Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI
  • OPINIA
  • KOMENTARZ

Rosyjska opozycja między widzialnością a bezsilnością

Rosyjska opozycja na emigracji funkcjonuje dziś w paradoksie: nigdy wcześniej nie miała tak szerokiego dostępu do zachodnich instytucji, mediów i grantów, a jednocześnie nigdy wcześniej nie była tak widocznie rozbita, skłócona i politycznie bezsilna wobec tego, co dzieje się w samej Rosji.

Fot. Evgeny Feldman / Wikimedia Commons / CC 4.0.
Na zdjęciu wśród tłumu przedstawiony jest Aleksiej Nawalny - zmarły rosyjski opozycjonista
Autor. Fot. Evgeny Feldman / Wikimedia Commons / CC 4.0.

Ten rozdźwięk – między zewnętrzną widzialnością a wewnętrzną niemocą – nie jest wyłącznie skutkiem represji Kremla. Coraz częściej wygląda na produkt uboczny samej opozycji: jej struktury (a raczej ich braku), jej konfliktów o legitymację i pieniędzy oraz nieustannej wojny o to, kto ma prawo mówić w imieniu „demokratycznej Rosji”.

Reklama

W tekście „Miliony, skandale i „dobrzy Rosjanie” Kto jest kim w dzisiejszej rosyjskiej opozycji i skąd pochodzą pieniądze” opublikowanym w Delfi rosyjska opozycja zostaje opisana jako środowisko, które „prowadzi wojnę wszystkich ze wszystkimi” i tworzy „prawdziwy archipelag wysp”, gdzie każda „wyspa” dalej się rozdrabnia.

Ta metafora jest boleśnie trafna: zamiast pluralistycznego obozu, który potrafi spierać się o strategie i potem działać razem, mamy konstelację rywalizujących grup – z własnymi kanałami, donatorami , wrogami i własną publicznością. Wynika to z faktu że rosyjskiej opozycji na emigracji ukształtowały się dziś dwa fundamentalnie sprzeczne obozy polityczne, których różnice nie mają charakteru taktycznego, lecz dotyczą samego rozumienia wojny, odpowiedzialności i przyszłości państwa rosyjskiego.

Pierwszy obóz, kojarzony z takimi postaciami jak Garri Kasparow i Michaił Chodorkowski, opowiada się za konfrontacyjną strategią wobec Kremla, dopuszczając zbrojną walkę z reżimem Władimira Putina jako narzędzie zmiany politycznej. W tej perspektywie nie wyklucza się także rozpadu Federacji Rosyjskiej jako możliwej konsekwencji klęski imperialnego projektu, a wsparcie militarne dla Ukrainy – w tym zbieranie funduszy na potrzeby ukraińskiej armii – traktowane jest jako moralny i polityczny obowiązek.

Taki kierunek myślenia opiera się na założeniu, że bez militarnej porażki Rosji nie ma realnych warunków dla demokratycznej transformacji państwa.

Drugi obóz, utożsamiany z Fundacją Antykorupcyjną (FBK) oraz Julią Nawalną, prezentuje podejście zasadniczo odmienne. Jego przedstawiciele nie dopuszczają scenariusza upadku Rosji jako państwa, sprzeciwiają się wspieraniu Ukrainy pomocą wojskową i konsekwentnie unikają jednoznacznych deklaracji w sprawie zwrotu terytoriów okupowanych przez Rosję.

W tej narracji kluczowe znaczenie ma przekonanie, że rosyjskie społeczeństwo jest przede wszystkim ofiarą propagandy i represyjnego systemu, a nie jego współsprawcą, co prowadzi do odrzucenia strategii sankcji sektorowych i izolacji państwa na rzecz dialogu oraz prób oddziaływania na opinię publiczną wewnątrz Rosji. Ten spór – jak pokazują cytowane analizy – nie jest jedynie konfliktem personalnym, lecz wyraża dwa nieprzystające do siebie projekty polityczne, które w praktyce uniemożliwiają wypracowanie wspólnej strategii działania rosyjskiej opozycji na uchodźstwie.

