Reklama
Reklama
  • ANALIZA
  • KOMENTARZ
  • OPINIA
  • WIADOMOŚCI

Huti sprowokowali Arabię Saudyjską? Stanie się bardziej ofensywna [KOMENTARZ]

WDS 2026
Królestwo Arabii Saudyjskiej od lat inwestuje znaczne zasoby finansowe w rozwój swoich sił zbrojnych.
Autor. Jacek Raubo/Defence24

Saudyjczycy mieli dokonać uderzeń w Iraku, we współpracy z Amerykanami. Celem były irackie struktury proirańskie, które atakowały cele na terytorium Królestwa Arabii Saudyjskiej. Wcześniej, także w Jemenie, saudyjskie siły zbrojne zaatakowały Huti. Czy Królestwo straciło cierpliwość i ruszy przeciw irańskim strukturom paramilitarnym w regionie?

Iran i jego sojusznicy proxy w regionie, szczególnie struktury paramilitarne w Iraku i Jemenie, otrzymali w ostatnich dniach wymowny sygnał ze strony Królestwa Arabii Saudyjskiej. Kolejne uderzenia z powietrza są bowiem wskazaniem, że nie ma zgody na naruszanie interesów państw arabskich, jeśli chodzi o ich zdolności eksportowe w zakresie surowców energetycznych. Decyzja o eskalacji i deeskalacji leży po stronie irańskiej.

Reklama

Aktywny lipiec dla saudyjskich wojsk

Królestwo Arabii Saudyjskiej ponownie przeprowadziło w ostatnich dniach uderzenia na cele w regionie Bliskiego Wschodu. 25 lipca 2026 r. zaatakowane zostały elementy infrastruktury Huti w jemeńskim porcie Hudajda, co było bezpośrednią odpowiedzią na wcześniejsze ataki na saudyjskie tankowce. Zaś 29 lipca 2026 r. amerykańskie Dowództwo Centralne (U.S. CENTCOM) poinformowało w lakonicznym komunikacie o skoordynowanych nalotach amerykańsko-saudyjskich na cele w Iraku. W tym przypadku porażone miały być bazy należące do Sił Mobilizacji Ludowej/Ludowych Sił Mobilizacyjnych – PMF (Hashed al-Shaabi) zlokalizowane we wschodnim Iraku, ale też w prowincji Niniwa oraz okolicach stołecznego Bagdadu.

Amerykańsko-saudyjska operacja miała na celu zniszczenie centrów dowodzenia, ale także, lub przede wszystkim, obiektów odpowiadających za logistykę struktur powiązanych z Iranem. Mowa o kluczowym aktorze proxy (struktury zastępcze o charakterze niepaństwowym, posiadające zdolności paramilitarne) Iranu na kierunku irackim. PMF są wspierani i zaopatrywani przede wszystkim przez sieci relacji z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej. Odpowiadają za wiele działań wymierzonych nie tylko w USA, ale i w amerykańskich sojuszników w regionie. Przypomnijmy też, że podobne ataki na cele w Iraku mogły mieć miejsce również w maju tego roku, w odpowiedzi na działania struktur paramilitarnych wobec terytorium saudyjskiego.

Oba wydarzenia – uderzenia w Jemenie i Iraku, w tak krótkim interwale czasu, wykazują, że władze saudyjskie powoli tracą dystans do kolejnych prób naruszania ich bezpieczeństwa, szczególnie gdy mowa jest o sferze strategicznych aktywów państwa. Pamiętajmy, że Saudyjczycy starali się być w ostatnich latach otwarci na rozwiązania polityczno-dyplomatyczne, starając się pozostać poza bezpośrednimi działaniami zbrojnymi. Mając na uwadze chociażby próbę nowego otwarcia w relacjach z Iranem, gdzie brokerem miały być Chiny (2023 r.). Jak również jeśli chodzi o poszukiwanie od 2022 r. zróżnicowanych formuł koegzystencji z irańskimi proxy w Jemenie, czyli Huti. Nie weszli chociażby do działań, gdy USA rozpoczęły własną i sojuszniczą operację wymierzoną w Huti.

Reklama

Władze w Rijadzie wysłały ostatnie ostrzeżenie

Władze w Rijadzie wysłały sygnały o zdolności do asertywnej reakcji na zagrożenia z użyciem skalowanej odpowiedzi militarnej. Zauważmy, że cały czas mowa jest o bardzo ograniczonych uderzeniach. Używając narzędzi typowo bliskowschodnich, przenosząc ciężar decyzji o eskalacji lub deeskalacji na umowny obóz irański. Co nad wyraz istotne, swoje poparcie dla zaatakowanych Saudyjczyków wyraziły władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Tamtejsze Ministerstwo Spraw Zagranicznych w swoim oświadczeniu stwierdziło, że agresywne ataki z kierunku Iraku stanowią rażące naruszenie suwerenności Królestwa Arabii Saudyjskiej oraz stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa i stabilności. Wyrażono pełną solidarność ZEA z Królestwem Arabii Saudyjskiej oraz poparcie dla wszystkich działań służących ochronie bezpieczeństwa i stabilności.

W wymiarze regionalnej architektury bezpieczeństwa jest to kluczowe zasygnalizowanie solidarności między najsilniejszymi militarnie państwami w regionie, które jednak w ostatnim czasie wykazywały oznaki pewnych napięć, np. w odniesieniu do kwestii jemeńskiej (Saudyjczycy i ZEA byli skłóceni co do własnych wpływów na frakcje walczące z Huti). Przy czym w 2026 r. ZEA również doświadczyły irańskich ataków i, patrząc na potencjał tamtejszych sił zbrojnych, zachowały duży spokój w reakcji. Lecz nie da się ukryć, że oba mocarstwa regionalne mają granice w swoim zdystansowaniu się wobec całego spektrum zagrożeń. I tu mowa przede wszystkim o zaktywizowaniu irańskich proxy w celu ataków na stabilność gospodarki Królestwa Arabii Saudyjskiej i ZEA, odnosząc się do takich sektorów jak wydobycie, przetwarzanie i transfer surowców energetycznych, ale też do paraliżowania ruchu lotniczego w regionie czy nawet do ataków na centra danych.

Region pod presją ataków

Sytuacja jest nad wyraz dynamiczna, gdyż trzeba również zauważyć, że zaatakowano cele w Jordanii i najprawdopodobniej w Egipcie (gazowiec w porcie Damietta, 29 lipca 2026 r.). Oba państwa posiadają również znaczne zasoby wojskowe i mają ugruntowaną pozycję w regionie oraz w relacjach z kluczowymi partnerami na arenie globalnej. Widać więc poruszanie się strony irańskiej i proirańskiej po bardzo niestabilnej granicy w kierunku wciągnięcia innych państw do przynajmniej aktywnego zwalczania paramilitarnych zasobów w regionie, na czele z tymi z Iraku i Jemenu. Obecnie jest to o wiele bardziej prawdopodobne również z tego powodu, że w działania wymierzone w Iran nie są zaangażowane w sposób otwarty aktywa izraelskie.

Reklama

Na początku 2026 r. mieliśmy do czynienia z połączonymi operacjami amerykańsko-izraelskimi, co tworzyło naturalny dyskomfort strategiczny dla innych państw w regionie (szczególnie w obliczu izraelskich działań w Gazie czy Libanie). Aczkolwiek gwoli sprawiedliwości należy uznać, że istnieją pewne narracje, że mogło jednak dochodzić do ataków na cele irańskie już wcześniej. W tym kontekście trzeba podkreślić chociażby opracowania „The Wall Street Journal” (Zlati Meyer, U.A.E.’s Secret Attacks on Iran, 11.05.2026), mówiące o tym, że samoloty bojowe i BSP ZEA przeprowadziły pewne uderzenia odwetowe na irańską infrastrukturę wojskową i energetyczną, w koordynacji z siłami USA i Izraela. Najbardziej dyskutowana jest oczywiście możliwa operacja wymierzona w cele na strategicznej wyspie Lawan.

Majowe rozważania na łamach międzynarodowej prasy o tym, że Królestwo Arabii Saudyjskiej miało dokonać pewnej liczby nienagłośnionych uderzeń na Iran, pojawiły się po niepotwierdzonych informacjach Reutersa. Saudyjczycy mieli szczególnie atakować miejsca startu irańskich systemów bezzałogowych oraz pocisków rakietowych, które służą do uderzeń na ich państwo. Co więcej, Saudyjczycy w lipcu 2026 r. mieli już dokonać militarnego zasygnalizowania swojej polityki w Jemenie, o czym pisaliśmy na łamach Defence24 w kontekście niedopuszczenia do lądowania samolotu z Iranu w kontrolowanej przez Huti stolicy Sanie.

Huti i PMF na liście celów do zniszczenia

Nie można więc wykluczyć, że działania Iranu et consortes mogą doprowadzić do nowej jakości w zwalczaniu Huti czy innych struktur podobnych w Iraku. Już teraz jednak widać różnicę niejako w porzuceniu modelu wiarygodnego wyparcia się odpowiedzialności, jeśli chodzi o komunikat U.S. CENTCOM. Zauważmy, że Iran w ostatnim czasie kieruje szereg gróźb również w innych kierunkach strategicznych. Mieliśmy do czynienia z napięciem na linii Iran – Ukraina wynikłym z incydentu na Morzu Kaspijskim. Pojawiały się również oskarżenia, że Azerbejdżan miał wspierać Izrael w uderzeniach na Iran w 2026 r. Lecz z perspektywy europejskiej o wiele bardziej istotne mogą być ostrzeżenia wobec Zjednoczonego Królestwa i Bułgarii, aby ich bazy nie wspierały USA w operacjach wymierzonych w Iran. Chodziło oczywiście o bazy sił powietrznych, które są niezbędne do wsparcia np. samolotów amerykańskich dyslokowanych na Bliskim Wschodzie.

