- WIADOMOŚCI
- OPINIA
Brakuje „Lawrence’a z Arabii”. Jak Trump wciągnął Arabów do wojny [OPINIA]
Atak izraelsko-amerykański na Iran wciągnął arabskie emiraty Zatoki Perskiej do wojny. Bez ich wiedzy. Ale teraz arabscy emirowie błagają Trumpa, by ten nie kończył wojny. Dlaczego?
Autor. kadr z filmu "Lawrence z Arabii"
Waszyngton przygotowując operację „Epicka Furia” nie skorzystał z regionalnych antagonizmów między sunnitami a szyitami, nie wyzyskał etnicznego separatyzmu Arabów w samym Iranie, rywalizacji geopolitycznej między Rijadem, a Teheranem, a także konfliktu interesów gospodarczych w Cieśninie Ormuz. Arabskich emirów wciągnięto do wojny bez ich wiedzy, skazano na płacenie największych kosztów ekonomicznych tego starcia, a gdy zaczęli popierać wojnę – Donald Trump zdejmuje sankcje z transportowanej irańskiej ropy naftowej oraz ogłasza rozmowy o zawieszeniu broni. Z arabskiej perspektywy to „Epicka Katastrofa”.
Skala nieprzygotowania operacji „Epicka Furia” na poziomie politycznym poraża. Tytułowy i filmowy „Lawrence z Arabii” to w rzeczywistości Thomas Edward Lawrence, brytyjski pułkownik, dyplomata, podróżnik i archeolog, który służył na Bliskim Wschodzie w okresie I wojny światowej. Służył jako doradca wojskowy przy sztabie księcia Fajsala, pomagając Arabom w walkach z Imperium Osmańskim. „Lawrence z Arabii” stał się nie tylko synonimem podróżniczo-awanturniczego życia, ale także skutecznej i relatywnie taniej operacji dywersyjnej na zapleczu frontu, która przyniosła zaskakujące skutki polityczne dla całego regionu Bliskiego Wschodu. Amerykanie nie tylko, że nie wysłali swojego „Lawrence’a” do Iranu, ale w zasadzie uniemożliwili to swoim lokalnym sojusznikom.
Wolny Arabistan
Z perspektywy arabskich muzułmanów-sunnitów Iran to kraj perski i szyicki, czyli kraj heretyków niebędących Arabami. Do tego obecny Iran, w swoich granicach, na południowym zachodzie, ma arabski region zwany historycznie „Arabistanem”, będący ostanem (obwodem) Iranu – Chuzestanem, ze stolicą w Ahwazie. Z perspektywy arabskich emirów Zatoki Perskiej „Chuzestan” to region okupowany przez Iran, ponieważ miejscowi Arabowie mają bogatą historię autonomii (chociażby zdławionego przez szacha Emiratu Muhamara). Chuzestan jest wciśnięty w Zatoce Perskiej granicząc z Irakiem, ale będąc bardzo blisko Kuwejtu, a zatem północno-wschodniej granicy Arabii Saudyjskiej. Chuzestan jest „miękkim podbrzuszem” Iranu, ponieważ jego utrata przez Iran, np. poprzez powstanie zbrojne lokalnych Arabów, odcina główny szlak lądowy z Teheranu do świętego dla szyitów irackiego południa. Ponadto, Chuzestan jest roponośnym zapleczem całego Iranu, ponieważ lokalne tzw. Pole Maruna jest drugim największym rezerwuarem surowca w Iranie.
Nie muszę dopowiadać ile na operację „Epicka Furia” dołożyłyby z budżetów państwa regionu, by Chuzestan stał się drugim – oficjalnie suwerennym – Kuwejtem. Rzecz jasna, Amerykanie albo w obawie o efekt domina w regionie, albo z uwagi na nieprzygotowanie wojny – tematu nawet nie podjęli. Ale zaznaczmy – jak w przypadku „Lawrence’a z Arabii” - niewiele musieli robić osiągając skutki polityczne.
Na cztery dni przed rozpoczęciem operacji „Epicka Furia” w Chuzestanie (jak analogicznie w irańskim Kurdystanie) powstała Rada Koordynacyjna Organizacji Ahwazu. Weszły do niej anty-reżimowe, arabskie partyzantki lub partie z Chuzestanu tj. Demokratyczny Front Ahwazu, Ludowy Front Demokratyczny Ahwazu, Arabski Front Wyzwolenia Ahwazu, Demokratyczna Partia Solidarności Ahwazu, Patriotyczny Arabski Ruch Demokratyczny Ahwazu. Najbardziej znaną organizacją arabskiego oporu w Iranie jest Arabski Ruch Walki o Wyzwolenie Ahwazu (ASMLA) – ponieważ dokonywał zbrojnych akcji i ataków bombowych przeciwko irańskiemu reżimowi.
„Timing” jest ciekawy, ponieważ podobny „zarząd” powołały kurdyjskie partie – tak jakby ktoś przygotowywał rebelie zbrojne w Ahwazie i Kurdystanie, ale z nieznanych nam powodów je odwołano. W ostatniej dekadzie w Chuzestanie dochodziło do większych ataków na symbole władzy. W 2005 roku doszło do protestów lokalnych Arabów znanych jako „Niepokój Awhazu”, lub „Zamieszki 15 kwietnia”. Następnie w latach 2005-2006 ASMLA dokonała serii ataków bombowych. W 2018 roku doszło do ataku zbrojnego na paradę wojskową, w której uzbrojeni zamachowcy strzelali do członków Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) i cywilów obserwujących wydarzenie. O zamach oskarżono tzw. Państwo Islamskie, ale członkowie ASMLA zasugerowali, że za atak odpowiada „partyzantka Awhazu”. Żyjący jeszcze wtedy Ali Chamenei nazwał zamachowców „marionetkami USA”.
W roku 2023 reżim powiesił przywódcę ASMLA - Habiba Farajollaha Chaaba, który co prawda żył na wygnaniu, ale został porwany przez ludzi IRGC w Turcji i przywieziony do kraju. Argument, że USA nie chciało opierać irańskiej rebelii na separatystach jest o tyle bałamutny, że nie wyszkolono także i nie uzbrojono oddziałów rekrutujących się z perskiej emigracji politycznej z Iranu. USA – z nieznanych nam dotąd powodów – nie stworzyło żadnej siły lądowej w Iranie. Skoro potomek szacha – Reza Pahlawi nie jest przywódcą wojennego formatu, to zauważmy, że z wielomilionowej perskiej emigracji nie znaleziono żadnej alternatywy.
Planowanie to podstawa
I tutaj przechodzimy niestety do słabości polityki USA wobec regionu, której przykładem jest Irak, w którym przez niekonsekwencję, władzę finalnie zyskali szyici związani z Iranem, betonując zwłaszcza południe kraju – tym samym Chuzestanowi utrudniono działania przeciwko Teheranowi. Obecnie jeden operator dronów z szyickiej milicji lata sobie bezkarnie nad resztkami amerykańskich baz w Iraku. Przypomnę, podstawą do kolonizacji Iraku przez Iran była wojna przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu, które nastało, gdy USA zaczęły rozluźniać okupację Iraku. Paradoksalnie, w latach 2014-2019 USA i Iran znalazły się po tej samej stronie wojennej barykady w walkach z ISIS.
Podsumowuje to szaloną niekonsekwencję Waszyngtonu wobec Bliskiego Wschodu, którą dostrzegamy w czasie „Epickiej Furii”. Nie twierdzę, że USA nie miało walczyć z tzw. Państwem Islamskim, tylko że Amerykanie obalając dyktaturę Saddama Husajna, wytworzyli próżnię polityczną, którą zagospodarowały albo sunnickie grupy terrorystyczne (AQI oraz ISI) albo szyickie milicje powiązane z Iranem. W ten sposób Amerykanie walczyli z sunnitami pod Mosulem i szyitami w Karbali (w tym także nasi dzielni żołnierze, którzy powstrzymali tzw. powstanie Armii Mahdiego). Notabene, Muktada as-Sadr z którym walczyło Wojsko Polskie, następnie wygrał wybory demokratyczne w Iraku, co tylko obrazuje z jakim bałaganem mamy do czynienia.
Ale wróćmy do państw regionu. Obecnie, mamy kolejny paradoks – USA wywołało wojnę niekorzystną dla Zatoki Perskiej, a państwa Zatoki proszą Trumpa by jej nie kończył. 28 lutego 2026 roku, z powodu izraelsko-amerykańskiego ataku lotniczego na Iran, sprowokowano odwet irański na cały region, z blokadą Cieśniny Ormuz włącznie, stawiając arabskie emiraty Zatoki Perskiej w ogniu. Z powodu udziału Izraela w wojnie uniemożliwiono państwom Zatoki Perskiej odwet na Iranie, o czym pisałem już na łamach Defence24.pl.
Zobacz też

Arabia Saudyjska to poważne regionalne mocarstwo, na którego terytorium znajdują się dwa święte dla muzułmanów miasta – Mekka i Medyna. Z tego powodu dom Saudów rywalizuje o przewodzenie „Ummie”, czyli wspólnocie wszystkich muzułmanów. Arabia Saudyjska jest państwem z definicji anty-irańskim, rywalizując z Teheranem, choćby w Jemenie, gdzie Rijad toczył wojnę proxy z terrorystami Huti. Na czele Arabii Saudyjskiej w praktyce stoi książę koronny Muhammad ibn Salman ibn Abd al-Aziz Al Su’ud.
Do Trumpa z prośbą
Książę bin Salman (nazywany w mediach akronimem „MBS”) to mąż stanu, który zrozumiał, że ropa naftowa się kiedyś skończy, a formuła wahabistycznej konserwatywnej monarchii także, więc pchnął swoje państwo na drogę reform. Piszę o MBS jako o „mężu stanu”, ponieważ reformy bin Salmana nie skończyły się destabilizacją kraju, tylko zachowując oficjalnie wahabistyczny konserwatyzm swojego rządu, wprowadza on gospodarcze i obyczajowe reformy w nieoficjalnej, zjadliwej dla tradycjonalistycznych Arabów, formie. Bin Salman ma polityczne ambicje, a zarazem utrzymuje prozachodni wektor dyplomacji, co czyni zeń potencjalnego sojusznika USA w wojnie przeciwko Iranowi. Dom Saudów, jest lojalnym sojusznikiem Zachodu i godzi się nie tylko na amerykańskie bazy, ale także zaakceptował kontrowersyjne w regionie „Porozumienia Abrahamowe” i normalizację relacji z Izraelem.
Niestety, ta faza wojna wymknęła się spod kontroli, a bin Salman prosi obecnie Donalda Trumpa, by ten jej nie kończył. Dlaczego? „The New York Times” raportuje: „Mohammed bin Salman naciska na prezydenta Trumpa, aby kontynuował wojnę przeciwko Iranowi, argumentując, że amerykańsko-izraelska kampania wojskowa stanowi „historyczną okazję” do przerobienia Bliskiego Wschodu”. Z artykułu „NYT” wynika, że MBS naciska na Trumpa, by ten zniszczył „irański rząd”, ponieważ „stanowi długoterminowe zagrożenie”.
Jeżeli wojna zakończyłaby się zawieszeniem broni „za pięć dni”, jak stwierdził ostatnio Trump, nie byłby to status quo, ale układ sił w Cieśninie Ormuz zmieniający się na niekorzyść innych państw Zatoki Perskiej. Dlaczego? Co prawda, irańska flota wojskowa przestała istnieć, a Iran czeka powojenny kryzys, ale tzw. uwolnienie irańskiej ropy na morzu przez Trumpa, wprowadzenie przez Iran „bakszyszu” za tranzyt przez Cieśninę, oraz bezkarne podpalanie Zatoki Perskiej spowodowało nie tylko koszt ekonomiczny, ale także polityczny, dla regionalnych emiratów. Jeżeli wojna zakończy się obecnym stanem - Iran nie tylko nie traciłby wpływów w Cieśninie Ormuz, ale inne państwa wyszłyby z wojny ze stratami ekonomicznymi i dyshonorem (istotnym w tym kręgu kulturowym). Okazało się bowiem, że Iran może sparaliżować regionalny biznes, więc aby utrzymać obecny status emirowie muszą porozumieć się z irańską teokracją. Rozbrojony „wybombardowany” reżim Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej przy wszystkich słabościach, wciąż będzie trzymał region – dosłownie – za gardło (którym jest Ormuz).
Sąsiedzi stracą bardziej niż Iran?
Z perspektywy Arabów, Irańczycy uprawiają morskie piractwo, a zawieszenie broni to usankcjonuje. Operacja „Epicka Furia” to projekt straconych szans. Powodem tego stanu rzeczy jest wywrócenie wielkiej gry w Zatoce Perskiej przez Izrael, za którym poszedł Trump. Zauważmy, że w Zatoce Perskiej szykowały się dwa bloki geopolityczne walczące z Iranem. Blok saudyjsko-emiracki (walczący z Iranem na polu bitwy, jak w Jemenie) oraz blok katarsko-turecki, który chciał wyłączyć Cieśninę Ormuz budując gazociąg do Syrii i Turcji. Ku czemu pojawiła się korzystna koniunktura polityczna po obaleniu klanu Assadów.
Pomimo kryzysu saudyjsko-katarskiego, oba te geopolityczne bloki w roku 2026 mają wspólnego wroga: Iran. Oba te bloki zostały w tej wojnie zaatakowane. Choć Turcja i Saudowie rywalizują o „Ummę”, to paradoksalnie Ankara i Rijad definiują jako wroga numer jeden właśnie Iran. Mówiąc wprost: gdyby Waszyngton zaczekał z wojną oraz wyeliminował z niej Izrael, miałby po swojej stronie zarówno Arabię Saudyjską, jak i Katar. Wówczas odwet Iranu byłby oczywistym działaniem wynikającym z zaangażowania w wojnę, a nie bolesnym ciosem w oficjalnie neutralne państwa.
Izrael, co prawda, wniósł do wojny dane wywiadowcze i sprawczość, ale zaraz się okaże, że głównym przegranym wojny będzie Arabia Saudyjska, a nie Iran. Że Amerykanie tracą wiarygodność w regionie, właśnie wspierając bezrefleksyjnie Izrael. Region Bliskiego Wschodu stoi na handlu bez względu na narodowość i wyznanie, ale gabinet Binjamina Netanjahu, jest zbyt trudnym partnerem i dla Arabii Saudyjskiej i dla Kataru. Amerykanie wchodząc do wojny w okresie korzystnym dla Izraela (a nie regionu Zatoki Perskiej) pozbawili się szansy na realne zmiany na Bliskim Wschodzie. A role mogły być odwrócone, obecnie Izrael za finansowanie z USA toczy wojnę w swoim interesie, tymczasem za saudyjskie pieniądze Arabowie mogli toczyć wojnę z Iranem w interesie USA. Zauważmy, że reżim IRGC pieczętuje rząd Netanjahu, gdy Arabowie mogli stawiać na realne zmiany w Teheranie. I nie wysłano amerykańskiego „Lawrence’a” do Iranu. Nawet nie spróbowano.



WIDEO: F-35 vs. JAK-130 | Fregata tonie | Kuwejt strąca F-15 - Defence24Week #151