Reklama
Reklama
  • WYWIADY
  • WIADOMOŚCI
  • POLECANE

„Musimy odbudować prestiż wojskowych medyków”. Nowa Komendant CSK WIM dla Defence24

ppłk dr n. med. Agata Będzichowska, Komendant Centralnego Szpitala Klinicznego MON Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego
ppłk dr n. med. Agata Będzichowska, Komendant Centralnego Szpitala Klinicznego MON Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego
Autor. WIM-PIB

W połowie lipca 2026 roku na stanowisko Komendanta Centralnego Szpitala Klinicznego MON Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego została powołana ppłk dr n. med. Agata Będzichowska. Zważywszy na znaczenie CSK MON WIM-PIB w systemie wojskowej służby zdrowia i szerzej ochrony zdrowia w skali całego państwa, redakcja Defence24 przeprowadziła wywiad z nową Komendant.

Mateusz Multarzyński, Defence24: Pani Komendant, nie każdy orientuje się w strukturze i podziale zadań w wojskowej służbie zdrowia. Czy mogłaby Pani przybliżyć specyfikę roli Komendanta Centralnego Szpitala Klinicznego WIM-PIB?

ppłk dr n. med. Agata Będzichowska, Komendant CSK WIM-PIB: Przekładając to na cywilne warunki organizacyjne, jest to odpowiednik dyrektora ds. medycznych. Moje obowiązki nie ograniczają się jednak wyłącznie do obszaru medycznego – obejmują również kwestie wojskowe oraz bieżące funkcjonowanie i operacyjność szpitala. Jako zastępca dyrektora instytutu odpowiadam za pełny zakres działalności naszej placówki.

Reklama

Jakie główne wyzwania i plany widzi Pani przed sobą, obejmując to stanowisko?

Wyzwań jest bardzo dużo, biorąc pod uwagę zmienność systemu i wielkość jednostki. Przez pierwsze trzy tygodnie sprawowania tej funkcji miałam okazję przekonać się o ich skali. Z jednej strony są to prozaiczne, bieżące sprawy, takie jak łagodzenie konfliktów interpersonalnych i zarządzanie zespołami, co bywa obciążające psychicznie. Z drugiej strony stoją przed nami zadania wymagające opracowania długofalowej strategii i konsekwentnego wdrażania jej w życie.

Codzienność komendanta to w dużej mierze zarządzanie napięciami – między oczekiwaniami personelu a możliwościami budżetowymi, między potrzebami poszczególnych klinik a interesem całej instytucji, wreszcie między wymogami wojskowymi a realiami cywilnej ochrony zdrowia, w której przecież również funkcjonujemy.

Moim głównym celem jest też odbudowa etosu oraz statusu lekarza wojskowego w Polsce i na arenie międzynarodowej. Obecne warunki służby bywają niezadowalające, co sprawia, że kadr wojskowych ubywa. Mimo dużych nakładów finansowych państwa na medycynę wojskową, wciąż brakuje systemowych mechanizmów, które pozwoliłyby skutecznie odbudować wojskową służbę zdrowia w optymalnym wymiarze.

Problematyce tej poświęcono m.in. raport WIM oraz towarzyszące mu dyskusje branżowe. Dużo mówi się dziś o budowaniu odporności państwa i społeczeństwa, w czym kluczową rolę odgrywa cywilny i wojskowy system ochrony zdrowia. Doświadczenia z wojny w Ukrainie pokazują jednoznacznie, że oba te sektory muszą ze sobą ściśle współdziałać. Jak z Pani perspektywy wygląda rola szpitala wojskowego w przygotowaniu systemu na sytuacje kryzysowe?

Poruszył Pan sedno problemu. Wojskowa służba zdrowia i szpitale wojskowe istnieją właśnie po to, by przygotować państwo i społeczeństwo na warunki kryzysowe. Czas pokoju należy w pełni wykorzystać na te przygotowania, ponieważ w momencie wybuchu kryzysu jest już na to za późno.

Reklama

Działania w tym zakresie są prowadzone, ale jesteśmy gotowi na pracę w jeszcze większej skali. Prowadzimy szkolenia dla personelu cywilnego, stale podnosimy też kwalifikacje naszych własnych pracowników. Ponadto Dyrektor WIM-PIB bierze aktywny udział w ogólnopaństwowych pracach planistycznych i koncepcyjnych. Jednocześnie trzeba sobie zdawać sprawę, że wojskowa służba zdrowia w czasie wojny będzie przy wojsku, a to obecny czas pokoju jest momentem, kiedy naszą wiedzą możemy się podzielić z cywilami, tak by również oni ją mieli, gdyby doszło do konfliktu zbrojnego. Dlatego staramy się też, aby nasze doświadczenie nie zostawało wyłącznie w murach szpitala, lecz trafiało do możliwie szerokiego grona osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo zdrowotne obywateli.

A jak wygląda ta współpraca od strony cywilnej służby zdrowia? Czy dostrzega Pani chęć i potrzebę zdobywania wiedzy ze strony środowiska cywilnego? Obrażenia pola walki mocno odbiegają przecież od realiów medycyny ratunkowej w czasie pokoju.

W WIM prowadzimy Centrum Urazowe dla województwa mazowieckiego, dlatego nasi lekarze – zarówno wojskowi, jak i cywilni – mają na co dzień do czynienia z ciężkimi urazami wielonarządowymi, ranami postrzałowymi czy oparzeniami III stopnia.

W odniesieniu do innych placówek medycznych najważniejsze jest budowanie świadomości zagrożeń i przygotowania psychologicznego. Istnieją inicjatywy rządowe oraz programy ministerialne umożliwiające chętnym medykom cywilnym udział w kursach z zakresu medycyny pola walki. Zainteresowanie ze strony środowiska cywilnego jest zresztą coraz większe – widzę to po liczbie zgłoszeń na organizowane przez nas szkolenia i po pytaniach, jakie padają podczas konferencji branżowych. Coraz więcej lekarzy, ratowników i pielęgniarek zdaje sobie sprawę, że obraz urazu wojennego – z jego skalą, mnogością i specyfiką – wymaga innego podejścia niż standardowa medycyna ratunkowa czasu pokoju.

Jeśli chodzi o nasze bezpośrednie działania wspierające placówki wysunięte, stale współpracujemy ze szpitalem w Hajnówce, przy granicy wschodniej. Nasi lekarze regularnie tam dyżurują i szkolą miejscowy personel z zakresu zaopatrywania urazów bojowych oraz specyfiki schorzeń dotykających żołnierzy pełniących służbę graniczną.

Reklama

Bardzo ważnym krokiem w stronę poprawy stanu przygotowania cywilnej ochrony zdrowia jest uruchomiony wspólnie z WIM-PIB program szkoleń z medycyny taktycznej dla cywili pod nazwą KCD MED-TAC, w ramach którego tak naprawdę tworzymy system szkolenia z medycyny taktycznej i katastrof dla cywilnej opieki zdrowotnej. Zależy nam, aby program ten nie był jednorazowym przedsięwzięciem, lecz trwałym elementem kształcenia ustawicznego – tak, by z czasem stał się naturalnym punktem odniesienia dla każdego medyka, który chce być przygotowany na sytuacje wykraczające poza codzienną praktykę. I zachęcam do uczestnictwa, bo to jest naprawdę bardzo cenna wiedza.

Z raportów wynika, że problemem wojskowej służby zdrowia jest szybka rezygnacja ze służby młodych lekarzy, przy czym czynnik finansowy nie jest jedynym ani najważniejszym powodem. Co z Pani punktu widzenia stanowi największą barierę?

Problem nie leży w kształceniu przeddyplomowym – rocznie mury uczelni opuszcza blisko 200 absolwentów. Główną barierę stanowi kształcenie podyplomowe, czyli zdobywanie specjalizacji. W wojsku ten proces bywa utrudniony. Z powodu równoległego pełnienia obowiązków w jednostkach wojskowych czas uzyskania specjalizacji wydłuża się niekiedy nawet dwukrotnie – do niemal 10 lat, podczas gdy w sektorze cywilnym trwa to 5–6 lat.

Drugim krytycznym punktem jest sytuacja po zakończeniu specjalizacji. Lekarz wracający do jednostki wojskowej często nie ma systemowych możliwości podtrzymywania swoich kompetencji medycznych w godzinach służbowych. Wyszkolony specjalista, np. ortopeda, nie wykonuje w jednostce swojego zawodu. Aby nie stracić umiejętności praktycznych, musi pracować po godzinach, w noce, weekendy lub w trakcie urlopu, co stoi w sprzeczności z przepisami o odpoczynku. To rodzi frustrację. Z mojego rocznika w służbie pozostały niemal wyłącznie osoby, którym udało się przenieść do szpitali wojskowych lub wojskowych komisji lekarskich. Brakuje elastycznej, unormowanej prawnie ścieżki rozwoju zawodowego.

ppłk dr n. med. Agata Będzichowska, Komendant Centralnego Szpitala Klinicznego MON Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego
ppłk dr n. med. Agata Będzichowska jako lekarz wojskowy realizowała pełen zakres zadań: jeździła na poligony, brała udział w ćwiczeniach i zabezpieczała medycznie jednostki.
Autor. Archiwum prywatne

Zapytam przekornie – jaką rolę w strukturach wojskowych odgrywa lekarz ze specjalizacją pediatryczną?

Przede wszystkim jestem lekarzem niezależnie od posiadanej specjalizacji i ten zawód daje szeroką bazę wiedzy ogólnomedycznej dodatkowo podpartą wiedzą z zakresu medycyny wojskowej, której nie uczą na cywilnych kierunkach medycznych. Jako lekarz wojskowy realizowałam pełen zakres zadań: jeździłam na poligony, brałam udział w ćwiczeniach i zabezpieczała medycznie jednostki.

Specjalizacja z pediatrii okazała się natomiast dużym atutem podczas wojskowych misji i przedsięwzięć o charakterze humanitarnym. Poszukiwano wówczas w Polsce lekarzy z takim wykształceniem, którzy mogliby nieść pomoc dzieciom w rejonach objętych działaniami.

Co zdecydowało o wyborze przez Panią służby w mundurze zamiast kariery w cywilnej ochronie zdrowia?

Pochodzę z okolic Łodzi, gdzie etos lekarza wojskowego związany z dawną Wojskową Akademią Medyczną był niezwykle silny. W opinii społecznej lekarz wojskowy był postrzegany jako specjalista o bardzo szerokich kompetencjach i wysokim prestiżu. To wyobrażenie naturalnie ukierunkowało mój wybór. Dlatego dziś zależy mi na tym, aby ten wysoki status i etos wojskowej służby zdrowia w pełni odbudować.

Lekarz wojskowy łączy rolę medyka i żołnierza. Jak wygląda kwestia wyszkolenia stricte wojskowego w szpitalu takim jak WIM?

Należy pamiętać, że zadaniem lekarza wojskowego nie jest udział w walkach na pierwszej linii, lecz udzielanie pomocy rannym, ochrona ich życia oraz zabezpieczenie sprzętu medycznego. Niemniej musimy posiadać pełne wyszkolenie wojskowe. W instytucie regularnie przechodzimy szkolenia strzeleckie, ćwiczenia ewakuacyjne oraz zajęcia z zakresu współdziałania z innymi służbami.

Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów w realizacji planów związanych z rozwojem szpitala oraz reformą wojskowej służby zdrowia.

Dziękuję bardzo.

Reklama
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować