- WIADOMOŚCI
- OPINIA
- KOMENTARZ
- ANALIZA
Koniec spokoju w Jemenie. Bab al-Mandab podzieli los Cieśniny Ormuz? [ANALIZA]
Autor. Grafika wygenerowana przy użyciu modelu AI
Jemen ponownie przykuł uwagę całego świata, a stało się tak za sprawą udanej operacji proirańskich Huti na cele wzdłuż wybrzeża Morza Czerwonego. Już teraz rodzą się pytania, czy strategiczna Cieśnina Bab al-Mandab nie podzieli losu Cieśniny Ormuz i tym samym zostanie poddana presji, a nawet paraliżowi.
Wrzesień 2026 r. przyniósł w Jemenie najprawdopodobniej pełne załamanie się dotychczasowego, już kilkuletniego status quo. Za sprawą Huti istnieje już wysokie prawdopodobieństwo wznowienia pełnoskalowych walk, a także udziału w nich znacznych sił konwencjonalnych państw sąsiednich na czele z Królestwem Arabii Saudyjskiej. Ta ostatnia już raz interweniowała przeciwko Huti w sposób pełnoskalowy (pomijając wcześniejsze walki graniczne) od 2015 r., lecz nie osiągnąwszy sukcesu w wymiarze strategicznym, Saudyjczycy postawili na obniżenie zaangażowania i próby dialogu politycznego, widząc również, że nie udało się wówczas osiągnąć pełnego konsensusu po stronie sił walczących z Huti w samym Jemenie.
Zobacz też 
Od dyplomacji do wznowienia walk
Problematyczne były też relacje Królestwa ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które również były zaangażowane politycznie i militarnie na południu Półwyspu Arabskiego. Tym samym, szczególnie po 2022 r. (chociaż jest to data wysoce umowna i bazująca na znaczeniu czasowego porozumienia z kwietnia, wynegocjowanego pod auspicjami ONZ) widoczna była próba ujęcia konfliktu w jakąś formę negocjacji dyplomatycznych, przy czym zaznaczyć należy, że cały czas dochodziło do działań zbrojnych w samym Jemenie, lecz o mniejszej skali i taktycznym wymiarze. Konflikt był nie tyle zamrożony, co ograniczony. W ostatnich miesiącach pojawiały się po stronie opozycji jemeńskiej głosy, że należy być może rozważyć wznowienie walk z Huti.
Jednakże to ta struktura proirańska dokonała tego w formule uderzenia wyprzedzającego, zadając znaczne straty zróżnicowanym siłom broniącym się w prowincjach At-Ta’izz, Al-Hudajda czy też Lahudż. Musimy jednak zauważyć, że walki toczą się też w innych prowincjach, szczególnie centralnych. Postawić można więc hipotezę, że mogło to oznaczać koncentrację sił walczących z Huti na tym kierunku, w celu odbicia stołecznej Sany, przy zaakceptowaniu kierunku południowego w roli jedynie wiążącego Huti lub ich blokującego. Pytaniem otwartym pozostaje więc, czy rzeczywiście Huti wyprowadzili swoje uderzenie na południe, mając lepsze rozpoznanie planów przeciwników.
Przejęcie inicjatywy
To właśnie na południu przede wszystkim Huti przejęli inicjatywę, uzyskując liczne sukcesy taktyczne. Wiele z nich wynika niejako z klasycznego problemu sił rządowych i innych struktur paramilitarnych walczących z Huti, obserwowanego również np. w przypadku upadku Afganistanu. Po pierwsze, Huti działają przy bardziej zunifikowanym systemie dowodzenia i kierowania, a także są bardziej dynamiczni w swoich rajdach z racji kluczowego znaczenia lekkiej piechoty często osadzonej na cywilnych pojazdach (tzw. technicals).
