- OPINIA
- KOMENTARZ
- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Jakie będą konsekwencje wojny dla Iranu [OPINIA]
Trwa obecnie emocjonalna dyskusja, czy uderzenie na Iran dało cokolwiek USA i Izraelowi, szczególnie że nie doszło do szybkiej zmiany władzy. W tym kontekście należy jednak odejść od przestrzeń sloganów i haseł, a zastanowić się nad realnymi konsekwencjami podjętych działań zbrojnych.
Autor. U.S. Air Force, za U. S. CENTCOM, domena publiczna
Na wstępie należy stwierdzić wprost, że zmiana reżimu za pomocą dużej operacji powietrznej jest wysoce nieprawdopodobnym scenariuszem, tym bardziej w przypadku Iranu. Można uznać za wysoce realne przecieki, że analitycy CIA wskazywali na swój sceptycyzm względem tak prostych diagnoz politycznych. Po części można również uznać, że szczególnie w USA mógł istnieć problem z odczytywaniem roli i znaczenia masowych protestów irańskich z końca 2025 r. Dotyczyło to także aktywności pewnych części diaspory irańskiej, które, jak chociażby Reza Pahlawi, dość dobrze posługują się przekazami medialnymi w kreowaniu swojego wizerunku i znaczenia dla polityki irańskiej. Oczywiście w Polsce też można było zauważyć odpryski takiej aktywności informacyjnej w mocnym akcentowaniu znaczenia syna ostatniego szacha. Lecz nawet jeśli nie spełniła się wstępna koncepcja strategiczna względem Iranu, kontynuacja uderzeń może nieść swoje reperkusje właśnie w wymiarze strategicznym. Będą one raczej bardziej widoczne z perspektywy Białego Domu i USA niż Izraela, dla którego dominują aspekty operacyjne. W końcu Cahal już wcześniej stoczył podobną walkę z Iranem.
Tak czy inaczej, warto zastanowić się nad tym, dlaczego nie zachodzi obecnie łatwa transformacja Iranu pod wpływem dekapitacji liderów i niszczenia znacznych przestrzeni wojskowych oraz paramilitarnych. W tym przypadku nie możemy pisać jedynie o jednym elemencie, ale raczej o pewnej synergii zróżnicowanych czynników.
Realne poparcie dla reżimu
Pierwszym z nich jest stwierdzenie, że obecny irański reżim ma rzeczywiste, istniejące poparcie części tamtejszego społeczeństwa. Społeczeństwa, które jest wysoce podzielone, co wielokrotnie ginie w różnych narracjach medialnych, uproszczających postawę państwa do jednorodnych działań wszystkich obywateli i ich władz. Dlatego też w przypadku Iranu widać pewien dysonans, gdzie z jednej strony widzimy narracje o masowym odrzuceniu władzy, a z drugiej strony pojawiają się stwierdzenia o wręcz pełnym wsparciu dla działań „Teheranu” (dokonując częstokroć zrównania miasta stołecznego z nazwą całego państwa). Naturalnie, z racji specyfiki, nie możemy posłużyć się prawdziwym i niezaburzonym propagandą pomiarem socjologicznym, a podobne wątpliwości pamiętamy chociażby w perspektywie Rosji i tamtejszego społeczeństwa. Analogicznie, trudne jest badanie różnych innych podziałów i ich przełożenia na sprawy wewnętrzne.
Największym problemem jest obecnie powielanie pewnych schematów wpasowanych do zewnętrznych ocen, np. stanowiących element narracji opozycji znajdującej się poza granicami Iranu. Podobnym sygnałem było szybkie scentralizowanie i zunifikowanie głosu kurdyjskiego, niejako pod konkretne oceny zewnętrznych ekspertów, w tym również w Polsce. Tak czy inaczej, w przypadku Iranu nie mówimy o wyizolowanej grupie rządzących, pozbawionej realnego przełożenia na ulice poszczególnych miast i interioru. Co więcej, część obywateli definiuje problemy ekonomiczne kraju jako pochodną zewnętrznych interwencji, a obecne uderzenia mogą sprzyjać mobilizacji przed czynnikami spoza państwa, starającymi się narzucić im konkretne rozwiązanie społeczno-polityczne. Ważne jest zaobserwowanie również znaczenia siły oddziaływania państwowej ideologii, która z różnym skutkiem jest wdrażana przez edukację, narzędzia w domenie informacyjnej, począwszy od ustabilizowania się reżimu, który przejął władzę na bazie rewolucji z 1979 r.
