- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
Globalny balans sił się chwieje. USA traci najważniejsze samoloty
Stany Zjednoczone straciły w ataku na bazę Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej samolot wczesnego ostrzegania i dowodzenia E-3 Sentry. Strata ta nie dość, że kompromitująca, jest bolesna także ze względu na stan amerykańskiej floty samolotów wsparcia.
Amerykańskie bazy są celem irańskich pocisków balistycznych i dronów od samego początku rozpoczętej 28 lutego wojny. Najbardziej bolesne straty zadano jednak Amerykanom właśnie w bazie Prince Sultan, nieopodal stolicy Arabii Saudyjskiej Rijadu.
Pierwszej próby uderzenia na tę bazę Irańczycy podjęli jeszcze 1 marca 2026 roku, kiedy w stronę bazy zostało wysłanych pięć samobójczych dronów klasy OWA (one way attack). Atak ten udało się odeprzeć bez strat, jednak około tydzień później miało dojść do uderzenia rakietowego. Jak twierdzi „Wall Street Journal”, uszkodzonych zostało w nim pięć samolotów tankowania powietrznego KC-135. Uszkodzenia te miały być na tyle nieduże, że samoloty naprawiać zaczęto siłami bazy. Nie poniesiono też strat w ludziach, chociaż wyłączenie pięciu maszyn tej klasy z operacji w połączeniu z wypadkiem nad Irakiem, w którym utracono jedną maszynę wraz z załogą, a druga została uszkodzona i wyłączona z akcji, zmniejszyło liczbę dostępnych tankowców o siedem.
Do prawdziwej tragedii doszło jednak 27 marca. Irańskie uderzenie rakietowe doprowadziło do doszczętnego zniszczenia samolotu wczesnego ostrzegania i dowodzenia E-3C Sentry i do bezpowrotnej utraty dwóch lub nawet trzech KC-135. Efekty ataku zostały udokumentowane zdjęciami satelitarnymi opublikowanymi przez stronę irańską, ale także zdjęciami wykonanymi w bazie. E-3 wygląda tak, jakby coś trafiło go dokładnie w grzbietową antenę radaru, tył maszyny został odcięty, szczątków radaru nawet nie można rozpoznać po trafieniu, a reszta maszyny wygląda na spaloną.
Z kolei o utracie KC-135 wiemy ze zdjęć satelitarnych. Jeden z samolotów został doszczętnie zniszczony i wylały się z niego obficie płyny, najprawdopodobniej paliwo lotnicze. Był to więc samolot czynny operacyjnie, a nie np. jeden z tych uszkodzonych w pierwszej połowie marca. Wydaje się, że na prawo od tego samolotu dymi się drugi samolot tego samego typu, a zatem został wypalony. Dym przysłania część płyty lotniska i być może ukrywa się pod nim jeszcze trzecia zniszczona (?) maszyna.
Before-and-after satellite images of the U.S. Air Force E-3 Sentry AWACS aircraft provide a clear view of the extent of damage it sustained from the Iranian strike.
— Egypt's Intel Observer (@EGYOSINT) March 29, 2026
The E-3’s unit cost in the 1990s was $270 million, equivalent to ~ $600 million in 2026 dollars. https://t.co/Pm1ywFtWp1 pic.twitter.com/HpWD8FQxu5
New image reportedly showing the USAF E-3 Sentry destroyed in an Iranian attack at Prince Sultan Airbase on Friday.
— OSINTtechnical (@Osinttechnical) March 29, 2026
Matches 81-0005, an E-3C seen deployed to the base in recent weeks. pic.twitter.com/zRVzzkEPeU
Komentatorzy porównują to zdjęcie z wcześniejszym przedstawiającym bazę z rozmieszczonymi na jej płycie samolotami. Pojawiają się teorie o jeszcze kilku KC-135 uszkodzonych, a nawet o uszkodzonych dwóch samolotach walki elektronicznej EC-130H Compass Call. Maszyny te stały rzeczywiście nieopodal miejsca trafienia na zdjęciu sprzed ataku. Nie ma jednak dowodu na to, że były tam w jego momencie.
Można jednak zakładać utratę co najmniej jednego E-3C i dwóch KC-135R. W ataku ucierpiało też 10 amerykańskich żołnierzy, z czego co najmniej dwóch jest w stanie krytycznym.
Z linii wypadło więc 9-10 amerykańskich samolotów tankowania powietrznego. Jaki to odsetek i jak to wpływa na zdolności operacyjne?
