Reklama
  • ANALIZA
  • KOMENTARZ
  • OPINIA
  • WIADOMOŚCI

Irańskie zdolności do odstraszania i obrony podważone

Irański reżim cały czas zapowiada dalszą – i, co najważniejsze, – mocniejszą odpowiedź na amerykańsko-izraelskie uderzenia (operacje pk. Epic Fury oraz Lion’s Roar). Jednakże już teraz rodzą się wątpliwości, na ile zdolności do odstraszania i obrony tego państwa zderzyły się z rzeczywistością tym samym znacząco odbiegając od propagandowych wizji ostatnich lat.

Autor. U.S. CENTCOM

Na wstępie wskażmy, że sytuacja w regionie Zatoki jest wysoce dynamiczna i w żadnym razie nie możemy pokusić się o budowanie ostatecznych ocen postępowania żadnej ze stron konfliktu. Jednak w sposób otwarty można wskazać, że Islamska Republika Iranu w ostatnich latach budowała swoją pozycję na kilku kluczowych filarach polityczno-wojskowych. Były one związane z próbą stworzenia obrazu państwa wysoce sprawczego, pozwalającego na sygnalizowanie wysokiej gotowości do odstraszania i obrony przed rywalami oraz przeciwnikami w regionie, czy wręcz na arenie globalnej.

Mit o rosnącej w siłę sieci aktorów proxy

Pierwszym segmentem był wydźwięk ideologiczny, a więc zdolność do odwoływania się do wspólnoty struktur zbliżonych lub wręcz zarządzanych przez reżim w różnych częściach świata. Było to widoczne już u zarania rewolucji z 1979 r., ale de facto maksimum możliwości osiągnęło w XXI w. Mowa oczywiście o aktorach proxy, którzy mieli być substytutami zdolności do projekcji siły. Dotyczyło to oczywiście w zenicie tej wizji strategicznej możliwości przeprowadzenia mniej lub bardziej skoordynowanych ataków z terytorium Iraku, Libanu, Jemenu, Syrii, a także obszaru Strefy Gazy. Wszystko za sprawą inwestycji w kooperację z Hezbollahem, irackimi milicjami szyickimi, ruchem Huti czy Hamasem (tzw. koncepcja osi oporu). Irańskie służby zapewniały tym aktorom niepaństwowym dostęp do broni, wyposażenia, części zamiennych, know-how (w tym kontrwywiadowczego) i przede wszystkim źródeł finansowania. Wszystko za sprawą rozwoju własnych zdolności wywiadowczych, kanalizowanych w przestrzeni klasycznych służb wywiadowczych oraz specjalistycznych struktur Strażników Rewolucji. W idealnych planach reżimu irańskiego leżało więc umożliwienie sobie wywołania ataków rozproszonych i saturacyjnych w obszarze konwencjonalnym (m.in. poprzez proliferację systemów rakietowych, a obecnie również platform bezzałogowych) w warunkach zagrożenia, odciągając i rozpraszając tym samym siły izraelskie oraz potencjalnie również amerykańskie. Przy jednoczesnym wywołaniu zagrożenia terrorystycznego w skali globalnej (poprzez falę ataków terrorystycznych – inspirowanych lub wręcz koordynowanych/wspieranych).

Obecnie widzimy, że wiele z części tego elementu systemowego odstraszania zostało podważonych lub ograniczonych. W wyniku czego tuż po pierwszym ataku na Iran (w ramach obecnej kampanii) nie mieliśmy w regionie synergii dużych kampanii rakietowych ze strony struktur pomocniczych (proxy) lub ich skala nie zaskoczyła. Trzeba bowiem zaznaczyć, że potencjał każdego z aktorów proxy strony irańskiej ulegał w ostatnich latach pewnego rodzaju erozji w wyniku działań ich przeciwników lokalnych lub zewnętrznych, a także zmian w konfiguracji architektury bezpieczeństwa regionalnego (np. upadek reżimu al-Asada w Syrii).

Co więcej, Iran wraz z problemami ekonomicznymi nie miał zdolności do utrzymania pełnego zaopatrywania ich w niezbędne wsparcie materiałowo-sprzętowe, a przede wszystkim finansowe. Nie oznacza to jednak, że zniknęło zagrożenie terrorystyczne, które trzeba brać jako możliwe i potencjalnie najtrudniejsze do zwalczenia. W przeciwieństwie nawet do ataków z użyciem amunicji krążącej czy systemów rakietowych, np. zamachy bombowe w różnych państwach świata mogą być trudniejsze do porażenia lub zwalczenia, szczególnie prewencyjnie i wyprzedzająco.

Ważny partner mocarstw

Drugim z elementów był obraz reżimu irańskiego jako bezpośrednio włączonego w system zależności międzynarodowych, na czele ze ścisłą kooperacją z Rosją oraz Chinami. Irańczycy chcieli się prezentować wręcz jako partnerzy mocarstw, co dawało im oparcie polityczno-symboliczne. Zauważmy, że owocem tworzenia tego elementu odstraszania była chociażby kwestia transferu technologii wojskowych do Rosji, na czele z konstrukcją Shaheda-136. Tym samym strona irańska niejako wspierała rosyjską agresję na Ukrainę. Jednak działało to w obie strony, czego znów symbolicznym wymiarem miały być zakupy najnowszych rozwiązań wojskowych w rosyjskim przemyśle obronnym. Oczywiście, z obecnej perspektywy najbardziej znamienne były wszelkie dywagacje co do tego, że Rosjanie są w stanie doprowadzić do gwałtownej zmiany jakościowej w systemie obrony powietrznej strony irańskiej, m.in. za pomocą technologii rakietowych (od S-300 do S-400) oraz nowych konstrukcji lotniczych. Innym rozważanym wymiarem była współpraca sił zbrojnych Iranu z chińskimi i rosyjskimi wojskami w ramach manewrów i ćwiczeń. Nie zapominajmy, jak ważne były też narracje o udziale Iranu w przedsięwzięciach polityczno-ekonomicznych w stylu BRICS.

Reklama

Finalnie okazało się, że oba państwa kluczowe dla propagandy nie zadziałały efektywnie na etapie przygotowań amerykańsko-izraelskich do uderzenia. Musimy bowiem założyć, że w żadnym razie nie można stwierdzić, iż wywiady chiński i rosyjski były zaskoczone atakami. Obserwowana była długotrwała koncentracja zasobów wojskowych, a także strona amerykańska oficjalnie groziła Iranowi w toku negocjacji z reżimem. Najbliżej było reakcji ze strony Chin, gdyż one wysyłały różne komunikaty o obecności okrętów SIGINT w regionie, o możliwości wspierania danymi wywiadowczymi i prowadziły również pewnego rodzaju grę w domenie informacyjnej, ukazując szczegóły amerykańsko-izraelskiej koncentracji wojskowej.

Jednakże w ostatecznym rozrachunku ewidentnie zabrakło np. dużych i alarmowych transferów uzbrojenia do samego Iranu. A przecież akurat Chiny są obecnie w stanie wręcz zalać swojego sojusznika wsparciem wojskowym, np. tworząc most powietrzny (testowany na przykładzie przerzutu sprzętu do Europy, do Serbii). Nie mówiąc już o wszelkich innych formach nacisku na Izrael oraz USA, w tym jeśli chodzi o kartę surowcową. Niezależnie od przyczyn takiego postępowania Chińczyków (presja USA, ocena własna, kwestie zakulisowej presji ze strony państw arabskich, etc.) obraz reżimu w Iranie działającego ramię w ramię z Rosją i Chinami nie sprawdził się w roli skutecznego narzędzia polityki odstraszania i obrony.

Potęga dronowo-rakietowa

Trzecim z elementów był potencjał własny Iranu, ale widziany w selektywnym ujęciu poprzez pryzmat systemów rakietowych i obecnie w coraz większym stopniu również systemów bezzałogowych. Generalnie Iran od lat tworzył propagandowy obraz potencjału sił zbrojnych, Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, wyposażanych w przełomowe technologie we współpracy z lokalnym przemysłem. Pomijając wręcz kuriozalne i operetkowe, propagandowe akcje z „myśliwcami nowej generacji”, to rzeczywiście liczył się segment kompleksu rakietowego i dronowego. Założeniem było uzyskanie przede wszystkim takiej skali produkcji, aby nasycić magazyny na wypadek wojny dużą ilością efektorów, mogąc atakować saturacyjnie cele związane z USA i Izraelem, rozbudowując zasięgi, ale też zdolności do przełamywania obron powietrznych państw wyposażonych w systemy zachodnie. I trzeba przyjąć, że akurat ten element został osiągnięty, ponieważ nawet strona amerykańska podkreślała przez lata rozwój broni masowego rażenia na równi właśnie z tymi elementami irańskich zbrojeń konwencjonalnych.

Co więcej, Iran zaopatrywał innych w tego typu uzbrojenie lub wręcz transferował technologię nie tylko do Rosji, ale też do Huti w Jemenie. Obecnie Irańczycy starają się zaakcentować swoją odpowiedź względem Izraela oraz celów amerykańskich w regionie, osiągając pewne sukcesy taktyczne. Lecz ich skala jest zdecydowanie daleka od zakładanych wizji propagandowych. Nie mówiąc już o tym, że wcześniejsze dwie konfrontacje z Izraelem spowodowały, że irańscy adwersarze dokonali pewnych korekt w swoim postępowaniu oraz zdolnościach defensywnych.

Zauważmy także, iż obecnie uderzenia na Iran są skoncentrowane właśnie na porażeniu kompleksu rakietowego tego państwa. Widzimy w oficjalnych przekazach, że atakowane są zestawy na pozycjach startowych, ale otwartym pytaniem pozostaje, ile składów i magazynów zostało zniszczonych lub sparaliżowanych w obawie przed zniszczeniem. Dotyczy to również zasobów nie tylko pocisków manewrujących i balistycznych, ale też środków rakietowych ziemia-woda czy też systemów bezzałogowych morskich. Czytając między wierszami w oficjalnych komunikatach USA zauważamy bowiem uwypuklenie kwestii możliwego zniszczenia zasobów morskich Iranu, a w domyśle chodzi przede wszystkim o wspomniane elementy w arsenale tego państwa.

Reklama

Można również postawić hipotezę, że gdyby reżim irański czuł się pewnie (operacyjnie i taktycznie) w przestrzeni zdolności do wyprowadzenia ataków „odwetowych”, to skupiłby się na Izraelu. Jednakże uwidoczniło się rozproszenie uderzeń na szereg państw regionu (Bahrajn, Królestwo Arabii Saudyjskiej, Irak, Jordania, Katar, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie), których efekty mogą być kontrproduktywne względem strategii irańskiej obrony. Możliwym wytłumaczeniem było dążenie do rozproszenia systemów OPL i OPR w regionie oraz ukaranie innych państw za pozostawanie biernymi wobec działań USA i Izraela. Lecz przecież zdajemy sobie sprawę, jaki efekt może przynosić podważenie obrazu sprawczości rodzin panujących w państwach arabskich, szczególnie w sensie militarnym. Stąd też hipoteza o słabości irańskich zdolności rakietowych i dronowych, jeśli za cel przyjmuje się duże miasta w regionie, a także cywilne lotniska. Nie widzimy zaś jednej fali za drugą uderzeń na bazy wojskowe USA czy przede wszystkim zalanie Izraela skoncentrowanym oraz masowym atakiem.

Co więcej, współcześnie nie działa już efekt wytworzenia przekonania o nieskuteczności OPL i OPR za pomocą jednego czy nawet kilku efektorów, które go przełamują. Po prostu obserwacja konfliktów zbrojnych i dyskusja o nich (również o Ukrainie) wykazała społeczeństwom, iż ocena zdolności obronnych nie polega na zero-jedynkowym postrzeganiu tego rodzaju kwestii, uzmysławiając nam, że nie ma systemów dających 100 proc. skuteczność (chyba że mowa o konstrukcjach propagandowych i mitycznych rosyjskich A2/AD sprzed 2022 r., które pojawiały się w pewnych przekazach medialnych także w Polsce). Iran, tracąc kontrolę nad swoją przestrzenią powietrzną, staje się więc wrażliwy również pod kątem, wydawać by się mogło, największego swojego atutu – kompleksu środków napadu powietrznego. Uderzenia na Dubaj czy Abu Zabi, choć medialne, możemy traktować w roli oznaki słabości.

Reklama

Efekt mrożący gospodarkę światową

Czwartym z omawianych elementów była zdolność do skutecznego paraliżu regionu Zatoki i szerzej Bliskiego Wschodu pod kątem wydobycia surowców, ich przetwarzania oraz transportu dla odbiorców zewnętrznych (nie tylko zachodnich), a także jeśli chodzi o uderzenia w takie gałęzie gospodarek innych państw, jak transport morski (Cieśnina Ormuz, Cieśnina Bab al-Mandab) oraz transport lotniczy (zauważając, że państwa Zatoki stały się jednymi z największych graczy w światowych przewozach lotniczych, zarówno jeśli chodzi o transport pasażerów, ale też cargo).

