami czołgów i dział pancernych, zmuszali wroga do działań odwrotowych i obronnych, w których ten typ czołgu nie wykazywał swoich atutów.

Produkcję seryjną udało się uruchomić w 1944 r., kiedy sytuacja militarna Niemiec stawała się opresyjnie trudna, zaś wojenny przemysł niemiecki dostawał coraz większej zadyszki, głównie z powodu kurczącego się dostępu do surowców oraz coraz większych problemów z wykwalifikowaną kadrą przemysłową, wysysaną na front przez Wehrmacht. Ostatecznie wyprodukowanych zostało mniej niż 500 wozów tego typu. Tylko 50 z nich otrzymało wieżę typu Porsche, wzorowaną na wieży wczesnych wariantów T-34, pozostałe – kanciastą i większą wieżę opracowaną przez Henschla, konstrukcyjnie zbliżoną do wieży „małego Tygrysa”. Pośpiech przy opracowywaniu Tigera II musiał odbić się na jakości zarówno produkcji, zastosowanych technologii, jak i jakości rozwiązań konstrukcyjnych. Piętą achillesową wozu był bardzo awaryjny i mocno przeciążony system przeniesienia napędu ze skrzynią biegów na czele. Wiele do życzenia pozostawiała skomplikowana, nijak nie przystająca do realiów gospodarki czasu wojny technologia produkcji. Wóz był skomplikowany w produkcji i serwisowaniu, masę problemów przysparzało funkcjonowania najbardziej elementarnych części i podzespołów.

Sytuacji nie ułatwiał obowiązujący w niemieckiej armii system organizacji logistyki serwisowania skomplikowanego sprzętu bojowego; w jednostkach mogły być usuwane tylko najprostsze usterki i uszkodzenia, do prowadzenia poważniejszych napraw serwisowych sprzęt należało odesłać do zakładu producenta, co w warunkach wojennych było nieomal absurdalnym pomysłem). Odrębną sprawą były coraz mocniej odczuwalne niedostatki w zaopatrzeniu surowcowym, co powodowało coraz większe trudności w uzyskiwaniu odpowiedniej jakości materiałów do produkcji. Dotyczyło to głównie deficytowych składników stopowych, takich jak wanad, wolfram, nikiel, chrom, bez których nie da się uzyskać odpowiednich parametrów np. stali okrętowych, materiałów do produkcji silników, luf armatnich czy stali pancernych oraz „gorących” elementów silników.

Odrębną sprawą są, ocierające się niejednokrotnie o szaleństwo, zapadające na najwyższych szczeblach III Rzeszy decyzje o charakterze politycznym, które doprowadzały do niezrozumiałych opóźnień we wdrażaniu nawet skądinąd udanych wzorów uzbrojenia. Tak było np. z prekursorskim myśliwcem odrzutowym Me-262, który, podobno za sprawą decyzji samego Hitlera – usiłowano uczynić… bombowcem. Opóźniło to o wiele miesięcy wykorzystanie tej maszyny na masową skalę do zwalczania alianckich bombowców. Inna decyzja: absorbujący gigantyczną część potencjału produkcyjnego III Rzeszy projekt samolotu He-177, za sprawą którego zabrakło środków i potencjału kadrowego do rozwijania innych, bardziej realistycznych projektów. Zaangażowanie przemysłu III Rzeszy w szaleństwo związane z produkcją Tigera II nie pozostało bez wpływu na skalę produkcji sprawdzonych już w boju czołgów Tiger (zbudowano ich łącznie tylko ok. 1,3 tys.) i Panther (do końca wojny powstało ich ok. 6 tys.). Dodajmy: na szczęście.

Armia, która prowadziła w realiach II wojny światowej działania ofensywne, pozyskiwała teren. Pod jej kontrolę trafiały znajdujące się na podbijanych terenach zasoby – siła robocza, uprawy rolne, ale przede wszystkim zapasy surowców, fabryki, kopalnie rud, magazyny surowców. W końcu – także magazyny i składy baz wojskowych, pola stoczonych bitew, na których zalegają tysiące egzemplarzy uszkodzonego lub zniszczonego sprzętu bojowego, własnego i przeciwnika. Każdy z nich to tony, lub dziesiątki ton, stali, nadającej się do przetworzenia w hutach. To potężny rezerwuar deficytowych i darmowych surowców. Armia walcząca w odwrocie traciła nie tylko terytoria, zabitych i rannych, którzy idą do niewoli, ale też bezpowrotnie składnice sprzętu i amunicji, których nie zdążyła wykorzystać lub ewakuować, jak i bitewne pobojowiska, na których zalegają – w postaci uszkodzonego lub zniszczonego sprzętu – dziesiątki i setki tysięcy ton materiałów, nadających się do wykorzystania w przemyśle zbrojeniowym.

image
Jedna z pierwszych wersji Tygrysa II we Francji. Fot. Wikimedia Commons/Wagner/Bundesarchiv 

Na marginesie: traf chciał – liczącym się „dostawcą surowców” dla przemysłu lotniczego III Rzeszy stały się od 1944 r…. dowództwa alianckich strategicznych sił bombowych, prowadzących zmasowane naloty na ośrodki przemysłowe Niemiec, szlaki kolejowe, porty, miasta, tamy itp. Od 1944 r. specjalne służby ściągały z tzw. terenu wraki zestrzelonych nad Niemcami alianckich bombowców, stanowiących cenny rezerwuar deficytowego już wówczas aluminium, bez którego III Rzesza nie była w stanie zapewnić ciągłości produkcji myśliwców mających bronić niemieckiego nieba… To była cena za… skok technologiczny, jakiego niemiecki przemysł lotniczy dokonał na początku lat 30., zarzucając technologię wykorzystania w lotnictwie surowców drzewnych na rzecz rozwijania konstrukcji metalowych. Kiedy zaczęło brakować aluminium, zaczęły się schody. Rozpaczliwe próby stworzenia samolotu, który miałby być niemiecką kopią „drewnianego cudu”, jakim był DH Mosquito, skończyły się kompletną porażką. Przemysłowi III Rzeszy najzwyczajniej zabrakło już w tym czasie kompetencji technologicznych, które – pozornie wbrew postępowi dokonującemu się w przemyśle lotniczym – udało się zachować Brytyjczykom. Problemy o charakterze surowcowym, ale także czas, stały się pośrednimi zabójcami Tigera B. Zabrakło czasu (także – środków) na stworzenie dostatecznie silnego napędu – nie tylko silnika, ale też układu przeniesienia mocy, przekładni. Wyobraźmy sobie: 700-konny silnik „dużego Tygrysa” musiał zapewnić możliwość przemieszczania się na polu walki maszynie o masie 70 ton.

Tymczasem współczesne odpowiedniki tego monstrum poszczycić się mogą o niebo lepszymi charakterystykami: Abrams waży ponad 60 ton (w zależności od wersji), a napędza go jednostka o masie 1500 KM, C-1 Ariette waży 48 ton i ma 1300 KM, Leclerc – waży wprawdzie 62 tony, ale ma 1500 KM, 55-tonowy Leopard 2A4 (jak i jego ponad 60-tonowe modernizacje) także dysponują mocą 1500 KM, T-72 – waży tylko 41 ton, ale przy mocy napędu 780 KM, K2 Black Panther waży 55 ton przy napędzie o mocy 1500 KM, w końcu, dla porównania, choć to inna klasa wozów bojowych, której stawia się wymagania niższe niż czołgom – polska sh Krab waży 48 ton, i ma „pod maską” 1000 KM.

W kontekście tych sprzeczności technicznych i problemów, które nosił w swoim DNA 70-tonowy Tiger II zupełnym szaleństwem wydaje się być zrodzona jeszcze w 1942 r. koncepcja budowy 188-tonowego czołgu Panzerkampfwagen VIII Maus, który zaabsorbował na dwa lata potencjał większości czołowych filarów przemysłu zbrojeniowego Niemiec, a którego historia zakończyła się na dwóch niedokończonych prototypach (jedyny zachowany podziwiać można w muzeum w Kubince).

image
Jeden z prototypów czołgów Maus, eksponowany w muzeum w Kubince. Fot. Superewer/Wikimedia Commons.

Zabrakło czasu i potencjału, aby dla potrzeb batalionów czołgów ciężkich uzbrojonych w te czołgi stworzyć… silne kompanie inżynieryjne, które miałyby potwornie ciężkim maszynom zapewnić możliwość przemieszczania się. Nie zapominajmy, że lata końcowe II wojny światowej to nie był czas budowania, skądinąd łatwych do zniszczenia przez dominujące w powietrzu lotnictwo alianckie, mostów o nośności 70 i więcej ton. Środkowoeuropejski teatr działań wojennych (a na nim od początku 1944 r. toczyły się rozstrzygające działania frontu wschodniego) posiadał aż nadto przeszkód wodnych, i zbyt mało mostów o wysokiej nośności.

Do batalionów czołgów ciężkich oddelegowywano więc kompanie saperów, którzy mieli za zadanie podążać na kierunku przemarszu pancerniaków i wzmacniać istniejące przeprawy. Mało tego – nie było dostatecznie dużo dobrze rozpoznanych brodów, którymi można byłoby sprawnie przeprawiać przez przeszkody wodne (były nimi nawet małe i średniej wielkości rzeczki) tak ciężki sprzęt pancerny wraz z niezbędnym zapleczem logistycznym (zaopatrzenie w amunicję, paliwa itp.). Odbierało to jednostkom pancernym to, co było ich siłą i atutem od początku wojny – swobodę manewru i szybkość operowania w przestrzeni taktycznej. Zdarzało się, że podczas przemarszu przez miasta i miasteczka pod Tygrysami II załamywały się podziemne instalacje infrastrukturalne, i potężne czołgi grzęzły w ruinach zmiażdżonej kanalizacji.

Czołgi te były też bezradne w grząskim gruncie, po większych opadach deszczu. Nie zdołano opracować i wdrożyć wozów technicznych, zdolnych np. ewakuować uszkodzonego 70-tonowca z pola walki. Słowem – wielki Tygrys musiał paść ofiarą własnej wielkości. Nie są do końca jasne i wiarygodne informacje o tym, jak i kiedy „Tygrys Królewski” przeszedł swój chrzest bojowy. Najprawdopodobniej miało to miejsce – tak podaje wiele źródeł, także niemieckich – latem 1944 r. w toku operacji w Normandii, gdzie operowały 503. Batalion Czołgów Ciężkich i 101. Batalion Czołgów Ciężkich SS, posiadające na swym uzbrojeniu czołgi tego typu. Można je zobaczyć na licznych niemieckich kronikach filmowych. Istnieją źródła, według których już w połowie lipca 1944 r. ciężkie Tigery odebrały tam właśnie pierwsze lanie tracąc trzy wozy. Niedługo później, w sierpniu, Tiger B przeszedł niesławny debiut na froncie wschodnim. Do walki przeciwko Armii Czerwonej skierowano pierwszą formację, która miała być w całości uzbrojona w ten sprzęt, 501. Batalion Czołgów Ciężkich. To jedna z najlepszych niemieckich jednostek pancernych, mająca za sobą walki m.in. w Tunezji i na froncie wschodnim. Do Niemiec wycofano ją na odpoczynek, uzupełnienie strat i przezbrojenie, aby mogła zostać użyta w najbardziej newralgicznym miejscu frontu.

A ten akuratnie pojawił się tutaj, pomiędzy Staszowem a Oględowem. Na tym odcinku frontu sytuacja była wyjątkowo dla Niemców niekorzystna, ale zawierała też, potencjalnie, zalążki możliwego do osiągnięcia sukcesu. Potrzebny był jednakże odpowiedni do założeń potencjał bojowy. Ponieważ Tiger B ulegał częstym awariom, niedobory uzupełniono wysłużonymi maszynami Panzerkampfwagen IV. Stawiano, iż czołgiści podołają zadaniu zastopowania nacierających jednostek Armii Czerwonej, które powoli zaczynały wyczerpywać swój potencjał po rozpoczętej na równinach środkowej Ukrainy ofensywie. Rozpoczęta 13 lipca operacja lwowsko-sandomierska doprowadziła do sprawnego rozbicia niemieckiej obrony i błyskawicznego przesunięcia linii frontu na zachód. Po Lwowie i Brodach 22 lipca zdobyto Lublin, 27 lipca – Przemyśl, a 29 lipca radzieckie czołgi dotarły do Wisły w rejonie Baranowa Sandomierskiego. Z marszu udało się zdobyć przyczółek na zachodnim brzegu Wisły, w czym nieoceniona okazała się pomoc Polaków, którzy pomogli gromadzić środki przeprawowe, wskazywali najdogodniejsze podejścia do koryta rzeki, zapamiętane jeszcze z czasów działań wojsk rosyjskich w czasie poprzedniej wojny światowej. Po latach przyznawali to, i doceniali, radzieccy dowódcy, tacy jak generał Paweł Rybałko, dowódca 3. Gwardyjskiej Armii Pancernej. Walki o pogłębienie i poszerzenie przyczółka były bardzo zacięte, i dla nacierających – skuteczne. Niemcy już 1 sierpnia 1944 r., atakami z rejonu Tarnobrzega i Mielca, usiłowali temu przeciwdziałać. Nie tylko zostali odparci, tracąc m.in. Stalową Wolę z pobliskim lotniskiem oraz rozszabrowanymi i zdewastowanymi Zakładami Południowymi (które jednak szybko stały się zapleczem remontowym dla frontu), ale i dopuścili do tego, że Armia Czerwona już 3 sierpnia dotarła do Staszowa, odległego od zachodniego brzegu Wisły o ponad 20 km.

Groziło to Niemcom otwarciem dla Armii Czerwonej drogi na kierunku krakowsko-śląskim oraz zagrażało wlaniem się dużych ugrupowań Armii Czerwonej na niziny centralnej Polski. Intensywnie na to zresztą pracowano, nie bacząc na fakt dramatycznie rozciągniętych dróg zaopatrzeniowych i osłabienia rezerw. O determinacji Rosjan niech świadczy to, że do 5 sierpnia, kiedy przejęli Tarnobrzeg, na odcinku Wisły pomiędzy Tarnobrzegiem a Baranowem Sandomierskim zbudowano 13 mostów, przez które przeprawiały się oddziały I Frontu Ukraińskiego. Intensywne walki toczyły się również nieco dalej na północ, na przyczółku warecko-magnuszewskim. Dla Niemców utrata kolejnych strategicznych pozycji na Wiśle oznaczała załamanie się frontu. Dlatego postanowiono zdusić przyczółek baranowsko-sandomierski silnym uderzeniem pancernym, skierowanym na kierunek staszowski (podobną taktykę zastosowano zresztą na przyczółku warecko-magnuszewskim, gdzie stoczono ciężki bój pod Studziankami).

Po to ściągnięto tutaj nowe, wypoczęte jednostki, w tym 501. Batalion Ciężkich Czołgów uzbrojony w Tigery B. Bojowych nastrojów niemieckich pancerniaków bynajmniej nie zmąciło to, że aż 15 nowych potężnych maszyn zepsuło się podczas... załadunku na platformy kolejowe jeszcze w Niemczech. Kiedy Tigery B, opuściwszy lory na stacji Kielce, na własnych gąsienicach ruszyły w kierunku siedziby dowództwa 16. Dywizji Pancernej, skąd miały dotrzeć na miejsce planowanej bitwy, zrobiło się jeszcze smutniej. Kolejnych 10 czołgów zdefektowało, pozostałe brnęły wolniuteńko naprzód, poprzedzane przez saperów sprawdzających i wzmacniających kolejne mosty na trasie przemarszu batalionu. Mimo to duch bojowy nie zamarł, i w nocnej potyczce zgrupowanie zaatakowało radzieckich piechurów. Ich lekkie armaty przeciwpancerne okazały się totalnie nieskuteczne wobec potężnych pancerzy niemieckich kolosów.

Utwierdziło to pancerniaków w przeświadczeniu, że – jak zapowiedział dowodzący 501. Batalionem mjr Erhard von Legat – „to nie będzie atak, tylko polowanie na Iwana”. Rosjanie wycofali się, tworząc przestrzeń, w której rankiem Niemcy mogli rozwinąć uderzenie na Oględów. Informacje o tym, że na kierunku niemieckiego natarcia pojawiło się silne ugrupowanie pancerne dysponujące nieznanymi dotychczas, dużymi czołgami, Rosjanie szybko przetworzyli na plan oporu: 12 sierpnia na kierunku niemieckiego uderzenia pancernego stanęła 53. Gwardyjska Brygada Pancerna uzbrojona w czołgi T-34, ze Staszowa ściągnięto 71. Samodzielny Batalion Ciężkich Czołgów Gwardii. Obydwie jednostki były solidnie poobijane w trakcie wcześniejszych, czterotygodniowych walk, ale stanowiły konkretny potencjał bojowy.

image
Tygrys II w muzeum w Bovington. Fot. Hohum/Wikimedia Commons/CC BY 3.0.

Przede wszystkim – dysponowały dobrze wyszkolonymi załogami, potrafiącymi do perfekcji wykorzystać walory terenu oraz możliwość organizowania zasadzek, czemu sprzyjała pora żniw (duża ilość stogów ze słomą i zbożem). Teraz to Rosjanie wcielili się w rolę myśliwych. Nietrudno było przewidzieć, że główne uderzenie niemieckie zostanie skierowane doliną z drogą na Staszów. Tam rozstawiono kilka starannie zamaskowanych czołgów średnich, a najbliżej wyjścia z dolinki stał – zamaskowany słomą i sianem na podobieństwo zwykłego stogu – T34/85 lejtnanta Aleksandra Oskina. – Ogromny czołg pełzł przez dolinę. Wspinał się zrywami i buksował na piasku. Z lewego skrzydła major Korbow meldował: nadchodzą! Odpowiedziałem: bądź cierpliwy, otwórz ogień z 400 metrów. Za pierwszym czołgiem druga bestia wyszła z doliny, wkrótce pojawił się trzeci czołg – tak początek bitwy wspominał po latach płk Wasyl Archipow, dowódca 53. Brygady Pancernej. Lejt. Oskin podpuścił Niemców na 200 metrów i gdy ustawili mu się jak na strzelnicy, otworzył ogień.

Zanim z jego czołgu opadł słomiany kamuflaż, dwa „niezniszczalne” Tygrysy płonęły. – Przez lornetkę mogłem zobaczyć czarne dziury w bokach niemieckich czołgów. Najpierw zobaczyłem tylko dym, potem pojawiły się płomienie. Trzeci czołg skręcił na Oskina, ale został unieruchomiony strzałem w gąsienicę i po chwili znów trafiony, tym razem na dobre – opisał tę fazę bitwy płk Archipow. Oskin uszkodził jeszcze czwarty czołg. Pozostałe Tygrysy uciekły, nie podejmując walki. Ponoć w jednym z nich – ale ta informacja może być jedną z niemożliwych dziś do zweryfikowania legend wojennych – znajdował się słynny konstruktor Ferdynand Porsche, twórca nie tylko VW garbusa i wielu cudów niemieckiej motoryzacji, ale też „cudownego wielkiego Tygrysa”, który obserwował debiut nowych czołgów. Kolejny atak Niemców, który ruszył od strony Szydłowa, nadział się na radzieckie ciężkie czołgi IS-2 ze 122- milimetrowymi działami. – Siedem Królewskich Tygrysów zaatakowało radzieckie pozycje. Porucznik Udałow, czekając w zasadzce blisko miejscowości Mokre, pozwolił Niemcom podejść na odległość 700-800 metrów i zaczął strzelać. Po kilku trafieniach pierwszy czołg stanął w ogniu, a drugi został obezwładniony. Niemcy zaczęli się cofać. Udałow popędził za nieprzyjacielem i strzelił znowu. Zapalił kolejnego Tygrysa – to fragment kolejnego raportu radzieckich pancerniaków. Bynajmniej – nie był to koniec bitwy. W zajętym przez Rosjan Oględowie znaleziono… trzy nieuszkodzone Tygrysy Królewskie, porzucone przez ich załogi.

image
Tiger II w Kubince. Fot. Alan Wilson/Wikimedia Commons/CC BY SA 2.0.

Jedną z tych maszyn, oznaczoną numerem taktycznym „502”, można podziwiać w Muzeum Broni Pancernej w Kubince koło Moskwy. W późniejszej fazie wojny „duże Tygrysy” miały kilka okazji zaprezentować się z nieco lepszej strony, jednakże z pewną ostrożnością należy podchodzić do niemieckich raportów o tych „gigantycznych sukcesach”, nierzadko kreujących propagandową rzeczywistość „ku pokrzepieniu” słabnącego morale wojsk i ludności cywilnej. Niemieckie źródła przytaczają np. walki o Kłajpedę na początku października, w których Tigery II z 502. Batalionu Czołgów Ciężkich, wspólnie z 7. DPanc. i Gren. Panc. z dywizji „Grossdeutschland” miały zniszczyć 32 radzieckie maszyny i wiele dział przeciwpancernych, tego samego dnia w Prusach Wschodnich 505. Batalion Czołgów Ciężkich miał zniszczyć bez strat 34 czołgi i działa pancerne, a tydzień później – kolejnych 9 czołgów ciężkich IS-2. Inny przykład: w październiku 22 maszyny Tiger II z 503. Batalionu Czołgów Ciężkich miały zniszczyć 36 dział radzieckich podczas przełamywania pozycji pod Turkeve. Rzekomo w walkach o Kłajpedę w styczniu 1945 r. czołgi Tiger II miały zniszczyć 20 czołgów rosyjskich bez strat własnych. Szczegółowej weryfikacji wymagałyby inne tego rodzaju raporty, jak np. o tym, jak to 12 stycznia czołgi Tiger II z 501. Batalionu Czołgów Ciężkich zniszczyły bez strat własnych 20 maszyn rosyjskich, a oddział por. Eberbacha miał zniszczyć 12 czołgów T-34 i dział pancernych SU-85. Z kolei w potyczce pod Lisowem grupa IS-2 doszczętnie zdemolowała batalion wozów Tiger II, który utracił wszystkie pojazdy i został ewakuowany.

Dla równowagi: 24 stycznia Tiger II plut. Carpenetto z 502. Batalionu Czołgów Ciężkich, walcząc w pojedynkę z 15 czołgami T-34 i IS-2, miał, wykorzystując zaledwie 15 pocisków, zniszczyć wszystkie sowieckie maszyny, zaś 6 kwietnia w okolicy wsi Norgau sierż. Kerscher wspólnie z załogą innego Tygrysa II miał zniszczyć aż 39 maszyn T-34/85 SU-85. Ogółem w czasie od 13 do 20 kwietnia 502. Batalion Czołgów Ciężkich miał zapisać na swoim koncie aż 102 zniszczone czołgi radzieckie. Podobnych sensacji można w niemieckojęzycznych źródłach znaleźć więcej, i można dyskutować o ich wiarygodności tak długo, aż dotrze się do dokumentów źródłowych i zestawi je z dokumentami strony przeciwnej. Wówczas można byłoby ocenić, czy faktycznie mogło dojść do sytuacji, gdy np. 24 stycznia 1945 r. 3 czołgi Tiger II z 509. Batalionu Czołgów Ciężkich powstrzymały atak całej radzieckiej brygady pancernej, niszcząc 34 czołgi, zaś 1 lutego 2 czołgi tego typu z 503. Batalionu za cenę jednego zniszczonego Tigera zniszczyły aż 17 maszyn radzieckich, a 13 kwietnia pod Zisterdorf 2 czołgi Tiger II z tej samej jednostki zniszczyły aż 16 czołgów Armii Czerwonej. Dla jasności: także przebieg i rezultaty bitwy pancernej pod Staszowem bywają kwestionowane przez tych, którzy niemieckim czołgom i niemieckim pancerniakom przypisywać są skłonni nieomal nadludzkie cechy i możliwości.

image
Gen. Dwight Eisenhower obok zniszczonego Tygrysa II w rejonie Chambois. Fot. Acme News Photos/Allison Collection/Wikimedia Commons (Domena publiczna).

Rosjanie, podobnie jak Amerykanie, starannie przetestowali wszystkie zdobyczne czołgi Tygrys B, analizując – już we wrześniu 1944 r. na egzemplarzach zdobytych pod Staszowem – większość ich rozwiązań konstrukcyjnych. Podobnie jak zachodni Alianci, uznali, że głównym mankamentem czołgu jest zbyt duża masa, powodująca niską manewrowość i podatność na uszkodzenia, wady konstrukcyjne w układzie napędowym, przeciążony silnik, skomplikowany serwis. Co ciekawe, przebadali starannie pancerz wozu, dochodząc do wniosku, że jego jakość znacznie pogorszyła się w stosunku do czołgów wcześniejszych generacji, Panther i Tiger z początkowych lat ich produkcji. Uznano, że związane to było z istotną zmianą składu stali, użytej do produkcji pancerza. To był efekt wspomnianych wcześniej deficytów surowców strategicznych, a i po części – oddziaływania sabotażu w zakładach zbrojeniowych III Rzeszy, działających na terenach okupowanych (np. w Hermann Goering Werke w Stalowej Woli, gdzie ruch oporu skutecznie sabotował m.in. produkcję stali pancernych doprowadzając do znacznego obniżania jej parametrów).

Bilans debiutu „gąsienicowej Wunderwaffe” na nadwiślańskich równinach pod Staszowem był więcej niż wymowny: Niemcy nie tylko utracili inicjatywę i ponieśli porażkę w lokalnej kontrofensywie, mającej odepchnąć Rosjan poza linię Wisły, Stracili także 14 ciężkich czołgów Tiger B, nie licząc innych maszyn. Straty Rosjan nie są znane. Ważne jest, że w sensie taktycznym to nie Niemcy, ale Rosjanie okazali się triumfatorami. Łomot, jaki odebrały pod Staszowem potężne niemieckie cuda techniki pancernej, nie zmienił podejścia generałów do tej broni. Tiger B pojawił się znów w sporej liczbie podczas ostatniej poważnej operacji zaczepnej III Rzeszy w II wojnie światowej, czyli podczas ofensywy w Ardenach w grudniu 1944 r., gdzie nie wykazał żadnych, ale to żadnych przewag nad rywalami. Ani ukształtowanie terenu, ani pora roku, ani taktyka użycia, ani morale Niemców, nie stwarzały dla tej operacji jakichś zachęcających perspektyw. Znaczna część użytych w operacji Tigerów B została porzucona przez załogi, kiedy… zabrakło im paliwa. Potężne czołgi, grzęznące na wąskich dróżkach wśród zarośli, były skutecznie eliminowane przez piechotę z lekkimi granatnikami ppanc. Amerykanie, testujący w USA – na zlecenie Departamentu Obrony – zdobyczne egzemplarze Tigera II, nie byli w stanie pojąć, co kierowało twórcami tych kolosów.

Według opinii ich ekspertów Königstiger był bardzo duży i ciężki, co w znacznym stopniu zmniejszało jego mobilność, dodatkowym problemem był jego zawodny silnik, który nie zapewniał wystarczających osiągów oraz spalał ogromne ilości paliwa, którego Niemcy mieli już niewiele. W dodatku – palił potrzebną np. samolotom benzynę, a nie, jak silniki czołgów rosyjskich, „byle co” (wielopaliwowe diesle). Departament Obrony skonkludował więc, że masa i gabaryty czyniły Tygrysa B „ślepą uliczką”.

Komentarze