Zobacz też 
Co więcej, w ostatnich latach za sprawą Iranu wypracowali również nieokreślone w pełni zasoby bardziej elitarnych jednostek, pozwalających im działać efektywniej na zapleczu sił rządowych et consortes. Po drugie, siły rządowe i inne są obciążone lub wręcz zalane pomocą wojskową. Widać to doskonale przez pryzmat licznych pojazdów – np. MRAP – przejmowanych przez Huti w toku walk. Ta przewaga technologiczna buduje błędną pewność siebie wśród dowódców i żołnierzy. Co więcej, efektywność w przypadku takich środków walki mierzy się logistyką, a ta w Jemenie nigdy nie była kluczowym walorem sił walczących z Huti. W dodatku należy zauważyć problemy z wyszkoleniem i kwestiami doktrynalnymi.
"Afgański" problem sił rządowych
Wiele z tych aspektów było wcześniej zaspokajanych poprzez udział zewnętrznych doradców oraz sił najemniczych, których najprawdopodobniej mogło fizycznie zabraknąć w ciągu ostatnich walk. Jemeńczycy walczący z Huti nie byli również w stanie wykorzystać na polu walki bliskiego wsparcia powietrznego (CAS), szczególnie istotnego z racji braków Huti w tej domenie. Wynikać to może z zaskoczenia Saudyjczyków obrotem sytuacji (wielki błąd tamtejszego Mukhabaratu w postaci GIP), ale też problemów taktycznych, np. jeśli chodzi o system naprowadzania na cele naziemne. Przy czym najbardziej tragicznym w skutkach może być problem zróżnicowania sił walczących z Huti. Należy przy tym pamiętać, że specyfiką Jemenu jest mocne rozdrobnienie pod kątem frakcji politycznych i plemiennych, ale też wysokie ambicje licznych lokalnych dowódców. Nakłada się na to czynnik zewnętrzny, jeśli chodzi o pozyskiwanie wsparcia od innych państw.
Huti za sprawą wzmocnienia aparatu bezpieczeństwa, szczególnie wewnętrznej bezpieki w ramach Al-Amn wa al-Mukhabarat, byli w stanie o wiele lepiej dokonać unifikacji swoich procesów decyzyjnych. Uzyskali przy tym również nowe możliwości pracy wywiadowczej za sprawą pomocy ze strony Iranu i być może dostępu również do technologii spoza samego Iranu (np. chińska łączność satelitarna).
Dwa porty - nowe możliwości
Medialnie najbardziej widoczne jest zajmowanie obszarów na południowym zachodzie państwa z najbardziej spektakularnym przejęciem portu w Mokka nad Morzem Czerwonym. Jego zajęcie to nie tylko stworzenie zagrożenia dla transportu morskiego na tym akwenie, ale również uzyskanie niejako drugiego okna pozyskiwania wsparcia dla Huti – przy założeniu, że zostanie on utrzymany. Wcześniej, o czym pisaliśmy wiele razy na łamach Defence24, byli oni w znacznym stopniu zależni od Al-Hudajdy. Oczywiście celem jest uzyskanie jak najbardziej komfortowej pozycji do blokowania strategicznej Cieśniny Bab al-Mandab. Stąd też przeprowadzone zostały także równie istotne z punktu widzenia operacyjnego rajdy na wyspy u zachodniego wybrzeża Jemenu, uzyskując w tym zakresie sukcesy na Perim, Hanish al-Kabir i Hanish al-Saghir.
Szczególnie Perim ma znaczenie, gdyż jest to miejsce pozwalające na oddziaływanie na dwa kanały morskie, w przypadku Bab al-Mandab. Z racji odległości z Perim można prowadzić ostrzał również za pomocą tańszych i prostszych systemów uzbrojenia, a co za tym idzie trudniejszych do wyeliminowania. Nie wolno również pomijać faktu posiadania i użytkowania dotychczas przez Huti również bardziej zaawansowanych systemów rakietowych, a przede wszystkim bezzałogowych – systemów BSP (bezzałogowe statki powietrzne) i USV (bezzałogowe systemy nawodne). Dlatego ta mająca 13 km kwadratowych wyspa jest tak ważna pod kątem militarnym w skali regionalnej i globalnej. W ostatnich latach, najprawdopodobniej z pomocą zewnętrzną (sugerowane są Zjednoczone Emiraty Arabskie) doszło do inwestycji infrastrukturalnych na wyspie, w tym o charakterze wojskowym. Kluczowe może być zbudowanie tam pasa startowego oraz hangarów i innych obiektów wsparcia. Dla USA Perim ma jeszcze inne znaczenie, gdyż przybliża Huti do ich instalacji w Dżibuti.
Zwycięstwo, ale na jak długo?
Przy czym znów trzeba być ostrożnym w ocenie efektów przejęcia wyspy przez Huti. Przede wszystkim obszar jest relatywnie mały, a obiekty wrażliwe na ataki z powietrza i morza. Jeśli dojdzie do próby kontrataku z udziałem sił państw trzecich, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo efektywnej izolacji tej przestrzeni. Huti w wielu przypadkach bazują w Jemenie na zdolności do wycofywania się w interior, wykorzystując sprzyjające im warunki terenowe. Wyspy, przy braku silnej obrony przeciwlotniczej, nie dają takiego komfortu siłom paramilitarnym.
Zaznaczyć należy, że Huti dysponują nieokreśloną liczbą systemów OPL, szczególnie MANPADS, pozwalających im na dość regularne porażanie przede wszystkim różnych systemów bezzałogowych przeciwników. Ofiarą Huti padały więc najprawdopodobniej amerykańskie maszyny z rodziny MQ-1 Predator/ MQ-9 Reaper, ale także chińskiej produkcji Wing Loong 2, którymi operują chociażby Saudyjczycy. Jednakże utrzymanie wyspy przy oddziaływaniu na nią znacznych środków powietrzno-morskich silnego państwa raczej nie może być osadzone jedynie na takich MANPADS-ach.
Szlak żeglugowy na celowniku
Wracając jednak do przestrzeni operacyjnej, to oprócz uderzenia na południe w celu kontroli strategicznego szlaku wodnego, Huti wrócili do zmasowanych ataków już na samo Królestwo Arabii Saudyjskiej. Odnoszą się przy tym do sprawdzonego modelu użycia kombinowanych środków rażenia – opartych na systemach bezzałogowych OWA (jednokierunkowego ataku) oraz pociskach balistycznych. Zakładać można, że nadal dysponują oni również pewną liczbą przesłanych im przez Iran pocisków manewrujących. Rażone są cele stricte wojskowe, np. saudyjska baza sił powietrznych Króla Chalida w pobliżu miasta Chamis Muszajt.
Jednocześnie Huti wrócili do oddziaływania znanego również z ataków rosyjskich na ukraińskie cele cywilne, szczególnie ośrodki miejskie. Alarmy były podnoszone m.in. w Dżuddzie, Janbu, Dżizanie i Aluli, ale ofiary wśród ludności cywilnej miały wystąpić w Chamis Muszajt, Abhie i Taifie. Huti od lat stosują koncepcje ataków saturacyjnych, mających przeciążyć obronę powietrzną sił saudyjskich. Jednocześnie wyprowadzanie uderzeń na cele w Królestwie Arabii Saudyjskiej ma paraliżować tamtejszą gospodarkę i życie codzienne, podważając zaufanie do władz.
Saudyjska infrastruktura znów pod presją
Na liście celów Huti znajdują się oczywiście obiekty infrastruktury surowcowej, szczególnie petrochemicznej. Ich działania można traktować oczywiście w kategoriach wewnątrzjemeńskich (co pomija wielu komentatorów, także w Polsce), ale należy się zgodzić z ich połączeniem z ogólną sytuacją regionalną. Należy postawić hipotezę, że Iran mógł wzmóc presję na Huti w celu przynajmniej zagwarantowania sobie większej liczby form oddziaływania na sprawy żeglugi i tranzytu surowców z Bliskiego Wschodu (poza oczywiście dalszą eskalacją sytuacji wokół Cieśniny Ormuz i wód Zatoki). I rzeczywiście kontrola Huti na odcinku od Bab al-Mandab aż do granicy z Królestwem Arabii Saudyjskiej to niezmiernie groźny sygnał dla bezpieczeństwa całego Morza Czerwonego.
Huti mogą bowiem użyć wachlarza narzędzi do paraliżowania ruchu szczególnie największych jednostek cywilnych. W ostatnich latach spotykaliśmy się tam z: odpalaniem pocisków przeciwokrętowych ziemia-woda, użyciem min morskich, zastosowaniem desantu śmigłowcowego, wykorzystaniem pocisków balistycznych, a coraz częściej sięganiem po systemy bezzałogowe – BSP, w tym OWA, a także zróżnicowane USV (od przekształconych szybkich łodzi aż po konstrukcje dedykowane misjom bojowym). Pamiętajmy również, że w regionie pamięta się też o modelu działania somalijskich piratów dokonujących abordaży jednostek i uprowadzających je do portów pozostających pod ich kontrolą. Przy eskalacji uderzeń na Al-Hudajdę możliwym scenariuszem może być porwanie cywilnej jednostki, tak aby ona, a przede wszystkim załoga stała się żywą tarczą.
Saudyjczycy postawieni pod ścianą
W najbardziej krytycznej sytuacji, w kontekście ofensywy Huti, postawione zostało Królestwo Arabii Saudyjskiej. Państwo to przejęło niejako odpowiedzialność za wspieranie sił jemeńskich, szczególnie po eskalacji napięcia ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi (oba państwa wspierały różne frakcje). Co więcej, to Saudyjczycy dążyli po długiej kampanii powietrzno-lądowej, zapoczątkowanej w 2015 r., do deeskalacji z użyciem narzędzi dyplomatycznych w relacjach z Huti, będąc niejako zdystansowani nawet do późniejszych amerykańskich prób zaangażowania ich w operację pk. Prosperity Guardian – od 2023 r. Trzeba zaznaczyć, że nie jest zaskakujące, iż teraz to USA szybko nie włączyło się w pomoc dla Saudyjczyków. Pamiętać należy, że obszary Jemenu kontrolowane przez Huti, w tym ich matecznik, znajdują się w pobliżu granic Królestwa Arabii Saudyjskiej, a więc mowa jest o zagrożeniu także lądowym.
Zaś pod kątem militarnym, siły saudyjskie (wojsko, gwardia narodowa, inne formacje bezpieczeństwa) muszą dziś gwarantować zdolności na de facto trzech kierunkach, z których mogą i przychodzą ataki. Pierwszym jest oczywiście Jemen, ale nie wolno zapominać o atakach z Iraku oraz bezpośrednim zagrożeniu ze strony Iranu. Strona saudyjska nie ma więc komfortu strategicznego, jeśli chodzi o działania w Jemenie, w porównaniu do 2015 r. Tak czy inaczej, pierwszą reakcją i najbardziej oczywistą jest użycie saudyjskich sił powietrznych (Królewskie Saudyjskie Siły Powietrzne RSAF). Mowa jest już o ponad pięćdziesięciu uderzeniach na cele Huti, ale należy założyć, że ataków było więcej i nie należy przywiązywać się do tej wartości z racji potencjału eskalacyjnego konfliktu.
W poszukiwaniu pomocy do walki z Huti
Problemem jest jednak wybór celów oraz ocena skutków uderzeń, mając na uwadze wcześniejsze działania saudyjskie nad Jemenem i przede wszystkim doświadczenia samych Huti z kampanii powietrznych wymierzonych w nich. Przy czym Saudyjczycy mieli zwrócić się do Izraela o pomoc w zakresie danych wywiadowczych. Jest to o tyle istotne, że strona izraelska miała okazję w ostatnich latach zaatakować Huti (w odpowiedzi na ich ostrzały Izraela) i zrobiła to najprawdopodobniej w sposób efektywny, sygnalizując przy tym właśnie pewne zdolności do penetracji wywiadowczej Jemenu, najprawdopodobniej nawet większe niż mogli zaoferować Amerykanie.
Pojawiły się również doniesienia, że europejscy sojusznicy Saudyjczyków mieli otrzymać pytania o udzielenie im wsparcia, chociaż w tym aspekcie może być raczej brana pod uwagę rola doradców w kontekście procesów planistycznych, sztabowych i analizy danych w toku kampanii powietrznej. Jeśli zaś chodzi o udział sił lądowych, to wiele wskazuje, że Saudyjczycy odwołają się do wykorzystywanego już wcześniej modelu sił najemnych. Już dziś pojawia się sugestia odnosząca się do przerzutu sił syryjskich, przy kooperacji z Turkami.
Lecz równie prawdopodobne będzie sięgnięcie po zaciąg najemników (do bezpośredniej walki) i formacji prywatnych firm wojskowych (wsparcie, szkolenia, logistyka, wywiad, etc.) z całego świata. Aczkolwiek, największym wsparciem może okazać się ponowne wypracowanie wspólnego modelu działań ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Jak już wcześniej podkreślono, struktury walczące z Huti są częstokroć mocno podzielone, czy wręcz skłócone. Ich nawet czasowe zjednoczenie musi być skoordynowane przez zewnętrznych aktorów.
Nie będzie zwycięskiej kontrofensywy
Konkludując, efekty działań Huti są niewątpliwie zaskakujące, ale powinny rodzić się również pytania na ile stałe, a na ile tymczasowe. W zenicie swoich możliwości militarnych Huti podeszli przecież pod sam Aden, a więc ośrodek pełniący obecnie de facto rolę stolicy po upadku Sany. Jednego można być pewnym, pokonanie Huti nie będzie możliwe w przypadku jednej dużej, prostej operacji (dotyczy to czynników terenowych, kwestii struktury władzy Huti, ale też charakterystyki ich przeciwników), tym bardziej z użyciem sił powietrznych.
Najbardziej efektywne może okazać się jednak odcinanie ich od wybrzeża, a szczególnie pozbawienie portów niezbędnych do transferu nie tylko kontrabandy, ale też środków niezbędnych do utrzymania ludności cywilnej. To zaś było blokowane sytuacją humanitarną Jemenu, która w ostatnich latach jest katastrofalna nawet jak na standardy najbiedniejszego państwa Półwyspu Arabskiego. Lecz postępy Huti na kierunku Morza Czerwonego oraz ponowne ataki na cele saudyjskich mogą zbliżyć przeciwników tej struktury parapaństwowej (rząd uznawany międzynarodowo funkcjonuje we wspomnianym Adenie) do zaostrzenia działań zbrojnych.
Niezmiernie ważne jest także zauważenie, że w tej części świata mamy coraz więcej aktywnych konfliktów o różnej skali i natężeniu. Najbardziej obecnie wszyscy mówią o Jemenie, ale spójrzmy, że nadal nierozwiązana jest sytuacja wewnętrzna w Sudanie, gdzie toczy się konflikt umiędzynarodowiony. W Somalii walki toczą się już nie tylko między siłami umownie rządowymi a terrorystami, lecz także między różnymi frakcjami politycznymi (symbolem były starcia w mieście Baidoa), a przecież nadal niepewny jest status Puntlandu. Do tego płyną niepokojące informacje o wznowieniu konfliktu w Tigraju, a więc części spornej w Etiopii. Liczba konfliktów może być w tym najbardziej problematyczna, bo nie umożliwia ich łatwego rozwiązania, a także grozi rozlewaniem się walk w różnych konfiguracjach poza granice poszczególnych państw.











