- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
- ANALIZA
Wojsko szuka samolotów do walki z dronami. Potrzebne nowe zdolności [KOMENTARZ]
Wojsko Polskie bada możliwości zakupu samolotów, które będą służyć specjalnie do walki z bezzałogowymi statkami powietrznymi (BSP), takimi jak irańskie Szahidy – potwierdził oficjalnie Defence24.pl. Samoloty o innych parametrach niż klasyczne myśliwce, są skutecznym narzędziem do walki z bezzałogowcami na Ukrainie. Możliwości dostarczenia takich maszyn ma również polski przemysł.
W odpowiedzi na pytania Defence24.pl mjr Agnieszka Wróblewska z Oddziału Działań Komunikacyjnych Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych (DG RSZ) potwierdziła, że DG RSZ prowadzi analizy w sprawie pozyskania samolotów ze zdolnością do zwalczania Bezzałogowych Statków Powietrznych (BSP). Dodała, że szczegóły „ze względu na kwestie operacyjne” nie podlegają publikacji.
Warto więc zastanowić się, o jakie maszyny może chodzić. O ile bezzałogowce mogą być (i są w różnych obszarach świata – zarówno na Ukrainie, jak i na Bliskim Wschodzie) zestrzeliwane przez klasyczne myśliwce w rodzaju F-16, to użycie takich samolotów niesie ze sobą pewne ograniczenia. Przede wszystkim nie mogą one być wykorzystywane do innych zadań. Innymi słowy, w wypadku ataku na Polskę sama konieczność „przekierowania” części maszyn typowo bojowych do ścigania setek, a nawet tysięcy latających w specyficzny sposób dronów oznacza, że nie będą one mogły wykorzystywane do innych misji, gdzie dużo trudniej je zastąpić. Dodajmy, że bezzałogowce latają zwykle z prędkością nie więcej niż 200-300 km/h – to szybkość zbliżona do prędkości minimalnej myśliwców, choć oczywiście są też szybsze modele.
Walka z nimi za pomocą naddźwiękowych maszyn wymaga zastosowania specyficznej taktyki oraz użycia rakiet powietrze-powietrze, bo strzelanie z działek jest niebezpieczne dla samego myśliwca. Jeśli jako efektor zostanie wykorzystana klasyczna rakieta powietrze-powietrze, w rodzaju kosztującego pół miliona dolarów Sidewindera, lub półtora miliona dolarów AIM-120 AMRAAM (takie pociski odpalano we wrześniu 2025 roku z myśliwców F-35), to nie tylko tracimy na stosunku koszt-efekt (bo jest skrajnie niekorzystny, rakiety są kilkudziesięciokrotnie droższe), ale przede wszystkim tracimy ograniczone zapasy rakiet, które mają służyć do walki z myśliwcami i ciężkimi rakietami przeciwnika.
Autor. Ministerie van Defensie
Pozostają więc tylko rakiety 70 mm kierowane laserowo. I nawet w wypadku ich zastosowania, pozostaje koszt godziny lotu myśliwca F-16. Nie jest to optymalne rozwiązanie, bo wiąże siły i w wypadku długotrwałego konfliktu powoduje także zużycie samolotów. Tym bardziej w wypadku Polski, która ma ograniczoną liczbę nowoczesnych maszyn (modernizacja F-16 potrwa dekadę, lżejsze FA-50PL dopiero wejdą na wyposażenie). Łącznie F-16 i lekkich myśliwców będzie mniej niż 100. Celowo nie wspomniano tu F-35, ponieważ są jeszcze droższe i będą mieć masę innych zadań w ramach operacji wielodomenowych, począwszy od namierzania celów dla innych środków bojowych, po niszczenie obrony powietrznej przeciwnika. I te misje muszą być realizowane przez maszyny V generacji, by inne lotnictwo mogło w ogóle funkcjonować.
Trzeba też pamiętać, że naddźwiękowe myśliwce czy jak się czasem mówi – „szybkie” myśliwce – nadają się dużo lepiej do walki z klasycznym lotnictwem i rakietami manewrującymi przeciwnika. I za bardzo nie ma dla nich alternatywy w tych zadaniach. A te zagrożenia będą występowały, być może nawet w większym stopniu niż dziś na Ukrainie, bo Rosja po ewentualnym zawieszeniu broni odtworzy zapasy swoich rakiet. Jednocześnie głównym zadaniem lotnictwa bojowego, obok obrony, jest prowadzenie działań ofensywnych – przede wszystkim ukierunkowanych na ograniczenie możliwości prowadzenia działań uderzeniowych przez przeciwnika. W praktyce oznacza to niszczenie wyrzutni rakiet, składów amunicji itd.
To wszystko są podstawowe zadania lotnictwa bojowego, które będą mogły być wykonywane tylko w ograniczonym stopniu, jeśli to lotnictwo będzie zmuszone do zwalczania dronów na szeroką skalę. Analogicznie do zwalczania dronów można użyć śmigłowców, zwłaszcza uderzeniowych w rodzaju zakupionych przez Polskę AH-64E Apache Guardian. Tyle że wtedy nie będą one mogły być wykorzystywane do swojej pierwotnej roli, czyli prowadzenia wsparcia dla Wojsk Lądowych, szczególnie w sytuacji, gdy przeciwnik osiąga przewagę lub wspomagania własnych kontruderzeń. Dlatego one również nie powinny być podstawowym środkiem zwalczania dronów.
Kwestia poszukiwania alternatywnych środków do zwalczania bezzałogowców została już jakiś czas temu zauważona. Oczywiście ważną rolę odgrywają środki naziemne – lufowe, rakietowe (tu również niezbędne są lekkie, tanie pociski do masowej produkcji) oraz drony przechwytujące, pozwalające „wysunąć” zwalczanie dronów nieco dalej od miejsca rozmieszczenia własnych wojsk.
Choć środki naziemne są bardzo istotne, to mają jedną poważną wadę. Mogą one działać w miejscu, w którym są rozmieszczone, względnie w jego pobliżu, przy odpowiednim czasie ostrzeżenia i możliwości zmiany stanowiska. Pełną mobilność i możliwość elastycznego działania zapewniają tylko platformy powietrzne, które można relokować w zależności od zagrożenia. Dlatego też różne państwa, w tym Polska, prowadzą analizy nad możliwością pozyskania samolotów przeznaczonych specjalnie do zwalczania bezzałogowców.
Jeszcze w grudniu 2025 roku zastępca Dowódcy Generalnego RSZ gen. dyw. pil. Ireneusz Nowak mówił w wywiadzie dla Defence24.pl: „Będziemy na pewno Super Tucano testować i przyglądać się mu bliżej na początku 2026. Chcemy wyrobić sobie pogląd na ten temat. Obecna wojna polega na kreatywności i adaptacji. Dlatego oceniamy wszystkie możliwości, które są na stole. Tak samo rozważamy dostosowanie do zwalczania dronów samolotów M-28 czy też śmigłowców. Kiedy pojawia się masowe zagrożenie, trzeba pod uwagę brać wszystkie dostępne środki”. I już w styczniu przeprowadzono testy Super Tucano z udziałem polskich oficerów. To jednak maszyny produkowane w Brazylii, a gdyby wymagano przeniesienia części ich produkcji do Polski – będzie na to potrzeba czasu.
Samoloty przeciwko dronom
Jakie więc powinny być samoloty służące do zwalczania bezzałogowców?
Z zasady powinny to być maszyny wolniejsze niż myśliwce, aby móc dostosować się do sposobu działania bezzałogowców i tańsze w eksploatacji. Powinny być też dostosowane do operowania z polowych lotnisk, przy ograniczonym zabezpieczeniu logistycznym. Na myśl tutaj przychodzą głównie dwa typy rozwiązań. Jedno to dostosowane i odpowiednie uzbrojenie samolotów szkolno-treningowych w rodzaju wspomnianego A-29 Super Tucano czy T-6 Texan II. Takie maszyny mogą zwalczać bezzałogowce przede wszystkim bronią strzelecką i lekkimi rakietami kierowanymi, oczywiście po doposażeniu w odpowiednie systemy elektroniczne (w tym optoelektroniczne, radarowe, ale też łączności). Na Ukrainie do zwalczania bezzałogowców adaptowane są nawet stare samoloty typu Jak-52, a bezzałogowce niszczone są przez strzelców pokładowych z broni ręcznej, choć wiąże się to z wieloma ograniczeniami. Niemniej jednak nowocześniejsze konstrukcje, po zintegrowaniu z odpowiednim uzbrojeniem, mają dużo większy potencjał.
