Geopolityczna rewolucja na Kaukazie. Klęska Rosji [ANALIZA]

Podpisane w Waszyngtonie porozumienie między Armenią a Azerbejdżanem może doprowadzić do daleko idącego przemodelowania geopolitycznego i to nie tylko w regionie Południowego Kaukazu. Jest to też strategiczna klęska dla Rosji, a w pewnym sensie również dla Iranu. Dla Ormian porozumienie to jest trudne emocjonalnie, lecz stanowi ono dla nich strategiczną szansę.
Dotychczas brak jest wiedzy co do dokładnych zapisów porozumienia, a jest to niezwykle istotne z perspektywy skutków wewnętrznych w Armenii oraz zdolności rozgrywania emocji Ormian przez Rosję. Ponadto podpisane porozumienie nie jest traktatem pokojowym między oboma państwami. Niemniej zaangażowanie USA i osobisty udział Trumpa znacząco zwiększa prawdopodobieństwo, że sprawa zostanie sfinalizowana, i to w najbliższych miesiącach. Jest to bardzo ważne, gdyż do następnych wyborów parlamentarnych w Armenii pozostało 10 miesięcy, a Rosja już kilka miesięcy temu zintensyfikowała swoje działania hybrydowe.
“As President, my highest aspiration is to bring peace and stability to the world.” - President Donald J. Trump 🇺🇸 pic.twitter.com/mDSJ2GRsHl
— The White House (@WhiteHouse) August 9, 2025
Głównym przedmiotem porozumienia jest kwestia tranzytu z Azerbejdżanu do Nachiczewanu i Turcji przez Sjunik. Często w odniesieniu do tego projektu stosowany jest nieprecyzyjny termin „korytarza zangezurskiego”, niemniej nie powinien on być w tym kontekście używany. Przez długi czas widać było bowiem swoiste sprzężenie zwrotne między propagandą azerbejdżańską i prorosyjską, polegające na tym, że im silniej promowane były takie nieakceptowalne dla Armenii pomysły, jak eksterytorialność „korytarza zangezurskiego” czy rewizjonistyczna koncepcja tzw. „Azerbejdżanu Zachodniego”, tym bardziej nasilała się prorosyjska propaganda operująca tymi samymi pojęciami, by dyskredytować armeńskiego premiera jako „turecką marionetkę”. Wpisuje się to w długą tradycję traktowania Armenii przez Rosję jako „tradycyjnego zakładnika”, na którym Rosja mogła wymusić wszystko strachem przed inwazją turecką czy azerbejdżańską.
Tymczasem Azerbejdżan nie będzie miał żadnej kontroli nad drogą przez Sjunik na terytorium Armenii, i to ma kluczowe znaczenie. Warto dodać, że sama Rosja dążyła do realizacji projektu eksterytorialnego „korytarza zangezurskiego”, gdyż zakładała, iż to jej „mirotworcy” będą go kontrolować. To byłby katastrofalny scenariusz dla Armenii, gdyż przy transakcyjnym podejściu Rosji i jej słabnącej pozycji, a także kompletnym braku podmiotowego traktowania Armenii, byłoby bardzo prawdopodobne, że Kreml stopniowo zwiększałby obecność Azerbejdżanu w Sjuniku i ostatecznie Armenia straciłaby nad tą prowincją jakąkolwiek kontrolę. Przykład sprzedania przez Rosję Azerbejdżanowi „korytarza laczyńskiego”, a następnie całego Górskiego Karabachu i niewypełnienia przez „mirotworców” jakichkolwiek zobowiązań, stanowi dla Ormian przestrogę i pokazuje, że zdrada Rosji jest normą.
Warto przypomnieć, że premier Nikol Paszynian przeciwstawiał projektowi eksterytorialnego „korytarza zangezurskiego” własną propozycję „Skrzyżowania dla Pokoju”, czyli tras tranzytowych Północ-Południe (z Iranu do Morza Czarnego) i Wschód-Zachód (z Azji Centralnej przez Armenię i Azerbejdżan do Turcji i Europy). Będący przedmiotem waszyngtońskiego porozumienia projekt Trump Route for International Peace and Prosperity (TRIPP) bardziej wpisuje się w tę koncepcję, a nie w projekt azerbejdżański.
Fakt, że teren drogi ma zostać wydzierżawiony USA na 99 lat, a ruchem ma zarządzać amerykańskie konsorcjum, nie tylko nie zagraża suwerenności Armenii, ale jest dla niej korzystny. Oczywiście, pozostają bardzo istotne szczegóły, tj. jak będzie wyglądać kontrola na przejściu granicznym, kto wejdzie w skład konsorcjum zarządzającego TRIPP oraz jaki będzie miało to wpływ na drogę z Iranu na północ. Kluczowe jest jednak to, że USA, w przeciwieństwie do Rosji (i oczywiście Azerbejdżanu), nie zagrażają suwerenności Armenii, a ulokowanie ich interesów w Sjuniku stanowić będzie de facto gwarancję bezpieczeństwa, gdyż Azerbejdżan nie ośmieli się zaatakować tej prowincji (a taka groźba w ostatnich miesiącach istniała).
By porozumienie weszło w życie, konieczne jest jednak podpisanie traktatu pokojowego z Azerbejdżanem i normalizacja stosunków między Armenią a Azerbejdżanem i Turcją. Tekst traktatu jest gotowy od wielu miesięcy, ale Azerbejdżan wymyślał absurdalne preteksty, by go nie podpisywać. Pytaniem zasadniczym jest więc to, czy Trump wymusił na Alijewie wycofanie się z blokowania tego traktatu. W tym kontekście warto przypomnieć, że Azerbejdżan, w przeciwieństwie do Armenii, nie jest demokracją, więc Alijew nie musi się tam z nikim liczyć i przejmować procedurami.
Czytaj też
Dynamikę wydarzeń trzeba przy tym rozpatrywać na dwóch poziomach – geopolitycznym i emocjonalnym. Ten drugi jest równie ważny, gdyż będzie stanowił paliwo dla działań hybrydowych Rosji. Kluczową kwestią w tym kontekście jest więc to, czy Azerbejdżan wycofa się z wpisywania się w tę propagandę swoją rewizjonistyczną narracją dotyczącą „Azerbejdżanu Zachodniego”. Inną kwestią jest sprawa Górskiego Karabachu i wygnanych stamtąd Ormian. To ogromna trauma dla Ormian, która cynicznie wykorzystywana jest przez Rosję.
Bo to przecież Rosja pozwoliła na zajęcie tego terytorium przez Azerbejdżan. Niestety, brak jest perspektyw jakiejkolwiek zmiany w tym zakresie, a Ormianie powinni pamiętać, że Rosja do takiej zmiany też nie doprowadzi, a celem rozgrywania przez nią tej kwestii jest tylko wywołanie chaosu i polaryzacji w Armenii, by móc znów poddać ją swojej kontroli. Podobnie jest ze sprawą jeńców (w szczególności rosyjskiego oligarchy Rubena Vardanjana), którzy zostali postawieni przed sądem w Azerbejdżanie. Rosja sama doprowadziła do ich uwięzienia (mogła ich ewakuować śmigłowcem), by mieć „męczenników”, którymi będzie mogła grać w swojej ingerencji w armeńskie wybory parlamentarne.
Tymczasem z komentarzy pojawiających się zarówno w azerbejdżańskich, jak i prorosyjskich mediach wyłania się bardzo mroczna alternatywa dla normalizacji relacji w przypadku powrotu do władzy ekipy prorosyjskiej. Propaganda azerbejdżańska już tworzy grunt pod ewentualny atak na Armenię, który mógłby być przedstawiany jako „wyprzedzająca obrona” w świetle pojawiających się już obecnie oskarżeń wobec Rosji o zwiększanie siły militarnej w Armenii w celu ataku na Azerbejdżan i oskarżeń, które pojawiłyby się pod adresem ekipy prorosyjskiej o planowanie zbrojnego odbicia Karabachu.
Warto dodać, że znów ta narracja rezonuje po stronie prorosyjskich mediów w Armenii, które twierdzą, że po odsunięciu od władzy Paszyniana (traktując to za pewnik) Azerbejdżan uzna to za pretekst do ataku na Armenię. Służy im to do promowania narracji, że tylko Rosja może uniemożliwić taki atak, ale pod warunkiem, że wygra wojnę w Ukrainie. To z kolei prowadzić ma do wniosku, że Ukraina i Zachód szkodzą bezpieczeństwu Armenii. Oczywiście, obie narracje są oparte na fałszywych przesłankach, bo Rosja obecnie nie ma zdolności do zaatakowania Azerbejdżanu, a już zdecydowanie nie udzieli militarnego wsparcia Armenii w przypadku ataku Azerbejdżanu. W takim scenariuszu najprawdopodobniej doszłoby do podziału Armenii między Azerbejdżan i Turcję oraz Rosję.
Jeśli porozumienie wejdzie w życie, to rozpocznie się proces całkowitego uniezależniania się Armenii od Rosji, co będzie miało dla niej wymiar historyczny. Dlatego Ormianie nie powinni traktować TRIPP jako ustępstw. Oczywiście, z perspektywy Turcji, Azerbejdżanu i całego świata turkijskiego (Azja Centralna) to strategiczny sukces geopolityczny o wymiarze historycznym. Niemniej to również sytuacja win-win. Otwarcie drogi Wschód-Zachód umożliwi dywersyfikację dostaw energii oraz handlu i w rezultacie zniesienie uzależnienia Armenii od Rosji w tym zakresie. Tymczasem to jest główny problem, który blokuje prozachodni kurs Armenii. Innymi słowy, zmiana w tym zakresie umożliwi podjęcie realnych kroków w kierunku integracji Armenii z UE, czego chce większość Ormian.
Wejście w życie porozumienia oznaczać będzie początek końca obecności rosyjskiej na Kaukazie Południowym, co będzie dla niej geopolityczną katastrofą. Dlatego zrobi ona wszystko, by je storpedować. Już kilka miesięcy temu Rosja, wykorzystując zamknięcie projektów USAID i US Agency for Global Media, zwiększyła swoje nakłady i zaangażowanie w operacje dezinformacyjne i psychologiczne w Armenii. Dlatego USA musi zweryfikować swoje podejście do soft power, jeśli chce zabezpieczyć swoje wejście do tego regionu (niezależnie od koniecznych działań UE w tym zakresie). Ale Rosja będzie wykorzystywać nie tylko te instrumenty. Porozumienie oznacza wzrost zagrożenia próbą przeprowadzenia prorosyjskiego przewrotu w Armenii, który dla tego kraju miałby katastrofalne (wyżej omówione) konsekwencje.
Inaczej sytuacja ma się z Iranem, który nie musi na tym porozumieniu stracić, jeśli doszłoby do dealu między nim a USA. Choć po wojnie 12-dniowej szanse na takie rozwiązanie zmalały, to nie jest ono niemożliwe. Wówczas obecność USA na Kaukazie Południowym nie będzie szkodzić Iranowi, który też mógłby zostać beneficjentem wyparcia Rosji. Możliwe byłoby bowiem połączenie Bliskiego Wschodu poprzez Iran i Kaukaz oraz Morze Czarne z Europą Środkową. Wymagałoby to jednak strategicznego zwrotu po stronie Iranu. Tymczasem połączenie świata turkijskiego nie jest jedynym powodem do zmartwień rządu Islamskiej Republiki. W wielu komentarzach porozumienie armeńsko-azerbejdżańskie wpisuje się w sprawę nowego rozumienia Porozumień Abrahamowych i łączenia TRIPP z tzw. „korytarzem Dawida”. Chodzi o hipotetyczne otwarcie połączenia między Izraelem a północnym Irakiem i/lub Turcją. Pierwszy wariant wiąże się z agresywną polityką Izraela wobec nowych władz Syrii i pozycjonowania się jako patrona mniejszości. Porozumienie z Druzami i Kurdami miałoby dać Izraelowi dostęp do irackiego Regionu Kurdystanu i w ten sposób zmienić całkowicie geopolityczny układ w regionie, ograniczyć wpływy arabskie, a potencjalnie otworzyć Izraelowi drogę do ekspansji (choć to raczej fantastyka, niemniej wyrażana zarówno przez izraelskich ekstremistów, jak i krytyków tego państwa).
W tym kontekście warto przypomnieć, że Izrael od dawna prowadzi intensywną współpracę w zakresie bezpieczeństwa z Azerbejdżanem, a połączenie „korytarza Dawida” z TRIPP możliwe byłoby albo poprzez Turcję, albo w wyniku dezintegracji Iranu (a wcześniej Iraku). Izrael oczywiście poparłby stworzenie niepodległego Kurdystanu, a także popiera roszczenia terytorialne Azerbejdżanu wobec irańskich prowincji Azerbejdżanu Zachodniego i Wschodniego (zwanych w narracji rewizjonistycznej „Azerbejdżanem Południowym”) oraz aktywność kurdyjskiej guerilli w Iranie (choć bez udzielania realnej pomocy). Niemniej perspektywa dezintegracji terytorialnej Iranu, a także niepodległości Kurdystanu, jest bardzo mało prawdopodobna i w wymiarze krótko- i średnioterminowym należy ją traktować jako fantastykę.
TRIPP może jednak służyć realizacji tych planów, jeśli doszłoby do porozumienia między Turcją a Izraelem w tej sprawie (co znów, w kontekście dynamiki działań Izraela w Strefie Gazy, jest mało prawdopodobne, choć niewykluczone w dalszej perspektywie). Z całą pewnością dążyć do tego będzie Donald Trump i jego administracja. W ich wizji Izrael powinien porozumieć się z nowymi władzami Syrii, a nowe porozumienia Izraela z Azerbejdżanem, Kazachstanem i (być może) Armenią miałyby nadać nowe znaczenie „Porozumieniom Abrahamowym” (daleko odmienne od pierwotnego). Kluczem jednak byłoby porozumienie Izrael–Turcja.
Czytaj też
Choć ta geopolityczna roszada brzmi dość fantastycznie, to należy pamiętać, że dynamika w regionie już dawno powinna przyzwyczaić do tego, że nic już nie jest niemożliwe. W tym kontekście rozwój wydarzeń na Kaukazie Płd. wpisywać się będzie w globalną rywalizację mocarstw. USA spychają Rosję do defensywy przed planowanym szczytem Trump–Putin, a wejście na Kaukaz Płd. USA może również skomplikować plany Chin. Pamiętać wciąż jednak trzeba, że piłka wciąż jest w grze, a strona, która nie doceni przeciwnika, przegra.
Milutki
Turcja jest cichym zwycięzcą porozumienia, nie będąc jego sygnotariuszem co akurat jest dla Turcji korzystne. Turcja będzie uczestniczyć w szlaku na własnych zasadach nie związana umową, droga z Armenii do Europy zadziała na Tureckich zasadach i warunkowane będzie stosunkiem Armenii do Turcji, ewentualnie USA do Turcji i Europy do Turcji. Turcja dostała też zmniejszenie wpływód Rosji i Iranu w regionie, a więc mniej militarnego nacisku na siebie z ich strony. Sprawa powrotu lub zadośćuczynienia uchodźców azerbejdżańskich wypędzonych przez Ormian z Zangezuru/Sjunik jeszcze wróci, może z udziałem USA i Turcji. Korytarz jest eksterytorialny, dzierżawa swojego terytorium innemu państwu jest eksterytorialnością, podobnie działał kanał panamski.
GB
Ale to nie Turcja dzierżawi to terytorium tylko USA. I to USA będzie beneficjentem tego obszaru. Owszem działa to na korzyść Turcji, ale i Armenii. Dopóki tam będzie USA to nie będzie wojen miedzy Armenią, a Azerbejdżanem. Korzystne byłoby założenia tam bazy wojskowej USA, no ale zobaczymy. Ruscy są wściekli i nawet coś ich propaganda mówi o kolejnej operacji specjalnej na Kaukazie.
Milutki
@GB, beneficjentem wskazanym na teraz będzie Azerbejdżan, korytarz będzie łączył jego główne terytorium z eksklawą Nachiczewania który jest ludnościowo wielkości polskiego niedużego powiatu. Dopiero akceptacja Turcji uczyni ten korytarz znaczącym oraz Armenia i USA zyskają na nim. Rosjanie są wściekli a Turcja zyskuje na tym, zostali oni osłabieni u tureckich granic bez żadnej tureckiej akcji. Teraz jeżeli Rosja chce pozostać w regionie to musi współpracować z Turcją, znaczenie Turcji rośnie przez to. Iran też jest osłabiony , Turcja została jedynym jego stabilnym i samodzielnym sąsiadem , Iran musi liczyć się z Turcją jeszcze bardziej, Armenia będzie podporządkowana USA
user_1074157
Straszliwa to klęska, Rosja już sie teraz nie podniesie :D
pomz
Kolejny "liść" po twarzy, tym razem u siebie na podwórku. Dostali od Jankesow, a sąsiedzi się patrzą i myślą xD
Przyszłość
Ten temat też będzie omawiany na alasce
Wania
No to się nazywa nowy wielobiegunowy świat. Rosja znowu na żaden biegun się nie załapała. Szlak Trumpa buachacha. Putin już podjął działania w celu przyciągnięcia Azerbejdżanu - zbombardował azerskie składy paliw na Ukrainie.
Borkow
Te porozumienie to akurat dla Turcji nie jest takie dobre. Turcja ma role miejscowego mocarstwa bez którego nic nie może byc trwałe a tutaj USA Turcje lekceważą. Turcja woli byc mocarstwem i wspólnie z Rosją decydowac o wszystkim. A tutaj wtrącają się USA.
Zbyszek
To wiąże Turcję w niektórych kwestiach ale też w innych ułatwia jej działanie. Rośnie jej aktywność w innych republikach tureckojęzycznych. Erdogan wolałby pewnie podporządkować sobie Armenie ale takie łatwe by to nie było - reakcja od Iranu przez Chiny po USA trudno przewidywalna. Oddaje część swojej autonomii Stanom w zamian może skupić się na ekspansji na wschód. Rosja raczej była rozgrywanym niż rozgrywającym. Ma potencjał do utrudniania ale nic więcej (chyba że Chiny by ją wsparły tylko czy chcą?)
TakToWidzę
Oczywiście w ruskim rozumieniu oba kraje kwalifikują się teraz do operacji napaść. 🤣 Tylko Turcja jak powie ruskim nie latać to nie będzie żartować. 🤣🤣🤣
Milutki
Turcja bierze udział w korytarzu na własnych zasadach i nie jest związana żadną umową, ewentualna droga z Armenii do Europy wciąż prowadzi przez Turcję i Armenia będzie musiała spełnić warunki Turcji.
TakToWidzę
Coraz większy wstyd dla rosji. Nie mogą latać na Europą, boją się nad Ukrainą i Syrią, nad Turcją grzecznie pytają o pozwolenie a coraz bliżej zakaz lotów nad południem rosji. 🤣🤣🤣 No to będzie się miedwiediew telepał ze złości.
Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy
To raczej chwilowe wejście USA w region. Ani Chiny, ani Turcja nie spasują. Na dłuższą metę wyjdzie, że USA jest w tym układzie ciałem obcym - które w tym regionie nie funkcjonuje i nie ma realnej dźwigni na ekonomię i sprawy militarne. Wojskowo nie popuści wpływów Turcja, a ekonomicznie Chiny - bo tu idzie o południową nitkę Nowego Jedwabnego Szlaku.
Igor Aretano
Klęska... Tylko na jak długo?
Zbyszek
W świetle tego co się dzieje w tym rejonie zastanawia mnie cały czas cisza ze strony Chin. Dla Pekinu nie powinno to być obojętne
Buczacza
Mam wrażenie, że termin i miejsce podpisania nieprzypadkowe. Tak to jest jak jak ktoś chce robić za rozgrywającego. A to jego rozgrywają.... W każdym bądź razie wspomniałem już dużo wcześniej. Czy chce czy nie russki mir upada dookoła. To jedno z odprysków 3 dniowej. Przy czym wcale nie największy odprysk. Dla mojej ulubionej ze wschodu...