Oczywiście, w kontrze do rządowych narracji mamy do czynienia w Iranie z umowną przestrzenią wolności (via telewizja satelitarna oraz dostęp do Internetu), szczególnie wśród młodszej części społeczeństwa, wspieranej przez wysoki poziom edukacji, także wśród kobiet, co jest bardzo ważne w przypadku Iranu, pamiętając chociażby o hasłach Zan, Zendegi, Azadi”. Jednakże nadal nie mówimy o pełnym odrzuceniu państwowej ideologii i narzędziowej propagandy, która ewoluuje i stara się nadrabiać zaległości w sferze nowych technologii. Co więcej, pomni doświadczeń innych państw, musimy zakładać, że w wielu przypadkach może być ona skuteczna w zakresie radykalizacji. Jeszcze innym czynnikiem jest wspomniana inżynieria społeczna, wspierana technologicznymi rozwiązaniami szeroko importowanymi z innych państw, na czele z Chinami. Irański reżim dobrze rozumie doświadczenia tzw. Arabskiej Wiosny, jeśli chodzi o znaczenie synergii cyber i domeny informacyjno-kognitywnej. Stąd też chociażby tak istotne są dla niego rajdy na osoby dysponujące przemyconymi do kraju zestawami Starlink.
Aparat represji walczy o życie
Drugim omawianym czynnikiem, który nie sprzyja łatwemu obaleniu reżimu w Iranie, jest niewątpliwie przygotowany aparat represji w tym państwie. Struktury budowane nieprzerwanie od przejęcia władzy w 1979 r. są oczkiem w głowie tamtejszych władz, a nawet elementem samego systemu sprawowania władzy. Zauważmy, że po eliminacji części kierownictwa państwa w pierwszych dniach dwóch połączonych operacji USA i Izraela dało się zauważyć hipotezy o rosnącej roli Strażników Rewolucji. I nie bez przyczyny to część z nich staje się obecnie celami HVT (najwyższej wagi) dla atakujących.
Dlatego też przedstawiciele aparatu represji (służby kontrwywiadowcze, wywiadowcze, ale także wszelkie osoby zaangażowane w stabilizację przestrzeni wojska, służb bezpieczeństwa etc.) zdają sobie sprawę z konkretnych, wręcz egzystencjalnych efektów utraty przez nich władzy w państwie. Szczególnie że de facto obecnie brakuje alternatyw w zakresie ucieczki. Z Libanu za ewakuację irańskich zasobów wywiadowczych, paramilitarnych i dyplomatycznych część odpowiedzialności wzięli Rosjanie. Jednakże przy problemie izolacji w przestrzeni powietrznej kraju oraz porażeniu części ich floty transportowo-pasażerskiej podobna ewakuacja byłaby bardzo ograniczona. Zauważmy, że ostrzeżeniem było zbombardowanie i zniszczenie samolotów umownej linii lotniczej pozostającej niejako w dyspozycji Strażników Rewolucji i ich Sił Ghods do przerzutu ludzi i sprzętu w obrębie Bliskiego Wschodu.
Zobacz też

Zauważmy, że w ostatnich latach doszło nie do jednej, ale do kilku brutalnych pacyfikacji opozycji oraz zwykłych obywateli Iranu, którzy zdecydowali się protestować na ulicach, motywowani różnymi pobudkami społeczno-polityczno-ekonomicznymi. Ważne jest w tym kontekście zauważenie zróżnicowania irańskiej opozycji, szczególnie w kontrze do narracji o znacznej sprawczości najstarszego syna ostatniego szacha Iranu i jego zdolności do gromadzenia wokół siebie różnych stronnictw. Tym samym wielu z liderów nawet niższych struktur państwowych (nie tylko samych Strażników Rewolucji) było w to osobiście zaangażowanych. Co więcej, wielu z nich po ostatnim krwawym spacyfikowaniu ulic zdaje sobie sprawę z możliwości ich rozpoznania i namierzenia za pomocą nowych środków technologicznych, a także specyfiki środowiska, w którym mieszkają. Zdarzały się np. próby wywarcia presji psychologicznej na nich w toku ostatnich pacyfikacji. Reżim więc walczy nie tyle o przetrwanie polityczne, co o utrzymanie zdolności do ochrony własnych zasobów ludzkich.
Jeśli nawet nastąpiłoby coś w rodzaju konsensusu wenezuelskiego, to jego skala w Iranie mogłaby oznaczać nie tylko eliminację umownego jednego czy kilku liderów, ale szersze reperkusje w kraju. Nie wolno również zapomnieć, że wokół reżimowych elit irańskich narosły liczne więzy ekonomiczne i społeczno-ekonomiczne. Wszelkie problemy ze stabilnością państwa to także uderzenie w nie oraz realna wizja ich załamania. Państwo ma nadal szereg legalnych i nielegalnych przestrzeni rozwoju ekonomicznego, nawet pomimo sankcji i ograniczeń, które dają realne pieniądze dla zaangażowanych w nie. Jak wskazano, wszelkie elementy konserwującego status quo układu z USA mogą wpłynąć na nie. Trzeba dodać, że nie są to jedynie wewnątrz irańskie elementy układanki polityczno-ekonomicznej. Z racji interesów Iranu w różnych innych regionach świata, takie transfery finansowe i możliwość podpięcia się pod nie obejmują wiele osób i ich rodziny.
Przykładem dobrze ilustrującym wspomnianą zależność jest chociażby zdolność Strażników Rewolucji (w tym Sił Ghods) do zaopatrywania struktur proxy w innych państwach. Za najprostszym szmuglowaniem broni, komponentów do jej produkcji itp. stoją realne zasoby finansowe i układy z różnymi podmiotami państwowymi i okołopaństwowymi. Jest wiele biznesów, które wyrosły w regionie oraz poza nim przy irańskich pieniądzach i ich transferach do chociażby wspomnianych Huti, Hezbollahu itd. A przecież to tylko jeden z wielu przykładów obejmujących nie tylko Liban, Jemen, ale także państwa w Afryce, Ameryce Południowej i Europie (pamiętając, że oprócz Strażników Rewolucji są jeszcze działania MOIS). Interesy, podobnie jak obawa przed utratą życia i zdrowia, cementują część wsparcia dla reżimu. Szczególnie że część z tych biznesów to przestrzeń, w której osoby z aparatu bezpieczeństwa lokowały swoich najbliższych, szczególnie młodsze pokolenie.
Opozycja wyczekuje
Innym aspektem, który należy brać pod uwagę, widząc ograniczenia uderzeń powietrznych, są obawy opozycji przed kolejną pacyfikacją w przypadku zatrzymania zewnętrznego wsparcia militarnego. Pamiętajmy, że w regionie nadal widoczna jest krwawa historia irackich szyitów, których w dobie operacji pk. Desert Storm podburzono do walki z władzami w Bagdadzie (chociażby wystąpienie G.H. Busha), a później zostawiono na pastwę Gwardii Republikańskiej i innych formacji rządowych. Ostatecznie Amerykanie nie pozwolili stłumić Saddamowi Husajnowi jedynie działań irackich Kurdów (operacje pk. Operation Provide Comfort i Provide Comfort II).
Tym samym trudno jest nie zauważyć, że jednym jest cieszenie się z eliminacji Alego Chameneiego widoczne na filmikach z niektórych miast, a drugim pojawienie się masowych protestów na ulicach w stylu tych z końca 2025 r. Wszyscy ich uczestnicy zdają sobie sprawę, że obecnie reżim mógłby działać jeszcze bardziej skrajnie i agresywnie, używając za kamuflaż fakt walki z uderzeniami zewnętrznymi. To nie oznacza, że nie ma masy krytycznej do powielenia wystąpień antyrządowych, ale w trakcie walk raczej trudno jest organizować duże i masowe pokojowe protesty.