Autor. Senior Airman Rebeckah Medeiros
Drugim możliwym rozwiązaniem jest dostosowanie do zwalczania dronów turbośmigłowych samolotów transportowych, w podobny sposób jak tworzone są na ich podstawie maszyny wsparcia pola walki (np. Airbus/Casa CN-235 używane w tej roli w Jordanii). W praktyce chodzi tutaj o integrację sensorów oraz uzbrojenia, które można montować nie tylko pod skrzydłami, ale i w drzwiach kabiny samolotu (działka/karabiny maszynowe). Analogicznie takie samoloty powinny zostać wyposażone w środki łączności. W dłuższej perspektywie samoloty transportowe można by nawet dostosować do wykonywania zrzutu dronów przechwytujących, co jednak wymaga pewnych prac rozwojowych.
Na Ukrainie do zwalczania dronów używany jest co najmniej jeden lżejszy An-28, który został uzbrojony w wielolufowe karabiny maszynowe M134 Minigun montowane w drzwiach bocznych oraz proste systemy obserwacji dzienno-nocnej i dalmierze laserowe. Jeszcze w lutym informowano, że maszyna ta zestrzeliła prawie 150 Szahidów, a przechwyceń dokonywano przez zrównanie się maszyny z wolno lecącymi dronami. Na pewno jej zaletą są długotrwałość lotu (ponad cztery godziny) i możliwość startu oraz lądowania z prostych, polowych lotnisk. Taki samolot operuje oczywiście nie nad linią styczności wojsk, gdzie byłby zagrożony przez rosyjską obronę przeciwlotniczą i lotnictwo bojowe, ale w głębi terytorium Ukrainy.
Autor. Jarosław Ciślak/Defence24.pl
An-28 to protoplasta produkowanego obecnie w zakładach PZL Mielec (i używanego w Siłach Zbrojnych RP) samolotu M28 w wersji zmodernizowanej. Podobnie jak M28, był produkowany w zakładach w Mielcu. Dzisiejszy M28 to znacznie unowocześniony wariant, dysponujący m.in. zachodnią awioniką i silnikami. Mieleckie zakłady opracowały też koncepcję silnie uzbrojonego wariantu tej maszyny, dostosowanej do użycia broni strzeleckiej i różnych typów uzbrojenia precyzyjnego, ale też wyposażoną w systemy samoobrony. Na jej podstawie opracowano koncepcję etapowej modernizacji dla istniejących M28 (i starszych An-28) w celu budowy zdolności do zwalczania dronów. Oczywiście możliwa jest też produkcja nowych maszyn.
W pierwszym etapie samoloty mogą zostać wyposażone w środki łączności i uzbrojenie strzeleckie – wielolufowe karabiny maszynowe Minigun w bocznych drzwiach oraz ewentualnie dodatkowo karabin maszynowy 12,7 mm w drzwiach tylnych. Szybko może również zostać zainstalowana głowica optoelektroniczna (taki sprzęt mają już niektóre samoloty Marynarki Wojennej). W kolejnym etapie można by zintegrować bardziej rozwinięte uzbrojenie, w tym zdalnie sterowane stanowisko pod kadłubem (z karabinem maszynowym WKM-B lub działkiem 20 mm), a w następnym – rakiety APKWS, pozwalające zwalczać drony i inne cele z większej odległości, co jest pożądane w niektórych sytuacjach. Samoloty mogą otrzymać także inne dodatkowe systemy obserwacyjne, nawigacyjne, łączności i transmisji danych (łącznie z Link 16) oraz środki samoobrony.
Autor. Kpt. Ewa Złotnicka
Dziś bezzałogowce stały się tak powszechnym zagrożeniem, że obrona przed nimi wymaga kompleksowego i warstwowego podejścia. Obok dostosowywania już istniejących platform lotniczych i wprowadzania nowych systemów naziemnych jest też miejsce na specjalnie w tym celu opracowane załogowe platformy powietrzne, zapewniające możliwość prowadzenia działań manewrowych. Paradoksalnie mogą one być tańsze od samolotów i śmigłowców bojowych, pozwalając im na skuteczne wykonywanie standardowych zadań. I takie maszyny być może pozyska również Wojsko Polskie.
Zobacz też




WIDEO: Chaos na Bliskim Wschodzie. Nadchodzi kolejna fala migracji?