Odsetek strat
Jak wyliczała turecka gazeta „Turkiye Today”, od połowy marca Stany Zjednoczone skierowały w rejon operacji nieco ponad 160 samolotów tankowania powietrznego. 17 nowoczesnych KC-46A Pegasus opartych na Boeingach 767 oraz 62 starsze, oparte na konstrukcji Boeinga 707, zostało rozmieszczonych w bazach podległych dowództwu Centcom i w bazie Diego Garcia na Oceanie Indyjskim. Ponad 40 maszyn różnych typów stacjonuje na lotnisku Ben Guriona w Izraelu, natomiast 35 KC-135 i jeden KC-46 bazują w południowej Europie, pomagając w sprawnym kursowaniu amerykańskiego lotnictwa między USA, Wielką Brytanią a teatrem działań. W podobnym celu 15 KC-46 i 33 KC-135 zostały rozmieszczone w Portugalii i Wielkiej Brytanii.
W działania zaangażowano więc 160 spośród niemal 500 dostępnych samolotów, chociaż nie wiadomo, jaki odsetek tych maszyn jest sprawny. Z walki wypadło 10, z czego 3-4 bezpowrotnie, wszystkie starszego typu. Jak dotychczas nie poniesiono więc strat, które radykalnie wpłynęłyby na zdolności rażenia Iranu ani globalne możliwości US Air Force. Bezpowrotne straty w tankowcach to poniżej 1 procenta, a uwzględniając maszyny uszkodzone – 2 proc.
Za to utrata jednego E-3C Sentry AWACS (airborne early warning and control) to znacznie większy problem. Stany Zjednoczone dysponowały 16 maszynami tej klasy, bazowanymi także na sędziwych Boeingach 707. Flota tych samolotów jest stara i prawdopodobnie tylko jej część jest zdolna do prowadzenia działań. Utrata jednej to więc co najmniej 6,25 proc. całej floty. Utrata maszyny tej klasy podczas wojny trwającej miesiąc to też kompromitacja biorąc pod uwagę, że Rosjanie w ciągu czterech lat walk przeciw Ukrainie utracili „tylko” dwie maszyn tej klasy (choć o gorszych parametrach technicznych), plus kilka uszkodzonych.
Znaczenie
Amerykanie planują zastąpić samoloty wczesnego ostrzegania i dowodzenia systemem satelitarnym. To rozwiązanie jednak jest dopiero tworzone i tak naprawdę nikt nie jest w stanie powiedzieć, kiedy mogłoby wejść do użycia jako sprawdzony, przetestowany system.
W tej sytuacji postawiono na rozwiązanie przejściowe w postaci samolotu Boeing E-7 Wedgetail. Maszyna ta była rozwiązaniem stworzonym na eksport, systemem przetestowanym, a także dużo skuteczniejszym niż E-3C. Nic prostszego niż wyprodukować kilka lub kilkanaście egzemplarzy? Okazuje się, że nie. Amerykański użytkownik zażyczył sobie całego szeregu zmian w stosunku do wyrobu eksportowego, co opóźniło projekt i znacznie podniosło jego koszty.
W 2025 roku pojawił się nawet kuriozalny pomysł rezygnacji z E-7 i zakupu rozwiązania pośredniego (a zatem protezy protezy) morskiego samolotu wczesnego ostrzegania i dowodzenia Northrop Grumman E-2D Advanced Hawkeye. Maszyna ta dobrze sprawdza się jako samolot pokładowy. Jednak w porównaniu z dostępnymi samolotami bazowania lądowego lata za nisko (a co za tym idzie mniej widzi) a jej czas przebywania w powietrzu to zaledwie sześć godzin. Pomysł ten prawdopodobnie upadł i USAF wrócił do projektu E-7, jednak spowodowało to kolejne opóźnienia. Dzisiaj nie wiadomo, kiedy te samoloty mogłyby wejść do służby. Do tego czasu Siły Powietrzne USA są skazane na zasłużone, ale sędziwe E-3C. A jeden z tych dostępnych operacyjnie właśnie został zniszczony.
Pomimo przyszłościowych projektów kosmicznych – w których z satelitów będzie można wykrywać i śledzić cele przeciwnika, i to bez ograniczeń związanych z linią horyzontu – twardą rzeczywistością są dzisiaj samoloty wczesnego ostrzegania i dowodzenia. To one dostarczają znaczną część danych i z ich pokładów koordynuje się operacje lotnicze, dzięki czemu można je precyzyjnie przeprowadzić. Informacje z tych samolotów przekładają się też na zwiększenie zdolności indywidualnych każdego bojowego odrzutowca, którego załoga ma dzięki nim większą świadomość sytuacyjną i możliwość współpracy z innymi uczestnikami pola bitwy.
Nic więc dziwnego, że Chiny rozbudowują obecnie ich flotę i wdrażają nowe typy tych maszyn, w tym kolejne iteracje samolotów KJ-500 i najnowszy KJ-600. Można założyć, że maszyny te mają niższe zdolności niż ich zachodni odpowiednicy, chociaż różnica wcale nie musi być tak wielka, jak byśmy na Zachodzie chcieli. Szczególnie że ewentualne braki Pekin nadrabia samą liczbą, która w samolotach tej klasy przekracza 100 egzemplarzy.

WIDEO: Offset czy „offset”? Miliony na Jelcza, miliardy na Apache | Defence24 Week #153