Reklama
  • ANALIZA
  • KOMENTARZ
  • OPINIA
  • WIADOMOŚCI

Stalowa Wola: łamanie priorytetów i „piąty kilometr”

Stalowa Wola wyrosła wraz z Zakładami Południowymi, dzisiejszą Hutą Stalowa Wola. Choć stolica powiatu i fabryka żyją w symbiozie, to w ostatnich latach między Urzędem Miasta, mieszkańcami i HSW narastają liczne konflikty. Zapraszamy do lektury drugiej części artykułu Jerzego Reszczyńskiego.

Nikt nie zaprzecza twierdzeniu, że strzelania ciężkich dział na terenie Ośrodka Badań Dynamicznych WITU w Stalowej Woli nie są źródłem uciążliwego hałasu. Taka już jest uroda tej branży...
Nikt nie zaprzecza twierdzeniu, że strzelania ciężkich dział na terenie Ośrodka Badań Dynamicznych WITU w Stalowej Woli nie są źródłem uciążliwego hałasu. Taka już jest uroda tej branży...
Autor. Jerzy Reszczyński/Defence24.pl
Założenia do kosza Decyzje lokalizacyjne Budowanie priorytetów

Niniejszy artykuł stanowi drugą (i ostatnią) część obszernego materiału Jerzego Reszczyńskiego poświęconego początkom Zakładów Południowych (dziś Huty Stalowa Wola), a także kontrowersjom związanym z rozbudową fabryki oraz miasta Stalowa Wola. Zapraszamy do lektury pierwszego odcinka, który ukazał się na Defence24.pl.

Założenia do kosza

W tym momencie namawiamy do powrotu do wstępnej części tej publikacji, gdzie piszemy o procedurach planowania i budowy Zakładów Południowych i późniejszego miasta, przyjętych na tym etapie zasadach i priorytetach w planowaniu przestrzennym. Przypomnijmy fragment ekspertyzy z 1937 r.: „(…) Las ten został wycięty tylko pod obiekty i drogi z uwzględnieniem jak największego zamaskowania terenów”. Pisano to, kiedy nikomu nie śniło się o tzw. ruchach ekologicznych, a takie postępowanie podyktowane było „uwzględnieniem jak największego zamaskowania terenów”. To wszystko prawda. Ale prawdą jest też, że nawet w epoce PRL pewnych zasad nie naruszano, choć pod względem propagandowym odżegnywano się od wszystkiego, co było dziedzictwem II Rzeczypospolitej.

Jedną z takich priorytetowych zasad była ochrona terenów zielonych wokół, takich jak ówczesna „wielka HSW”, obiektów przemysłowych. Raz, że faktycznie pełniły one do pewnego stopnia rolę maskującą, podobnie jak obsadzanie drzewami poboczy niektórych dróg i projektowanie dużej liczby zakrętów (jeden z byłych pracowników inwestycji HSW zwrócił nam uwagę na mało znany fakt: planując rozwój przestrzenny miasta, musiano przestrzegać reguły, że każda z ulic dojazdowych do bram HSW musiała prowadzić przez obszar intensywnie zalesiony, a żadna nie mogła być drogą prostą, co miało utrudniać np. obserwację, fotografowanie lub… ostrzeliwanie tych bram). Drugi argument – uznawano kapitalną rolę lasów okalających zakłady jako „ekranów ochronnych”, oddzielających wysokoemisyjne obiekty przemysłowe (a takimi w HSW była nie tylko stalownia, walcownie, wytrawialnie, ciągarnia, ale też np. hałda odpadów po produkcji metalurgicznej). Lasy miały blokować i hałas, i emisję pyłów, częściowo też wyziewów chemicznych.

Co się w tej materii zmieniło? Na ile myślenie o rozwoju przestrzennym miasta zmieniło się po zmianie ustroju? Jak zmieniły się pod względem priorytetów relacje pomiędzy oczywistymi potrzebami przemysłu obronnego a interesami władz, już nie państwowych, a lokalnych, samorządowych?

Reklama

Dość przyjrzeć się kierunkom rozwoju przestrzennego Stalowej Woli w ostatnich kilkunastu latach, pomijając już nawet wspomnianą absurdalną rozbudowę mieszkaniową w kierunku ośrodka badań, co dziś rodzi społeczne napięcia na tle nadmiernego hałasu. Można było temu zapobiec, „ciągnąc” budowę osiedli z innego kierunku, gdzie miasto miało, i częściowo nadal ma, spore rezerwy dziewiczych terenów, pozwalające na zbudowanie siedlisk mieszkaniowych dla 30-50 tysięcy osób. Przyjęto inną filozofię.

Krok po kroku wdeptywane są w ziemię idee budowniczych Stalowej Woli. Ci dbali o to, aby miasto i przemysł żyły w rozumnej symbiozie ze sobą. Aby pracownikom Zakładów Południowych w razie „W” nie zagrażało, że na ich domy spadną bomby celowane w fabrykę, domy budowano jak najdalej od hal fabrycznych. To był jeden z fundamentów bezpieczeństwa biernego, budowanego na fundamencie ze zdrowego rozsądku. A planiści z lat 1937-1939 nawet nie snili o takich wynalazkach jak drony, rakiety balistyczne, bomby korygowane itd. Ich wyobraźnia i rozsądek były ponad to. Do upadku PRL jako niepisane prawo przyjmowano te zasady. Polska samorządna zmieniła sposób myślenia i działania, niestety na gorsze.

Aby haubice Krab mogły ruszyć w drogę do Sił Zbrojnych, najpierw muszą być przetestowane
Aby haubice Krab mogły ruszyć w drogę do Sił Zbrojnych, najpierw muszą być przetestowane
Autor. Ira/12SDZ

Osiedla mieszkaniowe z zabudową mieszkalną zaczęto zbliżać w stronę największego pracodawcy, czyli właśnie HSW. Np. osiedle przy ul. Żeromskiego i Orzeszkowej „pociągnięto” w stronę bram nr 3 i nr 4 HSW, beztrosko eliminując przy okazji hektary lasów ochronnych. Odległy o ok. 400 m od stalowni HSJ, walcowni i wytrawialni teren przy stadionie piłkarskim przy Hutniczej oddano deweloperowi, który postawił tu mini-osiedle kilku bloków. Teraz często bywa, że tonie ono w kłębach pyłu i dymie emitowanych przy niektórych procesach wytopu stali. Obszar pomiędzy terenami sportowymi przy ul. Staszica i do niedawna drogą krajową nr 77, oddzielony od terenów przemysłowych pagórkiem porośniętym sporym ochronnym lasem sosnowym, oddano pod zabudowę, która tu nie musiała powstać. Pagórek zniesiono, lasy wykarczowano, najpierw postawiono dyskont popularnej sieci i fastfoodową żarciodajnię, a teraz na dalszej części tego terenu budowane są bloki.

Podobny los ma też spotkać las przy pobliskiej szkole podstawowej, zbudowanej jeszcze przed wojną, i otoczonej lasem. Mieszkańcy osiedla wieżowców, przezwanego Manhattanem, już nie tylko wąchają wyziewy z mnożących się jak grzyby po deszczu zakładów przetwórstwa aluminium (w Stalowej Woli jest podobno największa w Europie koncentracja zakładów o takim profilu), ale też słyszą każdy łoskot dochodzący ze stalowni HSJ przy zasadzaniu pieców, przeładunku złomu czy przy świeżeniu pieca. Przy ruchliwym turborondzie na dojeździe od strefy przemysłowej do obwodnicy drogowej miasta wyrżnięto kolejne hektary lasu, aby zacząć budowę… centrum sportu młodzieżowego.

Kawałek dalej, o kilkaset metrów od elektrowni z ponad 400-megawatowym blokiem gazowym, pod piłę pójdą kolejne hektary, aby postawić tu… kolejne bloki. Wisienką na tym torcie jest kolejna deweloperska inwestycja mieszkaniowa przy ul. Solidarności, prowadzącej wzdłuż najbardziej uciążliwej, metalurgiczno-aluminiowej części strefy przemysłowej. Bloki budowane są w miejscu niedawnego jeszcze lasu ochronnego. Obrazu tego dopełniają kolejne decyzje wylesieniowe w obszarze samej strefy przemysłowej, obejmujące kolejne setki hektarów lasów pod nowe obiekty, takie jak np. koreańska fabryka folii miedzianych dla akumulatorów aut elektrycznych.

Reklama

Decyzje lokalizacyjne

Dramat tych absurdalnych pomysłów planistycznych, dokładnie przeciwnych założeniom, jakie założyciele-planiści miasta z jego pionierskich lat czynili, ujawnił się boleśnie w nocy z 19 na 20 grudnia. Na terenie dawnej „wielkiej HSW”, a obecnie – specjalnej strefy przemysłowej, wybuchł potężny pożar w obrębie liczącej 4 tys. m kw. hali firmy przy ul. Malickiego, zajmującej się wytwarzaniem tzw. paliw alternatywnych. Przez kilkanaście godzin, w warunkach potężnego zamglenia całej okolicy, około stu strażaków z kilkudziesięciu zastępów PSP i OSP z całego regionu walczyło i z ogniem, i z ryzykiem totalnego skażenia całej okolicy produktami spalania zawartości hali.

Nawet w mieszkaniach odległych od pożaru o kilometr-dwa czuć było swąd palonych tworzyw sztucznych. Co będą czuć mieszkańcy bloków, które są dopiero w budowie, a które są położone zaledwie kilkaset metrów od obiektów przemysłowych, jeśli taka sytuacja się powtórzy? Jeśli podobny pożar zostanie wywołany na terenie któregoś z zakładów zajmujących się przetwórstwem łatwopalnych stopów aluminium? Czy sytuacja z 19-20 grudnia sprawi, że do refleksji skłonią się rządzący miastem, który im częściej odwołują się do dziedzictwa COP, tym częściej przeczą wcześniejszym założeniom?

Artyleria towarzyszyła Stalowej Woli od narodzin. To zdjęcie wykonano 3 maja 1939 r. w czasie uroczystego przekazania wojsku wyprodukowanych w Zakładach Południowych haubic polowych
Artyleria towarzyszyła Stalowej Woli od narodzin. To zdjęcie wykonano 3 maja 1939 r. w czasie uroczystego przekazania wojsku wyprodukowanych w Zakładach Południowych haubic polowych
Autor. Archiwum HSW

Zbliżając – dla doraźnych korzyści – tereny mieszkaniowe zbyt blisko szkodliwych dla człowieka obszarów eksploatacji przemysłowej, napina się sprężynę, która może „odbić” z olbrzymią siłą społecznych protestów za kilkadziesiąt, za kilkanaście czy kilka lat. Kiedy opadnie zrozumiała euforia po zakupieniu własnego mieszkania (albo otrzymaniu przydziału na nie od samorządu miasta), okazać się może znienacka, że przecież o rzut beretem od tego mieszkania dymią, pylą lub hałasują niemożliwe do zniesienia – jak dziś hałasy ze strzelnicy – obiekty przemysłowe, i trzeba będzie podjąć kroki, aby je… przenieść na jakiś „piąty kilometr”…

Kolejne decyzje lokalizacyjne, każda związana z uszczuplaniem terenów zielonych w obszarach przemysłowych, są w drodze. Jedną z nich niedawno, na początku grudnia, zajmowała się Sejmowa Komisja Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, która negatywnie zaopiniowała wniosek prezydenta miasta o wylesienie kolejnych 300 hektarów i przeznaczenie tego terenu w trybie sprzedaży bezprzetargowej (!) pod budowę… małej elektrowni atomowej wykorzystującej reaktor BWRX-300 i technologię SMR.

Reklama

Choć akurat komisja na ten wątek nie położyła najsilniejszych akcentów, i słabość tej inicjatywy widzi w innych obszarach, w samej Stalowej Woli problemem coraz poważniejszym, stwarzającym strategiczne zagrożenia dla rozwoju miasta i jego gospodarki, a więc i HSW, staje się deficyt wody. Kiedy elektrownia, po ostatnich inwestycjach będąca w praktyce elektrociepłownią, oddała do użytku 440-megawatowy blok gazowy, występujące rok po roku susze i niedobory wody w Sanie stwarzały zagrożenie dla zapewnienia mu dostatecznej ilości wody do celów technologicznych. Blok gazowy, spalający dziennie 4-5 milionów metrów sześciennych gazu, produkuje nie tylko prąd, głównie dla potrzeb lokalnego przemysłu, wyjątkowo w Stalowej Woli energochłonnego. Jest też dostawcą ciepła komunalnego dla Stalowej Woli i Niska oraz gorącej wody i ciepła dla całej strefy przemysłowej.

Jeśli brak wody zagrozi elektrowni, ratować ją można będzie tylko poprzez wyłączenie. Na razie doraźnie sytuację uratowano, budując na rzece próg spiętrzający wodę przed miejscem jej poboru przez elektrownię. Elektrowni nie trzeba było wyłączać, ale niedobory wody w Sanie są coraz bardziej dramatyczne, głównie „dzięki” zmasakrowaniu w ostatnich latach Puszczy Karpackiej w górnym biegu Sanu. Zbiornik w Solinie nie uratuje sytuacji, kiedy nie ma naturalnej retencji.

W ostatnich latach w Sanie notowane są liczne naruszenia przepływów biologicznych. W jednym ze źródeł traktującej o tej kwestii w odniesieniu do Stalowej Woli, do których dotarła redakcja, znaleźliśmy taki passus – „Badania dr inż. Janusza Żelazińskiego i mgr inż. Roberta Wawrętego opisane w raporcie z 2024 r. »Elektrownie gazowe i węglowe w kryzysie wodnym«, wykazały, że tylko w 2022 r. takie sytuacje wystąpiły w 24 dniach. Co to oznacza? Niemal przez miesiąc elektrociepłownia pobierała więcej wody, niż jest to dozwolone. Takie przekroczenia to poważne zagrożenie dla organizmów żyjących w rzece. Odpowiedzialną za ten stan jest Elektrownia Stalowa Wola, pobierająca wodę z Sanu do systemów chłodzących”. Co się będzie działo z Sanem i jego poziomem wód, jeśli uda się władzom miasta przeforsować budowę SMR-a, który bez wody chyba działać nie może…?

To nie koniec zagrożeń. W obszarze leśnym, który miałby zostać pozbawiony drzew, jak czytamy w przytoczonym opracowaniu, „znajduje się naturalny, podziemny zbiornik wód głębinowych, stanowiący rezerwuar wody pitnej dla mieszkańców Stalowej Woli i okolic. Wycinka lasu i budowa jakiegokolwiek przedsięwzięcia w tym miejscu oznaczałyby bardzo ryzykowne naruszenia tych zasobów wodnych”. Jeśli to nie jest podcinanie gałęzi, na której się siedzi, to co nim jest? Ci, którzy prą jak taran do realizacji swojej idei, zapewne nigdy nie czytali o czymś takim jak GZWP 425 (Główny Zbiornik Wód Poziemnych nr 425, jeden z najbardziej strategicznych w tej części kraju).

Reklama

Prezydent miasta, którego idee rozwojowe Stalowej Woli pracowicie wciela w życie samorząd miejski, podejmując kolejne uchwały, zapowiada, że broni nie złoży i będzie nadal forsować pomysł, zaś decyzja sejmowej komisji nie ma żadnego znaczenia dla dalszych starań – „Będziemy dalej pracować nad tym wnioskiem, nad tą propozycją, tak aby pewne niejasności, wadliwości zostały rozwiane. Z pełną determinacją, ze stalową wolą, która nam towarzyszy na co dzień, będziemy ten projekt wspierać”.

Prezydent wie, co mówi, i po swojemu rozumie, czym jest „wola polityczna”. W środku lata 2021 r. Sejm, głosami ówczesnej większości, odrzucającej co do jednej wszystkie poprawki opozycji oraz wszelkie uwagi i protesty ekologów, przyjął specustawę w sprawie dość skomplikowanej operacji „zamiany terenów należących do Lasów Państwowych w Jaworznie i Stalowej Woli na inne nieruchomości należące do Skarbu Państwa, na których możliwe będzie prowadzenie gospodarki leśnej”. W grę miało wchodzić konkretnie 80 działek o powierzchni 238 ha w Jaworznie (pod słynną, wirtualną dotychczas fabrykę słynnej Izery) oraz – uwaga! – aż 996 ha w Stalowej Woli. Działki LP, które miałyby podlegać zamianie, znajdują się w bezpośredniej bliskości obowiązujących stref inwestycyjnych, co ma uprościć proces ich wylesienia.

Budowanie priorytetów

Projektując i budując stalowowolski ośrodek zbrojeniowy kierowano się, co oczywiste, nadrzędnym nad wszelkimi innymi racjami interesem bezpieczeństwa i obronności państwa, ale potrafiono zadbać o inne wartości. Dziś, kiedy o 150 km od Stalowej Woli jest kraj, toczący się od prawie czterech lat rozpaczliwą walkę obronną o uratowanie swej suwerenności i choćby części terytorium, podnosi się kwestię ograniczenia działalności przedsiębiorstwa, które swoją postawą przez dekady, a już szczególnie przez ostatnich kilkanaście lat, udowodniło, że rozumie swoją rolę wobec obronności państwa, a też i obowiązki, także te, które można nazwać obowiązkami społecznymi.

Prezydent Ignacy Mościcki podczas ceremonii uroczystego otwarcia ZP 14 czerwca 1939 r
Prezydent Ignacy Mościcki podczas ceremonii uroczystego otwarcia ZP 14 czerwca 1939 r
Autor. Jerzy Reszczyński/Defence24.pl

Przez dekady HSW napędzała rozwój miasta, nie tylko płacąc podatki, ale i bezpośrednio realizując wiele inwestycji na rzecz miasta i jego mieszkańców, ściągając do miasta kadrę inteligencji technicznej z najwyższej półki, wspierając choćby lokalną oświatę, naukę, kulturę czy sport. Głównie za sprawą HSW w mieście powstała klasa średnia, na ogół budowana przez kilkanaście pokoleń. W końcu – dając tysiącom ludzi dobrze lub bardzo dobrze płatną pracę, możliwość kształcenia się i rozwoju. Dziś, po latach chudych – rozwijając się, znów tworząc nowe miejsca pracy, i wreszcie – wypłacając regularnie dywidendy od osiąganych rokrocznie zysków. Część tych dywidend kilka tygodni temu po raz kolejny trafiła do aktualnych i byłych pracowników będących akcjonariuszami HSW SA. Trudno orzec, jaką ich część stanowią ci, którzy kiedyś pracowali w Hucie i tam zarabiali, a dziś aktywnie włączają się w walkę z artyleryjskim hałasem. Jak w powiedzeniu – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia…

Były lata, że współpraca z samorządem była modelowa, i bywało „mocno pod górkę”. Tu wiele zależało od okoliczności, także geopolitycznych, które miały wpływ na to, czym i jak intensywnie, zajmowała się HSW. Bywało, że dla miasta była kurą znoszącą złote jajka i był czas, kiedy generowała dla miasta i regionu problemy o kosmicznej skali, choćby z „produkowaniem” tysięcy bezrobotnych w czasie ekstremalnych zjawisk ekonomicznych w okresie transformacji. Sprzeczności oczekiwań i interesów były raz mniej, raz bardziej widoczne. Ważne było, aby była wola wzajemnego zrozumienia, bez której żadna współpraca nie ma długofalowych perspektyw.

Obecne zawirowania wokół uciążliwości części procesów produkcyjnych HSW (a ich elementem są testowe strzelania) stanowią dla ludzi z HSW przedmiot konsternacji. Wielu uważa, że takie stawianie sprawy dosłownie przechodzi ludzkie pojęcie. Tym bardziej że w ostatnim okresie spółka dokonała sporych inwestycji, które tę środowiskową uciążliwość znacząco redukują. Część badań „wyeksportowano” na poligon Lipa, ok. 20 km od miasta. Mało kto może zauważa, że od pewnego czasu ciszy w mieście nie zakłócają serie wystrzałów z armaty Bushmaster w bezzałogowej wieży ZSSW-30. A bywały one częstokroć równie uciążliwe jak wystrzały armatnie. Teraz, kiedy wieża jest w fazie coraz bardziej intensywnej produkcji seryjnej, nie słychać jej w mieście.

Powód? HSW wybudowała i właśnie uruchamia (procedury certyfikacji powinny być na finiszu) podziemny, zakryty tor badań strzelaniem uzbrojenia „trzydziestki”. To pozwala wykonywać na terenie spółki, bez potrzeby wchodzenia lub przechodzenia przez przestrzeń miejską, prace związane z testami, kalibracją i regulacjami uzbrojenia wieży przed przekazaniem jej wojsku, czy to na Rosomaku, czy na Borsuku. To kapitalnie ważne, bo kwestią nieodległą jest osiągnięcie produkcji około stu lub więcej systemów wieżowych rocznie, jeśli zsumować łączne zapotrzebowanie na ZSSW-30 ze strony KTO Rosomak, Borsuka i może niebawem także Ratela. To oznacza co najmniej sto cykli badań rocznie, statystycznie co najmniej dwa w tygodniu.

Dostawa fabrycznie nowych KTO Rosomak z wieżami ZSSW-30 do 21. Brygady Strzelców Podhalańskich (18. Dywizja Zmechanizowana), listopad 2025 roku.
Huta Stalowa Wola zainwestowała w podziemny ośrodek badań wież ZSSW tak, by znacznie zmniejszyć ich uciążliwość
Autor. Władysław Kosiniak-Kamysz / X

Kilka lat temu, kiedy prowadzono prace przy modernizacji – prowadzącej wzdłuż ogrodzenia ośrodka WITU z jego strzelnicą artyleryjską – drogi ze Stalowej Woli w kierunku Bojanowa i Nowej Dęby z jej poligonem, na wiele tygodni wykonawca musiał przerwać prace i zejść z budowy. Powodem było wymagane przez prawo uszanowanie wobec… okresu lęgowego ptaków w sąsiednich lasach, który był zakłócany przez pracujące na drodze maszyny. W tym czasie, kiedy prace na dość długo wstrzymano, ze strzelnicy nieustannie dochodził łoskot wystrzałów wielokrotnie silniejszy niż terkotanie silników kopareczki, walca i ciężarówek. I ptactwo to dzielnie znosiło. Absurd? No, raczej…

Cóż, takie było prawo i może warto byłoby się zastanowić, aby energię zamiast na działania z lekka (przynajmniej) kontrowersyjne, prowadzone pod hasłami walki z hałasem, skierować na zmianę prawa na mniej absurdalne. Warto pomyśleć przy tym, korzystając z przywołanego na wstępie kalendarium opisującego proces projektowania i powstawania ZP i Stalowej Woli oraz ilustrującego możliwą do osiągnięcia w naszym pięknym kraju, i to nawet w bardzo trudnych realiach II RP, sprawczość i kompetencję ludzi mających władzę. Jeśli tego nie zrobimy, możemy niebawem usłyszeć, że swoje wyroby HSW będzie mogła bez szkody dla ludzi i np. ich piesków testować, za możliwe do wynegocjowania pieniądze… za granicą, choćby na słowackim poligonie Zahorie niedaleko miasta Senica, kilkadziesiąt kilometrów od słowackiej stolicy. Bo słowackie prawo np. zezwala, co w Polsce jest nie do pomyślenia, aby strzelania artyleryjskie w czasie np. badań i testów można było prowadzić z terenów cywilnych, uwzględniając tor lotu pocisków nad terenami zamieszkałymi. W Polsce kiedyś też tak było. Ale nie jest.

Zestawiając świadomie przedwojenne zasady, według których projektowano i budowano ważny ośrodek przemysłu zbrojeniowego II RP, z tym, z czym mamy do czynienia obecnie, nie robimy tego z zamiarem politycznego uderzenia którejkolwiek ekipy rządzącej Polską po 1989 r. Chodzi o zrozumienie zasad, i o wcale nie aż taką trudną sztukę budowania priorytetów. Tylko tyle, i aż tyle.

Reklama
PROGNOZA 2026 | Jakie drony na Ukrainie? | Flota cieni na Bałtyku | Defence24Week #142
Reklama