Aerostaty na straży wschodniej granicy Polski. Gdzie pierwsza lokalizacja?

15 października 2020, 07:52
Zrzut ekranu 2020-10-14 o 14.32.14
Fot. Lockheed Martin

W lecie medialny rozgłos zyskały informacje o pojawianiu się nad terytorium Polski powietrznych systemów rozpoznawczych, takich jak samolot rozpoznania i dozoru radiolokacyjnego AWACS stacjonujący przez kilka dni sierpnia na krakowskim lotnisku Balice czy bezzałogowy system rozpoznawczy RQ-4 Global Hawk. Sytuacje te, tłumaczone były programami ćwiczeń wojskowych na szczeblu NATO, uzmysławiają znaczenie i rolę posiadania systemów rozpoznania oraz dozoru radioelektronicznego szczebla wyższego niż taktyczny.

Państwa, które stać na tak skomplikowane i kosztowne systemy jak AWACS, policzyć można na palcach jednej ręki. Za samoloty klasy E-3 Sentry, których wyprodukowano niespełna 70, zapłacić trzeba od ok. 350-400 milionów dolarów wzwyż, i to nie uwzględniając kosztów pozyskania, wyszkolenia i utrzymania niezbędnej, wyspecjalizowanej kadry oraz infrastruktury do obsługi tych systemów i przetwarzania pozyskiwanych danych rozpoznawczych.

Nie ma to zresztą dużego sensu w przypadku państw, realizujących obronne doktryny wojenne, nie wymagające zdolności do swobodnego i elastycznego operowania środkami rozpoznania z dala od swego terytorium oraz reagowania na zagrożenia o charakterze globalnym. Państwa, które zmuszone są swoim dozorem elektronicznym obejmować rozległy obszar przylegający do własnych, rozległych granic i wód terytorialnych, szukają tańszych rozwiązań pośrednich pomiędzy systemami klasy AWACS oraz Boeing 737 AEW&C, a naziemnymi systemami dozoru radioelektronicznego. Przykładem takich rozwiązań jest np. samolot wczesnego ostrzegania i kontroli powietrznej Saab 2000 Erieye AEW&C czy w pewnym sensie spokrewniony z nim za sprawą szwedzkiego radaru firmy Ericsson brazylijski Embrarer P-99 lub model EMB-145H tej samej firmy.

image
E-3 Block 40/45 / Fot. USAF

Cechą wspólną tych wszystkich systemów jest to, że pomagają one rozwiązać problem ograniczonego zasięgu wykrywania obiektów powietrznych, naziemnych lub nawodnych, wynikający z praw fizyki i geometrii. Mówiąc wprost: krzywizna kuli ziemskiej ogranicza zasięg obserwacji radarowej prowadzonej z poziomu ziemi w stopniu  zależnym wprost do wysokości, na jakiej porusza się obiekt. W przypadku celów naziemnych i nawodnych jest to ok. 40 km, i ta sama granica obowiązuje też w przypadku celów powietrznych na małej wysokości.

Stąd, z możliwości poruszania się poza zasięgiem radarów, wzięła się idea tworzenia i taktyki użycia np. systemów pocisków manewrujących – przedstawicielami tej klasy są np. Tomahawk czy Kalibr oraz duża rodzina pocisków przeciwokrętowych – kierujących się do celu na skrajnie małej wysokości, poniżej tzw. horyzontu radiolokacyjnego, i najczęściej wykorzystujących rzeźbę terenu. Z takimi celami do pewnego stopnia radzą sobie radary pozahoryzontalne (OTH) wykorzystujące fale radiowe zakresu metrowego i ich odbicie od jonosfery, ale ich rola ogranicza się do bardzo wstępnego, wczesnego ostrzegania i wykrywania. Są to skomplikowane, o bardzo rozbudowanych, statycznych, najczęściej kierunkowych systemach antenowych, obiekty stacjonarne wymagające dużej mocy zasilania, a więc i o bardzo silnej emisji elektromagnetycznej i cieplnej. Ich lokalizacji nie da się ukryć już od fazy budowy, są stosunkowo łatwe do zniszczenia w początkowej fazie konfliktu, zatem wymagają wyjątkowej ochrony przed skutkami takich ataków.

image
Globaleye / Fot. Saab

Polskie rozwiązanie

W Polsce podejmowano także próby wyniesienia systemów rozpoznania radioelektronicznego w powietrze, ale z założenia prace prowadzone były w kierunku specjalistycznych przeznaczeń i zastosowań, takich jak np. ratownictwo morskie. Stosunkowo niewielka platforma latająca, jaką jest dwusilnikowy turbośmigłowy samolot PZL An-28/M28 Bryza nie pozwolił na zabudowanie stacji radiolokacyjnej o parametrach znacząco przewyższających te, które można stosować na śmigłowcach poszukiwawczo-ratowniczych. W efekcie na pokład wersji M28B 1RM Bryza Bis trafił X-pasmowy radar ARS-800. Szczytem możliwości wykrywania przez ten system obiektów nawodnych jest odległość 80-100 km, pod warunkiem, że obiektem tym jest… okręt lub przynajmniej trawler. Obiekty o mniejszych rozmiarach i małej skutecznej powierzchni odbicia mogą być wykrywane na dystansie od 10 (ponton), do ok 35 km (mała łódź). Taki system nie może być więc stosowany do systemów ostrzegania i obrony powietrznej, bo te mają zupełnie inne zadania i charakteryzują się zupełnie inną specyfiką. Powinny one mieć zdolność wykrywania z odległości kilkuset kilometrów obiektów o SPO rzędu 1-5 m kw., o ile nie są to obiekty zbudowane w nowoczesnej technologii stealth, redukującej ich SPO znacznie poniżej 1 m kw oraz posiadających zaawansowane systemy zakłócania i przeciwdziałania elektronicznego.

image
M-28B 1RM Bryza Bis Fot. Aldo Bidini (GFDL 1.2)

 

Aerostaty

Od lat 70. w świecie rozwijane są rozwiązania, o których można powiedzieć, iż ich istotą jest… „podróż w czasie”. I to do czasów odległych o ponad 100 lat. Już bowiem w latach I wojny światowej, a także prawdopodobnie podczas amerykańskiej wojny secesyjnej (1861–1865) na coraz większą skalę używano do celów rozpoznawczych aerostatów, czyli balonów. Aerostaty na uwięzi pozwalały poszerzyć horyzont skutecznej obserwacji dzięki wyniesieniu punktu obserwacyjnego ponad poziom ziemi, z jej ukształtowaniem i przeszkodami terenowymi. Dzięki temu na długo przed pojawieniem się samolotów możliwe stało się rozpoznawanie ze znacznym wyprzedzeniem, bo na znacznie większą odległość, ruchów wojsk nieprzyjaciela, a po wyposażeniu stanowisk obserwatorów w balonach w łączność telefoniczną lub radiową – także szybkie korygowanie ognia własnej artylerii czy wspieranie działania własnych jednostek na dalekim przedpolu.

Tę zasadę postanowiono odświeżyć, wynosząc nad ziemię nowoczesne detektory różnego rodzaju, głównie radiolokacyjne. I nie od razu powstającym rozwiązaniom tego rodzaju przydawano militarne funkcje i przeznaczenie. Za bardzo ważne w USA uznano np. dozorowanie rozciągniętych granic, w tym morskich, w celu przeciwdziałania chociażby kontrabandzie z wykorzystaniem małych łodzi i samolotów. Miało to szczególne znaczenie w przypadku południowych granic USA, przez które prowadziły szlaki przemytu narkotyków i ludzi z Ameryki Południowej.

image
Niemiecki balon obserwacyjny z pierwszej wojny światowej / Właściciel fotografii Benjamin Hirschfeld (CC BY-SA 3.0)

Nie oznacza to, że bagatelizowano militarne znaczenie tej koncepcji, jako atrakcyjnej – w pewnych sytuacjach – alternatywy bądź uzupełnienia dla innych systemów wykrywania zagrożeń. W 1996 r. Pentagon powołał specjalne biuro – Aerostat Joint Project Office – do nadzorowania prac nad aerostatami rozpoznawczymi. Nie bez powodów uznano, że na tle najbardziej wyrafinowanego systemu AWACS, jakim jest np. Boeing E-3 Sentry, system oparty o aerostat będący platformą sensorów radarowych, ma szereg niezaprzeczalnych zalet. Zwłaszcza, jeśli punktem wyjścia do ocen i porównań jest założenie „przywiązania”, dosłownie i w przenośni, do własnego terytorium i jego granic.

E-3 działa zazwyczaj na pułapie operacyjnym ok. 9 tys. m, a jego czas przebywania w powietrzu nie jest nieograniczony. Nawet z opcją uzupełniania paliwa w locie czas aktywności operacyjnej jest czasem zamkniętym, ograniczonym do kilkunastu godzin. Warunkowany jest m.in. wytrzymałością około 30-osobowego personelu operacyjnego, który wykonuje nie tylko zadania związane z pozyskiwaniem danych rozpoznawczych o sytuacji powietrznej, ale jest też działającym w czasie rzeczywistym ośrodkiem zarządzania systemami składającymi się na różne środki obrony przeciwlotniczej, głównie własnego lotnictwa. Zasięg stacji radiolokacyjnej E-3 sięga ok. 650 km, co gwarantuje spełnienie ważnego kryterium, jakim jest wczesne ostrzeganie o zagrożeniu z powietrza.  Systemy tej klasy, jak E-3 Sentry czy E-2E Hawkeye, mogą zmieniać miejsce swej pracy operacyjnej zależnie od wymogów sytuacji, zatem w trakcie dyżuru bojowego mogą obejmować swoim zasięgiem obszar daleko większy niż zasięg antenowy posiadanego radaru. To ma zasadnicze znaczenie dla sprawności kierowania dynamicznymi operacjami na dużych obszarach.

Aerostat, statek powietrzny lżejszy od powietrza i pozbawiony własnego napędu, oraz związany ze stanowiskiem naziemnym w sposób nie tylko przenośny, ale i fizyczny (linami i okablowaniem przekazującym dane), ma zupełnie inną filozofię użycia. Nie jest miejscem pracy dla zespołu operatorów i urządzeń wspomagających opracowywania danych pozyskiwanych z sensorów. Jest platformą, wynoszącą, zwykle na pułap ok. 4-5 km, system sensorów (elektrooptycznych, termowizyjnych lub zestaw antenowy stacji radiolokacyjnej), ważący, wraz z niezbędnym wyposażeniem wspomagającym, zwykle od kilkunastu-kilkudziesięciu kg do około 1 tony. Zestawy, przeznaczone do zastosowań taktycznych, dysponują najczęściej głowicami termowizyjnymi lub sensorami optycznymi. Takie były na dość znaczną skalę skutecznie stosowane w wojnie afgańskiej w monitorowaniu stref bezpieczeństwa w otoczeniu baz. W naszym przypadku ważne są te, które pozwalają zajrzeć głębiej w przestrzeń operacyjną i monitorować zagrożenia innego rodzaju niż tylko rozproszeni w terenie terroryści z lekką bronią.

image
Wizja systemu dozorowego opartego o aerostaty typu 71M Rys. TCOM

Pozyskiwane dane z radaru, pozwalające monitorować obszar w promieniu do ok. 350-450 km, są przesyłane na ziemię i tam opracowywane. Zarządza się nimi w zależności od będących w dyspozycji środków obrony powietrznej. Czas pobytu aerostatu w zawisie jest nieomal nielimitowany. Jego pułap operacyjny nie koliduje np. z korytarzami powietrznymi lotnictwa komunikacyjnego. Ale jest „coś za coś”: aerostat jest w znacznie większym stopniu wrażliwy na oddziaływanie warunków atmosferycznych, burz i wiatru, jest też – choć z założenia posterunek z takim wyposażeniem znajduje się w głębi własnego terytorium – stosunkowo łatwym celem w przypadku nagłego rozpoczęcia konfliktu zbrojnego, o ile nie jest wspierany np. stanowiskami bezpośredniej obiektowej obrony przeciwlotniczej i stacji zakłócania. Na przeciwległej szali znajdują się nieporównanie niższe koszty pozyskania i użytkowania takiego systemu rozpoznania, a także wyeliminowanie zagrożeń dla ludzi w przypadku skierowania ataku na pracujące na takiej platformie urządzenia promieniujące fale elektromagnetyczne. W skrajnym przypadku zniszczeniu ulega sam balon i aparatura, nie zaś jego obsługa złożona z wysokiej klasy specjalistów, których strata jest w warunkach bojowych niejednokrotnie bardziej dotkliwa od utraty sprzętu.

Realne rozwiązanie dla Polski?

Z takiej perspektywy, i przy wzięciu pod uwagę wymienionych kryteriów, pozyskanie tej klasy wyposażenia dla Sił Zbrojnych RP wydaje się działaniem co najmniej racjonalnym i uzasadnionym. I, w odróżnieniu od mrzonek o pozyskaniu własnego narodowego systemu rozpoznania satelitarnego – rozwiązaniem nacechowanym realizmem. Pozwoliłoby ono uzyskać stosunkowo szybko i tanio efektywny i, taką należy mieć nadzieję, będący pod pełną narodową kontrolą (np. stacjonujące w Europie samoloty AWACS w liczbie 17, poza brytyjskimi i francuskimi, są traktowane jako sprzęt w dyspozycji NATO, mają załogi międzynarodowe) środek nadzorowania przestrzeni powietrznej na znacznym obszarze, zarówno własnego terytorium jak i przylegającym do granic będących równocześnie granicami NATO i Unii Europejskiej. Prace w tym kierunku są osadzone w rekomendacjach Strategicznego Przeglądu Obronnego, związanych ze wzmocnieniem świadomości sytuacyjnej Wojska Polskiego.

Kilka programów „radarowych” aerostatów rozwijano w USA z różnym powodzeniem. Jednym ze sztandarowych  był  m.in. JLENS (Joint Land Attack Cruise Missile Defense Elevated Netted Sensor System). Jego zasięg wykrywania celów powietrznych to ok. 540 km, pojazdów – ok. 220 km. Niestety, po „wpadce” tego systemu w 2015 r. (nad jednym z zerwanych z uwięzi aerostatów na poligonie w regionie Waszyngtonu utracono kontrolę, a poruszający się w swobodny sposób aerostat stał się poważnym zagrożeniem dla ruchu lotniczego i obiektów naziemnych, niszcząc swym olinowaniem instalacje energetyczne na znacznym obszarze stanu Pennsylwania) Kongres postanowił program skasować. Innym znanym systemem „made in USA” jest używany od przełomu lat 70. i 80. prostszy TARS (Tethered Aerostat Radar System) z aerostatem 71M LASS (Low-Altitude Surveillance System) i radarem AN/TPS-63 o zasięgu 370 km (a później Lockheed Martin typ 420K z radarem L-88 o zasięgu 370 km), służący w nadzorze przestrzeni powietrznej i wód terytorialnych w pobliżu południowych granic Stanów. System ten w 2002 r. został przez dowództwo USAF przekazany do Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. Od 2013 r. odpowiedzialność za system TARS przejęła US Custom and Border Protection (CBP). Według jej informacji w latach 2014-2015 dzięki niemu wykryto prawie tysiąc prób przekroczenia granicy przez „niekomercyjne” statki powietrzne.

image
Aerostat dozorowy Lockheed Martina / Fot. LM

Pewne doświadczenia w dziedzinie wykorzystania aerostatów ma także Izrael (np. RT Aerostats Systems), gdzie powstał system EL/M-2083 z nowoczesną anteną w technologii AESA, pozwalający śledzić jednocześnie do 500 celów. Rekomendowany jako „operacyjnie sprawdzony” system jest w stanie wykryć samolot myśliwski z odległości 250 km, ale pojawiają się też informacje o efektywnym zasięgu 500 km. Od pewnego czasu rozwiązaniami na tym polu zainteresowane są m.in. Indie, śledzące uważnie zachodnie konstrukcje i intensywnie pracujące nad własnymi, ukierunkowanymi głównie na zadania ISTAR (Intelligence, Surveillance, Target Acquisition, Reconnaissance). W ogóle – działania wojskowe w Afganistanie w pełni uwiarygodniły ten kierunek rozwoju technologii rozpoznania zagrożeń dla sojuszniczych baz i instalacji wojskowych, przyczyniając się do dynamicznego wzrostu światowego rynku aerostatów z ok. 3,9 miliarda dolarów w 2014 r. do prognozowanych ok. 9 miliardów w roku 2020.

Obecnie w tym segmencie rynku rywalizuje z sobą już kilkadziesiąt światowych potęg, takich jak m.in. Lockheed Martin, Raytheon Company, Exelis, Sky Sentry, TCOMP LP, Raven Aerostar, ILC Dover, o swoje miejsce na rynkach walczą także firmy rosyjskie (AUGUR-RosAeroSystems). Nasilająca się konkurencja sprawia, że obecnie na rynku amerykańskim cena aerostatu tej klasy, jak te używane w ramach TARS, oscyluje ok. 8-9 milionów USD. Resurs aerostatu, zależnie od warunków atmosferycznych, w jakich jest eksponowany, szacuje się – ze względu na trwałość powłoki – na ok 8-10 lat.

W stronę polskich aerostatów

Wydaje się, że w Polsce poprawnie zinterpretowano ten stosunkowo nowy trend. Pod koniec 2017 r. rozpisano, a jakże, dialog techniczny dotyczący „systemu radiolokacyjnego rozpoznania przestrzeni powietrznej i nawodnej bazującego na aerostacie”. Dialog, który rozegrał się w styczniu i lutym 2018 r. z udziałem 12 podmiotów, najprawdopodobniej dostarczył danych do dalszych kroków. Z założeń ta faza postępowania każdorazowo ma służyć „ocenie możliwości spełnienia przez oferowany sprzęt wojskowy wstępnie określonych wymagań, oszacowaniu kosztów cyklu życia, harmonogramu dostaw, uwarunkowań dotyczących zabezpieczenia logistycznego, bezpieczeństwa dostaw oraz szkolenia i zasad odbioru jakościowego sprzętu”. Można spekulować, że wojsko wie, do czego zmierza i czego szuka, oraz co jest możliwe do pozyskania i na jakich, ogólnie, warunkach. Określenie „najprawdopodobniej” jest o tyle uzasadnione, że wszelkie szczegółowe informacje w tej sprawie są obecnie traktowane jako niejawne.

Jak poinformował Defence24 rzecznik Dowództwa Generalnego SZ RP:

Proces oceny oraz prowadzone w jej ramach rekonesanse mające na celu wskazanie i wybór optymalnej lokalizacji na terenie kraju na potrzeby przyszłych posterunków aerostatowych nie zostały zakończone. Dowództwo Generalne RSZ, we współpracy z komórkami resortu obrony narodowej, w tym Inspektoratem Uzbrojenia, kontynuuje działania zmierzające do pozyskania systemów aerostatowych. System zostanie pozyskany zgodnie z terminami wynikającymi z niejawnych dokumentów planistycznych obowiązujących w resorcie obrony narodowej, zgodnie z wymaganiami operacyjnymi Sił Zbrojnych RP.

Nie są za to niejawne odbywające się w różnych regionach kraju działania różnych agend wojskowych, o działaniach których w pewnym zakresie informują lokalne media. Takie działania, wszystko na to wskazuje, mają charakter wizji lokalnych, stanowiących element studiów nad decyzjami lokalizacyjnymi dotyczącymi potencjalnych posterunków radiolokacyjnych z udziałem aerostatów. Niektóre z tych działań łączone są ze spotkaniami z przedstawicielami lokalnych społeczności, co może sugerować, iż analizy lokalizacyjne wyszły z fazy technicznej, i wchodzą w fazę, powiedzmy, społeczną.

image
Sensory elektrooptyczne pod aerostatem Fot. uav-solutions.com

Niedawno takie rekonesanse odbyły się w północnej części Polski. Każdorazowo towarzyszyły im ogólnikowe informacje o celu inspekcji. Celem tym jest właśnie zlokalizowanie posterunków radiolokacyjnych, w których bazować będą aerostaty. Od 2018 r. wymieniano takie nazwy miejscowości, jak Sępólno Wielkie i Biały Bór w Zachodniopomorskiem czy 16-hektarowy teren pomiędzy Kantowem a Goryniem w gminie Kisielice w Warmińsko-Mazurskiem.

Do tej listy ostatnio dopisana została wieś Kurzyna Wielka, położona w gminie Ulanów w północnej części Podkarpacia. Na spotkaniu, które 8 września  odbyło się w tej miejscowości z udziałem m.in. lokalnych samorządowców, przekazano otwarcie informacje o zamiarze usytuowania w tej wiosce, w ściślej – w jej przysiółku Zarowie, posterunku radiolokacyjnego wyposażonego w aerostat. Jak zapewnili wojskowi, „w Polsce takiego posterunku jeszcze nie ma. W Kurzynie Wielkiej powstałby pierwszy tego typu obiekt”. Dla jego potrzeb wojsko zamierza pozyskać teren o wymiarach 200 na 300 metrów oraz dodatkowo... 14 hektarów, przeznaczonych pod budowę infrastruktury naziemnej.

Usiłowaliśmy zdobyć informacje w tej sprawie od oficera prasowego 3. Sandomierskiego Batalionu Radiotechnicznego, w którego strukturach miałby znajdować się nowy posterunek, i który „przeznaczony jest do prowadzenia radiolokacyjnego rozpoznania przestrzeni powietrznej w Narodowym Systemie Obrony Powietrznej oraz wydzielonymi stacjami radiolokacyjnymi w Zintegrowanym Systemie Obrony Powietrznej i Przeciwrakietowej NATO (NATINAMDS).  Niestety, odmówiono nam nawet potwierdzenia informacji, że faktycznie przedstawiciel tej jednostki uczestniczył w spotkaniu w Kurzynie Wielkiej, w którym udział wzięli także przedstawiciele Zarządu Wojsk Radiotechnicznych Inspektoratu Sił Powietrznych Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, 3. Wrocławskiej Brygady Radiotechnicznej, Rejonowego Zarządu Infrastruktury w Lublinie, Garnizonu Nisko i Wojskowej Komendy Uzupełnień w Nisku oraz Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Rzeszowie. W sandomierskim 3. batalionie o wszelkie informacje w sprawie planowanego posterunku zalecono pytać w Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych. DGRSZ z kolei ogranicza się do lakonicznego komunikatu: „Proces oceny, oraz prowadzone w jego ramach rekonesanse, mające na celu wskazanie i wybór optymalnej lokalizacji na terenie kraju na potrzeby przyszłych posterunków aerostatowych, nie zostały zakończone”. To może znaczyć wszystko i nic.

Możliwości są bowiem co najmniej trzy:

- w każdej z tych lokalizacji powstanie posterunek

- posterunek powstanie w jednej lub dwóch z tych lokalizacji, i w jakiejś innej

- w żadnej z tych miejscowości nie powstanie posterunek

- lista lokalizacji, a więc i procedur rekonesansowych nie jest jeszcze wyczerpana i spodziewać się można kolejnej akcji, np. w rejonie Radzynia Podlaskiego, Siedlec, Sokołowa Podlaskiego...

Jeśli cały proces, zainicjowany w 2017 r. ogłoszeniem o dialogu technicznym, miałby zostać doprowadzony do finału, można pokusić się o argumenty przemawiające za każdą z tych lokalizacji.

W przypadku gminy Kisielice można za ważny argument uznać ten, że tak zlokalizowany posterunek faktycznie pokryłby zasięgiem swojego radaru ok. 80 proc. wielkiej rosyjskiej bazy wojskowej, jaką jest Obwód Kaliningradzki. Każdy obiekt latający na tym obszarze byłby monitorowany od momentu wyprowadzenia go z hangaru. Pod radiolokacyjnym nadzorem znalazłby się ruch pojazdów na tym obszarze, nie mówiąc o ruchu morskim na podejściach i w obrębie bazy marynarki w Bałtijsku.

W przypadku Białego Boru czy Sępólna można mówić o korzyści, jaką – niezależnie od monitorowania granicy morskiej państwa, wyświadczyłby taki posterunek Nadbrzeżnej Jednostce Rakietowej. Dysponuje ona pociskami NSM o zasięgu ok. 200 km oraz, jednocześnie, stacjami radiolokacyjnymi o zasięgu wykrywania i naprowadzania kończącym się na horyzoncie radiolokacyjnym, czyli ok. 40 km. Już nawet radar o zasięgu śledzenia rzędu 200 km, lub więcej jak się należy spodziewać, uczyniłby z NJR prawdziwie skuteczny oręż obrony wybrzeża.

W przypadku Kurzyny Wielkiej można odnieść wrażenie, iż decyzje lokalizacyjne są najbardziej zaawansowane, zaś niejawność informacji osłaniająca ten etap prac może być odczytywana, paradoksalnie, jako sygnał konkretyzacji działań. Nie tylko dlatego, że przed oficjalnym upublicznieniem tego wskazania lokalizacyjnego w ciągu dwóch poprzednich lat przeanalizowano kilka alternatywnych miejsc: Bieliny, Gliniankę, Dąbrowicę i Borki.

Kurzynę Wielką wybrano głównie dlatego, że ta lokalizacja spełniała wszystkie wymagania taktyczno-techniczne stawiane przez wojsko. Natomiast sam fakt, że poszukiwania lokalizacji zawężono do tego obszaru, wydaje się świadczyć o determinacji wojska w dążeniu do wyboru miejsca, mogącego w najwyższym możliwym stopniu łączyć kryteria geograficzne, techniczne i strategiczne. A te strategiczne wiążą się nie tylko z usytuowaniem lokalizacji potencjalnego posterunku w stosunku do granic z Ukrainą, Białorusią i Obwodem Kaliningradzkim, czyli w stosunku do teoretycznych kierunków, z których może nadejść zagrożenie.

Radar wiszący 4 kilometry nad północnym Podkarpaciem, obejmujący swoim zasięgiem obserwacji obszar w promieniu co najmniej 370-400 km, będzie „widział”, także poruszające się na wysokości kilkudziesięciu metrów nad ziemią, obiekty mogące stanowić zagrożenie dla już istniejącego, oraz budowanego, potencjału obronnego państwa. Widać to wyraźnie na mapie, na której w najbliższym sąsiedztwie przyszłego posterunku, w odległości zaledwie 120-130 km, są tak ważne dla potencjału przemysłowo-obronnego ośrodki przemysłowe dawnego Centralnego Okręgu Przemysłowego jak Stalowa Wola, Mielec, Świdnik, Kraśnik, Nowa Dęba, Rzeszów, Tarnów, Skarżysko Kamienna, Radom. Do tego dochodzą ważne dla wojska ośrodki, takie jak garnizony w Rzeszowie, Lublinie, Nisku, Sandomierzu, już istniejące jednostki wojskowe (Jarosław, Rzeszów, Żurawica, Sandomierz, Nisko, Lublin, Siedlce), oraz przyszłe miejsca lokalizacji jednostek oraz elementów infrastruktury nowej 18. Dywizji Zmechanizowanej, ośrodki badawcze o ważnym dla obronności znaczeniu (np. WITU w Stalowej Woli), ośrodki szkolenia poligonowego, pełniące także funkcje miejsc koncentracji wojsk (Nowa Dęba, Lipa), szlaki komunikacyjne (przeprawy na Wiśle, autostrada A4 i ważna dla zabezpieczenia ruchów wojsk wzdłuż granicy wschodniej trasa ekspresowa S19) i związane z nimi elementy infrastruktury mające znaczenie także dla obronności (lotniska w Rzeszowie, Mielcu, Lublinie, nowy DOL na A4 pomiędzy Tarnowem a Krakowem).

Z Kurzyny Wielkiej do granicy z Ukrainą jest w linii prostej jest ok. 80 km, do granicy z Białorusią – ok. 140 km. Już radar o zasięgu nawet tylko 350 km obejmowałby m.in. tereny na wschód od Lwowa, Brześć, i to pomimo iż Kurzyna Wielka leży na południowym skraju obejmującej ok. 7 tys. km kwadratowych Wyżyny Lubelskiej i Roztocza z wzniesieniami rzędu 317-390 metrów npm. Obszar obserwacji objąłby także – ma to znaczenie teoretyczne, jako że w tym przypadku mówimy o kraju sojuszniczym NATO –odległe o ok. 150 km pogranicze polsko-słowackie oraz część terytorium naszego południowego sąsiada.

Nie jest żadnym odkrywaniem Ameryki, że ewentualna sieć wyniesionych za sprawą aerostatów posterunków radarowych musi odpowiadać potrzebie zabezpieczenia granic RP, ale też granic NATO i UE, od strony wschodniej i północnej. Czyli granicy z niestabilną politycznie i objętą „dziwną wojną” Ukrainą (535 km), z będącą na orbicie Federacji Rosyjskiej, nieprzewidywalną co do dalszego rozwoju sytuacji wewnętrznej Białorusią (418 km), granicy z Federacją Rosyjską, czyli Obwodem Kaliningradzkim (210 km), oraz granicy morskiej na Bałtyku (440 km), skąd w razie „W” można spodziewać się nie tylko desantów dużych sił, ale głównie – na co zdają się wskazywać ostatnie zmiany w taktyce szkolenia i wyposażania sił morskich FR – desantów grup dywersyjnych i sabotażowych. Sprawna i „wydajna” radiolokacja na tym odcinku granicy, jak wspomnieliśmy, oznacza też „oczy i uszy” dla NJR i jej potencjału odstraszania sił morskich potencjalnego przeciwnika, operujących na Bałtyku poza strefą naszych wód terytorialnych.

Wszystkie trzy, lub, co wydaje się bardziej prawdopodobne z punktu widzenia potrzeb, cztery lokalizacje przyszłych posterunków aerostatowych, powinny być postrzegane także, a może nawet przede wszystkim, w kontekście budowania kompleksowego, zintegrowanego systemu obrony powietrznej państwa. Na razie widzimy tylko jego, dość oderwane od siebie, elementy. Za taki można uznać – z pełną świadomością ułomności niektórych rozwiązań – program Pilica, uzupełniany w pewnym sensie i zakresie przez Poprad.

Należy przyjąć, że początkiem najważniejszego segmentu systemu obrony przeciwlotniczej staną się niebawem dwie zakontraktowane do tej pory baterie Patriot, pozyskiwane w ramach programu Wisła i będące już w fazie produkcyjnej. Nie wiadomo dokładnie, jak ma wyglądać przyszły program Narew, który ma stanowić dla Wisły ważne uzupełnienie, i ma być w założeniu naszym narodowym systemem, bazującym na rozwiązaniach i produktach dostarczanych przez krajowych dostawców. Wiadomo za to, że polska nauka i polski przemysł mają już bogate doświadczenia w budowaniu zaliczanych do światowej czołówki cyfrowych systemów dowodzenia obroną przeciwlotniczej (dość wymienić takie rozwiązania jak Dunaj, SAMOC, Wołczenica, Podbiał, Łowcza albo Rega).

Wiadomo też, że – bez względu na to, w jakim tempie i w jakim konkretnie kierunku rozwijane będą w najbliższym czasie poszczególne komponenty systemu obrony przeciwlotniczej, musi je zespalać w jedno podstawowy element: system pozyskiwania i przetwarzania danych rozpoznawczych, bez którego nie może zostać zbudowany żaden skuteczny system wczesnego ostrzegania przed zagrożeniami. On bez komponentów wykonawczych, efektorów, czyli pocisków i artylerii przeciwlotniczej, nie będzie wart więcej, niż nawet najnowocześniejsze wykonawcze systemy rakietowe i artyleryjskie bez skutecznego systemu rozpoznawania sytuacji powietrznej na jak najdalszym przedpolu.

Rzecz bowiem nie w tym, aby na czas wiedzieć, co ku nam leci, i co nas zniszczy, ale wiedzieć, co, skąd i jak leci, aby móc to skutecznie zwalczyć. Pomysł – zdaje się, że realizowany – z posterunkami aerostatowymi i stacjami radiolokacyjnymi o zasięgu wykrywania celów powietrznych, także na tle ziemi i poruszających się z wykorzystaniem rzeźby terenu, na odległości rzędu niechby tylko 300-450 km, jest wart tego, aby mu szczerze kibicować. Bardziej, niż pomysłom na pozyskanie własnych satelitów rozpoznawczych bądź nabywanie danych zbieranych przez satelity będące pod kontrolą innych państw.

Na skierowane w 2019 r. do wojskowych pytanie naszego portalu o gwarancje finansowania pozyskania radiolokacyjnych aerostatów otrzymaliśmy zapewnienie, iż „pieniądze na ich zakup są w planach modernizacji do roku 2026”.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 229
Reklama
Ja
czwartek, 22 października 2020, 17:05

"w odróżnieniu od mrzonek o pozyskaniu własnego narodowego systemu rozpoznania satelitarnego – rozwiązaniem nacechowanym realizmem" Założymy się, ze testowanie całej masy rozwiązań alternatywnych będzie droższe? Gratuluję autorowi autorytaryzmu w ocenie co jest dobre i realne, a co nie.

Dalej patrzący
środa, 21 października 2020, 15:25

Ursus - nie trzymałbym się planowania MONu w tym programie - bo jest zachowawcze i mało zaawansowane w parametrach i skali ilościowej. To typowy program wg zasady "wszystkiego po trochu" - bez rozpoznania priorytetów potrzeb i wymagań symetrycznego saturacyjnego pola walki. Musimy patrzeć na bezwzględne wymagania Polskiego Teatru Wojny - zwłaszcza absolutnie kluczowego zadania zduszenia/likwidacji Obwodu Kaliningradzkeigo i jego A2/AD - ale także podstawy operacyjnej 1 Armii Pancernej Gwardii z Białorusi - na ca 150 km głębokości - ale także A2/AD, jaką Rosja zbuduje ca 2025 na Białorusi, po jej "aksamitnym" anschlussie pod maską "demokratycznych wyborów" wg wzorca armeńskiego. musimy ASYMETRYCZNIE zgromadzić przewagi nad Rosją - a tu wyniesienie i dyspozycyjność i zasięg sensorów i efektorów i C5ISR na aerostatach HALE - we wzajemnym sieciocentrycznym spięciu i ubezpieczeniu - daje nam taką przewagę na poziomie strategicznym [głowice asymetrycznego odstraszania jądrowego to osobna sprawa - osobno to opisałem]. No, ale trzeba chcieć...a na razie nasi generałowie myślą wg zasad zimnej wojny - i tylko chcą stare samoloty, czołgi, okręty itd - wymieniać na nowe....a już np. automatyzacja, autonomizacja, dronizacja [nie mówiąc o choćby elementach AI], przestawienie z ilości na precyzję [bronie precyzyjne - likwidujące zasadniczo kosztowny i ociężały ogon logistyczny] i wynikowe zmniejszenie etatów [pożerających budżet PMT] i spłaszczenie struktur dowódczych [co zapewnia szybsze i sprawniejsze dowodzenie] i integracja sieciocentryczna wszystkich domen w jedną - to dla nich najgorsze zło, co zabiera etaty i wygodną, dobrze utartą ścieżkę awansu...znam tę mentalność do bólu...dla tych ludzi skuteczna strategiczna obrona Polski i wartość bojowa WP wcale nie są sprawą priorytetową...MON i politycy też bardziej patrzą na USA jako gwaranta strategicznego suwerenności i obrony Polski [wbrew faktom - że USA wychodzą z Europy i koncentrują się na Pacyfiku], a generalicja skwapliwie to podchwytuje od "góry" i potakuje...i systemowe błędne koło się zamyka...

Rgier
wtorek, 20 października 2020, 17:01

Nie wiem dlaczego na końcu artykuły wyśmiewa się pomysł małych (mikro) satelitów, przecież te systemy się uzupełniają a mikro satelity to przyszłość.

Zielony
poniedziałek, 19 października 2020, 21:58

Lokalizacja w gminie Kisielice, w odległości paru kilometrów od stacji nadawczej RTON Iława / Kisielice, emitującej sumarycznie 50 kW EIRP w paśmie UKF czy 300 kW EIRP w paśmie UHF to zaiste genialny pomysł. Zwłaszcza wobec braku znajomości charakterystyk przestrzennych w górnej półsferze dla poszczególnych emisji z tej lokalizacji. Szanuję profesjonalizm i przygotowanie merytoryczne Autora tego pomysłu ;-)

Zielony
wtorek, 20 października 2020, 13:59

Chyba, że aerostat będzie nośnikiem Systemu Pasywnej Lokacji (podsystem PET) - wtedy OK. Ale w inkryminowanym tekście ani słowa o SPL.

*Niezależny obserwator*
poniedziałek, 19 października 2020, 15:54

Polska musi być zależna od sojusznika. Sojusznik prowadzi rozpoznanie. Ale może zrobicie jakąś presję.

San Escobar
poniedziałek, 19 października 2020, 11:43

Jaki kraj i jakie wojsko to i takie rozpoznanie,kraje 3-ciego świata mają własne satelity a w Polsce defiladowa armia i "satelita" na sznurku :)

Dalej patrzący
poniedziałek, 19 października 2020, 11:05

@asdf i inni - No właśnie - efektory z aerostatów HALE dzięki przewadze zasięgu z wysokiego pułapu, odsuną zarówno rosyjskie systemy rakietowe jaki i antyrakietowe/plot. A przewaga pułapu i czasu reakcji i świadomości sytuacyjnej/rozpoznania/identyfikacji/pozycjonowania pozwoli na zwalczanie rosyjskich rakiet/plot/antyrakiet znacznie tańszymi środkami np. C-RAM [dajmy na to LM MHTK] - co ustawia stronę rosyjska w niekorzystnej sytuacji w kalkulacji koszt/efekt. Nawet gdyby rakieta rosyjska miała się przedrzeć - aerostat może odrzucić moduły wyposażenia na spadochronach - i efekt takiego nader kosztownego wynikowo zwalczania aerostatów staje się w ogóle wątpliwy w relacji koszt/efekt. A po instalacji laserów czy emiterów wiązek skierowanych C-RAM z generatorami np. turbinowymi [laserów czy emiterów znacznie skuteczniejszych na dużej wysokości ze względu na brak chmur i niskie rozpraszanie powietrzem o słabym ciśnieniu i przyzerowej wilgotności - ta relacja koszt/efekt okaże się zupełnie nieopłacalna dla atakujących rakiet. Które muszą mieć duży zasięg ze względu na odsuniecie ich stanowisk przez asymetrycznie korzystna projekcję siły efektorów z aerostatów. A to oznacza duże koszty takich antyrakiet czy rakiet plot. No i ich potencjał jest mniejszy od całego sieciocentrycznego saturacyjnego środowiska aerostatów z ich zadaniowymi modułami rozpoznania, pozycjonowania, łączności, sensorów, efektorów. W praktyce taki efektor S-300/350/400/500 jest wobec tego saturacyjnego środowiska zdany na swój zestaw sensorów [i czuły na oślepienie/zagłuszenie - więc niekoniecznie trzeba taki efektor zniszczyć kinetycznie] - z natury ten zestaw jest nieporównanie uboższy od całego środowiska na aerostatach - nie mówiąc o instalacjach naziemnych. A odsunięcie efektorów przeciwnika przez asymetryczna przewagę A2/AD sieciocentrycznego całokrajowego roju aerostatów zadaniowych HALE - tyczy także laserów Rosji - zresztą akurat aerostaty, przy możliwości ich skalowania masy użytecznej, "stać" na wszelkie rodzaju czynne i bierne środki ochrony przeciw laserom. Od ruchomych wielowarstwowych ekranów z folii aluminium [odbija 99,8 % promieniowania] - po środki czynne - wszelkiego typu wyrzutni "zasłon dymnych". Co oczywiście nie jest 100% ochrona - ale bardzo znacznie podnosi koszty zniszczenia aerostatu - i o to chodzi - bo liczy się kalkulacja koszt/efekt.

poniedziałek, 19 października 2020, 15:03

Już bardzo stary rosyjski 48N6 zwalczał cele na pułapie 30 km z odległości 250 km. IOC 1992 r. Na takim pułapie mógł zwalczać cele manewrujące, lecąc po torze balistycznym, bo wtedy nabierał wystarczającej prędkości do manewrowania sterami aerodynamicznymi. Cele nieruchome może więc zwalczać sporo wyżej, bo nie manewrują. Pocisk ma apogeum na wysokości ponad 50 km. Więc nawet na 40 km twój balon nie będzie bezpieczny. Wyżej już się nie da, musiałby mieć rozmiary małej planetoidy. Sam policz, hel ma nośność 11 N/m3 na poziomie morza i przy gęstości powietrza 1,22 kg/m3. Na wysokości 40 km pod ciśnieniem tam panującym ma tylko 0.03N/ m3. Dla podniesienia 1 kg potrzebujesz objętości ponad 330 metrów sześciennych. Balon który wyniósł kapsułę Felixa Baumgartnera do skoku z wysokości 38 km miał objętość 600 tys metrów sześciennych i na ziemi wysokość 250 metrów. Był to największy balon jaki zbudowano.

Dalej patrzący
poniedziałek, 19 października 2020, 18:05

Na żadnej wysokości aerostat nie będzie bezpieczny. Ale wyniesienie na 40+ km bardzo mocno podnosi koszty ataku. Jeszcze bardziej koszty podnosi projekcja siły efektorami z takich aerostatów - wypychając na daleki dystans nosiciele rakiet systemów plot/prak. Jeszcze bardziej koszty podnosi saturacja aerostatów i instalacja systemów wykrywania/pozycjonowania oraz samych efektorów C-RAM/antyrakiet bliskiego zasięgu. Na koniec - zupełnie łamie sens ataku możność odrzucenia przez aerostat w ostatnich sekundach modułów zadaniowych i odzyskania na spadochronie - i ponownej instalacji na nowym aerostacie - stanowiącym najtańszy element systemu A2/AD Tarczy i Miecza Polski. Odpalenie rakiety plot/prak przez Rosję - to przy zasięgu radarów i IRST z pułapu 40+ km oznacza lokalizację wyrzutni - i śledzenie jej w trybie rzeczywistym. Ponieważ efektor z pułapu 40+ km ma zdecydowaną przewagę w "studni grawitacyjnej" z nabytą energią potencjalną, wiec zanim drogi i ciężki efektor rosyjski doleci w saturacyjną strefę obrony aerostatów - rosyjskie zdemaskowane wyrzutnie już zostaną zlikwidowane - mniejszymi i tańszymi efektorami.

ursus
poniedziałek, 19 października 2020, 22:19

Oni planują pułap 4km, więc tego oraz znikomych ilości (kilka sztuk) musimy się póki co trzymać w naszych rozważaniach. Uważam za wielce prawdopodobne, że program ten zostanie zrealizowany kosztem okrętów nawodnych MW, co i tak wydaje się korzystnym rozwiązaniem.

asdf
środa, 21 października 2020, 10:43

jak dla MW to juz lepiej dron podwodny taki jaki ostatnio przechwycili anglicy

RP23
niedziela, 18 października 2020, 12:05

To rozwiązanie na czas pokoju w czasie wojny bezużyteczne, z uwagi na łatwość zniszczenia przez systemy rakietowe przeciwnika. To takie polskie, jak świat tworzy wojska kosmiczne to my balonowe. A tak poza tym rozpoznanie satelitarne oparte o mikrosatelity nie musi być drogie a ponieważ nie są one osadzone na orbicie geostacjonarnej i poruszają się z dużą prędkością są trudne do zniszczenia.

victor
poniedziałek, 19 października 2020, 16:53

Ten system nie może być potraktowany inaczej, niż tylko jako system w c z e s n e g o ostrzegania. Tak, jak AWACS, który ma tę przewagę, że jest mobilny i pozwala na kierowanie operacjami powietrznymi. Tyle, że nikt tego nie sprawdził w realnym, pełnoskalowym konflikcie zbrojnym o wysokim natężeniu działań lotnictwa po obydwu stronach, a nie w konflikcie asymetrycznym. Asymetryczny pozwala wykorzystywać taki sprzęt jak AWACS prawie bez ograniczeń, bo przeciwnik niewiele może zdziałać, aby to uniemożliwić. A w warunkach silnego przeciwdziałania ze strony nowoczesnego lotnictwa przeciwnika, systemów przeciwlotniczych dalekiego zasięgu i przeciwdziałania i zakłócania elektronicznego o wysokiej intensywności? Tego nikt tak naprawdę nie wie, tak w odniesieniu do rozwiązań NATO jak i np. rosyjskich. Stawiam, tezę, że w takich realiach system AWACS, A50 itp. byłby skutecznie eliminowany, lub co najmniej uziemiony, właśnie w początkowej fazie konfliktu - tak jak praktycznie stacjonarne systemy radiolokacyjne na aerostatach. Jeden i drugi ma jednak do spełnienia rolę zasadniczą: ostrzec w miarę wcześnie, z możliwie największym wyprzedzeniem, o podjętym ataku, pozwalając uruchomić środki przeciwdziałania i obrony. I w takim sensie takie rozwiązanie w polskich warunkach, moim zdaniem, ma sens.

Dalej patrzący
niedziela, 18 października 2020, 20:18

Ciekawe, jak zniszczyć rakietą aerostat na wys. 20-40+ km, będący otoczony innymi aerostatami z antyrakietami czy choćby systemami C-RAM? To takie myślenie, że lotniskowiec jest bezbronny, bo nie ma pancerza, więc imponujący pancernik z wielkimi działami na pewno go "załatwi". Jak aerostaty - to saturacyjny rój wzajemnie się ubezpieczający dalekim rozpoznaniem , antyrakietami, ale i ofensywna projekcją siły wszelkiego typu efektorów - które zwyczajnie stworzą A2/AD dalekiego zasięgu - i odsuną wszelkie nosiciele,które by wystrzeliły mniejsze rakiety, a te duże rakiety - zostaną przechwycone przez antyrakiety z aerostatów - które będą przecież chroniły CAŁĄ przestrzeń kraju. Gdzie przy odpowiedniej saturacji aerostatów - zwłaszcza strefy granicznej - duża rakieta ofensywna może zostać zestrzelona tanią mała antyrakietą/C-RAM - dzięki posadowieniu tych małych antyrakiet na aerostatach HALE - co zupełnie zmienia porównawczo bilans energetyczny "studni grawitacyjnej" i czasu reakcji i pułapu przechwycenia - na korzyść antyrakiety.

asdf
poniedziałek, 19 października 2020, 10:17

Jak? zestawami S300/S400/S500 akurat do tego i jeszcze do zestrzeliwania cywilnych samolotow pasazerskich to sie nadadza. z tymi aerostatami z antyrakietami to poleciałeś ostro to jest system co najwyzej dla strazy granicznej nie dla wojska.

KrzysiekS
niedziela, 18 października 2020, 08:46

AREOSTATY powinny być zakupione przez Straż Graniczną i jedynie wpięte w system obrony kraju. Nigdy nie zastąpią satelitarnego obrazowania czy rozwiązań typu Globaleye. Polska powinna posiadać własne satelity oraz 4 samoloty nadzoru typu Globaleye (4 do całego nadzoru morskiego i lądowego chyba wystarczą).

Marek
niedziela, 18 października 2020, 16:36

Do latania nad morzem potrzebne jest coś takiego jak Swordfish MPA.

kołalsky
sobota, 17 października 2020, 16:21

Proponowałbym nie ułatwiać sąsiadowi z zza Wschodniej grani nie ułatwiać pracy. Niech się sami trudzą ...

jowisz
sobota, 17 października 2020, 14:44

To oferta skrojona pod nasze możliwości. Nie stać nas na samoloty awacs, więc proponują nam balon z radarem. Powinniśmy rozważyć taką ewentualność.

KUKUŁKA
sobota, 17 października 2020, 12:16

SPOKOJNIE ..oprócz balonów zobrazowania sytuacji ..nasze kręgi decyzyjne podjęły się zbadania i wprowadzenia do tzw procedowania zwanym dialog ,balonów ochrony przestrzeni powietrznej .Idea tego typu balonów nie jest nowa ale ma być oparta o nowe technologie ... mianowicie nad dużymi aglomeracjami miejskimi , infrastrukturze przemysłowej i krytycznej mają być rozmieszczony zespół unoszących się balonów z podczepioną tzw siecią do przechwytywania środków napadu powietrznego natomiast balony oprócz głowic zobrazowania sytuacji mają być uzbrojone w lekkie rakiety klasy Sidewinder ( odpal i zapomnij) to wszystko ma być sterowane z ziemi ..USA podobne projekty ma zamiar wdrożyć w ochronie swych aglomeracji

sobota, 17 października 2020, 15:04

Rakiety Sidewinder na balonie - świetny pomysł. Taki balon z mocnym radarem jest dla przeciwnika jak wielka tarcza strzelnicza. Jeden pocisk z naprowadzaniem półaktywnym lub na źródło promieniowania/zakłóceń aktywnych i jest po balonie, pociskach i radarze. Amerykanie mogą sobie takie pomysły wprowadzać, bo im nikt nie postawi 200 km od Waszyngtonu systemu S-300, ani nie podleci na taką odległość z rakietami p-p dalekiego zasięgu. A tyle jest do Warszawy z Brześcia nad Bugiem. Gdyby Polska była krajem niezależnym, dawno zbudowalibyśmy sobie sami własne odpowiedniki izraelskiego radaru EL/W 2085 na samolotach G550. Radary produkujemy u siebie - patrz Bystra AESA. Umiemy to zintegrować - patrz Łowcza/Rega. Potrzebny jest nośnik, a taki u nas już lata jako samolot dla VIP. Z Izraelem i firmą Gulfstream można ponegocjować w kwestii stabilności i aerodynamiki płatowca po zamontowaniu na nim anten radaru. Nic więcej nie trzeba nam wiedzieć żeby zbudować dla nas samolot AEW&C z prawdziwego zdarzenia.

ursus
niedziela, 18 października 2020, 00:18

Tak na zdrowy rozum - ciągłe patrolowanie dalekiego zasięgu możliwe będzie jedynie w czasie pokoju do momentu odpalenia pierwszych salw. Później aerostaty trzeba będzie zastąpić np. dedykowanymi dronami, by podawanie namiarów dla artylerii oraz ukrywanie odbywało się w sposób dynamiczny i mobilny. Mnie w tym wszystkim najbardziej martwi obecność stałej infrastruktry, bo same rozwiązania bezzałogowe są całkowicie zastępowalne - mają być na tyle liczne by zrealizować zadanie.

Infernoav
sobota, 17 października 2020, 12:12

Myślałem już o tym około 10 lat temu. System tani, tani w utrzymaniu. Łatwy do modyfikacji i modernizacji. Jednak jak dla mnie to nie alternatywa dla satelitów. Jest to system całodobowego dozoru i bliskiego rozpoznania, a satelity prowadzą funkcje rozpoznawcza głównie. Jest to natomiast alternatywa dla systemu AWACS. A także wspomagajaca i uzupełniająca drony.

Melisa
sobota, 17 października 2020, 08:31

W wielu krajach tego typu balony z ekektroniką są na wyposażeniu... wyższych uczelni i profilu technicznym...

rozczochrany
piątek, 16 października 2020, 23:07

Dobre rozwiązanie umożliwiające wykrywanie nisko lecących samolotów, śmigłowców, pocisków manewrujących, ruchów wojsk, stanowisk artylerii, dronów a także okrętów na Bałtyku. Zachodzącymi na siebie zasięgami takich radarów na aerostatach powinna być pokryta cała Polska i zagranica na wszystkich kierunkach. Taki system wczesnego ostrzegania.

Lord Godar
sobota, 17 października 2020, 12:54

Dokładnie . To powinna być pierwsza linia rozpoznania i ostrzegania . W głębi terytorium też powinny być . A dodatkowo powinniśmy tez od razu pomyśleć o dodatkowych balonach pozornych , takich samych tylko bez radarów plus wabiki , ( może tylko głowice opto) dla ochrony i maskowania tych prawdziwych . To znacznie utrudni i zmusi do większego wysiłku przeciwnika jeśli będzie chciał je zniszczyć . To powinno być od razu rozwiązane przy zakupie tych systemów .

Marek
sobota, 17 października 2020, 22:04

Rzecz polega na tym, że sam balon nie wystarczy. Pod pozorny cel musisz podwiesić urządzenia emitujące to samo, co radar. Ten system opracowany z głową może i powinien narobić ruskom kłopotu nawet bez celów pozornych. Ale to tylko defensywa. Rzecz z góry skazana na przegraną. Bez AEW&C szkoda gadać.

Lord Godar
niedziela, 18 października 2020, 12:06

I tak i nie . ale od czegoś należy zacząć , bo po pierwsze jakiekolwiek rozwiązanie jest lepsze od braku rozwiązania , a druga sprawa jest taka , że każdy rozwiązanie które zostanie przez nas zastosowane , będzie musiało być wzięte pod uwagę przez atakującego i zmusi go do wypracowania i wprowadzenia przeciwśrodka , a nam da czas , informacje i zmniejszy ryzyko zaskoczenia i braku kontroli nad tym co się dzieje. Systemy AEW&C to dla nas na razie marzenia , była szansa na wspólne rozwiązania już jakiś czas temu ale temat przepadł.

Marek
niedziela, 18 października 2020, 16:48

Czemu uważasz, że temat przepadł? Skoro bierzemy F-35 to AEW&C powinien być bardzo pożądany. Płomykówki zresztą nie skreślili zdaje mi się.

Lord Godar
poniedziałek, 19 października 2020, 10:10

Był projekt na kilka państw i to przepadło . Płomykówka nie jest skreślona , była i jest cały czas odsuwana w czasie , a to czy i w jakiej formie powstanie to już inna sprawa .

Marek
poniedziałek, 19 października 2020, 18:21

Z kilkoma państwami wiesz dobrze jak jest. Wolę własny GlobalEye albo G550 AEW&C w garści niż gromadzki Sentry na dachu.

Jabadabadu
piątek, 16 października 2020, 21:09

Sama idea nie jest nowa. Kiedy pojawiły się pierwsze cruise missle (lata 70/80) próbowano rozwiązać problem rozpoznania ataku poprzez aerostaty "wiszące" nad danym obszarem i wyposażone w stacje radiolokacyjne oraz środki łączności. Założenie było ambitne - brak uwięzi, manewrowanie i/lub stabilizacja położenia przestrzennego sterowca wyposażonego w zespoły napędowe typu śmigło/silnik spalinowy oraz ruchome płaszczyzny stabilizująco-sterujące. Przeprowadzono odpowiednie badania. Oceniono realność przedsięwzięcia, jego skuteczność i koszty. Do realizacji zostało przyjęte rozwiązanie alternatywne wykorzystujące stacjonarne stacje radiolokacyjne zainstalowane na wysokich masztach wybudowanych w rejonach lotnisk.

KrzysiekS
piątek, 16 października 2020, 20:56

POLSKĘ STAĆ NA PRZYNAJMNIE 3 WŁASNE SATELITY I PYTANIE DLACZEGO ICH NIE MA?

Bordowy
niedziela, 18 października 2020, 09:35

Bo 500+, górnicy, rodziny posłow itd...

Rex
piątek, 16 października 2020, 17:16

O_o musze przyznać, że jestem zaskoczony, że w tym temacie coś się dzieje. Oczywiście to bardzo dobry kierunek choć na pewno powinien zostać wsparty przez własnego satelitę.

Maciek
piątek, 16 października 2020, 14:25

To zdecydowanie dobry pomysł, ale z satelity przynajmniej radarowego (chyba tańszy?) bym nie rezygnował. Złe warunki atmosferyczne, które uniemożliwią użycie balonu, mogą się utrzymać nawet kilkadziesiąt godzin. A to w zasadzie deprecjonuje cały pomysł. Cały ten system ma sens tylko przy założeniu, że nadzór jest prowadzony w sposób ciągły. Wystarczy dziura 0.5 godz. i wróg może bez trudu rozpocząć atak w tym czasie. Więc na zakładkę balony, samoloty (te tańsze...), satelita.

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
piątek, 16 października 2020, 23:11

Z satelitami jest ten problem że trzeba ich mieć bardzo dużo żeby jakiś obszar pilnować non stop bo takie satelity nie są geostacjonarne tylko latają na niskich orbitach i jeden czy nawet kilka kompletnie nic nie zdziała. A balon z radarem działa cały czas w razie fatalnej pogody lotnictwo wroga też nie wiele zdziała.

Maciek
niedziela, 18 października 2020, 09:58

Dlatego napisałem balony+satelita+samoloty.

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
poniedziałek, 19 października 2020, 18:16

Jeśli już to satelity bo jeden satelita ma sens czysto propagandowy

ito
piątek, 16 października 2020, 10:19

Ma to sens- tyle, ze posterunków powinno być w Polsce 5-6- przy częściowym dublowaniu obszarów rozpoznania niebezpieczeństwo przeoczenia czegoś, albo (w razie W albo solidnej burzy) szybkiej utraty kontroli ze względu na utratę balonu byłoby znacznie mniejsze. Prosiłby się np. posterunek w rejonie Wejherowo- Lębork który pokryłby cały południowy Bałtyk z Kaliningradem na dokładkę. Oczywiste jest natomiast, że nie mógłby to być jedyny system- dobrym jego uzupełnieniem/zabezpieczeniem byłyby bieda- awacsy oparte o Casę albo na dronach (nawet lepiej- tracę drona-obsługa bierze drugiego i cześć. Nawet jeśli trzeba go kupić to jest to kwestia tygodni- miesięcy, a nie lat na szkolenie i zgrywanie zespołu).

Piotr Skarga
piątek, 16 października 2020, 10:12

Oto kolejny humbuk MON. Program, ktory będzie trwał bezskutecznie "naście" lat. Pochłonie mnóstwo zasobów, skonsumuje tysiące roboczogodzin a efektów jak z a w s z e po prostu nie będzie. Mniejsze programy trwają w MON latami, są redefiniowane, zmieniane są ich wymagania po kilkakroc, w trakcie ich trwania dokładane są kolejne często chore wymagania, permanentnie uniemożliwiające jego zakończenie. Nikt w MON nad tym absurdem nie panuje. I teraz oto kolejny humbuk. Kosztowny, trudny, nowy, nieprecyzyjny. Taki, byle by się n i g d y nie skończył! A pochłonął maksimum kosztów n i e przynosząc ani szybkiej, ani znaczącej poprawy naszych zdolności odstraszania. Gdzie np. analiza porównawcza w MON kosztów przerobienia 2-3 szt. naszego C-295 na mini-Awacsa? Lub np. leasingu od Szwecji 2 szt. ich Erieye? Gdzie próba pozyskania np. używanych amerykańskich czy japońskich E-2? Tymczasem my już rzuciliśmy się na system o ograniczonym zastosowaniu, w szczególności kompletnie nie przydatny w warunkach wojny. MON ma za to w bliskich planach kolejne już Herculesy, za"pilne" uznaje odrzutowe sanitarki oraz nawet absurdalne samoloty tankujace, ale całkowicie pomija lotnicze rozpoznanie czy właśnie samoloty nadzoru powietrznego. Kolejne absurdalne działania, które dla MON już wyraźnie są wizytówką i znakiem firmowym. TO będzie na 1000% kolejny MON-owski, najprawdziwszy b a l o n. Wielki, ogromny, propagandowy ale tylko b a l o n, nadęty do granic, ale p u s t y w środku.

rotor
piątek, 16 października 2020, 07:53

Balon z koszem , a w środku obserwator z lornetką wypatrujący nadlatującego wroga- to niezły pomysł w wersji light. Najtańszy wariant.

San Escobar
piątek, 16 października 2020, 07:41

Biedne kraje 3-ciego świata mają swoje satelity a w Polsce będzie balonik na sznurku :) Defiladowa armia i rozpoznanie na sznurku :)

Mike Texas USA
piątek, 16 października 2020, 01:02

Polska 20 ekonomia świata i nie stać na satelity? Kraje trzeciego świata maja własne satelity a Polska stawia balony, przecież to jest sabotaż.

Stary sternik
piątek, 16 października 2020, 00:08

Mój Boże, jakich to czasów przyszło dożyć :-( Miliardy idą w błoto na zwalczanie choroby, której nie ma (grypa w 2019 - 6 mln zakażeń, 5-10 tyś zmarłych i żadnej reakcji, Covid-19 w 2020 - 100 tyś zakażeń, 300 zmarłych i kompletna demolka gospodarki, finansów, społeczeństwa oświaty, służby zdrowia...), gospodarka jest rujnowana bezsensowną paniką i sterowaną histerią a na obronność NIE MA. Wracamy do epoki łuku i kuszy, którymi będziemy strzelać zza bezbronnych T-72, które w nic nie trafią a nawet jeśli w coś trafią to bezskutecznie.

MI6
piątek, 16 października 2020, 00:06

Czyli może będą aż trzy posterunki balonowe...albo jeden...aha...

Gustlik
czwartek, 15 października 2020, 23:53

Rosjanie wlaśnie się zastanawiają czy to 1 kwietnia czy też Pszeki już całkiem poszaleli. Chociaż zawsze pozostaje opcja, że to oni nam podrzucili ten "genialny" pomysł. To by do nich pasowało.

Lord Godar
sobota, 17 października 2020, 12:57

I teraz będą żałować , że podrzucili ten pomysł .

Eytu
czwartek, 15 października 2020, 23:34

Najlepiej jak taki aerostat będzie zakotwiczony 3 linami - co 120 stopni. NW- SW - E ( W Polsce jest przewaga wiatrów zachodnich) pod kątem 45 stopni - czyli na przykład jak ma być na wys. 5 km to 3 zakotwiczenia w okręgu o średnicy 10 km. Jeżeli bardzo wiatr się wzmoży to jedną linkę sciagamy ( na przykład jak wiatr W, SE, NE. Jeżeli będzie wiatr NW SW, E - to ta lina pozostaje , a dwie pozostałe równomiernie sciągamy. Po co taka procedura? jedna lina może nie wytrzymać naporu wiatru i może pęknąć jeżeli będziemy taki aerostat ściągąć na początku huraganu. Ale to trzeba stale obserwować i nie dopuścić do tego aby pogoda zaskoczyła ekipę zarządzającą aerostatem, bo jak poleci z wiatrem na wschód to szkoda sprzętu : ), Można dołączyć do niego radiowo sterowane zawory na hel i wtedy opadnie pod wpływem ciężaru przed przekroczeniem wschodniej granicy.

ttt
piątek, 16 października 2020, 19:02

juz widze te "zgadnij haslo do zaworu challange" w swiatku krotkofalowcow.... po obu stronach granicy

Eytu
piątek, 16 października 2020, 23:24

to może zamiast zaworu radiowego- zawór mechaniczny na stalowej lince - lużnej powiedzmy 100 metrów luzu. Jak aerostat wyrwie liny kotwiczące i przekroczy zasięg o 100 metrów, to linka stalowa wyciągnie zawór ( "zatyczkę") w zbiorniku i hel ucieknie. Problem , dobrze zakotwiczyć lekką 5 km stalową linkę - musi być dość lekka i dość wytrzymała . Na 5 km może kurek przymarznąć w zbiorniku i linka najzwyczajniej w świecie pęknie od niskiej temperatury ( mała sprężystość .

emeryt
czwartek, 15 października 2020, 22:27

To są rozwiązania na czas pokoju bo taki balon to dobry i duży cel a co na czas wojny co ? .Teraz pytanie czym wypełnimy tę lukę informacyjną w pierwszych dniach konfliktu nim NATO udzieli pomocy ?. Polska powinna posiadać przynajmniej 2 satelity rozpoznawcze ale tego jakoś MON nie chce dostrzec , jak zwykle stosuje rozwiązania POMOSTOWE tylko nikt nie wie dokąd ten pomost prowadzi .

Baloniara
czwartek, 15 października 2020, 21:57

Dobry pomysł, ale nadający się do obszarów o małej gęstości zaludnienia. Aerostat wiszący na wysokości kilku km i zasilany mocą kilowatów z ziemi wymaga grubego kabla, biegnącego pod kątem w górę na przestrzeni wielu hektarów. Kto się zgodzi na takie sąsiedztwo nad swoim polem? Co z bezpieczeństwem przesyłanych w dół danych?

TTT
piątek, 16 października 2020, 19:05

tego golebia pocztowego zlapia ???

Dalej patrzący
piątek, 16 października 2020, 11:16

A kto mówi, że koniecznie na uwięzi? To może dotyczyc aerostatów MALE - nieco na wzór balonów zaporowych z II w.św. natomiast takie jak Thales Stratobus na pułapie 20 km - to już z własnym napędem zasilanym lekkimi ogniwami miękkimi. Inna rzecz, że co to za zastrzeżenie, że ktoś się zgodzi/nie zgodzi na "takie sąsiedztwo nad swoim polem". Przerost samobójczego liberalizmu - jakby tak podchodzić, to w II w.św. by nie ustawiono ani jednego balonu zaporowego - a ustawiono ich na tysiące. nadchodzą bardzo ciężkie czasy - pora się obudzić.

Szaleniec
piątek, 16 października 2020, 10:15

Dziwnym zbiegiem okoliczności nie chcą pakować tego w centrach miast, tylko, jak wynika z artykułu, lokować to chcą na wsi, ba nawet nie w samej wsi a w przysiółku. I spokojnie, wuelzeta nie będą do tego balona podczepiać, wpływ pola em będzie znikomy. Bezpieczeństwo przesyłanych danych? Może budki wartownicze co 100m?

roleks
piątek, 16 października 2020, 09:10

Bezpieczeństwo przesyłanych w dół danych? W jakim sensie, żeby na głowe komuś nie spadały?

Smyk
niedziela, 18 października 2020, 23:37

To bezpieczeństwo nazywa się światłowód. :)

Z prawej flanki
czwartek, 15 października 2020, 21:12

Gros kosztów w systemach AWACS to wcale nie nośnik, ale aparatura. Więc tak naprawdę przy tym rozwiązaniu oszczędzamy na zakupie i eksploatacji samolotu. A samolot może być stosunkowo tani w eksploatacji, na przykład C295... Dla nas optimum i zarazem szczytem możliwości było by pozyskanie dwóch G550 AEW&C (IAI EL/W-2085) i do tego dwóch G550 SIGINT (IAI EL/I-3001). Koszt- ok 5mld, ale wzrost możliwości i świadomości sytuacyjnej bezcenny.

Jacek (ale nie z Olgino)
piątek, 16 października 2020, 09:08

W jakim stosunku czasowym? Z tego co napisałeś widać że planujesz 4 maszynami 24/7/365. Jak to sobie wyobrażasz?

Marek
piątek, 16 października 2020, 16:33

O ile pamiętam Szwedzi twierdzili, że zrobią pierwszego GlobalEye, albo Swordfish MPA w cztery lata od daty zamówienia z udziałem rodzimego przemysłu. Tak, żeby w przyszłości możliwy był pełny serwis oraz modyfikacje na miejscu. Trudno powiedzieć ile to by zajęło w przypadku tych G550. Szwedom dziś pewnie poszłoby nawet szybciej, bo w przemyśle lotniczym przez pandemię mniej się zamawia, więc zamówienie nawet jednego cywilnego samolotu to rzecz nie do pogardzenia.

Wojciech
czwartek, 15 października 2020, 20:53

Ten artykuł najlepiej obrazuje w jakim miejscu znajduje sie mentalność naszych generałów. Zamiast dążyć do pozyskania własnego zobrazowania satelitarnego czy choćby wejść w ścisłą współpracę z takimi firmami jak ICEYE oni mentalnie są na poziomie I WŚ i lotów balonowych. To jest jakiś dramat. Przypomnę tylko że własnego satelitę rozpoznawczego ma nawet ANGOLA!!!

drot
piątek, 16 października 2020, 02:26

Chcesz tym satelitą śledzić lecącego Kalibra? No powodzenia. Nie wiem co w ogóle robi wzmianka o rozpoznaniu satelitarnym w tym artykule bo to zupełnie inna para butów. To, że w końcu zaczyna być u nas coś robione w kwestii pozyskania platformy radarowo-obserwacyjnej na aerostacie należy tylko przyklasnąć. Nie ma obecnie lepszej opcji jeśli chodzi o zestawienie koszt/efekt/potrzeby. A dodatkowa ich zaletą paradoksalnie jest to, że muszą być pierwszoplanowym celem, dla nas bynajmniej nie najkosztowniejszym do straty. Chcesz czy nie chcesz na dzień dobry musisz uderzyć w miejsce w którym na ciebie czekają.

bb
czwartek, 15 października 2020, 23:44

Nie byłbym aż taki sceptyczny coś mi się kojarzy, że Amerykanie w Afganistanie używali aerostatów i byli zadowoleni

mc.
czwartek, 15 października 2020, 22:54

Satelitę można zniszczyć dokładnie tak samo jak ten aerostat. Różnica polega na cenie początkowej, możliwości serwisowania i modyfikowania oraz "osadzeniu" rozpoznania w konkretnym miejscu. Dodatkowo ten "balon" może służyć też straży granicznej i wskazywaniu małych obiektów przemieszczających się nad granicą. W razie wojny pierwsze obiekty które będą niszczone to stacjonarne radary, satelity zwiadowcze i właśnie takie aerostaty. Ale wtedy powinniśmy powinniśmy wykorzystywać mobilne i powietrzne systemy wojskowe, np. montowane na C-295

Jurek
czwartek, 15 października 2020, 20:30

To Algieria , Ekwador, Peru i tego typu potęgi technologiczne mogą mieć własnego satelitę a my będziemy mieli balony na drucie ????? To jakiś cyrk jest !

bender
czwartek, 15 października 2020, 23:33

Tylko, że ten cały satelita dostarcza ciekawych danych tych przez kilka minut, gdy przelatuje na zadanym terenem na wysokości kilkuset km z prędkością kilkudziesięciu tysięcy km/h. A aerostat wisi sobie na 4 km jakieś 150 km od granicy i nadzoruje przestrzeń powietrzną zapewniając stały wgląd na kilkaset km w głąb sąsiadów. Relacja kosztów do efektów wspaniała. Oczywiście również marzy mi się polska konstelacja satelitów SAR. Na razie mamy swoje centrum analizy danych z włoskiej konstelacji COSMO - SkyMed. Zawsze to coś. Niewykluczone, że to SkyMed przyczynił się do sukcesów tureckich dronów pokazowo psujących Pancyry i inne takie. Gdybyśmy mieli drony MALE to nawet obecny dostęp do danych satelitarnych mógłby wystarczyć.

cv
czwartek, 15 października 2020, 19:49

Dobry tekst a program aerostatów wcale nie wyklucza satelitarnych ambicji tylko je uzupełnia.

Troll i to wredny
czwartek, 15 października 2020, 19:46

Bodaj w okolicach 2013 r. mieliśmy mieć stratosferyczny samolot bezzałogowy Phoenix. Pytanie pierwsze -nasze balony, a systemy S-300 i S-400...np. z Białej Rusi. Pytanie kolejne- wykrywamy 1000 samolotów wroga nad Biała Rusią i...co ???????

mc.
czwartek, 15 października 2020, 23:00

Jeszcze coś - Rosja, samoloty myśliwskie 750 szt, szturmowe 400 szt, bombowe 130 szt. Gwarantuję ci że zdolnych do lotu mogących wykonać jakiekolwiek działanie będzie max. 60%. Ale musieliby przemieścić na zachodnią granicę wszystkie siły lotnicze jakie posiadają. Oznacza to jeszcze jedno - czerwiec 1941, samoloty zniszczone na lotniskach. Bo ilość lotnisk jest ograniczona, czyli samoloty stałyby jeden obok drugiego (zwłaszcza myśliwskie i szturmowe które mają ograniczony zasięg).

mc.
czwartek, 15 października 2020, 20:24

Jeśli Rosjanie podnieśliby 1000 samolotów, to połowa z nich to byłyby AN-2 lub podobne maszyny.

Czlowiek zwany koniem
czwartek, 15 października 2020, 20:48

Nie wspominajac o tym ze maja dziesiatki tysiecy kilometrow granic do obstawienia w Azji (podobnie z czolgami)

mc.
czwartek, 15 października 2020, 19:04

Odpowiedź na pytanie "Gdzie pierwsza lokalizacja ?" brzmi - Malbork.

mc.
czwartek, 15 października 2020, 19:45

Przy czym nie piszę o lotnisku, ale do obsługi urządzeń powietrznych potrzeba specjalistów (także meteo), a tam byliby "pod ręką".

bender
czwartek, 15 października 2020, 23:38

Wszelkie ślady na niebie i ziemi wskazują, że wybrano lokalizację na Podkarpaciu.

Hektor
czwartek, 15 października 2020, 18:56

Źródła historyczne podają, że wcześniej od Jankesów balony obserwacyjne zastosowali Francuzi, którzy sformowali pierwszą na świecie wojskową kompanię balonową już w roku 1793, a pierwszy raz użyli ich w boju 2 czerwca 1794 roku.

LedZeppelin
czwartek, 15 października 2020, 20:07

Dzięki, ciekawe info

Tak tylko
czwartek, 15 października 2020, 18:45

Zgoda ale musi wisieć nie mniej niż 6 km nad ziemia. Inaczej nie ma sensu. Inaczej około 100 000 zł i go zestrzelą.

Brzuchatek
czwartek, 15 października 2020, 20:55

Taki balon to i tak bardzo łatwy cel. Może być przydatny szczególnie w czasach pokoju i w pewnych warunkach podczas wojny (na początku). Nawet uzbrojenie go w jakieś środki obrony przeciwlotniczej nieszczególnie pomoże. Poza tym łatwiej niż zestrzelić balonik, będzie dorwać jego obsługę.

Extern
piątek, 16 października 2020, 16:54

Ale przecież naziemne stanowisko kontroli będzie raczej w głębi własnych pozycji, więc wcale może nie tak łatwo z tą obsługą.

MAX13
czwartek, 15 października 2020, 22:26

pewnie desant wyślą a załoga będzie czekała z założonymi rękoma

tagore
czwartek, 15 października 2020, 18:30

Zniszczenie dmuchanego radaru to sygnał alarmowy.

Jan
piątek, 16 października 2020, 14:34

A do tego można wypuścić kilkanaście lub więcej balonów mylących, np. rozsiewających pole elektromagnetyczne w określonym paśmie dla zmylenia przeciwnika

jerry
czwartek, 15 października 2020, 21:17

dokładnie tak,tylko niestety podczas wojny już nie będzie świadomości sytuacyjnej bo wszystkie aerostaty będą na 99 % uziemione

Jan
piątek, 16 października 2020, 14:37

Podczas wojny uziemione byłyby także samoloty wczesnego ostrzegania. Poza tym taki aerostat w razie konieczności zawsze można wypuścić, nawet gdyby była to dla niego ostatnia misja, a z samolotem wczesnego ostrzegania już to trudniej zrobić...

rED
piątek, 16 października 2020, 11:27

A jak myślisz ile ruskie pozwoliły by działać naszemu satelicie?

hermanaryk
piątek, 16 października 2020, 01:23

Satelity też, gdybyśmy je mieli. Rosjanie ten problem rozwiązali bodaj jeszcze w latach 60. zeszłego wieku. Wygląda więc na to, że aerostaty to lepsze rozwiązanie, bo tańsze. A poza tym pracujące w trybie ciągłym.

bender
piątek, 16 października 2020, 00:01

Wszystkie trzy? Bo planowanych jest tylko kilka takich aerostatów i to w zupełności wystarczy. Łącznie mogą w całości pokryć wschodnią flankę NATO na naszym odcinku odpowiedzialności. Mówisz, że są łatwym celem? Tak samo jak wysokie maszty czy inne stacje radarowe. Taki balon daje możliwości jak rosyjska stacja Sopka-2, tylko taniej i lepiej, bo wisi 4 km nad gruntem.

JSM
czwartek, 15 października 2020, 21:00

Wiesz, gdzie sobie można taki sygnał alarmowy....?

Xenon
piątek, 16 października 2020, 09:45

Zakładając, że aerostat dostarcza zobrazowanie 350km - załóżmy, że 150km w głąb terytorium innych państw. Jeżeli pojazdy potencjalnego przeciwnika wjadą w to 150km to wiemy o tym. Jeżeli nie, tylko najpierw przeciwnik postanowi zestrzelić baloniki, to ma to 150km do pokonania. Dalej uważasz, że nie ma to wartości?

Extern
niedziela, 18 października 2020, 21:48

Nie koniecznie aż tak różowo. Jeśli zaledwie z 5 kilometrów będziemy obserwowali na 150 kilometrów (nie realna wartość ze względu na ograniczoną przejrzystość powietrza) to obiekty na tym dystansie będziemy widzieli pod kontem 18 stopni. To dosyć mało. Praktycznie każdy kawałek lasu zasłoni obiekt o wysokości np. czołgu.

KrzysiekS
czwartek, 15 października 2020, 18:07

Stacjonarne obrazowanie ma sens jeżeli jest stabilizacja granic, konfliktów itp. Pytanie podstawowe czy przewidujemy w najbliższym czasie stabilizację (czy do tego powinniśmy się przygotowywać)? Według mnie nie, dlatego takie stabilne systemy w naszym przypadku to zbędny koszt.

Gulden
czwartek, 15 października 2020, 16:49

W sumie zabawne.Historia zatoczyła koło.Podczas WW1,ktoś wpadł na taki pomysł,i takimi balonami,czy sterowcami zaglądał nplowi na podwórko.No,zasięg niby mniejszy,bo ile tam może widzieć gość z lornetką,ale zawsze coś.Obecnie w sumie to samo.Też sterowiec...tylko lornetka mocniejsza.:)

Przy okazji
czwartek, 15 października 2020, 18:42

Przy okazji to zasięg wykrywania głowic optoelektronicznych na F15 dochodzi w dobrych warunkach dla celów powietrznych do 80km. Myślę że to też niezła lornetka. Niekoniecznie aż tak doskonała, głowica z PCO na elektrycznym dronie "na uwięzi", czyli tzw. "wirtualnym maszcie" wyniesiona na wysokość - w przypadku jednej z polskich konstrukcji - 500m daje lepszy wgląd w morze niż "super" radar TRS15M Odra, będący niestety na wyposażeniu naszego NDR.

Gulden
czwartek, 15 października 2020, 20:22

-przy okazji-No, pewnie masz rację,ale policz sobie godzinę podglądania celów za pomocą F16,a cały dzień za pomocą aerostatu...Co do tych dronów pełna zgoda,to w sumie przyszłość,i w ten deseń należy uderzać.Z biegiem czasu i na to znajdzie się sposób,by to zakłócić-choćby przesył danych.Ale kierunek słuszny.

koniu
czwartek, 15 października 2020, 16:20

Kolejna gwiazda smierci która PGZ z raodscia zbuduje za 15 lat za setki milionów złotych... znaczy będzie budować....

Pawlak
czwartek, 15 października 2020, 15:26

Lobby szaleje i Lockheadowi juz nie starczy F35. W dobie koronawirusa to jest juz szalenstwo i dojenie Polakow do ostatka!!!!

No i fajnie
czwartek, 15 października 2020, 15:22

Dmuchany dron Piękny, ekologiczny i użyteczny militarnie. Można na nim walnąć reklamę Raka lub Kraba by się lepiej sprzedawały.. :)

bender
piątek, 16 października 2020, 00:06

Kontemplowanie pracy grafików może być wyzwaniem, bo aerostat ma operować na 4 km pułapie.

Dalej patrzący
czwartek, 15 października 2020, 15:16

@Ursus - co innego laser z odległości kilometra-kilku, a zupełnie co innego z kilkudziesięciu-kilkuset. Jest kilka możliwości ochrony czynnej i biernej - ale nie chcę o tym pisać z wiadomych względów. Szczerze - łatwiej aerostatowi na pułapie 40 km zniszczyć czy oślepić satelitę - niż na odwrót. Rachunek koszt/efekt jest po stronie aerostatu. Z różnych przyczyn - generalnie liczy się koszt wyniesienia kilograma uzbrojenia/wyposażenia na orbit/ do kosztu wyniesienia na te 40 km aerostatem. Tym bardziej, ze w razie zniszczenia balonetu - wyposażenie/uzbrojenie można odrzucić i odzyskać - choćby na spadochronach. A to najdroższa część systemu. W przypadku satelitów - jest to zasadniczo podróż w jedną stronę. Oczywiście można dać dodatkowy moduł lądownika - ale to znów słono kosztuje. I w sumie satelita jest w gorszej sytuacji z serwisem czy z naprawą - albo żadną - albo bardzo drogą. A i dyspozycyjność [jeżeli się nie jest na odległej orbicie geostacjonarnej - niekorzystnej dla dokładności rozpoznania] - jest zdecydowanie gorsza. Dochodzi jeszcze ryzyko przechwycenia z orbity i utraty poufności technologicznej i nawet inżynierii rewersyjnej. Dlatego właśnie USA, Chiny, UK, Francja budują "subsatelity" HALE - płatowe czy aerostaty.

ursus
piątek, 16 października 2020, 00:35

Zgadzam się z argumentacją dot. niższych kosztów utrzymania, związaną z wyższym pułapem użytkowania ograniczoną zdolnością do określania namiarów celów m.in. dla Homara i JASSM-ów, natomiast nie podzielam optymizmu związanego z ich przeżywalnością. Moim skromnym zdaniem czeka nas najpierw wymiana salw rakietowych, ale na coś takiego jak uderzenie wyprzedzające nikt się po naszej stronie nigdy nie zdecyduje. Dlatego aerostaty muszą funkcjonować wyłącznie jako mobilne systemy, których część można zmagazynować i w razie potrzeby w wybranym momencie użyć. W obecnej sytuacji coraz bardziej wydaje mi się, że przyjdzie nam się przeciwnikowi odgryzać bez nowoczesnej, kompleksowej tarczy.

Marek1
czwartek, 15 października 2020, 14:42

1. Fakt, że Polski nie stać na klasyczne AWACS-y(E-3 Sentry), ale jak najbardziej MUSI być stać nas na 2-3 szwedzkie Saab 2000 Erieye AEW&C lub brazylijskie EMB-145H. Można by też pokombinować nad zapakowaniem odpowiedniego sprzętu do przerobionego Embraera LOT-u, czy choćby Herculesa. 2. Aerostaty ? Oczywiście, ale jako stacjonarne UZUPEŁNIENIE w/w samolotów w kilku nadgranicznych pkt. No chyba, że założymy, że nikt nie zacznie konfliktu w czasie silnych wiatrów lub burzy z piorunami, co akurat w Polsce zdarza się coraz częściej. Założenie to jest tak absurdalnie głupie, że aż się boje, że obowiązuje w MON. 3. Polski NIE stać na bieda moderkę NAJWAŻNIEJSZYCH syst. obronnych RP i ruchy w tym zakresie pozorowane, których świadkami jesteśmy co najmniej od 2 dekad. Ruchy pozorowane to decyzje o pozyskiwaniu jakiegoś syst., ale w taki sposób, by sprzęt ten ZAWSZE był dotknięty jakimś błędem, zaniechaniem lub wadą uniemożliwiającą korzystanie z jego pełnego potencjału. Tu przykładów są dziesiątki - Krab, Rak - amunicja i rozpoznanie, MBT z rodz. T-72 - amunicja, SKO i armata, nowocz. granatniki 1/wielorazowe - BRAK, ppk Spike - ilość CLU/ICLU(brak prod. w RP), MJR - rozpoz. pozahoryzontalne i niewłaściwe radary brzegowe, itd. itd.

P.M.
czwartek, 15 października 2020, 14:26

W latach 80 tych - nieekonomiczność budowy wysokich masztów do transmisji radiowych (ich ewentualne katastrofy vide. maszt radiowy w Konstantynowie?) była wówczas oczywista. Pracując wówczas w jednym z OBRów - zajmującym się konstrukcjami kratownicowymi, proponowałem wykorzystanie aerostatu do zainstalowania przekaźnika radiowego i co, protesty „mądrych głów „ z tytułami profesorskimi - jest to niemożliwe i takie tam bzdety. Tak to jest z edukacją i mądrością historii vide I WŚ.

jerry
czwartek, 15 października 2020, 21:28

Teraz tylko podnieść aerostat na wysokość pełno falową i PR1 słychać na całej kuli ziemskiej...Maszt był anteną pół falową.

bender
czwartek, 15 października 2020, 17:50

Minęło 50 lat i idea aerostatu już nie jest tak awangardowa, czyli postęp istnieje ;-)

P.M.
czwartek, 15 października 2020, 14:26

W latach 80 tych - nieekonomiczność budowy wysokich masztów do transmisji radiowych (ich ewentualne katastrofy vide. maszt radiowy w Konstantynowie?) była wówczas oczywista. Pracując wówczas w jednym z OBRów - zajmującym się konstrukcjami kratownicowymi, proponowałem wykorzystanie aerostatu do zainstalowania przekaźnika radiowego i co, protesty „mądrych głów „ z tytułami profesorskimi - jest to niemożliwe i takie tam bzdety. Tak to jest z edukacją i mądrością historii vide I WŚ.

historyk
czwartek, 15 października 2020, 14:04

odnowimy wojska balonowe?

AlS
czwartek, 15 października 2020, 13:59

Lokalizacja dla aerostatu raczej wskazuje, że będzie miał za zadanie dozorować granicę z Ukrainą, która jest najczęściej naruszanym odcinkiem granicznym Polski, a zatem wspierać działania SG. Do tego celu nadaje się nieźle, lecz pomysł zatrudnienia aerostatów w obronie powietrznej i rozpoznaniu taktycznym jest mało sensowny. Autor sam pisze o wadach rozwiązania, czyli głównie łatwości jego lokalizacji przez przeciwnika, który znając zawczasu stanowiska radarów na aerostatach, może chcieć je wyeliminować już we wczesnej fazie działań. Do tego dochodzi nieodporność na trudne warunki atmosferyczne - wiatr i deszcz. Co więcej, zasięg obserwacji rzędu kilkuset km będzie można osiągnąć tylko przy dobrej pogodzie. Aerostat zawieszony 4 tys m, a więc strefie oddziaływania zjawisk pogodowych, w razie deszczu traci sporą część swoich możliwości. Dla częstotliwości 10GHz, czyli środka pasma X, tłumienie fal już przy średnim deszczu wynosi około 0,02 dB/km. Jeżeli zatem fale muszą się przebić przez ścianę deszczu na dystansie 150 km ich moc spadnie o 3 dB, a więc dwukrotnie, Na odcinku dwukrotnie większym już 6 dB, czyli aż czterokrotnie. Oczywiście do tego trzeba dodać zwykłą atenuację, wynikającą z kwadratu odległości i tłumienia w atmosferze. Deszcze o średniej intensywności padają u nas przez co najmniej 50 dni w roku i w tym czasie możliwości radaru będą drastycznie spadały. Radary na samolotach AEW&C, patrolujących na dwukrotnie wyższym pułapie, powyżej oddziaływania zjawisk pogodowych, mają inny kąt obserwacji, a więc dla nich warunki atmosferyczne mają mniejsze znaczenie. Aerostaty owszem są przydatne, ale dla dozoru granicy i z SG jako operatorem. Dla rozpoznania taktycznego i operacyjnego, oraz obrony przeciw pociskami manewrującymi w czasie działań zbrojnych, potrzebujemy "zwykłych" samolotów AEW&C. W naszych warunkach, czyli obejmowania dużej części terytorium "bańką antydostępową", potrzebny jest nam samolot o dobrej manewrowości, zdolny np do wykonania szybkiego zejścia poniżej horyzontu radarowego, celem zerwania trackingu rakiety o naprowadzaniu półaktywnym. Lub wykonania ciasnego zwrotu i opuszczenia rejonu zagrożenia z prędkością ~0,9 Ma. A więc bardziej samolot z radarem konforemnym, niż z anteną umieszczoną nad kadłubem. Samoloty Gulfstream już w SP mamy, co uprościłoby kwestię logistyki i szkoleń załóg.. Niestety, chcąc się cieszyć skuteczną obroną powietrzną, bez wydania środków na 3-4 samoloty AEW&C się nie obejdzie. Bez tego, ani zakup systemu Patriot, ani Wisła, nie uchroni nas przed atakiem pociskami manewrującymi. Niedawny atak na saudyjską rafinerię w Abqaiq–Khurais, chronioną przez system Patriot, dobitnie to pokazał. Niewątpliwie jeden z najlepszych systemów obrony na świecie wobec tego zagrożenia nie pomoże, bowiem jest wyspecjalizowany w zwalczaniu pocisków balistycznych. Zamiast puszczać balony i latawce, MON powinien zająć się "analizą koncepcyjną" pozyskania samolotów AEW&C. Wszystkie liczące się kraje na granicach NATO, plus Szwecja, mają takie samoloty. Na samych F-35 raczej nie będzie można polegać w razie konfliktu - będą miały dość zadań w działaniach SEAD i A2/AD i raczej ich nie wystarczy na patrolowanie głębi terytorium i granicy morskiej.

czwartek, 15 października 2020, 22:31

Jako nieliczny piszący coś bardziej merytorycznie znasz może odpowiedzi kewlaru na fale milimetrowe

AlS
sobota, 17 października 2020, 00:24

Sam kevlar będzie się zachowywać przeciętnie, węgiel jest tylko jednym ze składników wiązania peptydowego. Były jednak eksperymenty z kompozytem, składającym się z tkaniny kevlarowej z dodatkiem dwutlenku manganu, naniesionego metodą odparowywania roztworu i mikrowłókien z grafenu i polianiliny (obydwa składniki przewodzą) , wysyconych żywicą poliestrową. Osiągnięto rezultat −36.5 dB  dla 11.8 GHz.

JSM
czwartek, 15 października 2020, 13:58

Polska NIE JEST państwem, które realizuje obronne doktryny wojenne. Gdyby tak było to kupowalibyśmy samoloty przewagi powietrznej do obrony własnego nieba a nie samoloty przeznaczone stricte do przełamywania obrony przeciwlotniczej innych panstw jakim jest F-35.

Tomasz33
czwartek, 15 października 2020, 16:36

Nie można tylko się bronić. Dlatego F-35 to bardzo dobry samolot.

gnago
piątek, 16 października 2020, 10:15

jak sprawny uzbrojony i z całą otoczką technologiczną w polskim użytkowaniu tego brak . No.... w wyprawach ekspedycyjnych zapewniliby jankesi za dobrą cenę dla siebie. Zatem na dziś to złom, bo nawet nie zakupiono dla niego dedykowanego uzbrojenia. Wszystko w obietnicach i planach

Marek
piątek, 16 października 2020, 23:49

W przypadku F-16 też nie było tak, że od razu obstalowaliśmy sobie wszystko. Z ruskimi migami było jeszcze gorzej. Od początku dostawaliśmy tylko i wyłącznie szympansie wersje.

MArio
czwartek, 15 października 2020, 13:42

a dlaczego nie system Polskich-Fińskich satelit ICEYE-X2? Obraz on-line co 30 min. To nie drogi system

Dr. nauk szkolno-gastrolologicznych
czwartek, 15 października 2020, 14:13

Ponieważ nie możemy mieć własnych polskich zaawansowanych technologii satelitarnych A jak już chcemy mieć dane z satelity to musimy kupować od zagranicznych partnerów za astronomiczną sumę (w dolarach) .

czwartek, 15 października 2020, 14:02

Jak chcesz przegrać błyskawicznie, to wystawiasz sprzęt w który bardzo łatwo trafić.

Dr. nauk szkolno-gastrolologicznych
czwartek, 15 października 2020, 13:32

Pomysł z aerostatami jest dobry o ile będą mieć powłoki pancerne ze stali a najlepiej z żelbetonu bo inaczej nie przetrwają 10 minut od rozpoczęcia działań wojennych ze strony wroga.

asdf
piątek, 16 października 2020, 10:22

a po co? gondola z drogim sprzetem moze byc wielorazowa, odczepiana od areostatu w razie zagrozenia opadac na spadochronie, najlepiej zeby byla wykonana w technologii stealth.

lol
piątek, 16 października 2020, 01:12

Dokladnie tak i nawet jako system zapasowy i uzupelniajacy niespecjanie sie nadaje na warunki Polski. Po pierwsze nie tylko sam aerostat(balon) z radarem ale tez naziemny system kontroli jest latwym celem o znanym polozeniu. Przy radarach o zasiegu 300-450km znajduje sie praktycznie w zasiegu ruskiej opl czy, biorac pod uwage slabosc/brak opl w naszych silach zbrojnych, lotnictwa kazdego kto by nie zechcial nam dokopac. Systemy naziemn nawet gorzej przymujac ze oficjalny zasieg Iskanderow to jedyn gdzie moglibysmy w miare bezpiecznie to umiesci to poludniowo zachodnia Polska przy granicy z Niemcami/Czechami co kompletnie mija sie z celem, w przypadku Kalibrow nie ma takiego miejsca w Polsce gdzie mozna by to rozlokowac. Takze dopoki nie stworzymy efektywnej obron plot/prakietowej/pdronowej(sorki za glupio brzmiace slowotworstwo nie chce mi sie sprawdzac jak to sie oficjalnie okresla obecnie) nie maja sensu stacjonarne systemy rozpoznania. Po drugie koszt takiego systemu niekoniecznie musi byc sporo nizszy niz koszt AWACSa. Bo to nie tylko balon przeciez, sam radar na nim zapewnie kosztuje kupe kasy plus cala infrastruktura naziemna. Jedyne do czego mozna by takiego rozwiazania uzyc, a i to tez tymczasowo(do momentu wyposazenia NJR w radary pasywne/oht o zasiegu wykrywania i naprowadzania adekwatnym do mozliwosci pociskow), to wykrywanie i wskazywanie celow dla NJR pod warunkiem ze, bedzie to system MOBILNY. W innym wypadku w pierwszych minutach konfliktu albo aerostat albo struktura naziemna, a najpewniej oba powyzsze zostana bezproblemowo zniszczone.

Marek1
czwartek, 15 października 2020, 14:45

Aerostat z definicji w razie W staje się jednorazówką. Jego zadaniem jest ostrzec przed napływem wojsk w kierunku granicy i chwalebnie "zginąć" na posterunku. Dlatego jako uzupełnienie syst. miniAWACS kl. np. Saab 2000 Erieye AEW&C jak najbardziej, ale absolutnie NIE zamiast.

Z innej beczki
czwartek, 15 października 2020, 18:59

A to nie Japonia będzie wymieniać flotę swoich E-2C na nowe? Może zamiast do Australii po przytopione "Adelki" powinnismy uderzyć do Japonii po używane MINI-AWACS? Dodam, że swego czasu na brytyjskich lotniskowcach używano śmigłowców wyposażonych w rodzaj "awacsa" z niską ale szeroką anteną pod kadłubem. Startujaca pionowo "antena", sporo gorsza niż na samolocie choćby SAABie, lepsza jest bo trudniejsza do wykrycia, mogąca się ukryć za byle czym. A same SAABy można by może wyleasingować od Szwedów, lub zacząć "wspólne" patrole na trasach Szwecja - Polska przedzielajac Bałtyk. Szwedzi jak dotąd niecuchylali się od żadnej współpracy z nami.

Marek
piątek, 16 października 2020, 13:14

Jak sam zauważyłeś do tej pory. A kłopot taki, że Szwecja nie jest w NATO.

gnago
sobota, 17 października 2020, 21:38

W obronie kraju. Nie mieszaj proszę do tego NATO z niej od czasu do czasu lata jankeski sprzęt dozoru

Marek
niedziela, 18 października 2020, 16:56

Rzecz w tym, że nie wiesz jak neutralny kraj zachowa się w przypadku konfliktu. Dlatego SAAB jak najbardziej. Nie należy jednak opierać się na wspólnym patrolowaniu, tylko kupić samoloty. A chcą sprzedać. I to w takiej formie, że pełny serwis i modernizację robilibyśmy sami u siebie.

czepialski
poniedziałek, 19 października 2020, 16:47

Panie Marku a jak najbardziej wiemy jak się zachowa już mieliśmy przykład w IIW i internowania załóg okrętów. Może wystarczyć mały szantaż a może przekupstwo albo inny motyw.

Marek
środa, 21 października 2020, 12:27

Wtedy chodziło o Niemcy. Z Rosją inna sprawa. Szwedzi uważają ją niemal za wrogie państwo i dlatego nieformalnie kombinują z NATO. Rzecz w tym, że jak zauważyłeś kraj neutralny prościej zneutralizować niż państwo należące do sojuszu.

Marek1
piątek, 16 października 2020, 10:22

Szwecja co najmniej od 2014r jest zainteresowana pozyskaniem lokalnego i relatywnie silnego partnera/sojusznika z 2-iej strony Bałtyku. Jest już związana lokalnym sojuszem z Finami i kr. bałtyckimi, więc wejście Polski do tego skandynawskiego ukł. obronnego powinno być od lat jednym z priorytetów dla polskiego MSZ/MON/BBN. Niestety, ludzie tam zatrudnieni są za głupi i zbyt boja się podpaść w jakikolwiek sposób USA, by zdobyć się na jakakolwiek własną inicjatywę. Potencjalny sojusz polityczno-wojskowy RP-Szwecja-Finlandia - kr. bałtyckie to najgorszy koszmar dla Moskwy, ostatecznie zamykający dla Rosjan cały region bałtycki. Piszę o tym od wielu lat gdzie się tylko da i w odpowiedzi dostaję "argument", ze losy RP od zawsze rozstrzygały się na lądzie, a morze jest nam potrzebne w zasadzie tylko po to, by mieć w kraju jakieś plaże dla turystów. Głupota takiego "argumentu" jest tak powalająca, że nawet trudno z nim dyskutować. Napiszę tylko, że każda RP od wieluset lat zawsze przegrywała sromotnie kiedy tylko odwracała się od morza i skupiała wyłącznie na tzw. kresach.

Qwest
czwartek, 15 października 2020, 14:31

Nie muszą przetrwać wojny, mają inne zadanie.

Zdzichu Dyrman
czwartek, 15 października 2020, 14:04

Nonsens. Idąc tym tokiem rozumowania również systemy rozpoznania satelitarnego są bezużyteczne, bo mogą zostać zniszczone rakietami "przeciwsatelitarnymi" w ciągu "10 minut od rozpoczęcia działań wojennych ze strony wroga", a zarówno Rosja jak i Chiny posiadają takie uzbrojenie. Tymczasem aerostaty zapewniają zasięg wystarczający jak na polskie warunki, a przede wszystkim są wielokrotnie tańsze niż satelity przez co możemy posiadać ich wiele. Już widzę wysiłki Rosji marnującej swoje ograniczone zasoby rakietowe na zestrzeliwanie radarowych aerostatów rozsianych po całej Polsce, zamiast skupianie się na ważniejszych celach jak lotniska, węzły komunikacyjne i garnizony.

Marek
piątek, 16 października 2020, 13:18

No i jak ktoś tu już zauważył. Przed zestrzeleniem aerostat może zrzucić aparaturę. Wtedy Ruscy zmarnują rakietę na balon.

Marek1
piątek, 16 października 2020, 10:25

Marnowanie "ograniczonych zasobów rakiet" ?? Tych nieszczęsnych aerostatów MON planuje mieć maks 4-5 sztuk, więc ich likwidacja to żaden wysiłek dla armii FR. Zwłaszcza, że można je unieszkodliwić na wiele sposobów zamiast drogimi rakietami z S-400.

Marek
piątek, 16 października 2020, 18:53

Kompletnych tak. Ale należy postawić pytanie ile może mieć dodatkowych balonów. Jeśli zrobią to tak, że w razie zagrożenia droga aparatura opada sobie na spadochronie dodatkowe balony mają sens.

lol
piątek, 16 października 2020, 01:34

Zniszczenie satlity nawet na niskiej orbicie, pomimo ze, oczywiscie Rosja,USA czy Chiny posiadaja tak mozliwosci do pewnego stopnia, jest o wiele trudniejsze niz zniszczenie aerostatu wiszacego na wysokosci 4km w tym samsy punkcie o zniszczeniu stalej infrastruktury naziemnej nie wspominajac. A satelity rozpoznawcze poruszaja sie po orbitach ze znaczna predkoscia i o ile panstwa mogace tego dokonac zrobily to w ramach pokazu mozliwosci w warunkach poligonowo-doswiadczalnych to w wypadku W nie bylo by to takie proste bo co innego walic do celu o znanych dokladnie parametrach a co innego do celu ktory na sie tylko do jakiegos stopnia. Satelity poruszaja sie na LEO z predkosciami ok. 8 km/s a to ja dobrze licze ok. Ma 23-24. Poza tym satelity rozpoznawcze poruszaja sie po orbitach 200-800 km nad Ziemia, a jesli sie nie myle najwyzej zestrzelony satelita w testach latal sobie na 450 km (amerykanie z pociskiem anty satelitarnym wystrzelonym z f-15 jak mnie pamiec nie myli).

gnago
sobota, 17 października 2020, 21:42

Ale położenie aerostatu zmienisz błyskawicznie wypuszczając gaz czy go rozgrzewając to wolniej albo szybko uwalniając balast jak w zwykłym balonie gazowym. I stawiając w starym miejscu cele pozorne. W tedy przy jednej rakiecie szansa ocalenia to 50%

emeryt
czwartek, 15 października 2020, 22:42

Nie wpadaj w zachwyt kolego , jakie posterunki rozsiane po całej Polsce ?. Piszą o 3 lub 4 lokalizacjach . Zniszczenie tych baloników odbędzie się na kilka godzin przed rozpoczęciem działań wojennych tak aby pozbawić NAS informacji bo o to chodzi .Nie ma nad czym się zachwycać , to rozwiązanie upchnąć w SG i nic więcej .

orel
czwartek, 15 października 2020, 13:21

w końcu jakiś pomysł na rozpoznanie dla NDR

Adam
czwartek, 15 października 2020, 16:39

NDR to był kilka lat temu teraz jest MJR i to rozpoznanie dla MJR zniknie w pierwszych chwilach wojny później zostaną radary na 40 km w głąb Bałtyku czyli to co mamy dzisiaj :)

gugluk
czwartek, 15 października 2020, 17:37

Jeden F 35 zrobi wtedy robotę

Ho ho
piątek, 16 października 2020, 14:01

Jeden F35 kosztuje ze 8-10razy, tyle co Bryza z usprawnionym radarem, poza tym Bryza może wykonać szereg innych zadań, do których F35 będzie pasować jak świni kamizelka. Koszt eksploatacji Bryzy a F35 umiesz porównać?

Marek
piątek, 16 października 2020, 13:31

A po co? Są w Polsce ludzie, którzy potrafią zaprojektować drona latającego tak z 10 godzin. Wystarczy, że będzie się latał na takiej wysokości, żeby nie podpaść pod ruskie radary brzegowe.

Marek1
piątek, 16 października 2020, 10:29

Pierwszy F-35 z szachownicą na kadłubie ma pojawić się wg. optymist. założeń MON w 2026r. a cały kontrakt zostanie zrealizowany za 10 lat, czyli do końca 2030r. Mamy aby tyle czasu ? No i jeszcze jedno - od kilku juz lat i FR i Chiny b. intensywnie pracują( i nie bez efektów) nad systemami radiolok. wykrywających samoloty stealth. Myślisz, że za 10 lat F-35 będzie nadal tak "niewidzialny" jak obecnie ??

Marek
piątek, 16 października 2020, 18:55

W myśliwcach takich radarów nie zmieszczą. Na odpowiednikach AWACSów też nie.

San Escobar
czwartek, 15 października 2020, 12:52

No dobra załóżmy że w końcu powstaną u nas te posterunki radiolokacyjne z balonami (chociaż patrząc na poczynania MON to szczerze wątpię) i już będziemy widzieć co i skąd do nas leci to jak my to zestrzelimy jak nasza obrona przeciwlotnicza nie istnieje no chyba że Tarczą Polski będą dwie paradne baterie Patriot

ursus
czwartek, 15 października 2020, 12:41

A jak autor widzi obronę tego dość statycznego rozwiązania w starciu z dronem uzbrojonym w laser?

Jacek (ale nie z Olgino)
piątek, 16 października 2020, 09:19

Ten laser to jakiej moc? Można przecież zrobić "lustrzana powierzchnię" a to przecież (zabezpiecza" przed laserem.

czepialski
czwartek, 15 października 2020, 21:56

ten dron to jakiś pokaźnych rozmiarów coby elektrownie unosił bo sam laser to pikuś

tut
czwartek, 15 października 2020, 18:28

Mniej więcej tak jak radary poza horyzontalne. Tylko taki aerostat jest z 100, 1000 razy tańszy?

Dalej patrzący
czwartek, 15 października 2020, 12:35

Od 6 lat tłumaczę, że w przypadku Polski budowa świadomości sytuacyjnej real-time na poziomie strategicznym i operacyjno-taktycznym, winna być oparta w dużej mierze o aerostaty HALE. Gdzie HALE oznacza najpierw pułap ca 20 km [tzw. okno optimum prądów stratosferycznych], a potem 40+ km. Przykładem Stratobus Thalesa - aczkolwiek aerostat winien być dużo większy - by unieść radar z prawdziwego zdarzenia dalekiego zasięgu i inne sensory [choćby lidary czy IRST]. Gdzie dyspozycyjność aerostatu to min 98% - nieosiągalna dla płatowców. To ważniejsze nawet od naszego rozpoznania satelitarnego, bo te dość łatwo zlikwidować [przez Rosję]. Aerostaty winny wynosić skalowalne systemy przeciwrakietowe/przeciwlotnicze [także np. PAC-3MSE - czy koreański L-SAM, czy rodzina Aster 1/2] na maksymalny pułap - bo to skokowo zwiększa i pułap i zasięg przechwycenia - a co istotniejsze - skraca zasadniczo czas reakcji - marnowany na wychodzenie na pułap przechwycenia. To jest szczególnie istotne wobec krótkich dystansów i krótkich czasów przelotów rakiet na Polskim Teatrze Wojny. Tak samo wszelkie "Polskie Kły" - precyzyjne efektory - winny być w dużym stopniu przenoszone z powierzchni czy nawet platform lotniczych [płatowych, śmigłowcowych] na aerostaty HALE. Już wejście na 20 km oznacza znaczne podwyższenie poprzeczki kosztowej Rosji w środkach plot - a wejście na 40+ km eliminuje praktycznie wszystkie środki frontowe - i duża część średniego zasięgu. W sumie - aerostaty winny być podstawowymi nosicielami dla sieciocentrycznej saturacyjnej całokrajowej A2/AD Tarczy i Miecza Polski. To powinien być rdzeń kontroli domeny powietrznej i powierzchni [w tym Bałtyku]. Nie tylko sensory i efektory, ale cały system retransmisji. Przypomnę, że Chiny i USA już pracują nad dronami HALE 40+ km, zaś dla Polski bariera technologiczna jest w zupełności do przeskoczenia - bo to bardziej sprawa konsekwentnego finansowania i prowadzenia prac - niż progu technologicznego. Aerostaty same by tworzyły strefę A2/AD - która chroniłaby je same. w tym z obrona bezpośrednią C-RAM "ostatniej szansy" - wliczając lasery czy środki kinetyczne jak MHTK. Obserwacja bezpośrednia [horyzont radarowy/optyczny] z pułapu 20 km to jakieś 500 km, a z pułapu 40 km to ca 900 km. A to pozwala uzyskać kontrolę na dalszy dystans poza Polską i "handicap" zwiększonego czasu reakcji - co uważam za kluczowe na Polskim Teatrze Wojny. Udźwig i tak wysoki pułap aerostatów pozwala na wyzyskanie broni precyzyjnych nawet w postaci przełamującej chmury bomb szybujących [precyzyjnych] na kilkaset kilometrów, nawet ponad tysiąc km [przy odpowiedniej doskonałości aerodynamicznej] - i zapewnia aktywne/półaktywne pozycjonowanie celów i naprowadzanie efektorów. Co dopiero dla efektorów z napędem. Również cały system C5ISR wspomagany przez AI - winien być w dużej części [zwłaszcza retransmisji] posadowiony na dronach HALE. Liczy się wysoki pułap dla sensorów, efektorów, retransmisji - oraz dyspozycyjność operacyjna praktycznie non-stop. A także łatwość spięcia i zarządzania całego systemu sieciocentrycznie.

ursus
czwartek, 15 października 2020, 14:30

Skoro zakłada się pozyskanie jedynie kilku aerostatów, to zapewne "tarczę" widzi Pan na sterowcach - tylko jak ją obronić przed laserami, czy atakiem z przestrzeni kosmicznej?

piątek, 16 października 2020, 13:34

Powłoką odbijającą lasery?

gnago
sobota, 17 października 2020, 21:44

Ablacją wirowaniem chmurą pyłów etc. sposobów jest wiele. A przy naszych zapasach helu nawet kilkaset dziur problemu nie zrobi

Jabadabadu
sobota, 17 października 2020, 21:35

Komża pancerna wystarczy.

StarszyBalans
czwartek, 15 października 2020, 11:54

Bardzo interesujący artykuł i jak się zdaje, całkiem sensowny pomysł Pytanie, dlaczego zdaniem autora, rozpoznanie satelitarne w przypadku Polski to mrzonki? Zgaduję, że przyczyną są finanse, ale z drugiej strony koszty wynoszenia spadają, a kraje wręcz uboższe od Polski nabywają swoje rozwiązania. Zatem?

Adam
czwartek, 15 października 2020, 14:20

Bo nasi stratedzy wojskowi oraz kierownictwo MON uważa rozpoznanie satelitarne dla Polski za niegodne uwagi.A to wielki błąd ale w obecnym rządzie panuje przekonanie że w razie czego Ameryka nas obroni temu między innymi najważniejsza sprawa jakim jest OPL jest ciągle uwalana albo odwlekana.

Marek
piątek, 16 października 2020, 13:36

Chyba nie w tym rzecz. Poprzedni raczej wierzyli w Niemców i do nich jeździli po rozkazy. Mimo tego także guzik w temacie OPL zrobili.

inzynier
czwartek, 15 października 2020, 13:48

Gdyż potrzeba sporej sieci satelitów, aby utrzymać pokrycie nadzorem 24h zadanego obszaru. Orbita geostacjonarna jest za daleko

StarszyBalans
czwartek, 15 października 2020, 14:45

Są gdzieś dostępne opracowania, jaka minimalna liczna satelitów dałaby Polsce sensowny efekt?

Extern
piątek, 16 października 2020, 17:57

Do zastosowań taktycznych nas interesuje w sumie dosyć ograniczony obszar w jakim się będzie ewentualnie toczyć nasza bitwa graniczna. Satelita obserwacji optycznej (średniej klasy jakiego byśmy mogli mieć) na niskiej szpiegowskiej orbicie obserwuje pasek terenu na szerokości gdzieś 150 kilometrów, Tak więc potrzeba nam mieć z cztery (4) takie paski. A biorąc pod uwagę że taki satelita z niskiej orbity przelatuje co 1,5 godziny (90 minut) tak więc aby pokryć i obszar i w miarę często zaglądać powiedzmy co (15) minut to trzeba by mieć 4 x (90/15) 24 satelity które oczywiście trzeba by co kilka lat wymieniać.

lol
piątek, 16 października 2020, 01:47

Zapewnie jest to uzaleznione od mozliwosci systemow rozpoznawczych zainstalowanych na satelicie. Anyway okrazenie Ziemi przez satelite krazacego po LEO(200-2000km) zabiera ok. 90 min. Zakladajac ze, sprzet pozwala obserwowac pozadany teren ,powiedzmy przez 10 min. musialo by to byc co najmniej 9 satelitow, choc pewnie wiecej bo raczej nie sadze zeby czas obserwacji okreslonej powierzchni bylby az tak dlugi (raczej jest 2-4 min) w koncu satelity na LEO zapierniczaja do 8 km/s.

Extern
niedziela, 18 października 2020, 21:11

Tyle że jednym satelitom obserwacji optycznej nie pokryjesz terenu całej Polski bo satelity z niskich orbit widzą nie szerzej jak kwadrat o bokach 150 kilometrów, no powiedzmy niech to będzie 200 km. To i tak aby pokryć samą tylko Polskę potrzeba by mieć 3 satelity, a realnie pewno jeszcze minimum + 2 na obserwacje bliskiej zagranicy.

KAR
czwartek, 15 października 2020, 22:02

Gdzieś tam słyszałem, że aby pokryć obszar Polski - potrzeba min. 6 satelitów obserwacyjnych. Może coś jest na rzeczy...

Extern
niedziela, 18 października 2020, 20:59

Pokryć obszar. a mieć świeżą informację o sytuacji to jednak nie to samo. Bo owszem, jak założymy że wystarczy nam raz na 1,5 godziny mieć obraz danego terenu to ok. 6 sztuk zapewni nam obserwację całej Polski, nawet i z Pribałtyką i naszymi najbliższymi południowymi sąsiadami. Do celów szpiegowskich wystarczy, ale do celów taktycznych to już nie koniecznie.

Troll z Polszy
czwartek, 15 października 2020, 13:34

Bo AUXILIE nie potrzebują samodzielności a wręcz jest ona niewskazana

Marek
piątek, 16 października 2020, 19:32

Różnie z tym bywało. Poczytaj uważnie jak było z rzymskimi dyplomami wojskowymi.

Marek1
czwartek, 15 października 2020, 15:08

Fakt. Historia notuje wiele przypadków, gdy kolonistom zachciało się niezależności/suwerenności i hegemon miał z tego powodu problemy.

gegroza
czwartek, 15 października 2020, 11:44

To najlepszy możliwy pomysł na dziś. Już wiele lat temu postulowałem o takie rozwiązanie. Nie zapominajmy także o SG

Faszysta
czwartek, 15 października 2020, 11:43

Obserwacja z aerostatow to dobra mysl i sprawdzona operacyjnie. Sensory moga byc odrzucone na spadochronie w razie zagrozenia. Jeszcze jedno, obserwacja z sterowcow. Wady to wyzszy koszt i ryzyko utraty zalogi, JESLI zalogowy a zaleta to mobilnosc. I nieporownywalnie tanszy od samolotu jako nosiciela sensorow.

Marek
piątek, 16 października 2020, 13:43

Sterowiec może być bezzałogowy.

gnago
czwartek, 15 października 2020, 11:33

i to jest właściwa droga, w końcu wydobywamy hel i dysponujemy dla tych aerostatów /sterowców nieograniczonymi zapasami taniego helu . Dodałbym jeszcze na aerostacie rakiety grom/pirat dla samoobrony , a nawet ataku w kierunku intruza przelatującego na terytorium POlski

Antex
czwartek, 15 października 2020, 13:34

Wydobywamy hel ... a gdzie jest kopalnia helu? Byłem w Helu ... nie widziałem. W sprawie samoobrony ... rakiety powinny być wystrzeliwane raczej z wyrzutni naziemnych podłączonych do stacji bliskiego zasięgu a nie z balonu wyposażonego tylko w sensory dalekiego zasięgu.

gnago
sobota, 17 października 2020, 21:46

Sam sobie odpowiedziałeś , co szkodzi aby na balonie była mniejsza antena celowania. W dodatku istnieją rakiety z własnym radarem

M
czwartek, 15 października 2020, 18:38

Hel jest w gazie ziemnym. Polska ma jako jeden z niewielu krajów instalację do odzyskiwania.

Andrzej
czwartek, 15 października 2020, 11:30

Fajny pomysł. Z całej tej inwestycji Polski przemysł dostarczy liny mocujące aerostaty.

Jacek (ale nie z Olgino)
piątek, 16 października 2020, 09:22

Oczywiście satelity wyprodukowalibyśmy sami i wynieśli na orbitę na plecach.

Antex
czwartek, 15 października 2020, 13:35

Pudło! Polski przemysł nie produkuje kevlaru.

gnago
piątek, 16 października 2020, 12:21

Za to aramidy i owszem kevlar to nazwa handlowa

Wojak szwejk
czwartek, 15 października 2020, 13:05

Liny oczywiście zakupione w Chinach

Marek1
czwartek, 15 października 2020, 15:10

NIC z tego. Hegemon NIE życzy sobie handlu z Chińczykami ...

Tomasz33
czwartek, 15 października 2020, 17:01

No ale lin to raczej nie dotyczy, bo to nie infrastruktura krytyczna.

Marek1
piątek, 16 października 2020, 10:33

Dla USA już teraz każdy kraj handlujący z Pekinem jest podejrzany o zdradę interesów szeroko pojętego Zachodu. A kevlar jest materiałem o również militarnym przeznaczeniu

Marek
piątek, 16 października 2020, 19:36

W takim razie polscy wędkarze mają przerąbane. A tak bardziej na serio, Amerykanie sami u nich niejedno kupują.

morty
czwartek, 15 października 2020, 11:26

Bardzo dobry pomysł, niestety narazie mamy problemy z prowadzeniem do jednostek wojskowych maszynek do strzyżenia o regulowanej końcówce długości włosa, a co dopiero areostatów. Pozostaje jednak być dobrej myśli.

Dudley
czwartek, 15 października 2020, 11:22

"Nie ma to zresztą dużego sensu w przypadku państw, realizujących obronne doktryny wojenne, nie wymagające zdolności do swobodnego i elastycznego operowania środkami rozpoznania z dala od swego terytorium oraz reagowania na zagrożenia o charakterze globalnym". to żart? Jak Autor artykułu wyobraża sobie nadzór przestrzeni powietrzne,j a w szczególności wykrywanie nisko lecących pocisków skrzydlatych w czasie konfliktu? Prz pomocy aerostatów które zostaną zniszczone jako cel priorytetowy w pierwszych sekundach W, a może przy pomocy radarów stacjonarnych, które nie przetrwają wiele dłużej i nie są wstanie wykryć celów nisko poruszających, się z dużą prędkością? Nie neguję posiadania aerostatów , ale one posłużą jako system wczesnego ostrzegania i obniżą koszty kontroli w czasie pokoju, natomiast nie odegrają żadnej roli w czasie konfliktu. Proszę autora o wyjaśnienie, jak wyobraża sobie skuteczny nadzór przestrzeni pow. w czasie konfliktu, z potencjalnym przeciwnikiem takim jak Rosja?

fog
czwartek, 15 października 2020, 15:39

Aerostaty są tanie. Nawet jeśli zostaną zestrzelone w pierwszych minutach konfliktu dadzą czas choćby na start samolotów z lotnisk. Czy ktoś słyszał o aerostatach z napędem elektrycznym zasilanym z ziemi i pułapem operaccyjnym rzędu 20 km...??

Marek
piątek, 16 października 2020, 14:00

Owszem, są tanie. No i fakt, że Awacsy są drogie. Ale tak sobie myślę, że na GlobalEye powinniśmy się szarpnąć.

Marek1
piątek, 16 października 2020, 10:35

Czy słyszał ktoś o WADZE 20 km liny łaczacej taki aerostat z ziemią ? I co ona może zrobić na ziemi jak pierdyknie z tych 20 km w razie zniszczenia aerostatu ?

Marek
piątek, 16 października 2020, 19:55

Wyobraź sobie najpierw taki aerostat. 20 km to już właściwie balon stratosferyczny. Czyli przy starcie to taki flaczek, który dopiero na dużej wysokości, gdzie ciśnienie jest niskie wygląda jak prawdziwy balon. Za gondolę robi elektronika. Do tego jeszcze długaśna lina o odpowiedniej wytrzymałości, która siłą rzeczy sporo waży. Jakiej wielkości musiałby być ten balon?

gnago
piątek, 16 października 2020, 10:22

Technicznie możliwe, ale po co napęd skoro na tych wysokościach powietrze stoi , . No może ogniwa solarne , albo reaktorek torowy. Zasilanie z ziemi to to kilkanaście ton kabla z linką o ciągu kilkuset ton. Zatem podtrzymywany co kilkaset metrów długości balonem podtrzymującym ten kabel. A awaryjny start i dotarcie na docelowy pułap zapewnią silniki rakietowe

Saw
czwartek, 15 października 2020, 13:53

Jednocześnie masz rację i jej nie masz. Po pierwsze aerostaty w pewnym sensie też są mobilne, czas złożenia instalacji trwa zapewne trochę dłużej niż rozstawienie baterii rakiet patriot, ale jednak ich przemieszczanie jest możliwe, co zresztą masz pokazane na zdjęciu. Po drugie tak jak inne potencjalne cele dla przeciwnika moga być chronione obroną plot. Po trzecie i najważniejsze lotnisk też nie przeniesiesz i też są celem priorytetowym.

Dudley
piątek, 16 października 2020, 12:00

Aerostaty nie są mobilne, równie dobrze możesz napisać że budynek jest mobilny. Mobilny jest przed uruchomieniem, po nie jest. Nie da się przemieszczać uruchomionego aerostatu, możesz napisać jedynie że urządzenie jest przewoźne. Jak chcesz bronić obiektu wielkości ogromnej nieruchomej stodoły widocznej na radarach z setek kilometrów, praktycznie tuż przy granicy, polem siłowy? A jaki geniusz, lokuje lotnisko kilkadziesiąt kilometrów od granicy z potencjalnym przeciwnikiem?

Fanklub Daviena
czwartek, 15 października 2020, 19:07

A co jak przeciwnik napadnie w wietrzną pogodę? Albo jak dywersanci będą dziurawić ten aerostat laserami? Nawet nie będziemy wiedzieć skąd się biorą dziury... Jak jestem sceptyczny co do bojowego zastosowania laserów na sensowne odległości, to zwalczanie nieruchomych aerostatów dowolnie długim przysmażaniem laserem jest proste, skryte i łatwo wykonalne... :)

czepialski
piątek, 16 października 2020, 14:34

niedawno pisałeś o nieskuteczność laserów co się zmieniło

gnago
piątek, 16 października 2020, 10:26

Ani proste ani skryte. Rozpraszanie w atmosferze to jedno , a drugie to moc takiego lasera impuls musi wynosić kilkanaście gigawatów. A takie to na razie w reaktorach fuzyjnych - jeszcze na bazie badań. Starczy BSL z linką i łańcuchami do pił motorowych. No ale kosztem powiększenia gabarytów aerostat może mieć własny mały system samoobrony

Antex
czwartek, 15 października 2020, 13:41

W pierwszych sekundach? Nawet rosyjskie rakiety не имеющие аналогов в мире nie poruszają się z prędkością światła. Balon nie ucieknie a sądzisz że powolny Boeing AWACS ucieknie (ma podobne szanse jak sterowiec Zeppelina)? A po kilku minutach to już w powietrzu będzie fruwało tyle żelastwa i atomu że utrata bezzałogowych balonów będzie najmniejszym problemem

Marek1
czwartek, 15 października 2020, 15:17

Antex - E3 w przeciwieństwie do aerostatu na sznurku jest nafaszerowany NIE tylko syst. radiolokacyjno-elektrooptycznymi. Ok. 30% ładunku na pokładzie stanowią różnorodne syst. obronne tak czysto defensywne(flary termo i multispektralne, tzw. wabiki, generatory zakłóceń, itp.) jak i kinetyczne(antyrakiety). Dodatkowo E3 wbrew pozorom potrafi manewrować w poziomie i pionie i ZAWSZE jest osłaniany przez własne myśliwce.

gnago
piątek, 16 października 2020, 10:27

A co zabrania bronić aerostat? Tm bardziej że kilkaset przestrzelin nie wadzi przy helu

Marek
piątek, 16 października 2020, 19:59

Ale eksplozja rakiety już tak. Zwłaszcza jak głowica pierdyknie wewnątrz.

gnago
sobota, 17 października 2020, 21:48

To samo dotyczy każdego samolotu. A koszt balonu z krajowych części jest setną kosztów AWCS-a i to łagodnie licząc . I doposażając nasz balonik na bogato w flary, lufowe systemy samoobrony i bsle

Dudley
czwartek, 15 października 2020, 14:45

Wojna może się zacząć właśnie od zestrzelenia aerostatów, to wg ciebie ile trwa zniszczenie takiego urządzenia, 10min ,1h ? I zapomniałeś o laserach bojowych, a te chyba są wystarczająco szybkie. Samolot AEW&C ( niekoniecznie to ma być Sentry ) operuje w takim oddaleniu i pułapie że z powodzeniem może uciec, lub zlecić zniszczenie zagrażającego mu pocisku. A stacjonować może w bazie najmniej zagrożonej zniszczeniem. A skoro zakładasz od razu konflikt na skalę globalną, z użyciem broni masowej zagłady, to nie ma sensu niczego instalować, lepiej te pieniądze wydać na zioło i panienki. skoro chcesz polemizować to zamiast głupich tekstów poproszę o rzetelne argumenty i alternatywne rozwiązania, a nie dziecinne wpisy typu nie bo nie.

bender
czwartek, 15 października 2020, 17:43

Tak, to nie jest sprzęt na konflikt o dużej intensywności, ale primo, niezwykle przydatny w czasach pokoju do kontroli granicy i ruchu powietrznego, secundo, można go przecież bronić, a przełamanie wielowarstwowej obrony powietrznej angażuje środki, które jak to na wojnie, mogłyby się przydać przeciwnikowi gdzie indziej. Aerostaty oczywiście nie powinny mieć wpływu na kontynuowanie programu Płomykówka.

Dudley
czwartek, 15 października 2020, 21:12

No właśnie o to chodzi, że nie zgadzam się z tezą autora, że aerostaty są panaceum na brak samolotów AEW&C, bo to bzdura kompletna nie dającą się obronić. Aerostat, to narzędzie dozoru przedpola w czasie pokoju, i system wczesnego ostrzegania, nigdy nie będzie spełniał tej roli w czasie konfliktu. A bronić balonu w dzisiejszych czasach, przy tak małych odległościach posterunku od granicy? Posłać parę rakiet , spalić laserem, zniszczyć artylerią rakietową posterunek na ziemi, wysłać gościa z rpg (lub czyś podobnym) w furgonetce.

bender
piątek, 16 października 2020, 00:19

Oczywiście, nasz aerostat to jednak ma być stanowisko naziemne, tylko z radarem w powietrzu. To jak rosyjska stacja radarowa Sopka-2, ale z radarem 4 km nad ziemią, więc więcej widzącym. Taka Sopka-2 też da się zniszczyć atakiem komandosów z RPG (i na wiele innych sposobów), a jednak imperium zza miedzy widzi w nich sens. Natomiast NATO uważa, że aerostaty mogą być tańszym i lepszym ekwiwalentem stacjonarnych stanowisk radarowych. Podzielam ten pogląd.

Qwest
czwartek, 15 października 2020, 14:37

100%

MAZU
czwartek, 15 października 2020, 11:08

Piszę o tym od lat, że dalekie rozpoznanie, również to na aerostatach i dronach wysokiego pułapu to absolutny priorytet. Tylko co z tego? "UBeton" w MON i tak wie lepiej, a nasi "nadzorcy" dbają o "równowagę sił", czyli bezbronna Polska i silna Rosja. PS. Balon na uwięzi jesteśmy w stanie w Polsce wyprodukować, a nie kupić za 100.000.000 USD, aby, tu cytat: "i, taką należy mieć nadzieję, będący pod pełną narodową kontrolą". Pozdrawiam, M

Antex
czwartek, 15 października 2020, 13:42

jeżeli nie potrafimy produkować kevlaru .. to jakie mamy szanse na produkcje powłoki albo nawet lin do balonu?

CarlosPL
poniedziałek, 19 października 2020, 14:50

Kevlar nie jest najlepszym materiałem na takie liny ze względu na łamliwość po pewnym czasie, oraz nieodporność na promienie UV. Znacznie lepsza jest Dyneema. Ze względu na urywanie się lin kevlarowych w paralotniarstwie odeszło się już parę lat temu od takich lin. Dyneema jest nieco słabsza, ale odporniejsza na starzenie i UV.

bender
czwartek, 15 października 2020, 17:26

Ale potrafimy zrobić powłoki z gumy i liny z syntetyków. Taka Miranda to w ogóle robi ciekawe rzeczy, w temacie rodzimych kompetencji.

Marek1
piątek, 16 października 2020, 10:42

No i co z tego, że firma Miranda z gr. Lubawa robi doskonałe i kupowane np. przez fińską armię i jedn. USMC stacjonarne i pojazdowe multispektralne pokrycia maskujące ?? Polski MON bodaj już 3, czy 4 rok "testuje" kilkanaście takich pokryć pojazdowych i NIC się w kwestii ich zakupu choćby dla najcenniejszych pojazdów bojowych w WP nie dzieje. Ot, zwykła praktyka w IU/MON - w mediach robić wrażenie, że coś się robi i realnie nie robić NIC.

Marek1
czwartek, 15 października 2020, 15:19

Jest zdaje się w Polsce fabryka aramidu. To materiał parametrowo b. zbliżony do kevlaru

gnago
piątek, 16 października 2020, 10:31

Ba nawet identyczny, co ten opracowany przez panią Kwołek w USA

piątek, 16 października 2020, 07:11

Jest fabryka kewlaru, aramidu, m

Fanklub Daviena
czwartek, 15 października 2020, 10:41

Znowu USA nam chce wcisnąć kit, który się u nich nie sprawdził i z niego zrezygnowali (aerostaty)? Podstawą pokrycia radarowego powinien być rozproszony, mobilny system naziemny, jako najtrudniejszy do zniszczenia i zapewniający największą przeżywalność. Uzupełniony jakimiś systemami powietrznymi, ale nie kretyńskimi balonami, których przy wietrze > 60km/h nie można stosować i które w czasie konfliktu będą mieć zerową przeżywalność. Te systemy mogłyby bazować na jakieś taniej maszynie i być tanie: posiadać tylko elementy antenowe jak w Ka-31 i transmitować to datalinkiem a przetwarzanie sygnały prowadzić w stacjach naziemnych. I tego musi być sporo! Trzeba pamiętać, że w przeciwieństwie do radarów naziemnych, AWACS, nawet najdroższy, nie zapewnia działania 24/7 i musi być ich kilka by mieć stale jeden działający. Stąd Polin powinno zrezygnować z wielkomocarstwowych urojeń o E-3 Sentry, tylko pokryć kraj własnymi radarami i opracować też coś na wzór systemu radarowego z Ka-31 i umieścić na kilkunastu tanich nośnikach, ale nie balonach!

Zdzichu Dyrman
czwartek, 15 października 2020, 14:24

Najwyraźniej nie zdajesz sobie sprawy z tego, że "przeżywalność" tych przykładowych Ka-31 będzie niewiele większa od aerostatów, a przy tym będą wielokrotnie droższe w utrzymaniu.

Antex
czwartek, 15 października 2020, 13:48

Tu akurat się z Tobą zgadzam, jak rzadko kiedy.... Polin jest za małe na Sentry, wszelkie rozwiązania (aerostaty w czasie pokoju, wiropłaty w czasie W) powinny być jedynie uzupełnieniem dobrze rozbudowanego systemu naziemnego.

Dudley
czwartek, 15 października 2020, 14:55

Na Sentry nas nie stać, ale na AEW&C na bazie bizjeta, jak najbardziej. System naziemny nie załatwia sprawy bo, ma mały zasięg, jest bardziej narażony na zniszczenie, inie jest wstanie wykryć rakiet samolotów lecących lotem profilowy. Tak że to powinien być mix tych wszystkich rozwiązań + quasi satelity. Balony i stacjonarne posterunki radarowe zostaną zniszczone w pierwszej kolejności, i muszą zostać zastąpione elementarni mobilnymi z dużą ilością celów pozornych.

Marek
piątek, 16 października 2020, 23:43

Jasna sprawa. AEW&C mają spore możliwości i są znacznie tańsze od Sentry. Jak chcemy w razie "w" korzystać z tego, co oferuje stealth, którego zakupiliśmy powinniśmy je mieć. Na dodatek teraz jesteśmy w korzystnej sytuacji, bo dzięki pandemii ilość zamówień na cywilne nośniki spada. Po niej także przez czas jakiś będzie zastój. Należy to wykorzystać. Tak na marginesie. Jak ktoś zrobi balony z głową, to niech sobie je niszczą. Im więcej, tym lepiej. Pod warunkiem, że faktycznie wejdzie Płomykówka. Dobrze, żeby nie była na turbośmigłowym nośniku od Airbusa. Szwedzi i Żydzi wiedzą jak należy te zabawki robić i są w podobnej sytuacji jak my.

J_P_C
czwartek, 15 października 2020, 10:10

Odnosnie podanych osiągów ARS-800 to zostały one rażąco zaniżone. Jesli chodzi o koncepcję użycia aerostatów to myśl jest błyskotliwa - pomysł jak najbardziej do realizacji.... zaraz po tym jak umówimy się z potencjalnym adwersarzem że bawimy się w wojnę tylko przy dobrej pogodzie. Ogólnie artykuł do zdjęcia ze strony od zaraz.

Jow
czwartek, 15 października 2020, 15:38

To kolega podpowie wszystkim forumowiczom: jak się ma prędkość wiatru na wysok. 5km do prędkości na poziomie ziemi, występowanie turbulencji itd Nie mówiąc o tym, że warunki pogodowe mają wpływ na działanie "tradycyjnych" radarów. Dziękujemy za odpowiedź.....

emeryt
czwartek, 15 października 2020, 23:06

Problem polega na możliwościach wykonywania lotu aerostatu przy określonej dopuszczalnej prędkości wiatru .To jest balonik na 4 kilometrowym kablu który ( ten kabel ) ma swoją wagę i aerodynamikę co jest jednym z podstawowych zmartwień dla całego rozwiązania . Gdyby kolega w dzieciństwie puszczał latawce wiedziałby o co chodzi. Sama antena rls lub inne sensory w kontekście wiatru mają drugorzędne znaczenie bowiem znajdują się w powłoce balonu .

J_P_C
czwartek, 15 października 2020, 19:54

warunki atmosferyczne maja taki sam wplyw na prace radaru zabudowanego na aerostacie , na ziemi jak i na samolocie czy smigłowcu, niestety aerostaty nie posiadają zdolności do wykonywania lotów w złych warunkach atmosferycznych, stanowią również wprost śmiesznie łatwy cel dla wszelkich środków obrony plot, wiec jaki jest sens z wojskowego punktu widzenia inwestowania moich (podatnika) pieniędzy w tą technologie??????

czytelnik D24
piątek, 16 października 2020, 12:20

To może wymień te systemy które tak śmiesznie łatwo zestrzelą aerostat umieszczony w głąb terytorium Polski? Jeżeli zasięg radaru na aerostacie będzie wynosił dajmy na to te 400-600 km to jaki system go dosięgnie? Pamiętaj też o krzywiźnie ziemi.

inzynier
piątek, 16 października 2020, 10:59

a kolega JPC wie że mylar jest bardzo przezroczysty dla radarów? Kolega wie że balon z helem zasadniczo ma temperature otoczenia? Jak kolega naprowadzi pociski p-lot na taki obiekt?

J_P_C
piątek, 16 października 2020, 20:36

wyposażenie tez jest wykonane z materiałów radioprzeźroczystych?, sam radar jest źródłem emisji fal EM jaką można wykryć z odległości daleko wiekszej niż wynosi jego rzeczywisty zasieg, a może szanowny Pan chce miec aerostaty z radarami ale wyłączonymi dla zachowania dyskrecji?? a radar o zasięgu 400-600km to potrzebuje zasilania rzędu kilkuset kW - jakieś propozycje odnośnie żródła takiego zasilania na baloniku?

inzynier
sobota, 17 października 2020, 18:20

- radar może być pasywny, - radar można na chwilę wyłączyć przy wykryciu ataku, - w radarach można rozseparować nadajnik i odbiornik. - pod balonem można faktycznie podwiesić system samoobrony

gnago
sobota, 17 października 2020, 21:50

No i w Polsce prowadzą/prowadzili pracę nad pasywnym opartym na rozproszonych sygnałach sieci komórkowych

Davien
czwartek, 15 października 2020, 13:07

Nie zostały zanizone ale sa podane dokładnie , tak jak podaje je PIT Radwar. Nie myl zasiegu wykrycia z maksymalnym zasiegiem radaru.

J_P_C
czwartek, 15 października 2020, 14:19

nie myle - po prostu znam ten sprzet z autopsji nie z folderow

Tweets Defence24