- WYWIADY
- WIADOMOŚCI
- W CENTRUM UWAGI
Dziedzictwo Wagnera nie zniknęło. Kreml je wykorzysta [WYWIAD]
Po śmierci Jewgienija Prigożyna wielu obserwatorów uznało, że historia Grupy Wagnera dobiegła końca. W rzeczywistości jej dziedzictwo — sieci ludzi, doświadczenia bojowe i struktury wpływu — nadal pozostają elementami rosyjskiego ekosystemu bezpieczeństwa. O tym, czym dziś jest „postwagnerowski” świat i jakie może mieć znaczenie dla Europy, dr Aleksander Olech rozmawia ze Stanisławem Sadkiewiczem, autorem nowej książki„Muzykanci. Nieopowiedziana historia Grupy Wagnera”.
Dr Aleksander Olech: Czy Pana zdaniem Grupa Wagnera w swojej obecnej, przekształconej formie, nadal stanowi realne zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy? Jeśli tak, czy odpowiedź państw europejskich oraz struktur NATO jest adekwatna do charakteru tego zagrożenia?
Stanisław Sadkiewicz: I tak, i nie. Sama Grupa Wagnera, czy też to, co po niej pozostało jako pewna organizacja i struktura, została w ostatnich latach zmarginalizowana i sprowadzona do roli prywatnej ochrony prezydenta Republiki Środkowoafrykańskiej, ostatniego kraju, w którym Grupa Wagnera jest nadal obecna i aktywna. Jako taka nie stanowi więc ona, przynajmniej obecnie, bezpośredniego zagrożenia dla Europy.
Z drugiej jednak strony prawdziwym dziedzictwem Jewgienija Prigożyna i Dmitrija Utkina są dziesiątki tysięcy ludzi, którzy się przez Grupę Wagnera przewinęli, i mit, jaki ta organizacja po sobie pozostawiła. Oba te elementy są przez państwo rosyjskie wykorzystywane na różne sposoby i mogą stanowić czynniki ryzyka.
W siłach zbrojnych powstało wiele jednostek ochotniczych odwołujących się do wagnerowskich tradycji, często dowodzonych przez byłych wysoko postawionych dowódców Grupy Wagnera. Ich rolą jest przyciąganie ochotników legendą tej organizacji, która w rosyjskim społeczeństwie i siłach zbrojnych jest bardzo żywa. Korpus Afrykański, jednostka ekspedycyjna rosyjskiej armii, przejął niemal w całości afrykańskie struktury Grupy Wagnera. Sieci specjalistów od propagandy pozostawione przez Prigożyna zostały z kolei przejęte przez rosyjskie służby i nadal wykorzystywane są do prowadzenia kampanii wpływu i dezinformacji, również w Europie. Postwagnerowscy rekruterzy, dysponujący znajomością afrykańskich realiów, pośredniczą w werbowaniu ochotników z tego kontynentu na ukraiński front. Ostatnio pojawiły się także doniesienia, że ludzie powiązani z Grupą Wagnera mają być też używani do ochrony statków „floty cieni”.
Te tysiące ludzi, dysponujących bardzo specyficznymi umiejętnościami i doświadczeniem, a dodatkowo połączonych poczuciem elitarności, swoistym etosem, wspólnotą szlaku bojowego, ale też resentymentem wobec niektórych struktur rosyjskiego państwa, stanowią prawdziwą mieszankę wybuchową i mogą w przyszłości sprawić wiele problemów zarówno Europie, jak i samej Rosji.
Biorąc pod uwagę w dużej mierze niejawny charakter działalności Grupy Wagnera oraz skalę dezinformacji obecnej w dyskursie publicznym, w jaki sposób udało się Panu oprzeć zawartość książki na wystarczająco wiarygodnych źródłach? Jak wyglądał proces weryfikacji informacji w warunkach tak ograniczonej przejrzystości i sprzecznych przekazów?
Był to zdecydowanie najtrudniejszy element pisania książki. Z jednej strony w ostatnich latach, po śmierci kierownictwa Grupy Wagnera i związanym z tym rozpadzie organizacji, nastąpiło znaczne poluzowanie obowiązujących wcześniej zasad tajności. W sieci pojawiło się więc nagle tysiące wspomnień, relacji, zdjęć, nagrań i innych materiałów ze wszystkich kampanii Grupy Wagnera. Z drugiej strony, część z nich należało traktować z dużą dozą nieufności, biorąc poprawkę na to, że pełne są one subiektywnych opinii, dezinformacji, propagandy czy po prostu kłamstw.
Weryfikacja zawartych w nich informacji wymagała więc szczególnego reżimu analitycznego, uważności i konfrontacji każdej relacji z innymi dostępnymi źródłami, mogącymi ją potwierdzić lub zadać jej kłam.
Dobrym przykładem może być tu szturm na lotnisko ługańskie, pierwsza duża bitwa Grupy Wagnera w 2014 roku. Od dawna w przestrzeni publicznej istniały relacje uczestników tych wydarzeń, zarówno obrońców, jak i atakujących. Trudno było jednak opierać próby rekonstrukcji przebiegu starcia wyłącznie na nich. Od pewnego czasu dostępne jest także zdjęcie satelitarne wysokiej rozdzielczości zrobione lotnisku i jego okolicom w dniu bitwy, pozwalające porównać relacje z widokiem pola bitwy z lotu ptaka. Stosunkowo niedawno pojawił się kolejny element układanki, jeden z uczestników bitwy opublikował w sieci nieznane wcześniej wideo nagrane przez wagnerowców podczas szturmu. Porównanie wszystkich dostępnych źródeł – relacji, zdjęcia satelitarnego i nagrania wideo – pozwoliło bardzo szczegółowo, minuta po minucie, krok po kroku, odtworzyć przebieg bitwy.
Jednak zdecydowanie nie każde wydarzenie z historii Grupy Wagnera może być opisane z podobną szczegółowością. Wciąż istnieje wiele niejasności i tajemnic. Tam, gdzie nie miałem pewności co do przebiegu zdarzeń, wyraźnie to zaznaczałem.
Który z opisanych w książce przypadków z udziałem Wagnerowców był dla Pana najciekawszy lub najbardziej intrygujący? Co sprawiło, że właśnie ten „case” uznał Pan za szczególnie istotny?
Trudno wybrać jeden. Dwanaście lat historii Grupy Wagnera pełne jest takich wydarzeń. Czy to sama historia Jewgienija Prigożyna, który przeszedł drogę od drobnego petersburskiego rzezimieszka przez restauratora i właściciela zyskownego biznesu cateringowego do charyzmatycznego watażki dysponującego własną armią działającą w kilku krajach na trzech kontynentach; czy to poszczególne kampanie i bitwy Grupy Wagnera; czy jej „zaplecze” realizujące kampanie wpływu i dezinformacji. Każdy z tych elementów mógłby spokojnie stanowić materiał na kolejną książkę.
Gdybym miał jednak wybrać jedno tylko wydarzenie, to wskazałbym pewnie na tzw. Marsz Sprawiedliwości, czyli jednodniowy bunt Grupy Wagnera. Zarówno przyczyny, jak i przebieg, zakończenie czy skutki Marszu Sprawiedliwości są tak groteskowo niewiarygodne, że gdyby nie było to wydarzenie prawdziwe, a stanowiło element wymyślonej przez kogoś fikcyjnej fabuły, łatwo byłoby zarzucić autorowi, że poniosła go fantazja. Co zresztą jest do dziś pożywką dla licznych teorii spiskowych, sugerujących, że bunt nie był buntem, a jakąś ustawką o tajemniczych celach.
Jacy są najwięksi konkurenci Wagnera, którzy mogą być w stanie wypełnić pozostawioną po nim lukę?
Różnie, w zależności od miejsca. W Afryce Grupa Wagnera, pomijając wspomnianą Republikę Środkowoafrykańską, została zastąpiona przez tzw. Korpus Afrykański, rosyjską jednostkę ekspedycyjną, złożoną wprawdzie w dużej mierze z byłych wagnerowców, ale wchodzącą w struktury regularnych sił zbrojnych i podległej ministerstwu obrony.
Na „kierunku bliskim”, jak wagnerowcy określają Ukrainę, sytuacja jest bardziej skomplikowana. W latach 2022-2023 Grupa Wagnera i inne, mniejsze prywatne firmy wojskowe stanowiły swego rodzaju uzupełnienie luki mobilizacyjnej: pozwalały przyciągać na front ludzi, którzy z różnych powodów nie byli zainteresowani służbą w regularnych siłach zbrojnych. Prigożyn był też prawdopodobnie autorem, a przynajmniej pierwszym wykonawcą, koncepcji rekrutowania na front skazańców.
Po buncie Grupy Wagnera, który dobitnie pokazał z jakimi ryzykami wiąże się tolerowanie takich niezależnych formacji, wszystkie firmy wojskowe włączono w struktury ministerstwa obrony, ale pozostawiono im pewien poziom, przynajmniej pozornej, autonomii i niezależności działania. Przykładowo: jeszcze do niedawna w jednostkach tych ochotnik, w przeciwieństwie do żołnierzy regularnej armii, mógł w dowolnym momencie zerwać kontrakt. Z drugiej jednak strony, nie przysługiwały mu rozmaite przywileje oferowane żołnierzom regularnym, w tym benefity socjalne czy status „uczestnika działań bojowych”. Jednostki ochotnicze przyjmowały też ludzi nie nadających się do normalnej służby, na przykład chorych na śmiertelne choroby, takie jak AIDS czy wirusowe zapalenie wątroby (co zresztą także oryginalnie było inicjatywą Prigożyna). Oferują też inne benefity, a często do reklamy wykorzystują osobistą reputację dowódców, opinię samej jednostki czy obietnicę lepszego wyposażenia i traktowania.
Te jednostki zastąpiły więc Grupę Wagnera w roli swoistej alternatywy dla regularnych sił zbrojnych, szczególnie kuszącej dla rozmaitych freelancerów, najemników, ochotników, którzy chcą walczyć, ale niekoniecznie w szeregach normalnych jednostek.
Skąd pochodzi określenie „muzykanci”?
Od „muzycznych” skojarzeń z Richardem Wagnerem. Według legendy Dmitrij Utkin, dowódca organizacji, przyjął pseudonim Wagner dlatego, że był wielkim miłośnikiem twórczości tego niemieckiego kompozytora. Choć sam Utkin szybko porzucił ten pseudonim i w późniejszych latach posługiwał się mianem „Dziewiąty”, to do samej organizacji nazwa przylgnęła już na zawsze. Stąd wzięły się te wszystkie muzyczne metafory szeroko obecne w wagnerowskiej kulturze: „orkiestra”, „muzykanci”, symbole nut czy instrumentów muzycznych i tym podobne. Nawet na oficjalnym odznaczeniu wydawanym przez Ługańską Republikę Ludową za zdobycie Bachmutu znajduje się, w hołdzie dla Grupy Wagnera, pięciolinia i nuty pierwszych taktów „Cwału Walkirii” Richarda Wagnera.
Kto konkretnie tworzy Grupę Wagnera? Skąd rekrutują się jej członkowie, co ich motywuje i jak wygląda ich struktura wewnętrzna — bo nie jest to jednolita organizacja, prawda?
W ciągu dwunastu lat swojego istnienia Grupa Wagnera przechodziła różne etapy i w zależności od okresu była to zupełnie inna organizacja. W pierwszych dwóch latach, podczas pierwszej kampanii w Donbasie, stanowiła wąską, elitarną grupę, złożoną w lwiej części z byłych żołnierzy specnazu i wojsk powietrznodesantowych, dobieranych osobiście, czy to na podstawie osobistej znajomości czy z polecenia, przez Dmitrija Utkina. Wtedy był to niewielki, kilkudziesięcioosobowy oddział do zadań specjalnych. Brał udział we wspomnianym szturmie na lotnisko ługańskie, ale i na przykład w trzymaniu w ryzach niepokornych komendantów separatystycznych oddziałów.
Po rozpoczęciu kampanii w Syrii Grupa Wagnera mocno się rozrosła, a co za tym idzie, rekrutacja stała się bardziej masowa i mniej selektywna. Wtedy też nastąpiła zasadnicza zmiana w strukturze organizacyjnej: z batalionowej grupy taktycznej, nieetatowego pododdziału sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej, przekształciła się w prywatną firmę wojskową. Nie jest to zmiana czysto kosmetyczna, ale efekt coraz większej niezależności Grupy Wagnera i narastającego konfliktu z ministerstwem obrony. W efekcie organizacja musiała zacząć w dużej mierze sama się finansować, więc w tym okresie wypracowano model funkcjonowania będący symbiozą działań militarnych i przedsięwzięć biznesowych. Przykładowo: spółki Prigożyna na podstawie umów z syryjskim rządem czerpać miały określony procent zysków z tych pól gazowych czy naftowych, które zostały odbite z rąk Państwa Islamskiego przez wagnerowców.
Ekspansja do Afryki to znowu zmiany: wtedy pojawiło się tak zwane „zaplecze” czy „biuro”, grupa cywilnych specjalistów i doradców z najrozmaitszych dziedzin: politologów i socjologów, specjalistów od politycznego PR-u i kampanii wpływu, geologów, dziennikarzy. Cała ta struktura miała wspierać Grupę Wagnera w jej głównym zadaniu na kontynencie: utrzymaniu przy władzy przywódców, którzy zdecydowali się wykupić usługi Prigożyna.
No i w końcu powrót na Ukrainę w marcu 2022 roku to kolejna rewolucja: masowy nabór ochotników i rekrutacja w więzieniach. Grupa Wagnera w ciągu paru zaledwie miesięcy rozrosła się do kilkudziesięciotysięcznej armii, której około połowę stanowili skazańcy. Po buncie, przenosinach na Białoruś i w końcu rozpadzie Grupa Wagnera znów się zmieniła. W każdym z tych okresów organizacja wyglądała więc inaczej i rekrutowała zupełnie innych ludzi.
Kto w państwach, w których działała Grupa Wagnera (Syria, Mali, Mozambik), faktycznie ułatwiał jej operacje? Czy byli to konkretni urzędnicy, biznesmeni czy całe sektory gospodarki (np. górnictwo) były zaangażowane w ten ekosystem?
Działalność Grupy Wagnera w Afryce i Syrii opierała się na symbiozie ze strukturami państwowymi, w szczególności z danym przywódcą i jego bezpośrednim otoczeniem. Prigożyn wychodził do nich z ofertą, którą można streścić jako „bezpieczeństwo za surowce”. Grupa Wagnera wspierana przez specjalistów „zaplecza” miała gwarantować utrzymanie się przywódcy przy władzy albo pokonanie rywali, a w zamian firmy Prigożyna czerpać miały zyski z wydobycia surowców naturalnych.
Tak było w Syrii, gdzie Grupa Wagnera mocno przyczyniła się do ocalenia rządów prezydenta Asada, w Republice Środkowoafrykańskiej czy w Mali. Ale były też porażki: w Sudanie wspierany przez wagnerowców prezydent Omar al Baszir został obalony, w Mozambiku Rosjanie ponieśli klęskę przy próbach stłumienia rebelii, w Libii marszałkowi Haftarowi, mimo pomocy Grupy Wagnera, nie udało się objąć władzy nad całym krajem.
Podobny model realizowany jest obecnie przez Korpus Afrykański — objął on parasolem ochronnym przywódców, którzy zdobyli władzę w wyniku przewrotów — w Nigrze czy Burkina Faso. W Gwinei Równikowej żołnierze Korpusu zaś mają zapewnić pokojowe przekazanie władzy przez sędziwego prezydenta jego synowi.
Czy Grupa Wagnera pozwala swoim członkom odejść? Jakie są losy osób, które próbowały opuścić organizację? Czy mamy do czynienia z dezercjami, czy raczej z kontrolowaną separacją?
Ponownie, zależało to od okresu. W większości przypadków służba w Grupie Wagnera była dobrowolna i oparta na kontraktach, po których zakończeniu można było odejść z organizacji. Łatwo też było z niej zostać wyrzuconym za jakieś naruszenia dyscypliny czy wewnętrznych zasad.
Zupełnie inaczej wyglądała jednak sytuacja rekrutowanych do walk na Ukrainie skazańców: ich obowiązywał półroczny okres służby na froncie, po którym otrzymywali ułaskawienie. W ciągu tych sześciu miesięcy nie mieli jednak prawa do rezygnacji, a dezercja albo na przykład odmowa wykonania rozkazu była surowo karana. Z tym, że za dezercję uważano też dostanie się do ukraińskiej niewoli. Co zresztą, według licznych relacji, Prigożyn otwarcie i uczciwie komunikował podczas spotkań rekrutacyjnych w więzieniach i koloniach karnych.
Najsłynniejszy jest chyba przykład Jewgienija Nużyna, skazańca, który, dostawszy się do ukraińskiej niewoli, udzielił wywiadu, rzucającego nieco światła na działalność Grupy Wagnera. Potem w niewiadomy sposób trafił ponownie w ręce wagnerowców i został brutalnie zamordowany, a wideo z egzekucji zostało upublicznione.
Czy istnieją przesłanki, że doświadczenia Wagnerowców z Ukrainy i Afryki mogą być wykorzystane w przyszłości w Europie Wschodniej lub na Bałtyku?
Jak najbardziej. Byli i obecnie członkowie Grupy Wagnera mają ogromne doświadczenie wyniesione z ośmiu wojen, w których brali udział: i w działaniach konwencjonalnych, i hybrydowych, i operacjach propagandowych czy dezinformacyjnych. Kiedy po buncie Grupy Wagnera Kreml zdecydował się na usunięcie jej przywódców, jednocześnie wyszedł do pozostałych członków organizacji z ofertą swoistej amnestii. I oferta ta została przyjęta.
Byli wagnerowcy zasilili więc siły zbrojne Federacji Rosyjskiej, ale też na przykład szkolili wojska białoruskie. Błędem byłoby więc przypuszczać, że po śmierci Prigożyna i Utkina doświadczenia ich podwładnych rozpłynęły się w niebycie. Nie ulega wątpliwości, że są i będą przez Kreml wykorzystywane.






WIDEO: F-35 vs. JAK-130 | Fregata tonie | Kuwejt strąca F-15 - Defence24Week #151