Geopolityka

Ciężkie jednostki pancerne i zmechanizowane USA efektywniejsze w odstraszaniu

Fot. Army Staff Sgt. Austin Berner, domena publiczna, DoD
Fot. Army Staff Sgt. Austin Berner, domena publiczna, DoD

Rozbudowa chińskiego potencjału militarnego w Azji oraz agresywne działania Rosji podjęte w Europie względem Ukrainy, jak i szerzej zwiększenie presji na zachodnią flankę NATO, wymuszają na Stanach Zjednoczonych pogłębioną refleksję odnoszącą się do własnej reakcji militarnej. Jednym z kluczowych problemów jest niewątpliwie efektywne skonstruowanie modelu stacjonowania sił amerykańskich poza granicami państwa, przy założeniu, że będzie wola polityczna w Waszyngtonie do ich dalszej dyslokacji. W tym właśnie kontekście, zdaniem analityków RAND Corporation, istnieją empiryczne przesłanki, że sama amerykańska dyslokacja wojska stanowi istotny element odstraszający potencjalnych agresorów.

Eksperci z prestiżowego amerykańskiego think-tanku RAND Corporation przyjrzeli się w sposób analityczny kwestii amerykańskiej obecności wojskowej poza granicami państwa. Skupiając uwagę na tym, czy jest ona elementem stabilizującym oraz odstraszającym potencjalnego agresora przed rozpoczęciem konfliktu zbrojnego i eskalacją danego kryzysu międzynarodowego. W sumie, całe rozważania objęły okres niemal siedemdziesięcioletni, tj. począwszy od 1950 r. Przy czym, niejako punktem wyjścia, do liczącego niemal 250 stron raportu, miał być dysonans rodzący się pomiędzy potrzebami reagowania na kryzysy w Azji i Europie, a pojawiającymi się nowymi trendami w amerykańskiej polityce, które wzywają do redukowania stałej i dużej dyslokacji wojsk poza granicami.

Należy zauważyć, że wspomniany spór o kształt obecności militarnej Stanów Zjednoczonych poza granicami mocarstwa stanowi ważny punkt odniesienia do rozważań również o kształcie polskiego bezpieczeństwa. Stąd też, tego rodzaju opracowania (istotne z perspektywy establishmentu w Waszyngtonie) winny być dokładnie śledzone i również analizowane. Albowiem cały czas na amerykańskim gruncie wojskowym, politycznym oraz analitycznym toczą się batalie np. czy powinno się inwestować w siły rotacyjne, a może efektywniejsze jest utrzymywanie bardziej "konwencjonalnych" form obecności wojskowej w oparciu o sieć większych baz.

Wracając do samego raportu, zdaniem analityków RAND Corporation (autorzy opracowania to: Bryan Frederick, Stephen Watts, Matthew Lane, Abby Doll, Ashley L. Rhoades, Meagan L. Smith) to amerykańskie ciężkie jednostki zmechanizowane oraz pancerne wojsk lądowych (US Army), i co istotne dysponujące zdolnością do efektywnej obrony przeciwlotniczej, dyslokowane poza granicami kraju, są finalnie efektywnym narzędziem w przypadku potrzeby zapobiegania występowania konfliktów zbrojnych. Zdaniem autorów raportu to właśnie tego rodzaju obecność, wskazująca na przekonanie Stanów Zjednoczonych o potrzebie wspierania danego rejonu operacyjnego w dłuższej perspektywie czasu ma najefektywniejszy poziom odstraszania.

W swoim opracowaniu RAND Corporation zauważa, że tego rodzaju siły powinny znajdować się w szeroko postrzeganym teatrze działań. A raczej nie powinno się ich dyslokować bezpośrednio na samą granicę potencjalnego rejonu konfliktogennego. Tak czy inaczej, możliwość pojawienia się silnego amerykańskiego kontyngentu wojsk lądowych i sił powietrznych ogranicza w sposób znaczący możliwość wystąpienia pełnoskalowego starcia w danym rejonie świata i prowadzi w znacznym stopniu do deeskalacji w obrębie napięć międzynarodowych.

Eksperci porównywali zdolności odstraszania ciężkich formacji wojsk lądowych przede wszystkim względem (szybkiego) rozlokowania amerykańskich jednostek lekkiej piechoty czy też sił operacji specjalnych (SOF). Zestawiając tym samym, niejako klasyczne ujęcie obecności militarnej Stanów Zjednoczonych, z postulatami skoncentrowania się jedynie na możliwości natychmiastowego wydelegowania mobilnych kontyngentów, niejako do reagowania kryzysowego.

Przy czym, wskazano, że w przypadku tych ostatnich istnieje znaczna trudność w mierzalności efektów końcowych, gdyż niejako z założenia ich przerzut w dany rejon ma krótszy wymiar wobec przerzutu sił ciężkich. Zastanawiające stają się również wątpliwości wysuwane przez analityków RAND Corporation odnośnie długoterminowego efektu przerzutu amerykańskich sił lekkich i specjalnych w rejon kryzysu. Albowiem, z jednej strony mowa jest o możliwości łatwiejszego utrzymania status quo, ale nie koniecznie poprawy statusu wspieranego przez Waszyngton państwa w dłuższej perspektywie.

Co więcej, dyslokacja sił lekkich, mniejszych w tym wojsk specjalnych może do danego państwa, bez szerszego zaangażowania w danym rejonie, może częstokroć prowadzić do większego prawdopodobieństwa militaryzacji danego kryzysu. Zdaniem RAND Corporation obecność samej tylko floty US Navy lub/i sił powietrznych USAF nie przynosi wymiernych efektów w zakresie odstraszania. Przede wszystkim dlatego, że można je równie szybko wycofać co wysłać w dany rejon świata.

JR

Komentarze