Geopolityka

Światowa wojna na Morzu Śródziemnym [OPINIA]

Turecka fregata typu Gabya (zmodernizowany typ O.H. Perry)Fot. US Navy/ Mass Communication Specialist 3rd Class Jessica L. Dowell
Turecka fregata typu Gabya (zmodernizowany typ O.H. Perry)Fot. US Navy/ Mass Communication Specialist 3rd Class Jessica L. Dowell

Turecka aktywność we wschodniej części Morza Śródziemnego oraz w Libii doprowadziła do eskalacji napięć między tym krajem a Francją, Grecją, Cyprem i Egiptem. Otwarcie mówi się nawet o możliwości wybuchu wojny. Przyczyną konfliktu jest spór o złoża gazu oraz dominację w Afryce Płn. W tle widać też aktywność Rosji, dla której, podobnie jak dla Turcji, projekt EastMed stanowi zagrożenie. Jest ona również zainteresowana konfliktem wewnątrz NATO. Eskalacji sprzyja też nieskuteczność Unii Europejskiej oraz względna bierność USA.

W konflikt wschodnio-śródziemnomorsko-libijski już w tej chwili bezpośrednio lub pośrednio zaangażowanych jest kilkanaście państw z czterech kontynentów więc poniekąd jest to konflikt o charakterze światowym. W centrum tkwi problem energetycznej rywalizacji związanej z eksploatacją sąsiadujących ze sobą cypryjskich, izraelskich i egipskich złóż gazu, do których pretensje zgłasza Turcja. W eksplorację zaangażowane są natomiast amerykańskie, włoskie i francuskie firmy co determinuje interes tych państw. Ponadto popierany przez UE projekt gazociągu EastMedu, który ma pompować gaz z tych złóż do Europy przez Grecję, a także Włochy, stanowi konkurencję dla turecko-rosyjskich interesów związanych z TurkStream.

Drugim elementem układanki jest aktywność turecka w Libii, gdzie Ankara wraz z Katarem wspiera oparty na dżihadystycznych milicjach oraz Bractwie Muzułmańskim rząd w Trypolisie (GNA). Stanowi to zagrożenie dla interesów co najmniej 3 państw tj. Egiptu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Francji. Dwa pierwsze postrzegają Bractwo Muzułmańskie za swojego wroga nr 1, natomiast dla Francji turecka aktywność w północnej Afryce stanowi zagrożenie dla jej interesów w Sahelu obejmujących m.in. kopalnie uranu w sąsiadującym z Libią Nigrze. Do tego dochodzą sprzeczne ze sobą umowy o rozgraniczeniu Wyłącznych Stref Ekonomicznych (EEZ) zawierane odpowiednio przez Grecję i Turcję z konkurencyjnymi ośrodkami władzy w Tobruku i Trypolisie. Obraz uzupełniony jest przez niespójną politykę Włoch, które z racji rywalizacji z Francją wspierają Trypolis ale jednocześnie popierają Grecję i Cypr w sprawie EEZ i EastMed. Wyrafinowaną grę prowadzi natomiast Rosja walcząca o własne wpływy w Afryce Płn., dobijająca targów z Turcją obejmujących szerszy teatr działań, zainteresowana konfliktem wewnątrz NATO i storpedowaniem projektu EastMed. Wobec indolencji UE oraz NATO i absencji USA może ona również przyjąć rolę mediatora i zamrażacza konfliktu.

