Reklama
  • WIADOMOŚCI

Trump jeszcze nie zaczął wojny, a Netanjahu już ją prowadzi

Wycofanie się amerykańskiego personelu z libańskiego Bejrutu może potwierdzać, że izraelska armia szykuje operację dobijania Hezbollahu, w czasie gdy USA zbombardują Iran. Pierwsze naloty już trwają.

Fot. Israel Air Force
Fot. Israel Air Force

Jak podają izraelskie media, kilkanaście amerykańskich myśliwców F-22 przebazowano na południe Izraela. To potwierdza, że Waszyngton koordynuje w pewnym zakresie swoje działania z rządem Binjamina Netanjahu, i Izrael odegra – nieznaną jeszcze – rolę w przyszłej operacji zbrojnej na Bliskim Wschodzie. Operacja „Powstający Lew” z czerwca 2025 roku była izraelskim uderzeniem lotniczym na Iran, do którego dołączył Trump, paradoksalnie deeskalując naloty. Operacja była krótkotrwała, ponieważ jej kres ogłosili Amerykanie.

Reklama

Wyglądało to jak próba przejęcia inicjatywy operacyjnej przez Waszyngton, w niepewności, do czego zdolny jest gabinet Netanjahu, otwierający kolejne fronty. Operacja IDF była wsadzeniem „buta w drzwi” negocjacji irańsko-amerykańskich, ponieważ „Powstający Lew” rozpoczął się tuż przed kolejną turą rozmów. Tym razem to Donald Trump postanowił być demiurgiem całej operacji i rozpoczął długotrwałą koncentrację sił USA na kierunku irańskim. Izrael pozostawał na uboczu.

Wielka Armada Trumpa dla wiwatu?

Do czasu. USA zgromadziły siły, które nazwałem „Wielką Armadą Trumpa”, ponieważ takiej koncentracji na Bliskim Wschodzie nie było od 2003 roku. Odnotujmy, Trump ześrodkował dodatkowe kilkanaście F-22 Raptor, kilkadziesiąt F-16 Fighting Falcon, myśliwce F-35 i liczne maszyny wsparcia. O sile „Armady” stanowi też Grupa Uderzeniowa Lotniskowca Abraham Lincoln oraz operujący na Morzu Śródziemnym lotniskowiec USS Gerald R. Ford, któremu standardowo towarzyszą inne jednostki. Termin „Wielka Armada” historycznie odnosi się do floty hiszpańskiej biorącej udział w wyprawie na Anglię, zniszczonej w 1588 roku. Nie twierdzę, że USA przegra z Iranem, bo to absurdalna hipoteza — przewaga technologiczna Amerykanów jest miażdżąca.

Problem w tym, że sama manifestacja takiej siły, niezakończona skuteczną operacją militarną (np. wymianą irańskiego reżimu), może stać się symbolem niewspółmiernego kosztu koncentracji do rezultatów. Mówiąc wprost: jeśli Trump nie zaatakuje, to bez względu na rezultat negocjacji zostanie uznany za przegranego. A jeżeli zaatakuje bez większych efektów, może go czekać podobny scenariusz. Mimo wszystko, „Wielka Armada Trumpa” póki co nie zrobiła wrażenia na sędziwym ajatollahu Alim Chameneim.

Sam Trump odniósł się do Iranu w swojej przemowie w Kongresie USA. Nazwał irański reżim „okropnymi ludźmi”, których oskarżył o zabicie ponad 32 tys. swoich rodaków. Stwierdził, że dzięki ultimatum USA Teheran wydał mniej wyroków kary śmierci przez powieszenie. Zaznaczył, że nie pozwoli, aby „Iran posiadał broń atomową”. Irańsko-amerykańska próba sił spowodowała aktywizację IDF, która regularnie najeżdża południe Libanu. W ostatnich dniach przeprowadzono serię nalotów na cele Hezbollahu na południu kraju. Wycofanie się personelu USA ze stolicy Libanu – Bejrutu może wskazywać na to, że w tym kraju będzie pomocniczy front operacji USA przeciwko Iranowi. Powiązany z Teheranem Hezbollah w tym układzie może więc uderzyć na obiekty amerykańskie.

Hezbollah w odwrocie

Władze Libanu alarmują, że Izrael chce wziąć na celownik nie tylko infrastrukturę Hezbollahu, ale także państwo libańskie, strasząc Bejrut zniszczeniem lotniska. Po eksplozji w porcie byłby to cios zamykający kraj na świat. Jak raportuje „Times of Israel”, władze Libanu zaapelowały do Hezbollahu, aby nie reagował w żaden sposób, który mógłby wywołać „złe sytuacje” dla libańskich cywilów. 21 lutego, w wyniku nalotów, zlikwidowano ośmiu członków sztabu Hezbollahu.

„Partia Boga” jest w kryzysie. Utrata połączenia lądowego przez Syrię i Irak z Iranem powoduje, że organizacja straciła szlak zaopatrzenia. Przerwano podwójnie, a w zasadzie potrójnie, łańcuch dowodzenia Hezbollahu. Israeli Defense Forces (IDF) wyeliminowały nie tylko przywództwo polityczne, zabijając Hasana Nasrallaha, ale także zlikwidowały szczebel taktycznych dowódców, którym wybuchały zainfekowane ładunkami wybuchowymi pagery. Następca Nasrallaha – Naim Kassem, zniknął, a Hezbollah stracił inicjatywę polityczną w Libanie. Ponadto Kassem nie jest przywódcą formatu Nasrallaha, który, pomimo terrorystycznego życiorysu, prowadził realistyczną politykę, nie wchodząc za Hamasem do ofensywy przeciwko Izraelowi. Organizacja jest w kryzysie, więc izraelska armia może ją – dosłownie – dobić, przy okazji amerykańskich nalotów na Iran. Wtedy jednak zniknie pretekst do ataków na Liban.

Reklama
WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama