Geopolityka

Co da i czego nie da szczyt NATO w Madrycie [4 PUNKTY]

Fot. NATO

W trakcie rozpoczynającego się szczytu NATO w Madrycie zostaną podjęte historyczne decyzje o wzmocnieniu obrony kolektywnej Sojuszu Północnoatlantyckiego. Na czym będą polegać i jakie będą ich najważniejsze elementy?

Wojna na Ukrainie - raport specjalny Defence24.pl

Koncepcja Strategiczna NATO.

Pierwszym i najważniejszym elementem jest przyjęcie Koncepcji Strategicznej NATO. To najwyższy rangą dokument, po samym Traktacie Północnoatlantyckim. Stanowi on bazę do podejmowania decyzji politycznych i wojskowych, planowania sił itd. Poprzednia Koncepcja Strategiczna, z 2010 roku nie przystaje już do obecnych realiów, mówiła bowiem o partnerstwie strategicznym między NATO a Rosją, nie ma też w niej mowy o zagrożeniu ze strony Chin.

W nowym dokumencie zagrożenia zostaną zdefiniowane zgodnie z obecnymi realiami. A to będzie podstawą do podejmowania decyzji tak przez sojusz, jak i przez państwa członkowskie, na przykład w kontekście rozwoju swoich sił zbrojnych oraz ich obecności na wschodniej flance. Znaczenia koncepcji strategicznej nie wolno nie doceniać. Jakkolwiek to zabrzmi, państwa NATO są państwami demokratycznymi i dokumenty strategiczne mają przełożenie na realne działania. O ile więc można było ciąć własne siły zbrojne gdy „Rosja była partnerem", to teraz trzeba będzie je rozwijać – i również ich zdolności do konwencjonalnych działań wojskowych.

W kontekście koncepcji strategicznej trzeba dodać, że już wcześniej NATO przyjęło niejawną koncepcję operacyjną oraz koncepcję rozwoju zdolności, które odzwierciedlają obecne realia, kładąc nacisk na szeroką integrację sił zbrojnych (także na co dzień, nie tylko sił „wydzielonych") i wzmocnienie ich zdolności. Przyjęcie odpowiednich zapisów koncepcji strategicznej pozwoli umocować te decyzje na poziomie politycznym.

Czytaj też

Nowy model sił NATO.

Drugim elementem, bardzo istotnym i powiązanym z pierwszym będzie nowy model sił NATO. Sekretarz generalny Jens Stoltenberg mówił, że dowódca strategiczny będzie miał do dyspozycji 300 tys. żołnierzy. Jak jednak zaznaczył w wywiadzie dla Defence24.pl ambasador RP przy Kwaterze Głównej NATO Tomasz Szatkowski, nie będzie to proste wzmocnienie Sił Odpowiedzi, a całkowicie nowy model sił.

Czytaj też

Dotychczas było tak, że dowódca strategiczny NATO miał do dyspozycji przede wszystkim Siły Odpowiedzi, czyli konkretne jednostki które państwa członkowskie wydzielały na pewien czas dyżuru bojowego liczący od jednego do trzech lat. Takie siły pozostają gotowe do użycia w obszarze traktatowym i poza nim. Przed wybuchem wojny na Ukrainie liczyły one 13 tys. żołnierzy, potem stopniowo zwiększono je do ponad 40 tys., wydzielając z nich „szpicę", siły natychmiastowego reagowania gotowe do rozmieszczenia w ciągu kilku dni. Nadal są to jednak siły, które są wydzielane na dyżur (często, np. w Niemczech, odbywało się to kosztem gotowości innych jednostek). Dodajmy jeszcze, że Siły Odpowiedzi zostały pierwszy raz uruchomione po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Dowodzoną przez Francję „szpicę" przeniesiono alarmowo do Rumunii, a brygadę pancerną US Army, przyporządkowaną Siłom Odpowiedzi, przemieszczono do Niemiec – sprzęt już czekał w magazynach Army Prepositioned Stock.

Czytaj też

Obecnie jednak siły zbrojne państw NATO będą musiały pozostawać w wysokim poziomie stałej gotowości. Będą też przyporządkowane do obrony poszczególnych obszarów, co znacznie skróci proces podejmowania decyzji, a nawet wprowadzi pewien automatyzm. Wszystko to będzie wymagało zaangażowania w zapewnienie odpowiedniego personelu i sprzętu, części zamiennych itd. Wbrew pozorom to duże wyzwanie, bo wiele państw sojuszniczych z Europy zaniedbywało swoje siły lądowe pod tym względem, a proces odbudowy ich gotowości po 2014 roku następował, ale w większości przypadków zbyt wolno. Odpowiednie formacje jednak w większości są w strukturach, kwestią jest utrzymanie poziomu ich gotowości, zapewnienie odpowiedniego wsparcia obrony przeciwlotniczej, artylerii itd. To będzie oczywiście wymagało odpowiednich nakładów.

Brytyjski czołg Challenger 3 - to gigantyczny potencjał, ale 148 takich wozów to dużo za mało
Fot. Rheinmetall Defence

Ale sojusznicy coraz częściej deklarują i realizują zwiększenie wydatków obronnych, nawet jeśli nie zawsze odbywa się to wystarczająco szybko i w wystarczająco szerokim zakresie. Trzeba tutaj dodać, że pierwszy krok w celu zwiększenia poziomu gotowości sił głównych NATO został już zrobiony kilka lat temu, poprzez Inicjatywę Gotowości 4x30, zakładającą postawienie do dyspozycji 30 batalionów pancerno-zmechanizowanych, takiej samej liczby eskadr lotniczych i okrętów wojennych gotowych do rozmieszczenia w ciągu 30 dni od momentu alarmowania. Dzięki temu, że jej zapisy są już częściowo wdrażane, łatwiej będzie wprowadzić nową koncepcję w życie, choć oczywiście proces ten nie będzie wolny od ryzyk.

Wysunięta obecność na wschodniej flance NATO

Kolejnym elementem, jaki zostanie przyjęty na szczycie, jest wzmocnienie obecności na wschodniej flance NATO. Można oczekiwać, że w państwach takich jak Litwa, Łotwa, Estonia i Rumunia grupy batalionowe zostaną rozwinięte do brygad, przy czym brygady te będą składać się z żołnierzy rozmieszczonych na miejscu, a także tych dyżurujących w swoich krajach w celu ewentualnego szybkiego przybycia na miejsce w sytuacji kryzysu.

To istotne wzmocnienie zdolności obronnych, ale i duży wysiłek poszczególnych państw. Dla zobrazowania: system rotacyjny, bo taki został przyjęty, w celu wystawienia w jednym momencie 5 tys. żołnierzy, czyli około brygady, angażuje nawet do 15 tys., biorąc pod uwagę tych którzy przygotowują się do nowej rotacji oraz tych którzy odtwarzają gotowość. Czyli de facto dla utrzymania obecności rotacyjnej brygady, trzeba zaangażować całą dywizję, która będzie wyłączona z innych działań. Struktury sił zbrojnych państw europejskich są w większości zbyt małe, by podołać takiemu odciążeniu. Przykładowo, armia niemiecka ma trzy stałe dywizje w tym jedną powietrznodesantową, a brytyjska jedną dywizję zmechanizowaną i jedną dywizję lekkiej piechoty.

Stinger Europe
USA muszą odtwarzać potencjał w priorytetowych obszarach, jak OPL, więc trudno się dziwić, że są sceptyczne co do tworzenia nowych jednostek "stojących" w Europie
Fot. US Army

O tworzeniu nowych, dużych jednostek stacjonujących na stałe na wschodniej flance raczej nie ma mowy, ze względów politycznych i demograficznych, bo priorytetem jest uzupełnienie istniejących struktur, które przy okazji rotacji będą wzmacniać swój potencjał. Poza tym, który polityk – w USA czy kraju europejskim – chciałby, by świetnego pracodawcę, jakim jest licząca tysiące żołnierzy i pracowników wojska przenieść z jego okręgu wyborczego do lokalizacji w innym kraju tysiące kilometrów dalej? Można powiedzieć, że obecna administracja USA mimo wszystko dość skutecznie znajduje "złoty środek" między oczekiwaniami sojuszników, a oczekiwaniami części własnej opinii publicznej, która co rusz domaga się większego udziału europejskich sojuszników w obronie.

Czy model ten jest idealny? Można mieć do niego pewne zastrzeżenia, ale w połączeniu ze wzmocnieniem gotowości sił głównych NATO, co ma fundamentalne znaczenie i czego się czasem, niesłusznie, nie docenia zapewni on zdecydowanie zwiększony poziom zdolności obronnych, który da odpowiedni potencjał odstraszania i obrony w wypadku zagrożenia. Szczególnie, że przemieszczenie i przygotowanie przez Rosję dużych sił, niezbędnych do ewentualnej agresji, raczej na pewno musiałoby zostać zauważone przez rozpoznanie NATO. To daje czas na rozpoczęcie procesu wzmacniania jeszcze przed wybuchem konfliktu.

Nie wolno też zapominać, że prowadzenie działań to nie tylko domena lądowa gdzie Rosja ma największy potencjał, ale też inne rodzaje sił zbrojnych, które mogą bardzo szybko reagować na zagrożenie (lotnictwo i obrona powietrzna, marynarka wojenna, cyberobrona itd.), częściowo rosyjską „masę" jaka mogłaby zagrozić krajom NATO. No i na koniec – odpowiedzialność za obronę spoczywa na wszystkich państwach członkowskich, więc kraje narażone na zagrożenie, tak jak Polska, muszą szczególnie inwestować w swój potencjał obronny. Jest to wymóg Artykułu 3 Traktatu Waszyngtońskiego.

Czytaj też

Warto tutaj przypomnieć, że Polska zaproponowała kilka lat temu USA rozmieszczenie pełnej dywizji na stałe na terenie naszego kraju, w rejonie Torunia i Bydgoszczy, jednak Waszyngton zdecydował się na model rotacyjny, połączony z rozmieszczeniem sprzętu – na przykład w Powidzu – by szybko móc wesprzeć jednostki prowadzące działania w Polsce czy krajach bałtyckich.

I patrząc na sytuację budżetową w USA, konieczność bardzo szerokiej modernizacji, w tym systemu odstraszania nuklearnego, co większości innych państw członkowskich nie dotyczy, problemy z rekrutacją żołnierzy, wreszcie – obowiązek zaangażowania na innych teatrach działań – trzeba tę decyzję zrozumieć. A Polska planuje sformowanie kolejnych dwóch dywizji w ramach własnych struktur sił zbrojnych.

Czytaj też

Szwecja i Finlandia w NATO

Ostatnim elementem ustaleń tegorocznego szczytu NATO będzie rozpoczęcie procesu formalnej akcesji Szwecji i Finlandii do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Decyzję w tej sprawie udało się wypracować niemależe w ostatniej chwili, po niespodziewanym dla wielu sprzeciwie Turcji, która jednak ostatecznie zdecydowała się zawrzeć stosowne porozumienie z tymi państwami i wycofać swoje weto. To, że opór Ankary udało się przełamać, jest dużym osiągnięciem amerykańskiej administracji oraz sekretarza generalnego Jensa Stoltenberga.

Formalne rozpoczęcie akcesji nie oznacza jeszcze przyjęcia tych państw do NATO, ale stanowi duży krok w tym kierunku. Jeśli Finlandię i Szwecję uda się przyjąć do Sojuszu, po procesie ratyfikacyjnym, który musi zostać przeprowadzony przez wszystkie państwa członkowskie (i nie jest wolny od politycznych ryzyk), będzie to duże wzmocnienie dla NATO. Oba państwa dysponują nowoczesnymi i dobrze wyszkolonymi siłami zbrojnymi, a ich położenie jest kluczowe dla wszelkich działań w rejonie Morza Bałtyckiego, w tym przykładowo obrony krajów bałtyckich z wykorzystaniem szwedzkiej Gotlandii.

Ustalenia szczytu NATO mogą więc być przełomowe dla przyszłości całego Sojuszu. Wprowadzane są prawne podstawy dla obrony kolektywnej „po nowemu", nowy system przygotowania sił, dający szanse użycia dużych sił w krótkim czasie w działaniach obronnych, nowe rozwiązania bezpośredniej, fizycznej obecności na wschodniej flance, wreszcie – nowi członkowie. Jeśli tylko zapisy dokumentów i ustaleń szczytu będą realizowane, czego nigdy nie można być pewnym patrząc na procesy polityczne w krajach członkowskich – także w kluczowych dla Sojuszu Stanach Zjednoczonych, to obrona państw NATO zostanie potężnie wzmocniona, choć i tak odpowiedzialność za nią będzie w dużym stopniu spoczywać na najbardziej zagrożonych państwach, takich jak Polska, zwłaszcza na lądzie. Można więc przewrotnie powiedzieć, że jedyne czego nie daje szczyt NATO, to fałszywego komfortu nieinwestowania we własne bezpieczeństwo. Ale to nigdy nie było założeniem funkcjonowania Sojuszu, od samego podpisania Traktatu Waszyngtońskiego 73 lata temu.

Czytaj też

Komentarze (1)

  1. DON MARZZONI

    Reasumując nic nadzwyczajnego. Tematy i decyzje, które naturalnie należało podjąć. Także brak informacji, o tym, czego nie należy robić czyli odmówić UA czołgów i samolotów oraz innej broni ofensywnej.