Siły zbrojne

Marynarka Wojenna RP 2019 – walka o przetrwanie [OPINIA]

Fot. M.Dura
Fot. M.Dura

Wprowadzenie korwety patrolowej ORP „Ślązak”, budowa kolejnych dwóch niszczycieli typu Kormoran II i sześciu holowników w 2019 r. nie jest wcale dowodem na to, że w Marynarce Wojennej coś zmienia się na lepsze. Nadal nie ma bowiem, akceptowanego przez wszystkich, planu modernizacji polskich sił morskich, co pozwala politykom na działania spontaniczne i medialne, a jednocześnie pochłania pieniądze nie zapewniając nowych zdolności bojowych.

Rok 2019 niczego nie zmienił w złym sposobie traktowania Marynarki Wojennej, w całych Siłach Zbrojnych RP, w Ministerstwie Obrony Narodowej i w ogóle, w polskim społeczeństwie. Polskie siły morskie są więc nadal problemem, którego wszyscy chcą się pozbyć jak najmniejszym kosztem i w jak najłatwiejszy sposób.

Nie pomaga w tym brak Dowództwa Marynarki Wojennej, które nie powstało, pomimo obietnic składanych przez polityków Prawa i Sprawiedliwości przed wyborami w 2015 r., a później przez ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza, przez premiera Matusza Morawieckiego (który pod koniec maja 2018 r. zobowiązał się do „odreformowania” systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP SZ w ciągu siedmiu miesięcy) i w końcu przez nowego ministra ON Mariusza Błaszczaka.

image
Fot. M.Dura

 Czytaj też: Błaszczak: Inspektorat Marynarki Wojennej jest już w Gdyni [KOMENTARZ]

A przecież, odwrócenie reformy SKiD SZ, wprowadzonej z inicjatywy ówczesnego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Stanisława Kozieja 1 stycznia 2014 r., miało być jedną z najważniejszych zmian zapowiadanych przez nową ekipę rządzącą. Skończyło się na przeniesieniu, we wrześniu 2018 r., z Warszawy do Gdyni Inspektoratu Marynarki Wojennej i deklaracjach wygłaszanych przy tej okazji (podczas kampanii do wyborów samorządowych) przez ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka.

„Nie tak dawno, na ostatnim posiedzeniu Sejmu, z panem posłem Marcinem Horałą rozmawialiśmy na ten temat. Panie Pośle do Pańskiej Gdyni wrócił Inspektorat Marynarki Wojennej. Wróciło Dowództwo Polskiej Marynarki Wojennej. To również Pana sukces. To również Pana sukces, dlatego, że jeszcze raz to podkreślę. Gdyby nie zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości, a Prawo i Sprawiedliwość przecież Pan Panie pośle reprezentuje, to nie byłoby tego powrotu, dzisiejszego powrotu”.

Fragment przemówienia Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka w Gdyni - 17.10.2018 r.

Tymczasem zmiana miejsca pracy oficerów w mundurach marynarskich niczego nie zmieniła, jeżeli chodzi o dowodzenie, ponieważ nadal wszelkie rozkazy i wytyczne dla jednostek Marynarki Wojennej wydaje tylko Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych (DGRSZ) w Warszawie. Co gorsza, duża część decyzji strategicznych w odniesieniu do polskich sił morskich, prawdopodobnie odbywa się bez uwzględnienia zdania Inspektora Marynarki Wojennej, który jest w Gdyni. Widać to szczególnie przy ciągle zmienianych szczegółach dotyczących planu modernizacji technicznej polskiej floty wojennej, które bardzo często stoją w opozycji do wcześniejszych analiz opracowanych przez „marynarzy” i uzasadnianych nimi potrzeb.

image
Fot. M.Dura

 Czytaj też: Inspektorat Marynarki Wojennej ruszy w Gdyni 24 września [News Defence24.pl]

O niewielkim znaczeniu Inspektoratu Marynarki Wojennej, urzędującego od listopada 2018 r. w budynku byłego Dowództwa MW w Gdyni, może świadczyć chociażby tak prozaiczny fakt, że po pytania dotyczące okrętów nadal trzeba się zwracać do Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych w Warszawie. Stamtąd pytania te są przesyłane do Gdyni, odpowiedzi wracają do Warszawy i po akceptacji są dopiero odsyłane do dziennikarzy.

