Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • WYWIADY
  • WAŻNE

Estoński generał: Powolne przygotowania do wojny czynią nas słabszymi. Dla Rosji słabość jest szansą

Jak realne jest zagrożenie dla Estonii ze strony Rosji? Jeden z najmniejszych, ale zarazem najbardziej zdeterminowanych sojuszników NATO od lat przygotowuje się na scenariusze kryzysowe. Dr Aleksander Olech rozmawia z generałem broni Andrusem Merilo, dowódcą Estońskich Sił Obronnych, o priorytetach obronnych Estonii, bezpieczeństwie regionu Morza Bałtyckiego oraz wyzwaniach stojących przed wschodnią flanką NATO.

Estonian soldiers in camouflage operate a mortar during Exercise Spring Storm 26 in a forest training area.
Estońscy żołnierze w umundurowaniu maskującym obsługują moździerz podczas ćwiczenia Spring Storm 26 na leśnym poligonie.
Autor. @NATOJFCBS / X
Reklama

Dr Aleksander Olech: Estonia jest jednym z kluczowych państw frontowych na wschodniej flance NATO. Jak ocenia Pan sytuację wojskową w regionie bałtyckim w kontekście rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie?

Gen. broni Andrus Merilo: Zagrożenie istnieje, ale na szczęście nie jest bezpośrednie. Wydaje się, że cel Rosji, czyli uzyskanie silniejszej pozycji w polityce międzynarodowej oraz rozszerzenie swojej strefy wpływów na państwa sąsiednie, pozostaje niezmienny. Oznacza to, że wola działania nadal się utrzymuje.

Oprócz woli działania kluczowe znaczenie mają również zdolności. Rosja jest dużym państwem dysponującym ogromnymi zasobami. Przed rozpoczęciem pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie posiadała znaczne zapasy amunicji i sprzętu, zarówno nowoczesnego, jak i sięgającego początków poprzedniego stulecia. Te zapasy zostały jednak szybko zużyte na Ukrainie i w dużej mierze skutecznie zneutralizowane przez ukraińskie siły. Ponadto zmniejszyła się liczba wyszkolonego personelu wojskowego w rosyjskich jednostkach rozmieszczonych w pobliżu granic Estonii, ponieważ jednostki te zostały zaangażowane w walki w Ukrainie i poniosły znaczące straty. W rezultacie rosyjskie zdolności zostały ograniczone.

Z naszej wiedzy wynika jednak, że Rosja przeszła od kierowania na front przestarzałego sprzętu z magazynów do wykorzystywania zarówno nowoczesnych systemów trafiających bezpośrednio z fabryk, jak i uzbrojenia pozyskiwanego od sojuszników. Z jednej strony pokazuje to jej zdolność do znaczącego zwiększania produkcji i rozwijania własnych systemów uzbrojenia. Z drugiej strony, gdy krajowa produkcja jest uzupełniana dostawami broni i amunicji z zewnątrz, sprzęt produkowany w Rosji może być przeznaczany na odbudowę zapasów i ponowne wyposażenie jednostek. W efekcie Rosja jest dziś w stanie odtwarzać swój potencjał, często szybciej niż Zachód zwiększa własną produkcję i zdolności.

NATO w ostatnich latach znacząco wzmocniło swoją wysuniętą obecność w regionie. Jak ocenia Pan obecny stan odstraszania Sojuszu w państwach bałtyckich?

NATO rzeczywiście szybko zwiększyło gotowość do obrony wschodniej flanki. Dokonano przeglądu planów regionalnych, wydzielono dodatkowe jednostki, przeprowadzono liczne ćwiczenia, a same państwa bałtyckie stały się silniejsze dzięki rozwijaniu nowych zdolności, w tym systemów rażenia dalekiego zasięgu. Również przystąpienie Szwecji i Finlandii do NATO znacząco zmieniło układ sił oraz obecność Sojuszu w regionie.

Nie uważam jednak, aby sama liczba jednostek taktycznych w terenie czy obecność kilku dodatkowych brygad w państwach bałtyckich stanowiły ostateczny czynnik odstraszający Rosję. Moim zdaniem prawdziwe odstraszanie ma wymiar strategiczny. To determinacja, zdecydowanie, zaangażowanie i jedność NATO są realnym czynnikiem odstraszającym. Dla przykładu, obecnie w Estonii służą siły trzech państw nuklearnych: Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji. Jeśli te państwa, wspólnie z pozostałymi sojusznikami, pokazują gotowość do obrony każdego centymetra terytorium NATO, a Rosja musi liczyć się z ryzykiem porażki w konfrontacji z Sojuszem, wówczas działa to jako rzeczywiste odstraszanie.

Reklama

Wojna w Ukrainie zmieniła wiele założeń dotyczących współczesnego pola walki. Które lekcje z ukraińskiego frontu są najważniejsze dla Estońskich Sił Obronnych?

Po pierwsze, jak pokazują nasze zakupy z ostatnich lat oraz plany na kolejne lata, zapotrzebowanie na amunicję jest ogromne. Liczba pocisków artyleryjskich i amunicji precyzyjnej potrzebnej do prowadzenia działań obronnych jest kolosalna. Dlatego gromadzimy zapasy amunicji, a znacząca część inwestycji obronnych jest przeznaczana właśnie na ten cel.

Jednocześnie, ponieważ kanały importowe i logistyczne mogą zostać zakłócone, konieczne jest rozwijanie własnych zdolności produkcyjnych. Estoński rząd wspiera więc rozwój i skalowanie przemysłu obronnego, tak aby amunicja i sprzęt mogły być produkowane w Estonii.

Jak obserwujemy w Ukrainie, sprzęt i taktyka nieustannie się rozwijają. Trwa ciągła rywalizacja o to, kto szybciej przechytrzy i wyprzedzi przeciwnika pod względem technologicznym oraz operacyjnym. Każde nowe rozwiązanie szybko spotyka się z odpowiedzią drugiej strony. Wymaga to stałej analizy, a następnie dostosowywania sprzętu i taktyki do wyciągniętych wniosków. Właśnie dlatego w 2025 roku w ramach Estońskich Sił Obronnych powołano Dowództwo Transformacji Sił, którego zadaniem jest analizowanie doświadczeń z Ukrainy i jak najlepsze wykorzystanie ich na potrzeby obrony Estonii.

Wreszcie Rosja pokazała, jak niewielką wartość przypisuje ludzkiemu życiu. Prowadzi tak zwane „mięsne szturmy”, wysyłając bezsensownie dużą liczbę żołnierzy przeciwko ukraińskiej obronie, by ginęli na polu walki tylko po to, aby utrzymać presję na Ukrainę. My tak działać nie będziemy. Dla nas życie ludzkie ma wysoką wartość. Każdy estoński żołnierz ma znaczenie. Preferujemy ukraiński sposób walki: wykorzystywanie sprzętu zamiast ludzi oraz wiedzy i przewagi jakościowej zamiast masy.

Estonia systematycznie zwiększa wydatki obronne i rozwija swoje zdolności wojskowe. Jakie są najważniejsze priorytety rozwoju Estońskich Sił Obronnych w nadchodzących latach?

Przede wszystkim zasoby ludzkie. Musimy pozyskiwać najlepszych ludzi do służby, utrzymywać ich na odpowiednim poziomie wyszkolenia, zarówno żołnierzy zawodowych, jak i rezerwistów, a także podtrzymywać ich wolę walki oraz umiejętności w trakcie służby i szkoleń odświeżających. Aby zwiększyć gotowość bojową we wszystkich domenach, przekształcamy nasz system szkolenia i w tym roku prowadzimy dodatkowe szkolenia dla instruktorów. Jest to związane zarówno z lekcjami płynącymi z pola walki, jak i z budową nowych zdolności.

Po drugie, musimy być w stanie razić przeciwnika na jego własnym terytorium przy użyciu środków dalekiego zasięgu. Wiąże się to z koncepcją aktywnej obrony, którą NATO traktowało priorytetowo w czasie zimnej wojny, ale później nieco o niej zapomniało. Wojna musi zostać przeniesiona na terytorium agresora, a jak najwięcej Estończyków powinno zostać utrzymanych z dala od zagrożenia.

Reklama

Po trzecie, amunicja. Musimy być przygotowani do oddziaływania na przeciwnika zarówno na krótkim dystansie, na przykład przy użyciu artylerii, jak i na dalekim dystansie, za pomocą amunicji precyzyjnej. Równolegle musimy zwiększać zapasy amunicji przeciwpancernej, przeciwlotniczej oraz innych typów uzbrojenia.

Ponadto nasze cykle dowodzenia i wskazywania celów muszą stać się szybsze. Musimy szybciej wykrywać, przydzielać i neutralizować cele. Równocześnie, z tych samych powodów, musimy znacząco rozwijać zdolności w zakresie walki elektronicznej.

Estońska obrona powietrzna musi zostać wzmocniona, aby przeciwdziałać zagrożeniom, które obserwujemy już dziś. Priorytetem są systemy przeciwlotnicze i przeciwdronowe, a Estonia już zwiększa swoje zdolności rozpoznania i przeciwdziałania zagrożeniom z powietrza. Pozyskaliśmy systemy bardzo krótkiego zasięgu Piorun i Mistral, pierwszy system średniego zasięgu IRIS-T ma wejść do służby w tym roku, a jednocześnie trwają przygotowania do zakupu systemów obrony przeciwrakietowej.

Wreszcie musimy zwiększać zdolność do wykorzystywania systemów bezzałogowych zamiast ludzi. Zwiększa to przeżywalność naszych żołnierzy, a jednocześnie pozwala skalować potencjał sił zbrojnych.

Polska i Estonia odgrywają ważną rolę we wzmacnianiu wschodniej flanki NATO. Jak ocenia Pan obecny poziom współpracy wojskowej między naszymi państwami?

Współpraca między Polską a Estonią jest wzorcowa. Polska, podobnie jak Estonia, traktuje swoją obronność poważnie i rozumie znaczenie własnych zdolności obronnych w ramach systemu obrony zbiorowej. Sposób, w jaki Polska rozwija swój potencjał obronny, powinien być przykładem dla wielu państw w regionie.

Zagrożenia hybrydowe, w tym cyberoperacje i dezinformacja, pozostają jednym z głównych wyzwań dla regionu. W jaki sposób Estonia wzmacnia swoją odporność na tego typu działania?

Dla Estończyków rosyjskie zagrożenie nie jest zaskoczeniem. Doświadczaliśmy go przez całą naszą historię. Nasi obywatele wiedzą, czym jest rosyjski sposób myślenia i dlaczego własne zdolności obronne mają dla nas znaczenie egzystencjalne. Jednocześnie obrona zbiorowa NATO jest kluczowa dla bezpieczeństwa Estonii. Można więc powiedzieć, że podstawowy poziom ochrony społeczeństwa, również poprzez obronę psychologiczną, został już zbudowany.

Reklama

Estonia jako państwo intensywnie działa na rzecz ograniczania zagrożeń niemilitarnych, takich jak zagrożenia hybrydowe na morzu, presja migracyjna na lądzie czy kwestie cyberbezpieczeństwa. Wzmocniliśmy współpracę zarówno wewnętrzną, jak i międzynarodową, choć wciąż jest miejsce na poprawę. Jeśli chodzi o cyberprzestrzeń, musieliśmy mierzyć się z poważnymi cyberatakami w 2007 roku i wyciągnęliśmy z tego wnioski, przygotowując się na podobne działania w przyszłości. Także dziś estońskie instytucje i podmioty codziennie mierzą się z cyberatakami.

Ważne jest jednak zrozumienie, że zagrożenia hybrydowe celowo mają charakter „hybrydowy”. Ich celem jest działanie w szarej strefie oraz tworzenie możliwie jak największego chaosu, dezinformacji i podziałów. Uczymy się z tych doświadczeń i wzmacniamy nasze zdolności obronne oraz procedury w możliwie największym stopniu.

Patrząc w przyszłość, jakie powinny być najważniejsze priorytety NATO w zakresie wzmacniania bezpieczeństwa i odstraszania w regionie Morza Bałtyckiego?

Choć de iure żyjemy w czasie pokoju, de facto mierzymy się z konsekwencjami rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie. Widzimy je przede wszystkim w domenie powietrznej, w rosnących zagrożeniach dla infrastruktury krytycznej na Morzu Bałtyckim, w wykorzystywaniu migracji jako narzędzia wojny hybrydowej, w aktach sabotażu, działaniach wywiadowczych oraz w ogólnej presji ze strony Rosji. To nie jest już pokój.

Uruchomienie przez NATO działań w ramach Eastern Sentry i Baltic Sentry było pożądanym krokiem. W przyszłości jednak percepcja zagrożenia powinna być silniejsza. Chcemy wierzyć, że wojna do nas nie dotrze, ale jest to do pewnego stopnia idealistyczne marzenie. Powolne przygotowania do wojny czynią nas słabszymi, a dla Rosji słabość jest szansą. Musimy jej tej szansy odmówić.

Reklama
WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!
YouTube cover video
Reklama