Geopolityka

Jak wyglądałaby chińska inwazja na Tajwan? [RAPORT]

Grafika: K. Głowacka/Defence24.pl
Grafika: K. Głowacka/Defence24.pl

Jednym z najczęściej rozpatrywanych miejsc zapalnych na świecie, którego sytuacja realnie zagraża wybuchem konfliktu zbrojnego na dużą skalę jest wyspa Tajwan, na której znajduje się Republika Chińska. Państwo to od dziesięcioleci przygotowuje się do odparcia ewentualnej inwazji ze strony Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL). Czy jednak wystarczy to w czasach, kiedy lądowy sąsiad wyrósł na supermocarstwo?

Państwo na wyspie Tajwan jest kontynuacją Kuamintangu, czyli tzw. Chin nacjonalistycznych – państwa które w czasie drugiej wojny światowej przyjęło na siebie główny ciężar walki z Imperium Japonii. W ich wyniku poniosło ono olbrzymie straty. Tak wielkie, że nie było ono później w stanie stawić czoła chińskim komunistom wspieranym przez ZSRR. W 1949 roku pozostała ewakuacja na Tajwan pod osłonę flot państw zachodnich przede wszystkim Stanów Zjednoczonych. Dokonało tego dwa miliony uchodźców i kilkaset tysięcy żołnierzy Kuomintangu. W ciągu kolejnych dziesięcioleci mało ludna (ok. 6 mln mieszkańców) i rozwinięta wyspa, jaką był jeszcze w czasie drugiej wojny światowej Tajwan, została przekształcona w prężne państwo, jednego z tygrysów Dalekiego Wschodu. Dzisiaj na wyspie mieszka 23,57 miliona ludzi, którzy wypracowali liczący się na świecie potencjał gospodarczy i techniczny.

Komunistyczna Partia Chin nigdy nie wyrzekła się ostatecznego zjednoczenia Chin, doprowadzając m.in. do wykluczenia Republiki Chin z Organizacji Narodów Zjednoczonych. W ciągu ostatnich trzech dekad wzrostu swojego znaczenia ChRLD stosowało różnego rodzaju naciski – gospodarcze i polityczne – mające na celu dalsze marginalizowanie Tajwanu i niedopuszczenie do jego wzmocnienia. Przede wszystkim militarnego. Jednocześnie otworzenie się ChRL na zachód i przejęcie przez nią Hong Kongu, sprawiło że teoretycznie pojawiła się szansa na pokojowe zjednoczenie także z Tajwanem. Wydarzenia z Hong Kongu z ostatnich kilkunastu miesięcy, kiedy to autonomia tego miasta została brutalnie zduszona, pokazała jednak czym w praktyce jest polityka „jeden kraj, dwa systemy”. W tej sytuacji wydaje się, że społeczeństwo Tajwanu jest jeszcze bardziej niż przedtem zdeterminowane do zachowania swojej niezależności. Dobitnie podkreślone zostało to w bieżącym roku. W styczniu 2020 wybory na Tajwanie po raz drugi z rzędu wygrała Demokratyczna Partia Postępowa (DPP) a prezydent Caj Ing-wen odrzuciła oficjalnie propozycje „zjednoczenia” pod berłem Komunistycznej Partii Chin proponując w zamian „dialog”.

image
Chiński J-11 w obiektywie amerykańskiego P-8 Poseidon Fot. US Navy

Na to wszystko nałożył się wybuch epidemii koronawirusa, przed którą naukowcy z Tajwanu przestrzegali już w styczniu, ale – jak twierdzą - zostali zignorowani przez Światową Organizację Zdrowia w wyniku nacisku ChRL. Tajwańczycy bardzo głośno informowali na ten temat światową opinię publiczną. W celu zastraszenia tego kraju w okolicach wyspy samoloty bojowe i okręty ChRL rozpoczęły już w lutym liczne „ćwiczenia” stawiając siły zbrojne podległe Taipei w stan gotowości.

