- WIADOMOŚCI
Powtórka z Cieśniny Ormuz na Bałtyku? Ukraiński pomysł na osłabienie Rosji
Blokada duńskich cieśnin połączona z niszczeniem rosyjskich portów. Czy Ukraińcy przeniosą wojnę z Morza Czarnego na Morze Bałtyckie?
Autor. MO Rosji
Na ukraińskim serwisie Militarnyi pojawiła się bardzo ciekawa analiza dotycząca bałtyckiego odcinka wojny rosyjsko-ukraińskiej. Główną hipotezą artykułu jest sposób na ograniczenie wpływów do budżetu Federacji Rosyjskiej. Jak zauważa Militarnyi to już się dzieje. Ukraina skutecznie uderza w porty, rafinerie i magazyny surowców, infrastrukturę, ograniczając produkcję oraz rosyjski eksport. W Kijowie zauważono także zmianę w Europie, dzięki odejściu Wiktora Orbana uchwalono 20. pakiet sankcji przeciwko Kremlowi. Ponadto, sankcjami uderzono w tzw. flotę cieni, banki je finansujące oraz producentów broni, której używają Rosjanie. Ukraińcy uznają to za „właściwe kroki, ale nie wystarczające, by zmusić Rosję do zasiadania przy stole negocjacji”.
W ostatnich miesiącach zauważamy przeniesienie walk na Morze Bałtyckie, co powinno nas jako Polaków żywo interesować z powodu geograficznego i do tego znaczącego dostępu Polski do tego akwenu. Gdy wcześniej wojennym incydentem na Morzu Bałtyckim, przeżywanym w mediach, było uszkodzenie gazociągu Nord Stream, tak teraz łuny na bałtyckim horyzoncie spowszedniały. W ostatnim symultanicznym ataku ukraińskich dronów podpalono przecież główny terminal naftowy Rosji na Bałtyk i stocznię remontową w Kronsztadzie.
Więcej ataków nad Bałtykiem
Stałymi celami dla Sił Zbrojnych Ukrainy stały się port w Ust-Łudze oraz terminal w Primorsku. W ostatnich miesiącach doszło do, co najmniej, trzech dużych ataków na rosyjski obwód leningradzki lub infrastrukturę nad Bałtykiem (w marcu, kwietniu i w czerwcu). Trasę dronów nazwano „korytarzem nad Bałtyk”, a fakt że rosyjska obrona przeciwlotnicza jest niewystarczająca i do ataków dochodzi nawet podczas chronionego „petersburskiego Davos” z osobistym udziałem Władimira Putina, obnaża rosyjskie słabości. Co ciekawe, pas „korytarza” przebiega częściowo nad Białorusią, co komplikuje monitoring i walkę radioelektroniczną przeciwko nalotom. Jak stwierdził były oficer SBU Iwan Stupak zmusza to rosyjską obronę do „szpagatu”.
Minusem tych ataków, z pewnością, jest powstające ryzyko w przestrzeni powietrznej Państw Bałtyckich, aczkolwiek te, są zagrożone wrogimi działaniami Rosji nawet bez ukraińskich dronów. Już samo to, że ukraińskie drony mają zasięg ponad tysiąca kilometrów, że Kijów paraliżuje lub omija rosyjską obronę przeciwlotniczą, daje Ukrainie pewne atuty w wojnie, której lądowa część toczy się na ukraińskiej ziemi niszcząc gospodarkę tego kraju.
W czasie ostatniego nalotu dronowego uszkodzono remontowaną rakietową korwetę Bojkij, która do niedawna eskortowała bałtycką flotę cieni. Obecnie na listach sankcyjnych znajduje się ok. 1300 statków z rosyjskiej floty cieni. Są one przestarzałe, nieubezpieczone i naruszają międzynarodowe morskie przepisy.
W związku z tym – jak czytamy w Militarnyi – Ukraina może postulować zamknięcie duńskich cieśnin dla rosyjskiej floty cieni. Ma się to odbywać nie poprzez działania militarne, ale egzekwowanie prawa morskiego. W teorii, rosyjska flota cieni nie powinna móc opuszczać Morza Bałtyckiego, ponieważ statki te nadają się do zatrzymania z powodu stanu technicznego. Średni wiek rosyjskiego tankowca z floty cieni przekracza 20 lat, średni wiek legalnego tankowca na świecie przekracza 12 lat. Powyżej 17. roku żeglugi wiek jednostki uznaje się za przestarzały z powodu eksploatacji. A 47 proc. morskiego eksportu Rosji przechodzi przez Morze Bałtyckie (na Morzu Czarnym zaledwie 20 proc.).
Militarnyi pisze: „Dania odnotowała 292 rosyjskie tankowce, które przeszły przez jej cieśniny w ciągu roku, czyli ok. 24 statków miesięcznie. Jak dotąd są one wolne: zapewnia to konwencja kopenhaska z 1857 r., która gwarantuje wolność żeglugi cywilnej w cieśninie duńskiej dla wszystkich państw. Każda próba bezpośredniej blokady wojskowej bez deklarowania wojny będzie interpretowana jako akt piractwa i rażące naruszenie międzynarodowego prawa morskiego, które natychmiast zostanie wykorzystane przez państwo autorytarne przeciwko krajom europejskim”.
Co dalej?
Wszelako precedens podwójnej blokady morskiej Cieśniny Ormuz zrewidował podejście do międzynarodowego prawa morskiego (UNCLOS). Ukraińcy postulują blokadę, bez aktu wojny. Dania miałaby ogłosić wzmocnioną kontrolę środowiska, w oparciu o konwencję Międzynarodowej Organizacji Morskiej. Zakłada ona, że statek musi mieć ubezpieczenie od wycieku ropy, a nie stosuje tego żadna z jednostek floty cieni. Rosja wystawia im fikcyjne certyfikaty, które nie są honorowane na arenie międzynarodowej. To daje podstawę do specjalnej kontroli, a nawet zatrzymania i zakazu wpływania na poszczególne wody. Z resztą, wpisuje się to w politykę ochrony środowiska, którą promuje Unia Europejska.
Militarnyi stwierdza, że w przypadku wybuchu wojny morskiej o duńskie cieśniny Federacja Rosyjska i tak nie ma szans w starciu z flotami NATO. „Cieśnina Duńska może stać się punktem (…) załamania finansowego (Rosji). Utrata szlaku bałtyckiego pozbawi Rosję prawie połowy dochodów z ropy, których nie można zastąpić w żaden inny sposób. Stosowanie instrumentów prawnych, takich jak kontrola środowiska i ubezpieczenia, pozwala Europie działać w ramach prawa międzynarodowego, unikając oskarżeń o piractwo i nieprzestrzeganie Konwencji kopenhaskiej” – zaznacza ukraiński serwis.
Co ciekawe, to już w teorii się stało. W roku 2024 Dania ogłosiła ograniczenie żeglugi starych rosyjskich tankowców, co przecież koresponduje z europejskimi sankcjami. Moskwa oskarżyła Kopenhagę o łamanie prawa morskiego, ale przecież sankcje poparły inne państwa europejskie… i? Jest problem z ich egzekwowaniem. „Wprowadzamy podstawowe regulacje środowiskowe, aby móc podejmować skuteczniejsze i bardziej konsekwentne działania przeciwko tankowcom i rosyjskiej flocie cieni” – oświadczył duński minister środowiska Magnus Heunicke w 2025 roku. Efekt? W 2025 roku na duńskich wodach odbyły się 292 rejsy tankowcami objętymi sankcjami UE.



WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!