Reklama

Delfi zwraca uwagę, że nawet orientacyjna mapa środowiska przypomina „przewodnik dla zdezorientowanych” – bo na jednym planie funkcjonują zwolennicy Nawalnego (FBK), „pragmatycy–technokraci”, „stara gwardia”, „skrzydło kijowskie” i „nowa fala”, a wspólny mianownik bywa sprowadzony do jednego zdania: „wszyscy są przeciwko Putinowi”. Zasadniczym problemem jest to, że sama negacja Putina nie jest programem, a bycie „anty” nie tworzy jeszcze zdolności do rządzenia ani do mobilizacji.

Tę samą logikę „archipelagu” rozpisuje na mechanizmy Andriej Kuziczkin w artykule „O wewnątrzgatunkowej walce opozycji rosyjskiej” w Postimees. Kuziczkin porównuje emigracyjną opozycję do świata zwierząt, w którym osobniki jednego gatunku konkurują o ograniczone zasoby; w politycznym przekładzie są to „granty, darowizny i wpływy”. Ten obraz jest ważny, bo tłumaczy, dlaczego spory w rosyjskiej emigracji rzadko kończą się kompromisem. Kompromis zakładałby, że celem jest wspólny rezultat.

Tymczasem – w ujęciu Kuziczkina – celem wielu aktorów jest utrzymanie pozycji w ekosystemie, gdzie nagrodą jest widzialność, zaproszenia, finansowanie i dostęp do zachodnich platform. Jeśli tak, to konflikt nie jest wypadkiem przy pracy; konflikt staje się metodą. Zresztą Kuziczkin pisze wprost, że „podwójne standardy stały się normą nie tylko dla rosyjskiego rządu, ale także dla rosyjskiej opozycji” oraz że „rosyjska opozycja nie oferuje Rosjanom pozytywnego programu zmian”.

To uderzenie w samo serce liberalnej narracji: obóz, który miał być nośnikiem demokratycznych standardów, bywa oskarżany o ich praktyczne porzucenie, a jednocześnie nie potrafi zapełnić pustki po „antyputinizmie” propozycją realnej przebudowy państwa.

Reklama

Najostrzejsza, a zarazem najbardziej systemowa krytyka pada w tekście Borisa Bondariewa „Puste jądro rosyjskiej opozycji znów zostało obnażone” opublikowanym w The Moscow Times (19 stycznia 2026). Bondariew przekonuje, że awantura wokół Leonida Wołkowa, który skrytykował w prywatnej korespondencji działalność i ludzi związanych z rosyjskim ruchem ochotniczym oraz niektóre postaci ukraińskiego kierownictwa i służb, w tym ostro wypowiedział się o Rosyjskim Korpusie Ochotniczym i jego liderach, uznając niektóre z ich środowisk za skrajnie prawicowe i neo-nazistowskie, a także – krytycznie mówił o postaciach takich jak Kyryło Budanow, Andrij Jermak i Mychajło Podolak.

Zdaniem Bondariewa nie należy traktować to jako „kolejną kłótnią emigracyjną”, lecz jako test, czy rosyjska opozycja w ogóle posiada cokolwiek, co w demokracji pozwala przetrwać kryzys: instytucje, procedury odpowiedzialności, mechanizmy korekty kursu. W jego opisie rosyjska opozycja nie składa się z masowych partii czy ruchów zdolnych wywierać presję na liderów, ale z osobowości i „brandów” – rozpoznawalnych twarzy, za którymi nie idzie infrastruktura polityczna.

Ten brak instytucjonalności jest kluczowy: w normalnym systemie politycznym skandal wywołuje konsekwencje, bo istnieją wybory, organy partyjne, członkowie, frakcje, rywalizacja wewnętrzna. Tu – jak wskazuje Bondariew – skandal może się „przepalić”, a liderzy mogą wracać, bo nie ma kto i jak miałby ich rozliczyć.

