Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

Wojna i korupcja, a kapitał polityczny prezydenta Zełenskiego

„Polityka w 70, a może nawet 80 procentach, jest dyskusją na temat historii” — pisał Juliusz Mieroszewski w tekście „Rosyjski »kompleks polski« i obszar ULB”, opublikowanym w paryskiej „Kulturze” w 1974 roku. To zdanie dobrze opisuje również dzisiejszy dramat relacji polsko-ukraińskich. W czasie wojny historia może być chwilowo odsunięta na dalszy plan, przykryta koniecznością pomocy wojskowej, solidarnością wobec rosyjskiej agresji i wspólnym interesem bezpieczeństwa. Nie znika jednak naprawdę. Powraca wtedy, gdy emocje wojenne słabną, gdy pojawia się zmęczenie, gdy zaczyna brakować sukcesów na froncie, a społeczeństwa coraz częściej pytają nie tylko o przyszłość, ale także o rachunek krzywd, win i odpowiedzialności.

prezydent siedzi w cieniu, ręce ma złożone
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski
Autor. Twitter (X) / @ZelenskyyUa
Widmo zgniłego kompromisu Bachmut, kontrofensywa i pytanie o odpowiedzialność Społeczeństwo między oporem a zmęczeniem Korupcja jako problem ustrojowy „Mindichgate” i kryzys wiarygodności państwa wojennego

Część I analizy autorstwa płk. rez. Adama Jawora.

Zużycie wojennego kapitału Zełenskiego

W tym właśnie kontekście należy patrzeć na coraz trudniejszą sytuację Wołodymyra Zełenskiego. Pomimo że nadal występuje on jako przywódca państwa walczącego o przetrwanie, warunki tej wojny są już inne niż w 2022 roku. Ukraina nie znajduje się w fazie moralnego i politycznego uniesienia, gdy jej prezydent był symbolem oporu, a zachodni przywódcy zabiegali o wspólne zdjęcia jako o dowód własnej solidarności. Dziś coraz częściej staje się nie ikoną zwycięstwa, lecz przywódcą państwa, które nieustannie potrzebuje broni, pieniędzy, amunicji, gwarancji bezpieczeństwa, wsparcia dyplomatycznego i cierpliwości własnego społeczeństwa. Nie oznacza to, że Ukraina została ostatecznie porzucona, ale oznacza, że emocjonalny kapitał polityczny Zełenskiego wyraźnie się zużył.

Reklama

Wojna wyniszczająca i kryzys zasobów ludzkich

Najważniejszy problem polega na tym, że wojna weszła w fazę wyniszczającą. Ukraińska armia potrafiła bardzo szybko przystosować się do nowych warunków pola walki, rozwinęła użycie dronów, uderzeń dalekiego zasięgu i systemów bezzałogowych, ale nadal potrzebuje ludzi. Drony mogą niszczyć rosyjską logistykę, osłabiać natarcia przeciwnika, prowadzić rozpoznanie i zadawać Rosjanom dotkliwe straty, lecz same nie odzyskają i nie utrzymają terytorium. Problem Ukrainy nie sprowadza się więc wyłącznie do technologii, lecz do rezerw mobilizacyjnych, rotacji żołnierzy, zmęczenia społeczeństwa i rosnącej świadomości, że wojna może trwać dłużej, niż zakładały najbardziej optymistyczne scenariusze.

Dramatyczny brak zasobów ludzkich ukraińskiej armii widać szczególnie wyraźnie w statystykach dotyczących samowolnego opuszczania jednostek i dezercji. Według portalu The New Voice of Ukraine , powołującego się na odpowiedź Biura Prokuratora Generalnego Ukrainy, od stycznia 2022 roku do października 2025 roku otwarto 255 tys. spraw dotyczących samowolnego opuszczenia jednostki oraz 56,2 tys. spraw dotyczących dezercji, łącznie 311 327 postępowań. O skali przyspieszenia świadczą dane Hromadske: za samowolne opuszczenie jednostki zarejestrowano 347 postępowań w 2022 roku, 6641 w 2023 roku, 67 840 w 2024 roku i aż 110 511 tylko w pierwszych siedmiu miesiącach 2025 roku. Tak więc ukraińska armia mierzy się nie tylko z brakiem amunicji i sprzętu, ale również z głębokim kryzysem wyczerpania ludzi, rotacji, dyscypliny i zaufania do systemu mobilizacyjnego.

Widmo zgniłego kompromisu

Oznacza to że Zełenski musi brać pod uwagę scenariusz, którego publicznie nie może przedstawić wprost: prędzej czy później Ukraina może zostać zmuszona do zawieszenia broni opartego nie na zwycięstwie, lecz na bolesnym, zgniłym kompromisie. Taki kompromis nie musiałby oznaczać formalnego uznania rosyjskich zdobyczy, ale mógłby w praktyce zamrozić linię frontu, odsunąć sprawę Krymu i Donbasu na nieokreśloną przyszłość oraz pozostawić społeczeństwo ukraińskie z poczuciem niedokończonej wojny. Dla Zełenskiego byłby to moment szczególnie niebezpieczny, ponieważ w czasie walki wiele pytań można odsuwać argumentem obrony państwa. Po zawieszeniu broni te pytania wróciłyby z dużo większą siłą: kto odpowiada za błędy wojskowe, kto zarabiał na wojnie, kto unikał mobilizacji, kto wysyłał innych na front, a sam pozostawał zwykłym dekownikiem.

Reklama

Bachmut, kontrofensywa i pytanie o odpowiedzialność

Na tej liście znajdą się również decyzje strategiczne podejmowane przez ukraińskie kierownictwo. Długotrwała obrona Bachmutu stała się symbolem determinacji, ale pozostawiła pytanie o proporcję między znaczeniem politycznym a kosztem ludzkim. Podobnie kontrofensywa południowa z 2023 roku, która miała pokazać zdolność Ukrainy do odzyskiwania inicjatywy, nie przyniosła przełomu oczekiwanego przez Kijów i Zachód. Po latach wojny takie decyzje będą oceniane nie przez pryzmat wojennej mobilizacji emocjonalnej, lecz przez pryzmat strat, niewykorzystanych szans i odpowiedzialności politycznej.

Społeczeństwo między oporem a zmęczeniem

Najgroźniejszy dla Zełenskiego może być jednak nie sam bilans frontowy, lecz bilans wewnętrzny. Ukraińskie społeczeństwo jest zmęczone wojną, mobilizacją, zniszczeniami infrastruktury, niepewnością ekonomiczną i poczuciem nierówności wobec obowiązków wojennych. Pozostaje ono jednak zdeterminowane w oporze wobec Rosji, ale coraz wyraźniej oddziela poparcie dla obrony państwa od oceny własnych elit politycznych. Pokazują to badania Razumkov Centre „Assessment of the situation in the country, trust in social institutes, assessment of problems faced by the Ukrainian society” („Ocena sytuacji w kraju, zaufanie do instytucji społecznych, ocena problemów społeczeństwa ukraińskiego”), w których Siłom Zbrojnym Ukrainy ufało 92 proc. respondentów, natomiast rządowi nie ufało 73 proc., urzędnikom państwowym 75 proc., Radzie Najwyższej 76 proc., a partiom politycznym 71,5 proc. Ten rozdźwięk pokazuje, że armia pozostaje symbolem przetrwania państwa, ale cywilny aparat władzy coraz częściej jest postrzegany przez pryzmat nieskuteczności, korupcji i oderwania od społecznych kosztów wojny.

Źródłem społecznego zmęczenia nie jest wyłącznie sam front. W tym samym badaniu Razumkov Centre za najważniejszy problem uznano wojnę z Rosją, wskazaną przez 68 proc. respondentów, ale zaraz potem pojawiły się łapownictwo i korupcja we władzach — 45 proc., zniszczenia mieszkań przez ataki rakietowe i dronowe — 40 proc., zniszczenie infrastruktury — 38 proc., przerwy w dostawach prądu, wody, gazu i łączności — 30 proc., niskie płace i emerytury — 29 proc., inflacja i rosnące ceny podstawowych produktów — 27 proc. oraz wysokie opłaty komunalne — 25 proc. Oznacza to, że dla dużej części Ukraińców wojna nakłada się na codzienne doświadczenie degradacji warunków życia, kryzysu energetycznego, nierówności i przekonania, że część elit nie ponosi tych samych kosztów co zwykli obywatele.

Reklama

Korupcja jako problem ustrojowy

Szczególnie mocno widać to w stosunku do korupcji. Ośrodek analityczny Think Ukraine w badaniu „90% of Ukrainians Consider Corruption One of the Country’s Main Problems” („90% Ukraińców uważa korupcję za jeden z głównych problemów kraju”) podał, że w maju 2026 roku 90,5 proc. respondentów uznało korupcję za jedno z głównych zagrożeń dla Ukrainy. Natomiast w kwietniu 2026 roku, według badania KIIS omawianego przez „New poll shows 54% of Ukrainians view corruption as bigger danger than war” („Nowy sondaż pokazuje, że 54 proc. Ukraińców uważa korupcję za większe zagrożenie niż wojnę”), odsetek wskazujących korupcję w rządzie jako większe zagrożenie dla rozwoju Ukrainy niż wojna wyniósł 54 proc., podczas gdy wojnę wskazało 39 proc. (według badań z maja 2024 r. korupcję za większe zagrożenie wskazywało wtedy 48 proc., a wojnę 36 proc.).

Nie oznacza to, że Ukraińcy przestali rozumieć egzystencjalny charakter rosyjskiej agresji. Oznacza raczej, że korupcja stała się dla nich problemem ustrojowym, który podważa sens wyrzeczeń wojennych. Jeżeli jedni walczą, tracą zdrowie i życie, a inni korzystają z dostępu do państwowych kontraktów, ochrony politycznej i nieformalnych układów, wówczas gniew społeczny przestaje być skierowany wyłącznie przeciwko Rosji. Zaczyna obejmować także własne państwo, zwłaszcza jego część cywilno-polityczną.

Ten proces dotyka również samego Zełenskiego. Kyiv International Institute of Sociology w badaniu „Dynamics of trust in President V. Zelenskyy” („Dynamika zaufania do prezydenta W. Zełenskiego”) z maja 2026 roku podał, że prezydentowi ufało 58 proc. respondentów, a 36 proc. mu nie ufało. Reuters w materiale Dana Peleschuka „Ukrainians« trust in Zelenskiy dips after wartime protests, pollster finds” („Zaufanie Ukraińców do Zełenskiego spada po wojennych protestach — wynika z badania”) wskazywał wcześniej, że spadek zaufania był związany między innymi z protestami przeciwko próbie ograniczenia niezależności instytucji antykorupcyjnych, a wśród osób nieufających Zełenskiemu najczęściej wymieniano korupcję oraz sposób prowadzenia wojny.

Równolegle rośnie oczekiwanie powojennej wymiany elit. Razumkov Centre w badaniu „Attitude of Ukrainian citizens to political forces, the need for new political forces and new politicians” („Stosunek obywateli Ukrainy do sił politycznych, potrzeba nowych sił politycznych i nowych polityków”) wskazał, że w listopadzie 2025 roku aż 70 proc. respondentów deklarowało potrzebę nowych liderów politycznych, a 58 proc. — potrzebę nowych partii. Jednocześnie 57 proc. badanych uważało, że wojskowi i weterani powinni po wojnie wejść do polityki na poziomie ogólnokrajowym. To oznacza, że po zawieszeniu broni presja na rozliczenia może nie przyjść wyłącznie od opozycji parlamentarnej, lecz także od środowisk frontowych, które będą uważały, że zapłaciły najwyższą cenę za błędy i patologie państwa.

W konsekwencji sytuacja wewnętrzna Ukrainy staje się coraz bardziej napięta. Społeczeństwo nadal uznaje Rosję za głównego agresora, ale jednocześnie coraz wyraźniej widzi własne problemy: korupcję, niesprawiedliwość mobilizacji, zmęczenie wojną, kryzys energetyczny, pogorszenie warunków życia i brak realnej odnowy elit. Dla Zełenskiego jest to szczególnie niebezpieczne, ponieważ jego mandat wojenny nie znika, ale przestaje działać jako tarcza chroniąca przed krytyką wewnętrzną. Im bliżej zawieszenia broni, tym silniej wróci pytanie nie tylko o to, jak Ukraina obroniła państwo, lecz także kto ponosi odpowiedzialność za koszty, błędy, korupcję i nierówności ujawnione przez wojnę.

„Mindichgate” i kryzys wiarygodności państwa wojennego

Najbardziej dotkliwe politycznie okazały się afery w tych obszarach państwa, które w czasie wojny powinny być szczególnie odporne na korupcję: w resorcie obrony, systemie mobilizacyjnym, komisjach lekarskich i służbach bezpieczeństwa. Nie były to pojedyncze incydenty, lecz powtarzający się schemat: niejasne zamówienia, zawyżone ceny, pośrednicy, walka o kontrolę nad kontraktami i ogromne środki publiczne przeznaczone na potrzeby armii.

Symbolem tego kryzysu stało się Ministerstwo Obrony. Skandale dotyczące zakupów żywności, wyposażenia i kurtek wojskowych doprowadziły do politycznego zużycia Ołeksija Reznikowa. Choć nie został on formalnie uznany za winnego nadużyć, poniósł odpowiedzialność za resort, który w czasie wojny powinien być jednym z filarów zaufania społecznego. Jego następca, Rustem Umerow, również wszedł w konflikt wokół systemu zamówień obronnych, co pokazało, że zmiana personalna nie rozwiązała problemu. Ministerstwo Obrony pozostało miejscem walki o procedury, kontrakty, dostawców i pieniądze.

Równie destrukcyjna okazała się korupcja w mobilizacji. Odwołanie regionalnych szefów centrów rekrutacyjnych po ujawnieniu nadużyć pokazało, że patologia dotknęła samego fundamentu wojennej sprawiedliwości. Jeżeli jedni są wysyłani na front, a inni dzięki łapówkom, znajomościom lub fałszywym dokumentom unikają służby, gniew społeczny zaczyna kierować się nie tylko przeciwko Rosji, lecz także przeciwko własnemu państwu. Ten sam mechanizm widać w sprawach fałszywych orzeczeń o niepełnosprawności. Nadużycia w komisjach lekarskich, dymisja prokuratora generalnego Andrija Kostina i zatrzymania osób podejrzewanych o wystawianie fikcyjnych dokumentów pokazały, że system unikania mobilizacji mógł działać pod osłoną instytucji publicznych. W warunkach niedoboru żołnierzy takie afery nie są zwykłą korupcją urzędniczą. Stają się dowodem, że ciężar wojny nie jest rozłożony sprawiedliwie.

Osobny problem dotyczy SBU. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy występuje jako narzędzie walki z korupcją, ale sama również była dotykana dymisjami, czystkami i podejrzeniami wobec własnych funkcjonariuszy. To pokazuje, że kryzys wiarygodności nie ogranicza się do administracji cywilnej, lecz sięga także struktur odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa.

Właśnie dlatego „Mindichgate” ma znaczenie szersze niż jedna afera. Skupia w sobie wcześniejsze kryzysy: energetykę, zaopatrzenie armii, zamówienia obronne, mobilizację, komisje lekarskie, służby bezpieczeństwa i zaplecze prezydenckie. Dla Zełenskiego jest to szczególnie groźne, ponieważ jego polityczna legenda opierała się na obietnicy zerwania ze starym systemem oligarchiczno-korupcyjnym. Gdy jednak kolejne skandale prowadzą od kontraktów wojskowych przez mobilizację aż po ludzi z najbliższego otoczenia prezydenta, przestają wyglądać jak margines wojennego chaosu. Zaczynają tworzyć obraz państwa, w którym wojna nie zniszczyła dawnych patologii, lecz dała im nowe źródła pieniędzy, ochrony i bezkarności.

Reklama
WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!
YouTube cover video
Reklama