- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
- POLECANE
PTSD u żołnierzy i weteranów. W Polsce temat wstydliwy i pomijany. Konsekwencje mogą być bardzo dotkliwe dla Państwa.
Autor. Canva
Telefon potrafi obudzić szybciej niż syrena — a na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu robi to coraz częściej. Czy wiesz, że same powtarzające się alarmy o rosyjskich atakach, przeloty wojskowych samolotów i komunikaty RCB mogą — zanim ktokolwiek zauważy problem — zacząć uruchamiać w organizmie mechanizm prowadzący do zespołu stresu pourazowego? PTSD od dekad kojarzy się z żołnierzem wracającym z pola walki. Dziś może to dotyczyć także żony czekającej w domu, kolegi z jednostki patrolującego granicę, czy dzieci budzonych w środku nocy alarmem, które oczekują na możliwość wybuchu. PTSD może dotyczyć także dziesiątek tysięcy z miliona ukraińskich uchodźców, którzy od niemal czterech lat mieszkają z nami po sąsiedzku. W poniższym artykule z komentarzem lekarza psychiatrii dowiemy się, czym naprawdę jest PTSD, jak rozpoznać jego pierwsze objawy u siebie i bliskich — i dlaczego mówienie o nim głośno nie jest oznaką słabości, lecz odpowiedzialności.
W skrócie
- PTSD to zaburzenie, które może rozwinąć się po doświadczeniu lub byciu świadkiem wydarzenia zagrażającego życiu — u żołnierza, ale też u jego bliskich czy cywila mieszkającego blisko wojny.
- Powtarzające się alarmy, przeloty wojskowego lotnictwa i komunikaty o zagrożeniu na wschodzie Polski to dokładnie ten typ bodźców, który w badaniach naukowych wiąże się z narastaniem objawów stresu pourazowego — nawet zanim dojdzie do bezpośredniego incydentu.
- PTSD to nie tylko problem samego żołnierza — coraz więcej danych pokazuje, że wtórnej traumatyzacji doświadczają też partnerki, partnerzy i dzieci osób w mundurze.
- W Polsce status ochrony czasowej ma dziś ok. 967,5 tys. obywateli Ukrainy, a do polskich szpitali regularnie trafiają ranni ukraińscy żołnierze — badania szacują, że objawy silnego dystresu psychicznego lub PTSD może mieć nawet połowa populacji uchodźczej.
- W armii amerykańskiej badanie psychologiczne po powrocie z misji jest obowiązkową procedurą dla każdego żołnierza, a nie wyjątkiem dla „słabszych” — to jeden z powodów, dla których warto oswajać temat leczenia PTSD również w Polsce.
Czym jest PTSD i dlaczego to nie jest „zwykły stres”
Zespół stresu pourazowego (PTSD) to zaburzenie psychiczne, które może rozwinąć się po doświadczeniu lub byciu świadkiem wydarzenia wiążącego się z bezpośrednim zagrożeniem życia lub integralności fizycznej. Przez lata kojarzone było niemal wyłącznie z żołnierzami wracającym z pola walki. W rzeczywistości problem jest znacznie szerszy — może dotknąć również cywilów, ratowników, świadków dramatycznych wydarzeń, a jak pokazują nowsze dane, także rodziny osób, które traumę przeżyły bezpośrednio.
Kluczowe jest przy tym rozróżnienie między PTSD a naturalną, fizjologiczną reakcją na zagrożenie. Strach nie jest chorobą. Bezsenna noc po dramatycznym wydarzeniu nie oznacza automatycznie zaburzenia — podobnie napięcie po otrzymaniu ostrzeżenia czy niepokój wywołany nagłym hukiem.
To bardzo ważne rozróżnienie. Organizm człowieka jest biologicznie przystosowany do reagowania na niebezpieczeństwo. Jeżeli słyszymy eksplozję, otrzymujemy ostrzeżenie o zagrożeniu albo przeżywamy wydarzenie, podczas którego realnie obawiamy się o życie swoje lub bliskich, natychmiastowy strach oraz towarzyszący mu lęk są w pełni naturalnymi odpowiedziami organizmu. W PTSD problem polega między innymi na tym, że ta reakcja alarmowa nie wygasa i utrzymuje się również wtedy, kiedy bezpośrednie niebezpieczeństwo już dawno minęło.
lek. Cyrus Tahery, lekarz w trakcie specjalizacji z psychiatrii dorosłych, Remedy Centrum Psychiatrii i Psychoterapii
Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) większość osób wystawionych na potencjalnie traumatyczne wydarzenia nie rozwija PTSD. Jeżeli zaburzenie się pojawia, jego charakterystycznym elementem jest utrwalone poczucie zagrożenia — człowiek staje się stale nadmiernie czujny, łatwiej się wybudza, silniej reaguje na nagłe dźwięki. Bodziec, który wcześniej był neutralny, zaczyna być interpretowany jako zapowiedź niebezpieczeństwa.
Alarmy, które nie milkną. Czy wschodnia Polska już teraz generuje objawy?
5 września 2026 roku Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało do mieszkańców województw lubelskiego i podkarpackiego alert o rosyjskim ataku powietrznym na Ukrainę i aktywności polskiego lotnictwa w przestrzeni powietrznej RP. Takie komunikaty w ostatnich latach powtarzają się regularnie. 15 listopada 2022 roku w Przewodowie w powiecie hrubieszowskim zginęło dwóch obywateli Polski — dowód na to, że zagrożenie nie jest wyłącznie teoretyczne.
To jednak nie jest wyłącznie kwestia pojedynczego, dramatycznego wydarzenia. W badaniu zespołu Antona Kurapova z Uniwersytetu w Salzburgu, opublikowanym w 2024 roku w „European Journal of Psychotraumatology”, zestawiono liczbę alarmów przeciwlotniczych i eksplozji z nasileniem objawów stresu pourazowego u 991 mieszkańców nieokupowanych regionów Ukrainy. Wynik był jednoznaczny: to nie tylko pojedynczy incydent, ale sama częstotliwość i powtarzalność takich bodźców — a także subiektywne poczucie zagrożenia — wiążą się z narastaniem objawów PTSD i problemów ze snem.
Nikt odpowiedzialny nie postawi znaku równości między skalą zagrożenia w Ukrainie a tą na Lubelszczyźnie czy Podkarpaciu — jest ona nieporównywalna. Mechanizm psychologiczny opisany w badaniach jest jednak ten sam. Oznacza to, że u części mieszkańców, a przede wszystkim u żołnierzy, funkcjonariuszy Straży Granicznej i operatorów systemów obserwacji pełniących służbę w regionach przygranicznych, wielokrotnie powtarzające się alarmy, przeloty wojskowych samolotów i komunikaty o zagrożeniu mogą już dziś — niezależnie od tego, czy dojdzie do kolejnego incydentu — zapoczątkowywać proces prowadzący do rozwoju objawów tego zaburzenia. Nie każdy, kto to przeżywa, zachoruje. Bagatelizowanie tego mechanizmu byłoby jednak błędem.
To nie tylko problem żołnierza. PTSD dotyka całej rodziny
PTSD bywa traktowane jak choroba jednej osoby. Tymczasem, jak podkreślają specjaliści zajmujący się terapią rodzin wojskowych, rodzina jest systemem — nie ma możliwości, by jedna osoba w niej chorowała, a reszta pozostawała całkowicie zdrowa.
Nieżyjący już prof. Stanisław Ilnicki, wieloletni psychiatra Wojskowego Instytutu Medycznego i jeden z pionierów leczenia PTSD w Wojsku Polskim, zwracał uwagę, że partnerki żołnierzy po ich powrocie z misji często biorą na siebie winę za zmiany w zachowaniu bliskiej osoby, co dodatkowo pogłębia ich własne obciążenie psychiczne. Z relacji rodzin polskich weteranów wynika, że wtórna trauma jest zjawiskiem realnym: nadmierna czujność, drażliwość, wybuchy złości czy emocjonalne wycofanie żołnierza po powrocie do domu bywają dla partnerek, partnerów i dzieci równie obciążające, jak dla niego samego — część z nich wymagała nawet pomocy psychiatrycznej, mimo że same nigdy nie były na misji.
Problem w tym, że wciąż brakuje w Polsce rzetelnego monitoringu stanu psychicznego rodzin żołnierzy, a same rodziny często nie wiedzą, gdzie szukać wsparcia. Dlatego rozmowa o PTSD nie powinna kończyć się na mundurze. Jeśli po powrocie bliskiej osoby ze służby czy misji zauważasz u niej — albo u siebie, jako partnera lub partnerki — nadmierną czujność, izolację czy trudność z „powrotem do normalności”, to sygnał, który warto omówić ze specjalistą wspólnie, a nie w pojedynkę.