Reklama

W wymiarze operacyjnym takie rozpalanie regionu i świata może być zaprojektowane w celu podniesienia stawki oraz wzmocnienia pozycji negocjacyjnej. Jednakże, strona irańska musi brać pod uwagę, że istnieje masa krytyczna, która może doprowadzić w wymiarze strategicznym do nieodwracalnych zmian. Szczególnie, jeśli doszłoby do zmasowanych ataków na ich zasoby proxy w regionie. Iran nie miałby zdolności do ich zaopatrywania w warunkach presji na własnym terytorium oraz po dużych stratach, które poniósł i ponosi w 2026 r. Co więcej, już Hezbollah i osłabiona pozycja w Libanie dają sporą dozę lessons learned. Jak wielokrotnie pisaliśmy na łamach Defence24, państwa arabskie są w stanie zadać Huti największe straty w momencie, gdyby doszło do kombinacji uderzeń z powietrza (do czego mają narzędzia), wsparcia sił walczących z Huti i doprowadzenia do blokady morskiej (ryzykując problemy na arenie międzynarodowej wynikające z kwestii humanitarnych).

Jeśli chodzi o sytuację w Iraku, to w tym przypadku Irańczycy mają bardziej komfortową pozycję z racji możliwości przenikania przez granicę i skomplikowanej sytuacji wewnętrznej w tym państwie. Nie oznacza to jednak, że Saudyjczycy nie mają i w tym przypadku swoich atutów w postaci możliwości pozyskiwania danych za pomocą Mukhabaratu, ale też innych sposobów w ramach kompleksu ISR. Zaś prowadzenie uderzeń w obrębie sąsiedniego państwa przy współpracy USA może spowodować znaczne straty w logistyce PMF, nie mówiąc już o możliwości eliminacji ważnych celów osobowych HVT.

Decyzje o eskalacji po stronie Iranu

Można postawić hipotezę, że to właśnie sygnalizacja za pomocą uderzeń ze strony saudyjskiej jest najprawdopodobniej największym testem dla irańskiego systemu decyzyjnego. W uproszczeniu, jeśli dojdzie do eskalacji z użyciem aktorów proxy, a wymierzonej w państwa arabskie i być może również prób akcji terrorystycznych wobec baz poza regionem w państwach wspierających USA, to zauważyć będzie można dużą niestabilność wewnętrzną w Iranie. Przede wszystkim dominację wizji najbardziej radykalnych frakcji, nawet kosztem strat w zasobach strategicznych. Przypomnieć należy, iż aktorzy proxy od lat są wpisani w plany Iranu w wymiarze polityczno-wojskowym. Saudyjczycy wysłali sygnał, a teraz kluczowe okażą się kolejne działania PMF i Huti, za którymi stoją ich koneksje z irańskimi służbami wywiadowczymi (Ghods i MOIS) oraz przede wszystkim Strażnikami Rewolucji.

Reklama

Zaś z perspektywy saudyjskiej najgorszym możliwym scenariuszem militarnym jest przyjęcie postawy typowo defensywnej. Uderzenia dronowo-rakietowe z Jemenu, Iraku i bezpośrednio z Iranu są praktycznie niemożliwe do zatrzymania z racji rozległego terytorium państwa i wspomnianych zdywersyfikowanych kierunków operacyjnych. Co więcej, od początku 2026 r. doszło do mocnego obciążenia systemów obrony powietrznej i rodzi się pytanie o zapasy na kolejne dni i miesiące. Zauważmy również, że specyfika rażonych celów stanowi utrudniający obronę czynnik. Duże obiekty petrochemiczne, sieci przesyłowe, bazy wojskowe, porty lotnicze, a także wrażliwe na uderzenia porty, tankowce, gazowce, chemikaliowce. Huti atakowali już wcześniej również miasta w Królestwie Arabii Saudyjskiej. Dlatego też nie może dziwić, że władze w Rijadzie, w imię samoobrony, mogą sięgnąć po przecież nienadwyrężone zasoby do działań wyprzedzających i tym samym rozpocząć bardziej ofensywne operacje.

Reklama

Polecane

czytaj więcej

Eurofighter T4
Coraz więcej samolotów bojowych od Leonardo
Materiał sponsorowany
2 min.
5
1

Wojna na Ukrainie

Mogą Cię zainteresować