Przeciwpancerny robot - oręż na pole bitwy przyszłości

28 listopada 2020, 09:57
Zrzut ekranu 2020-11-27 o 12.28.39
RCV-L / Fot. QinetiQ
Reklama

Od kilku już lat, jeżeli mowa jest o operacjach militarnych, pojawia się często określenie anti-access and area denial systems (A2/AD). To ono w zasadzie dziś zdeterminowało procesy związane z modernizacją i dostosowaniem wielu armii na świecie do przyszłych działań na polu walki. Jednak czy jest to podejście słuszne i właściwe? Okazuje się, że nie do końca.

A2/AD dało impuls do wprowadzenia szeregu zmian w wielu armiach na świecie. Począwszy od taktyki prowadzonych działań, poprzez system ich szkolenia, a na wsparciu logistycznym kończąc. Wydaje się to przemyślaną i w pełni kompleksową operacją, ale czy na pewno?

Systemy zdolne do przełamania i neutralizowania tego wszystkiego czym dysponuje przeciwnik są bowiem bardzo drogie w procesie ich pozyskania i dalszej eksploatacji. Ponadto, nie we wszystkich obszarach dają dość efektywne skutki, a są i takie, które tak do końca mogą się też zupełnie nie sprawdzić. Wobec powyższego, w USA powstała odmienna od dotychczasowych założeń, koncepcja podejścia alternatywnego. Chodzi w niej o to, by zamiast bezpośrednio neutralizować systemy A2/AD, skupić się na niekonwencjonalnych formach manewru w tzw. niedozwolonej przestrzeni. To posunięcie ma przede wszystkim dać armii USA oraz sojusznikom z NATO możliwość stworzenia skutecznego i ekonomiczniejszego systemu obrony w przyszłości.

Odmowa dostępu, czyli nowa strategia ze strony Rosji i Chin

Federacja Rosyjska w okresie ostatnich 12 lat dokonała olbrzymiego wysiłku by wzmocnić swoje możliwości w zakresie uzyskania zdolności antydostępowych. To, co już stworzono w pewnym „uproszczonym działaniu” zbadano podczas zaangażowania militarnego w konfliktach na Ukrainie i w Syrii. Inne systemy dopiero wchodzą do eksploatacji lub nadal pozostają w procesie badań i testów.

Wszystkie systemy antydostępowe pozwalają zarówno Rosji, jak i Chinom, na uniemożliwienie stronie przeciwnej do wejścia na obszar objęty konfliktem (sporny) i stworzenie na nim warunków dla efektywnego prowadzenia własnych działań. Aby je przełamać, według obecnie funkcjonującej koncepcji, należałoby dokonać skoordynowanego ataku (ataków) w czasie i przestrzeni, ze ścisłym podziałem zadań i kolejności ich wykonywania. To wymaga olbrzymiego wysiłku i odpowiedniego przygotowania, ale przede wszystkim zdolności do wykonania manewru (manewrów) sił połączonych, wyposażonych w odpowiednie uzbrojenie i systemy wsparcia działań.

Najpierw neutralizujemy wrogie systemy antydostępowe funkcjonujące w poszczególnych domenach, tak by następnie skoordynowanym działaniem przełamać właściwe system obrony przeciwnika. Tylko, że takie podejście wymaga stałego utrzymywania odpowiedniego potencjału na danym kierunku operacyjnym, a to z kolei generuje wysokie koszty trudne do zaakceptowania przez wszystkie kraje należące do NATO czy innych sojuszy militarnych. Ponadto, co już wyżej zasygnalizowano wszelkie systemy uzbrojenia zdolne do przełamania 2A/AD są bardzo kosztowne.

Więc samo rodzi się pytanie czy konieczna wstępna neutralizacja systemów 2A/AD. Czy można je po prostu ominąć i jaki to miałoby wpływ na taktykę działania i wyposażenie przyszłych armii.

Nowe, stare propozycje

Zgodnie z przygotowanymi już kilka lat temu analizami, Siły Zbrojne FR miałyby zachowywać zdolności do dotarcia do stolic np. Państw Bałtyckich w zaledwie trzydzieści do sześćdziesięciu godzin. By powstrzymać napór Rosjan potrzebne jest rozmieszenie na tym obszarze co najmniej siedmiu brygad wojsk lądowych (w tym czterech pancernych), z odpowiednim wsparciem ze strony systemów artyleryjskich i rakietowych, a przede wszystkim lotnictwa. Takie siły (w teorii i symulacji) na pewno na jakiś czas powstrzymały by szybkie działania ofensywne, zapewniając niezbędny czas, ale ostatecznie by ich nie zatrzymały. Z kolei Rosyjskie systemy antydostępowe są zdolne do całkowitej blokady lub poważnego utrudnienia wszelkich działań sił sojuszniczych, w zakresie wsparcia lotniczego walczących już wojsk oraz dostarczania im posiłków i zaopatrzenia logistycznego.

W tak za symulowanej sytuacji taktyczno-operacyjnej, siły sojusznicze musiały by więc utrzymywać odpowiedni potencjał na terenie państw bałtyckich oraz znaczne siły zdolne do przełamania wielodomenowej blokady stawianej przez Rosjan. Przy czym, wiążą się z tym przecież olbrzymie koszty.

image

Reklama

Z kolei Moskwa na ewentualne próby rozmieszenia znacznych sił lądowych i powietrznych wzdłuż jej granic zapewnie odpowie kolejną eskalacją działań. Szczególnie, gdy w jej bezpośrednim sąsiedztwie rozmieszone będą najnowsze systemy uzbrojenia poszczególnych członków NATO. Może to przecież być interpretowane jako działanie ofensywne, co rodzi słuszną obawę o sprowokowanie do wykonania uderzenia wyprzedzającego lub wzmożenia asymetrycznej eskalacji ze strony Rosji.

Osłabić siły pancerne przeciwnika

Dlatego jednym z postulowanych scenariuszy rozwiązań jest eliminacja lub poważne osłabienie sił pancernych i zmechanizowanych Rosjan poprzez skoordynowane i wysoko manewrowe działanie własnych sił przeciwpancernych, nawet przy znikomej lub biernej postawie lotnictwa. Takie wydzielone oddziały i pododdziały powinny aktywnie wspierać statyczną obronę obszarową. Lecz nie chodzi tu o „klasyczne” niszczyciele czołgów czy obsługi rożnych wersji ppk.

Mowa jest bowiem o nowej generacji robotach lądowych, jak np. Robotic Combat Vehicle–Light (RCV-L) oraz systemach dowodzenia w jeszcze większym stopniu opartych o sztuczną inteligencję. To one mogły by być wstępnie rozmieszczone na kluczowych obszarach przewidywanej walki, nie „prowokując” przy tym tak ostrych posunięć Moskwy i co ważne były by przynajmniej na razie zupełnie dla niej nie znane (nie przewidywalne w działaniu).

Nowe systemy walki, ale kiedy i jakie

Problemem jest jednak fakt, że zgodnie z obecnie realizowanymi programami takie roboty mogą się najwcześniej pojawić w strukturach US Army około 2028 roku. Obecnie, co prawda prowadzone są zaawansowane prace oraz testy, ale to wszystko wymaga czasu. Ponadto ostateczne wymagania nie zostały jeszcze sformułowane bo tak naprawdę nikt nie jest dziś w stanie powiedzieć czy uda się efektywnie połączyć to czego żąda wojsko, z tym co można realnie zbudować w oparciu o dostępne technologie. Szczególnie nie jeśli chodzi o roboty przeznaczone do walki i systemy dowodzenia podejmujące kluczowe decyzje.

image
Rys. www4.army.mil

 

Zdaniem wojskowych taki „przeciwpancerny” robot powinien  zachować możliwości do wymanewrowania czołgów podstawowych i innych wozów bojowych w każdym terenie, mieć zdolność do szybkiego zbierania informacji o ruchach wrogich jednostek z różnych źródeł w czasie rzeczywistym oraz nawet samodzielnej ich analizy i wypracowania najbardziej efektywnego sposobu działania. I co istotne, powinien być uzbrojony w odpowiednie systemy do prowadzenia efektywnej walki.

Zauważmy, że już kilka lat temu pojawiły się pomysły by zamiast inwestować w coraz to bardziej opancerzone i ciężkie platformy lądowe, skupić się na lżejszych, ale wysoko mobilnych rozwiązaniach. Teraz takie platformy miałby być dodatkowo bezzałogowe i autonomiczne w dzianiu. W przyszłości może uzbrojone w nowej generacji broń wysokoenergetyczną.

Taktyka ich wykorzystania jest równie prosta i znana od dawna. Szybkość w działaniu i podejmowaniu decyzji ma pozwolić takim robotom na atakowanie zgrupowań pancernych z różnych kierunków i różnymi sposobami. Tak to nie żart, robot ma atakować czołgi i je niszczyć za pomocą przenoszonego uzbrojenia. Sztuczna inteligencja ma mu z kolei pomóc w wypracowaniu zupełnie nowych form ataku, takich które dla przeciwnika wciąż będą zaskoczeniem.

Świadomość istniejących zagrożeń i niekonwencjonalna odpowiedź na nie

Fakt, że w Siłach Zbrojnych USA rozważana jest koncepcja zastąpienia brygad formacjami wyspecjalizowanych robotów niewątpliwie oznacza iż są one świadome zagrożeń jakie niesie ze sobą Rosja. Oczywiście odpowiedź Moskwy na takie rozwiązanie mogła by też być adekwatna, ale przy każdej innej próbie wzmocnienia sojuszniczej obrony jej reakcja byłaby podobna. Z kolei dla USA i sojuszników koszty rozmieszenia i utrzymania na miejscu wyspecjalizowanych oddziałów robotów w porównaniu z konwencjonalnymi brygadami są nieporównanie niższe.

I co istotne, ważny jest tu czynnik ludzki. Nie chodzi bowiem tylko o ewentualne straty, gdyby w ogóle doszło do walki, ale też o skomplikowany system rotacji i szkolenia żołnierzy. Podczas gdy roboty mogą w swoich rejonach odpowiedzialności pozostać na stałe i wciąż podnosić swoje możliwości „ucząc” się taktyki przeciwnika i terenu przyszłej walki.

image
Fot. RCV-L / Fot. QinetiQ

 

Dlatego  Army Futures Command powinna rozważyć przetestowanie przeciwpancernego oddziału RCV-L, jako wysoko manewrowej jednostki w ramach prowadzonych różnego rodzaju prób.

Podsumowanie

Skoncentrowanie się wyłącznie na systemach antydostępowych oraz rozmieszczenie i przygotowanie odpowiednich sił na głównych kierunkach zagrożeń to nie jedyna obecnie i zarazem skuteczna metoda przeciwstawienia się agresywnej postawie strony przeciwnej. O jej efektywności decyduje bowiem wiele czynników a koszta związane z przygotowaniem są tu również wysokie. Poza tym, wspomniana koncepcja operacyjnego wykorzystania wojsk nie zawsze się sprawdzi w innych obszarach walki. Weźmy na przykład obszar Azji i zagrożenia płynące ze strony Chin.

Dlatego siły zbrojne poszczególnych państw nie powinny dalej wyłącznie skupiać się na możliwości przeciwdziałania A2/AD, a również szukać nowych, może i niekonwencjonalnych rozwiązań. Potrzeba jest lepszego zrozumienia, np. celi jakie ma przed sobą Moskwa czy Pekin oraz jakimi sposobami zamierzają one je osiągnąć.

image
Fot. TEXTRON

 

Zastosowanie robotów na większą skalę daje potencjalnie asymetryczne korzyści w mocno ograniczonym środowisku, nawet z założeniem przegranej fazy wstępnej walk z ich użyciem. Jednak dzięki temu zyskujemy na czasie i możliwości efektywniejszego rozmieszenia sił na najważniejszych kierunkach zmagań.

Ponadto testy nowej generacji robotów mogą wykazać pewne obecnie niedostrzegalne wady oraz zalety ich użycia na przyszłym polu walki. Czas i koszty mają tu również niebagatelne znaczenie. Przecież od powstania wojskowości wiadomym jest, że tylko nowe i niekonwencjonalne działania dają pożądane efekty, a nie sztywne trzymanie się „sprawdzonych” i „zatwierdzonych” przepisów.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 61
Reklama
Troll i to wredny
czwartek, 3 grudnia 2020, 19:04

Przez chwilę myślałem, że autor poważnie rozważa konflikt pełnoskalowy Rosja - NATO. Przerabialiśmy te koncepcje w latach 1945-89. W takim konflikcie raczej nikt nie będzie zdobywał czołgami Rygi, bo Ryga (podobnie jak kilkaset innych miast) ...wyparuje. Teoria jest fajna, ale nie ma zastosowania w konflikcie mocarstw, czy bloków wojskowych mogących zabić życie na tej planecie i to minimum kilka razy. Militarny atak na kraj NATO, czy w drugą stronę -na Rosję, to militarne szaleństwo. Taki konflikt eskaluje do giga zagłady w 20 minut.

QRF
piątek, 4 grudnia 2020, 15:00

Użycie broni masowego rażenia raczej nie wchodzi w grę. Przy takim wachlarzu środków konwencjonalnych nikt nie będzie się narażał na potępienie ze strony całego świata.

Jabadabadu
piątek, 4 grudnia 2020, 20:17

Misiaczku, o jakum świecie mówisz? Kiedy "spracują" systemy martwej ręki i "walizki" to być może gdzieś na Środowym Pacyfiku uchowa się jakiś orangutan. A może i nie.

ito
czwartek, 3 grudnia 2020, 10:46

Z artykułu wyłania się bardzo wyraźnie problem zaopatrzenia każdego żołnierza w osobistą broń powstrzymać/obezwładnić albo wręcz zniszczyć co najmniej średniego robota bojowego. Skoro "amerykanie pracują nad' spokojnie można założyć, że inni znaczący gracze wprowadzą podobne rozwiązania do swoich arsenałów z najwyżej dwu- trzyletnim opóźnieniem (o ile już nie wprowadzili). bardzo szybko staniemy (wszyscy, nie tylko Polska) przed problemem bezradności żołnierza wobec zastanego na polu walki zagrożenia. Saperka, jak w przypadku golithów, nie pomoże. Pole do popisu dla naszych konstruktorów- mamy okazję znaleźć się w awangardzie broni indywidualnej nowej generacji. Strzelba/karabin na naboje niskociśnieniowe np. istniejącego kalibru 40 mm z pociskami przeciwsprzętowymi (kumulacyjne mogą nie załatwiać sprawy- przebicie pancerza to słabe uszkodzenie, a w środku załogi, która zostanie przy okazji wyeliminowana, nie ma)? Jakiś inny pomysł? Ten kierunek powinien stosunkowo tanio ograniczyć skuteczność robotyzacji armii.

MAZU
piątek, 4 grudnia 2020, 08:47

Odpowiedź jest prosta - duża siła ognia. M

ito
piątek, 4 grudnia 2020, 16:34

5,56? No to powodzenia życzę. Możesz sobie strzelać do woli.

MAZU
poniedziałek, 7 grudnia 2020, 08:43

12,7 mm APFSDS-T

ito
wtorek, 8 grudnia 2020, 14:01

Porównując tylko wagę (bez kwestii ceny)- karabin 12,7 to jakieś 15 kg, o nabojach nawet nie mówimy- dwa- trzy jednorazowe granatniki (których skuteczność powinna okazać się większa, a celność na odległościach walki- 200-300 m wystarczająca) powinny się zamknąć do 10 kg. To kulawe rozwiązanie, ale i tak znacznie lepsze dla pojedynczego żołnierza niż 50- tka w jakiejkolwiek formie.

ito
wtorek, 8 grudnia 2020, 13:28

Pojedynczy żołnierz? Chcesz każdego uzbroić w kilkunastokilogramowego baretta albo coś podobnego, do czego osiem nabojów waży kilogram? Jakoś tego nie widzę.

jelonek666
poniedziałek, 30 listopada 2020, 17:24

"Potrzeba jest lepszego zrozumienia, np. celi jakie..." nie powinno być "celów"?

Gracz
poniedziałek, 30 listopada 2020, 02:26

Tyle że Rosjanie i Chiny też pracują nad takimi dronami a Chiny mają znaczenie większe zdolności produkcyjne od zachodu. Pytanie pozostaje czy takie drony nie będą łatwym celem dla rosyjskich mi 24-28 które to będą operować we własej bańce A2/AD. Są też rosyjskie systemy artylerii współpracujące z dronami latającymi które to przed ewentualnym natarciem postarają się wyeliminować wszystko co zostanie wykryte a taki TOS 1a potrafi pokryć ogniem duży obszar. Wydaje mi się że jednak najpierw trzeba wyłączyć bańke.

podzielicrosje
środa, 2 grudnia 2020, 10:11

Spójrz na mapę krajów nadbałtyckich to sam stwierdzisz jak łatwo się tam ukryć i organizować zasadzki i jak ograniczony wybór tras mają atakujące wojska.

Maciek
poniedziałek, 30 listopada 2020, 16:04

Tos1 to chybiona koncepcja. Nadaje się najlepiej do wojny asymetrycznej. W Europie jest bronią głównie propagandową. Ruscy zrobili ich niewielką ilość, bo sami nie wierzą, że mogą się przydać. Zasięg ma niewielki, celność też. "Duży obszar" to określenie mocno na wyrost. Owszem gdyby miał trafić w moje pole za stodołą, to tak, ale rubież obrony może mieć głębokość liczoną w kilometrach. Nie da się ich po prostu pokryć ogniem powierzchniowym. Trzeba wykryć przeciwnika, który gdzieś się tam ukrywa. A jak go wykryjemy, to po co nam tos. Można strzelić czymś celniej i taniej. A co do tzw. bańki to się zgadzam. Nie ma co kombinować i po prostu trzeba zniszczyć sowiecką opl, a potem zabrać się za wojska lądowe. Tylko tak powstrzyma się atak. Natomiast takie ppanc drony mogą go spowolnić i ograniczyć swobodę manewru ruskich czołgów. To też się liczy.

Sssssssss
poniedziałek, 30 listopada 2020, 22:02

Też uważam, że to są skopali. Powinni zwiększyc zasięg do co najmniej 8-10km i dać różne głowice, w tym naprowadzanie na plamkę lasera. A wyrzutnię zmienić ze stałego stelaża wielorurowego na szybko wymienne kontenery wielorurowe. Uzyskali by bardzo elastyczny w użyciu czołgowy rakietowy "moździerz" wsparcia o olbrzymiej sile ognia i szybkim jej odtwarzaniu. W sumie to my możemy coś takiego zrobić na bazie kadłuba T-72.

Infernoav
poniedziałek, 30 listopada 2020, 09:47

Akurat możliwości produkcyjne ograniczy elektronika. A Chiny nie produkują same procesorów.

Levi
środa, 2 grudnia 2020, 17:37

niestety to nie prawda

plw
środa, 2 grudnia 2020, 21:13

Nie prawda a co ? A może nieprawda?

levi
poniedziałek, 7 grudnia 2020, 15:47

Nieprawda co do konstrukcji chinskich procesorow

Darek S.
poniedziałek, 30 listopada 2020, 01:52

Na dzisiejsze czasy wszystko to jest możliwe do realizacji z technicznego punktu widzenia. Baterie LiFePO4. Pojazdy tankujące drony, które były by częścią systemu tak jak latające cysterny. Tylko kogo na to stać ? MON na sto procent nie. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy coś takiego produkowali i sprzedawali na Bliski Wschód, jak nam Amerykanie zezwolą oczywiście. Oni swoje satelity mają, które zapewnią im łączność z pojazdami. I wtedy taki szejk sam, bez niczyjej pomocy, może spore bitwy toczyć.

Pytajnik
sobota, 28 listopada 2020, 23:04

Rheinmetall zaprezentował nowy wariant lądowego bezzałogowca Mission Master – Armed Reconnaissance (MM-RC). Pojazd został wyposażony w moduł rozpoznawczy i moduł uzbrojenia. Bardzo interesujący sprzęt. Kiedy i my zaczniemy testować podobne pojazdy? Ktoś coś wie?

Hunter
poniedziałek, 30 listopada 2020, 13:25

Zapoznaj się z ofertą PIAP i robotem Prekun....coś tam działamy w tym temacie

Pytajnik
wtorek, 1 grudnia 2020, 00:10

Działamy ale spójrz, Rheinmetalla jest głęboko przemyślany, wydawałoby się praktyczniejszy, dopracowany...

Levi
środa, 2 grudnia 2020, 17:39

tia, bardzo przemyslany... Przyjrzyj sie...

Adam S.
sobota, 28 listopada 2020, 22:48

Bardzo dobry pomysł. Taki pojazd może mieć masę 1/4 współczesnego czołgu, bo nie musi mieć silnie opancerzonej kabiny dla zapewnienia przeżywalności załogi. Wystarczy, że będzie odporny na ostrzał z armat 30-40mm, stosowanych w nowych BWP. Zasilanie? Jaki problem? zwykły diesel 300KM plus dieslowski generator prądu na postój. Koszty? 30% kosztu czołgu, głowica optoelektroniczna, i zero sprzętu dla załogi. Komputery są tanie. I niemożliwe do zaakceptowania dla jednostek załogowych założenie, że te maszyny "można stracić", choćby w 100%. Czyli posłać "na śmierć", na odcinek nie do utrzymania, w celu strategicznego spowolnienia przeciwnika.

Nikt
niedziela, 29 listopada 2020, 01:00

W jaki sposób chcesz mieć pokajd o masie 15 ton połączony z odpornością na 30-40mm działa? I w dodatku napędzany przez silnik o mocy 300KM

Adam S.
niedziela, 29 listopada 2020, 23:16

Jeśli 60 tonowy pojazd jest napędzany silnikiem 1200KM, to dla 15 tonowego wystarczy 300KM. Taki pojazd nie będzie miał w ogóle czołgowej kabiny dla załogi, a w czołgu większość masy to pancerz dla ochrony kabiny przed pociskami 120mm. Będzie samo podwozie (dużo mniejsze niż dla czołgu) i wieża bezzałogowa. Góra 15 ton.

Infernoav
poniedziałek, 30 listopada 2020, 09:49

Czyli chcesz mieć bezzałogowy czołg lekki? Przecież to będzie drogi sprzęt jednorazowego użytku.

Adam S.
poniedziałek, 30 listopada 2020, 22:18

Nie czołg lekki, bo nie ma załogi. Niszczyciel czołgów o bardzo małych wymiarach, trudny do trafienia. Odporny na ostrzał wszystkich innych wozów bojowych, oprócz MBT. Ale z MBT nie musi siłować się na grubość pancerza, bo nie ma załogi do ochrony. Dzięki współczesnej broni przeciwpancernej pojedynki czołgowe i tak są do jednego trafienia, a on ma być dużo mniejszy, lżejszy, tańszy i szybszy w reakcji (AI) od załogowego kloca.

Olo Kwasek
sobota, 28 listopada 2020, 18:16

A my? My za to z hukiem i fanfarami kupujemy 2 samobiezne manipulatory do rozbrajania niewybuchow. Bo mamy zamiast "dobrej zmiany" w MON - zmianę na "bieg w tył". Nawet Ukraina właśnie testuje drona bojowego na bazie... bwp1. My malujemy T72, no i oczywiście... rozdajemy nominacje generalskie.

dnfjkdgjfdhgjfh
niedziela, 29 listopada 2020, 23:30

Chyba coś przespałeś, głodzenie armii w poprzednich latach to był bieg w tył, teraz idziemy niemrawo do przodu, ale jednak do przodu.

Na chłodno
poniedziałek, 30 listopada 2020, 11:33

A ja uważam, że ma rację. Zauważ, że gross zakupów w MON, i to realizowanych bez 5-o letnich dialogów to sprzet pomocniczy. Trochę bojowych Warmate kupil Antek, ale Błaszczak tylko obserwacyjne. Takich nowoczesnych broni Błaszczak kupuje "po kropelce"! Po aptekarsku. W tym drony. Porównując do Ukrainy, to 5 czy 8 lat temu my byliśmy potęgą w dronach kupując amerykańskie, izraelskie, polskie. Dziś my p l a n u j e m y kupować. A Ukraina przeskoczyła nas o dwie długości nie tylko wproeadzają do wojska duże drony uderzeniowe, ale podejmując także ich produkcję. My? Planujemy!!! I to jest kolosalna różnica, w szczególności że my mamy środki, a przecież do tego nie ponosimy tak wielkich wydatków i strat tocząc wojnę jak Ukraina!

Levi
środa, 2 grudnia 2020, 17:41

wylicz kupione za poprzednikow przez 8 lat!

Meska
niedziela, 29 listopada 2020, 13:13

Chyba przespałeś ostatnie tygodnie gdy były informacje np o ZSSW, Borsukach itd.

poniedziałek, 30 listopada 2020, 11:35

Czy ZSSW albo Borsuk to d r o n y? Ty coś chyba przespałeś!

GB
sobota, 28 listopada 2020, 16:47

Trzeba pamiętać że tanie drony latające w rojach bez problemu rozbija w pył każdą rosyjska OPL. Po prostu OPL nie starczy rakiet aby wszystkie zestrzelić, nie wszystkie wykryją, a do tego zostaną zakłócone systemami wre. Izrael już wielokrotnie udowadniał jak pokonywać OPL produkcji sowieckiej/rosyjskiej. Ostatnio Azerowie pokazali jak pokonać OPL wyposażoną w S-300, OSA, TOR i starsze systemy.

Nikt
niedziela, 29 listopada 2020, 12:32

Problem w tmy, że żąden z używanych systemó przez Armenię nie był nawet bliski możliowściom systemów uzywanych przez Rosję

Levi
środa, 2 grudnia 2020, 17:43

Doprawdy? S300, Tor, Pancyr. Toczki. Wszystko ladnie wybuchalo. I taki byl z tego pozytek

Kamyk
niedziela, 29 listopada 2020, 20:31

Był Tor , ststem wr antydronowy i kalibr to wyposazenie armii FR

xXx
niedziela, 29 listopada 2020, 18:57

W Syrii lub Libii zapewne też nie używano najlepszego rosyjskiego uzbrojenia. Ciągłe się słyszy jaki to super sprzęt ma Rosją, a jak dochodzi co do czego, to okazuje się, że to całkiem niezły złom. Jak się czyta rosyjskich specy, to można odnieść wrażenie, że amerykański, niemiecki czy francuski sprzęt wojskowy jest co najmniej 30 lat za rosyjskim, ale jak dochodzi co do czego, to Rosjanie drżą czy ich okręt dopłynie do celu, albo czy wciskając guzik odpalający rakietę nie będzie to ich ostatnia czynność w życiu, bo rakieta nie wiedzieć czemu zawróci do miejsca odpalenia itd. itp.

Olo
niedziela, 29 listopada 2020, 11:12

Do dronów nikt rakietami strzelać nie będzie.

Marek
poniedziałek, 30 listopada 2020, 11:34

Ależ będzie. I strzelano już. Konkretnie Rosjanie używali do tego Torów. Okazały się skuteczne na improwizowane drony. Na profesjonalnie wykonaną amunicję krążącą jak widać po Karabachu już nie.

Sssssssss
sobota, 28 listopada 2020, 16:25

Zaletą takich robotów ppanc jest też możliwość transportu śmigłowcami transportowymi. W ten sposób łatwo można zbudować bardzo mobilny w skali operacyjnej odwód ppanc. Bardzo nam potrzebny lecz niestety zrezygnowano z zakupu śmigłowców i o takich robotach też możemy tylko pomarzyć.

Marzyciel
poniedziałek, 30 listopada 2020, 11:58

W naszych warunkach bo kończymy Baobaba, marzył by mi się taki dron-cargo np. z zamontowanym systemem minowania narzutowego. Takie "dynamiczne pole minowe". Kilka takich siedzi gdzieś po krzakach, a na sygnał z drona obserwacyjngo obrzuca wrogą kolumnę w ruchu minami od razu ją unieruchamiajac w miejscu. Bo ASOPy przecież na to nie zareagują, bo nie będzie to bezpośredni atak na te wozy bojowe! No i wtedy to będzie bardzo łatwy łup dla wszystkiego co lata. Tymczasem dron minujacy zwiewa ustaloną trasą. Widziałbym też drona plot, nosiciela systemu Poprad. Na pace Jelcza pewnie by się takie 4 mniejsze zmieściły, a każdy z zestawem Piorunów. Spuszczamy je na drodze, a one już same się rozjeżdżają na pozycje bojowe i czatują na obiekty lotnicze wroga. Mając kilka takich Jelczy z kilkoma dronami możnaby w dowolny sposób tworzyć linie osłony plot, czy tworzyć lokalne strefy antydostępowe. Mapa cyfrowa, zaznaczamy pozycje dla dronów, wciskamy "enter" i gotowe! Jak wystrzelą swoje amo, to same wrócą po kolejny zestaw rakiet czy min. Ach pomarzyć....A najlepsze, że PIAP ma na testach podwozia, wyrzutnie min do Baobaba mamy, podobnie jak gotowy moduł rakietowy Poprada. A taki PIT-Radwar z łatwością to nam zintegruje i wepnie Linkiem w sieciocentryczne pole walki jak zrobil to z Popradem i Pilicą. Można też zlecić to WB (ale MON wyklucza ich z wszelkich nowych postępowań) albo zrobi integrację TELDATA z jakimś swoim Jaśminem. Potencjał jest, trzeba tylko jak najszybciej pozbyć się.... MON!!!

Sssssssss
poniedziałek, 30 listopada 2020, 21:25

Ta estońska koncepcja z nośnikiem i wymiennymi modułami na prace umożliwia realizację wielu wariantów drona. Nośnik ma na razie wadę zbyt małej prędkości, moim zdaniem.

Alfret
poniedziałek, 30 listopada 2020, 18:34

Proponuje dron oswietlajacy konkretny pojazd, tylko musialby sie tam dostac na spadochronie, wzglednie lotem szybujacym. Wtedy odpada zapotrzebowanie na oddzial zwiadowczy uzywajacy oswietlacza. Efektorem moze byc pocisk Kraba, tylko precyzyjny. Z drugiej strony samobiezna mina nie zostanie namierzona przez radar artyleryjski.

Nikt
niedziela, 29 listopada 2020, 01:01

Nie łatwiej po prostu wykorzystać bezzałogowe śmigłowce uzbrojone w pociski kierowane?

Sssssssss
niedziela, 29 listopada 2020, 11:26

Latające swoją drogą ale dodając do nich naziemne szybko koncentrowane na kierunku uderzenia pancernego dadzą o wiele trudniejszą do pokonania obronę.

Jan z Krakowa
sobota, 28 listopada 2020, 14:53

Przypuszczenie czy pogląd zachodnich fachowców, że Rosja rzeczywiście ma skuteczne systemy ( i to w liczbie 14, łącznie z bazą w Syrii) zapewniające bańki antydostępowe anti-access and area denial systems (A2/AD) oparte o C-400, Bastion, Iskander wydaje mi się przesadą. Wcale swojej skuteczności np. w Syrii nie pokazały.

Andrew
niedziela, 29 listopada 2020, 13:55

i tyle w temacie...

Nikt
sobota, 28 listopada 2020, 14:50

"Zauważmy, że już kilka lat temu pojawiły się pomysły by zamiast inwestować w coraz to bardziej opancerzone i ciężkie platformy lądowe, skupić się na lżejszych, ale wysoko mobilnych rozwiązaniach. Teraz takie platformy miałby być dodatkowo bezzałogowe i autonomiczne w dzianiu. W przyszłości może uzbrojone w nowej generacji broń wysokoenergetyczną." Takie pomysły powstają od wielu wielu lat i o ile jeszcze w latach 50 czy 60 mogło mieć to sens, przy obecnym rozwoju technologii pancerzy, rezygnowanie z pancerza jest niepotrzebnym ryzkiem dla utraty sprzętu czy śmierci załogi, zmniejszenie masy można zrobić wykorzstując wieże niskoprofilowe czy bezzałogowe.

Alfret
sobota, 28 listopada 2020, 12:07

Apropos kosztow: ogromnym mankamentem, pomijajac odpowiedni poziom inteligencji obrobki danych, pozostaje zasilanie. To nie jest tak, ze pozostawi sie na pustkowiu autonomiczny system, ktory bedzie dzialal jak lazik na Marsie od 1997r! Taki pojazd potrzebuje naprawde egzotycznego zasilania, a raczej baterii rozszczepialnych RPG nikt nie bedzie pakowal do takiego pojazdu. Zreszta byloby to kilkaset watow i ogromna ilosc nadmiarowego ciepla do odprowadzenia. Jesli takie zrodlo zasilania w miare bezkolizyjne termicznie i czasowo bedzie dostepne, wowczas mozna mowic o autonomii dzialania takich pojazdow. Swoja droga jak patrze na kolka tych pojazdow, to widze zastosowanie szrotu ich kol ze zlomowanych BWP1, Gozdzikow i innych transporterow z malymi kolami. Jesli chodzi o komunikacje to najlepsza bedzie cyfrowa, kodowana, satelitarna przy malej czaszy na pojezdzie. Ale do tego potrzebny jest satelita geostacjonarny, badz konstelacja satelitow w duzej ilosci okrazajaca Ziemie. Oczywiscie ostatnio ktos planuje wypuszczenie kilkuset satelitow internetowych... Tutaj mimo wszystko bedzie potrzebne odpowiednie kodowanie oraz odpornosc na elektromagnetyczne przeciwdzialanie sily przeciwnika. Mozna takze zastosowac odpowiednie kodowanie przy istniejacej matrycy kodow w procesorze systemu autonomicznego oraz korzystanie z cywilnej lacznosci internetowej. Wtedy sama komunikacja moze byc niewykrywalna dla osob trzecich. Tak jak powiedzialem - istnienie takich pojazdow nie jest bezkosztowe, a najwiekszym problemem bedzie zasilanie! Oczywiscie byloby dobrze, gdyby taki system byl naprawde bezawaryjny, wowczas te koszty beda mniejsze. Wyobrazmy sobie jednak duze opady sniegu, deszczu, zwalone drzewa etc... Wtedy autonomia sie konczy. Aha pozostaja jeszcze pioruny i traby powierzne. W takiej sytuacji potrzebna bedzie ekipa remontowa. Szacuje, ze koszty takich pojazdow w kwestii produkcji i eksploatacji zblizone beda do czolgow. Co innego gdy mowimy o robocie z karabinem maszynowym typu MAARS.

WojtekMat
sobota, 28 listopada 2020, 23:25

Wbrew pozorom zasilanie nie jest aż takim problemem. Optymalne rozwiązanie to napęd hybrydowy. Taki dron lądowy nie jest w ciągłym ruchu, porusza się "skokami" od pozycji do pozycji. Ma przeżyć do czasu zużycia przenoszonej amunicji. Jak wyjdą 3-4 drony na czołg czy BWP to i tak będzie korzystny przelicznik. Doładowanie tego na polu bitwy jest problematyczne.

Alfret
niedziela, 29 listopada 2020, 12:53

Watpie zeby taki dron byl jednorazowy, chyba za masz na mysli mine kierunkowa. Jezeli bylby to robot strzelajacy w gore rakieta przeciwpancerna to wbrew pozorom jego zywot nie bedzie ograniczal sie do jednej salwy np. czterema rakietami. Patrzac chociazby na koreanski transporter pociskow do armatohaubicy K9, z automatycznym podajnikiem, spokojnie moge zaryzykowac stwierdzenie, ze potencjalne autonomiczne systemy przeciwpancerne, beda posiadaly takie zaopatrzeniowe drony ladowe z automatycznym podajnikiem pociskow. Byc moze liczba tych dronow zaopatrzeniowych bedzie duzo wieksza z uwagi na czas potrzebny na wystrzelenie tych 4 pociskow, a czas potrzebny na dojazd i przyjazd z zaopatrzeniem. Nalezy oczywiscie brac pod uwage rowniez straty tych dostarczycieli rakiet i paliwa. Oczywiscie mozna sobie wyobrazic, iz autonomiczny pojazd przeciwpancerny po zuzyciu zasobow bojowych bedzie wracal do najblizszej bazy.

Eytu
sobota, 28 listopada 2020, 19:27

@Alfret. Łazik Sojourner z 1997 roku działał 2,5 miesiąca. Łazik Opportunity działał wyjątkowo długo od 2004 do 2018.

Alfret
niedziela, 29 listopada 2020, 12:42

Caly czas jest to mimo wszystko duzo lzejszy pojazd z ladowarka stacjonarna w postaci sondy macierzystej i pojazdu z lokalnym zasilaniem akumulatorowym. Mozliwe, ze tak wlasnie bylo. Od tamtego czasu jestem 23 lata starszy i pamiec moze mnie zawodzic. Sama idea byla jednak chyba przeze mnie przedstawiona slusznie?! Przynajmniej w kwestii wieloletniej pracy i roznicy mas pojazdow.

duch
sobota, 28 listopada 2020, 18:21

Zasilanie faktycznie moze stanowic obecnie problem w przypadku pelnej autonomii. Ja bym jednak w pierwszej kolejnosci takich systemow postawil na rozwiazania zastosowane w dronach. Wiadomo ktoredy pojda kolumny pancerne przeciwnika, na takich kierunkach umiescic bazy sprzetowe ze zdalnie sterowanymi pojazdami/niszczycielami/robotami. W razie czasu W ludziki zasiadaja do stacji kontrolujacych i zaczynaja zabawe... tylko teoria ale skoro da sie z dronami to czemu nie z pojazdami ladowymi?

Alfret
niedziela, 29 listopada 2020, 12:45

Kiedys czytalem o autonomicznych zaopatrzeniowych bazach podwodnych dla okretow podwodnych, jednak wlasciciele uzywaja klasycznych reaktorow atomowych malej mocy i autonomia jest zapewniona na wiele dziesiecioleci. Pewnie czesciej nalezy wymieniac uszczelki w sluzach oraz dowozic zywnosc czy inne dobra codzienne...

Autor Widmo
sobota, 28 listopada 2020, 16:45

Alfret, wystarczy że taki robot z 4 pociskami przeciwpancernymi będzie holowany jako przyczepka przez np. HUMVEE. Po odczepieniu wykona misję i tyle. Na polu walki może jeszcze spełnić rolę mobilnej bomby, aby nie holować go w drogę powrotną. Banalnie proste i skuteczne. Jak dla mnie polscy inżynierowie już powinni coś takiego projektować. Ale wcześniej należy wiedzieć, czym nasi zawodowi żołnierze i WOT będą za jakiś czas jeździć. I oczywiście w zamawianych pojazdach należy fabrycznie wyposażyć je w odpowiedni hak holowniczy, aby go później po przeprowadzonych dialogach i postępowaniach przetargowych, po 10 latach specjalnie nie montować. Jeżeli BUMAR ma mieć kroplówkę do przetrwania, to jest to właśnie robata dla nich. Wszystkie kompetencje i możliwości do tego posiada. Nadzór nad tematem i gwarancję powodzenia może zapewnić jedyna kobieta w branży zbrojeniowej z jajami większymi niż największe męskie jaja w naszym MON, Pani Ela Wawrzynkiewicz ( Diament w naszej branży zbrojeniowej ).

Alfret
niedziela, 29 listopada 2020, 12:38

Dla mnie autonomiczny oznacza samodzielny, nie wymagajacy obslugi. Tam nie bedzie miejsca na baterie sloneczne, bo to nie ta masa pojazdu i raczej ma nie swiecic, ale posiadac maskowanie. Jak patrze na zrodla zasilania to jest to problem, aby bez doladowania to dzialalo autonomicznie. Mozna oczywiscie rozpatrzyc ogniwa paliwowe, jednak ta masa pojazdu ciagle nie daje mi spokoju. Uwazam, ze pojazd autonomiczny powinien sobie stac np. przez wiele miesiecy ukryty w jakims lesie i czekac. Swego czasu na granicy UW-NATO uzywano zakopany kabel ziemny do wykrywania osob postronnych, gdzie od razu w razie alarmu wysylany byl uzbrojony patrol. Teraz straz graniczna uzywa kamer i dronow bezzalogowych. Pojazd autonomiczny musi czuwac przez wiele miesiecy i wybudzac sie co jakis czas gdy ktos lazi w poblizu niego. Generator diesla tego nie zapewni. Generator od biedy bylby dobry jako zasilanie napedu elektrycznego podczas ruchu. Wydaje sie, ze ogniwa paliwowe z przetwarzaniem wodoru z klasycznego paliwa bylby wystarczajacy. Nie chodzi mi konkretnie o jakas polska firme. Zasady dotycza wszystkich firm na calym swiecie, poniewaz zalozenia pracy pojadu beda zblizone.

Autor Widmo
niedziela, 29 listopada 2020, 19:32

Alfret, ogniwa do aut elektrycznych produkuje LG pod Wrocławiem. Technologia więc jest. Kwestie techniczne można rozwiązać, jeśli tylko wiemy czego tak naprawdę finalnie oczekujemy. Pojazd może być w pełni autonomiczny lub sterowany przez operatora radiowo lub kablowo. Kwestia ładowania może odbywać się w czasie przemieszczania się ciągnącego go pojazdu, na zasadzie działania aut hybrydowych silnik spalinowy/silnik elektryczny. Pojazd autonomiczny można dotransportować do miejsca docelowego działania, odpiąć go w każdym momencie od pojazdu "matki" i uruchomić go autonomicznie, zdalnie lub przewodowo do wykonania konkretnego zadania. Niemcy w czasie Powstania Warszawskiego, prosty pojazd pułapkę sterowali przy użyciu kabla i spełnił niestety swoje zadanie.

Alfret
poniedziałek, 30 listopada 2020, 11:21

Autonomiczny oznacza mimo wszystko samowystarczalny na okreslonym polu dzialania, z wielomiesiecznym uspieniem i w energooszczednym stand by. Jesli pojazd bedzie wazyl do 1,5 tony to moze te ogniwa LG sie prawdza. Jesli jednak bedzie wazyl ok. 10 ton to wtedy ogniwa LG beda za slabe! To zalezy od klay pojazdu. Napisalem gdzies, ze pojazd MAARS z karabinem maszynowym nie potrzebuje wiele, poniewaz adekwatnie niewiele wazy. Artykul porusza temat opancerzonych pojazdow bopjowych, czyli nie ma na mysli lekkich platform tylko powiedzmy 1/4 masy wlasciwego czolgu. Jeszcze w kwestii zasilania - akumulatory maja efekt samorozladowania i uwazam ze ogniwa paliwowe z klasycznym zbiornikiem paliwa weglowodorow plus katalizator lepiej sie sprawdza. Ogniwa LG moga wtedy co najwyzej stanowic bufor pradowy, nie zas podstawowe zrodlo zasilania. Mowimy oczywiscie o wielomiesiecznym trybie uspienia pojazdu w terenie bez ogrzewania.

Tweets Defence24