- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Współpraca z USA to fundament bezpieczeństwa Polski [OPINIA]
Autor. Sgt. Max Elliott, 196th Mobile Public Affairs Detachment/US Army
Pomimo kontrowersji związanych z ograniczeniem wsparcia dla Ukrainy, Stany Zjednoczone pozostają kluczowym i fundamentalnym sojusznikiem Polski w NATO. Należy więc zabiegać o dalsze zwiększenie współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, zarówno pod kątem ich obecności na wschodniej flance NATO, jak i w przemyśle obronnym.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czym różni się sojusznik NATO od partnera USA – dlaczego Polska ma inne gwarancje bezpieczeństwa (art. 5) niż Ukraina.
- Dlaczego Europa wciąż potrzebuje USA – w jakich obszarach (rozpoznanie, tankowanie w powietrzu, parasol nuklearny) brakuje europejskich zamienników.
- Co z wojskami USA w Polsce – jak wyglądają rotacje brygad pancernych i na jakim etapie są rozmowy o stałych bazach.
- Jak działa obrona nieba nad wschodnią flanką – kto dowodzi sojuszniczym lotnictwem i czym jest plan obronny SDP 12000.
Ostatnie kroki administracji prezydenta Donalda Trumpa wobec Ukrainy, w tym przejściowe ograniczenie dostępu do systemu Starlink/Starshield oraz porozumienie z Rosją w sprawie dostaw oleju napędowego, wywołują pytania o trwałość sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Chodzi tu o sojusz Polski i innych krajów NATO, bo Ukraina – jak przypomniał niedawno wiceprezydent USA J.D. Vance – jest z formalnego punktu widzenia nie sojusznikiem, a partnerem Stanów Zjednoczonych.
Nie zmienia to faktu, że pewne działania lub zaniechania podejmowane wobec Ukrainy wpływają na postrzeganie USA przez traktatowych sojuszników. Podobnie jak deklaracje i działania wykonywane przez obecną administrację np. wobec Danii. Nie zmienia to jednak faktu, że pomimo pewnych problemów USA nadal pozostają kluczowym i wiarygodnym sojusznikiem. I jest ku temu wiele powodów.
Potencjał militarny i przemysłowy USA. Dlaczego Europa nadal go potrzebuje?
Po pierwsze, Amerykanie nadal mają – przy wszystkich problemach, szczególnie tych wywołanych konfliktem na Bliskim Wschodzie – fundamentalny potencjał, który jest zaangażowany w system kolektywnej obrony NATO. Dotyczy to zarówno działań konwencjonalnych, jak i odstraszania nuklearnego, w tym Nuclear Sharing. Amerykański potencjał nuklearny jest kilkukrotnie silniejszy od tego, czym dysponują Wielka Brytania i Francja. Sam fakt, że Rosjanie prowadzą rozmowy o broni jądrowej z USA właśnie, o czymś świadczy. Stany Zjednoczone jako jedyne państwo w NATO mają też – przykładowo – bombowce strategiczne, ale również szereg innych zdolności, w tym wspomniany system ostrzegania o wystrzeleniu rakiet. Podobny planują zbudować Francja i Niemcy w ramach programu Odin’s Eye, ale może on być operacyjny dopiero po 2030 roku. Stany Zjednoczone mają też zdecydowanie największy w NATO potencjał, jeśli chodzi o zdolności logistyczne, takie jak transport i tankowanie w powietrzu, uderzeniowe (w tym myśliwce V generacji), a także szeroko pojmowane rozpoznanie, nadzór i wywiad. Zdolności te cały czas są zaangażowane do wsparcia NATO.
Autor. Sgt. Scyrrus Corregidor
To samo dotyczy też przemysłu obronnego i lotniczo-kosmicznego z USA. Państwa europejskie, będące liderami NATO, wciąż angażują się we współpracę i pozyskiwanie kolejnych partii sprzętu. Flagowym przykładem są oczywiście F-35. Nie mniej istotna jest jednak też licencyjna produkcja pocisków ATACMS, zakupy Patriotów oraz systemu Aegis dla najcięższych fregat w historii (Niemcy), zestawów NASAMS z pociskami AMRAAM (Belgia, Holandia) czy HIMARS (Szwecja, kraje bałtyckie). Sam fakt, że Ukraina, choć dziś niemal nie otrzymuje pomocy finansowanej przez USA używa jako jednego z podstawowych rozwiązań łączności systemu Starlink i usługi Starshield również jest wymowny. Dodajmy, że sprzęt nie jest własnością Ukrainy, w przeciwieństwie do kupowanego od USA uzbrojenia. To z definicji musi mieć możliwość działania bez bezpośredniego połączenia z systemami amerykańskimi, choćby na wypadek zakłócenia łączności. Inaczej organizuje się też wsparcie logistyczne, choć oczywiście długotrwałe wykorzystanie pewnych zdolności bez wspomagania z USA byłoby problematyczne. Tak jak i w wypadku sprzętu każdego innego producenta.
Dziś przemysł USA boryka się z problemami z mocami produkcyjnymi, bo wiele z kierunkowych decyzji o rozbudowie zdolności podjęto zaledwie na parę miesięcy lub nawet tygodni przed rozpoczęciem działań przeciwko Iranowi, a części z nich nie wdrożono w pełni z uwagi na brak zgody Kongresu. Nie zmienia to jednak faktu, że potencjał amerykański jest na tyle rozwinięty (także w oparciu o szybko rosnące firmy technologiczne), że nadal stanowi – i będzie stanowić – kluczowy wkład do obrony całego NATO.
Wojska USA w Polsce i na wschodniej flance. Rotacje brygad i stałe bazy
Warto podkreślić, że amerykański potencjał, pomimo pewnych przesunięć i redukcji, cały czas pozostaje fizycznie zaangażowany w Europie Środkowo-Wschodniej. Przykładowo, w sierpniu tego roku odbyły się duże ćwiczenia lotnicze NATO w ramach operacji Eastern Sentry, związanej ze wzmocnieniem obrony wschodniej flanki Sojuszu. Uczestniczyły w nich między innymi amerykańskie F-35 z bazy Lakenheath w Wielkiej Brytanii, a także norweskie maszyny tego typu i morskie samoloty patrolowe oraz walki radioelektronicznej z kilku państw.
Cały czas kontynuowane są też – choć w mniejszym zakresie, niż odbywało się to od końca 2022 do początku 2026 roku – rotacje brygad pancernych do krajów wschodniej flanki, w tym przede wszystkim do Polski. Sam prezydent USA Donald Trump mówił w kwietniu o wycofaniu brygady z Niemiec (tam odbyła się pierwsza rotacja po agresji Rosji na Ukrainę z lutego 2022, kolejne były już bardziej na wschodniej flance). W komunikacji administracji widać więc błędy i niespójności. Nie zmienia to faktu, że kolejna rotacja jednej brygady jest realizowana: ogłoszono ją 24 sierpnia, dotyczy 2 Brygady 1 Dywizji Piechoty. Amerykanie potwierdzili też niedawno przywrócenie obecności jednostek wojskowych na Litwie.
Autor. Ssgt. Charlie Duke/US Army
Trwają też rozmowy o stałej obecności wojskowej z Polską. To bardzo istotne, tak z wojskowego jak i politycznego punktu widzenia. Z jednej strony trwająca już prawie 10 lat obecność rotacyjna jest dużym obciążeniem dla sił USA (utrzymywanie rotacji jednej brygady w jednym czasie de facto angażuje trzy). Z drugiej, stałe bazy są trudniejsze do wycofania na przykład w ramach cięć strukturalnych, co paradoksalnie widzieliśmy kilka miesięcy temu.
Dodajmy, że obok brygady pancernej w Polsce obecnych jest szereg innych elementów sił USA, ale to temat na inny artykuł, który zresztą wkrótce w Defence24.pl będzie opublikowany.
Art. 5 NATO a status Ukrainy: dlaczego traktatowy sojusz daje więcej niż partnerstwo?
Amerykanie są też cały czas zaangażowani w struktury dowodzenia NATO. Uruchomienie sojuszniczych (holenderskich) myśliwców, które po raz pierwszy w historii zintegrowanego systemu obrony powietrznej użyły uzbrojenia rakietowego w obronie terytorium traktatowego odbyło się w systemie dowodzonym przez najwyższego dowódcę sił NATO i USA w Europie (SACEUR), gen. Alexusa Grynkewicha, oficera amerykańskiego. Po tej sytuacji Polska otrzymała od USA donację przechwytujących bezzałogowców Merops, aby bardziej kosztowo efektywnie zwalczać wrogie drony. Ten system został następnie zakupiony przez Polskę, zakup realizuje lub przygotowuje tez co najmniej pięciu innych sojuszników.
SACEUR zatwierdza też wszystkie plany obronne, w tym te związane z dalszym transgranicznym wykorzystaniem lotnictwa poszczególnych krajów sojuszniczych. Mowa o SDP 12000, o którym niedawno mówił w rozmowie z Defence24.pl dowódca operacyjny gen. dyw. Ireneusz Nowak. Dowodzony przez Amerykanów system to także np. tureckie myśliwce F-16 rozmieszczone w Turcji – w jednym ugrupowaniu ze szwedzkimi Gripenami. Biorąc pod uwagę spory obu państw ciężko sobie wyobrazić inną strukturę niż ta, łącząca taki duży potencjał. Można nawet mieć wątpliwości, czy współpraca obronna dwóch chyba najważniejszych dla całej Europy Środkowo-Wschodniej do Berlina sojuszników: Polski i Niemiec byłaby możliwa w innym sojuszu niż NATO, z uwagi na niski poziom zaufania Warszawy do Berlina i kwestie historyczne.
Traktat Waszyngtoński wymaga od sojuszników budowy własnych zdolności obronnych
USA są też traktatowo zobowiązane do wsparcia obrony państw sojuszniczych, a takich zobowiązań nie zawiera partnerstwo np. z Ukrainą. Oczywiście uruchomienie obrony kolektywnej jest zawsze decyzją polityczną, w USA leżącą po stronie administracji. Niemniej sam fakt funkcjonowania sojuszniczego planowania obronnego („przepisów wykonawczych” do Traktatu Waszyngtońskiego), jak i to, że pewnymi instrumentami nacisku na administrację USA dysponuje Kongres (nawet jeśli dziś są słabsze niż kiedyś) powoduje, że amerykańskie zaangażowanie obarczone jest dodatkowymi środkami bezpieczeństwa. To – w połączeniu z dużym potencjałem USA – wpływa na wysoką wiarygodność sojuszu z Amerykanami.
Oczywiście ten sojusz (jak każdy inny) nie zapewnia stuprocentowego bezpieczeństwa, ale nadal jest istotnym czynnikiem odstraszania przeciwnika. Nikt też nie powinien uznawać sojuszu z USA za zastępstwo własnych zdolności obronnych, bo te zawsze były komplementarne i są wymagane przez art. 3 Traktatu Waszyngtońskiego. Można też tutaj dodać, że w czasach Zimnej Wojny pobór w państwach zachodnich graniczących z dawnym Układem Warszawskim, w tym w silnie wspieranych przez Amerykanów Niemczech, był normą. I nikt nie wyrzucił z NATO Grecji, Turcji czy Norwegii za utrzymywanie go po zakończeniu Zimnej Wojny.
Autor. Capt. Michael Mastrangelo/US Army
Dlaczego zwroty w polityce sojuszników nie niszczą fundamentów transatlantyckich?
Trzeba też powiedzieć jedno: niektóre działania obecnej administracji nie są korzystne dla obronności Europy, czy to jeśli chodzi o wojnę w Iranie i zaangażowanie zasobów USA, czy niektóre wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa. Tyle, że w sojuszach, w stosunkach międzynarodowych tak po prostu jest, że błędy i zmiany polityki się zdarzają. Właśnie z takim okresem do pewnego stopnia mamy do czynienia w relacjach z USA. Przykładów naprawdę nie trzeba szukać daleko. Przedstawiciele władz państw zachodnioeuropejskich, dziś będących liderami we wsparciu Ukrainy i odgrywających ważną rolę na wschodniej flance NATO (Niemcy, Francja, Holandia), długo nie wierzyli że dojdzie do pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Berlin długo był zaangażowany w projekt gazociągu Nord Stream 2, zapewniając ustami kanclerz Angeli Merkel o czysto biznesowym charakterze projektu.
Wreszcie: państwa europejskie dokonały w strukturach swoich sił zbrojnych cięć tak głębokich, że pewne konwencjonalne zdolności po prostu utracono. Pomoc z USA w pierwszym okresie wojny, gdy inni dostarczali przysłowiowe hełmy i granatniki, była kluczowa i dla Ukrainy i dla wschodniej flanki NATO. Nawet jeśli dziś proporcje, szczególnie w odniesieniu do Ukrainy zmieniły się. Podajmy jeszcze jeden przykład. Można (i trzeba) krytykować USA, a konkretnie administrację Joe Bidena, za to że odmówiła dostawy już w 2022 roku na Ukrainę nie tylko taktycznych pocisków ATACMS z uwagi na obawy przed eskalacją, ale i artyleryjskiej amunicji kasetowej.
Tej ostatniej nie dostarczano z uwagi na postrzeganie jako „niehumanitarne” i mogące negatywnie wpływać na wizerunek USA na świecie. Tyle, że europejscy sojusznicy (poza Turcją i Grecją, a w niewielkim zakresie także Polską i Rumunią) nie mieli takiego „problemu”. Swoje zapasy tej amunicji dużo wcześniej całkowicie i nieodwracalnie zniszczyli podpisując konwencję z Oslo/Dublina zakazującą jej produkcji. A przekazanie jej Ukrainie w odpowiednim momencie mogłoby bardzo pomóc – nie w głębokich uderzeniach, ale w pobliżu frontu. Mimo tych wszystkich niedociągnięć państwa europejskie pozostały w sojuszu, nie odrzuciły go a dziś wzmacniają, budując także własną wiarygodność.
Dziś relacje transatlantyckie na pewno przechodzą trudny okres. Jednocześnie jednak widać, że USA wciąż stanowią ważny wkład do europejskiego bezpieczeństwa. Można nawet powiedzieć, że w Polsce już tak „przyzwyczailiśmy się” do fizycznej obecności wojsk Stanów Zjednoczonych na terenie RP, że przestajemy dostrzegać płynące z tego korzyści związane ze wzmocnieniem odstraszania. A tuż po rosyjskiej aneksji Krymu, walkach w Donbasie i nawet przez część 2016 roku wcale nie było oczywiste, czy taka obecność w ogóle będzie ustanowiona. A obawa sprowadzała się do tego, że Kreml może odczytać brak takiej obecności jako słabość i wykorzystać ją Dziś natomiast należy zabiegać o jej trwałość. Bo niezależnie od poważnych skutków rosyjskich działań hybrydowych i informacyjnych, planiści na Kremlu biorą i będą brać pod uwagę amerykański potencjał. A ten pozostaje silny.