Nowe okręty, bez nowych zdolności

Kalendarz wprowadzania nowych jednostek pływających do Marynarki Wojennej od 2017 do 2021 roku formalnie nie powinien być powodem do niepokojów. W tym czasie przekazano bowiem polskim siłom morskim pierwszy niszczyciel min nowej generacji ORP „Kormoran” (28 listopada 2017 r.), w październiku 2019 r. wodowano drugi okręt tego typu („Albatros”), na lipiec 2020 r. zapowiedziano wodowanie trzeciego („Mewa”), a przekazanie wszystkich jednostek zaplanowano na 2021 rok.

Bez przeszkód realizowany jest również program budowy sześciu holowników w ramach umowy o wartości 283,5 mln zł, zawartej 19 czerwca 2017 r. pomiędzy Inspektoratem Uzbrojenia i stocznią Remontowa Shipbuilding z Gdańska. Dwie takie jednostki mają zostać przekazane Marynarce Wojennej RP jeszcze w 2019 roku („Bolko”/H-11 i „Gniewko/H-1), a cztery kolejne w 2020 roku („Mieszko”/H-2, „Semko”/H-12, „Leszko”/H-3 i „Przemko”/H-13).

image
Fot. M.Dura

 Czytaj też: Program „Holownik” trwa – wodowanie „Semko”

Niewątpliwym wzmocnieniem dla realizacji zadań czasu pokoju i kryzysu było oddanie Marynarce Wojennej RP 28 listopada 2019 r. korwety patrolowej ORP „Ślązak”, kończąc w ten sposób trwający od 2001 roku program budowy korwet wielozadaniowych „Gawron”.

Oznacza to, że od 2017 do 2021 roku (a więc praktycznie w ciągu czterech lat) wprowadzonych zostanie do naszych sił morskich dziesięć nowych jednostek pływających i to zbudowanych w polskich stoczniach. Takiej sytuacji nie było w Polsce od ponad 25 lat (od czasu realizacji programu budowy trałowców projektu 207 w latach 1982-1993). Do tego wszystkiego należy doliczyć jeszcze umowę offsetową, z 8 kwietnia 2019 roku, powiązaną z zakupem śmigłowców AW101 Merlin, bazowania lądowego do zwalczania okrętów podwodnych (ZOP), z opcją prowadzenia akcji poszukiwawczo-ratowniczych. A więc pierwszych morskich helikopterów bojowych zakupionych od 1983 roku.

Jeżeli jest więc tak dobrze, to dlaczego jest aż tak źle.

image
Fot. M.Dura

Spontaniczne decyzje zamiast konsekwentnie realizowanych planów rozwoju

Postępy w realizacji programów: „Kormoran”, „Holownik” i „Gawron/Ślązak” nie zacierają u specjalistów wrażenia, że są one raczej wynikiem nieskoordynowanych działań, w których nie skupia się na priorytetach (pozyskanie nowych okrętów bojowych: podwodnych i nawodnych), ale na zadaniach stosunkowo łatwych do realizacji i mało kosztownych.

Takiemu sposobowi postępowania sprzyja brak jednolitego, wieloletniego i przez wszystkich akceptowalnego planu modernizacji polskich sił morskich. Sprzyja temu również brak Dowództwa Marynarki Wojennej, które pilnowałoby realizacji raz zatwierdzonych harmonogramów podpierając się wcześniej opracowanymi przez siebie i zatwierdzonymi przez MON analizami oraz uzasadnieniami.

Przy takim rozbiciu kompetencyjnym oraz braku jednego koordynatora, w ciągu sześciu lat, opracowano w różnych ośrodkach, aż cztery różniące się zasadniczo koncepcje rozwoju i modernizacji polskich sił morskich. Pierwszą, był zapowiedziany w 2012 roku plan na lata 2013-2022, realizowany w ramach czternastu priorytetowych programów operacyjnych, które miały w sumie kosztować 91 mld zł.

image
Fot. M.Dura

 Czytaj też: Morskie koncepcje, czyli jak zatopić Marynarkę Wojenną [OPINIA]

Był wśród nich program „Zwalczanie zagrożeń na morzu”, w których wyszczególniono: okręty podwodne nowego typu („Orka”), niszczyciele min („Kormoran II”); okręt patrolowy „Ślązak”; okręty obrony wybrzeża („Miecznik”); okręty patrolowe z funkcją zwalczania min („Czapla”); okręt rozpoznania elektronicznego („Delfin”); okręt wsparcia działań połączonych („Marlin”); okręt ratowniczy („Ratownik”); pływającą stację demagnetyzacyjną („Magneto”); nadbrzeżny dywizjon rakietowy Marynarki Wojennej (NDR MW) oraz rakiety NSM dla NDR MW. W innych programach operacyjnych wyszczególniono jeszcze m.in.: śmigłowce poszukiwawczo-ratownicze SAR oraz zwalczania okrętów podwodnych ZOP.

Pierwsze poważne zmiany w tym programie zapowiadał wypracowany w Ministerstwie Obrony Narodowej w latach 2016-2017 „Strategiczny Przegląd Obronny 2016” (SPO). Kiedy 19 września 2019 r. minister ON Antoni Macierewicz podpisał niejawną decyzję w sprawie implementacji rezultatów SPO i ich wdrażania w Siłach Zbrojnych RP, w tym w planach modernizacyjnych, wszyscy zdali sobie sprawę z gruntownych zmian, jakie automatycznie zostaną zaimplementowane w harmonogramie wprowadzania nowych okrętów. W ocenie tych nowych zamierzeń przeszkadzało jednak utajnienie szczegółowych zapisów Przeglądu.

Jak się szybko okazało, takich zmian do programu „Zwalczanie zagrożeń na morzu” nie zamierzał wprowadzać tylko MON. Po rozwiązaniu Dowództwa Marynarki Wojennej pojawił się bowiem zupełnie nowy ośrodek koncepcyjny przy Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, który generalnie zanegował poprzednie analizy. Stworzono wtedy „Strategiczną Koncepcję Bezpieczeństwa Morskiego RP”, zaprezentowaną w Gdyni 12 lutego 2017 r., która zakładała m.in. konieczność pozyskania fregat wielozadaniowych oraz negowała potrzebę instalowania rakiet manewrujących na okrętach podwodnych.

image
Fot. M.Dura

 Czytaj też: BBN zaprezentował koncepcję strategii morskiej. Jak odpowie resort obrony? [RELACJA]

Opracowana w BBN nowa „Koncepcja” skrytykowała zarówno:

  • obowiązujący ciągle program modernizacji technicznej Marynarki Wojennej określając go jako tzw. „Koncepcję Kontynuacji”, która według RBO jest „osadzona bez doktrynalnego przełomu na pograniczu Układu Warszawskiego i NATO, zwieńczona obowiązującym ciągle programem modernizacyjnym”…
  • jak i Koncepcję Obronną RP wynikającą ze Strategicznego Przeglądu Obronnego, która sprowadza Marynarkę Wojenną „do niewiele znaczącej roli straży wybrzeża, rozpatrywaną jedynie w kontekstach zagrożenia wojennego i połączonej narodowej operacji obronnej”.

„Strategiczna Koncepcja Bezpieczeństwa Morskiego”, zgodnie z analizami opublikowanymi na portalu Defence24.pl, nie tylko nie wsparła, ale jak się później okazało jeszcze bardziej opóźniła modernizację techniczną polskich sił morskich. Nie sprawdziły się, także słowa Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Pawła Solocha, który zaznaczał, że „celem i zamiarem stworzenia Koncepcji było doprowadzenie … do powstania Strategii Bezpieczeństwa Morskiego, czyli takiego dokumentu, który rzeczywiście będzie już deklaracją woli i działań zmierzających do zmiany sytuacji”. W rzeczywistości nie zrobiono nic istotnego, by do powstania takiej „Strategii Bezpieczeństwa Morskiego” doprowadzić, a „Koncepcję” automatycznie zaczęto traktować, jako „program morski” Biura Bezpieczeństwa Narodowego i Prezydenta RP.

Ostatnia koncepcja rozwoju sił morskich została zaprezentowana przez Ministerstwo Obrony Narodowej w 2019 r., gdy najpierw wyszczególniono 15 najważniejszych przedsięwzięć wchodzących w skład Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych, a później zaprezentowano założenia Planu Modernizacji Technicznej na lata 2021-2035. Jeżeli chodzi o Marynarkę Wojenną, to wiadomo, że w tym szesnastoletnim okresie będą realizowane trzy programy: „Miecznik” (tylko dwa okręty bez wskazania klasy), „Orka” (dla którego planowane jest rozwiązanie pomostowe) bez rakiet manewrujących oraz „Murena”, w ramach którego zakłada się pozyskanie w polskich stoczniach sześciu lekkich okrętów rakietowych.

W ten sposób, całkowicie zignorowano poprzednio prowadzone analizy, które wyraźnie wskazywały na małą wartość bojową kutrów rakietowych w działaniach na takim akwenie, jak Bałtyk. Dodatkowo nie wiadomo, czy nowe „Mieczniki”, „Orki” i „Mureny” będą wprowadzane na początku planu, czy też pod jego koniec (czyli za piętnaście lat). Informacja ministra M. Błaszczaka, o prowadzeniu negocjacji ze stroną szwedzka na temat pozyskania używanych okrętów podwodnych, jako rozwiązania pomostowego wskazuje bardzie na ten odległy termin.

image
Fot. M.Dura

Nowe zakupy nie oznaczają wcale nowych zdolności

Jak widać, to co jest obecnie wprowadzane lub planowane do kupienia, jest zlepkiem idei zawartych w czterech koncepcjach. I już doprowadziło do realizacji w pierwszej kolejności zadań, samodzielnie mało zmieniających zdolności Marynarki Wojennej. Tymczasem w planach zaproponowanych w 2012 roku, przez ówczesnego ministra Obrony Narodowej Tomasza Siemoniaka, poszczególne cele zależały od siebie i tylko ich skoordynowana realizacja dawała szanse na osiągnięcie zamierzonych celów, jeżeli chodzi o zdolności bojowe.

W ten sposób zamrożono programy budowy okrętów bojowych” „Orka”, „Miecznik” i „Czapla”, a realizuje się programy budowy jednostek, które miały zabezpieczać działanie tych okrętów. Oddawane są więc holowniki, niszczyciele min oraz zakontraktowano „Ratownika”, których pozyskanie spokojnie można byłoby odłożyć na później, skupiając się na zadaniach rzeczywiście priorytetowych.

Wiąże się to, nie tylko z powolnym, systematycznym traceniem zdolności bojowych przez Marynarkę Wojenną, ale także z kosztami. Kontraktów nie otrzymują bowiem stocznie, które nastawiając się na zapowiedziane wcześniej programy teraz zaczynają mieć problemy. Efekt tego już było widać w decyzji o zamknięciu Zakładu Nowych Budów w Gdańsku Stoczni Remontowej „Nauta”.

Kosztowne są również remonty i naprawy starych okrętów, które z wiekiem są coraz częstsze, coraz dłużej trwające i coraz trudniejsze. Brak „Mieczników” zmusił np. do remontowania ponad trzydziestoletnich fregat typu Oliver Hazard Perry, co pozwoli na dalsze pływanie tych okrętów. Jednak nie zwiększy ich wartości bojowej ponad to, co było w latach osiemdziesiątych (z wyjątkiem systemu łączności i zwalczania okrętów podwodnych).

Oczywiście chwalono się usprawnieniem rakietowego systemu przeciwlotniczego na ORP „Gen. K. Pułaski” i przeprowadzonym, z jego użyciem, strzelaniem rakietowym z zastosowaniem dwóch przeciwlotniczych pocisków Standard SM-1, w sierpniu 2018 r. W rzeczywistości wydano kilkadziesiąt milionów złotych na rakiety, których wartość bojową zakwestionowali sami Amerykanie, a które prawdopodobnie już kilka miesięcy później utraciły certyfikaty i musiały zostać zdjęte z polskich fregat.

image
Fot. M.Dura

Trudno jest również uznać za sukces kupno czterech śmigłowców ZOP AW101 Merlin. Śmigłowce bazowania lądowego są bowiem skuteczne tylko wtedy, gdy działają w systemie razem z okrętami ZOP i stacjonarnymi (lub przenośnymi) systemami wykrywania okrętów podwodnych. Wprowadza się jednak śmigłowce zupełnie oddzielnie, pomimo że bez nowych okrętów ZOP („Miecznik” i „Orka”) wykorzystają one zaledwie niewielki procent swoich możliwości.

Marnotrawstwem jest także założenie, że te wyrafinowane, wyspecjalizowane i kosztowne helikoptery będą wykorzystywane w operacjach poszukiwawczo-ratowniczych SAR. Byłoby to bowiem związane z intensywnym zużywaniem bardzo drogiej platformy, co przypominałoby wysyłanie do tego rodzaju akcji fregat rakietowych. „Można – tylko po co, jak są dostępne inne środki”.

Gorzej, że Merliny posłużą na pewno jako pretekst do odwlekania decyzji o pozyskaniu innych śmigłowców niezbędnych Marynarce Wojennej. Nikt już bowiem nie ma odwagi by wskazywać na potrzebę kupna specjalistycznych helikopterów SAR, jak również helikopterów pokładowych, potrzebnych np. dla korwety patrolowej ORP „Ślązak”, czy też fregat typu Oliver Hazard Perry. A szkoda, bo to właśnie tego rodzaju statki powietrzne są najbardziej potrzebne polskim siłom morskim.

Rok 2019 to również wprowadzanie w życie idei rozwiązania pomostowego, jeżeli chodzi o okręty podwodne. I w tym przypadku należy się zastanowić, jakie nowe zdolności otrzymają polskie siły zbrojne po pozyskaniu. np. szwedzkich okrętów podwodnych A17/Södermanland, ile to będzie kosztowało budżet Marynarki Wojennej oraz, jak to się ma do wcześniejszych deklaracji o intensywnym angażowaniu w programy modernizacyjne polskich stoczni.

Rok 2019 uważa się oficjalnie za udany dla Marynarki Wojennej. Przypomnijmy jednak, że realizując założenia modernizacji MW przedstawione w 2012 roku, przez ministra T. Siemoniaka, do 2017 roku byłyby już wprowadzone następujące jednostki: pierwszy okręt podwodny „Orka” i siedem śmigłowców SAR/ZOP, a w 2018 r. pierwszy niszczyciel min „Kormoran II” i dwa bezzałogowe systemy rozpoznawcze. Co więcej w okresie od 2019 r. do 2022 r. miały się rozpocząć i zakończyć budowy w polskich stoczniach:

  • dwóch Okrętów Obrony Wybrzeża;
  • jednego niszczyciela min;
  • jednego okrętu podwodnego;
  • jednego okrętu rozpoznania;
  • jednego okrętu hydrograficznego,
  • jednego okrętu wsparcia operacyjnego;
  • jednego okrętu ratowniczego;
  • dwóch bezzałogowych systemów rozpoznawczych;

Konsekwencją tych działań miało być wycofanie do 2019 r. wszystkich trzech trałowców/niszczycieli min projektu 206FM, pięciu trałowców projektu 207, dwóch okrętów ratowniczych projektu 570, czterech okrętów podwodnych typu Kobben, dwóch okrętów rozpoznania radioelektronicznego projektu 863, jednej korwety ZOP i dwóch fregat typu OHP. Zamiast tego wydaje się pieniądze na dalsze remontowanie i naprawy tych starzejących się jednostek pływających.

Jak się więc okazuje opóźnianie programów budowy nowych, bojowych okrętów nie jest wcale skutkiem zbyt małego budżetu. Polskie siły okrętowe znajdują się w głębokim kryzysie z powodu nieprzerwanych zmian w planach modernizacji Marynarki Wojennej RP, braku spójnej i realnej wizji, a także niekonsekwencji w przygotowaniu dokumentów strategicznych. I rok 2019 w niczym tego nie zmienił.

Komentarze