Z tej racji postać jednego z liderów rosyjskiej opozycji Leonida Wołkowa stała się symbolem kryzysu, który jest szerszy. We wspomnianym uprzednio artykule w „The Moscow Times” Bondariew opisywany jest jako osobowość wyjątkowo toksyczna nie tylko przez ostatni epizod, ale przez lata praktyk, które – w jego ocenie – miały służyć monopolizacji przestrzeni opozycyjnej przez FBK, delegitymizacji alternatyw i podsycaniu agresji wobec krytyków.

Reklama

A jednocześnie – i to jest zarzut szczególnie miażdżący – FBK ma nie przedstawiać „pozytywnego programu politycznego” i trzymać się działań, które autor uważa za przestarzałe, a czasem wręcz szkodliwe (w tym takich, które mogą nieumyślnie wspierać rosyjski wysiłek wojenny). Jeśli ten opis jest choć w części trafny, to opozycja staje przed dylematem: nie tylko walczy z reżimem, ale walczy o to, by nie upodobnić się do reżimu w metodach i logice władzy.

Wątpliwości wobec sensu instytucjonalnego „jednoczenia” rosyjskiej opozycji przez Zachód dobrze oddaje analiza Igora Gretskiy’ego pt. „Dlaczego nowa platforma dla Rosjan w PACE może przynieść odwrotny skutek” opublikowana przez International Centre for Defence and Security. Autor argumentuje, że nowa platforma dialogu przy Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy (PACE) zamiast zmniejszać chaos emigracyjnej opozycji, może go wręcz instytucjonalnie utrwalić i pogłębić.

Gretskiy zwraca uwagę, że PACE próbuje narzucić wspólną ramę współpracy środowisku, które jest wewnętrznie sprzeczne nie tylko personalnie, lecz przede wszystkim strategicznie i moralnie – od stosunku do wojny w Ukrainie, przez ocenę odpowiedzialności rosyjskiego społeczeństwa, po wizję przyszłego kształtu państwa rosyjskiego.

W tym ujęciu platforma PACE nie rozwiązuje problemu braku reprezentatywności rosyjskiej opozycji, lecz tworzy nowy poziom konfliktu: spór o to, kto zostanie uznany przez europejską instytucję za „prawdziwego demokratę”. Jak pisze Gretskiy, obecność w jednej strukturze zarówno Rosjan walczących po stronie Ukrainy, jak i tych, którzy odrzucają wsparcie militarne dla Kijowa, czyni platformę politycznie niestabilną i trudną do zarządzania.

Reklama

Co więcej, autor ostrzega, że PACE może znaleźć się w sytuacji, w której będzie zmuszona arbitralnie rozstrzygać wewnętrzne spory rosyjskiej emigracji, ryzykując przy tym konflikt z Ukrainą i utratę wiarygodności moralnej.

W szerszym kontekście esej Gretskiy’ego wzmacnia tezę, że rosyjska opozycja na uchodźstwie nie cierpi dziś przede wszystkim na brak platform dialogu, lecz na brak wspólnego minimum politycznego, bez którego każda próba instytucjonalnej konsolidacji – nawet firmowana przez europejskie struktury – staje się kolejnym polem walki frakcyjnej, a nie krokiem w stronę realnej alternatywy dla Kremla.

Wątek PACE i walki o reprezentację powraca u Bondariewa w „The Moscow Times”, gdzie pada sugestia, że wielu samozwańczych liderów unika mechanizmów wyborczych, bo wybory mogłyby obnażyć prostą prawdę: rozpoznawalność marki nie jest mandatem. Wybrzmiewa też myśl, że część środowiska woli, by „przedstawiciele rosyjskiej opozycji wobec PACE byli wybierani nie przez Rosjan, a przez samo Zgromadzenie”, co upodabnia emigracyjną opozycję do systemu, z którym rzekomo walczy: „brak przejrzystości, brak odpowiedzialności i ci sami ludzie pozostający na stanowisku na zawsze”.

To bardzo mocne oskarżenie: jeśli prawdziwą przeszkodą nie są „warunki wojenne” czy „rozproszenie diaspory”, ale lęk przed weryfikacją społecznego poparcia, to opozycja sama podcina sobie gałąź legitymizacji.

