- WIADOMOŚCI
Wykładowca AMW: ustawa „Bezpieczny Bałtyk” potrzebna, ale nie bez wad
Ustawa określana jako Bezpieczny Bałtyk to krok w kierunku dostosowania stanu prawnego do współczesnych warunków; choć nie wszystkie uchwalone przepisy były niezbędne – ocenił ten akt prawny prof. Andrzej Makowski, wykładowca Akademii Marynarki Wojennej, komandor rezerwy z doświadczeniem dowódczym.
W piątek weszła w życie ustawa o zmianie niektórych ustawy w celu usprawnienia działań Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej na wypadek zagrożenia bezpieczeństwa państwa na polskich obszarach morskich oraz zapewnienia bezpieczeństwa na Morzu Bałtyckim. Ustawa znowelizowała ustawy o ochronie granicy państwowej, o Straży Granicznej, o zasadach użycia lub pobytu Sił Zbrojnych RP poza granicami państwa oraz ustawę. o Żandarmerii Wojskowej.
„Cieszę się, że ta ustawa powstała, chociaż do niektórych przepisów mam zastrzeżenia. Jest nowelizacją kilku obowiązujących ustaw, co ma i zalety, i wady” – powiedział prof. Makowski Defence24.pl.
Nowelizacja daje siłom morskim prawo do użycia broni w obronie infrastruktury krytycznej. W razie ataku rakietowego i niemożności połączenia się z dyżurnym dowódcą obrony powietrznej decyzję o zniszczeniu pocisku będzie mógł podjąć np. pilot samolotu.
Odnosząc się do przepisów regulujących reakcję na zagrożenie środkami napadu powietrznego ocenił, że „jeżeli wymieniony w ustawie system zintegrowanej obrony powietrznej i przeciwrakietowej NATO będzie funkcjonował zgodnie ze swoimi zasadami, to zapisane rozwiązania są poprawne, także jeśli chodzi o scedowanie na dowódcę wojskowych środków obrony powietrznej decyzji o zniszczenia pocisku rakietowego”. „W odniesieniu do środków pracujących w trybie automatycznym najwięcej ma do powiedzenia dowódca operacyjny rodzajów sił zbrojnych – to on ma określić w rozkazie sposób niszczenia przez te środki automatyczne” – zwrócił uwagę prof. Makowski.
Zauważył, że „pewien szkopuł tkwi w uzbrojeniu naszych okrętów”, które obecnie w większości nie mają one środków, żeby zwalczać te rakiety. „Jeśli je mają – jak chociażby system Phalanx – to czas reakcji wynosi 3-4 sekundy lub jeszcze mniej. Wiadomo, że reakcja następuje w trybie automatycznym i ustawa to przewiduje” – zaznaczył Makowski.
„Także w artykule drugim, zmieniającym ustawę o Straży Granicznej, podział na obszary morskie, czyli wody wewnętrzne, morze terytorialne, wyłączną strefę ekonomiczną jest właściwy” – ocenił. „Przekazanie uprawnień Straży Granicznej nie jest dla mnie niczym nowym. Kiedy byłem dowódcą okrętu, też miałem w szafce z flagami sygnałowymi banderę z zielonym otokiem i w określonych okolicznościach, które były wymienione w instrukcjach bojowych, taką banderę mogłem podnosić” – zaznaczył. „Intryguje mnie tutaj jedno. Jak to będzie rozwiązane praktycznie? Bo jeżeli mamy uprawnienia Straży Granicznej, to oczywiście musimy mieć odpowiednie przeszkolenie czy odpowiednią wiedzę lub zabierać na pokład przygotowane merytorycznie osoby” – wskazał.
„Jest też zapis, zgodnie z którym minister obrony narodowej ogłosi w drodze zarządzenia sposób realizacji przez okręty Marynarki Wojennej uprawnień, które wynikają z ratyfikowanych przez Rzeczpospolitą umów międzynarodowych i międzynarodowego prawa zwyczajowego. Tym artykułom należy przyklasnąć” – ocenił.
Szczególny status okrętu
Skomentował także artykuł, który w trakcie prac sejmowych był przedmiotem sporu między projektodawcą – rządem – i ośrodkiem prezydenckim oraz posłami PiS, popierającymi stanowisko prezentowane przez BBN. Biuro wyrażało wątpliwości, czy przepisy o użyciu okrętów nie umniejszą uprawnień prezydenta. MON argumentowało, że nie chodzi o kontyngenty za granicą, lecz o uregulowanie działań poza wodami terytorialnymi, ale nadal w polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej, które realizowały np. pary dyżurne.
„Najwięcej zastrzeżeń mam do artykułu trzeciego odnoszącego się do ustawy o zasadach użycia lub pobytu Sił Zbrojnych RP poza granicami państwa” – przyznał wykładowca. Według niego „polska klasa polityczna, ale również elity wojskowe mają prawdopodobnie nikłe pojęcie o roli Marynarki Wojennej”. „Przede wszystkim nie ma czegoś takiego jak przekraczanie granicy państwa przez okręt wojenny. Posłużę się podręcznikiem do ćwiczeń z prawa międzynarodowego dla studentów prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Okręt jest tu zdefiniowany jako tymczasowy organ państwa w stosunkach międzynarodowych. I nie trzeba mu ani na nic zezwalać, ani nic kazać. Znów odwołam się do swojej praktyki. Kiedy byłem dowódcą okrętu, szerokość morza terytorialnego wynosiła trzy mile, dzisiaj jest to 12 mil. Można powiedzieć, że ciągle byłem za granicą, a nigdy nie były na to potrzebne specjalne zgody. Wydaje mi się, że o tym nikt już nie pamięta” – powiedział.
„Trudno mówić o użyciu okrętu poza granicami państwa. Można mówić o czołgu, pododdziale, oddziale wojskowym, o wojskowym statku powietrznym. W tych przypadkach można mówić o jego użyciu poza granicami państwa. Natomiast cechą szczególną użycia okrętu jest swoboda operacyjna - okręt może przebywać wszędzie tam gdzie nie zabrania mu tego prawo międzynarodowe” – wyjaśnił naukowiec, który specjalizuje się w sprawach użycia sił morskich w świetle prawa międzynarodowego.
„Okręt jest – podkreślam - idealnym narzędziem dla polityków, gdyż korzysta z prawa wolności żeglugi na poszczególnych obszarach morskich. Może tam być, bo na to mu pozwala prawo międzynarodowe. I specjalne precyzowanie, czy okręt działa poza granicami państwa czy nie, jest moim zdaniem niepotrzebne” – dodał.
Zauważył, że można poczynić jedynie rozgraniczenie na morze terytorialne i wszystko to, co nie jest morzem terytorialnym - naszym i innego państwa. „W tym artykule jest najwięcej rzeczy, do których miałbym pewne zastrzeżenia. Niepokoi mnie, jako człowieka z pewnym doświadczeniem na morzu i jako naukowca, takie podejście do użycia okrętu, ze względu na jego specyficzne walory jakie ma do dyspozycji państwo. Okręt jest tymczasowym organem państwa w stosunkach międzynarodowych, kiedy tylko przekroczy granice wód terytorialnych. Występuje w ochronie i obronie interesów państwa. Treść artykułu 3 przypomina niestety skrzyżowanie regulaminu służby wartowniczej z regulaminem SUFO” – skomentował profesor.
Wskazał też pozytywne strony, jakie dostrzega w zapisach. „Co jest dobre w tym artykule? Przede wszystkim to, że określono sytuację, kiedy dowódca jednostki pływającej czy statku powietrznego może użyć siły. Określono też infrastrukturę krytyczną i zrobiono to dość dobrze” – powiedział.
Marynarka w gorsecie
Zaznaczył też, że kwestie użycie broni – które jest środkiem ostatecznym - zostaną uregulowane w szczegółowych instrukcjach, które otrzymają okręty. Przypomniał, że „zazwyczaj po prostu opracowuje się tak zwane Rules of Engagement, czyli ROE, określające kompetencje dowódcy dotyczące użycia siły w konkretnych okolicznościach”. „My artykułem 3 trochę wcisnęliśmy Marynarkę w gorset wynikający z ustawy o zasadach użycia lub pobytu sił zbrojnych poza granicami państwa. Marynarka jest tam, gdzie wymaga tego interesu państwa. Przynajmniej tak powinno być” – stwierdził.
Ogólnie ocenił, że „nowelizacja ustawy o zasadach użycia sił zbrojnych RP poza granicami państwa w odniesieniu do okrętów jest najmniej potrzebna”. „Bardzo się cieszę, że ustawa w ogóle jest, bo zrobiliśmy pierwszy krok, a jak jest pierwszy krok, to powinny być następne i będzie można dopracować poszczególne kwestie” – powiedział.


WIDEO: "Koordynacja jest najważniejsza". Dowódca GROM o operacjach specjalnych