Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA
  • KOMENTARZ

Jak Rosja zaciąga Afrykańczyków na wojnę z Ukrainą. Część II

Nie da się w pełni zrozumieć rosyjskiej rekrutacji Afrykanów bez spojrzenia na wymiar informacyjny. Rosja od lat buduje na kontynencie narrację o sobie jako alternatywie wobec Zachodu, partnerze antykolonialnym, obrońcy suwerenności państw afrykańskich i źródle nowych możliwości gospodarczych. Prezentujemy drugą część analizy płk. rez. Adama Jawora.

26 lipca 2018 r., Żołnierze południowoafrykańscy witają Władmira Putina, przybyłego na szczyt BRICS W Johannesburgu / Źródło: KREMLIN.RU
Żołnierze południowoafrykańscy (Zdjęcie podglądowe).
Autor. KREMLIN.RU

Z pierwszą częścią analizy płk. rez. Adama Jawora można zapoznać się tutaj.

Dezinformacja i rosyjski wizerunek w Afryce

Jak wskazuje Africa Center for Strategic Studies w opracowaniu „Mapping a Surge of Disinformation in Africa” („Mapa gwałtownego wzrostu dezinformacji w Afryce”), liczba udokumentowanych kampanii dezinformacyjnych w Afryce wzrosła niemal czterokrotnie od 2022 roku, a Rosja jest głównym sponsorem takich operacji na kontynencie — odpowiada za 80 spośród nich, wymierzonych w ponad 22 państwa. To środowisko informacyjne tworzy podatny grunt dla rekrutacji. Rosyjskie przekazy nie muszą wprost zachęcać do udziału w wojnie, aby ułatwiać werbunek. Wystarczy, że systematycznie przedstawiają Rosję jako państwo przyjazne Afryce, stabilne, silne, antykolonialne i oferujące szanse, których rzekomo nie daje Zachód. Jak pisze EUvsDisinfo w analizie „A battle for hearts and minds: How Russian propaganda takes over Africa” („Bitwa o serca i umysły: jak rosyjska propaganda przejmuje Afrykę”), rosyjskie narracje w Afryce często przedstawiają Moskwę jako wiarygodnego antykolonialnego sojusznika, a odpowiedzialność za wojnę w Europie przerzucają na Ukrainę, NATO i Stany Zjednoczone.

Z tej perspektywy fałszywe oferty pracy, studiów, szkoleń zawodowych czy programów edukacyjnych nie pojawiają się w próżni. Trafiają do odbiorców, którzy wcześniej mogli zetknąć się z narracją o Rosji jako kraju przyjaznym, antyzachodnim, otwartym na Afrykanów i dającym szansę na awans społeczny. Rekrutacja do armii lub fabryk wojskowych korzysta więc z tego samego ekosystemu: obietnic szybkiego zarobku, języka „przyjaźni z Rosją”, kanałów Telegrama, WhatsAppa, TikToka i Facebooka, lokalnych pośredników, diaspor oraz nieformalnych sieci migracji zarobkowej. African Digital Democracy Observatory w analizie „Techniques Used to Recruit and Co-opt African Nationals into Fighting in the Russian-Ukrainian War” („Techniki wykorzystywane do rekrutowania i wciągania obywateli państw afrykańskich do walki w wojnie rosyjsko-ukraińskiej”) opisuje ten proces jako zaplanowany kanał oszustwa i eksploatacji, w którym wykorzystuje się metody cyfrowe, pośredników i fałszywe obietnice zatrudnienia, wsparcia wizowego i wysokich zarobków.

Reklama

European Union Institute for Security Studies w swym opracowaniu „Shifting alliances in West Africa: Measuring Russian engagement to support counter-FIMI strategies” („Zmieniające się sojusze w Afryce Zachodniej: pomiar rosyjskiego zaangażowania na potrzeby strategii przeciwdziałania manipulacjom informacyjnym”) pisze: Rosja coraz mocniej „uzbraja” informację, a Afryka Zachodnia — zwłaszcza Mali i Burkina Faso — stała się jednym z głównych obszarów wojny informacyjnej. To ważne, ponieważ te same techniki budowania zaufania do Rosji, podważania Zachodu i wzmacniania prorosyjskich aktorów mogą ułatwiać późniejsze działania rekrutacyjne, nawet jeśli formalnie prowadzą je agencje pracy, pośrednicy albo kanały internetowe.

Mechanizm ten ma również wymiar lokalny: Rosja i sieci powiązane z dawnym Wagnerem korzystają z miejscowych dziennikarzy, influencerów, aktywistów, stron internetowych, grup w mediach społecznościowych i pozornie oddolnych organizacji. Jak pisze Forbidden Stories w śledztwie „Propaganda Machine: Russia’s information offensive in the Sahel” („Maszyna propagandowa: rosyjska ofensywa informacyjna w Sahelu”), po zamachach stanu w Mali, Burkina Faso i Nigrze prokremlowskie treści zdominowały część lokalnej przestrzeni medialnej, a rosyjscy pośrednicy wpływu wykorzystywali dziennikarzy, szkolenia, wydarzenia kulturalne, wyjazdy do Rosji oraz sieci społecznościowe do wzmacniania przekazów korzystnych dla Moskwy.

Najbardziej bezpośrednio z rekrutacją łączy się jednak użycie platform społecznościowych w programach wojskowych i przemysłowych. AP w śledztwie „Russia duped Africans into building drones for Ukraine war: AP investigation” („Rosja oszukała Afrykanów, aby budowali drony na wojnę w Ukrainie: śledztwo AP”) ustaliła, że program Ałabuga Start był promowany w internecie jako ścieżka pracy i edukacji, a rekrutacja młodych kobiet obejmowała media społecznościowe, materiały wideo i oficjalnie brzmiące obietnice kariery. AP podała, że część kobiet dopiero po przyjeździe do Tatarstanu zorientowała się, iż trafiła do produkcji dronów wojskowych, a nie do neutralnego programu zawodowego.

Z tej racji teza Africa Center for Strategic Studies, że rosyjska rekrutacja w Afryce jest splotem dezinformacji, handlu ludźmi i ingerencji zagranicznej, dobrze oddaje istotę problemu. Dezinformacja tworzy korzystny obraz Rosji i osłabia zaufanie do zachodnich ostrzeżeń; handel ludźmi i oszukańcza rekrutacja dostarczają ludzi na front albo do fabryk; ingerencja zagraniczna polega na tym, że państwo prowadzące wojnę wykorzystuje społeczne i ekonomiczne słabości innych regionów świata do własnych celów militarnych. W efekcie rosyjska rekrutacja Afrykanów nie jest wyłącznie logistyczną operacją werbunkową. Jest częścią szerszej architektury wpływu, w której propaganda, migracja zarobkowa, lokalni pośrednicy, cyfrowe platformy i wojenne zapotrzebowanie na ludzi wzajemnie się wzmacniają. Najpierw buduje się wizerunek Rosji jako przyjaciela Afryki i alternatywy wobec Zachodu. Następnie w tej samej przestrzeni informacyjnej pojawiają się oferty pracy, studiów, szkolenia albo legalizacji pobytu. Na końcu część rekrutów trafia nie do obiecanego zatrudnienia, lecz do okopów, rosyjskich baz wojskowych albo zakładów produkujących drony dla armii.

Reklama

Hybrydowa infrastruktura wojny

Ten system należy rozumieć jako hybrydową infrastrukturę wojny. Jedna jej część zasila front: rekruci trafiają do okopów, szturmów, baz wojskowych i stref wysokiego ryzyka. Druga część zasila zaplecze przemysłowe: młode kobiety i inni migranci trafiają do fabryk dronów oraz zakładów produkcji wojennej. Trzecia część działa w przestrzeni informacyjnej: obejmuje fałszywe ogłoszenia, komunikatory, grupy rekrutacyjne, pośredników, agencje pracy i reklamy „programów edukacyjnych”. Czwarta część ma charakter polityczno-prawny: obejmuje rosyjskie zaprzeczenia, formalne kontrakty, brak jasnej odpowiedzialności pośredników i ograniczone możliwości konsularne państw afrykańskich.

Dlatego w opisie tego zjawiska trzeba unikać uproszczenia, że chodzi wyłącznie o „afrykańskich najemników”. W wielu przypadkach bardziej adekwatne są pojęcia: oszukańcza rekrutacja, handel ludźmi, przymusowa mobilizacja cudzoziemców, wykorzystywanie migrantów zarobkowych i praca przymusowa na rzecz przemysłu wojennego. Z materiałów Reutersa, The Associated Press oraz Al Jazeery wynika, że wielu rekrutów nie podejmowało świadomej decyzji o udziale w wojnie, lecz wpadało w pułapkę zbudowaną z fałszywych obietnic, presji i braku wyjścia.

Afrykanie jako zasób jednorazowego użycia

Najważniejszy wniosek strategiczny brzmi: rosyjska rekrutacja Afrykanów jest częścią długiej wojny na wyniszczenie. Rosja potrzebuje ludzi, ale chce ograniczyć koszty polityczne mobilizacji własnych obywateli. Dlatego sięga po cudzoziemców z państw, w których bieda, bezrobocie, słabe regulacje agencji pracy i atrakcyjność migracji zarobkowej tworzą podatny grunt dla manipulacji. Równocześnie afrykańscy rekruci są w tym systemie podwójnie bezbronni: najpierw wobec własnych pośredników i fałszywych ofert, potem wobec rosyjskich struktur wojskowych, które mogą traktować ich jako zasób jednorazowego użycia.

Wyzwanie dla państw afrykańskich

Dla państw afrykańskich jest to problem nie tylko prawny, lecz także problem bezpieczeństwa narodowego. Jeśli setki lub tysiące obywateli są wywożone przez pośredników do obcego państwa, tracą dokumenty, są zmuszane do walki, giną, trafiają do niewoli albo wracają okaleczone, to mamy do czynienia z transnarodowym systemem przestępczym splecionym z interesem państwa prowadzącego wojnę. Dlatego reakcja pojedynczego państwa — nawet tak aktywnego jak Kenia — może być niewystarczająca. Z tej racji potrzebna jest regionalna odpowiedź: wspólne śledztwa, wymiana danych o agencjach rekrutacyjnych, kontrola pośredników pracy, ostrzeżenia konsularne, blokowanie fałszywych kampanii rekrutacyjnych w mediach społecznościowych, współpraca z Interpolem oraz presja dyplomatyczna na Rosję. Jak podkreśla Africa Center for Strategic Studies, skala, powtarzalność i transgraniczny charakter sieci rekrutacyjnych wymagają skoordynowanej reakcji regionalnej. Bez niej poszczególne państwa będą działały osobno, ograniczając swoją zdolność do rozliczenia Rosji i lokalnych pośredników.

Globalne nierówności jako narzędzie wojny

Rosyjska pułapka rekrutacyjna pokazuje, że młodzi Afrykanie są dla Moskwy przede wszystkim tanim i politycznie wygodnym „mięsem armatnim”. Nie chodzi jedynie o desperackie szukanie ludzi na front, lecz o systemowe wykorzystywanie biedy, bezrobocia, migracji zarobkowej i fałszywych obietnic lepszego życia. Kandydatom przedstawia się wyjazd do Rosji jako szansę na pracę, szkolenie, studia albo legalny pobyt, a po przyjeździe wielu z nich trafia do okopów, baz wojskowych, fabryk dronów albo na najbardziej niebezpieczne odcinki frontu. To pokazuje sposób, w jaki państwo prowadzące długotrwałą wojnę może przekształcać globalne nierówności, migrację zarobkową i cyfrowe sieci pośrednictwa w narzędzie wojenne.

Dla młodego człowieka z Kenii, Ghany, Zimbabwe, Kamerunu, RPA, Egiptu czy innego państwa afrykańskiego obietnica pracy w Rosji może wyglądać jak szansa. W praktyce coraz częściej okazuje się początkiem drogi do okopów, fabryki dronów, szpitala wojskowego, niewoli albo śmierci na froncie. Dla Rosji są oni zasobem łatwiejszym do poświęcenia niż jej obywatele; są słabiej chronieni, mniej widoczni politycznie i często pozbawieni realnej pomocy konsularnej. Dlatego określenie „najemnicy” bywa mylące. W wielu przypadkach nie są to ludzie, którzy świadomie wybrali udział w wojnie, lecz osoby zwabione obietnicą pracy i postawione przed faktem dokonanym. W praktyce rosyjski system zamienia ich nadzieję na awans społeczny w narzędzie wojny, a migrantów zarobkowych — w jednorazowy materiał frontowy.

Reklama
WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!
YouTube cover video
Reklama