Reklama
  • WIADOMOŚCI

Czy w Iranie rozpocznie się kurdyjskie powstanie zbrojne? [ANALIZA]

Na działaniach Waszyngtonu mści się obecnie brak długofalowości polityki wobec regionu Bliskiego Wschodu. Dopiero co, Trump zawiódł syryjski Kurdystan, by po chwili prosić ich rodaków w Iranie, aby chwycili za broń.

Fot. Kurdishstruggle/Flickr, CC BY 2.0
Fot. Kurdishstruggle/Flickr, CC BY 2.0

W połowie stycznia na łamach Defence24.pl raportowałem, że granicę obu Kurdystanów (irackiego oraz irańskiego) przenikają oddziały partyzantów, którzy szykowali się do walki zbrojnej z teokratycznym reżimem w Iranie. Walka Kurdów o podmiotowość w Iranie ma sens, aczkolwiek cały plan ewentualnego zbrojnego wystąpienia rozbija się o brak konsekwencji zachodnich sojuszników, a nie same zdolności czy powody do walki.

Reklama

Już samo to, że topowe światowe agencje prasowe piszą wprost, że CIA uzbraja Kurdów do walki z reżimem w Teheranie jest absurdalną dekonspiracją i ciosem w kurdyjskie interesy w regionie. Nie twierdzę, że uzbrajanie Peszmergi nie ma sensu, bo trudno tego pomysłu nie popierać, ponieważ kurdyjskie milicje są jedynym gwarantem, by największy naród bez państwa posiadał choćby autonomię. Niestety, stacja CNN zapowiedziała nawet kurdyjskie powstanie zbrojne ze wsparciem CIA – tak jakby jego wybuch był pewien. „Timing” jest fatalny. Dotknięty – ale nie zniszczony bombardowaniami – reżim w Teheranie pragnie rozlewu krwi. Musi ogłosić dżihad, by zmobilizować swoich zwolenników. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), czyli rdzeń militarny teokratycznego reżimu, to ponad 200 tys. gwardzistów. Ponadto zasilana fanatyczną paramilitarną grupą Basidż (oficjalnie liczącą dwa razy tyle członków co IRGC). Niestety, Kurdowie są pierwszym oczywistym celem reżimu, gdy otrząśnie się z kurzu i łun amerykańsko-izraelskich bombardowań.

3 marca Donald Trump miał odbyć poufną rozmowę z Mustafą Hidżrim, przewodniczącym Demokratycznej Partii Irańskiego Kurdystanu (KDPI). Nie mogła to być łatwa rozmowa, choć Kurdowie mieli zadeklarować wystąpienie zbrojne przeciwko reżimowi Chameneich. Piszę o nim w ten sposób, bo prawdopodobnie syn ajatollaha Aliego Chameneiego – Modżtaba Chamenei został Najwyższym Przywódcą Islamskiej Republiki Iranu. Że tak się stanie, także pisałem w Defence24.pl w połowie zeszłego roku.

Kurdowie gotowi do powstania zbrojnego

To co uprawdopodobnia powstanie zbrojne Kurdów w Iranie to fakt, że zawiązali oni jednoczącą wszystkie ugrupowania kurdyjskie koalicję polityczno-wojskową. Zrobili to oficjalnie, jeszcze w czasie krwawej pacyfikacji protestów w Iranie. Koalicję nazwano „Politycznymi Siłami Sojuszu Kurdystanu” (Political Forces Alliance of Kurdistan). W skład koalicji weszły: największe ugrupowanie Demokratyczna Partia Irańskiego Kurdystanu (KDPI), a także Partia Wolności Kurdystanu (PAK), Partia Wolnego Życia w Kurdystanie (PJAK), Komala – czyli kurdyjscy komuniści oraz „Khabat”. Co istotne, to fakt, że są one nie tylko partiami politycznymi, ale także – a być może przede wszystkim – zbrojnymi milicjami o partyzanckim charakterze. Politycznie są ugrupowaniami opozycyjnymi wobec reżimu ajatollahów.

Na kurdyjskim pograniczu istnieją formacje partyzanckie gotowe do walki z reżimem w Teheranie. Z uwagi na dotychczasową nieskuteczność tej walki były one w różnych okresach albo uśpione, albo w partyzanckiej defensywie. Główne potencjalne Peszmergi Kurdystanu Wschodniego to: YRK – Oddziały Wschodniego Kurdystanu (powiązane z partią PJK – Kurdyjskiej Partii Wolnego Życia), milicje wspomnianej partii PDKI, partyzantka kurdyjskich komunistów, SMK – Narodowa Armia Kurdystanu powiązana z Kurdyjską Partią Wolności - PAK (dawniej nazywana „Orłami PAK”).

Nieznana jest dokładna siła sojuszu Kurdów w Iranie, aczkolwiek z dostępnych informacji wynika, że pomoc dla tej koalicji trwa co najmniej od operacji „Budzący się Lew” z czerwca zeszłego roku. Możemy więc założyć, że zasilono te ugrupowania ochotnikami (choć duża część Kurdów wyjechała do Syrii na potencjalny front), szkolono ich oraz dozbrojono – zapewne – w indywidualną broń strzelecką, w ręczne systemy przeciwpancerne, lekkie cywilne pojazdy przerobione na bojowe, czyli tzw. technicale.

Przypomina się historia dozbrajania syryjskich oraz irackich Kurdów do walki z tzw. Państwem Islamskim. Notabene, za pierwszej kadencji Donalda Trumpa. Wówczas armią lądową byli Kurdowie, a wsparcie z powietrza gwarantowała zachodnia koalicja z amerykańskim lotnictwem na czele. Co prawda, ISIS nie dysponowało takim potencjałem rezerw jak Teheran, ale ówczesna wojna okazała się zwycięska, więc nie jest to pomysł bez racji. Są dwa zasadnicze zagadnienia do tego planu, które są – z perspektywy Kurdów – niepokojące.

Trump, a syryjski Kurdystan

Wszelako, tutaj zaczyna się największy problem w amerykańsko-kurdyjskich relacjach: casus syryjskiego Kurdystanu. Zmuszenie syryjskich Kurdów do inkorporacji z Damaszkiem, i to jeszcze w kolonizatorski sposób przez ambasadora Toma Barracka, który traktował z góry dowódcę Syryjskich Sił Demokratycznych gen. Mazluma Abdiego, kładzie się cieniem na cały plan. Tom Barrack zachowujący się jak gubernator z państwa kolonizatorów, notabene umoczony w tzw. aferę Epsteina, oraz wycofanie amerykańskich żołnierzy z Rożawy (syryjskiego Kurdystanu) popsuły wiarygodność Waszyngtonu w tych rozmowach. Wejście Kurdów do wojny w Iranie wygląda raczej na desperacką próbę użycia jakiejkolwiek siły lądowej, ponieważ bombardowania okazały się niewystarczająca do rozpoczęcia zmian politycznych w kraju. Z perspektywy militarnej nie jest to pomysł zły, ale pytanie o polityczne powodzenie tego przedsięwzięcia jest najważniejsze.

Załóżmy jednak, że Donald Trump przekonał irańskich Kurdów i postawił na ocieplenie tych relacji, a Waszyngton odzyskał wiarygodność. Jest większy problem, i to wojskowy – długotrwałość amerykańskiego zaangażowania. Walka o terytorium okupowane przez tzw. Państwo Islamskie, o wiele słabsze sprzętowo i kadrowo niż IRGC oraz Basidż, trwała łącznie pięć lat (2014-2019). W walkach z ISIS poległo 11 tysięcy Peszmergów. Przy czym, Kurdowie byli tylko jedną z sił lądowych walczących z tzw. Państwem Islamskim. Byli w tej wojnie faktycznie siłą najbardziej skuteczną i to oni odbili ruiny Rakki – nieformalnej stolicy samozwańczego kalifatu. Za ten czyn zbrojny, na przełomie 2025 i 2026 roku, zostali ukarani utratą autonomii i zmuszeni do kapitulacji przed rządem w Damaszku, i to zmuszeni przez urzędników Donalda Trumpa.

Skoro administracja Trumpa planowała wojnę z Iranem, należało zrewidować swoją strategię wobec Syrii. Amerykański prezydent zapowiedział, że bombardowania Iranu mogą potrwać do „czterech, pięciu tygodni”. Faktycznie siły lotniczo-morskie USA są nieporównywalnie większe od tych zaangażowanych w Globalną Koalicję ds. Walki z ISIS. I to jest atut, ale bez gwarancji kurdyjskiego „blitzkriegu” na Teheran, nawet z wielkim wsparciem lotniczym, pojawia się więc pytanie – co po miesiącu? Czy USA przerwą operację w Zatoce Perskiej? Pamiętamy sympatię świata wobec Kurdów w latach wojny z ISIS, więc może to zmobilizować świat do wspierania ich, a Trumpowi dać mandat do przedłużania misji. Bardzo drogiego zaangażowania – zaznaczmy. Misję można zredukować, ale to by oznaczało, że Kurdowie nie wkroczyli do Teheranu, że w Iranie wybuchła wojna domowa na wzór syryjski, że nie osiągnięto maksimum celów w wojnie, czyli zmiany władzy w Teheranie. Na taki obrót wydarzeń należało się uprzednio wcześniej przygotować, ale czy Kurdowie będą przekonani, że ten wariant przeanalizowano, tego nie wiemy.

Kurdowie w Iranie to etnos liczący nawet 10 mln ludzi. Problem w tym, że irański kryzys gospodarczy (upadek riala i wzrost cen żywności o 70 proc.) zrujnował wschodni Kurdystan. Może się okazać, że poza wojną nic tym ludziom już nie zostało. Teheran, aby zdławić zamieszki, wyłączył w kraju Internet, pozbawiając tym samym Kurdów z obu Kurdystanów (irackiego oraz irańskiego) obrotów handlowych wycenianych rocznie na 6 mld USD.

Kurdyjski serwis „Rudaw” raportował: „Kayfi Khoshnaw, rzecznik prasowy Erbil Exchange Market, powiedział, że transfery pieniężne (…) spadły (…) - zmniejszyły się o 90 procent. Ludzie nie odważą się przelać pieniędzy na swoje numery kont, ponieważ nie otrzymują (…) potwierdzenia… Nie wiesz, czy pieniądze dotarły do twojego konta bankowego, czy nie – powiedział (…) Importerzy twierdzą, że przesyłki są zablokowane i nie do wyśledzenia. »Obecnie mamy trzy przesyłki w Iranie i nie mamy żadnych informacji na temat tego, gdzie dotarły lub statusu ich przetwarzania« - powiedział Soran Ali, właściciel firmy importującej. »Nasze przesyłki miały dotrzeć dwa do trzech dni temu«”.

Reżim zrujnował nie tylko teherańskich, ale także kurdyjskich kupców. 5 stycznia 2026 roku kurdyjskie partie w Iranie wezwały do strajku generalnego. „Na spotkaniu wysokiego szczebla zebrało się siedem partii politycznych z Centrum Dialogu Współpracy Międzypartyjnej w irańskim Kurdystanie” – oświadczyła Demokratyczna Partia Irańskiego Kurdystanu (PDKI). Z uwagi na „ostatnie wydarzenia polityczne w Iranie i obecną sytuację w Kurdystanie (…) zadeklarowano „pełne poparcie dla ogólnokrajowych protestów i ludowych powstań przeciwko Republice Islamskiej”, podkreślając potrzebę „skutecznej wspólnej współpracy w celu wzmocnienia tych ruchów”. Tym samym Kurdowie oficjalnie, dwa miesiące temu, dołączyli do demokratycznej, monarchistycznej i ekonomicznej opozycji wobec reżimu. Udział kurdyjskich partii politycznych w manifestacjach potwierdził serwis „France 24”.

Gdy piszę te słowa - Kurdowie, w zasadzie, już są w stanie wojny z IRGC. Już są stroną w konflikcie zbrojnym w Iranie. Wszelako bez gwarancji długotrwałego wsparcia ze strony USA i konsekwentnych, wielomiesięcznych bombardowań reżimu, ryzykują egzystencjonalną klęską. Wśród irańskich Kurdów, żywe są wspomnienia o tzw. Republice Mahabadzkiej utworzonej 22 stycznia 1946, która po niecałym roku zakończyła się narodową tragedią i egzekucją prezydenta Republiki Kurdystanu. Ponadto, zbrojne powstanie Kurdów w najlepszym razie wywoła neutralną reakcję Bagdadu, Damaszku i Ankary. W najgorszym: wrogą. Jedyną głębią strategiczną irańskiego Kurdystanu jest iracki Kurdystan. Aby dostarczyć tam pomoc należy wykorzystać albo drogi most powietrzny, albo tańszy szlak lądowy, przez Turcję lub Syrię (ponieważ w Iraku do władzy próbuje wrócić pro-irański premier Nuri al-Maliki).

Być może ocieplenie relacji amerykańsko-tureckich to układ wymienny: syryjscy Kurdowie, za irańskich Kurdów, gdzie Turcja otrzymała projekcję siły na zachodni Kurdystan, a Amerykanie na wschodni. Ale to tylko spekulacja i to jeszcze łatwa do storpedowania w praktyce.

WIDEO: Chaos na Bliskim Wschodzie. Nadchodzi kolejna fala migracji?
Reklama