Reklama

Najgłębszy rów biegnie jednak nie przez PACE, lecz przez Ukrainę. Kuziczkin w „Postimees” pisze wprost, że emigrantów „podzieliła kwestia ukraińska” i opisuje dwa obozy: jeden (wiązany m.in. z Chodorkowskim i Kasparowem) dopuszcza wspieranie walki zbrojnej przeciw reżimowi i nie wyklucza rozpadu Rosji; drugi (wiązany z FBK i Julią Nawalną) odrzuca działania zbrojne jako strategię obalenia Putina, nie popiera pomocy wojskowej dla Ukrainy i unika mocnych deklaracji o zwrocie terytoriów okupowanych.

Ten spór nie jest akademicki: dotyka pytania, czy rosyjski opozycjonista ma budować przyszłą karierę w Rosji za cenę dystansowania się od „uzbrajania Ukrainy”, czy ma uznać, że bez militarnej porażki Kremla nie będzie żadnej demokratyzacji. Kuziczkin odnotowuje też argument pragmatyczny: emigranci, którzy wspierają Ukrainę w zabijaniu rosyjskich żołnierzy, mogą zostać w oczach rosyjskich obywateli napiętnowani jako zdrajcy, co czyni ich przyszłość polityczną w Rosji „niemożliwą”.

Jeśli tak, to konflikt o Ukrainę jest jednocześnie konfliktem o strategię przetrwania politycznego. Ten sam dylemat widać w materiale Aleksandra Dwojegłazowa „Politolog Bruveris o skandalu z Wołkowem: «W tej korespondencji widać wyższość »narodu tytularnego” opublikowanym w „LRT” (rosyjska wersja serwisu). Tekst relacjonuje debatę o tym, czy państwo (w tym wypadku Litwa) powinno reagować na wypowiedzi Wołkowa poprzez procedury bezpieczeństwa i migracyjne, ale jeszcze ważniejsze jest to, że przywołuje strategiczne pęknięcie w samej opozycji.

W materiale zacytowany jest dłuższy fragment tej rozmowy: krytyka nurtu, który uznaje rosyjskie społeczeństwo za „niewinne ofiary” i woli celować w „oligarchów” zamiast popierać sankcje sektorowe czy pełną izolację; zestawiona jest z argumentem, że bez stałego rosnącego wsparcia militarnego dla Ukrainy nie da się zatrzymać rosyjskiej ofensywy.

Reklama

W tym samym cytowanym fragmencie pojawia się też dramatyczna interpretacja słów Wołkowa: że wspieranie Ukrainy „bronią i pieniędzmi” to „głupota”, a zamiast tego należy dać pieniądze opozycji, by „YouTube” przekonywał Rosjan, żeby nie szli do wojska. Jeśli ten spór jest tak ostry, jak wynika z „LRT”, to rosyjska emigracyjna opozycja jest dziś nie tylko podzielona, ale wręcz niespójna moralnie i strategicznie: jedni mierzą skuteczność polityki liczbą dostarczonych Ukrainie środków obrony, drudzy liczbą obejrzeń i subskrypcji.

I tu dochodzimy do sedna: do kwestii „YouTube’owej polityki” i iluzji wpływu. Bondariew w „The Moscow Times” opisuje strategię wyczekiwania: opozycja czeka na hipotetyczny moment odejścia Putina, a do tego czasu rozwija kanały medialne, unikając „ciężkiej pracy organizacyjnej” – budowy partii, ruchów masowych, struktur reprezentacji.

Pada tam zdanie, które powinno stać się przestrogą dla zachodnich instytucji: „YouTube tworzy iluzję wpływu bez ponoszenia odpowiedzialności. Subskrybenci nie są zwolennikami, wyświetlenia nie są głosami”. To jest zarazem diagnoza mechanizmu, który napędza wewnętrzne wojny: skoro realnej sprawczości w Rosji brak, to jedyną walutą staje się zasięg – a walka o zasięg bardzo łatwo degeneruje się w walkę o skandal.

W wywiadzie udzielonym Natelli Bołtiańskiej dla „SOTA project” w tekście „Rosyjska opozycja przypomina zabawę w piaskownicy w przedszkolu”. Siergiej Aleksaszenko formułuje jedną z najbardziej bezlitosnych, a zarazem trzeźwych diagnoz rosyjskiej opozycji na emigracji. Określając jej działania mianem „gier w piaskownicy przedszkolnej”, Aleksaszenko wskazuje na fundamentalną nieadekwatność zachowań opozycji wobec rzeczywistej skali problemów, z jakimi mierzy się rosyjskie społeczeństwo. Jego krytyka nie dotyczy wyłącznie sporów personalnych, lecz przede wszystkim braku zrozumienia kontekstu społeczno-ekonomicznego, w którym funkcjonuje reżim Putina.

Reklama

Aleksaszenko podkreśla, że rosyjskie państwo – mimo wojny i sankcji – nie znajduje się w stanie gospodarczego załamania, a system władzy zachowuje zdolność do stabilizacji poprzez pieniądze, represje i lojalność grup beneficjentów wojny. Na tym tle opozycja, skoncentrowana na sporach symbolicznych, moralnych i personalnych, nie oferuje społeczeństwu żadnej przekonującej alternatywy, ani ekonomicznej, ani instytucjonalnej.

W jego ocenie opozycjoniści zachowują się tak, jakby funkcjonowali w próżni – ignorując fakt, że dla większości Rosjan kluczowe są kwestie bezpieczeństwa, dochodów i codziennej stabilności, a nie abstrakcyjne debaty o przyszłej demokracji.

Metafora „piaskownicy” służy Aleksaszence do pokazania, że rosyjska opozycja nie dorosła do realnej polityki: zamiast budować program, struktury i kompetencje potrzebne do rządzenia w trudnych warunkach, zajmuje się wzajemnym podważaniem legitymacji, walką o widzialność i moralną wyższość. W efekcie – jak sugeruje rozmówca „SOTAproject” – opozycja nie tylko przegrywa z reżimem, ale sama obniża własną wiarygodność, bo jej działania pozostają oderwane od realnych interesów i doświadczeń społeczeństwa rosyjskiego.

W tej perspektywie krytyka Aleksaszenki wzmacnia szerszą diagnozę słabości emigracyjnej opozycji: jej problemem nie jest wyłącznie represyjny aparat państwa, lecz także niezdolność do myślenia w kategoriach państwa, gospodarki i odpowiedzialności za większość społeczeństwa. Dopóki opozycja nie wyjdzie poza „gry w piaskownicy” i nie zmierzy się z realnymi uwarunkowaniami społecznymi i ekonomicznymi Rosji, pozostanie – jak sugeruje Aleksaszenko – aktorem komentującym rzeczywistość, a nie siłą zdolną ją zmienić.

Jeśli jednak ktoś chciałby uznać, że to tylko „wewnętrzne brudy” emigracji, wystarczy spojrzeć na to, jak konflikty opozycji opisują media międzynarodowe. Agencja „Reuters” w materiale „Wewnętrzne spory wstrząsają rosyjską opozycją na wygnaniu, gdy sojusznicy Nawalnego oskarżają kolegów o nieuczciwość” wskazywała już w 2024 roku, że wewnętrzne spory uderzają w próby jednoczenia opozycji, a po śmierci Nawalnego środowisko zostało bez wyraźnego lidera, co tylko wzmogło wzajemne podejrzenia.

Podobnie portal „The Wall Street Journal” opisywał rozproszenie i trudność w dotarciu do „zwykłych Rosjan”, podkreślając, że nawet jeśli kanały opozycyjne potrafią gromadzić milionowe odsłony, nie przekłada się to automatycznie na zdolność do skoordynowanego działania politycznego.

Reklama

Jeszcze bardziej bezpośrednio o „strategicznej ślepocie” i impasie przedstawiają analizy jak np. „Po śmierci Nawalnego rosyjska opozycja jest podzielona w kwestii wyjścia” opublikowanym przez Finnish Institute of International Affairs (FIIA) w której autorzy Margarita Zavadskaya i Jussi Lassila opisują podwójną lukę wiarygodności): emigracyjna opozycja musi unikać wrażenia bycia „zachodnimi protegowanymi”, by zachować wiarygodność w Rosji, ale jednocześnie, by utrzymać wsparcie w Europie i w Ukrainie, nie może „kluczyć” w kwestiach zasadniczych.

To dokładnie ta sprzeczność, którą widać w sporze o sankcje i pomoc wojskową: ostre stanowisko pro-ukraińskie grozi utratą resztek przyszłej legitymizacji w Rosji, a miękkie stanowisko grozi utratą wiarygodności na Zachodzie i w regionie.

Z kolei „Kyiv Independent” w artykule „Rozdarta walkami wewnętrznymi, bez planu działania – co dalej z rosyjską opozycją?” (22 października 2024) rysuje obraz opozycji „rozdartej konfliktami” i „bez wizji” działania po śmierci Nawalnego, co rezonuje szczególnie mocno w Ukrainie, dla której rosyjska opozycja jest oceniana przede wszystkim przez pryzmat jasności stanowiska wobec wojny. A „Meduza” w materiale „Nic dobrego z tego nie wyniknie.” (12 lutego 2025) opisuje rosyjską opozycję jako historycznie fragmentaryczną i nękaną wewnętrznymi sporami, które na emigracji tylko się spotęgowały, m.in. przez zarzut oderwania od ludzi w kraju.

To wszystko prowadzi do pytania o realną sprawczość. Stąd też Bondariew w „The Moscow Times” sugeruje, że Zachód często inwestuje w symbolikę – w zaproszenia, sceny, nagrody – zamiast pytać o rezultaty, a w konsekwencji wzmacnia tych, którzy są głośni, niekoniecznie tych, którzy budują.

W materiale ten wątek zostaje uzupełniony porównaniem z Białorusią: tam opozycja, mimo sfałszowanych wyborów, miała wyraźny punkt ciężkości i masowe poparcie, podczas gdy rosyjska diaspora ma problem nawet z uzgodnieniem, kto kogo reprezentuje i na jakiej podstawie. Jeśli nie ma legitymacji, to „reprezentacja” w PACE lub gdziekolwiek indziej staje się tylko teatrem – a teatr w polityce bywa użyteczny, ale nie zastąpi instytucji.

Do tego dochodzi element, który cementuje bezsilność: Kreml nie tylko tłumi opozycję w kraju, ale konsekwentnie próbuje delegitymizować emigrację, wrzucając ją do worka z „ekstremizmem” czy „terroryzmem”. Widać to w doniesieniach agencji: „Associated Press” w depeszy „Szef grupy Nawalnego rezygnuje z funkcji w związku z listem w sprawie złagodzenia sankcji” (AP) opisywała sprawę z 2023 roku, gdy Wołkow przyznał się do wysłania listu ws. zniesienia sankcji i złożył rezygnację, co już wtedy stawało się osią konfliktu i argumentem dla krytyków.

A w swej depeszy z czerwca 2025 „Rosyjski sąd skazuje sojusznika Nawalnego na 18 lat więzienia zaocznie w ramach trwających represji wobec dysydentów” opisała, że rosyjski sąd skazał Wołkowa zaocznie na 18 lat, co jest częścią szerszego wzorca represji i stygmatyzacji przeciwników wojny.

Także „Reuters” w tekście „Rosja oskarża Chodorkowskiego i innych wygnanych przeciwników o spiskowanie w celu przejęcia władzy.” relacjonował działania FSB wobec Chodorkowskiego i innych emigracyjnych liderów, pokazując, że Kreml próbuje przedstawiać ich jako organizatorów „terrorystycznych” struktur planujących przemocowe przejęcie władzy. Paradoks polega na tym, że im bardziej Kreml atakuje emigrację, tym większa byłaby potrzeba minimalnej jedności – a jednocześnie im większa presja, tym bardziej opozycja rozpada się na frakcje, bo presja potęguje wzajemną podejrzliwość i rywalizację o ochronę Zachodu.

Reklama

Z tej racji w rosyjskiej opozycji pojawia się wiara, że zmiana może przyjść tylko „z góry”, a nie z masowego ruchu. W tekście „Lekcje płynące z buntu dekabrystów nie są tym, co chce usłyszeć rosyjska opozycja” opublikowanym w „The Moscow Times”, pada argument, że „inna Rosja” może być możliwa raczej dzięki reformatorowi wyłonionemu z samego systemu niż dzięki kolejnej nieudanej rewolcie, a opozycja powinna budować swoją wizję na realiach społecznych – m.in. na priorytecie standardu życia – zamiast na marzeniach.

W kontekście emigracyjnej „polityki YouTube” ten wątek brzmi jak ostrzeżenie: jeśli opozycja nie ma narzędzi mobilizacji ani zakorzenienia, pozostaje jej jedynie oczekiwanie na cud sukcesji – a cudy w polityce zdarzają się rzadko i zwykle są przechwytywane przez tych, którzy mają struktury. Dlatego najbardziej ponura puenta Bondariewa „przyszła Rosja nie może być bardziej demokratyczna niż jej opozycja na uchodźstwie” staje się coraz bardziej logiczna.

Jego zdaniem jeśli opozycja nie potrafi zorganizować przejrzystych procedur, nie potrafi stworzyć wspólnej reprezentacji, nie potrafi nawet prowadzić sporów bez logiki delegitymizacji i moralnego szantażu, to w najlepszym razie pozostaje klubem komentatorów, a w najgorszym – kuźnią kolejnej personalistycznej elity, tylko z innymi hasłami.

Opozycja rosyjska na emigracji jak opisuje Kuziczkin w „Postimees” jest więc dziś zakładnikiem własnej sprzeczności. Z jednej strony chce zachować wiarygodność w Rosji – więc unika wszystkiego, co mogłoby ją na zawsze napiętnować jako „zdrajców” w oczach społeczeństwa. Z drugiej strony chce zachować wiarygodność w Europie i Ukrainie – a to wymaga jasności moralnej i strategicznej, której często brakuje (co wybrzmiewa w analizie Bruverisa w „LRT” i w krytyce „YouTube’owej” strategii w „The Moscow Times”).

W środku tej sprzeczności rodzi się typowy produkt emigracyjnej polityki: permanentny spór o to, kto ma rację, kto jest moralny, kto „sprzedał się Zachodowi”, kto „sprzedał Ukrainę”, kto ma prawo mówić w PACE, kto dostanie grant i kto jest „prawdziwą opozycją”.

Mimo że rosyjska opozycja na emigracji intensywnie zabiega o uwagę Zachodu i próbuje przemawiać do rosyjskiego społeczeństwa z zewnątrz, dane sondażowe „Levada-Centre” pokazują, że dominujące nastroje społeczne w Rosji pozostają wyraźnie korzystne dla obecnej władzy. Według badań z stycznia 2026 r. („Poparcie dla władz”; „Ocena sytuacji w kraju”, Levada-Centre, levada.ru, 84% respondentów deklarowało aprobatę działań Władimira Putina jako prezydenta Federacji Rosyjskiej, przy zaledwie 12% deklarujących dezaprobatę.

Wynik ten wskazuje na utrzymywanie się trwałej większości popierającej politykę Kremla nawet po trzech latach wojny i narastających sankcji gospodarczych. Podobnie w ocenie ogólnej sytuacji w kraju: 66% badanych uważało, że Rosja zmierza we „właściwym kierunku”, podczas gdy jedynie 21% uznało obecny kurs za błędny. Co istotne, wskaźniki te są spójne z wcześniejszymi pomiarami „Levada-Centre” z czerwca i grudnia 2025 r., które również wskazywały na wysokie poparcie dla władz oraz dominujące przekonanie, że państwo pod rządami obecnych elit prowadzi właściwą politykę wewnętrzną i zagraniczną.

W tym kontekście szczególnej ostrości nabiera przedstawiona powyżej diagnoza Siergieja Aleksaszenki, sformułowana w wywiadzie „Rosyjska opozycja przypomina zabawę w piaskownicy w przedszkolu” opublikowanym w „SOTA project” w, którym opisuje rosyjską opozycję jako środowisko zajęte „grami w piaskownicy”: skoncentrowane na sporach personalnych, moralnych gestach i wzajemnej delegitymizacji, a zarazem oderwane od realiów społeczno-ekonomicznych współczesnej Rosji. Jego zdaniem opozycja funkcjonuje w świecie symboli i deklaracji normatywnych, podczas gdy władza operuje w świecie pieniędzy, represji i materialnych bodźców, które w praktyce organizują społeczną lojalność i stabilność systemu.

Reklama

Zderzenie tych dwóch perspektyw ujawnia zasadniczą asymetrię: opozycja mówi językiem przyszłych obietnic i abstrakcyjnych wartości, podczas gdy władza – co potwierdzają dane „Levady” – czerpie społeczne poparcie z poczucia przewidywalności, adaptacji do warunków wojennych i względnej stabilności codziennego życia. W tym sensie metafora Aleksaszenki nie jest jedynie publicystyczną przesadą, lecz trafnym opisem realnego rozdźwięku między światem emigracyjnej opozycji a społecznym zapleczem władzy w Rosji.

Dopóki opozycja nie wyjdzie poza „piaskownicę” sporów symbolicznych i nie zmierzy się z realnym kontekstem ekonomicznym i społecznym, wysoki poziom aprobaty dla Kremla – utrwalany w badaniach „Levada-Centre” – pozostanie dla niej barierą praktycznie nie do pokonania.

To utrzymujące się społeczne poparcie dla władz tworzy trudne tło dla emigracyjnej opozycji. Nawet najbardziej rezonujące działania antyreżimowe, gdy są prezentowane na Zachodzie lub w mediach społecznościowych, trafiają do społeczeństwa, które w przeważającej mierze ocenia władze pozytywnie i identyfikuje się z narracją państwową. W takiej sytuacji opozycja na emigracji nie tylko musi konkurować między sobą o uwagę i zasoby, jak pokazywały konflikty wewnętrzne (np. spór wokół Leonida Wołkowa opisywany w „The Moscow Times”), ale także staje wobec strukturalnej bariery w postaci szerokiego społecznego konsensusu wokół obecnej władzy w Rosji.

Ten konsensus, potwierdzany przez badania „Levada-Centre” w okresie czerwiec 2025 – styczeń 2026, sprawia, że nawet najbardziej radykalne projekty demokratyczne czy antywojenne mają ograniczone możliwości wpływania na realną sytuację polityczną w kraju, ponieważ rezultaty opozycyjnych działań muszą przebić się przez filtr społecznego poparcia dla status quo — filtr, który pozostaje stosunkowo odporny na zewnętrzne apele i nadzieje na zmianę.

Jeśli rosyjska opozycja ma kiedykolwiek stać się realną alternatywą, musiałaby – paradoksalnie – zacząć od tego, czego najbardziej się boi: od instytucji, procedur i weryfikacji poparcia. Musiałaby zgodzić się na pluralizm nie jako dekorację, lecz jako koszt polityki. Musiałaby przyjąć, że polityka to nie tylko demaskowanie korupcji, nie tylko moralne oburzenie i nie tylko zasięgi, ale także nudna robota: budowa kadr, struktur, kompromisów i odpowiedzialności. Na razie jednak, jak wynika z obrazu zarysowanego przez m.in. „Delfi”, „Postimees”, „LRT”, „SOTA project” i „The Moscow Times”, rosyjska emigracyjna opozycja pozostaje archipelagiem bez lądu – a archipelagi nie przejmują władzy.

Reklama
WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama