Geopolityka

Chińska flota "zabetonowana" za pięć lat? [ANALIZA]

LCS typu Independence odpala pocisk NSM . Fot. US Navy
LCS typu Independence odpala pocisk NSM . Fot. US Navy

Stany Zjednoczone prowadzą obecnie szybką rozbudowę sił i środków militarnych, za pomocą których chcą wyrównać lokalną przewagę, jaką dają Chinom liczne systemy średniego zasięgu ziemia-woda i ziemia-ziemia, rozmieszczone wzdłuż ich wybrzeża. Stąd też trzeba zadać pytanie czy chińska flota zostanie w pewnym sensie "zabetonowana" na swoich wodach przybrzeżnych, tak samo, jak chociażby niemiecka marynarka wojenna w czasie ostatnich wojen światowych.

Kiedy latem ubiegłego roku Stany Zjednoczone wycofały się z „Układu o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu” (Intermediate-Range Nuclear Forces Treaty – INF), podpisanego jeszcze w 1987 roku wspólnie z ZSRR, wydawało się, że to sprawa pomiędzy Waszyngtonem a Moskwą. Oficjalnym powodem było nieprzestrzeganie postanowień umowy przez Rosjan, którzy naruszali zakaz budowy pocisków o zasięgu między 500 a 5500 km.

Większość komentatorów skupiła swoją uwagę na tym, jaki wpływ będzie miało zerwanie INF na stosunki Zachodu z Rosją i tym samym wyścigu zbrojeń w Europie. Wydaje się jednak, że jednostronna decyzja Donalda Trumpa o wyjściu z INF mogła mieć zupełnie inny cel i nie jest nim bynajmniej „wyrównywanie” balansu sił w Europie. Sygnatariuszem traktatu INF z 1987 roku nie była bowiem Chińska Republika Ludowa (ChRL), która w czasie podpisania tego dokumentu była państwem zacofanym i nie stwarzającym większego zagrożenia dla światowych supermocarstw, czy nawet wobec średniego wielkości sąsiadów regionalnych (o czym świadczyła nieudana agresja ChRL na Wietnam w 1979 r.). Nikt jednak nie podejrzewał wówczas, w zenicie zmagań amerykańsko-radzieckich, w jakim stopniu rozwiną się komunistyczne Chiny w ciągu kolejnych trzech dekad.

W czasie kiedy Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy triumfowali, po zwycięstwie w zimnej wojnie z ZSRR i najpierw rozbrajali się, a potem skierowali rozwój sił zbrojnych na fałszywe tory, pod potrzeby wojen kolonialnych określanych, jako „wojna z terrorem”, Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza znacznie bardziej efektywnie wykorzystywała ten czas. Pekin inwestował m.in. w rozwój uzbrojenia, którego zakazały sobie nawzajem Rosja (jako spadkobierca ZSRR) i USA. Amerykanie w swoich oficjalnych szacunkach podają, że Chinom udało się dzięki temu rozmieścić, do dnia dzisiejszego, 2 tysiące pocisków średniego zasięgu, przede wszystkim wzdłuż swojego wybrzeża. Oprócz najcięższych rakiet, startujących z wyrzutni lądowych, ChRL rozwinęła także pociski przeciwokrętowe dalekiego zasięgu, które można wystrzeliwać ze statków powietrznych i okrętów.

image
Próba lądowego Tomahawka w 2019. Fot. Department od Defence

Silna marynarka wojenna jest tak naprawdę ostatnim, rozbudowanym w ostatniej dekadzie, elementem dla stworzenia chińskiej przewagi w tzw. pierwszym pierścieniu wysp, ciągnącym się od Wysp Japońskich przez Filipiny, Tajwan, po zachodni brzeg Borneo. Obszar ten Chiny chciałyby widzieć jako własną strefę wpływów, co oznaczałoby ich ekonomiczną dominację na Dalekim Wschodzie. Szczególnie, że tam właśnie przecinają się wszystkie ważne morskie szlaki handlowe Dalekiego Wschodu czyli 1/3 wszystkich szlaków morskich świata.

Jak na razie, akwen ten jest strefą swobodnego przepływu towarów, czego pilnują Stany Zjednoczone i słabsi sąsiedzi ChRL, przy wsparciu nawet odległych państw Unii Europejskiej. Jeżeli obecnie doszłoby jednak do starcia o dominację nad tym obszarem, wówczas chińska flota mogłaby liczyć na wsparcie rakiet przeciwokrętowych odpalanych z wyrzutni lądowych (z lądu stałego i wysp) i samolotów, co znacznie wzmocniłoby jej siłę ognia. Wydaje się, że w tej sytuacji nawet połączona akcja amerykańskiej marynarki wojennej i jej lokalnych sojuszników, a nawet przy wsparciu NATO byłaby ryzykowna. Nawet jeśli odniesionoby zwycięstwo, to miałoby ono charakter tryumfu pyrrusowego, a więc okupionego olbrzymimi stratami w wykwalifikowanych załogach, okrętach i uzbrojeniu.

Zagrożenia, związane z wciągnięciem w tego rodzaju bitwę, są jednak widoczne dla Pentagonu. Skutkiem czego można domniemywać, że floty sprzymierzonych w razie „gorącej” wojny nie zaangażowałyby się teraz w ryzykowną operację, w zasięgu chińskich systemów ziemia-woda, co najwyżej ograniczając się do bezpieczniejszych operacji przy użyciu okrętów podwodnych i lotnictwa. W tej sytuacji flota chińska mogłaby jednak w miarę swobodnie operować na wodach koło wewnętrznego łańcucha wysp i zrealizować postawione przez Pekin zadania. Oznaczać to może chociażby przeprowadzenie udanej inwazji na Tajwan czy zajęcie innych spornych wysp w regionie.

Taki scenariusz podważałby wiarygodność USA jako sojusznika i powodowałoby konieczność kosztownego odbijania terytoriów w dalszym toku trwania działań zbrojnych. Jak miało to miejsce np. w przypadku Filipin – utraconych i następnie odbitych zbrojnie przez USA w czasie drugiej wojny światowej.

Wydaje się jednak, że Stany Zjednoczone raczej chciałyby uniknąć takiego scenariusza (co ważne utrata Filipin w 1942 r., także nie była planowana) i wybudować potencjał odstraszania, który pozwoli na uniknięcie wojny. Zaś ostatecznie, w razie konfliktu doprowadziłby do pokonania marynarki wojennej ChRL i wpierających ją wojsk rakietowych oraz lotnictwa, już w pierwszej fazie działań zbrojnych.

I właśnie zerwanie traktatu INF wydaje się być kluczowym krokiem do zmiany, obecnej niekorzystnej dla USA, sytuacji w regionie. Po zniknięciu ograniczeń, Amerykanie planują bowiem rozmieszczać własne systemy rakietowe na swoistych „niezatapialnych okrętach”, jakimi są większe i mniejsze wyspy w rejonie Morza Południowochińskiego. Chodzi tu zapewne, także o systemy antydostępowe, ale w szczególności mówi się dzisiaj o pociskach przeciwokrętowych - manewrujących i balistycznych.

image
HIMARS Marines ląduje... Fot. USMC
image
...i strzela Fot. USMC

Od czasu wycofania się z INF kolejne kroki podejmowane są przez Waszyngton bardzo szybko. Już 2 sierpnia 2019 roku władze USA poinformowały, że „odpowiedzą” na obecność chińskich wojsk rakietowych, a następnego dnia sekretarz obrony Mark Esper powiedział, że chciałby aby w Azji „w ciągu miesięcy” zostały rozmieszczone bazy wyposażone w odpowiednie rakiety. Dodał następnie, że niestety nie jest to technicznie możliwe i zajmie to więcej czasu, ale intensywne wysiłki w tym kierunku zostały podjęte. Zauważyć należy przy tym, że w sierpniu przetestowana została możliwość odpalania pocisków manewrujących Tomahawk z wyrzutni naziemnych. Uzbrojenie to było dotąd używane tylko przez amerykańskie okręty. Z kolei w grudniu – odpalany z wyrzutni naziemnej pocisk balistyczny.

Nowa rola Marines

Zagrozić Chińczykom ma nie kto inny, jak amerykańscy Marines, których Korpus zaczyna właśnie przechodzić rewolucyjne zmiany. Jak każda piechota morska na świecie formacja ta zaczynała jako wojsko do ochrony okrętów i statków oraz przeprowadzania abordaży. Z czasem stała się elitarną, profesjonalną siłą do interweniowania w różnych tzw. "wojnach bananowych" w Ameryce Środkowej i Południowej.

image
HIMARS USMC Fot. USMC

Jednak na początku XX wieku, w wyniku wdrażania w czyn doktryn admirała Alfreda Mahana, dla Marines znaleziono zadanie także w ewentualnej wojnie z poważnym przeciwnikiem. Odtąd mieli za zadanie tworzyć wysunięte bazy w wybranych rejonach świata. Po ustanowieniu i zabezpieczeniu przyczółka, zadaniem piechoty morskiej było stworzenie bezpiecznej przystani dla własnej floty i ochrona składowanych tam dla niej zapasów węgla i amunicji. Tak, aby amerykańska flota liniowa mogła operować na wskazanym akwenie, wypracowując przewagę nad przeciwnikiem. Szczególnie, gdy ten pozbawiony byłby analogicznych baz i musiałby być może ograniczać się tylko do użycia dysponujących większym zasięgiem, ale słabszych pod względem siły ognia i opancerzenia krążowników.

Doktryna wysuniętej bazy była potem modyfikowana, ale w zasadzie była stosowana jeszcze w czasie drugiej wojny światowej. Tyle, że baza nie służyła już wtedy składowaniu węgla, zastąpionemu ropą, a przede wszystkim utrzymywaniu lotnisk dla własnych samolotów. Dzięki czemu USA osiągały przewagę nad przeciwnikiem w wymiarze lokalnym, jak również umożliwiły sobie przeprowadzanie nalotów strategicznych na dalszych dystansach.

W ostatnich dziesięcioleciach, a szczególnie w wyniku tzw. wojny z terrorem, wyspecjalizowana formacja uderzeniowa jaką byli Marines, zaczęła przeradzać się w coś coraz bardziej przypominającego klasyczną armię lądową, z własnymi jednostkami pancernymi, artylerią i bojowymi wozami piechoty. Mówiąc wprost - Marines rzadko oglądali morze, w tym czasie walcząc w Iraku i samym centrum kontynentu euroazjatyckiego czyli w Afganistanie.

Teraz następuje swoisty powrót do korzeni całej formacji. Amerykańska Piechota Morska znowu będzie tworzyć wysunięte bazy, ale już nie dla samolotów, a właśnie dla pocisków rakietowych. Wygląda też na to, że nie będą to wielkie, nieliczne bazy zainstalowane już w czasie pokoju z potężną infrastrukturą, a liczne przyczółki na wielu wyspach z tzw. „pierwszego łańcucha wysp” okalających Chiny. Będą one dokładały własną siłę ognia do tego prowadzonego przez okręty, podczas gdy same pozostaną stosunkowo bezkarne. Wyrzutnie ukryte na wyspach trudniej wykryć niż okręt, szczególnie kiedy dynamicznie pojawią się tam w trakcie prowadzonego konfliktu. Ostrzelanie baterii pocisków ziemia-woda czy ziemia-ziemia, także nie będzie wiązało się z ich zniszczeniem, tak jak często ma to miejsce w przypadku trafieniu we współczesnej wojnie okrętu i to nawet pojedynczą rakietą.

image
Fot. USMC

Marines mają pozbyć się czołgów i bojowych wozów piechoty. Powstaną za to „małe mobilne jednostki”. Jak będą one dokładnie wyglądały na razie nie wiadomo, ale z pewnością będą miały do dyspozycji szeroka gamę środków rozpoznania i będą wpięte w sieć dowodzenia. Będą też dysonowały amfibijnymi transporterami i zapewne własnymi środkami lotniczymi, takimi jak śmigłowce czy nawet samoloty pionowego startu i lądowania.

Podobnie, jak w przypadku ich poprzedników budujących bazy z węglem i umacniających przyczółki w drugiej wojnie światowej (Sea Bees), jednostki Marines będą też miały silny element inżynieryjny. Otwarte pozostaje pytanie na ile tego rodzaju zgrupowania będą odporne na chińskie ataki, które mogą zostać przeprowadzone za pomocą lotnictwa, ostrzału rakietowego, artyleryjskiego, nie wspominając o możliwości operacji sił specjalnych. Zagrożenie z powietrza mogłoby niwelować przynajmniej częściowo amerykańskie lotnictwo bojowe, które przechwytywałoby nadlatujące pociski. Znacznie miałyby też własne systemy antydostępowe.

Nie wszystkie państwa regionu mogą też wyrazić zgodę na obecność Amerykanów. W tym roku najważniejsze porozumienie wojskowe z USA odrzucił prezydent Filipin Rodrigo Duerte, który zdaje się chcieć balansować w swej polityce, gdzieś pomiędzy Chinami a USA.

Jeżeli chodzi o uzbrojenie ofensywne to Marines mieliby otrzymać dalekosiężną artylerię rakietową w postaci zakupionych też przez Polskę wyrzutni M142 HIMARS. Już one same umożliwiają obecnie ostrzeliwanie celów odległych nawet do 300 km  (pociski MGM-140 ATacMS). Lockheed Martin i Raytheon pracują od 2016 roku nad pociskiem do HIMARS-a o jeszcze większym zasięgu. Tzw. Precision Strike Missile (PrSM) do niedawna miał osiągnąć zasięg rażenia „499 km”, ale po wycofaniu się z traktatu INF będzie on zapewne większy. Wstępna gotowość operacyjna PrSM ma zostać osiągnięta w 2023 roku.

Z kolei, już w propozycjach budżetowych na 2021 rok, pojawił się zakup 48 „lądowych” Tomahawków dla Marines za 125 mln USD. Pocisk taki ma 1600 km zasięgu. Gotowość do użycia Tomahawków ma nastąpić „bardzo szybko” – testy mają zostać przeprowadzone do końca roku 2022, a gotowość w 2023 r. Tomahawk jest określany przez Marines jako „nieco zbyt ciężki” dla tego rodzaju wojsk, ale najwyraźniej chodzi o zdobycie doświadczenia z pociskami manewrującymi, przed pojawieniem się jakiego docelowego oręża. Poza tym uzbrojenie to jest dojrzałym rozwiązaniem i można szybko się go nauczyć.

Lądowe Tomahawki mają być używane raczej do rażenia celów lądowych. Do niszczenie okrętów Korpus testuje norweski pocisk Naval Strike Missile (NSM), używany w Polsce w Nadbrzeżnej Jednostce Rakietowej. Jego kolejny test ma zostać przeprowadzony w czerwcu. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, Piechota Morska ma zakupić do 2022 roku 30 pocisków NSM (dla porównania Polska ma ich ponad 60). Zarówno NSM jak i Tomahawk mogą zostać użyte elastycznie i do niszczenia celów morskich i lądowych.

Pierwsze zakupy pocisków, o których tu wspomniano (30 NSM, 48 Tomahawków) balansu sił zbytnio nie zmienią, ale będą sygnałem politycznym. A za tymi, tak naprawdę wstępnymi, partiami zakupowymi będą szły kolejne znacznie większe. Szczególnie że już teraz rośnie nasycenie US Navy i US Marine Corps samolotami 5. generacji i nowymi pociskami przeciwokrętowymi. Eksploatowane obecnie samoloty takie jak B-1 czy F/A-18E/F dostają właśnie na uzbrojenie najnowsze trudnowykrywalne pociski przeciwokrętowe AGM-158C LRASM (Long Range Anti-Ship Missile), rozwinięte na podstawie znanych w Polsce i zakupionych dla Jastrzębi pocisków manewrujących JASSM-ER.

LRASM cechują się 800 km zasięgu i są zaopatrzone w 450 kg głowicę bojową. Do służby wchodzą od 2018 roku. Obecnie rozmieszcza się je i zamawia na zasadzie pilnej potrzeby operacyjnej. Na 2021 rok planowanie jest wydanie na nie 224 mln USD za 53 egzemplarze, a do 2025 roku ma ich być ponad 400. Trafienie jedną taką rakietą zatapia, bądź wyłącza z bitwy, okręt klasy niszczyciela. Samych JASSM-ER służących raczej do atakowania celów naziemnych Pentagon chce w przyszłym tylko roku dokupić 400 sztuk.

image
Zrzut pocisku LRASM z bombowca B-1. Fot. DARPA

Trwają także prace nad kolejnymi pociskami przeciwokrętowymi wystrzeliwanymi z brzegu. Długodystansowy pocisk tej klasy testuje właśnie US Army. Departament Stanu zażądał też 3,2 mld USD na programy badawcze na nowymi typami  pocisków hipersonicznych.

Amerykańskie pomysły nie są wielkim novum. Na szybkie elastyczne siły zdolne do zajęcia i ufortyfikowania wybranych wysp, rozstawienia systemów antydostępowych i innych rakietowych postawiły w swojej oficjalnej doktrynie Japonia i Tajwan. Do podobnych działań są zdolne siły zbrojne innej lokalnej siły, czyli Republiki Korei. W razie ewentualnego konfliktu prawdopodobne jest współdziałanie Amerykanów i wojsk tych państw, które podzieliłyby się zabezpieczeniem kolejnych wysp, a co za tym idzie akweny morskie, na których nakładałyby się pola ostrzału z różnych miejsc.

 

Co na to Chiny?

Wszystkie wspomniane działania nie uchodzą uwadze ChRL, która w obecnej sytuacji krytykuje „agresywną postawę” USA. Zaś sama buduje w najlepsze sztuczne wyspy z portami i lotniskami. Z jednej strony ma to umocnić chińskie prawa do kolejnych obszarów morskich. Z drugiej można na nich rozmieszczać systemy antydostępowe i przeciwokrętowe, a na większych nawet bazy lotnicze, co ma zwiększyć zasięg bezpiecznego operowania chińskiej Floty wewnątrz „pierwszego łańcucha wysp”.

Obecnie wydaje się jednak, że żadna ze stron nie zamierza rezygnować ze wzmacniania systemu tych niezatapialnych fortec w regionie i eskalacja sytuacji w następnych latach jest coraz bardziej prawdopodobna. Pojawiają się spekulacje, że zdecydowana rozbudowa amerykańska w regionie sprawi, że cały wysiłek włożony w budowę chińskiej marynarki stanie się bezcelowy, a ona sama zostanie „zakorkowana” na macierzystych wodach do 2024-2025 roku. Tak jak niemiecka Hochseeflotte w pierwszej wojnie światowej. Konflikcie, w którym nota bene został zatrzymany rozwój drugiej potęgi świata która zaczęła zagrażać pierwszej.

image
Scapa Flow 1919. Niemiecka Hochseeflotte tonie bez stoczenia ostatecznej bitwy. Niemal całą Wielką Wojnę spędziła w bazach, gdzie doszło w końcu do buntu. Czy podobny los czeka flotę ChRL? Fot. Royal Navy, Public Domain

Swój potencjał rozwija też ChRL, która konstruuje nie tylko pociski rakietowe i flotę, ale także buduje kolejne samoloty bojowe 5. generacji J-20, o których mówi się, że mają być też trudnowykrywalnymi nosicielami pocisków przeciwokrętowych. Nie wiadomo też jakie są dokładne parametry uzbrojenia chińskiego i co tak naprawdę potrafią systemy Państwa Środka, a przynajmniej wiedza na ten temat nie jest aż tak szeroka, jak w przypadku broni państw demokratycznych. Czy w razie konfrontacji okażą się trudnym przeciwnikiem, walczącym z amerykańskimi odpowiednikami jak równy z różnym, czy też nastąpi ich pogrom a cała budowana potęga rozsypie się jak domek z kart?

Komentarze (36)

  1. Dalej patrzący

    @oskarm - Chinom [patrząc długofalowo - strategicznie] chodzi PRZYNAJMNIEJ o pełną [podwodną i przez to nawodną] kontrolę akwenów w obrębie pierwszego łańcucha wysp. Bo kontrolę powietrzna [rakietowa i lotniczą] już mają względem pierwszego łańcucha wysp - a w drugim łańcuchu wysp powstają schrony przeciwatomowe np. na Guam - i rozprasza się lotnictwo bazowe i robi dla nich schrony. Wtedy - po osiągnięciu kontroli pod wodą i na wodzie w wewnętrznych akwenach przez Chiny - tamtejsi dotychczasowi wyspiarscy sojusznicy USA [żyjący w dużej mierze z morza] z pierwszego łańcucha wysp - obrócą się na Chiny. Flota USA bez walki straci bazy i zostanie wypchnięta do drugiego łańcucha wysp [na czele z Guam] - a faktycznie - odepchnięta do Hawajów. To umożliwi zasadniczą zmianę na niekorzyść US Navy i amerykańskiej projekcji siły względem Chin. A flota chińska zyska bazy w pierwszym łańcuchu wysp - zaprzęgnie dotychczasowych sojuszników USA do swej strefy siły - flota chińska [i lotnictwo i systemy A2/AD - pozahoryzontalne real-time i projekcja rakiet ofensywnych i defensywnych] zyskają nowe bazy z projekcją działań wysuniętą na pełnym Pacyfiku. Ten proces już kiełkuje - widać zwrot Filipin - w lutym Maduro wyprosiła USA z Filipin. Dla strategów Waszyngtonu i wg renomowanych think-tanków - to katastrofa. Co do dostaw morskich i "wystarczającej" blokady tysiące kilometrów dalej - mylisz się całkowicie. Po to jest korytarz północny w Pakistanie i po to Iran został jesienią obrócony na Chiny - by rurociągami ropa i gaz szły lądem do Chin - poza zasięgiem US Navy. Po to Chiny wypychają US Navy z Hajfy i wiążą i kuszą Izrael inwestycjami i obrotem handlowym - by zyskać przez Synaj łącznik lądowy do Afryki - do transportu lądowego surowców poza zasięgiem US Navy. Po to Chiny ustanawiają porty-bazy "sznura pereł" Oceanu Indyjskiego - by w kolejnym kroku zainstalować tam A2/AD o dużym zasięgu - jako logiczne rozwinięcie instalowania systemów A2/AD w Chinach kontynentalnych, co od dekady wypchnęło lotniskowce US Navy i duże jednostki z wewnętrznych akwenów wokół Chin. I demonstracyjne wizyty amerykańskiego lotniskowca w Wietnamie - ubrane medialnie jako "kurtuazyjne" - nic nie zmieniają dla US Navy w obrachunku dostępności tych akwenów dla działań bojowych wielkich jednostek US Navy. To wszystko nie jest CZY? - tylko KIEDY? Przy odpowiednim zasięgu tych chińskich A2/AD z portów-baz "sznura pereł" - Chiny ustanowią pełną kontrolę przybrzeżnego pasa [na kilkaset km] wód Oceanu Indyjskiego - od Afryki do Iranu i Pakistanu. Dylemat Malakka w tym układzie nie istnieje - a USA będzie miało problem z tytułu pełnej kontroli przez Chiny i Zatoki Perskiej i Morza Czerwonego i Suezu. Jakie systemy obrony okrętów są wdrażane przed rojami dronów podwodnych? W ogóle - jak można się obronić przed atakiem roju dronów [w dowolnej domenie - także powietrznej] o odpowiedniej przełamującej saturacji liczebnej? Przecież tu kalkulacja koszt/efekt jest zdecydowanie po stronie atakującego. Zreszta - Chiny przechodzą od modelu produkcyjno-eksportowego - opartego o rynki zewnętrzne - na model rynku wewnętrznego, budowania klasy średniej - i społeczeństwa innowacyjnego - co zamierzają osiągnąć w pierwszym etapie do 2025 ["made in China 2025"] a potem w drugim do 2035. wtedy też [ca 2035] zamierzają prześcignąć USA także w technologiach wojskowych - co pozwoli im na uporządkowanie ich azjatyckiego podwórka - nie staną się hegemonem świata - nim przedtem nie staną się hegemonem Azji - a potem Eurazji - a potem tzw. Wyspy Świata. Działają metodycznie i planowo - strategia USA jest spóźniona o dekadę. Za półtorej dekady w Australii będą rwali szaty, że lekkomyślnie opowiedzieli się po stronie USA. Tzn. już biadają nad cłami i nad zamykaniem rynku przez Chiny - ale to na razie "tylko" biadanie nad ekonomią i strata zysków. Za półtorej dekady będą biadać już nad bezpośrednim fizycznym zagrożeniem - wiszącym na cienkiej nitce jak miecz Damoklesa. Wystarczy kilkanaście baterii DF-41 [czy wtedy już nowszych rakiet strategicznych - wielogłowicowych] wymierzonych w Australię - i Australia sama skapituluje.

    1. [email protected]

      Tak skapituluje jak Ukraina przed Rosją? Widzę że jesteś "wielkim" geostrategiem. Tylko nie liczysz się ze zdaniem społeczeństw.

  2. ito

    Wielkie zabiegi dla zrównoważenia floty, która 40 lat temu nie istniała, a 20 lat temu się nie liczyła. Widać postęp... ale jakby nie od strony Amerykanów.

  3. ito

    Bardzo słuszna uwaga co do tej drugiej i pierwszej potęgi świata w czasie I wojny światowej, ale zatrzymana w pół zdania- druga potęga świata, ta pokonana, była w stanie odbudować potencjał w ciągu niecałego ćwierćwiecza. Pierwsza potęga świata nigdy już do siebie po tej wojnie nie doszła- najpierw utraciła bezwzględnie dominującą pozycję, a potem się już tylko staczała- do drugiej, trzeciej ligi, aż do tego, co widzimy dzisiaj. A wszystko nie w skutek działań militarnych, a w skutek utraty dochodów przez zmiany na arenie międzynarodowej. Patrząc na iście imperialny wdzięk w brytyjskim stylu z jakim Trump rozgrywa sprawy międzynarodowe tak mi się jakoś czknęło.

    1. Użytkownik

      "Pierwsza potęga świata nigdy już do siebie po tej wojnie nie doszła- najpierw utraciła bezwzględnie dominującą pozycję, a potem się już tylko staczała- do drugiej, trzeciej ligi, aż do tego, co widzimy dzisiaj." To o UK? To żart jakiś? Trzecia liga, i dalej, poniżej jeszcze? Poniosło cię trochę.

    2. gnago

      EE a jaką to armię może zmobilizować. Wymień brytyjskie bazy militarne na świecie . Fakt pozostaje faktem to blada forma poprzedniej potęgi. Zwyczajnie brytyjska przystawka do anglosaskiego hegemona USA

    3. Użytkownik

      Piąta ekonomia świata. 16 baz na całym świecie, więcej ma tylko US. Potęga nuklearna. To nawet nie druga liga, to pierwsza!

  4. WSI24

    Chiny są na swoim podwórku, wiec mają przewagę w razie ewentualnej wojny. USA nie stać na takie zwiększenie potencjału, żeby zagrozić Chinom, to nie przeciwnik typu Irak, gdzie mogli sobie przycumować blisko lądu lotniskowiec i bezkarnie latać.

    1. Orthodox

      Przecież jest dokładnie objaśnione, że chodzi o tworzenie przyczółków przekształcanych w ,,niezatapialne lotniskowce".

    2. a tam

      Taktyczna broń jądrowa z łatwością wyelimunuje te ,,niezatapialne lotniskowce". Od tego USA powinno zacząć.

    3. Orthodox

      Przemyśl sobie z czym, dla obu stron, wiąże się użycie nawet taktycznej broni atomowej.

  5. Dalej patrzący

    Tu nie chodzi wcale o wielkie okręty i drogie systemy rakietowe, lotnicze itd. Ten wygra na Morzu Południowochińskim, który wygra podwodną wojnę dronów. Bo to zapewni kontrolę obszaru i przepływów strategicznych [flot handlowych]. Jeżeli wygrają Chiny - to w strefie pierwszego łańcucha wysp US Navy nie będzie w stanie operować nawet małymi jednostkami. I odwrotnie - jeżeli wygra US Navy - to wszelkie plany Pekinu co do wyjścia "błękitnej floty na ocean" - a nawet wyjścia z portów - będą pozbawione sensu - a cała flota będzie miała charakter reprezentacyjno-symboliczny przed utylizacją na żyletki. Tak naprawdę obie strony nie rozumieją RMA i działają bardziej owczym pędem wg zasady lustra, jak to robiły obie strony w zimnej wojnie [czyli "jak oni mają - to i my musimy mieć"]. Stąd budowa wielkich jednostek nawodnych i podwodnych, liczenie wyrzutni rakiet, samolotów na lotniskowcach i bazowania lądowego itp. tradycyjne "stałe fragmenty gry".

    1. H

      rakiety przeciw okrętowe są wielokrotnie tańsze, szybsze i o większym zasięgu niż drony podwodne

    2. Kałboj

      No, w końcu dopełniłeś się kolego! Nikt już nie rozumie RMA, oprócz ciebie, oczywiście...

    3. Dalej patrzący

      I demaskują sprawcę. A tu chodzi o kontrole poniżej progu wojny kinetycznej - swoistą wojnę hybrydową. Nie mówiąc o nieskuteczności tych rakiet na okręty podwodne.

  6. adssdsd

    Z malenkim wietnamem nie umieli sobie poradzic to z chinami chca?

    1. H

      Chiny przegrały z Wietnamem wyniszczonym wojną z USA

    2. plusik

      USA w sumie również a było to dawno temu. Przysnęło ci sie bo od tego czasu wiele się zmieniło

    3. clash

      Malo tego dzisiaj Wietnam jest glownym sprzymiezencem USA …...

  7. Zjjzjzjs

    2 wojny swiatowa USA - Niemcy : PKB 5 do 1. Ludnosc 2 do 1. 2020 Chiny -USA: PKB 1 do 1. Ludnosc 4 do 1.

    1. bobo

      Za Ameryką stanie Japonia, Australia może nawet Korea Płd i Indie bo hegemonia Chin w regionie to dla tych państw większy problem niż dla Ameryki. Rosja i prawdopodobnie UE pozostaną neutralne. Tak więc Chiny będą jednak na słabszej pozycji gospodarczo ale i ludnościowo.

    2. asdasd

      Watpie

    3. dfdgddd

      Austarlia i Japonia raczej rozminowywanie logistyka i wsparcie nie wejda w otwarty konflikt . Kore pld, ich najwiekszym wrogiem jest japoni wiec po co mieli by wzmacniac japonczykow? Indie nie sa tak glupi zeby byc miesem armatnim amerykanow.

  8. Yuiioo

    Bardzo ciekawa analiza universytetu Sydney. W pierwszych godzinach konfliktu amerykanie straciliby 70% lotnictwa w rejonie. AVERTING CRISIS: AMERICAN STRATEGY, MILITARY SPENDINGCOLLECTIVE DEFENCE IN THE INDO-PACIFIC

  9. Ghjkk

    No tak a chinczycy beda przez 5 lat spali i nic z tym nie zrobia.

  10. Fhkiughj

    Dokladnie to zrobila marynarka brytyjska z chinami w 19w. Zablokowala ujscie rzeki perlowej swoja flota i chiny padly gospodarczo. Amerykanom marzy sie teraz ten sam manewr ale chinczycy nie sa w ciemie bici. Ucza sie na bledach, teraz maja rakiety i nowoczesna flote.

  11. Palmel

    Bo Chińczycy będą się przyglądać jak amerykanie budują flotę a wszyscy zapominają o impulsie elektromagnetycznym, WRE i laserkach za 10 zł którymi można oślepiać pilotów jak naszego F16, tak że amerykanie nie powinni zapomnieć o zabraniu wioseł na pokład swoich okrętów aby wrócić po użyciu impulsika do siebie albo ściągać okrętów z mielizn jak po wyłączeniu GPS'a i wejdą na mielizny, zapomnieli że każdy kij ma dwa końce a bazy Chińskie w Syrii, Afryce zachodniej, Iraku

    1. Ab

      Rozumiem, że Chiny w razie konfliktu zbrojnego Chiny będą zaopatrywać telereporterem?

    2. gnago

      Nie, starczą ciężarówka.

  12. Andrettoni

    Stany Zjednoczone przygotowują się do wojny, której nie będzie. ChRL ma 1,5 miliarda mieszkańców - 5 razy więcej niż USA, a to oznacza, że może zbudować 5 razy większą armię tym samym kosztem, a ma jaką? Mniejszą. Dla ułatwienia przyjmijmy, że gospodarka USA i ChRL jest taka sama. Czyli przeciętny Chińczyk jest przeciętnie 5 razy biedniejszy niż przeciętny Amerykanin. Jest oczywiste, ze dystans ten będzie się zmniejszał i przeciętny Chińczyk będzie 4 razy biedniejszy, a później 3 razy biedniejszy niż Amerykanin, a może nawet 2 razy biedniejszy niż Amerykanin. Ciągle będzie biedniejszy. Jednak w momencie gdy przeciętny Chińczyk będzie biedniejszy 2 razy od Amerykanina ChRL będą jako kraj 2,5 raza bogatsze od USA... To jest proces nie do uniknięcia. Wynika to z globalizacji i wyrównywania poziomu życia na całym świecie. O wiele łatwiej jest wyjść z biedy niż pomnażać bogactwo już bogatego narodu. Mówimy tutaj o średniej - większość Chińczyków dalej mieszka na wsi i jest bardzo biedna. Owszem 50 mln chińczyków ma podobno telefony 5G - tylko to jest 3% Chińczyków... Recesja może dotknąć tylko 10-20% bogatszych obywateli, gdy pozostałe 80% biednych dalej się bogaci i chętnie zajmie ich miejsce. Większość Chińczyków dalej uprawia ryż, hoduje kozy i nigdy nie leciało samolotem. Nie kupują pickupa tylko motorower i nim ciągną wózek. Problem USA nie polega na "nowinkach technicznych" tylko na nieustannym bogaceniu się biedaków. System chiński jest typowo komunistyczny i biedni podatków nie płacą - płacą go bogaci. Dzięki temu biedni szybko się bogacą i dołączają do grona podatników. Ten proces będzie trwał jeszcze lata albo dziesiątki lat. Niby dlaczego miałby się zatrzymać? Dla miliarda Chińczyków Nasz poziom życia, czyli samochód, smartfon, laptop itd., to dalej jest dopiero cel, a ich kraj ma wszystkie technologie i fabryki by ten cel realizować. To jest trochę jak USA w czasach "dzikiego zachodu" gdy wybudowano kolej. Oczywiście w Chinach często jest to tzw. "szybka kolej", ale to jest ten sam etap ekspansji - obszar kraju został skomunikowany z metropolią. Teraz każdy może "sprzedać krowę" albo "skóry bobra" i wysłać do metropolii kupując rożne towary. Towary, które na prowincji są niemal magiczne - jak dawniej gramofony. W miastach na ludzi, którzy się wzbogacą już czekają puste domy - całe dzielnice wybudowane "na wyrost". Czym dla USA był tamten czas szybkiego rozwoju wiemy z historii i teraz to samo czeka Chiny. Migracja rolników do miast i rozwój "latyfundiów" bogaczy, którzy przejma ich ziemię i podniosą wydajność rolnictwa. Wszystko to pod kontrolą państwa pilnującego zysków. Czy Stany Zjednoczone potrzebowały stałego dopływu technologii i towarów w czasie tego boomu, który wtedy nastąpił? Nie - rozwijały się same. Niestety cały czas w świadomości funkcjonuje pogląd, że Chiny są bogate i rozwinięte. Jako kraj tak, ale większość kraju i Chińczyków jest zacofana. To co uważamy za "wysokie liczby" np. ilość telefonów 5G - musi wynosić nie 50 mln tylko 1 mld, a może 2 mld lub 3 mld, bo niektórzy mają 2 lub 3 telefony, liczba samochodów to samo - z 1 mld. Sprzedaż PlayStation to nie 1 mln czy 10 mln - tylko 300 mln - 500 mln. Takie muszą być liczby, by gospodarka chińska mogła się załamać jako całość. Dlatego nie zdziwmy się jak armia ChRL będzie 2 razy silniejsza od armii USA jako całość i to zarówno w liczbie jak i jakości. Na razie jest daleko i do liczby i do jakości. Armia chińska pochłania mały procent rosnącego dobrobytu - dużo mniejszy niż w USA, nie mówiąc o Rosji czy o takim militarystycznym kraju jak Korea Północna. Są rzeczy, które w Chinach kuleją i to bardzo w gospodarce - jest za mało inżynierów i specjalistów, bo przemysł rozwija się tak szybko, ze system edukacyjny nie nadąża. Warto na to zwrócić uwagę, bo jeśli USA i "kraje zachodnie" chcą odbudować przemysł to czeka nas ten sam problem. Po wybudowaniu elektrowni by mieć czym zasilać fabryki i po zdobyciu surowców trzeba mieć jeszcze wykwalifikowany personel, a my budujemy sektor usługowy również w szkolnictwie - doi fabryk trzeba absolwentów zawodówek i techników, a nie liceów i studiów policealnych oraz licencjatów. Trzeba umieć spawać by produkować czołgi, okręty, ale też statki czy lokomotywy. Trzeba obsługiwać obrabiarki, programować linie produkcyjne itd. To nie są plany na miesiące tylko na lata. Tymczasem Amerykanie "bronią wolności handlu" gdy większość statków w tamtym rejonie jest chińska i wiozą chińskie towary. Nie chodzi o obronę wolności przepływu tylko o możliwość blokady gospodarczej. Tylko, ze Chiny mają alternatywne drogi transportu. Na północy wzdłuż brzegów Rosji ze względu na ocieplenie klimatu mamy szlak transportowy, który jest alternatywa dla Oceanu Indyjskiego. Zablokować może go tylko Rosja, która jednak chyba woli czerpać haracz od Chińczyków. Kolejny szlak to droga lądowa, która w zasadzie już istnieje tylko trzeba zwiększyć jej przepustowość - co się dzieje. Na tych dwóch szlakach amerykańska przewaga na Pacyfiku nic nie da. Potrzebne są lodołamacze i bazy w Arktyce. Ponadto Chiny mają do dyspozycji gigantyczny rynek wewnętrzny, który wymaga tanich i dobrej jakości towarów, a nie towarów innowacyjnych i nowoczesnych oraz całą Azję wraz z Rosją. W obliczu sankcji to Chiny są głównym partnerem dla Rosji czy Iranu. Amerykanie (i ich partnerzy) sami te rynki opuścili. Chiny, Rosja czy Iran to rynki zbytu z których nie korzystamy z własnej woli. Oczywiście zbyt i tak następuje droga okrężną - nasze jabłka do Rosji sprzedaje Białoruś, a kurczaki do Chin Singapur. Globalizacja jest faktem. Sankcje nie zamykają granic tylko zmieniają łańcuchy dostaw. Nawet przychylność jakiegoś kraju nic nie da, bo zorganizuje to droga okrężną dla zysku jakaś korporacja albo po prostu mafia. Zwiększasz akcyzę na papierosy to zaczynają latać drony. Drony musi łapać straż graniczna i policja, a pieniądze na to idą z akcyzy... W wypadku Chin mówimy o pieniądzach gigantycznych. Jeśli każdy Chińczyk da kilo ryżu, to osoba(korporacja), która sprzeda Chińczykom silnik do F-35 dostanie 1,5 mld kilogramów ryżu, czyli 1,5 mln ton. Można to przeliczyć na dolary, złoto albo cokolwiek. Ile lat sekret tych silników zostanie zachowany, jeżeli mówimy o zapłacie w postaci dosłownie miliarda USD? W momencie kryzysu gospodarczego i upadku wielu linii lotniczych wszelkie technologie, których Chiny jeszcze nie mają mogą tam trafić z rąk desperatów. Zarówno z rąk Amerykanów jak i każdego kraju, który posiada Amerykańskie technologie. Upadające firmy, wojskowi z hipotekami na domach itd. Im więcej F-35 tym szybciej jakiś wyląduje w Chinach. Nie z powodu ideologii tylko pieniędzy. Im więcej ich lata tym szybciej jakiś się rozbije i Chińczycy kupią szczątki. Co naprawdę potrafią Chiny? Czy się rozsypia jak domek z kart? Jakie parametry ma ich sprzęt?Bardziej mnie martwi kryzys, który nas niedługo dotknie - również USA i jak długo da się utrzymać technologie w czasie tego kryzysu... Możecie negować to co napisałem, ale w zasadzie jest to kwestia niedługiego czasu gdy moje przewidywania zostaną zweryfikowane. Dlatego proponowałbym bardzo zadbać o wojskowych oraz p stabilność firm zajmujących się technologiami oraz o reformę systemu edukacyjnego. Firmy poradzą sobie z budowa fabryk i elektrowni, ale nie z niedoborem wykwalifikowanych pracowników - to musi zrobić państwo.

    1. I tak sami umacniamy naszą biedę i zacofanie

      ma pan przestarzaąś wiedzę o Chinach, a przede wszystkim pomija pan, że Chińczycy są biedniejsi nominalnie, co czyni inwestycje zachodnie w Chinach ołacalnymi, ale poziom cen w Chinach jest blisko 5 razy niższy niż w USA. Realnie zatem poziom życia miejskiej ludności Chin dogania USA.

    2. Ghjkk

      Kolega przfantazjowal z tymi kozami, 800 mln chinczykow zyje w miastach z czego polowa ma dochody wyzsze niz w polsce. 400 mln to jest wiecej niz populacja usa, czy eu.

    3. gnago

      Statystycznemu Chińczykowi z pensji zostaje w skarpecie 60% jego każdej pensji. Ilu z nas na tzw. Zachodzie może to samo powiedzieć.

  13. Maciek

    Chiny nie mogą sobie pozwolić na wojnę. To kraj, który buduje dobrobyt dzięki temu, że jest fabryką świata. A największa część produkcji tej fabryki jest eksportowana do USA. Rynek wewnętrzny Chin jest ogromny, ale i tak za mały. Gdyby tak nagle eksport ustał lub przestałyby płynąć pieniądze, bo np. USA jednostronnie zredukowały by swój dług, to Chiny czekałby kryzys o apokaliptycznych rozmiarach. W co oni zatem grają? Balansują pomiędzy pokojem i wojną licząc, że coś wymuszą, bo wojny nikt nie chce. I muszą przy tym zachować opinie wiarygodnego partnera biznesowego, żeby im te chciwe zachodnie korporacje nie pouciekały. PS. A co na to Rosja? Obstawiam, że stanęłaby po stronie USA, jeśli nie otwarcie, to po cichu. W końcu obecny wróg, czyli USA jest daleko, a Chiny tuż za granicą i gdyby udało im się uzyskać hegemonię w Azji, następna w kolejce jest Rosja...

    1. Hjklll

      Proponuje zapoznac sie najpierw z danymi, chinski export do usa to 16 % czyli nie tak duzo.

    2. plusik

      Bzdury. Jak USA dopada kryzys to wojny wymyślają i sankcje wprowadzają. Chiny obecnie doganiają USA, te o tym wiedzą stąd ta retoryka antychińska a prawdziwym zagrożeniem jest chęć dominacji na świecie USA

    3. Orthodox

      W ostateczności Stany mogą posunąć się do nacisków na inne ,,zaprzyjaźnione" kraje.

  14. szczera prawda

    Mnie się wydaje ,że z Chinami USA już nie będą w stanie wygrać.Chiny są zbyt potężne i za 10 lat prześcigną USA gospodarczo.Twórczo rozwijane a przejmowane przez chiński wywiad technologie podwójnego zastosowania,które były transferowane do Chin wraz z fabrykami ,spowodują ,że USA zostaną w tyle.USA mogą grać tylko na opóżnienie zmiany na miejscu hegemona ,ale zmian już nie powstrzymają.

    1. Maciek

      Proszę cię. Tacy są potężni, że nie potrafią zrobić własnego silnika odrzutowego. USA technologicznie wyprzedza cala resztę świata o kilka długości i jeszcze bardzo długo to się Noe zmieni. A w technologiach militarnych przewaga USA jest miażdżąca. Dodajmy do tego potencjał przemysłowy. Jeśli Amerykanie poczują się zagrożeni, przestawią część gospodarki na tory wojenne. Nie ma kraju, włącznie z Chinami, który byłby w stanie ich wtedy prześcignąć w produkcji uzbrojenia.

    2. Aman

      Chiny własny silnik odrzutowy mają na seryjnych samolotach od 2009 r.

    3. szczera prawda

      Pozostaję przy swoim zdaniu.Chiny zdetronizują USA w ciągu najbliższych 10-15 lat.To co nazywasz bardzo długim okresem czasu, to ja nazywam bardzo krótkim okresem.Z tą miażdżącą przewagą to bym polemizował.W wielu krajach technologie wojskowe są na porównywalnym poziomie.

  15. Stary Grzyb

    Wojna trwa zawsze, a działania nigdy nie są zawieszone. Jeśli rzeczywiście do Amerykanów zaczyna wreszcie z powrotem docierać ta oczywista oczywistość - oby - to cała reszta, zaczynając od zerwania z samobójczą polityką hodowli "śnieżynek", poprzez skończenie z idiotyzmem "globalizacji", a na rozwinięciu i rozmieszczeniu zmasowanej siły militarnej (ultima ratio regum) kończąc, będzie miała charakter wyłącznie działań wykonawczych.

  16. I tak sami umacniamy naszą biedę i zacofanie

    Okręt USA przemieszcza się, natomiast Chiny mogą z góry opracować plan unieszkodliwienia wyrzutni na wysepkach. Chiny są tak olbrzymie, że stać je na stworzenie jednostek, których jedynym zadaniem będzie rozpoznanie i unieszkodliwienie konkretnej wysepki lub małej grupy. Najłatwiej byłoby bronią atomową, ale atak kilku rakiet z głowicami termobarycznymi też zrobi swoje. Rakiety na takich wysepkach zagrzebią się w tunelach i bunkrach, ale właśnie przeciwko podziemnym instalacjom broń termobaryczna jest idealna, bo oprócz fali uderzeniowej podmuchu i ognia powoduje ona zanik tlenu do oddychania i podciśnienie rozrywające płuca. Już widzę jak USA wydają miliardy dolarów aby gdzieś za oceanem tworzyć bunkry izolowane ciśnieniowo i zabierają te miliardy marynarce wojennej oraz lotnictwu. Dodatkowo inne głowice mogą uniemożliwiać otwarcie takich bunkrów od wewnątrz oraz np. zasypywać wysepki nadajnikami zakłócającym napowadzanie i celowanie. Chiny wiedzą doskonale, że nie muszą niczego robić wojskowo, bo USA nie są wstanie na nie napaść, tym bardziej bez powodu. Zapewne Chiny nie zareagowałyby wojną nawet na ogłoszenie się przez Taiwan niezależnym od Chin państwem. Chiny zrozumiały już potęgę tkwiącą w ich pokojowym rozwoju i wystarczy im odczekanie jeszcze np. 30 lat, gdy na poziomie zachodniej klasy średniej będzie żyło np. ok. 500 milionów Chińczyków, a nieco później nakłady na naukę Chin będą może nawet dwa razy większe niż nakłady UE oraz USA razem wziętych. Bez wojny Chiny będą miały PKB dużo większy niż USA, a ta przewaga Chin będzie wciąż rosła. Natomiast atak atomowy USA na Chiny oznacza atomowe samobójstwo USA. Stosunki Chin ze światem są co raz lepsze, sankcje Zachodu Chiny łatwo zrekompensują rozwojem własnym oraz importem z Rosji i Azji. _____ USA natomiast swą wojenną propagandą tak nqaprawdę tylko wytwarzają koniunkturę dla własnej zbrojeniówki, prowadzą politykę w Azji i w UE oraz utrudniają rozwój i zamożność swym państwom-instrumentom.

    1. Bond

      Oczywiście w cudowny sposób Chiny zaatakują bazy USA, ale Amerykanie nie zatakują Chińskich portowych miast, znowu myślenie życzeniowe panie p.k. Co do bunkrów, w latach 50, 60, budowano schrony i bunkry zdolne przetrwać uderzenie nuklearne, ale nie przetrwają wybuchu ładunku paliwowo-powietrznego, ależ ty masz pomysły.

    2. nom

      zakładasz chyba zbyt pochopnie że Chiny będą się rozwijać w nieskończoność w obecnym tempie i nigdy nie napotkają bariery wzrostu jaką napotkały USA czy EU. Badania naukowe przynoszą coraz mniejsze zwroty z inwestycji bo większość z tego co mogło być odkryte i opracowane niewielkim kosztem już zostało odkryte i opracowane.

    3. Maciek

      Społeczeństwo chińskie nigdy nie będzie tak zamożne jak te na zachodzie. To niemożliwe, bo na ziemi zabrakłoby surowców. Nawet jedli PKB Chin będzie kiedyś większy niż USA, to nie będzie wiele większy. Po prosty świat nie jest w stanie skonsumować więcej, a sami Chińczycy będą za biedni. Wisi tez nad Chinami groźba zmniejszenia produkcji przez zachodnie koncerny. Trump juz zmusił Apple to przeniesienia części produkcji do USA. Na razie to tylko taki gest, ale jeśli Chińczycy będą za bardzo fikać czeka ich zimny prysznic. 300 mln robotników do składania smartfonów i szycia butów znajdzie się gdzie indziej. W kolejce stoją Indie i kilka innych ludnych krajów.

  17. Pan Rakietowy

    z tekstu jasno wynika, że ok - lotnictwo, MW - ale w rzeczywistości problem z silnym agresorem rozwiązują tylko liczne rakiety z jak najbardziej mobilnych wyrzutni lądowych (tu mowa o "niezatapialnych okrętach") I od tego powinniśmy zacząć najgrubsze wydatki na naszą obronę. Gdy kompletnie, od A do Z, zrealizujemy ten cel, możemy rozpocząć dyskusję: czy finansować lotnictwo najnowszej generacji, czy MW, czy śmigłowce szturmowe, czy jednostki powietrznodesantowe, czy dywizje pancerne.

    1. Pan Odwetowy

      Pan ODWETOWY: odnosząc się do uwag "Pana Rakietowego": Nie otrzymamy od USA rakiet o zasięgu 2500 km aby móc zniszczyć(w odwecie za EWENTUALNY atak Rosji Putina) - elektrownie atomowe, zapory wodne, centra produkcji nuklearnych i inne KLUCZOWE cele!!! - Stąd PILNIE potrzebujemy F-35(1500 km + JASSM-ER ( +900 km, które też kupujemy) aby NIE TYLKO SIĘ BRONIĆ!... ale ew. sprowadzić Rosję do EPOKI KAMIENIA ŁUPANEGO - jeśli planuje "prewencyjny atak jądrowy tzw. "de eskalacyjny" na Warszawę. Dość "strategii" z 1939 roku!... NIE TYLKO OBRONA (a potem śmierć 6000000 Polaków w tym mojego dziadka, brata babci(baj walczyli) i kilkunastu innych osób! -Czy znów CZEKAMY JAK STADO BARANÓW na rzeź? ...czy agenci wpływu Rosji znów jak od 300 lat obezwładnią nas a potem wyrżną bez słusznej KARY za rozbiory, powstania, pakt Ribentrop-Mołotow, okupację 1939-1941 i potem 1944-1991(wojska sowiecje)?

    2. ktos

      Super a teraz wez mape i porownaj czy USA i Chiny maja granice ladowa? O ile mi wiadomo nie... za to dzieli je ocean. Wiec majac przewage na morzu jestes bezpieczny. A teraz wez mape Europy... czy Polska ma granice ladowa z potencjalnym przeciwnikiem? I reszte dopowiedz sobie sam.

    3. Orthodox

      JASSMy też nie będą naszym suwerennym orężem, więc zabiegi o pozyskanie choćby takich lądowych Tomahowków na podobnych zasadach uważam za celowe.

  18. Marek

    Kilka miesięcy temu może i ta analiza byłaby trafna. Ale dziś ? USA będą potrzebowały ogromnych pieniędzy na usuwanie skutków pandemii. Wiele z programów zbrojeniowych tu opisanych, zostanie przerwanych. Wiele okrętów pójdzie na złom. Chiny zresztą mają podobny problem. Nagle zmniejszenie poziomu zakupów Amerykanów uderza w ich silnie gospodarkę. Ogólnie muskuły wszystkich światowych mocarstw mocno zwiotczeją. W praktyce każde będzie mogło tylko pilnować swojego podwórka. O żadnym betonowaniu innych nie ma mowy.

    1. Orthodox

      Faktem jest jednak, że Chiny nie są jedynie fabryką Stanów, ale generalnie świata. Pytaniem jest, jakie refleksje po ostatnich turbulencjach wyciągną inne światowe gospodarki.

    2. AB

      Zupełnie jakby pandemia nie uderzała uzależnionej do eksportu Chińskiej Gospodarki.

  19. cenzors

    USA ogłosił Chiny głównym złym więc cała propaganda wasali została skierowana przeciwko Chinom.Jak na razie Chin nie zaatakowały żadnego suwerennego państwa w przeciwieństwie do USA i NATO(Jugosławia,Irak,Libia,Syria). Chiny mają spory terytorialne ale są to spory lokalne z sąsiadami i nic NATO do tych spraw.Tajwan i Hong kong według prawa międzynarodowego są chińskimi suwerennymi terytoriami.

    1. Blob

      Hong Kong tak, ale niby na jakiej podstawie Tajwan. Ciekawe też że Chiny łamią podpisane przez siebie traktaty w sprawie HK. Widzę że nadchodzi epoka chińskich trolli...

    2. Blob

      Nieprawdą też jest że nikogo nie zaatakowały. atakowały ZSRR i Wietnam i w obu przypadkach przegrały. Stąd rozbudowa wojska i niechęć do konfliktu bez miażdżącej przewagi. Tylko słabe Chiny to pokojowe Chiny.

    3. Orthodox

      Ekspansja Chin na morzu, w postaci budowy sztucznych wysp i powiększaniu swojej strefy ekonomicznej, nie ma nic wspólnego ze sporami regionalnymi.

  20. MeeeM

    Chiny zdominują przyszłość pytanie tylko kiedy odpalą swoje prawdziwe zasoby wpływów gospodarczych, a cały sekret ich innowacyjności ukryty jest w społeczeństwie zdecydowanie bardziej zdyscyplinowanym i pracowitym niż Zachód. Podczas konfliktu zbrojnego (do którego Chiny nie będą dążyć bo mogą zniszczyć USA gospodarczo) dyscyplina chińskiego wojska była by znaczącym handicapem.

    1. Misza

      już była taka jedna zdyscyplinowana armia. Fanatyczna. Do ochotników-samobójców włącznie. Co się z nimi stało - wiemy. Ich "szczytowym osiągnięciem" stało się hasło "sto milionów umrze razem". Wykończyli ich Jankesi. Gnuśni, niezdyscyplinowani, przyzwyczajeni do życia o jakim Japończyk mógł marzyć. Ale znacznie bardziej kreatywni, dający sobie znakomicie radę nawet w bardzo trudnych warunkach.

    2. Blob

      Ta dyscyplina oznacza też brak kreatywności.

    3. Orthodox

      Pytanie na ile to zdyscyplinowane, żyjące we względnym dobrobycie za cenę nie wtrącania się do władzy, społeczeństwo zaakceptuje ewentualne pogorszenie standardów życia.

  21. Fhkkuj

    W dziejach ludzkosci region chin zawsze dominowal gospodarczo, militarnie, technologicznie i demograficznie. Przyczyna tego jest geografia. Amerykanie nic na to nie poradza. Proces ktory powoduje ze wlasnie tam tworzy sie najsilniejsza cywilizacja na globie ponownie sie rozpocza i nabiera tempa.

    1. Strusiu

      I dlatego ten dominujący region był ciągle pod butem mongolskim ,brytyjskim ,japońskim a nawet sowieckim.Istna potęga.

    2. Blob

      W dziejach starożytnych. A z peanami poczekajmy do pierwszego prawdziwego wybuchu niezadowolenia społecznego.

    3. No skąd

      W Ameryce?

  22. Katon

    A całkiem niedawno ukazała się inna analiza dotycząca tego samego, hipotetycznego konfliktu, z której wynikało że przewaga US Navy jest tak druzgocząca, że potencjalną bitwę powietrzno- morską na Morzu Południowo- Chińskim wygrają bezapelacyjnie USA. Jeden z punktów tej analizy jest jak najbardziej celny, chodzi o INF. To że USA wyszły z niego z powodu Rosji to propaganda. Prawdziwym powodem były właśnie Chiny, co autor właśnie raczył napisać i co było oczywiste od samego początku.

    1. Davien

      Katon Chińskei pociski sredneigo zasiegu nie moga zagrozić USA wiec daruj sobie bajki. Widze ze pominałes podstawowy fakt: pociski manewrujące USA uzywa na okretach i samolotach a tego INF nei obowiązywał.

    2. Katon

      Davien, w którym miejscu napisałem że chińskie rakiety średniego zasięgu zagrażają USA? To twój ulubiony sposób dyskusji? Napisać coś czego adwersarz nie stwierdził i później z tym polemizować, licząc że moderator nie opublikuje odpowiedzi? A więc do rzeczy. USA nie potrzebują pocisków pośredniego zasięgu by bronić USA. Te pociski mają służyć do ATAKU. Marynarka raczej nie podpłynie do kontynentalnych Chin, Bombowce też nie będą miały komfortowej sytuacji. Co pozostaje? Broń strategiczna? Wolne żarty. I widzisz Davienku jest rozwiązanie. Pociski pośredniego zasięgu są tańsze, można je rozlokować poza akwenem kontrolowanym przez chińską marynarkę. Przecież jest to w tym artykule napisane wprost, nie doczytałeś? Jeżeli twierdzisz że to nieprawda, to napisz wprost komentarz i zarzuć Panu Maciejowi żeby darował sobie bajki. Za trudne?

    3. Davien

      Katon napisałes że to Chiny a nei złamanie INF przez Rosję sa powodem wyjścia USA wie zwyczajnie kłameisz. A USN podpłynie do chin spokojnie, podobnie jak B-52 będa mogły odpalać swoje CALCM/ALCM a INF dotyczył tylko pocisków ladowych wiec wpadłes po same uszy panei katon:) Ale taki mały dowód:"hodzi o INF. To że USA wyszły z niego z powodu Rosji to propaganda. Prawdziwym powodem były właśnie Chiny".

  23. Extern

    No tak, tylko po co USA mają się wdawać w ryzykowną wojnę powietrzno-morską tuż obok Chińskich wybrzeży narażając na zniszczenie swoją w sumie i tak zbyt skromną liczebnie flotę, skoro do osiągnięcia ich celu strategicznego wystarczy im zamknąć Chińczyków w pierwszym łańcuchu wysp? To uniemożliwi Chińczykom handel morski od którego są uzależnieni? Stanom przecież nie zależy na podbijaniu Chin, po co w ogóle mają tam wpływać? To Chińczycy są w znacznie gorszym strategicznie wyjściowym położeniu bo to oni będą się musieli przebić.

    1. Komentator

      Niedawno ktoś tutaj też pisał że US Navy zablokuje szlaki kolejowe przez Kazachstan i Rosję do Europy. A poważnie, na taką blokadę USA moze się zdecydować tylko w obliczu otwartej wojny, a wówczas i tak nie będzie żadnego handlu. W trakcie czekającej nas zimnej wojny USA Chiny, co mogą zrobić Stany Zjednoczone? Zajmować tankowce płynące z Iranu do Chin? Jak wówczas będzie wyglądał handel USA z Filipinami, Wietnamem itd? Każda taka akcja to wojna, a tej USA wygrać nie będą w stanie.

    2. a

      dozbroić Indie

    3. Komentator

      A Hindusi pójdą za to na wojnę z Chinami, ku chwale USA? I cóż to znaczy "dozbroić"? Sprzedać im broń? Inni też chcą i nieraz mają lepszą ofertę. A może za darmo? To dlaczego nie dozbroić US Army?

  24. Bosman

    @ Fanclub Daviena.Chiny nie mają tego co USA - w miarę wolnego społeczeństwa[jeszcze] i nieskrępowanego [relatywnie] systemu gospodarczego.

    1. sadsad

      I dlatego muszą przegrać, wyobraź sobie Europejczyka który miałby pracować jak Chińczyk - za marne grosze i powyżej 8 h. Zaraz by się za to zabrały związki zawodowe itd. Chiny wygrają właśnie dzięki totalitaryzmowi, bo nie liczą się z prawami i swobodami jednostki.

    2. Tomo

      Europejczycy tak pracowali. Na przykład Polacy w latach 40 i 50. Pracowali jak najęci. Wyrabiali po 200 % normy. Ale to i tak było mniej niż zachód produkował w 8 godzin. Historia pokazuje że totalitaryzmy raczej nie wygrywają tylko przegrywają.

    3. sadsad

      Wskaż mi w historii taki totalitaryzm jak Chiny. Nigdy nie było takiego połączenia swobody gospodarki i komunizmu, Chiny są baaardzo unikalne. Teraz tak nie będzie, a każdy liczący na rozpad Chin czy niepokoje społeczne za bardzo nie ma pojęcia, jak tam funkcjonuje policja i cenzura.

  25. Ghjk

    USA wydaje 4% pkb na zbrojenia, to jest ich kres mozliwosci wiekszej armii niz ta ktora jest teraz raczej nie zdolaja wystawic. A ta jest niewystarczajaca. Dzisiejsza bron jest skomplikowana technologicznie i bardzo droga w produkcji. Nie mozna juz klepac masowki jak za 2 wojny swiatowej. Chiny z drugiej strony nie musza sie tak wysilac bo sa na swoim podworku, na ten moment wydaja 2% . Spokojnie mogs podwoic armie bez lamania gospodarki. A w wypadku wojny kto lepiej zniesie wyzeczenia dlugiego konfliktu? Amerykanie przyzwyczajeni do konsumpcji i wygod, czy zdyscyplinowani chinczycy ?

    1. Blob

      A kto od nich coś kupi w razie konfliktu z NATO? Pieniążki szybko się skończą...

    2. Davien

      I znowu o czyms zapomiałeś:)) Amerykanei będa sobie spokojnie siedzieli w Stanach a to Chiny będą sie musiały martwic o ataki amerykańskei na ich terytorium nei mając czym oddac i z waląca sie gospodarką:)

    3. ja

      chiny wydaja 2%