Niewidoczny wymiar problemu: blisko milion uchodźców i żołnierze leczeni w Polsce
Wojna w Ukrainie to dla Polski nie tylko kwestia bezpieczeństwa granic, ale też codzienność setek tysięcy ludzi, którzy od niej uciekli. Według danych Eurostatu, na koniec maja 2026 roku status ochrony czasowej w Polsce miało wciąż 967,5 tys. obywateli Ukrainy — to druga, po Niemczech, największa liczba w Unii Europejskiej.
Skalę problemów psychicznych w tej grupie trudno oszacować co do procenta, ale kierunek nie budzi wątpliwości. W badaniu porównawczym przeprowadzonym we Wrocławiu na przełomie 2022 i 2023 roku aż 75 proc. ukraińskich uchodźców przekraczało kliniczny próg dystresu psychicznego w skali GHQ-28 — wobec 49,65 proc. wśród badanych Polaków z tej samej próby. Autorzy tego badania przywołują też szacunki mówiące, że objawy PTSD może rozwinąć nawet do połowy populacji uchodźczej.
Do tego dochodzi wymiar wojskowy. Od lat do polskich szpitali — między innymi w Krakowie i na Śląsku — regularnie trafiają, także specjalnymi pociągami medycznymi, ranni ukraińscy żołnierze kierowani na leczenie i rehabilitację. Inni, wciąż pełniący służbę, korzystają z przepustek, by odwiedzić bliskich, którzy od miesięcy lub lat mieszkają w Polsce jako uchodźcy. To grupa, która łączy niemal wszystkie czynniki ryzyka opisane w tym artykule — bezpośrednie doświadczenie walki, rozłąkę z rodziną i niepewność — a jednocześnie w dużej mierze pozostaje poza polskim systemem diagnostyki psychiatrycznej. To pytanie, które warto zacząć stawiać otwarcie: czy nie należałoby objąć badaniami przesiewowymi pod kątem PTSD także tej grupy — zarówno rannych żołnierzy leczonych w polskich placówkach, jak i tych, którzy przyjeżdżają do Polski na odpoczynek czy w odwiedziny do rodzin. System, który sprawnie radzi sobie z leczeniem ran fizycznych, nie ma dziś w tym zakresie jasnej procedury.
Wstyd, który kosztuje zdrowie. Jak z tym radzi sobie armia amerykańska
Jednym z największych wrogów w leczeniu PTSD nie jest samo zaburzenie, lecz milczenie wokół niego. W środowisku wojskowym wciąż pokutuje przekonanie, że przyznanie się do problemów psychicznych oznacza „gorszego żołnierza” albo zagraża dalszej służbie.
Armia amerykańska, mimo że sama zmaga się ze skalą PTSD nieporównywalnie większą niż polska (szacunki mówią nawet o 30 proc. weteranów misji bojowych, wobec 7–10 proc. w Polsce), od lat systemowo obniża ten „próg wstydu”. Każdy żołnierz wracający z misji przechodzi tam obowiązkową ocenę zdrowia psychicznego (tzw. Post-Deployment Health Assessment) — niezależnie od tego, czy sam zgłasza jakiekolwiek objawy — a po 90–180 dniach ocenę tę powtarza się ponownie. Badanie psychologiczne jest więc tam standardową procedurą dla każdego, a nie wyjątkiem zarezerwowanym dla „słabszych”. To właśnie ta systemowość — bardziej niż same kampanie społeczne — realnie obniża poczucie wstydu i sprawia, że więcej żołnierzy decyduje się na leczenie, zanim objawy się utrwalą.
Wniosek dla Polski nasuwa się sam: im szybciej temat PTSD przestanie być tematem tabu, a rozmowa ze specjalistą stanie się czymś tak naturalnym jak coroczne badania okresowe, tym mniej osób w mundurze — i w ich rodzinach — będzie zmagać się z nim w milczeniu, latami i bez pomocy.
Autor. Karta Mundurowa
Kto w mundurze jest najbardziej narażony
Zgodnie z danymi przytaczanymi przez dr. Radosława Tworusa, kierującego Kliniką Psychiatrii, Stresu Bojowego i Psychotraumatologii Wojskowego Instytutu Medycznego, objawy PTSD mogą dotyczyć 7–10 proc. polskich żołnierzy, najczęściej po udziale w misjach zagranicznych — w Afganistanie, Iraku, Czadzie czy na Bałkanach. Współcześnie ryzyko nie ogranicza się jednak do weteranów misji poza granicami kraju. W tej samej grupie ryzyka znajdują się dziś także:
- żołnierze pełniący obecnie służbę na wschodniej flance NATO i w garnizonach przygranicznych na Podlasiu, Lubelszczyźnie i Podkarpaciu;
- funkcjonariusze Straży Granicznej oraz żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej zaangażowani w ochronę granicy z Białorusią;
- personel obserwujący aktywność lotnictwa, obsługujący systemy ostrzegania i reagujący na alarmy o zagrożeniu;
- partnerki, partnerzy i dzieci osób w mundurze, u których dochodzi do wtórnej traumatyzacji;
- weterani wcześniejszych misji, u których nowe bodźce — alerty, przeloty, komunikaty o atakach — mogą uruchamiać reakcje związane z wcześniejszą traumą.
Trzy grupy objawów, po których można rozpoznać PTSD
Zgodnie ze współczesnymi klasyfikacjami medycznymi (w tym ICD-11 Światowej Organizacji Zdrowia) pełny obraz kliniczny PTSD opiera się na trzech osiowych grupach objawów:
- Pierwszą jest ponowne przeżywanie traumatycznego doświadczenia w teraźniejszości — natrętne, powracające wspomnienia (intruzje), koszmary senne oraz, w cięższych stanach, dysocjacyjne flashbacki wyzwalane przez konkretne bodźce, np. warkot silnika, dźwięk śmigłowca czy huk o nieznanym pochodzeniu.
- Drugą jest unikanie — celowe omijanie miejsc, rozmów czy informacji, które mogłyby przypominać o minionym zagrożeniu, w tym unikanie newsów o sytuacji na granicy czy kontaktu z osobami, z którymi łączy dane wydarzenie.
- Trzecim elementem jest stan trwałego pobudzenia i hiperczujności: stałe skanowanie otoczenia w poszukiwaniu zagrożeń, bezsenność, trudności z koncentracją, drażliwość oraz wzmożona reakcja przestrachu na nagłe dźwięki.
W diagnostyce istotne jest nie tylko samo wydarzenie, ale przede wszystkim to, co dzieje się z człowiekiem w dłuższej perspektywie czasowej. Przez pierwsze dni czy tygodnie po incydencie silna reakcja organizmu jest naturalną odpowiedzią adaptacyjną na stres. O zespole stresu pourazowego mówimy dopiero wtedy, gdy pełen obraz objawów utrzymuje się powyżej miesiąca, a organizm wciąż funkcjonuje tak, jakby bezpośrednie zagrożenie trwało nadal.
lek. Cyrus Tahery
Co jeszcze mówią badania
Obszerna metaanaliza autorstwa Syeda Hassana Ahmeda i współpracowników, opublikowana w 2024 roku na łamach „General Psychiatry” (grupa BMJ), objęła 57 badań i dane dotyczące 64 596 osób cywilnych mieszkających na obszarach dotkniętych konfliktami zbrojnymi. Autorzy oszacowali występowanie objawów PTSD na 23,7 proc., a objawów depresyjnych na 25,6 proc. badanych populacji. Danych tych nie można wprost przenosić na Polskę — dotyczą populacji funkcjonujących bezpośrednio w strefach walk — pokazują jednak, że kondycja psychiczna ludności jest jednym z realnych, mierzalnych kosztów współczesnych wojen. Światowa Organizacja Zdrowia zwraca przy tym uwagę, że w sytuacjach kryzysowych niemal wszyscy dotknięci nimi ludzie doświadczają pewnego poziomu dystresu psychicznego; u większości z czasem ustępuje on samoistnie, u części jednak rozwijają się zaburzenia wymagające specjalistycznej pomocy.
Odporność psychiczna to też element bezpieczeństwa
W polskiej debacie o odporności państwa dominują schrony, infrastruktura krytyczna i zdolności bojowe Sił Zbrojnych. Jest jednak jeszcze jeden fundamentalny element tego systemu: człowiek, który ma z niego korzystać.
Odporność psychiczna nie oznacza braku strachu. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia strach pełni kluczową rolę biologiczną — mobilizuje nas do przetrwania i obrony. Problem kliniczny pojawia się wtedy, kiedy ta reakcja alarmowa nie wygasza się i przechodzi w przewlekły stan lękowy, degradując sen, pracę i relacje
lek. Cyrus Tahery
Gdzie szukać pomocy
Pierwszym krokiem może być rozmowa — z lekarzem wojskowym, psychologiem jednostki albo linią wsparcia. Wojskowy Telefon Wsparcia Psychologicznego (800 300 311) działa całodobowo i bezpłatnie, zapewniając anonimowe wsparcie żołnierzom, pracownikom resortu obrony narodowej oraz ich rodzinom — także w sytuacjach kryzysowych.
Gdy objawy się utrzymują i potrzebna jest pogłębiona diagnostyka lub terapia, warto skorzystać z placówki specjalizującej się w psychotraumatologii, czyli leczeniu skutków traumy. Cytowany w tym artykule lek. Cyrus Tahery pracuje w Remedy Centrum Psychiatrii i Psychoterapii (Gdańsk, Gdynia oraz konsultacje online), gdzie diagnostyka i leczenie PTSD — łącznie z terapią TF-CBT, EMDR oraz nowoczesną farmakoterapią — prowadzone są przez lekarzy i psychoterapeutów na co dzień pracujących z pacjentami po doświadczeniach traumatycznych, a oferta obejmuje też konsultacje dla partnerek i partnerów osób w mundurze. Możliwość konsultacji online sprawia, że z takiej pomocy można skorzystać niezależnie od miejsca pełnienia służby czy zamieszkania.
Barierą w sięganiu po pomoc bywa nie tylko wstyd, ale też koszt prywatnej terapii i obawa, że wizyta „trafi do jednostki”. Remedy jest partnerem Karty Mundurowej, bezpłatnego programu Grupy Defence24 dla obecnych i byłych mundurowych. Posiadacze karty płacą o 15 proc. mniej za pierwszą wizytę, niezależnie od usługi, i o 10 proc. mniej za każdą kolejną. Ze zniżki mogą korzystać także członkowie ich rodzin. Przy opisanej wyżej wtórnej traumatyzacji ma to znaczenie, bo pomocy często potrzebuje nie tylko sam żołnierz, ale też jego partnerka, partner czy dzieci. W ofercie placówki jest również terapia par.
Kwestię poufności placówka stawia jasno. Remedy działa poza strukturą służbową, a wizyta objęta jest tajemnicą lekarską i nie jest raportowana do jednostki. Jeśli lekarz uzna, że potrzebne jest zwolnienie, przełożony otrzymuje wyłącznie informację o okresie niezdolności do służby, bez rozpoznania.
Zgłoszenie się po pomoc jest przejawem odpowiedzialności za siebie i swoją zdolność do służby, nie jej przeciwieństwem. Ostateczna ocena i dalsze kroki należą zawsze do lekarza — rozmowa ze specjalistą, a nie unikanie tematu, jest pierwszym właściwym krokiem.
Najczęściej zadawane pytania o PTSD
Czym różni się zwykły strach od PTSD?
Strach po realnym zagrożeniu — eksplozji, ostrzeżeniu, trudnym dyżurze — jest naturalną reakcją organizmu i sam w sobie nie jest zaburzeniem. O PTSD mówimy wtedy, gdy reakcja alarmowa nie wygasa i utrzymuje się jeszcze długo po tym, jak bezpośrednie niebezpieczeństwo minęło.
Czy same alarmy o zagrożeniu, bez udziału w bezpośrednim ataku, mogą wywołać objawy PTSD?
Badania nad mieszkańcami nieokupowanych regionów Ukrainy (Kurapov i wsp., 2024) pokazują, że to nie tylko pojedynczy dramatyczny incydent, ale sama częstotliwość alarmów, eksplozji w okolicy i subiektywne poczucie zagrożenia wiążą się z narastaniem objawów stresu pourazowego. Oznacza to, że u części osób regularnie narażonych na takie bodźce — w tym mieszkających i służących blisko granicy — proces prowadzący do PTSD może zaczynać się jeszcze zanim dojdzie do bezpośredniego ataku.
Czy PTSD dotyka też rodziny żołnierza, a nie tylko jego samego?
Tak. Zjawisko wtórnej traumatyzacji wśród partnerek, partnerów i dzieci osób w mundurze jest udokumentowane — nadmierna czujność, drażliwość czy wycofanie żołnierza po powrocie do domu bywają dla rodziny równie obciążające, jak dla niego samego, a część bliskich wymaga własnej pomocy psychologicznej lub psychiatrycznej.
Po jakim czasie od trudnego wydarzenia można mówić o PTSD?
Zgodnie z klasyfikacją ICD-11 Światowej Organizacji Zdrowia o zespole stresu pourazowego mówi się, gdy pełny obraz objawów — ponowne przeżywanie, unikanie i nadmierna czujność — utrzymuje się powyżej miesiąca i realnie zaburza codzienne funkcjonowanie.
Jak często PTSD dotyka polskich żołnierzy?
Według danych Wojskowego Instytutu Medycznego objawy PTSD mogą występować u 7–10 proc. polskich żołnierzy, najczęściej po misjach zagranicznych — to znacznie mniej niż w armii amerykańskiej (ok. 30 proc.), gdzie skala zaangażowania w działania bojowe była większa, ale gdzie jednocześnie badanie psychologiczne po misji jest dziś obowiązkową procedurą dla każdego żołnierza.
Ilu uchodźców z Ukrainy w Polsce może mieć objawy PTSD?
W Polsce status ochrony czasowej ma ok. 967,5 tys. obywateli Ukrainy (dane Eurostatu, maj 2026). Badania szacują, że objawy silnego dystresu psychicznego lub PTSD może mieć nawet połowa populacji uchodźczej — badanie porównawcze z Wrocławia wykazało, że 75 proc. przebadanych ukraińskich uchodźców przekraczało kliniczny próg dystresu psychicznego.
Jakie metody leczenia PTSD są najskuteczniejsze?
Światowa Organizacja Zdrowia jako leczenie pierwszego rzutu wskazuje psychoterapię poznawczo-behawioralną skoncentrowaną na traumie (TF-CBT) oraz terapię EMDR. W wybranych przypadkach, zwłaszcza przy nasilonym lęku czy bezsenności, stosuje się też farmakoterapię z grupy SSRI lub SNRI.
Gdzie żołnierz, weteran lub członek jego rodziny może zgłosić się po pomoc?
W sytuacji kryzysowej dostępny jest całodobowy, bezpłatny Wojskowy Telefon Wsparcia Psychologicznego (800 300 311). Do pogłębionej diagnostyki i terapii — także dla partnerek i partnerów osób w mundurze — można zgłosić się do placówek specjalizujących się w psychotraumatologii, takich jak Remedy Centrum Psychiatrii i Psychoterapii w Gdańsku i Gdyni, oferujące również konsultacje online.
Polska uczy się życia obok wojny
Przez dziesięciolecia bezpieczeństwo militarne było dla większości Polaków pojęciem stosunkowo abstrakcyjnym. Po 24 lutego 2022 roku zyskało bardzo namacalny wymiar: transporty wojskowe na szlakach komunikacyjnych, operacje lotnicze prowadzone nocą, patrole w strefie nadgranicznej, alerty w telefonach komórkowych, wydarzenie z Przewodowa i blisko milion ludzi, którzy znaleźli w Polsce schronienie przed wojną.
Nie oznacza to, że polscy żołnierze i mundurowi masowo zmagają się z PTSD — taka teza byłaby bezpodstawna. Oznacza natomiast, że wraz z fundamentalną zmianą środowiska bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej nadszedł czas, by rzetelnie rozmawiać o jego wymiarze psychologicznym — nie tylko wobec żołnierzy, ale i ich rodzin oraz osób, które przed wojną uciekły do Polski.
Odporność państwa nie kończy się na bateriach obrony powietrznej, myśliwcach i schronach. Jej fundamentem pozostaje człowiek — jego opanowanie w momencie alarmu, wiedza o tym, co zrobić w chwili zagrożenia, oraz zdolność do powrotu do normalnego funkcjonowania, gdy syrena milknie. I umiejętność dostrzeżenia momentu, w którym alarm został formalnie odwołany, ale w psychice wciąż trwa — u żołnierza, jego bliskich albo sąsiada, który uciekł przed wojną po drugiej stronie granicy.






