Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Wojsko stoi na granicy zamiast się szkolić. Generał: To skrajnie nieefektywne

Żołnierze Wojska Polskiego są nadal bardzo mocno zaangażowani w misję na granicy z Białorusią. Defence24.pl poznał najnowsze dane w tym zakresie. Służba na granicy to długotrwałe odsunięcie od rutynowego szkolenia w jednostce. Efekt – kłopot z wypełnieniem podstawowych zadań, czyli przygotowania jednostki do walki” – mówi w rozmowie z Defence24.pl posłanka Joanna Kluzik-Rostkowska, posłanka KO i wiceprzewodnicząca Sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Nie ma tygodnia, by do Defence24.pl nie napływały alarmujące sygnały o wpływie służby na granicy na szkolenie żołnierzy.

Służba w czasie misji Bezpieczne Podlasie - trudna i ciężka, ale nie budująca gotowości bojowej
Służba w czasie misji Bezpieczne Podlasie - trudna i ciężka, ale nie budująca gotowości bojowej
Autor. WZZ Bezpieczne Podlasie/16 Dywizja Zmechanizowana

Żołnierze jako Straż Graniczna

Pomimo upływu ponad czterech lat od rozpoczęcia kryzysu granicznego Wojsko Polskie nadal odgrywa kluczową (żeby nie powiedzieć wiodącą) rolę w fizycznym zabezpieczeniu granicy z Białorusią. Jak przekazała w odpowiedzi na pytania Defence24.pl rzeczniczka Straży Granicznej mjr SG Anna Sobieska-Tekień, średnio, w skali doby operacyjnej, w ochronę granicy z Białorusią zaangażowanych jest blisko 400 funkcjonariuszy SG oraz niespełna 2,4 tys. żołnierzy.

W praktyce misja na granicy angażuje znacznie więcej żołnierzy, bo konieczne są przecież rotacje, a także zabezpieczenie logistyczne żołnierzy służących w celu wsparcia Straży Granicznej. Widać więc bardzo wyraźnie, że to Wojsko Polskie faktycznie pełni rolę dominującą, pomimo upływu lat i budowy oraz wzmacniania zapory. Nie mówiąc już o zapowiedziach wzmacniania samej SG, która formalnie odpowiada za operację (Siły Zbrojne RP mają ją tylko wspierać).

Natomiast łącznie w działania w operacjach Bezpieczne Podlasie (także na granicy z Litwą), Bezpieczny Zachód (granica z Niemcami), Zatoka (ochrona Morza Bałtyckiego), Wschodnia Zorza (obrona przestrzeni powietrznej) i Horyzont (ochrona infrastruktury kolejowej) służbę pełni około 6 tys. żołnierzy, z czego większość na granicy z Białorusią, niezmiennie od 2021 roku. I to wpływa bardzo źle na proces szkolenia.

Dowódcy jednostek, których żołnierze służą na granicy, w prywatnych rozmowach podkreślają, że to kłopot. Służba na granicy to długotrwałe odsunięcie od rutynowego szkolenia w jednostce. Efekt – kłopot z wypełnieniem podstawowych zadań, czyli przygotowania jednostki do walki. Zadania, jakie wykonują na granicy, nie są w stanie zrekompensować jakości wyszkolenia w jednostkach, bo żołnierze pełnią głównie służbę patrolową, wartowniczą.
Joanna Kluzik-Rostkowska, posłanka KO i wiceprzewodnicząca Sejmowej Komisji Obrony Narodowej.*

Pozostałe operacje angażują mniejsze siły (dodatkowo zmianom ma podlegać charakter operacji Horyzont, by żołnierze nie pełnili już służby patrolowej, a jedynie reagowali na zagrożenia). Ponadto, w niektórych wypadkach (przeciwlotnicy, marynarze) wykonywane zadania są przynajmniej w części zbieżne z tymi, jakie byłyby realizowane w sytuacji bezpośredniego zagrożenia. To jednak misja na granicy z Białorusią angażuje najwięcej sił i środków, przede wszystkim z Wojsk Lądowych (choć jest wspierana także przez WOT).

Reklama

Posłanka Joanna Kluzik-Rostkowska przypomina o powodach, dla których rozpoczęto misję na granicy: Z drugiej strony te parę tysięcy żołnierzy jest potrzebnych do obrony granic, rozumianej jako element wojny hybrydowej. Godzenie tych dwóch sprzecznych racji zawsze będzie karkołomne. Czy jest na to jakiś skuteczny sposób? Na pewno warto go szukać, ale trudno mi sobie wyobrazić rozwiązanie, które zadowoli wszystkich. Zminimalizowanie kosztów będę uważać za sukces” – Joanna Kluzik-Rostkowska.

Negatywne skutki szkoleń

Nieoficjalnie żołnierze z różnych jednostek mówią o pogłębiających się od ponad czterech lat problemach ze szkoleniem. Problem od dawna ma charakter strukturalny, ale cały czas narasta. I nie ma tygodnia, by do Defence24.pl nie napływały nieoficjalnie alarmujące sygnały od żołnierzy w tym zakresie.

Gen. dyw. w st. spocz. Jerzy Michałowski, były zastępca Dowódcy Generalnego RSZ mówi Defence24.pl o powodach, dla których misja na granicy jest przeszkodą dla szkolenia żołnierzy:

Żołnierze na granicy wykonują proste, a jednocześnie uciążliwe czynności – zdecydowanie nie powinno tak być. To złe rozwiązanie, swego rodzaju błędne koło. Biorąc pod uwagę, że do jednostek ciągle napływa nowy sprzęt, jest też duża rotacja młodych ludzi i żołnierzy, poziom szkolenia na pewno nie osiąga apogeum, nie jest wystarczająco wysoki, właśnie z powodu szerokiego zaangażowania w misję na granicy wschodniej. Założenie, że żołnierze będą się skutecznie szkolić, jak wrócą z granicy, jest mało realne. Po pół roku misji żołnierze będą przecież chcieli odpocząć, wykorzystać nadgodziny, zaległe urlopy. Na szkolenie i doskonalenie się, na podnoszenie poziomu, co jest procesem czasochłonnym, czasu pozostaje po prostu zbyt mało.
Gen. dyw. w st. spocz. Jerzy Michałowski, były zastępca Dowódcy Generalnego RSZ

Koszty "Bezpiecznego Podlasia"

Generał Michałowski zwraca uwagę na kilka czynników. Po pierwsze, służba na granicy jest mocno uciążliwa i czasochłonna, co powoduje, że na prawidłowe, planowe prowadzenie procesu szkolenia po prostu nie ma czasu. Szczególnie, że w wojsku ma miejsce duża rotacja kadr, równolegle ze wspomnianym przez gen. Michałowskiego procesem modernizacji technicznej. Potwierdzają to dane. Jeszcze na koniec 2021 roku (początek zaangażowania na granicy) Wojsko Polskie liczyło 113,5 tys. żołnierzy zawodowych, dziś jest to 155,5 tys. żołnierzy zawodowych (obok nowych form, takich jak dobrowolna zasadnicza służba wojskowa).

Przypomnijmy, że służba na granicy w ramach wsparcia SG w dużej mierze odbywa się poprzez wystawianie stałych posterunków i patroli pieszych (oraz zmotoryzowanych) bezpośrednio w pasie granicznym. Służba na tzw. pasku nie ma praktycznie nic wspólnego z zadaniem, do którego żołnierze przygotowują się na wypadek ewentualnego konfliktu zbrojnego.

Reklama

Generał Michałowski zaznacza też, że oprócz samego szkolenia indywidualnego, potrzebne jest zgrywanie pododdziałów czy szkolenie sztabów. „Przypomnę też, że proces szkolenia to nie tylko pojedynczy żołnierz, to nie tylko zgrywanie na poziomie drużyny, ale zgrywanie plutonu, kompanii, batalionu. W misjach na granicy uczestniczą też sztaby, co je również odrywa od szkolenia do podstawowego zadania. Dodam, że centra szkolenia są przepełnione. To, w połączeniu z rotacją kadr i dostawami nowego sprzętu, absolutnie niezbędnymi z uwagi na modernizację, powoduje, że szkolenie nie jest na odpowiednim poziomie” - mówi.

Były zastępca Dowódcy Generalnego zwraca uwagę na inne koszty i ryzyka związane z obecnością żołnierzy na granicy i pełnieniem zadań o charakterze policyjnym.

Kolejną sprawą jest to, że walka z tłumem, działania policyjne różnią się od podstawowego zadania żołnierzy, więc nie zawsze są oni do tego szkoleni – a gdy są, to kosztem innych zadań. To wszystko rodzi dodatkowe niebezpieczeństwa. Mieliśmy już przypadek śmierci żołnierza, licznych rannych, oskarżenia o niepotrzebne użycie broni. To też bardzo duże koszty dla państwa, bo przecież konieczna jest wypłata dużych dodatków za służbę na granicy. Zaangażowanie żołnierzy zawodowych w służbę patrolową czy nawet wartowniczą – dosłownie w czasochłonne stanie wzdłuż granicy – jest wręcz skrajnie nieefektywne, wpływa na proces szkolenia i wiąże się z wieloma zagrożeniami.
podkreśla generał

Zdaniem generała Michałowskiego ochrona granicy powinna być realizowana z dużo większym zaangażowaniem Straży Granicznej, ale nie w formule „wartowniczej”, a z zaangażowaniem nowoczesnego sprzętu i mobilnych patroli. W takiej sytuacji to zadanie będzie mogło być wykonane przez mniejszą liczbę żołnierzy/funkcjonariuszy i dużo bardziej efektywnie.

Ochrona granicy powinna być realizowana przez Straż Graniczną, w ramach formuły mobilnej, manewrowej, wzmacniając jednostki SG. Cały pas graniczny powinien zostać nasycony nowoczesną techniką, pojazdami bezzałogowymi – naziemnymi i powietrznymi. Są rozwiązania, systemy elektroniczne, pozwalające reagować na konkretne zjawiska, a nie pełnić ciągłą służbę patrolową. To jest na pewno bardziej efektywne, a finansowo może okazać się tańsze dla państwa, zwłaszcza w długim terminie. Można na przykład wykrywać telefony komórkowe lub w inny sposób wykrywać już ludzi zbliżających się do pasa granicznego i wtedy reagować, na przykład patrolami z pojazdami, quadami. Tym bardziej że jest zbudowana droga rokadowa, co skraca czas reakcji. Jeśli żołnierze fizycznie stoją na granicy w dużej liczbie, to mam wrażenie, że cofamy się w czasie.
gen. dyw. w st. spocz.. Jerzy Michałowski
Reklama
WIDEO: "Koordynacja jest najważniejsza". Dowódca GROM o operacjach specjalnych
Reklama