Reklama
  • WIADOMOŚCI

Aż trzy europejskie myśliwce 6. generacji?

Nie byłoby końcem świata, gdyby Europa produkowała w przyszłości trzy samoloty bojowe 6. generacji – twierdzi Michael Schöllhorn, prezes Airbus Defence and Space. Każdy mógłby odgrywać inną rolę – informuje portal Hartpunkt.

NGF
Jedna z wizji artystycznych płatowca NGF rozwijanego w ramach programu FCAS.
Autor. Airbus

Michael Schöllhorn zauważa, że w zasadzie każda z przyszłych platform miałaby nieco inną rolę. Maszynę GCAP (brytyjsko-japońsko-włoską) określił jako „wielką niemal jak bombowiec”, sugerując, że mogłaby ona specjalizować się w tego rodzaju zastosowaniach, a przynajmniej być do nich zazwyczaj wykorzystywana. Wszystko wskazuje na to, że nastąpi rozpad europejskiego konsorcjum FCAS/SCAF, a Niemcy i Francja pójdą własnymi drogami. Prezes Airbus Defence and Space widzi tutaj jednak także pole do stworzenia konstrukcji wyspecjalizowanych. Francuska maszyna to konstrukcja posiadająca wersję pokładową, a więc przyszłe europejskie lotnictwo pokładowe, a także maszyna zdolna do przenoszenia ładunków ciężkich i nuklearnych.

Reklama

Na koniec prezes podzielił się zupełnie nową koncepcją, czyli rolą, jaką miałby pełnić zupełnie nowy, „niemiecki” myśliwiec. Jego zdaniem mogłaby to być maszyna wyspecjalizowana w wywalczaniu przewagi powietrznej. Można tłumaczyć to w ten sposób: Europa miałaby w przyszłości własną maszynę ciężką, odpowiednik nazwijmy to, bombowca frontowego, czyli FCAS (odpowiednik F-15EX, tyle że nowszej generacji), samolot wielozadaniowy z wersją pokładową (maszyna stworzona we Francji, lepszy odpowiednik F-35C) i maszynę przewagi powietrznej (lepszy odpowiednik F-22).

Jednocześnie prezes Schöllhorn poinformował, że nie chodzi mu o całkowity rozbrat w programie FCAS. Chciałby jedynie „wyjąć” z niego samoloty załogowe. Cała reszta, w tym tworzone wspólnie środowisko wymiany danych, uzbrojenie, drony towarzyszące i liczne podzespoły mogłyby, a wręcz powinny, pozostawać te same. Zarówno ze względu na ekonomię i logistykę, jak i ich zdolność do wzajemnej komunikacji.

Czy trzy różne samoloty (chociaż Szwecja także nie wyklucza własnego, co oznaczałoby już cztery) to za dużo dla całej Europy? Prezes Airbusa wskazuje, że Stany Zjednoczone pracują obecnie nad trzema lub czterema platformami (F-47, F/A-XX, na stole jest wersja rozwojowa F-35, określana czasem jako F-55, choć nie wiadomo, na ile poważny jest ten projekt, ale z pewnością F-35 będzie podlegał rozwojowi), a Chiny nad trzema (tzw. J-36, który w tej wizji odpowiadałby GCAP; tzw. J-50, być może odpowiednik „samolotu niemieckiego”, oraz wprowadzany dopiero do służby i rozwijany J-35/J-35A, czyli odpowiednik „samolotu francuskiego”).

Reklama
WIDEO: Trumpolog: blokada Ormuzu się nie uda | Premier Tusk w Korei Płd | Defence24Week #156
Reklama