Reklama
Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

W Zatoce Perskiej wciąż niespokojnie – logika kontrolowanej eskalacji Teheranu

Władze w Teheranie podjęły decyzję o drastycznym ograniczeniu dostępu do internetu w kraju. W odpowiedzi mieszkańcy zaczęli poszukiwać usług VPN w celu odzyskania łączności.
Autor. By ak ba - https://www.panoramio.com/photo/72529537, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=33188361

Choć pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem trwa kruche zawieszenie broni, napięcie w rejonie Zatoki Perskiej nie słabnie. Teheran, przygotowując się do kolejnej fazy konfliktu, świadomie dąży do eskalacji. Z perspektywy irańskich decydentów jest to jednak działanie w pełni racjonalne – dyktowane zarówno ograniczeniami potencjału reżimu, jak i długofalowymi celami strategicznymi.

Pomiędzy przetrwaniem a presją Przygotowania do nowej fazy konfliktu Jastrzębie u władzy

Si vis pacem, para bellum – ta łacińska maksyma jest doskonale znana w Teheranie. Tutejsi decydenci przetrwali intensywną kampanię z początku tego roku, kiedy połączone siły Izraela oraz Stanów Zjednoczonych prowadziły przeciwko Islamskiej Republice Iranu operację wojskową o bezprecedensowej skali. Pomimo setek nalotów system polityczny nie uległ załamaniu, choć państwo doświadczyło dotkliwych zniszczeń infrastrukturalnych oraz strat gospodarczych. Ich usunięcie zajmie wiele lat lub, biorąc pod uwagę międzynarodową izolację oraz powściągliwość nawet przychylnych Teheranowi podmiotów w inwestowaniu w tym kraju, może okazać się niemożliwe.

Reklama

17 czerwca we Francji podpisano amerykańsko-irańskie memorandum o porozumieniu (memorandum of understanding). Umowa przewidywała zawieszenie sankcji umożliwiające Iranowi sprzedaż ropy naftowej, odblokowanie miliardów dolarów zamrożonych aktywów oraz perspektywę utworzenia funduszu odbudowy o wartości 300 miliardów dolarów. Głównym zobowiązaniem Teheranu miało być odblokowanie cieśniny Ormuz dla ruchu handlowego oraz przystąpienie w dobrej wierze do negocjacji w sprawie programu nuklearnego.

Zaledwie trzy tygodnie później Iran wznowił ataki rakietowe. Działanie to można interpretować jako naruszenie postanowień porozumienia bądź też jako element pragmatycznej strategii władz w Teheranie. Dzięki negocjacjom Iran, nieufający intencjom Trumpa, zyskał czas niezbędny do reorganizacji struktur władzy bez bezpośredniego zagrożenia militarnego, a także do intensyfikacji aktywności w regionie i udzielenia dodatkowego wsparcia proirańskim ugrupowaniom paramilitarnym na Bliskim Wschodzie.

Pomiędzy przetrwaniem a presją

Sytuacja z perspektywy decydentów w Teheranie, których priorytetem pozostaje zapewnienie przetrwania reżimowi, jest złożona i dwuznaczna. Z jednej strony może być oceniana pozytywnie, ponieważ – jak wspomniano – władze zdołały przetrwać najczarniejszy scenariusz, jakim od lat była bezpośrednia konfrontacja zbrojna ze Stanami Zjednoczonymi. Z drugiej jednak strony przyszłość systemu politycznego pozostaje niepewna, gdyż ani Stany Zjednoczone, ani Izrael nie przestały stanowić dla niego egzystencjalnego zagrożenia.

Świadczą o tym niedawne wydarzenia: prezydent Donald Trump, grożący działaniami zbrojnymi również Omanowi, ogłosił przywrócenie blokady Iranu. W odpowiedzi Teheran wystrzelił co najmniej dwa pociski balistyczne, zmuszając do aktywacji systemy obrony przeciwlotniczej Zjednoczonych Emiratów Arabskich – była to pierwsza tego typu interwencja od połowy lipca. Równocześnie w cieśninie Ormuz, po stronie wód terytorialnych Omanu, rakieta trafiła w masowiec, uszkadzając maszynownię i powodując śmierć jednego członka załogi. Według danych władz ZEA, w samym sierpniu Iran zaatakował siedem jednostek pływających należących do tego państwa. Łącznie w tym miesiącu w rejonie cieśniny Ormuz oraz w rejonie cieśniny Bab al-Mandab na drugim końcu Półwyspu Arabskiego (łączącej Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim) doszło do 14 ataków na statki cywilne.

W negocjacjach amerykańsko-irańskich utrzymuje się impas. O ile Waszyngton dąży do szybkiego deeskalowania kryzysu – co tłumaczy brak nowych uderzeń od lipca i ograniczenie się jedynie do gróźb oraz presji ekonomicznej – o tyle Teheran realizuje odmienną kalkulację. Z punktu widzenia Iranu optymalnym scenariuszem jest kontrolowane przeciąganie stanu napięcia. Generuje to stałe koszty dla Amerykanów oraz ich regionalnych sojuszników i utrzymuje powszechną niepewność, która od dawna stanowi fundament myślenia strategicznego Islamskiej Republiki. Decydenci w Teheranie mogą słusznie zakładać, że szybkie porozumienie pokojowe byłoby dla nich niekorzystne: osłabiłoby presję na Stany Zjednoczone, a w dłuższej perspektywie i tak nie zapobiegłoby powrotowi przeciwników do działań zbrojnych.

Uderzając i wywierając nacisk, Iran dąży do trwałej zmiany reguł gry w regionie – oczekuje nie tylko rekompensat gospodarczych, ale i usankcjonowania zwiększonej kontroli nad Zatoką Perską. Długofalowym celem pozostaje oddalenie zagrożenia bezpośrednim atakiem poprzez odbudowanie trwałego mechanizmu odstraszania konwencjonalnego. Aby to osiągnąć, irańscy decydenci uznają za konieczne utrzymywanie stanu niepewności i podnoszenie kosztów amerykańskiej obecności tak, by wykluczyć ryzyko przyszłych interwencji Stanów Zjednoczonych.

Polityka kontrolowanej eskalacji wpisuje się w tradycyjną filozofię działania Teheranu i pozostaje z jego perspektywy w pełni racjonalna. Przeciągający się kryzys bezpośrednio uderza w arabskie monarchie Zatoki Perskiej – zarówno pod względem gospodarczym, jak i politycznym. Sytuacja ta potęguje erozję zaufania tych państw do Waszyngtonu i podkopuje amerykański autorytet na Bliskim Wschodzie. Fakt, że mimo obecności i asysty amerykańskiej marynarki wojennej cena baryłki ropy naftowej utrzymuje się na wysokim poziomie około 91 dolarów, stanowi wymowną ilustrację słabości strategii amerykańskiej.

Iran nie ponosi przy tym dodatkowych strat strategicznych. Choć prezydent Trump groził uderzeniem w infrastrukturę (zapowiadając zniszczenie mostu lub elektrowni za każdy zaatakowany w cieśninie Ormuz statek), Amerykanie poprzestają na presji ekonomicznej. Z punktu widzenia Teheranu nie jest to czynnik nowy – kraj był już i wcześniej odcięty od swobodnej wymiany handlowej. Dodatkowo, w wyniku wojny i wcześniejszych ataków na państwa Zatoki Perskiej, dotychczasowe relacje handlowe w regionie i tak uległy zerwaniu. Znalazłszy się w nowej rzeczywistości politycznej, Teheran nie ma motywacji do wycofania się – kontynuuje politykę nacisku, starając się jednak precyzyjnie balansować poniżej progu otwartej wojny. To podejście jest spójne z dotychczasową praktyką Islamskiej Republiki, która od lat budowała swoje bezpieczeństwo na wykorzystywaniu okazji geopolitycznych przy jednoczesnym unikaniu bezpośredniej konfrontacji militarnej.

Reklama

Przygotowania do nowej fazy konfliktu

Aby osiągnąć zakładane cele strategiczne, Teheran dysponuje ograniczonymi, lecz dobrze znanymi i wypróbowanymi instrumentami. Pierwszym z nich jest rozbudowa tradycyjnych filarów sił zbrojnych oraz potencjału odstraszania konwencjonalnego, na który składa się bogaty arsenał pocisków balistycznych różnego typu i zasięgu, a także bezzałogowych statków powietrznych (dronów) i pocisków manewrujących. Rzecznik Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, gen. bryg. Hosejn Mohebbi, w wywiadzie udzielonym w lipcu powiązanej z Korpusem agencji informacyjnej Tasnim przyznał, że Iran wykorzystał okres zawieszenia broni na wykonanie najpilniejszych prac. Jak zaznaczył: „Zwiększyliśmy nasze możliwości, przyspieszyliśmy tempo produkcji rakiet oraz poprawiliśmy ich celność”. Dane satelitarne potwierdzają, że część infrastruktury zniszczonej podczas wcześniejszych nalotów została już odbudowana.

