Defender Pacific w cieniu Defender Europe? Niekoniecznie z punktu widzenia USA

5 sierpnia 2021, 07:45
jgsd airborne
Japońscy żołnierze po desancie z Amerykanami na Guam, fot. Master Sgt. Richard Ebensberger, domena publiczna
Reklama

W Polsce, co naturalne, koncentrujemy swoją uwagę przede wszystkim na analizie amerykańskich manewrów Defender Europe 2021. Jednakże, warto zauważyć i podkreślić, że dla Waszyngtonu nie są one jedynymi ćwiczeniami, które mają zwiększać realne możliwości do działania poza granicami własnego państwa. Przy założeniu, iż siły amerykańskie we współpracy z lokalnymi partnerami muszą mierzyć się z agresją przeciwnika o porównywalnym lub wręcz przeważającym w jakiś aspektach potencjale. Stąd też trzeba odnotować chociażby tegoroczne Defender Pacific, ale też spojrzeć na rozpoczęte Large Scale Global Exercise 21.

Pod koniec zeszłego miesiąca doszło do interesujących ćwiczeń amerykańskich sił lądowych oraz powietrznych na wyspie Guam. W ich ramach powietrznodesantowcy z 82nd Airborne Division (82. Dywizja Powietrznodesantowa U,S, Army) wspierani przez komandosów z 1st Special Forces Group dokonali desantu spadochronowego na strategicznie ulokowaną wyspę. Co jeszcze ciekawsze, wspólnie z Amerykanami desantowani byli również żołnierze z jednostek lądowych Japońskich Sił Samoobrony, dokładniej z 1. japońskiej Brygady Powietrznodesantowej. W sumie skakać miało 150 spadochroniarzy z dwóch państw, ukazując zdolność do szybkiego przemieszczenia wsparcia w ramach działań połączonych na łańcuch wysp w regionie Indopacyfiku. Jednostki musiały również radzić sobie z nieznaną dla większości z biorących udział powietrznodesantowców strefą zrzutu, która co więcej jest nad wyraz specyficzna jeśli chodzi o warunki panujące na Marianach w Mikronezji. W tym ostatnim przypadku amerykańscy spadochroniarze podkreślają przede wszystkim różnice w wielkości takich stref zrzutu, chociażby względem bardzo dobrze rozpoznanych przez nich stref znajdujących się państwach NATO w Europie. Strona amerykańska trenowała przy tym dyslokację własnych jednostek powietrznodesantowych z terytorium kraju do rejonu odpowiedzialności Dowództwa IndoPacyfiku (US INDOPACOM). Chodzi o wypracowanie wśród spadochroniarzy umiejętności praktycznych z bojowym lądowanie na wyspach tamtejszych archipelagów. Powietrznodesantowcy z 82. Dywizji przybyli bezpośrednio z bazy w Charleston w Karolinie Południowej w Stanach Zjednoczonych. Tym samym maszyny z desantem musiały pokonać odległość ok. 8000 mil, dzielącą miejsce załadunku i strefę zrzutu. Maszyny transportujące skoczków były oczywiście wspierane przez tankowce powietrzne należące do Sił Powietrznych.  

Wykonanie desantu było elementem trwających ćwiczeń Forager 21, które wspierają jako przedsięwzięcie szkoleniowe, jedne z kluczowych dla Waszyngtonu manewrów Defender Pacific 21. W ramach tych ostatnich, trwających od początków lipca na wyspach Guam i Tinian można było zaobserwować wszystkie obecne kierunki działań strony amerykańskiej oraz sojuszników mające na celu zbudowanie zdolności obronnych przed rosnącymi aspiracjami regionalnymi Chin. Stawia się bowiem na możliwości prowadzenia bardzo popularnej obecnie formy działań wielodomenowych. Przykładowo, w bazie Sił Powietrznych (US Air Force Air Base) Andersen bardzo mocno ćwiczono zdolności obrony przeciwlotniczej. W tym, co ważne również jej najniższych warstw. Stąd też, amerykańscy wojskowi stosowali tandem systemów Avenger oraz radarów Sentinel. Trzeba zauważyć, że wzmocnienie obrony przeciwlotniczej Guam miało być dokonane, także przez przerzut tam pełnowartościowych formacji Gwardii Narodowej. Jednostki ze stanu Ohio zostały dyslokowane wraz z całym wyposażeniem, testując przy tym wszelkie scenariusze w ramach potrzeby rozwinięcia na kierunku strategicznym IndoPacyfiku. Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że na samym Guam stacjonują na co dzień również lokalne oddziały Gwardii Narodowej.

image
Ćwiczenia opl na Guam, fot. US Army Spc. Olivia Lauer

 

W ramach ćwiczeń szkolono również personel medyczny, w tym prowadzący ewakuację medyczną za pomocą floty śmigłowców. Wykorzystywane w tym celu były w głównej mierze UH-72 Lakota, ale też większe UH-60 Black Hawk. Generalnie w powietrzu oprócz maszyn stricte transportowych swoje własne działania miały wykonywać także śmigłowce uderzeniowe Apache, na Guam miano też przerzucić ciężkie CH-47. „Stars and Stripes” zauważa również, że w rejon ćwiczeń zostały przemieszczone systemy rakietowe HIMARS (High Mobility Artillery Rocket Systems) czy też KTO Stryker, które wspierały komponent lądowy w działaniach. Można również odnotować sugestie, że w trakcie tegorocznych ćwiczeń IndoPacyficznych Amerykanie testują też swoje własne potrzeby w zakresie technologii walki radioelektronicznej oraz zabezpieczenia potrzeb cyber i szerzej łączności na teatrze działań. Mając na uwadze kwestie zarządzania siłami, to można dodać, że niezbędne wsparcie, w zakresie dowodzenia i kontroli (C2) dla działań jednostek U.S. Army udziela również I Corps. Wojskowi ze wspomnianego korpusu również zostali przerzuceni na Guam i tam musieli stworzyć niezbędne zaplecza dla rozwinięcia wysuniętego dowództwa.

Symultanicznie do działań sił lądowych, również amerykańskie lotnictwo zademonstrowało zróżnicowaną gamę możliwości wsparcia rejonu odpowiedzialności Dowództwa IndoPacyfiku. W ramach lipcowych ćwiczeń Pacific Iron 2021 zaangażowanych zostało około dziesięciu maszyn F-15E Strike Eagle należących do 389th Fighter Squadron (z 366th Fighter Wing stacjonującego w Mountain Home Air Force Base w stanie Idaho), około 25 myśliwców piątej generacji F-22 Raptor z 525th Fighter Squadron ( z 3rd Wing stacjonującego w Joint Base Elmendorf-Richardson na Alasce), oraz z 199th Fighter Squadron (154th Wing z Hawaii Air National Guard stacjonującego w Joint Base Pearl Harbor Hickam na Hawajach) oraz dwa C-130J Hercules z bazy lotniczej Yokota w Japonii. Zostały one rozporoszone po szybkim przerzucie w bazach lotniczych zlokalizowanych na wspomnianych wyspach Guam i Tinian (wykorzystywany jest port lotniczy Tinian International Airport). Ma to na celu testowanie szybkiego wzmocnienia silnym komponentem lotniczym wysuniętych, spornych obszarów w regionie IndoPacyfiku, działającym na rzecz własnych sił połączonych (w tym sojuszniczych). W sumie 800 wojskowych z Sił Powietrznych miało być zaangażowanych we wspomniane ćwiczenia Pacific Iron 2021. Należy dodać, że U.S. Army w ramach wcześniej opisywanych manewrów w tym obszarze dyslokowała siły liczące ok. 4 tys. żołnierzy i również stawiano na możliwość uzyskania mobilności w przerzucie sił oraz ich szybkiego wprowadzenia do działań.

Generalnie w rejonie odpowiedzialności Dowództwa IndoPacyfiku niejako nie ma dnia spokoju jeśli chodzi o prowadzenie ćwiczeń narodowych, ale też włączania się amerykańskich zasobów w formaty manewrów z sojusznikami. Przypomnijmy, że w Australii właśnie w te wakacje trwają największe bilateralne przedsięwzięcia szkoleniowe czyli Talisman Sabre 2021. Ich celem jest podniesienie gotowości bojowej sił obu państw i przygotowanie ich do planowania oraz przeprowadzania operacji połączonych, stawiając przy tym na wysoki poziom interoperacyjności. Dziewiąta edycja Talisman Sabre ma w sobie scenariusze podkreślające kooperację przy wspólnych przedsięwzięciach logistycznych, działaniach desantowych, nowoczesnych działaniach lądowych, współdziałaniu sił w walce na terenie zurbanizowanym. Do tego dochodzą działania mające na celu poprawę interoperacyjności sił powietrznych państw sojuszniczych oraz ich flot.

W sumie, zaangażowanych zostało do 17 tys. żołnierzy z siedmiu państw. Albowiem w tym roku do Talisman Sabre włączeni zostali również Japończycy, Kanadyjczycy, siły południowokoreańskie, Brytyjczycy i Nowozelandczycy. Trzonem są oczywiście gospodarze z Australii z 8300 żołnierzy i Amerykanie z 8000 wojskowymi. Na wodzie można zauważyć całą gamę okrętów nawodnych – fregaty, niszczyciele, trałowce, okręty desantowe, helikopterowce, a także zróżnicowane jednostki transportowe oraz zaopatrzeniowe. Zaś w powietrzu swoje możliwości pokazywały takie samoloty bojowe jak F/A-18F Super Hornet, EA-18G Growler, F-35A oraz F-35B Lightning II czy też MV-22 Osprey i nie tylko. Co interesujące, w Talisman Sabre wzięły udział też jednostki amerykańskich Sił Kosmicznych (US Space Force). Żołnierze należący do 25th Space Range Squadron wspierali Australijczyków w budowaniu efektywnej łączności satelitarnej na potrzeby manewrów. Zaś wracając do zrzutu spadochronowego dokonanego na Guam, to tegoroczne ćwiczenia Talisman Sabre również zakładały scenariusz wykorzystania formacji powietrznodesantowych. W rejonie poligonu w stanie Queensland desant został wykonany przez żołnierzy z  4th Infantry Brigade Combat Team (Airborne), który jako brygadowy powietrznodesantowy zespół bojowy wchodzi w skład 25th Infantry Division (US Army).

image
US Marine chroni wyładunek HIMARSa w trakcie Talisman Sabre 21, fot. CPL Jesse Kane, Siły Zbrojne Australii, Australian Department of Defence

 

I żeby dopełnić obrazu zmasowanych manewrów wojskowych w regionie IndoPacyfiku należy niejako płynnie przejść do Large Scale Global Exercise 21 (LSGE21 czyli de facto globalnych ćwiczeń o dużej skali). Ruszyły one od 2 sierpnia i potrwają do 27 sierpnia tego roku. Zaangażowane są w nie niemal wszystkie komponenty amerykańskich sił zbrojnych (U.S. Army, U.S. Navy, U.S. Air Force, U.S. Marine Corps), a także siły zbrojne Wielkiej Brytanii, Australii oraz Japonii. Oficjalnie mowa jest o manewrach wielodomenowych, obejmujących działania lądowe, desantowe, powietrznodesantowe, operacje powietrzne, operacje morskie oraz operacje specjalne. Można wskazać, że we wszystkich wcześniej opisywanych manewrach również pojawiał się wątek zaangażowania sił operacji specjalnych. Podkreślając jego znaczenie również w kontekście, co by nie mówić, potencjalnego pełnoskalowego wymiaru działań sił zbrojnych w rejonie IndoPacyfiku.

Ważnym elementem ma być zabezpieczenie zdolności do działania własnych systemów łączności i komunikacji w dobie globalnego kryzysu. Co więcej, to w ramach LSGE21 testowane są też zdolności do prowadzenia operacji w ramach działań informacyjnych. Pokazuje to, , że domeny cyber i informacyjna nie są już czymś wyjątkowym, a naturalnym w planowaniu i przeprowadzaniu najważniejszych manewrów wojskowych. Testowane są również zdolności do utrzymania możliwości zapewnienia niezbędnego wsparcia logistycznego dla własnych sił. Wracając jednak do LSGE21 w ujęciu geostrategicznym, Waszyngton nie ukrywa, że takie ćwiczenia są oprócz uzyskiwania niezbędnej interoperacyjności, czytelnym sygnałem o obronie wartości definiujących amerykańską oraz sojuszniczą postawę względem działań globalnych w tym w znacznym stopniu na kierunku indopacyficzny. Na czele z wolnością żeglugi, ochroną szlaków morskich, a także linii komunikacyjnych. Mają to być dla Amerykanów pierwsze tak rozległe manewry od 40 lat czyli de facto od czasów zimnowojennych. W sumie, dowodzący ćwiczeniami będą koordynować zasoby rozproszone w 17 różnych strefach czasowych. Szacunkowo mowa jest o ok. 36 okrętach, od lotniskowców po okręty podwodne. Skala dowodzenia jest chyba jednak o wiele lepszym papierkiem lakmusowym świadczącym o wyjątkowości całego przedsięwzięcia. 6 struktur dowodzenia komponentów należących do U.S. Navy i Marine Corps, 5 flot U.S. Navy, a także 3 zespoły ekspedycyjne Marines mają współgrać ze sobą w ramach nowoczesnego działania na różnych kierunkach strategicznych dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Nie wspominając o potrzebie wkomponowania w to również sił sojuszniczych z ich własnymi strukturami dowodzenia, etc.

image
Okręty biorące udział w ćwiczeniach Talisman Sabre 21, fot. US Navy MC3 Dan Seriann, domena publiczna

 Podsumowując, Amerykanie już nie tylko zapewniają o zwiększonych możliwościach w regionie IndoPacyfiku jeśli chodzi o odstraszanie i obronę. Następuje przeobrażanie własnych sił, poprzez chociażby ciągłe ich testowanie pod różnym kątem z wykorzystaniem serii manewrów wojskowych. Charakteryzują się one coraz większą skalą zaangażowanych sił, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę obecność komponentów lądowych z U.S. Army oraz U.S. Marine Corps. Nikt już nie pyta o sensowność uzyskiwania kompetencji w C2 do włączenia na teatr działań sił w sile dywizji. To wymusza na dowódcach przystosowanie się do zupełnie innych warunków niż te, które Amerykanie stawiali sobie za priorytet w okresie decydującego zaangażowania w Afganistanie i Iraku. Widać również zrozumienie, że należy już teraz trzeźwo diagnozować wszelkie mankamenty w zakresie wsparcia własnych wojsk, utrzymania niezbędnego zaplecza logistycznego, a nawet komunikacyjnego. W dodatku, nie można pomijać poszczególnych sugestii o rozwijaniu (niejako w frontowych warunkach) nowych zdolności technologicznych do działania w wielu domenach. Począwszy od uzyskiwania niezbędnej wiedzy o możliwościach systemów artylerii rakietowej (HIMARS-y na stałe wpisały się w obraz manewrów indopacyficznych), aż do zabezpieczenia łączności satelitarnej i budowania całkiem nowych, o wiele bardziej elastycznych komponentów C4ISTAR. Ciekawą stroną manewrów na Guam jest również budowa zdolności zaplecza do tymczasowego przyjęcia nowych sił, które muszą rozwinąć się szybko do działań szkoleniowych. Tym samym, Amerykanie budują cenny zasób informacji w zakresie rozwijania i ochrony dużych obiektów złożonych z wręcz miasteczek namiotowych z całym niezbędnym węzłem zaplecza, w tym sanitarnego (kluczowego dla działań w tym regionie).

Tego rodzaju manewry są częstokroć analizowane na pierwszy rzut oka jedynie pod kątem liczb sił oraz środków w nie zaangażowanych lub ich otoczki geopolitycznej (Chiny-Stany Zjednoczone), przy pominięciu wielkiego wkładu, jaki pozostawiają w sferze dowodzenia i planowania. Lecz nawet jeśli by spojrzeć tylko roboczo z ujęcia geopolitycznego, to należy zauważyć utrzymywanie ciągłej kooperacji sił amerykańskich, australijskich, japońskich. Jak również kolejne sygnały, że zarówno Kanada jak i Wielka Brytania są zdeterminowane do udzielania wsparcia sojusznikom w regionie. Przypomnijmy, że mowa jest o państwach członkowskich słynnego sojuszu 5 Oczu (FVEY) – tj. Stany Zjednoczone, Kanada, Wielka Brytania, Australia i Nowa Zelandia. Co ciekawe, Talisman Sabre 21 i udział Nowozelandczyków (jednostka lekkiej piechoty zmechanizowanej i JTAC) w nich jest sygnałem, że cały czas trwa walka o przeciągnięcie władz w Wellington na swoją stronę i odsunięcie możliwości erozji udziału strony nowozelandzkiej w działaniach obronnych względem Chin w regionie. Jednakże, odchodząc od czysto politycznych rozważań należy raz jeszcze podkreślić znaczne efekty takich manewrów jeśli chodzi o wymiar wojskowy. Budowanie interoperacyjności nie odbywa się bowiem jedynie w sferze kurtuazji i zapewnień dyplomatów oraz polityków, ale praktycznych działań wojskowych. Dla Chin takie nasycenie współpracy wojskowej może być o wiele gorszym sygnałem długookresowym, względem własnych interesów strategicznych, niż nawet najgłośniejsze pokazy siły U.S. Navy w rejonie Morza Południowochińskiego czy też Cieśniny Tajwańskiej.

Reklama
link: https://sklep.defence24.pl/produkt/ekstremalne-przywodztwo/
Reklama 
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 9
Reklama
Bojkot towarów z Chin
czwartek, 5 sierpnia 2021, 13:25

Nie karmić czerwonego smoka. Jest to możliwe i ma sens.

Dalej patrzący
czwartek, 5 sierpnia 2021, 12:26

Dla Waszyngtonu najpierw są Chiny i konfrontacja o hegemonię globalną, a reszta ma charakter marginalny i pomocniczy względem Chin. Rosja jest traktowana od pamiętnego dla Polski 17 IX 2009 jako konieczny strategiczny aliant przeciw Chinom. Koniec "resetu" jesienią 2013 wcale tego nie zmienia - po prostu Rosja podnosi swoją wycenę za ten sojusz - a Wschodnia Flanka NATO służy jedynie tymczasowo i zadaniowo Waszyngtonowi do aktywnych negocjacji naszym kosztem i docelową Jałtą i sprzedażą Europy Wschodniej - na rzecz Kremla ale i jako marchewka dla Berlina. Sama dyslokacja sił amerykańskich [zresztą symbolicznych] na Wschodniej Flance, ale i brak jakichkolwiek jednoznacznych i zdeterminowanych deklaracji do użycia broni jądrowej w razie ataku Rosji - pokazuje, że to jedynie taktyczna gra - gdzie państwa Wschodniej Europy są zasobem dla tej fazy gr. Strategicznie Rosja dla Waszyngtonu to najcenniejszy sojusznik i "hard power" przeciw Chinom - nie ma mowy i jakiejkolwiek wojnie - choćby ograniczonej - USA przeciw Rosji. W tym sensie strategiczne zawieszanie naszego bezpieczeństwa na Waszyngtonie jest samobójstwem - a przynajmniej zakładaniem sobie kagańca bierności - by tym łatwiej Waszyngton nas sprzedał Rosji i Niemcom - za ich udział [bezpośredni czy pośredni - ale w ramach nadrzędnej polityki Waszyngtonu] w obozie atlantyckim przeciw Chinom. Zresztą - w trakcie Warsaw Security Forum [23-25 października 2018] gen. Ben Hodges [były głównodowodzący sił USA w Europie] wprost oznajmił, ze siły USA wycofają się z Europy w przeciągu 15 lat, a potem poprawił, że raczej w 10 lat. Odnotowały to wszystkie media i wszystkie czynniki polityczne na świecie - oprócz Polski. Zresztą - skutki COVID-19 tylko przyśpieszyły bieg spraw rosnącym wzrostem Chin i przyśpieszonym więdnięciem USA. Dlatego zakładanie, że wycofanie sił USA z Europy nastąpi w przedziale 2028-33 [z dużo większym naciskiem na 2028], może być i tak zbytnio optymistyczne. Co zatem robić? Po pierwsze - zakup głowic jądrowych od Pakistanu lub każdego innego dostawcy. Oczywiście w poufności. Po drugie - zakup wszystkich niezbędnych technologii, kompetencji, zdolności, licencji podwójnego zastosowania od Korei Płd, Japonii, koncernów europejskich [zwłaszcza z państw Strefy Zgniotu], nawet od koncernów Izraela [ale wyłącznie pod stołem i na naszych warunkach - najpierw know-how i sprawdzenie czy "działa" - dopiero potem pieniądze - i tak krok po kroku - i bez jakiegokolwiek udziału rządu Izraela]. Budowa całokrajowej saturacyjnej sieciocentrycznej A2/AD Tarczy i Miecza Polski - z kontrolą i przewagą w real-time buforów wokół Polski. Tu koniecznie należy dokonać ucieczki do przodu - ale nie w zakupy z półki przestarzałych systemów opracowanych 40-50 lat temu, ale w systemy w fazie prototypu, demonstratora, nawet projektu. Jądrem A2/AD Tarczy i Miecza Polski i wszystkich całkowicie suwerennych systemów strategicznych winien być kompleks C5ISR/EW spinający real-time wszystkie domeny w jedną - jako zupełnie nową wartość synergii i synchronizacji działań. Tutaj koniecznie trzeba postawić z najlepszymi technologicznie na sprofilowane w bezpieczeństwie sieci 5G/6G, łączność natychmiastową i niedekodowalną na splątaniu kwantowym, komputery kubitowe, AI - a szerzej - na budowę ośrodków B+R najwyższej klasy - nakierowanych na badania podstawowe ku zastosowaniom aplikacyjnym w masowej produkcji. W tym - produktów i usług podwójnego zastosowania. - czyli high-tech wysokiej marży. Bazą dla tych inwestycji i totalnego skoku rozwojowego i uzyskania realnej suwerenności i zupełnie nowej pozycji na świecie - winny być zasoby surowców strategicznych Skarbca Suwalskiego. Na razie zostały odstawione w zasoby pozabilansowe - a winny być potraktowane jako lewar finansowy na kwotę ca 2 bilionów dolarów. W drugim kroku - pieniądze z lewara finansowego winny być przeznaczone na budowę wg "greenfield" całego łańcucha wartości dodanych i łańcuchów przesyłów pod nasza kontrolą - produktów high-tech wysokiej marży - właśnie na bazie zasobów realnych Skarbca Suwalskiego. Również w kwestii energetyki winniśmy pozyskać pełną suwerenność. Ja stawiam na geotermię głęboką HTR - dla której mamy wyjątkowe warunki geologiczne - a która może dać nam maksymalnie 1 TWe mocy elektrycznej stałej w modelu maksymalnym. Ale - jeżeli już iść w energetykę jądrową - to bez Amerykanów - np. z Koreą Płd. I robić to zasadniczo - budując ca 50 GWe mocy jądrowej. Oczywiście - z jednoczesną budową "parasola" A2/AD Tarczy I Miecza Polski, w tym w oparciu o zbudowane z Koreą i Japonią i innymi skierowane bronie energetyczne bardzo dużej mocy [generatory mikrofalowe i innych pasm, lasery na wolnych elektronach powyżej 1 MW mocy stałej]. Od strony stricte militarnej - naszym celem winno być uzyskanie siły zdolnej do oślepienia i ogłuszenia już w czasie pokoju rosyjskich A2/AD Obwodu Kaliningradzkiego i przyszłej rosyjskiej A2/AD, jaka na pewno - i to w pierwszej kolejności - powstanie na Białorusi po jej anschlussie. A w razie konfliktu kinetycznego - musimy mieć zdolności efektorami precyzyjnymi dalekiego zasięgu [w tym artylerii lufowej i rakietowe] oraz przełamującymi rojami dronów bojowych - do całkowitej likwidacji obu rosyjskich A2/AD - korzystając z wypracowanej przewagi oślepienie i ogłuszenia stref rosyjskich - i przewagi własnego widzenia real-time. Te zdolności to awans Polski - na czele Strefy Zgniotu. Co oznacza polityczną i ekonomiczną i technologiczną wspólną strefę Sojuszu Strefy Zgniotu - całkowicie suwerenną - jako skuteczne narzędzie dla realizacji wspólnego interesu narodowego państw Strefy Zgniotu i ich racji stanu. Jedziemy na jednym wózku w gardłowej kwestii bezpieczeństwa i suwerenności - i to jest najlepszy gwarant trwałości i spójności tego Sojuszu. A przemowy - nawet podpisane traktaty - bez takiej gwarancji - są niewarte papieru, na którym je spisano. Najlepiej pokazuje to Trakta Budapesztański 1994 - Ukraina za oddanie 1300 głowic jądrowych i środków przenoszenia "uzyskała" 'Twarde bezwarunkowe gwarancje" nienaruszalności terytorialnej - gwarantowanej zbrojnie siłą przez USA, UK i Rosję. Rosja Traktat Budapesztański pogwałciła w 2014 - a USA i UK ani się kwapią do siłowego wypełnienia swych strategicznych zobowiązań. Więcej - niedawno USA sprzedały Ukrainę w sprawie NS2 na rzecz interesów Berlina i Kremla. Sumując - Skarbiec Suwalski i jego 2 biliony dolarów lewara finansowego - to droga do pełnej suwerenności Polski i prawdziwego skoku rozwojowego - w tym wyjścia z ekonomicznej i finansowej zależności od Berlina. A także droga do budowy zupełnie nowego Sojuszu Strefy Zgniotu - który pozwoliłby na bezpieczne przetrwanie Polski w czasach narastającego chaosu na świecie [z tytułu tzw. pułapki Kindlebergera] i konfrontacji o hegemonię [z tytułu pułapki Tukidydesa] - bez opowiadania się w trakcie ani za USA, ani za Chinami - a jedynie opowiadając się za zwycięzcą - na samym końcu - gdy kwestia hegemonii zostanie rozstrzygnięta. Bo na razie Waszyngton - łudząc nas fałszywymi obietnicami roztoczenia bezpieczeństwa strategicznego - chce nas rzucić z Europą jako zasób przeciw Chinom. Taki jest właśnie cel mianowanego na Polskę ambasadora Brzezińskiego Juniora - z czym ten się nie kryje w swych wystąpieniach od kilku lat. Dla Waszyngtonu jesteśmy tylko mięsem armatnim - i zasobem do przehandlowania. A cała Wschodnia Flanka NATO - to jedynie narzędzie Waszyngtonu [naszym kosztem] do "aktywnych" siłowych negocjacji pod stołem [toczonych non-stop od 2009] i przeciągania liny względem Kremla - pod nadrzędny deal przeciw Chinom.

Armia Krajowa
czwartek, 5 sierpnia 2021, 14:57

To jak ty to dalej widzisz? Z punktu widzenia Polski. Jak nie USA to kto? Polska-Niemcy-USA i dobre stosunki Polski z Rosja? Polska jest jeszcze za słaba żeby się stawiać/bronić sama przeciwko Rosji.

Armia Krajowa
czwartek, 5 sierpnia 2021, 17:47

Przepraszam zapomniałem o Austri. Czyli Polska-Austria-Niemcy-USA.

Piotr
czwartek, 5 sierpnia 2021, 20:22

Austria?,Niemcy-Austria był taki sojusz, lub sojusze, chociaż przegrali wojnę o Śląsk, w rozbiorach brali udział, powiedzmy to historia, jak mawia moja sąsiadka której syn mieszka w Wiedniu, oni są dziwni i niezdecydowani, ,może tak to widzi i tak to odbiera, a ja w sojusze nie wierze.

Kiks
czwartek, 5 sierpnia 2021, 14:37

Ruscy wiedzą, że Polska nigdy nie była i nigdy nie będzie im podporządkowana. Już dawno wpisują ją do Zachodu. A że próbują nadal mieszać to inna sprawa. I wiadomo, że Polska już dawno powinna mieć broń jądrową. Zresztą dawno by ją miała gdyby nie ruscy. Oni panicznie tego boją się. Ale w tym bruździli by nam nie tyle Amerykanie co Niemiaszki.

wert
czwartek, 5 sierpnia 2021, 19:13

to tylko kwestia czasu. Wejdzie w posiadanie Iran a wejdzie, nie popuszczą. Sięgną zaraz AS, Egipt Turcja. Jak Turcy to i niemcy i my i ukraina. trwają prace nad czwartą generacją. Atomówka zacznie być używana

Piotr
czwartek, 5 sierpnia 2021, 14:34

Pełna zgoda.

Ja
czwartek, 5 sierpnia 2021, 11:01

W starciu pełnoskalowym stawiam na USA i sp.. Zawsze trzeba pamiętać że obie strony stosują dezinformację na masową skalę. Obstawiam że komuniści grają na przekonanie ludzi że już wygrali, więc opór jest bezcelowy. Natomiast USA grają na cherchilowskie "krew, pot i łzy" w celu mobilizacji zapyziałego, szeroko rozumianego, zachodu. Nie wierzę w te ich zapewnienia że symulacje pokazują ich klęskę. Inaczej nie wyrwali by kasy od tych swoich zielono-tęczowych senatorów i kongresmenów.

Tweets Defence24