Spór o cypryjskie złoża gazu trwa już kilka lat, ale eskalacja nastąpiła w 2019 r. gdy Turcja zaczęła wysyłać swoje statki wiertnicze na wody terytorialne Cypru. Unia Europejska odpowiedziała wówczas groźbą sankcji, ale póki co okazała się w tym zakresie papierowym tygrysem. W lutym 2020 r. objęto sankcjami raptem dwie osoby fizyczne. Turcja nie tylko nie ograniczyła swoich działań naruszających suwerenność dwóch państw członkowskich UE ale je zintensyfikowała. Nowy rozdział eskalacji zaczął się bowiem 28 listopada 2019 r. gdy Turcja podpisała z libijskim rządem trypolitańskim (GNA) umowę o rozgraniczeniu EEZ, której towarzyszyły również zapisy o militarnym wsparciu Trypolisu przez Turcję. Umowa ta została uznana za nielegalną zarówno przez konkurencyjny ośrodek władzy w Libii tj. wybrany w 2014 r. parlament (HoR) z siedzibą w Tobruku (który zgodnie z porozumieniem tworzącym GNA powinien ratyfikować każdą umowę międzynarodową) oraz Grecję, Cypr, Unię Europejską i w zasadzie większość społeczności międzynarodowej. Umowa ta skutkowała również podjęciem przez Grecję aktywności dyplomatycznej w celu podpisania alternatywnych umów o EEZ z państwami basenu Morza Śródziemnego zgodnie z zapisami Konwencji Narodów Zjednoczonych o Prawie Morza (UNCLOS).

Stronami UNCLOS jest obecnie 168 państw, w tym wszystkie państwa europejskie. W basenie Morza Śródziemnego konwencji tej nie podpisały jednak Turcja, Syria i Izrael. Konwencja ustanawia m.in. prawo wyznaczania EEZ do 200 mil morskich uwzględniając w tym linie brzegową wysp. Tę, powszechnie przyjętą, zasadę kwestionuje Turcja i jej umowa z Trypolisem ignoruje istnienie Cypru oraz Krety.

W konsekwencji porozumienia między Ankarą a Trypolisem Turcja zintensyfikowała swoje działania w Libii, wspierając kontrofensywę GNA przeciwko wspierającemu HoR gen. Chalifie Haftarowi i jego Libijskiej Armii Narodowej (LNA). W czerwcu siły LNA zostały wyparte z pozycji pod Trypolisem, a front przesunął się pod linię Syrta-Dżofra. Dalszy marsz póki co został powstrzymany przez groźbę interwencji militarnej Egiptu. Niewiele wskazuje jednak na to by Turcja rezygnowała z dalszej ekspansji. Jednocześnie Ankara zintensyfikowała swoje działania we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Chodzi przede wszystkim o przyznanie na początku czerwca przez Turcję licencji państwowej tureckiej firmie TPAO na odwierty w 24 miejscach w okolicach Cypru. Mapa przedstawiona później przez tureckie władze pokazała, że rejon planowanych wierceń dosłownie okrąża Cypr.

Grecja odpowiedziała na to zintensyfikowaniem działań dyplomatycznych. Jeszcze w maju szefowie dyplomacji Egiptu, Grecji, Cypru, Francji oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich potępili układ Turcji z GNA, nielegalne działania tego kraju na Morzu Śródziemnym oraz tureckie zaangażowanie militarne w Libii, które uznali za zagrożenie dla stabilności Afryki Płn. i Europy. W spotkaniu nie uczestniczył natomiast Izrael, choć jest on również stroną żywotnie zainteresowaną projektem EastMedu, gdyż położone obok złóż cypryjskich izraelskie pole gazowe Lewiatan byłoby objęte tym planem. Izrael jednak nie chce się obecnie bezpośrednio angażować w konflikt na Morzu Śródziemnym i choć jego relacje z Turcją są fatalne to od lat to nie chce wstępować na ścieżkę bezpośredniej konfrontacji. Ponadto dla Izraela obecnie kluczową kwestią jest aneksja 30 % Zachodniego Brzegu i łączy rozmowy na temat wsparcia działań takich krajów jak Grecja ze sprawą akceptacji aneksji przez Europę czy kraje arabskie. Widać to było po tematach rozmów w czasie wizyty greckiego premiera Kyriakosa Mitsotakisa w Izraelu w połowie czerwca, które zresztą nie przyniosły póki co żadnych widocznych konkretów. Tak samo jak mająca tydzień później wizyta szefa cypryjskiej dyplomacji w Izraelu.