Drugim elementem strategii Teheranu – stanowiącym kontynuację polityki przedwojennej – jest sukcesywne wzmacnianie współpracujących z nim regionalnych aktorów niepaństwowych i ugrupowań paramilitarnych. W ostatnich latach Iran rozbudował rozległą sieć partnerów w Iraku, Jemenie, Syrii, Libanie oraz w Strefie Gazy. Choć część z tych struktur uległa rozbiciu (Syria), inne zachowały pełną gotowość bojową (Irak), a kolejne – mimo znacznego osłabienia – znajdują się w fazie intensywnej odbudowy (Liban, Gaza).

W obecnej konfiguracji geostrategicznej kluczowym ogniwem tego systemu pozostaje ruch Ansar Allah (Huti) w Jemenie – państwie pogrążonym w długotrwałym kryzysie wewnętrznym, lecz dysponującym unikalnym atutem położenia geograficznego przy cieśninie Bab al-Mandab. Dzięki temu Teheran zyskuje możliwość wywierania presji na dwa krytyczne dla światowego handlu morskiego „wąskie gardła”: cieśniny Ormuz oraz Bab al-Mandab. Nasilenie ataków w tym rejonie w ostatnich dniach istotnie utrudniło żeglugę. Przykładem skuteczności tych działań był atak rakietowo-dronowy, w którym zginęło co najmniej 16 osób, a jemeński port Mokha został całkowicie wyłączony z eksploatacji.

W obecnej sytuacji geopolitycznej oraz w obliczu ryzyka wznowienia pełnoskalowego konfliktu, regionalne siły zastępcze (proxies) – zwłaszcza w Jemenie, ale również w Iraku (ze względu na bliskość infrastruktury energetycznej monarchii z Zatoki Perskiej) – stanowią dla Teheranu zasób o krytycznym znaczeniu. Iran dąży do ich pilnego wzmocnienia nie tylko po to, by utrzymać instrument nacisku w trakcie zawieszenia broni, ale także z myślą o przyszłej eskalacji, w której potencjał operacyjny Hutich byłby kluczowy.

Działania te nie ograniczają się jednak wyłącznie do ruchu Ansar Allah. Służby wywiadowcze państw arabskich informują o wzmożonej aktywności irackiego i libańskiego wektora polityki Teheranu, w tym o wysyłaniu dodatkowych oficerów łącznikowych Korpusu Strażników Rewolucji do Iraku i Libanu w celu koordynacji działań przed kolejną fazą konfliktu. Z doniesień medialnych wynika, że Korpus Strażników Rewolucji przekazał jemeńskim bojownikom dane wywiadowcze oraz listy celów obejmujące saudyjskie porty i obiekty energetyczne. Efektem tej ścisłej koordynacji była seria ataków przeprowadzonych przez Hutich w drugiej połowie lipca, skierowanych przeciwko władzom prosaudyjskim w Jemenie oraz saudyjskiej flocie handlowej. Z kolei z terytorium Iraku w przestrzeń powietrzną Arabii Saudyjskiej wniknęły drony, które obrały za cel tamtejszą infrastrukturę naftową.

W ramach przygotowań do nowej fali eskalacji Korpus Strażników Rewolucji – odpowiedzialny za ochronę reżimu oraz prowadzenie operacji poza granicami kraju – według informacji prasowych opracował zestaw nowych wariantów działaniowych. Obejmują one m.in. zmasowane akcje sabotażowe ukierunkowane na podmorskie kable światłowodowe w Zatoce Perskiej, destabilizację polityczną państw o znacznym odsetku ludności szyickiej (np. Kuwejtu i Bahrajnu), a potencjalnie nawet lądowe operacje dywersyjne na terytorium Kuwejtu. Wskazuje się również na plan równoległego uderzenia na Arabię Saudyjską wyprowadzonego jednocześnie z kierunku jemeńskiego i irackiego.

Choć część tych planów można interpretować jako element operacji psychologicznej (PSYOPS) i próbę wywarcia presji na państwa arabskie, by wymusiły na Waszyngtonie złagodzenie żądań negocjacyjnych, władze w Kuwejcie traktują te zagrożenia bardzo poważnie. Już w maju kuwejckie służby poinformowały o zatrzymaniu sześciu funkcjonariuszy Korpusu Strażników Rewolucji, którzy przy użyciu wynajętej łodzi rybackiej wylądowali na kuwejckiej wyspie, oddzielonej od Iranu jedynie wąskim pasem terytorium irackiego. Na miejscu doszło do wymiany ognia, po czym MSZ Kuwejtu wystosowało oficjalny protest, wzywając ambasadora Islamskiej Republiki Iranu.

Reklama

Jastrzębie u władzy

O ile trudno uznać te metody za całkowicie nowe, to obecna sytuacja różni się od dotychczasowej pod jednym kluczowym względem – dzisiejszy Iran jest fundamentalnie innym państwem niż jeszcze na początku bieżącego roku. Rubikon został przekroczony. W wyniku konfrontacji zbrojnej Teheran wszedł na drogę znacznie większego radykalizmu oraz determinacji w działaniu, co wynika z dwóch podstawowych przyczyn.

Po pierwsze, wybuch otwartej wojny na początku 2026 roku stał się koronnym argumentem dla tych frakcji w Teheranie, które krytykowały dotychczasową wstrzemięźliwość strategiczną okazywaną w latach 2024-2025, gdy Iran ograniczał się do zachowania kalkulowanego dystansu w odpowiedzi na punktowe uderzenia Izraela i Stanów Zjednoczonych. Ówczesna powściągliwość miała zapobiec niekontrolowanej eskalacji. Dziś w irańskich elitach panuje przekonanie, że zachowawcza postawa przyniosła skutek odwrotny do zamierzonego – ośmieliła wrogów, którzy, postrzegając działania Iranu w kategoriach strachu i słabości, doprowadzili do pełnoskalowej wojny.

Po drugie, umiarkowane dotychczas zaplecze decyzyjne w znacznej mierze uległo eliminacji w trakcie działań wojennych. Jego miejsce zajęli twardogłowi wojskowi i politycy nowej fali, odrzucający miękkie metody dyplomatyczne. Z doniesień prasowych wynika, że na kluczowe stanowiska powracają również weterani zaprawieni w trudach brutalnej wojny z Irakiem z lat 80. XX wieku – grupa wyjątkowo bezwzględna i ukształtowana przez doświadczenie egzystencjalnego, bezlitosnego starcia.

Wyrazistym przykładem tej roszady jest nominacja Mohsena Rezajego, dawnego dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji (1981-1997), na stanowisko sekretarza ścisłego gremium decyzyjnego, jakim jest Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Z kolei Hossejn Taeb, wpływowy szyicki duchowny i były szef wywiadu Korpusu Strażników Rewolucji, odpowiedzialny m.in. za tłumienie protestów społecznych w 2009 roku, powrócił na stanowisko dowódcy paramilitarnych sił Basidż. Na czele Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Islamskiej Republiki Iranu stanął natomiast doświadczony gen. bryg. Ali Abdollahi, zajmujący dotąd szereg kluczowych stanowisk w strukturach wojskowych. Ten twardogłowy oficer Korpusu Strażników Rewolucji zastąpił generała Abdolrahima Musawiego, zabitego w nalocie w lutym 2026 roku. Gen. Abdollahi dał się poznać jako zwolennik bezkompromisowej doktryny militarnej i zmasowanych uderzeń rakietowych na infrastrukturę państw arabskich.

Wszystkie te roszady kadrowe tworzą spójny obraz państwa, które nie tylko konsekwentnie przygotowuje się do kolejnej konfrontacji zbrojnej, ale uznaje ją za nieuchronną i zakłada, że jej skala przewyższy starcie z początku tego roku. Do głosu doszli decydenci ukształtowani w logice sumy zerowej, dla których dyplomacja stanowi jedynie pragmatyczną zasłonę dymną służącą kupieniu czasu (tym bardziej na bazie doświadczeń z umową nuklearną i wspomnianymi wydarzeniami lat 2024/2025). Zmiana ta oznacza, że Teheran porzucił dotychczasowy paradygmat powściągliwości na rzecz doktryny wyprzedzającego i nieproporcjonalnego odwetu. W efekcie nowa architektura władzy w Iranie sprawia, że jakakolwiek próba wypracowania trwałego porozumienia z Zachodem staje się niezwykle trudna, a sam Bliski Wschód wkracza w fazę permanentnej, nieprzewidywalnej i wysoce wybuchowej niestabilności.

Reklama

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować