Geopolityka

Katar: krótka droga od "liliputa" do potęgi [OPINIA]

Fot. Ijasmuhammed - praca własna, licencja CC BY-SA 4.0

Rozpoczynający się właśnie piłkarski mundial w Katarze budzi emocje nie tylko sportowe. Przyznanie organizacji tego wydarzenia Katarowi, od samego początku, wzbudzało kontrowersje. Natomiast dla tego niewielkiego emiratu jest to kolejny krok do budowy swojej pozycji międzynarodowej.

Jeśli spojrzeć na mapę to trudno uwierzyć by Katar mógł być znaczącym graczem międzynarodowym. Państwo to, mając powierzchnię 11,5 tys. km2, jest ledwie dostrzegalne na mapach i znajduje się na 158 miejscu państw świata pod tym względem. W dodatku znaczna część jego terytorium to pustynia. Całkowita populacja to niespełna 3 mln osób ale tylko nieco ponad 300 tys. to Katarczycy, a reszta to imigranci ściągnięci do pracy (często niemalże niewolniczej). O fenomenie tego państwa jeszcze dobitniej świadczy to, że w 1950 r. jego populacja wynosiła 25 tys. osób, z czego zdecydowana większość mieszkała w stolicy - Dosze. Był to wówczas niewielki, aczkolwiek znaczący port. Nawet jednak biorąc pod uwagę gwałtowny rozwój Kataru w ostatnich kilku dekadach to trudno się spodziewać by mógł on odgrywać ważną rolę w oparciu o hard power. Katarskie siły zbrojne są dość duże jak na rozmiar tego państwa (66 tys. personelu i 2 mld usd budżetu), ale i tak nie mogą się równać wielu innym siłom zbrojnym regionu. Dlatego Katar buduje swoją potęgę w oparciu o soft power, dyplomację obronną oraz politykę proxy.

Czytaj też

Historia Kataru jest krótka i to nie tylko w zestawieniu do takich państw jak Irak, Syria czy Jordania, ale również innych monarchii Półwyspu Arabskiego. Panująca tu rodzina al-Thani przybyła na te tereny w XVIII w. ale były one wówczas pod rządami panującej w Bahrajnie rodziny al-Chalifa, a przejściowo również pod rządami saudyjskimi. Thani przejęli władzę w Dosze dopiero na początku XIX w., choć wciąż była ona zależna od Bahrajnu, a następnie od Imperium Osmańskiego. Niezależność od potężniejszych sąsiadów dał Thanim traktat zawarty z Brytyjczykami, którzy objęli emirat swoim protektoratem. Ta zależność od Brytyjczyków trwała aż do 1971 r. W tym samym roku w Katarze odkryto złoża gazu, które później okazały się być trzecimi największymi na świecie. Jednakże dopiero na początku lat 90-tych Katar stał się potęgą gazową (obecnie trzeci największy eksporter po Rosji i USA) i mógł zacząć myśleć o potędze. Warto jednak pamiętać, że inne państwa regionu też były zasobne w surowce energetyczne, więc sam fakt bycia gazową potęgą nie predestynował Kataru do odgrywania tej roli jaką obecnie odgrywa.

Czytaj też

Do początku lat 90-tych największą potęgą polityczno-militarną regionu był Irak, jednakże fatalna polityka zagraniczna Saddama Husajna wyeliminowała ten kraj z gry. Arabskimi liderami regionu stała się Arabia Saudyjska i, w nieco mniejszym stopniu, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Państwa te nie mogły się jednak równać pod względem militarnym Turcji, Iranowi oraz Egiptowi. Nadrabiały to jednak bogactwem. Emancypacja Kataru spod dominacji swoich znacznie większych „braci" to dopiero dzieło Hamada bin Chalify czyli ojca obecnego emira Tamima. To on doprowadził do tego, że maleńki emirat stał się geopolityczną potęgą, wzbudzając przy tym wściekłość swoich arabskich, starszych „braci" z Rijadu i Abu Dhabi. Do tego Hamad uczynił z Kataru najbezpieczniejsze miejsce na Bliskim Wschodzie, w którym atak terrorystyczny w czasie mistrzostw jest praktycznie niemożliwy. Warto zauważyć, że polityka zagraniczna Kataru burzy wszelką logikę sojuszy i konfliktów w regionie. Perturbacje jakie w ostatniej dekadzie wstrząsały regionem nie tylko nie miały negatywnego wpływu na Katar ale wręcz przeciwnie, pomogły mu w budowie potęgi. Wszystko dzięki polityce, którą można by ująć trawestując znaną maksymę: „Allahowi świeczkę, a Iblisowi ogarek" (Iblis to koraniczny Szatan). I to właśnie Hamad bin Chalifa załatwił Katarowi mundial.

Gdy Hamad bin Chalifa się urodził w 1952 r. roku nic nie wskazywało na to jaką odegra rolę. Doha była małą mieściną, gazu jeszcze nie odkryto, a Hamad był zaledwie drugim synem szejka Chalify, który z kolei był tylko bratankiem ówczesnego emira Alego bin Abdullaha (który natomiast miał męskich potomków). W 1972 r. ojciec Hamada, z pomocą innych monarchów Półwyspu, dokonał bezkrwawego przewrotu i objął władzę. 23 lata później Chalifa, który prowadził konserwatywną politykę i wspierał „arabskich braci" m.in. uczestnicząc militarnie w operacji przeciwko Saddamowi Husajnowi w Kuwejcie w 1990 r., został obalony przez własnego syna Hamada. Ten przewrót był również bezkrwawy, ale nie miał wsparcia ze strony arabskich sąsiadów. Co więcej, rok później Arabia Saudyjska, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Egipt próbowały obalić nowego władcę, bezskutecznie wspierając kontrprzewrót. Od tego czasu drogi Kataru i pozostałych arabskich państw regionu zaczęły się rozchodzić bo Hamad zaczął prowadzić niezależną politykę, której skuteczność niekoniecznie podobała się sąsiadom. To, że "lilipuci" Katar chciał konkurować z Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, było z ich punktu widzenia po prostu bezczelnością.

Czytaj też

Co wydawałoby się z dzisiejszej perspektywy raczej zaskakujące to jednym z pierwszych poważniejszych posunięć Hamada w polityce zagranicznej była ograniczona normalizacja relacji z Izraelem. W 1996 r. zostało otwarte Biuro Handlowe Izraela w Dosze, a Szymon Peres dwukrotnie odwiedził Katar (w 1996 r. i w 2007 r.). W 2008 r. do Kataru przyjechała też ówczesna minister spraw zagranicznych Izraela Tzipi Livni, której kampanię wyborczą Katar wsparł kilka lat później kwotą 3 mln dolarów. Było to już po tym jak Katar zerwał relacje handlowe z Izraelem, co nastąpiło w 2009 r. w reakcji na izraelską operację Płynny Ołów przeciwko Hamasowi w Gazie. Warto bowiem dodać, że to zbliżenie katarsko-izraelskie nastąpiło mimo, że Katar cały czas wspierał Hamas i utrzymywał dobre relacje z Hezbollahem. Po 2009 r. Katar chciał wznowić relacje z Izraelem ale pod warunkiem akceptacji przez Izrael jego relacji z Hamasem, co było dla Izraela wykluczone. Tymczasem emir zaczął rozwijać relacje z różnymi organizacjami dżihadystycznymi zarówno na Bliskim Wschodzie jak i w Afryce Płn.  Służyło temu również uruchomienie przez Katar w 1996 r. telewizji Al Jazeera, która stała się najważniejszym narzędziem katarskiego soft power. Al Jazeera udawała niezależne medium, choć Hamad wydał 137 mln dolarów na jej uruchomienie, a szefem medialnego koncernu Al Jazeery jest Hamad bin Thamer, członek rodzin panującej. Al Jazeera od samego początku była też użyteczna z punktu widzenia dżihadystycznych ekstremistów oraz terrorystów, w tym spod znaku Al Kaidy, gdyż mogli oni liczyć, że ich przekaz pojawi się na antenie tej telewizji.

Czytaj też

Wpisywało się to w politykę Kataru, który chciał ich mieć po swojej stronie z dwóch powodów: po pierwsze – w ten sposób zapewniał sobie bezpieczeństwo, gdyż można się było spodziewać, że dżihadyści nie będą organizować zamachów przeciwko swojemu sponsorowi, po drugie – stali się oni narzędziem proxy Kataru i w ten sposób przyczyniali się do budowy geopolitycznej potęgi tego emiratu. Katarskie pieniądze płynęły też do Europy, zasilając salafitów i wpływając na radykalizację islamu, a co za tym idzie negatywnie oddziałując na europejskie bezpieczeństwo i zwiększając zagrożenie terrorystyczne. To akurat było jednak zbieżne z polityką saudyjską, a Europejczycy byli spacyfikowani, gdyż za bardzo zależało im na katarskim gazie (i jest tak nadal).

Na łamach Al Jazeery swoje pogadanki miał m.in. duchowy lider Bractwa Muzułmańskiego Jusuf al-Qaradawi, w trakcie których np. twierdził on, że zamachy samobójcze są usprawiedliwone. Katar stał się głównym sponsorem Bractwa Muzułmańskiego, udzielając jego aktywistom bezpiecznego schronienia. Tymczasem Bractwo Muzułmańskie było (i jest) uznawane za organizację terrorystyczną przez m.in. Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabię Saudyjską, a także Egipt, dąży bowiem do stworzenia „daula al Islamija" czyli państwa islamskiego, a to stanowi egzystencjalne zagrożenie dla obecnego porządku na Bliskim Wschodzie. Po inwazji USA i sojuszników na Afganistan i rozpoczęciu wojny z talibami, a następnie interwencji w Iraku i obaleniu Saddama Husajna, Katar zaczął być oskarżany o wspieranie talibów i Al Kaidy. Związane to było m.in. z tym, że Al Jazeera nadawała propagandowy przekaz terrorystów z dokonywanych przez nich egzekucji na zakładnikach. Szczególnie mocna krytyka w tym zakresie płynęła ze strony administracji George'a W. Busha (m.in. ówczesnego sekretarza stanu Collina Powella i sekretarza obrony Donalda Rumsfelda). Nie ulega wątpliwości, że Al Jazeera odegrała kluczową rolę w propagowaniu czarnego obrazu USA, a także w podżeganiu irackich sunnitów do walki przeciwko żołnierzom USA i koalicji (w tym Polski) i wzniecaniu nienawiści do szyitów oraz nowych władz Iraku. Ale sprytny emir zdołał się zabezpieczyć i z tej strony. W 1999 r. na zaproszenie Hamida USA otworzyła swoją bazę lotniczą w Al Udeid. Obecnie z 11 tys. amerykańskich żołnierzy i 100 amerykańskimi samolotami, jest to największa amerykańska baza na Bliskim Wschodzie.

Czytaj też

Kolejnym przełomem dla Kataru był wybuch Arabskiej Wiosny w 2011 r. Ostra rywalizacja Kataru z Saudami i Emiratami o wpływy w ramach wojen domowych w Libii i Syrii, wspieranie tam dżihadystów, wreszcie wspieranie Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie, w tym wywodzącego się z tej organizacji prezydenta Muhammada Mursiego, przelały czarę goryczy Saudów i Emiratów. W czerwcu 2013 r. nastąpiła wymuszona abdykacja emira Hamada na rzecz jego syna, 33-letniego Tamima, a miesiąc później gen. Abdel Fatah as-Sisi przy pomocy Saudów obalił Mursiego i politycy Bractwa Muzułmańskiego wylądowali w więzieniu. Wpływy Kataru zostały tym samym całkowicie wyparte z Egiptu i zastąpione saudyjskimi.

 Saudowie i Emiraty liczyli, że to posłuży jako nauczka dla nowego emira ale się przeliczyli, gdyż Tamim kontynuował politykę ojca (a zdaniem wielu po prostu Hamad dalej rządził). Katarskie wsparcie nie ograniczało się do talibów, Hamasu, Hezbollahu, Bractwa Muzułmańskiego i dżihadystów w Iraku, Syrii oraz Libii ale jeszcze w 2012 r. rozszerzyło się również na Sahel, w tym ogarnięte chaosem Mali, gdzie próba przejęcia władzy przez dżihadystów doprowadziła do interwencji francuskiej. Od 2014 r. Katar znalazł się w Libii w stanie wojny proxy ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi ze względu na wspieranie przeciwnych stron konfliktu. To zresztą pogłębiało też konflikt Kataru z Egiptem, dla którego katarskie wsparcie dla Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie oraz dżihadystów w Libii, stanowiło fundamentalne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Z kolei po zajęciu Mosulu przez Państwo Islamskie i proklamowaniu przez nie kalifatu pojawiły się oskarżenia pod adresem Kataru o wspieranie Państwa Islamskiego. W grudniu 2015 r. 28 Katarczyków (w tym członkowie rodziny panującej) zostało porwanych na pustyni w irackim Anbarze w rezultacie czego Katar zapłacił ok. 1 mld dolarów okupu rozdzielając go między szyickie milicje (oskarżające Katar o finansowanie ISIS) oraz dżihadystyczne organizacje zwalczające sprzymierzonego z Iranem (i milicjami szyickimi) Assada.

Czytaj też

Katar do dziś nie utrzymuje relacji z Assadem, wspiera rebeliantów i blokuje powrót Syrii do Ligi Arabskiej. Mogłoby się zatem wydawać, że Katar jest w konflikcie z „szyickim półksiężycem" czyli układem geopolitycznym Iranu, zwłaszcza, że przecież gości wojsko USA i wspiera dżihadystów. Nic bardziej mylnego. Katar ma wprawdzie problem z szyickimi oddziałami w Iraku, to z Hezbollahem już nie. W 2014 r. Katar przystąpił też do międzynarodowej koalicji pod przywództwem Arabii Saudyjskiej przeciwko jemeńskim Hutim (wspieranym przez Iran) ale w 2017 r. się z niej wycofał. W styczniu 2016 r., w efekcie kryzysu dyplomatycznego między Iranem a Arabią Saudyjską, Katar solidarnie wycofał swojego ambasadora z Teheranu, jednakże latem 2017 r. w pełni znormalizował stosunki z Iranem. To znów przelało czarę goryczy. Następcy tronu Arabii Saudyjskiej i Emiratów Mohammad bin Salman i Mohammad bin Zajed postanowili znów ukrócić samowolę katarskiego władcy i go usunąć. W tym celu Arabia Saudyjska, ZEA, Bahrajn, Egipt, Jordania i kilka innych krajów ogłosiło zerwanie stosunków dyplomatycznych z Katarem i rozpoczęcie jego blokady.

Czytaj też

Wysunięto też żądania, wśród których kluczowe dotyczyły zaprzestania wspierania organizacji dżihadystycznych, w tym Bractwa Muzułmańskiego, wycofania się ze współpracy z Iranem oraz zamknięcia telewizji Al Jazeera. Ponieważ Tamim nie miał zamiaru spełnić żadnego z tych żądań, więc groziła mu interwencja militarna państw Rady Współpracy Zatoki. Tyle, że zanim do niej doszło Katar poprosił o wsparcie Turcję, która przerzuciła tam swoje wojska, co doprowadziło również do kryzysu w relacjach arabsko-tureckich, ale uniemożliwiło inwazję „arabskich braci" na Katar. W styczniu 2021 r. doszło do normalizacji stosunków między Katarem i pozostałymi państwami arabskimi. Paradoksem jest przy tym to, że Katar nie dał nic w zamian za normalizację, a Turcja musiała za normalizację z Saudami i Emiratami (która była jej potrzebna ze względów finansowych) zapłacić wycofaniem się z wspierania Bractwa Muzułmańskiego.

Katar utrzymuje również dobre relacje z Chinami, którym dostarczył pomoc po wybuchu pandemii COVID-19. Skomplikowane są natomiast stosunki tego emiratu z Rosją. W czasie wojny w Czeczenii Katar wspierał separatystów czeczeńskich, w szczególności dżihadystów, a w 2004 r. agenci rosyjscy zamordowali w Katarze przebywającego tam b. prezydenta Czeczenii Zelimchana Jandarbijewa. W 2007 r. Putin odwiedził jednak Dohę, choć w późniejszym czasie też nie brakowało napięć, m.in. w związku ze wsparciem rosyjskim dla Assada czy też konkurencją na rynku gazu. Katar głosował też za rezolucją ZO ONZ wzywającą Rosję do zapłaty reparacji Ukrainie (spośród 22 członków Ligi Arabskiej tylko Kuwejt i Somalia głosowali podobnie).

Czytaj też

Uruchomienie w 2006 r. Al Jazeery English, a także modernizacja Kataru, stworzenie nowoczesnego Muzeum Narodowego, rozwój linii lotniczych Qatar Airways (które w czasie pandemii były najlepszymi liniami na świecie), wreszcie przyciąganie turystów (m.in. w ramach atrakcyjnej oferty stop-overów w Qatar Airways) pomogło Katarowi na zbudowanie pozytywnego wizerunku. Mogłoby się wręcz wydawać, że Katar należy do wolnego świata i ma ambiwalentny stosunek do różnych kwestii obyczajowych, religijnych czy też spożycia alkoholu. Wszak w Qatar Airways, drogich hotelach czy też business longue'ach na lotnisku bez problemu można pić alkohol. Z kolei Al Jazeera, a zwłaszcza format AJ+, promuje progresywne wartości i tropi homofobię. Tyle, że nigdy nie interesuje się prawami człowieka, nie mówiąc już o LGBT, w Katarze. W Katarze wciąż wykonywane są kary cielesne za występki obyczajowe, a dopiero w 2021 r. odbyły się tam pierwsze w historii wybory. Nie było to jednak przełomowe wydarzenie, gdyż „parlament" pełni tam wyłącznie funkcje doradcze, 1/3 składu mianuje emir i nie ma w nim żadnych kobiet.

Mundial spowodował, że świat bardziej zainteresował się również ciemnymi stronami Kataru ale emirat liczy, że w ferworze emocji piłkarskich ludzie zapomną o prawach człowieka i współpracy z dżihadystami, a w pamięci pozostanie świetne widowisko, które jeszcze bardziej wzmocni pozycję międzynarodową Kataru. Z kolei to właśnie dzięki różnym układom, w szczególności z dżihadystami, można się spodziewać, że nikt nie będzie chciał w trakcie mundialu dokonać jakiegoś ataku. Katar oczywiście zaprzecza oskarżeniom o to, że wspierał kiedykolwiek terrorystów. Niemniej faktem jest to, że to właśnie w Dosze działało przedstawicielstwo talibów. Ale to również emir zdołał przekuć w atut w relacjach z USA, gdyż stał się pośrednikiem między talibami a USA i w rezultacie miejscem podpisania porozumienia między tymi stronami. Póki co zatem lawirowanie Katarowi wychodzi bardzo dobrze.

Komentarze (6)

  1. Markus

    Artykuły pana Repetowicza to zdecydowanie najwyższy poziom na defence.pl. I komentarze nie podlegają cenzurze, tak jak zdarza się często pod artykułami innych autorów na defence.pl Dziękuję bardzo za rzetelny i fachowy wykład na temat Kataru :)

  2. Ma_XX

    kasy dużo na zabawki ale co z morale?

    1. Troll leśny

      zawsze słyszałem, że armie arabskie są daleko w tyle za armią rosyjską jeśli chodzi o morale... tak więc patrząc na to co się dzieje na UKR, spodziewałbym się tam samych lwów pustyni oraz pancernych wielbłądów i żelaznych sępów :)

  3. acideu

    66tys. armia na 300tys. populacji, w przypadku wojny w dobę idzie to wszystko w rozsypkę...

  4. Orthodoks

    Ciężko być na bieżąco, kto z.nami, a kto przeciwko nam.

  5. Strzelec pokładowy

    Ci którzy wierzą, że pieniądze mogą kupić wszystko są naiwni. To wojsko rozbiegłoby się jak kurczaki przy pierwszym poważnym zagrożeniu. A skandaliczne mistrzostwa na które muszą sobie kupować kibiców przyniosą im tylko niesławę.

  6. Filemon19

    Podsumowując 360 mld USD rocznie z gazu kupuje 42 Rafale ,F15 itd. Na zdjęciu widać siły zbrojne Qatar w sobotę ponieważ weekend zaczyna się w niedzielę