image
Chiński samolot wczesnego ostrzegania KJ-500 Fot. Alert5 (CC BY-SA 4.0)

 

Sytuacja międzynarodowa

Obecna sytuacja międzynarodowa jest napięta, jednak trudno tak naprawdę powiedzieć czy Tajwan jest bardziej czy mniej niż zwykle zagrożony agresją ze strony ChRL. Pekin znajduje się obecnie w ogniu krytyki większości państw na świecie, a kiedy po wybuchu epidemii na lotniskowcu USS Theodore Roosevelt jego miejsce w rejonie zajął chiński Liaoning przy akompaniamencie aparatu propagandowego, nie spotkało się to ze światowym zrozumieniem. Obecne sygnały płynące ze Stanów Zjednoczonych nie świadczą o zmniejszeniu determinacji w sprawie obrony wolności handlu na Morzu Południowochińskim a co za tym idzie niezależności Tajwanu. Z drugiej strony jednak USA boryka się obecnie z kłopotami wewnętrznymi spowodowanymi nie tylko epidemią ale też napięciami na tle rasowym i ideologicznym. Jednocześnie chińska marynarka wojenna jest silniejsza niż kiedykolwiek, chociaż nie osiągnęła jeszcze pełnego zakładanego potencjału.

Z kolei siły zbrojne samego Tajwanu od kilku lat dopiero rozpoczęły absorbowanie nowoczesnej amerykańskiej techniki wojskowej. Choć na ich wyposażenie trafiły już wszystkie 30 AH-64E Apache Guardian, to dopiero trwa modernizacja 142 starych F-16A/B do standardu V, który podniesie ich możliwości na zupełnie nowy poziom. Również dopiero rozpocząć mają się dostawy kolejnych 66 samolotów tego typu. Tajwańczycy kupują amerykańskie torpedy i wyrażają zainteresowanie pociskami przeciwokrętowymi Harpoon. Sami rozpoczynają wdrażanie krajowej produkcji naddźwiękowego pocisku Yun Feng III naprowadzanego radarowo i osiągającego zasięg 1,5 do nawet 2 tys. km. Za kilka lat Tajwan może okazać się twierdzą nie do zdobycia, szczególnie dla Chin, o których już wiadomo, że ich gospodarka podobnie jak reputacja zostały podcięte epidemią koronawirusa.

 

Po co Chinom Tajwan?

Jak wspomniano Tajwan liczy sobie 23,5 mln mieszkańców, którzy wypracowują PKB porównywalne z polskim (565 mld USD nominalnego). Wątpliwe jednak aby burzliwie rozwijającej się w ostatnich latach ChRLD chodziło o relatywnie drobne zwiększenie liczby swojej ludności czy PKB, a nawet jeżeli tak jest, to byłby to cel drugorzędny. Ważniejszy od niego jest z pewnością cel polityczny w postaci likwidacji jakiegokolwiek „konkurencyjnego” państwa chińskiego na świecie, a w tym momencie dodatkowo liczyłby się na użytek wewnętrzny taki „sukces” na arenie międzynarodowej.

Najważniejsza jest jednak geografia. Wchłonięcie Tajwanu oznaczałoby znaczne wzmocnienie chińskiej dominacji w basenie Morza Południowo- i Wschodniochińskiego, a także osiągniecie długofalowego celu ChRL jakim jest przerwanie pasa wysp wewnętrznych i wyjście na Pacyfik.

Tajwan jako miejsce bazowania lotnictwa, marynarki wojennej i baterii różnej klasy pocisków rakietowych sprawiłby, że prawie wszystkie morskie szlaki handlowe Dalekiego Wschodu, a co za tym idzie 1/3 wszystkich na świecie, znalazłyby się pod kontrolą ChRL. Z pewnością wewnętrznymi wodami ChRL stałaby się Cieśnina Tajwańska, będąca najkrótszą drogą dla statków idących z Republiki Korei i Japonii do klientów w Indiach, na Bliskim Wchodzie, Afryce i Europie.

Pozycje na Tajwanie pozwalałyby też skuteczniej zaszachować inne państwa regionu, takie jak Japonia, Republika Korei czy Filipiny co umożliwiłoby wywieranie na nie presji. Upadek wyspy byłby też ciosem dla prestiżu Stanów Zjednoczonych jako gwaranta pokoju w regionie i światowego Pax Americana.

Jak Chiny zaatakowałyby Tajwan

Wiele popularnych opracowań na temat możliwości chińskiego ataku na Tajwan zaczyna się od porównywania potencjału militarnego obydwu tych państw. Oczywiście wypada ono zdecydowanie na korzyść ChRL, tyle że takie zestawienia są pozbawione sensu.

Wystarczy tutaj powiedzieć, że ChRL dysponuje znacznie większym potencjałem, ale w razie konfliktu będzie w stanie zaangażować na teatrze wokół Tajwanu tylko jego część sił ograniczonych „wąskimi gardłami” w postaci potencjału: morskiego i lotniczego. I to po odliczeniu sił, które muszą pozostawić na pozostałych granicach, m.in. z mocarstwami w postaci Rosji i Indii, a także na wschodnich wybrzeżach kraju teoretycznie zagrożonych przez państwa, które mogłyby wykonać ruch w obronie Tajwanu (USA, Australia, Japonia, Republika Korei). Wątpliwe jest także użycie przez Pekin broni atomowej czy innej masowego rażenia. Tajwan ma być bowiem cenną zdobyczą, w dodatku zamieszkaną przez naród chiński, a nie wrogiem którego należy zniszczyć. W dodatku koszty polityczne użycia broni masowego rażenia mogłyby też okazać się zbyt duże i stanowić pretekst dla podobnego uderzenia na miasta chińskie.

Wydaje się, że przy próbie dokonania ataku ChRL byłaby ograniczona nie tylko posiadanymi środkami, ale także czynnikiem czasu. Aby odnieść pożądany skutek atak musiałby zostać przeprowadzony szybko i niespodziewanie. Tak aby Stany Zjednoczone i inni ewentualni sojusznicy nie zdążyli w znaczący sposób reagować militarnie, ale także aby siły zbrojne Republiki Chin (Tajwanu) nie zdołały przeprowadzić mobilizacji swoich sił.

O ile bowiem siły zbrojne Republiki Chin w czasie pokoju liczą 150-200 tys. żołnierzy, to państwo to może je zwiększyć niemal 10-krotnie powołanymi pod broń rezerwistami. Ludzie ci nasyciliby skadrowane brygady piechoty, napłynęliby też do brygad pancernych i zmechanizowanych sprawiając, że Tajwańczycy mogliby przynajmniej opierać się miesiącami w górzystych rejonach wyspy, o ile wcześniej nie zepchnęliby przyczółków utworzonych przez Chińską Armię Narodowo-Wyzwoleńczą do morza.

W takiej sytuacji nawet gdyby ChRL udało się ostatecznie pokonać taki zmobilizowany, zaopatrywany przez sojuszników i wspierany przez nich posiłkami potencjał, to walki o Tajwan trwałyby wiele miesięcy powodując ogromne straty materiałowe, ludzkie i prestiżowe. Angażowałoby to ogromne siły, a w tym samym czasie ChRL mogłaby zostać pobita na innych frontach.

Jakikolwiek rokujący powodzenie plan ataku na Tajwan musiałby się więc opierać na skrytym przygotowaniu i błyskawicznym wykonaniu. Aby było to możliwe wydaje się, że użyte musiałaby zostać wszystkie dostępne morskie i lotnicze środki desantowe (wojskowe plus zmobilizowane jednostki cywilne).

Bitwa o cieśninę Tajwańską

Jak wspomniano Cieśnina Tajwańska ma szerokość około 160 km, a co za tym idzie systemy rakietowe – przeciwokrętowe i obrony powietrznej – oraz samoloty obydwu stron potencjalnego konfliktu mogą razić na niej cele nie wychodząc zbytnio znad własnego terytorium. Wydaje się, że pierwszy atak ChRL byłby zmasowany i zostałby przeprowadzony z bombowców H-6, licznych lądowych wyrzutni pocisków balistycznych i manewrujących (łącznie nawet tysiące pocisków krótkiego i średniego zasięgu) a być może także okrętowych w tym z działających z zaskakujących lokalizacji okrętów podwodnych zaopatrzonych w pociski balistyczne z ładunkiem konwencjonalnym.

image
Wyrzutnia pocisków manewrujących CJ-10. Szacuje się, że w linii ChRL ma ich co najmniej 500 egzemplarzy. Fot. IceUnshattered (CC BY-SA 4.0)
image
Pocisk balistyczny Dong Feng DF-15B. Jeden z całej plejady środków, który mógłby zostać użyty przeciw Tajwanowi. Fot. IceUnshattered (CC BY-SA 4.0)

Możliwy jest też atak za pomocą – rozwiniętych już w ChRL – licznych dronów, które stanowiłyby w czasie pierwszego ataku fałszywe cele dla tajwańskiej obrony powietrznej i, odpowiednio użyte, mogłyby doprowadzić do przeładowania jej możliwości w kluczowych momentach. Drony to także dodatkowe cele na którą zużywane będą relatywnie nieliczne i cenne pociski rakietowe. W tej roli mogłyby wystąpić m.in. przebudowane na latające cele myśliwce J-6 (klon MiG-19), a być może także inne konstrukcje. Atakowi temu towarzyszyło by też potężne zakłócanie elektroniczne tak aby w jak największym stopniu oślepić i zmniejszyć skuteczność tajwańskiego systemu obronnego.

image
JH-7 Fot. Alert5 (CC BY-SA 4.0)

Dopiero potem, po „zmiękczeniu” obrony do walki rzucone zostałoby lotnictwo taktyczne: bombowce JH-7, myśliwce rodziny Su-27 i J-10 a być może także J-20 chociaż te maszyny 5. generacji będące obecnie wielką niewiadomą są nieliczne i będą rzucane raczej do finezyjnych działań w rodzaju ataków na tajwańskie samoloty wczesnego ostrzegania.

Co będzie ich celem? Wszystko co może zagrozić idącym w stronę Tajwanu środkom desantowym – morskim i lotniczym. Atak nastąpi więc przede wszystkim na tajwańskie systemy obrony powietrznej i pocisków przeciwokrętowych a także bazy lotnicze. Systemy klasy ziemia-powietrze będą jednocześnie starały się niszczyć bądź odpędzać tajwańskie samoloty bojowe tak aby nie mogły zaatakować okrętów i samolotów ChRL.

image
Grafika: K. Głowacka/Defence24.pl

Republika Chin (Tajwan) posiada nieznaną liczę systemów przeciwokrętowych z możliwością rażenia celów lądowych typu Hsiung Feng II (kilkaset, obecnie w produkcji wersja Block II) i cięższe Hsiung Feng III (250 sztuk) wystrzeliwane z ruchomych platform (ciężarówki) i naprowadzanych na cel w ostatniej fazie lotu za pomocą radarów. Rakiety pierwszego z systemów mają zasięg oceniany na 160 – 250 km (odpowiednio Block I i Block II), a w przypadku Hsiung Feng III co najmniej kilkuset km. Ich głowica bojowa ma masę odpowiednio 180 (Hsiung Feng II) i 225 kg co oznacza zdolność do wyłączenia z bitwy okrętu klasy niszczyciela nawet jednym trafieniem. Broń ta - wystrzeliwana z wyrzutni lądowych, morskich i przez samoloty (HF II) - mogłaby też razić chińską armadę desantową na całej długości jej pochodu do tajwańskich plaż. Aby do tego nie dopuścić musiałaby zostać zniszczona uderzeniami rakietowymi i lotnictwa.

image
Wyrzutnia systemu Sky Bow II (Tien Kung II), czyli "tajwańskiego Patriota". Fot. 玄史生 (CC BY 3.0)
image
Wyrzutnia pocisków Hsiung Feng Fot. 玄史生 (Public Domain)

Obronę powietrzną Tajwanu stanowią na najwyższym piętrze Patrioty PAC-2 (siedem baterii podnoszonych właśnie do standardu PAC-3) i rodzimej produkcji Sky Bow (sześć baterii) a także 19 baterii przestarzałych już w dużej mierze ale nadal groźnych choćby z uwagi na liczebność MIM-23 Hawk. Siły lądowe dysponują m.in. rodzimej produkcji systemami Skysword i 40 zestawami wycofanego już w USA systemu MIM-72/M48 Chaparral. Do tego dochodzą liczne systemy niższych pięter, takie jak wyposażony w rakiety Sea Sparrow wraz z 35 mm armatami system Sky Guardian, pociski tajwańskiej produkcji Skysword, będące odmianą pocisku powietrze-powietrze tyle, że wystrzeliwaną z lądowej platformy. Najniższe piętro stanowią amerykańskie Stingery na różnych platformach bądź wystrzeliwane ręcznie.

Systemy te, szczególnie średniego i krótkiego zasięgu, mogą zagrozić chińskiemu lotnictwu przechylając szalę zwycięstwa na korzyść tajwańskich myśliwców, czy wręcz zmasakrować nadlatujące samoloty wiozące spadochroniarzy. Z tego powodu w pierwszych godzinach ewentualnej wojny one także będą celem setek czy nawet tysięcy chińskich pocisków manewrujących i balistycznych.

Rakiety spadłyby też na wojskowe bazy lotnicze skąd operuje tajwańskie lotnictwo bojowe. Stanowi ono liczącą się siłę, tak pod względem jakości jak i przede wszystkim liczby posiadanych maszyn. Obecnie tajwańskie lotnictwo bojowych eksploatuje bowiem 335 samolotów bojowych nie licząc ponad 50 bardzo już sędziwych i wykorzystywanych raczej do szkolenia i rozpoznania F-5 czy innych typowo szkolnych.

image
Lekki myśliwiec F-CK-1.
image
Tajwański Mirage 2000. Fot ROCAF IDF (CC BY-ND 2.0)
image
Tajwański E-2K Fot. 皓群 錢 (CC BY-SA 2.0)

Są to bez wyjątku maszyny 4. generacji: 55 Mirage 2000-5EI, 142 F-16A/B (w trakcie podnoszenia do wersji F-16V, część dostarczono), a także 129 lekkich za to względnie nowych myśliwców własnej produkcji AIDS F-CK-1. Samoloty te nie dorównują może najpotężniejszym maszynom dostępnym w arsenale ChRL (J-20, Su-35) ale w oparciu o własną obronę przeciwlotniczą i naziemne radiolokatory, a także samoloty wczesnego ostrzegania (Tajwan ma sześć E-2K Hawkeye) i rozpoznawcze (12 P-3C Orion) mogą prowadzić skuteczne działania obronne przez wiele dni walcząc z chińskimi odpowiednikami (J-10, J-11, J-16) jak równy z równym. Pod warunkiem, że uda się ochronić ich bazy.

Oczywiście lotnictwo ChRL także będzie mogło korzystać z potężnych lądowych radiolokatorów umieszczonych po ich stronie Cieśniny Tajwańskiej, a także wsparcia własnych samolotów wczesnego ostrzegania i walki elektronicznej.

 

Bitwa morska

Liczna marynarka wojenna Tajwanu także byłaby celem, jako że obrońcy z pewnością staraliby się zagrozić za jej pomocą okrętom ChRL. Sama w sobie nie byłaby ona w stanie pobić idącej w eskorcie flocie desantowej, ale jej skoordynowany atak pociskami woda-woda, szczególnie w koordynacji z wyrzutniami lądowymi mógłby spowodować w niej ciężkie straty.

Flota podwodna Tajwanu liczy dwa okręty podwodne pamiętające lata 80., które nie odegrałaby w czasie wojny wielkiej roli. Dużo większe znaczenie miałaby flota nawodna złożona z czterech niszczycieli typu Kidd i 22 fregat - 10 O.H. Perry, sześciu typu Knox i sześciu typu La Fayette. Spośród nich tylko te ostatnie to jednostki wybudowane w XXI wieku. Jednostki te w pierwszej fazie ataku mogłyby stać się celem ataku licznych uderzeniowych okrętów podwodnych i pocisków rakietowych. ChRL ma ich obecnie kilkadziesiąt, a zatem co najmniej kilkanaście mogłoby rozpocząć skryte operowanie w rejonie baz tajwańskiej floty przed rozpoczęciem ataku. Zagrożone atakiem okrętów podwodnych nie byłyby za to raczej niewielkie tajwańskie okręty rakietowe Kuang Hua VI, których w służbie pozostaje 31 a każdy jest uzbrojony w cztery pociski przeciwokrętowe Hsiung Feng II. W pociski przeciwokrętowe jest wyposażonych także 11 starszych niewielkich patrolowców tajwańskich i prototypowa korweta w układzie katamarana Tuo Chiang (pierwsza z planowanych 12 jednostek).

image
Mały okręt rakietowy typu Kuang Hua VI Fot. 玄史生 (CC BY-SA 3.0)
image
Tajwańskie fregaty O. H. Perry Fot. 玄史生 - (Public Domain)

Niewykluczone, że siły ChRL uderzyłyby nie tylko z oczywistego kierunku zachodniego, ale także z północy i południa, angażując tym samym część sił obrońców i odciągając ją tym samym od kierunku zachodniego. Trudno powiedzieć czy wiązałoby się to z operacjami desantowymi, ale dwie chińskie grupy lotniskowcowe oparte o lotniskowce Liaoning i Szantung mogłyby dokonywać lotniczych ataków na bazy, stacje radarowe i obronę powietrzną nawet we wschodniej części wyspy dzięki pokładowym samolotom J-15. One też odciągałyby część wysiłku lotnictwa tajwańskiego od głównego kierunku. Powodowałoby to, że obrońcy w pierwszych godzinach czy nawet dniach ataku broniliby się w okrążeniu i musieli się liczyć z atakiem praktycznie z każdego kierunku a nie tylko z zachodu. Z drugiej strony ze względu na zagrożenie ze strony lotnictwa i okrętów amerykańskich wątpliwe jest aby ChALW zdecydowała się na przesunięcie grup lotniskowcowych na wschód od Tajwanu.

Za to z północy i na południu od Tajwanu mogłoby dość też do bitew morskich z fregatami i niszczycielami Republiki Chin.

image
Grafika: K. Głowacka/Defence24.pl

 

Desant morski

Marynarka wojenna ChRL dysponuje obecnie sześcioma wielki dokami desantowymi o wyporności 25 tys. ton, a kolejne dwie jednostki tego typu są już wyposażane. Każda jest w stanie przewieźć batalion piechoty morskiej. Do tego dochodzi 35 mniejszych jednostek desantowych o wyporności 4-5 tys. ton zdolnych do przerzutu po ok. 250 żołnierzy. Obecnie dwa chińskie śmigłowcowce desantowe (każdy zdolny do przewiezienia znacznej ilości sprzętu i 900 żołnierzy plus śmigłowce transportowe i wsparcia) są w budowie, ale ich ukończenie nastąpi nie wcześniej niż za rok.

Na pewno jednostkom wojskowym towarzyszyłyby załadowane wojskiem i sprzętem zarekwirowane statki cywilne. Te jednak mogłyby wyładować się raczej w oparciu o infrastrukturę portową, którą trzeba było by wcześniej uchwycić i zabezpieczyć. Zespół, lub zespoły desantowe musiałyby być chronione przez dużą część chińskiej floty wojennej w tym niszczyciele, fregaty i korwety. Okręty te, w liczbie nawet kilkudziesięciu jednostek chroniłyby desantowce przed atakami tajwańskich pocisków, samolotów i okrętów.

image
ZBD-05 - wóz desantowy piechoty morskiej ChRLD. Fot. mil.ru

W pierwszym rzucie na plaże zachodniego Tajwanu mogłoby więc zostać przerzuconych na wojskowych jednostkach kilkanaście tysięcy żołnierzy (zapewne elitarnej piechoty morskiej) wraz z towarzyszącym sprzętem desantowym (bwp, transportery opancerzone, czołgi). Dodatkowe kilka tysięcy lekko wyposażonej piechoty w pierwszym rzucie mogłyby przenieść śmigłowce transportowe startujące ze stałego lądu.

Wydaje się, że desant morski nastąpiłby na środkowym odcinku zachodniego wybrzeża Tajwanu, które charakteryzuje się brzegiem łagodnym ale grząskim. Tylko tam można przeprowadzić operację desantową na dużą skalę.

Byłoby to miejsce przygotowane przez obrońców: zaminowane (na lądzie i morzu) i obstawione przygotowanymi uprzednio oddziałami obrońców i wstrzelaną w teren artylerią. Jaki byłby wynik takiej bitwy o plaże trudno przewidzieć. Startujące z lądu stałego i okrętów śmigłowce i bezzałogowce ChRL mogłyby wspierać lądujące oddziały ogniem. Tajwańczycy zwalczaliby je jednak za pomocą swoich licznych Stingerów i ocalałych systemów krótkiego zasięgu. Podobnie utrudnione byłoby działanie wiropłatów tajwańskich, które raczej przydawałyby się do szybkiego przerzucania dodatkowych sił w najwrażliwsze rejony, niż do działań typowo kinetycznych. Najtrudniejsze miejsca wpierałoby 29 tajwańskich AH-64E Apache Guardian i prawie 70 AH-1W Super Cobra o ile zostałyby one rozśrodkowane i nie zostały zniszczone w pierwszym uderzeniu.

image
Tajwańskie M60A3Fot. Kliu1 (Public Domain)

Tajwańska broń pancerna choć liczna (prawie 1200 czołgów) jest przestarzała i próba zepchnięcia desantu do morza za jej pomocą mogłaby polec w ogniu ręcznie wystrzeliwanych pocisków przeciwpancernych, śmigłowców i wsparcia lotniczego. Czołgi byłyby wspierane przez nowoczesne bojowe wozy piechoty krajowej produkcji i transportery opancerzone (łącznie ponad 400), ale także przez tradycyjnie występujące u sojuszników USA zmodernizowane transportery M-113 (ponad 1000). Wynik takiego starcia trudno przewidzieć, wiele zależałoby od zastosowanych środków i np. tego czy nad Tajwanem nie zaczęłyby już operować samoloty amerykańskie. Powodzenie desantu z morza z pewnością wymagałoby jednak zastosowania potężnych sił i środków oraz bardzo dobrej koordynacji działań.

Desantowi z morza musiałaby też towarzyszyć – być może wyprzedająca – operacja powietrzno-desantowa, która mogłaby zaangażować część sił tajwańskich i odciągnąć je od bardziej oczywistych miejsc desantów morskich.

Tutaj ChRL byłaby ograniczona potencjałem swojego lotnictwa transportowego, które na razie jeszcze nie jest zbyt imponujące i składa się z 29 ciężkich samolotów transportowych (7 Y-20 i 22 Ił-76), 84 średnich (Y-8, Y-9) oraz kilkudziesięciu maszyn lekkich. W jednym rzucie siły lotnictwo to byłoby w stanie przetransportować kilka tysięcy ludzi wraz z lekkim wyposażeniem. Niewykluczone, że samolotom tym także towarzyszyłyby zwerbowane maszyny cywilne, które mogłyby po dostosowaniu zwiększyć siłę takiego jednorazowego uderzenia. Desant lotniczy mógłby być wykonany jako pierwszy np. pod osłoną cywilnego ruchu lotniczego, chociaż w dobie epidemii cechuje się on mniejszym natężeniem niż jeszcze kilka miesięcy temu.

image
Y-20. Fot. Alert5 (CC BY-SA 4.0)

Pierwsi chińscy żołnierze przybyli na Tajwan drogą powietrzną skakaliby na spadochronach, a z czasem, jeśli tajwańska obrona powietrzna zostałaby zneutralizowana, mogliby oni otrzymywać dodatkowe posiłki i zaopatrzenie także śmigłowcami. Prawdopodobnie ich celem byłoby zajęcie przynajmniej jednego z lotnisk, tak aby móc zacząć przyjmowanie na nim własnych samolotów i wyładowywać cięższe wyposażenie.

Spadochroniarze staraliby się jednak przede wszystkim blokować infrastrukturę transportową na wyspie, tak aby uniemożliwić podejście do przyczółków desantowych większych sił tajwańskich i umożliwić tym samym ich rozbudowę. Celem ich ataków byłyby systemy obrony powietrznej, artyleryjskie, a także kolumny zaopatrzenia

W walkach tych mielibyśmy zapewne do czynienia z masowym użyciem przez chińskie oddziały spadochronowe ręcznych kierowanych pocisków przeciwpancernych i przeciwlotniczych. Tajwańczycy mogli by próbować z kolei zarzucenie desantowanych oddziałów znacznie większa liczbą własnych żołnierzy, czołgami, artylerią i śmigłowcami. Do akcji zostały by zapewne wysłane także liczne tajwańskie wojska specjalne, formacja wręcz stworzona do likwidacji desantów a być może piechota morska, jeżeli nie zaangażowano by jej do odbijania utraconego wybrzeża albo którejś z tajwańskich wysp. Szczególne znaczenie mogłyby mieć walki o dużą wyspę Pénghú Qúndăo (Peskadory) kilkadziesiąt km na zachód od Tajwanu. To idealne miejsce z punktu widzenia umieszczenia tam przez obrońców systemów OPL i artylerii rakietowej, z kolei umocniona w rękach ChRL mogłaby ona się okazać punktem, z którego skutecznie można byłoby osłaniać i wspierać ogniem desant.

 

Działania niestandardowe, niewiadome

Z czasem Chińczycy staraliby się dosyłać na Tajwanu coraz więcej sił, poszerzać przyczółki, a następnie rozcinać siły przeciwnika, co być może skłoniłoby obrońców do kapitulacji. To czy by im się to udało zależałoby jednak od powodzenia działań w pierwszych dniach. Nawet godzinach ataku i tego czy Tajwan zdołałby zmobilizować swoje siły. Bardzo wiele zależałoby też od postawy innych państw, których niezdecydowanie byłoby dla obrońców katastrofalne. Z drugiej strony zdecydowane przeciwdziałanie, możliwe w pierwszych godzinach przede wszystkim dzięki zastosowaniu lotnictwa i obecnych w rejonie okrętów podwodnych mogłyby przechylić szalę zwycięstwa.

Atakowi ChRL towarzyszyłoby zapewne wiele działań niestandardowych, jak wspomniane wcześniej użycie dronów celów J-6 i zakłócanie elektroniczne do przeładowania tajwańskiej obrony powietrznej. Z pewnością agresji towarzyszyłby atak cybernetyczny, którego skutki i wpływ na obronę wyspy trudno dziś szacować. Nie wiadomo też na ile udałoby się przerzucić na Tajwan oddziały dywersyjne i na ile mogą one być tam obecne. Co za tym idzie trudno powiedzieć w jakim stopniu byłyby one w stanie sabotować działania obronne i jakie środki zostałyby do tego zastosowane. Otwarte pozostaje też pytanie jak silna jest na Tajwanie komunistyczna „piąta kolumna”.

Wynik ewentualnej wojny o Tajwan pozostaje więc niepewny, podczas gdy jej stawka w skali globalnej byłaby bardzo duża. I być może to ryzyko sprawi, że nigdy do niej nie dojdzie…

Komentarze