I rzeczywiście reżim irański sięga po tę ostateczność już po pierwszym dniu amerykańsko-izraelskiej kampanii. I znów założenie było idealne, jeśli chodzi o pracę planistów i sztabowców. Zauważono bowiem, że można odwołać się do relatywnie tanich i asymetrycznych środków oddziaływania (małe jednostki nawodne, systemy min morskich, pociski przeciwokrętowe bazowania lądowego, systemy bezzałogowe morskie i powietrzne, a także akcje komandosów), zagrażając wymiarowi strategicznemu w skali gospodarki światowej. Przy czym znów mówimy o narzędziu, którego wcześniejsza ekspozycja mogła stać się przyczynkiem do zmian jakościowych po stronie rywali i przeciwników Iranu.

Przede wszystkim, wojna z Huti (zarówno koalicji Rady Współpracy Zatoki a także późniejszej pod wodzą USA) dostarczyła znacznego urobku analitycznego do zrozumienia Iranu, co może sprzyjać zdolności do przeciwdziałania obecnym akcjom władz w Teheranie (tym, które nie zostały dekapitowane w pierwszej fali ataków). Co więcej, uderzenie w surowce energetyczne (Iran odwołał się do tego jeszcze w XX w. w ramach tzw. wojny tankowców 1984-88) sprzyjać może większej skłonności do poparcia (nawet zakulisowego) działań bojowych wymierzonych w Iran. Cały czas jest to też aktywizowanie państw arabskich o znacznych potencjałach wojskowych, do przeprowadzenia własnych akcji osłonowych czy wręcz ofensywnych. A mówimy o interesach takich potęg regionalnych, jak Królestwo Arabii Saudyjskiej, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy nawet Katar. Tracąc swoje zyski i obraz w oczach regionu oraz świata, każdy z tych podmiotów może sięgnąć po narzędzia militarne, a nie tylko dyplomację. Szczególnie że paraliżowane przez Iran są obecnie krytyczne sektory gospodarek – surowce to jedno, ale też turystyka (np. przekazy płynące z Dubaju). Tym samym, odwołanie się do narzędzi ostatecznych po stronie reżimu irańskiego może narazić ich na synergię uderzeń i wywarcie presji globalnej. Bowiem państwa arabskie mają współcześnie znaczną moc dyplomatyczną na każdym kierunku geograficznym.

Irański reżim nie może tylko "przetrwać"

Tym samym można polemizować z tezami wysuwanymi w przestrzeni debaty medialnej, że stronie irańskiej do zwycięstwa wystarczy jedynie utrzymanie samej władzy wewnątrz państwa. Szczególnie gdy doszłoby do przełamania np. w kontekście blokady Ormuzu, nie mówiąc już o tym, że produkcja systemów rakietowych i dronowych spadłaby w przestrzeni kilku kolejnych lat. Przede wszystkim dlatego, że efektem obecnej kampanii może być podważenie sprawczości reżimu w kilku płaszczyznach. Pierwszą jest zdolność do kształtowania relacji regionalnych, drugą zdolność do przeprowadzenia zdecydowanej kampanii odwetowej na Izrael oraz cele związane z USA, trzecią podważenie skuteczności sojuszy międzynarodowych, a czwartą zdolność do ochrony i obrony własnych krytycznych celów, w tym liderów polityczno-wojskowych. Reżim odczuje efekty swoich działań wymierzonych także w cele w państwach arabskich, gdyż została przekroczona niejako pewna granica w rażeniu przestrzeni cywilnej, w tym symbolicznej dla pozycji globalnej tych państw.

Już teraz widać, że możliwe jest odejście od niedawnych tarć na linii saudyjsko-emirackiej właśnie pod kątem zagrożenia irańskiego. Tak czy inaczej, najbardziej niebezpiecznym scenariuszem pozostaje odwołanie się reżimu irańskiego do narzędzi terrorystycznych i to wbrew pozorom poza samym Bliskim Wschodem. Pewnej skuteczności można już teraz doszukiwać się w irańskich działaniach psychologicznych, w tym budowaniu np. narracji o „atakach na cele cywilne”, „pojawieniu się groźby neoimperializmu”, etc., aby atakować w domenie informacyjno-kognitywnej. Przy czym i w tym aspekcie problemem jest postawa znacznej części samego irańskiego społeczeństwa oraz diaspory, która jest opozycyjna względem reżimu w Teheranie, osłabiając wydźwięk operacji PSYOPS. Trzeba też pamiętać o znacznych możliwościach działań aktorów państwowych oraz para-państwowych w domenie cyber. Irańskie grupy APT wykazały swoją skuteczność w ostatnich latach i, co najważniejsze, mogą być o wiele swobodniej wspierane przez swoich partnerów z Hezbollahu, Huti czy Hamasu, w porównaniu nawet do ostrzałów rakietowych.

Reklama
WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama