Strona główna

Kolejny atak rosyjskiej propagandy na polską historię [KOMENTARZ]

Fot. mil.ru
Fot. mil.ru

Rosyjskie ministerstwo obrony opublikowało serię dokumentów oficjalnie dotyczących Warszawy w okresie od sierpnia 1944 roku do stycznia 1945 roku. Ich wybór i komentarz po raz kolejny ma pokazać Polaków z jak najgorszej strony wybielając przy okazji działania Armii Czerwonej oraz NKWD. Nie bez powodu rosyjska propaganda zamiast słowa „powstaniec” („повстанец”) zaczęła obecnie używać bardziej pejoratywnego określenia „rebeliant/buntownik” („восставший”).

Dokumenty przedstawione w specjalnej zakładce na stronie resortu obrony Rosji (Minoborony) zostały opublikowane oficjalnie z okazji 75-lecia oswobodzenia Warszawy z okupacji niemieckiej przez Armię Czerwoną. Kopie pism i meldunków zostały poprzedzone jednak szczegółowym opisem, który nie pozostawia złudzeń co do „kremlowskiego” punktu widzenia na temat wydarzeń w Warszawie od sierpnia 1944 roku do stycznia 1945 roku. Rosyjska propaganda jak zwykle posłużyła się kłamstwami, manipulacjami, odpowiednio dobierając dokumenty oraz nadinterpretując zawarte w nich informacje.

Najpierw zaatakowano Powstanie Warszawskie starając się pokazać chęć udzielenia daleko idącej pomocy powstańcom ze strony Sowietów oraz brak chęci współpracy ze strony Polaków z Armii Krajowej. By nadać tym wnioskom większej wiarygodności powołano się na „relacje uczestników tych wydarzeń historycznych”. Mają one wykazywać, że: „…powstanie było nie tylko źle przygotowane, ale także przeprowadzone z celami politycznymi, które nie uwzględniały oczekiwań i nadziei większości polskiego społeczeństwa. - Jego organizatorzy, przedstawiciele Armii Krajowej, nadzorowanej przez polski rząd emigracyjny z Londynu, nie wzięli również pod uwagę sytuacji na froncie radziecko-niemieckim i ograniczonych możliwości jednostek Armii Czerwonej, która zbliżała się do miasta tocząc walki”.

Tymczasem ministerstwo obrony zamieściła meldunek tylko jednego  „świadka tych wydarzeń”: porucznik Hanki Morawskiej z Armii Ludowej (pismo datowane 18 września 1944 roku). Co ciekawe w Powstaniu Warszawskim rzeczywiście walczyła Hanna Morawska (pseudonim „Krysia”), która była zastępcą d-cy ds. polityczno-oświatowych w 4. Batalionie AL im. Czwartaków. Przepłynęła przez Wisłę z Żoliborza i mogła być przesłuchiwana przez NKWD. Problem polega na tym, ż miała ona tylko stopień strzelca, a „jej” raport był pełen informacji i wniosków, które mógł posiadać jedynie ktoś z Komendy Głównej AK a nie szeregowy żołnierz AL. Być może to właśnie dlatego podpisu nie złożyła sama „Krysia” ale niejaki B. Ajzenman.

image
Fot. mil.ru

 

Odtajnione przez rosyjską propagandę dokumenty archiwalne mają również wskazywać, że „…pomimo ograniczonych zasobów, wyczerpanych ciężkimi walkami, dowództwo Armii Czerwonej podjęło wszelkie możliwe próby wsparcia powstania w Warszawie poprzez dostawy broni, żywności, paliwa, wywiadu i ataków artyleryjskich”. Tym razem dowodem na te wnioski ma być zapis rozmowy członka Rady Wojskowej 1. Frontu Białoruskiego, generała broni Tielegina i zastępcy szefa Głównej Dyrekcji Politycznej Armii Czerwonej, generała broni Iszikina z 27 września 1944 r., a więc z okresu gdy powstanie już upadało. Zaznaczanie przez ministerstwo obrony, że wtedy „dyskutowano kwestie ewentualnej pomocy” zakrawa na makabryczny żart.

Kolejne wnioski propagandowców Minoborony został wyciągnięte na bazie meldunku sowieckiego oficera łącznikowego z sygnałem wywoławczym „Oleg”, który został przerzucony na lewy brzeg Wisły 21 września 1944 roku podobno dla nawiązania łączności z Armią Krajową. To właśnie z jego raportu miało wynikać, że „…kierownictwo rebeliantów celowo nie przeprowadzało działań ofensywnych, obiekty strategiczne nie zostały opanowane w mieście, nie zbudowano odpowiednich umocnień, dowództwo Armii Krajowej nie starało się zjednoczyć oddziałów polskich, partyzanckich organizacji i często ingerowało w ich operacje bojowe; współdziałanie z dowództwem Armii Czerwonej było często sabotowane. Ponadto dokumenty wskazują, że jednostki Armii Krajowej likwidowały pozostałych Ukraińców i Żydów w mieście, a sowieckich oficerów uciekających z niewoli niemieckiej siłą przetrzymywano jako zakładników”.

Minoborona oparła się przy tym na jednym- dwunastostronicowym dokumencie przygotowanym przez sowieckie: wywiad i służby bezpieczeństwa, całkowicie ignorując inne dokumenty historyczne. Wynika z nich m.in., że: Stalin został poproszony o pomoc po raz pierwszy już 4 sierpnia 1944 roku i nie zgodził się na wykonanie operacji zajęcia Warszawy jeszcze we wrześniu 1944 roku zgodnie z planem operacji przygotowanej przez Żukowa i Rokossowskiego. Wynika z nich również, iż kontakt z Sowietami próbowano nawiązać wielokrotnie, a w Armii Czerwonej nigdy nie doprowadzono do sytuacji, w której sowieccy obserwatorzy artyleryjscy na stałe współpracowali by z powstańcami.

Nie wspomniano też o tym, że o ile zrzuty alianckie dla walczącej Warszawy zaczęły się w nocy z 4 na 5 sierpnia 1944 roku, to zrzuty ze strony lotnictwa sowieckiego i wchodzącego w skład Ludowego Wojska Polskiego zaczęły się tak naprawdę dopiero od połowy września 1944 roku. Sowieci nie zapewnili też osłony myśliwskiej nad Warszawą, chociaż ich piloci chcieli tam latać wiedząc, że bombardowaniem polskiej stolicy zajmują się stosunkowo łatwe cele (samoloty uderzeniowe) i o zwycięstwo nie będzie trudno.

Tymczasem dowodem na wdzięczność Polaków za pomoc w postaci zrzutów oraz „uczestnictwo Armii Czerwonej w naszej walce” ma być według ministerstwa obrony list polskiego generała dywizji Juliana Skokowskiego wysłany do Stalina jeszcze przed styczniem 1945 roku. Zapomniano jednak dodać, że nie był to reprezentant Armii Krajowej ale komendant Armii Ludowej i Korpusu Bezpieczeństwa w czasie Powstania Warszawskiego (pseudonim „Sulima”), że stopień generała brygady (a nigdy generała dywizji) otrzymał dopiero po wstąpieniu do Ludowego Wojska Polskiego w lutym 1945 roku. Nie wspomniano też, że w dowód „wdzięczności” Stalina Skokowski został aresztowany w 1948 roku i skazany przez „bezpiekę” na 15 lat więzienia.

Oswobodzenie Warszawy 17 stycznia 1945 roku

Samo oswobodzenie lewobrzeżnej Warszawy w styczniu 1945 roku jest traktowane przez ministerstwo obrony jako wielkie zwycięstwo, osiągnięte w ciężkich bojach. Przypomniano, że lista wyróżniających się w walkach formacji i jednostek „rozciągała się na całą stronę rozkazu Naczelnego Wodza Nr 223 z 17 stycznia 1945 r. o wyzwoleniu Warszawy”. Wszystkie te jednostki otrzymały przydomek „warszawskich”, a dla uczczenia zwycięstwa nakazano oddanie „dwudziestu czterech salw artyleryjskich z trzystu dwudziestu czterech dział”. Rozkaz podkreśla także rolę 1. Armii Polskiej, która również uczestniczyła w wyzwoleniu Warszawy.

By pokazać jak zacięty charakter miały walki w styczniu 1945 roku zaprezentowano wybrane strony albumu fotograficznego dowództwa operacyjnego 1. Frontu Białoruskiego dokumentującego działanie artylerii wspierającej natarcie sowieckich wojsk. Umieszczono też raport kapitana Nikołaja Akiszyna - dowódcy 1. Batalionu Strzelców 447. Pułku Strzelców, który za swoją walkę otrzymał tytuł Bohatera Związku Radzieckiego. Podobne odznaczenie otrzymał kapitan gwardii Zija Buniatow, który jako jeden z pierwszych przeprawił się ze swoim oddziałem przez Pilicę i bronił przyczółku na jej zachodnim brzegu.

Rosyjski resort obrony zamieszcza też interesujące raporty swoich wojsk na temat sytuacji jaką zastano po wejściu do Warszawy. „Warszawa jest zniszczona. Na ulicach nie ma ani jednego domu, który nie zostałby uszkodzony, całe bloki zamieniły się w ruiny. Nie ma ani jednego pomnika. Wartości kulturowe miasta są niszczone i plądrowane. Prawie na każdym podwórku znajdują się groby, zwłoki torturowanych Polaków są rozrzucone po ulicach …. zdaniem mieszkańców na ulicy Okopowej znajdują się grobowe wzgórza, pochowanych jest tutaj do 120 tysięcy Polaków zabitych i spalonych przez Niemców”.

image
Fot. mil.ru

Rosjanie zamieścili dokumenty archiwalne pokazujące ciepłe przywitanie Ludowego Wojska Polskiego i Armii Czerwonej przez Polaków na wyzwolonych terytoriach. W raporcie do szefa Głównego Zarządu Politycznego Armii Czerwonej wskazywano m.in.,, że: „Ludzie entuzjastycznie witają wojsko Polskie i Armię Czerwoną, godzinami stoją na ulicach i placach i serdecznie witają przechodzących żołnierzy… Kiedy zwrócisz się do jednego z mieszkańców, wokół niego gromadzą się tłumy ludzi”.

Minoborona nie zapomniała przypomnieć również o „Ogromnym wsparciu, jakie zostało udzielone przez Związek Radziecki w celu przywrócenia gospodarki rannej Polsce”. Dowodem na to ma być raport „O pomocy udzielonej ludności Rzeczypospolitej Polskiej przez 1. Front Białoruski od sierpnia 1944 r. do maja 1945 r. oraz przez grupę sowieckich sił okupacyjnych w Niemczech od maja do grudnia 1945 r.” Z dokumentu tego wynika m.in., co otrzymała warszawska Praga jeżeli chodzi o pomoc medyczną (np. hospitalizowanie 3 tysięcy Polaków w wojskowych szpitalach frontowych.

Rosjanie zwracają też uwagę na dokumenty o zbrodniach dokonywanych przez „nazistowskich najeźdźców” na terytorium Polski. Przypomniano więc warszawskie Getto opisując m.in. powstanie, jakie tam wybuchło w 1943 roku oraz obóz koncentracyjny w Treblince.

"Działania terrorystyczne" Armii Krajowej na tyłach Armii Czerwonej

Oddzielnym zadaniem dla ministerstwa obrony Rosji z okazji 75-lecia oswobodzenia Warszawy było pokazanie pism dokumenujących „działania terrorystyczne” Armii Krajowej na tyłach Armii Czerwonej na Białorusi i Litwie w latach 1944–1945. Wiarygodnym źródłem informacji mają tu być „doniesienia organów administracji politycznej frontów, które uczestniczyły w bitwach o Polskę”.

To właśnie meldunki cieszących się jak najgorszą sławą oficerów politycznych mają dowodzić, że: „kierownictwo Armii Krajowej na obszarach okupowanych przez wojska radzieckie jeszcze przed rozpoczęciem bitew o Warszawę zaczęło organizować podziemne prace w celu dezorganizacji samorządu lokalnego i przygotowania do przejęcia władzy. A w maju 1945 r. Komórki Armii Terytorium rozpoczęły terror przeciwko członkom Armii Czerwonej i miejscowej ludności”.

”Są trzy prawdy: świento prawda, tys pawda i gówno prawda” (ks. Józef Tischner)

Publikacja odtajnionych dokumentów dotyczących uwolnienia Warszawy ze środków Centralnego Archiwum Ministerstwa Obrony Rosji ma być według ministerstwa obrony Rosji: „kontynuacją działań departamentu wojskowego, mających na celu ochronę i obronę prawdy historycznej, przeciwdziałanie fałszowaniu historii, próbom rewizji wyników Wielkiej Ojczyźnianej i II wojny światowej”.

Założenia te są całkowicie sprzeczne z doborem opublikowanych materiałów i towarzyszącym im komentarzom, które nie dotyczą jedynie operacji uwalniania Warszawy, ale miały także w jak najbardziej złym świetle pokazać działania polskiego ruchu oporu. Propaganda rosyjska całkowicie pomija przy tym harmonogram wydarzeń przez co przeciętny Rosjanin może teraz myśleć, że Powstanie Warszawskie trwało od połowy września 1944 roku.

Może to przynieść zamierzony efekt w Rosji, ale w Polsce wywołuje całkowicie zrozumiałe oburzenie. Na szczęście pomimo tych propagandowych ataków Kremla większość Polaków nadal pamięta pozytywnie, że pierwszoplanowe oddziały Armii Czerwonej w większości rzeczywiście oswobadzały polskie ziemie z niemieckiej okupacji, likwidując obozy koncentracyjne, oswobadzając więzienia i katownie Gestapo. Z drugiej jednak strony nikt z Polaków nie zapomniał, a nikt w Rosji nie przypomina, że za frontem szła druga linia Sowietów, którzy na oswobodzony terytoriach Polski zakładali aparat terroru. Resort obrony Rosji nie zwrócił np. uwagi, że opublikowany przez nią raport o rzekomej działalności terrorystycznej Armii Krajowej powstał na bazie materiałów znalezionych przy aresztowanym członku AK. Materiałów na temat skali tych aresztowań na stronie ministerstwa oczywiście nie zamieszczono.

Cały problem polega na tym, że ujawnianie przez rosyjskie władze dokumenty nie powinny być ocenione przez kremlowskich propagandzistów, ale przez rosyjskich i polskich historyków. Dopiero wiążąc je z już znanymi faktami i opracowaniami można bowiem w miarę bezstronnie ocenić ich wartość i wiarygodność.

Jest jednak inaczej i dlatego rosyjskiemu resortowi obrony warto co jakiś czas przypomnieć słowa świętej pamięci księdza Józefa Tischnera o „prawdzie” - szczególnie wskazując na jej trzecie wcielenie.

Komentarze