Projekt EastMedu, czyli gazociągu pompującego gaz ze złóż cypryjskich i izraelskich, a potencjalnie również egipskich, do Grecji i dalej do południowej Europy powstał w 2013 r. i zyskał wsparcie Unii Europejskiej. W styczniu 2020 r. plan ten został skonkretyzowany w umowie podpisanej w Atenach przez Grecję, Cypr i Izrael. Gazociąg ma mieć długość 1900 km i wydajność 10 mld metrów sześciennych gazu (z możliwością zwiększenia do 20 mld) rocznie, a jego koszt to 7 mld USD. Powstać ma do 2025 r. Równocześnie Grecja uzgodniła z Włochami budowę przedłużenia EastMedu do Włoch.

EastMed jest oczywiście zagrożeniem dla wspólnych turecko-rosyjskich planów związanych z TurkStreamem, którym Gazprom chce dostarczać gaz nie tylko do Turcji ale również przez jego kolejne odnogi do Bułgarii, Serbii, Węgier, Grecji, Macedonii Płn. i Włoch. Dlatego Rosja prowadzi bardzo wyrafinowaną grę wobec całego tego konfliktu i pozory przykrywają w niej często rzeczywiste rosyjskie intencje. Oficjalnie Rosja jako strona UNCLOS popiera cypryjsko-greckie podejście do rozgraniczania EEZ. Ponadto rosyjscy najemnicy walczą po stronie LNA w wojnie domowej w Libii. Ale Rosja z całą pewnością nigdy nie była zainteresowana tym by Haftar wkroczył do Trypolisu i Turcja została całkowicie wyparta z Libii. Rosjanie planowali natomiast odizolować Haftara od pozostałych sojuszników tak by był ściśle zależny od niej i następnie wpleść go w system swoich targów z Turcją obejmujących nie tylko Libię ale również Syrię i inne kwestie. To się jednak nie udało gdyż w styczniu Haftar odmówił podpisania układu opracowanego przez Putina i Erdogana. Ponadto zablokował wydobycie ropy i gazu co uderzało w interesy Gazpromu. Wtedy Rosjanie uznali, że nie jest właściwym człowiekiem, na którego należy stawiać. „Wagnerowcy” zostali wycofani z frontu pod Trypolisem co ułatwiło kontrofensywę GNA i Turcji. Rosjanie oczywiście nie mają zamiaru w ogóle odpuszczać sobie Libii ale w rosyjskich analizach coraz częściej mówi się o tym, że wspierając dalej Tobruk należy postawić na kogoś innego. Rosjanie zaczynają również coraz bardziej otwarcie promować scenariusz faktycznego podziału Libii.

Można zatem się spodziewać, że jeśli Rosji i Turcji uda się zmarginalizować innych graczy zainteresowanych tym konfliktem to dojdzie do podziału wpływów i kontroli surowców między te dwa państwa i oba będą mieć tam swoje bazy wojskowe. To pozwoli na storpedowanie projektu Eastmedu, kontrolowanie napływu afrykańskich migrantów do Europy oraz prowadzenie kolejnych targów w związku z ekspansją w głąb Afryki. To wszystko jest w ich obopólnym interesie mimo rywalizacji. Nawet ekspansja turecka w Afryce może być korzystna dla Rosjan, gdyż może skłonić państwa broniące tam swoich interesów, przede wszystkim Francję, do szukania porozumienia z Moskwą.

W projekt eksploatacji złóż cypryjskich zaangażowane są francuski Total, włoskie Eni i amerykański Exxon co również determinuje udział Francji, Włoch i USA w tym konflikcie choć w każdym przypadku w różnym stopniu. Najbardziej zaangażowana w konfrontację z Turcją jest Francja, której prezydent Emanuel Macron otwarcie oskarża Turcję o to, że stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa na Morzu Śródziemnym i w Afryce Płn., a także że jej aktywność stanowi dowód na to co Macron określił kilka miesięcy temu „śmiercią mózgową NATO’. Oczywiście konflikt interesów między Francją a Turcją nie sprowadza się tylko do problemu EastMedu, czy nawet również francuskich interesów we wschodniej Libii ale obejmuje szereg innych aspektów, w tym problem z coraz bardziej agresywną polityką Turcji w Afryce. Zważywszy, że w sąsiadującym z Libią Nigrze znajdują się zasilające francuski program atomowy kopalnie uranu to jest to dla Francji kwestia strategiczna.

10 czerwca doszło do konfrontacji u wybrzeży Libii między francuską fregatą Courbet a tureckimi okrętami wojennymi, które trzykrotnie dokonały namierzania laserowego oznaczającego gotowość do ataku, w związku z próbą inspekcji jaką Francuzi chcieli dokonać na tureckim statku przemycającym broń do Libii mimo ONZ-owskiego embarga. Po tym incydencie Francja wobec braku reakcji NATO oświadczyła, że wycofuje się z NATO-wskiej operacji na Morzu Śródziemnym.

Słowa Macrona o „śmierci mózgowej” NATO były powszechnie krytykowane ale w obliczu bezsilności Sojuszu wobec tureckich prowokacji niestety nie są one całkiem bezzasadne. Ponadto sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg kilkukrotnie deklarował wsparcie dla tureckich działań w Libii jako rzekomo powstrzymujących rosyjską ekspansję w tym rejonie. Niestety takie podejście tylko pogłębia podział w NATO i powoduje że kraje takie jak Francja czy Grecja próbują na własną rękę dogadać się z Rosją jako jedynym podmiotem mogącym wpłynąć na Turcję. Dla Kremla jest to natomiast idealna sytuacja, rozdźwięk w NATO sam w sobie jest dla niej pożądany, zwłaszcza, że nie można wykluczyć, iż skończy się on wojną. Natomiast wejście w rolę mediatora daje jej pełną możliwość zabezpieczenia własnych interesów.

O możliwości przekształcenia się tego konfliktu w wojnę wprost na początku czerwca powiedział grecki minister obrony Nikos Panagiotopulos, deklarując, że Grecja nie dopuści do naruszenia jej suwerennych praw do EEZ. Warto dodać, że Turcja od dawna narusza przestrzeń powietrzną Grecji na masową skalę. Tylko w 2019 r. takich incydentów było łącznie ok. 5 tys. W tym roku zdarzało się, że dziennie liczba ta osiągała nawet 90.

Póki co Francja ogranicza się jednak tylko do gniewnych deklaracji, a Grecja do intensywnej kampanii dyplomatycznej. W czerwcu Grecja podpisała dwie umowy o rozgraniczeniu EEZ – z Włochami i HoR w oparciu o UNCLOS. W tym pierwszym wypadku pokazuje to pewnego rodzaju miotanie się Rzymu, który z jednej strony wspiera (choć niezbyt energicznie) Trypolis (m.in. w związku z rywalizacją z Francją o złoża w Libii) a z drugiej strony współpracuje z Grecją w projekcie EastMedu, który jest ściśle związany z sytuacją w Libii.

Turcja prowadzi natomiast politykę faktów dokonanych nie zwracając uwagi na prawo międzynarodowe i póki co jest w tym zakresie dość skuteczna. Jest to m.in. skutek braku jedności Unii Europejskiej, którego wyrazem była odbywająca się na początku roku konferencja w Berlinie w sprawie Libii, na którą Niemcy nie zaprosiły ani Grecji ani Cypru. Tymczasem Rosja oświadczyła niedawno, że Grecja ma prawo uczestniczyć w negocjacjach nt. Libii, gdyż dotyczą one też jej interesów. Podobnie jak w przypadku wsparcia dla Haftara w Libii również i w tym wypadku celem Rosji nie jest opowiedzenie się po stronie Grecji w sporze z Turcją ale ustawienie się w roli mediatora lub wykorzystanie tej kwestii jako kolejnej karty przetargowej w targach z Turcją o podziały wpływów. 1 lipca Francja zapowiedziała, że będzie starać się o nałożenie dotkliwych sankcji na Turcję. Będzie to kolejny test ze skuteczności i solidarności UE.

Jeśli Europa ten test obleje to zwiększy się prawdopodobieństwo konfliktu zbrojnego na Morzu Śródziemnym z Francją, Grecją i Egiptem po jednej stronie i Turcją po drugiej. Przeciwnikom ekspansji tureckiej nie pozostanie bowiem zbyt wiele opcji. Taki scenariusz będzie tym bardziej korzystny dla Rosji, gdyż może ona dostarczać uzbrojenie obu stronom. Turcja już zakupiła system S-400 od Rosji, co zresztą również samo w sobie jest naruszeniem spójności NATO. Egipt natomiast, który w 2015 r. zawarł z Rosją kontrakt zbrojeniowy wart 3,5 mld USD obecnie planuje zakupić od niej system przybrzeżnej obrony rakietowej K-300P Bastion-P. Rola Egiptu w tym konflikcie jest zresztą kluczowa i może on też liczyć na wsparcie ze strony Ligi Arabskiej tyle, że będzie ono miało raczej tylko charakter polityczny i ewentualnie materialny. Egipt niedawno podpisał też umowę zbrojeniową z Włochami wartą 10 mln euro i obejmującą dostawę m.in. sześciu fregat, w tym dwóch fregat rakietowych FREMM klasy Bergamini. Kontrakt ten pokazuje po raz kolejny, że Włochy nie są zbytnio przywiązane do wsparcia strony turecko-trypolitańskiej w tym konflikcie. Tyle że wsparcie dla Egiptu wywołuje protesty zarówno we Włoszech jak i w Europie oraz USA ze względu na zarzuty łamania praw człowieka przez władze tego kraju. Jeśli będą one skuteczne to Egiptowi zostanie tylko Rosja. Rola Egiptu jest przy tym kluczowa gdyż już obecnie według rankingu Global Firepower jego flota wojenna klasyfikowana jest na 7 miejscu na świecie, a turecka dopiero na 20-tym.

Kolejnym problemem jest względna bierność USA w tym teatrze działań i to mimo, że w styczniu Kongres przyjął ustawę o wsparciu przez USA projektu EastMed, amerykańskim udziale w eksploracji złóż cypryjskich i izraelskich oraz zniesieniu obowiązującego od 1987 r. embarga na sprzedaż broni do Cypru. Był to efekt wspólnego lobbingu Exxonu oraz środowisk proizraelskich i progreckich. Tyle, że wiele wskazuje na uległość Trumpa wobec perswazji Erdogana, a nawet na swego rodzaju turkofilstwo (wnioski te potwierdza też niedawno wydana książka Boltona).

Podsumowując, cele Rosji i Turcji w tym konflikcie są tylko pozornie sprzeczne. Dla obu krajów EastMed stanowi zagrożenie, oba są też zainteresowane destabilizowaniem sytuacji wewnętrznej w Europie poprzez stymulowanie napływu migrantów z Afryki do Europy. W tym celu muszą wyeliminować konkurentów, podzielić się kontrolą nad Libią, która obu tym państwom pozwoli na założenie na jej wybrzeżu swoich baz wojskowych (Turcja planuje ją w Misracie). Warto przy tym przypomnieć, że Rosja ma już jedną bazę śródziemnomorską (w Syrii). Natomiast Turcja, jak dotąd nieskutecznie stara się założyć bazę w Tunezji, co pozwoliłoby przynajmniej częściowo zniwelować przewagę logistyczną Egiptu w przypadku bezpośredniej konfrontacji turecko-egipskiej w Libii. Ponieważ w Tunezji również współrządzi Bractwo Muzułmańskie, a w 2017 r. oba kraje podpisały umowę o współpracy militarnej,  więc Erdogan, który odwiedził Tunis w połowie czerwca, liczył na to, że wciągnie to państwo w konflikt libijski. Spotkało się to jednak z silnym oporem znacznej części parlamentu oraz prezydenta Kaisa Saieda, a dwa tygodnie później w Tunisie zawitał szef greckiej dyplomacji oferując wsparcie w relacjach Tunezja – Unia Europejska.

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.