Należy też założyć, że wśród pewnej części wahających się Irańczyków istnieją pytania o możliwe powielenie przypadku Libii, która obaliła dyktatorskie rządy, lecz do dzisiaj pozostaje państwem borykającym się z podziałami politycznymi i zagrożeniem terrorystycznym wewnątrz państwa. Iran już przed obecnymi operacjami borykał się ze znaczącymi problemami ekonomicznymi, były również liczne obawy przed terroryzmem. Zauważmy, że od lat wiele z obiektów w kraju, w tym te kultu religijnego, funkcjonowały w reżimie zabezpieczenia przed zagrożeniami terrorystycznymi. Przy potencjalnym rozchwianiu systemu kraju należy zakładać, że transformacja mogłaby dać przestrzeń również dla grup terrorystycznych, w tym z perspektywy tak złożonej mozaiki etnicznej kraju.
W tym miejscu należy więc postawić pytanie, na ile jednak umowne uderzenia z powietrza (pamiętając, że ostrzał jest prowadzony z użyciem środków także bazowania lądowego i morskiego), przeprowadzane w ramach operacji pk. Roaring Lion (Cahal) i Epic Fury (amerykańskie siły zbrojne), mogą przełożyć się na sytuację polityczną w Iranie. I ponownie możemy wydzielić kilka kluczowych przestrzeni do rozważenia.
Erozja zaufania do fundamentów reżimu
Pierwszym elementem jest prawdopodobna dalsza erozja zaufania do liderów polityczno-wojskowych oraz oczywiście przestrzeni ideologicznej w państwie. Zauważmy, że irański reżim budował od lat propagandę sukcesu, opartą na zdolnościach do odstraszania i obrony, szczególnie pod kątem sił rakietowych i udziału struktur proxy w regionie. Obecne uderzenia, szczególnie pozwalające eliminować kolejnych liderów, są niejako nadwątleniem przekonania o efektywności i sprawczości reżimu. Oczywiście propaganda irańska, a za nią część zewnętrznych narracji, podkreślają znaczenie martyrologii, np. samego Chameneiego (analogicznie do gen. Ghasema Solejmaniego). Lecz należy zadać pytanie o skuteczność tych zabiegów, szczególnie przy obecnych tarciach wewnątrz państwa irańskiego. Amerykanie i Izraelczycy wyeliminowali cele osobowe, które symbolizowały zdolności pacyfikacyjne reżimu, a to może potencjalnie ośmielić część stronnictw opozycyjnych. Przy założeniu, że większość z nich nie będzie dążyła do wyjścia obecnie na ulice, aby być postrzeganym jako przedłużenie zewnętrznych akcji zbrojnych.
Zobacz też

Co ważne, eliminacja wielu celów HVT nie jest jedynie ciosem symbolicznym. Zdolność do ich targetowania w najbardziej krytycznych lokacjach, w tym podziemnych kompleksach dowodzenia, to kolejne podważenie procedur ochrony VIP i reżimu kontrwywiadowczego. Po zakończeniu działań zbrojnych należy spodziewać się naturalnej oceny mankamentów systemu, a co za tym idzie pojawi się nie tylko procedura sprawdzenia, ale również pewnego rodzaju nieufność. Podsycana także różnego rodzaju treściami w zachodniej przestrzeni medialnej o infiltracji osobowej i technologicznej Mossadu, Jednostki 8200, CIA, NSA,et consortes.
A przecież już kilkakrotnie w przeszłości irańskie służby kontrwywiadowcze miały dokonać rewolucji w ochronie osób i miejsc, co było pochodną eliminacji naukowców oraz liderów programu zbrojeń rakietowych i jądrowych, a także chociażby wywiezienia słynnej bazy danych o programie jądrowym przez Mossad. Musimy również brać pod uwagę wewnętrzne walki osób starających się zrzucić z siebie odium nieefektywnych i pojawienie się nieufności względem systemu ochrony i osób chronionych (w tym na najwyższych stanowiskach reżimu).
Bolesne straty osobowe
Wiąże się z tym również inny wątek osobowy, gdyż w toku działań zbrojnych śmierć lub rany poniosło zapewne wielu specjalistów wojskowych i przemysłowych w Iranie. Ich zastępowalność jest czymś trudnym do osiągnięcia w krótkim okresie czasu, a także jeśli chodzi o koszt. Spójrzmy tylko na sprawę atakowania obiektów kompleksu C4, wyrzutni rakietowych, lotnictwa oraz marynarki wojennej. Nawet jeśli irańskie straty nie są wysokie, gdy weźmiemy za punkt odniesienia poziom strat w rosyjskiej agresji na Ukrainę, to ich wymiar jakościowy jest krytyczny.
Wyszkolenie dowódcy, operatora zaawansowanych systemów łączności i komunikacji, a tym bardziej pilota samolotów odrzutowych to proces. Wymaga on nie tylko konkretnych osób, ale całego systemu szkolenia w oparciu o zaawansowane środki szkoleniowe. Dlatego np. utrata maszyn JAK-30 to nie tylko kwestia zwycięstwa powietrznego, ale wpływ na procesy zachodzące w tamtejszych siłach powietrznych. Można uznać, że Rosja czy Chiny mogą w tym przypadku przejąć część wydatków związanych z odbudową procesów szkoleniowych na własnych systemach i obiektach szkoleniowych. Lecz i tak będzie to proces osadzony w konkretnym wymiarze czasu, a także nadal angażujący nadwątlony budżet obronny.
Drugim elementem jest przeciążenie systemu państw pod względem kosztów prowadzenia działań zbrojnych i uzupełnienia utraconych aktywów. Zauważmy, że od lat irański reżim boryka się z wielkimi problemami natury ekonomicznej i gospodarczej. Co więcej, klęska wokół JCPOA zamknęła niejako drzwi do sięgnięcia po znaczne środki zachodnie. W obecnych warunkach trudno przypuszczać, że strona europejska będzie skłonna przeznaczyć znaczne środki na inwestycje w Iranie. Chińska obecność w tym państwie, choć znacząca i krytyczna dla stabilności reżimu, nie może być jednak holistyczną odpowiedzią na wszystkie problemy. Szczególnie, że mityczny w pewnych kręgach BRICS nie stał się remedium na problemy Iranu. O Rosji nie możemy w ogóle mówić, gdyż jej własna gospodarka jest przeciążona skutkami agresji na Ukrainę. Tym samym gigantyczne inwestycje w zniszczone zasoby wojskowe i Strażników Rewolucji jeszcze mocniej obciążą budżet Iranu, przekładając się na presję społeczno-ekonomiczną wobec społeczeństwa.
Odbudowa będzie kosztowna
Zauważmy, że koszt zakupu nowych jednostek nawodnych, samolotów, a także systemów rakietowych to jedno. Przecież nawet Chiny czy Rosja nagle w geście dobrej woli nie ofiarują Iranowi np. 30 samolotów bojowych, 20 okrętów różnych klas i setek systemów OPL/OPR. Mogą pojawić się korzystne oferty, ale każda z nich będzie miała w sobie niezbędną część irańskiego wkładu własnego. Drugim wątkiem jest odbudowa (bardzo kosztowna) obiektów dowodzenia, infrastruktury baz i podziemnych schronów, nie wspominając o szeregu lokacji związanych z tajnymi projektami jądrowymi. Infrastruktura jest niezbędna, aby odtworzyć utracone możliwości w sferze wojskowej i chociażby ukrycia najważniejszych celów osobowych.
Doświadczenia obecnej kampanii najprawdopodobniej przełożą się na poszukiwanie głębszych i bardziej zabezpieczonych obiektów, a więc coraz droższych prac. Czynnik finansowy może stać się więc rozsadnikiem budżetu w okresie po zakończeniu działań zbrojnych. W Polsce można odnieść wrażenie, że wylicza się tylko koszty działań amerykańskich, gdyż dominują materiały oceniające np. cenę utraconych BSP. Jednocześnie, z jakichś powodów zapomina/pomija koszty Iranu, w dodatku nie zestawiając ich z jego pozycją ekonomiczną w skali regionu oraz problemami budżetowymi z ostatnich lat.
Jeśli analizujemy sprawy obciążenia budżetu obronnego, to pamiętajmy, iż Iran jest wyjątkowo wrażliwy w tym aspekcie jeszcze z innego powodu. Środki są bowiem konsumowane symultanicznie przez siły zbrojne i Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Trzeba więc postawić pytanie o rywalizację o inwestycje w okresie po zakończeniu działań zbrojnych. Większość zasobów będzie niewątpliwie kanalizowana wśród Strażników Rewolucji, biorąc pod uwagę ich znaczenie dla systemu władzy i rosnące znaczenie wśród elit w trakcie konfliktu. Czy jednak siły zbrojne zaakceptują erozję swojej pozycji, myśląc o przestrzeni sprzętowej i technologicznej? A co z płacami i żołdem dla żołnierzy, którzy przecież są niejako najbliżej najmłodszego pokolenia Irańczyków.
Obecne analizy „sukcesu lub porażki” w małym stopniu obrazują tego rodzaju wątpliwości w perspektywie krótko- i średniookresowej. W dodatku jesteśmy raczej na etapie bezwolnego przetwarzania części przekazów propagandowych strony irańskiej i np. rezonują zapewnienia o zwiększeniu skali uderzeń, nowym wagomiarze głowic. Brakuje jeszcze dużej skali zapewnień, że w kolejnych dniach zobaczymy coś w rodzaju „cudownych broni” Iranu. Ten ostatni wątek to w pewnym sensie klasyczne oddziaływanie irańskie w domenie informacyjno-kognitywnej. Warto wspomnieć w tym przypadku kazus samolotu „irańskiej piątej generacji” IAIO Qaher-313, który miał być jedną z odpowiedzi na zachodnie i izraelskie maszyny. Finalnie mówiliśmy zaś w głównej mierze o doniesieniach i nieudanej akcji marketingowej z użyciem wygenerowanego tła w obrazach mających ukazywać wspomniany samolot w locie.
Zobacz też

Budżet pod presją zbrojeń
Po zakończeniu działań zbrojnych dla Strażników Rewolucji i części sił zbrojnych priorytetem nie staną się inwestycje w przestrzeń społeczno-ekonomiczną, a właśnie w potencjał obronny. Szczególnie w Polsce zdajemy sobie sprawę najlepiej, jakie to generuje koszty i obciążenia fiskalne, a przecież w przypadku Iranu widzimy wręcz systemowe problemy tamtejszej gospodarki, chociażby związane z zawłaszczaniem jej najbardziej intratnych działów przez ludzi powiązanych z reżimem.
Pamiętajmy, że wiele z osób uciekających z Iranu zwracało uwagę na takie mankamenty systemowe jak duża korupcja i nepotyzm, brak możliwości awansu. Przy kolejnej fali obciążeń militarnych to wszystko będzie zwiększało swoją skalę oddziaływania. Zauważmy, jak w pewnym sensie rozpadał się reżim Husajna w Iraku w okresie 1991–2003. Stąd też nawet sprawy surowcowe, także porażone uderzeniami, nie muszą pokryć zapotrzebowania na zbrojenia. W 2025 r. ówczesne wystąpienia opozycji były o tyle niebezpieczne dla reżimu, że w wielu lokacjach pojawiały się właśnie hasła ekonomiczne, które zgrywały się z politycznymi.
Trzecim z elementów, który wymaga rozważenia, jest dalsza erozja systemu sieci aktorów proxy w regionie, także wpływająca na osłabienie zdolności irańskiego reżimu w okresie po zakończeniu działań zbrojnych. Papierkiem lakmusowym jest w tym kontekście sytuacja Hezbollahu w Libanie, a więc niejako prekursora standardu stosowanego później w kolejnych państwach. Obecnie władze libańskie zaostrzyły kurs właśnie względem Hezbollahu; co więcej, wspominaliśmy już o postawie względem Strażników Rewolucji i ewakuacji części ich aktywów via Rosja. A przecież jeszcze niedawno wiele z analiz wskazywało, że Hezbollah stał się brokerem całej sytuacji wewnątrzlibańskiej, będąc wręcz opromienionym wojną z Izraelem z 2006 r. oraz udziałem w wojnie domowej w Syrii. Lecz w tym momencie interesy polityczne oraz przede wszystkim zdolności paramilitarne stały się wysoce kwestionowane. Nie mówiąc o usuwaniu, podobnie jak to ma miejsce obecnie w Iranie, najważniejszych celów osobowych HVT.
Proxy bez znaczenia na konflikt
Spójrzmy również na sytuację w kontekście jemeńskich Huti, którzy przecież jeszcze niedawno otwarcie prowadzili działania przeciwko USA i Zachodowi, co powodowało przeciążenie U.S. Navy na Morzu Czerwonym (jeden z dowódców amerykańskich określił walki jako najbardziej angażujące od czasu II wojny światowej). Wręcz idealnym byłoby więc dla Iranu zamknięcie dwóch strategicznych cieśnin Bab al-Mandab i Ormuzu, zarówno pod kątem presji ekonomicznej, symbolicznej, i wojskowej. Lecz dziś aktywność Huti jest wysoce ograniczona, a to za sprawą słabości Iranu i najprawdopodobniej realnych obaw, że zostaną oni zaatakowani jako cel pośredni przez Saudyjczyków (Królestwo Arabii Saudyjskiej) oraz Emiraty (Zjednoczone Emiraty Arabskie).
Huti wiedzą zapewne, tak samo jak Hezbollah, że w kolejnych miesiącach, a nawet latach Iran zwyczajnie będzie miał problemy z ich zaopatrywaniem i wsparciem finansowym. Nawet logistyka nie sprzyja Iranowi i jego proxy, gdyż część samolotów „linii lotniczych” służących do realizacji zadań specjalnych została właśnie zniszczona lub uszkodzona. Podobne procesy obejmują okręty, szczególnie pozwalające na dalsze operacje. Zauważmy, że nawet jeśli Iran zachowa część małych jednostek nawodnych oraz USV czy pocisków przeciwokrętowych, to utraci na dłuższy czas zdolność do działań ekspedycyjnych. A przecież u wybrzeży Jemenu swego czasu operowały właśnie tego rodzaju okręty/statki, pozwalające wspierać w sferze ISTAR Huti, nie mówiąc o innych tajnych operacjach.
Podsumowując, trzeba już teraz zauważyć, że rzeczywiście z dużą dozą prawdopodobieństwa obecna kampania powietrzna nad Iranem nie przełoży się na prostą zmianę władzy w Iranie. Jednakowoż, analizując mityczne pod względem narracji tzw. przetrwanie reżimu w Teheranie, trzeba uwzględnić szereg czynników polityczno-wojskowych wynikłych z bombardowań (ataków). Uderzenie w Iran będzie bowiem przekładało się zarówno na stan tamtejszego potencjału militarnego oraz paramilitarnego, ale także na procesy społeczno-ekonomiczne.
Szczególnie te ostatnie muszą zapewne martwić elity irańskie, które chcą utrzymania status quo. Należy również zachęcić do szerszego spojrzenia na irańskie straty wykazane przez USA i Izrael w toku ich ataków. Symboliczne jest chociażby rozważenie, na ile wspomniane utracone samoloty, w tym JAK-130, będą zaburzać procesy szkoleniowe w siłach zbrojnych. Jak długo będzie następowało wyszkolenie doświadczonych operatorów łączności czy rakietowców. Konflikt już teraz odcisnął się na sytuacji wewnątrz Iranu i będzie miał swoje realne konsekwencje krótko- i średniookresowe.













WIDEO: F-35 vs. JAK-130 | Fregata tonie | Kuwejt strąca F-15 - Defence24Week #151