- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
- POLECANE
Ustawa o bezpiecznym Bałtyku – martwa, bo bez okrętów [OPINIA]
Ustawa o bezpiecznym Bałtyku jest unikalnym przykładem politycznej zgody pro publico bono. Niestety bez odpowiednich okrętów nie uda się tej zgody w pełni wykorzystać.
Autor. M.Dura
Podpisanie 9 stycznia 2025 roku w Belwederze tzw. ustawy o bezpiecznym Bałtyku było dużym zaskoczeniem. Prezydent Karol Nawrocki po raz pierwszy zgodził się bowiem, by ustawowo ograniczyć swoje kompetencje. W ustawie wskazano bowiem m.in., że okręty Marynarki Wojennej będą mogły być wysłane na wody międzynarodowe na mocy samej decyzji szefa MON. Wcześniej do wysłania okrętu na misję zagraniczną konieczne było postanowienie Prezydenta RP.
Zgodzono się jednak na tę zmianę, ponieważ w ten sposób skraca się czas reakcji na zagrożenie. Proces legislacyjny związany z wydaniem postanowienia przez Prezydenta RP jest bowiem zbyt długi. Dodatkowo w Belwederze zrozumiano, jak ważne są pozostałe zmiany wprowadzane Ustawą o bezpiecznym Bałtyku (a właściwie Ustawą z dnia 18 grudnia 2025 r. o zmianie niektórych ustaw w celu usprawnienia działań Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej na wypadek zagrożenia bezpieczeństwa państwa na polskich obszarach morskich oraz zapewnienia bezpieczeństwa na Morzu Bałtyckim).
Przede wszystkim rozbudowano katalog przesłanek:
- które pozwalają na użycie wojska za granicą (poza np. wsparciem sojuszników, udziałem w misjach czy zwalczaniem terroryzmu, polscy żołnierze będą mogli zostać wysłani do misji mających za cel „wzmocnienie bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej");
- dotyczących pobytu Sił Zbrojnych za granicą (które poza udziałem w szkoleniach i ćwiczeniach wojskowych oraz akcjach ratowniczych, poszukiwawczych lub humanitarnych, będą teraz mogły realizować zadania związane z „monitorowaniem bezpieczeństwa zewnętrznego Rzeczypospolitej Polskiej lub w ramach wysuniętej obecności").
W ustawie o bezpiecznym Bałtyku rozszerzono dodatkowo uprawnienia polskiej Marynarki Wojennej na morzu (a w niektórych przypadkach również polskiemu lotnictwu), dając dowódcom jednostek pływających Marynarki Wojennej możliwość:
- chronienia infrastruktury krytycznej – w tym również na wodach międzynarodowych;
- użycia „broni i innego uzbrojenia" w razie „konieczności odparcia bezpośredniego, bezprawnego zamachu, jak i w celu przeciwdziałania czynnościom zmierzającym bezpośrednio do takiego zamachu na jednostkę pływającą Marynarki Wojennej, Straży Granicznej lub Policji albo statek powietrzny Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, Straży Granicznej lub Policji, bądź na morską infrastrukturę krytyczną";
- monitorowania bezpieczeństwa zewnętrznego;
- korzystania z uprawnień posiadanych obecnie przez Straż Graniczną „w przypadku, gdy wymagają tego względy obronności i bezpieczeństwa państwa".
Autor. M.Dura
Ta trzecia możliwość pozwoli m.in. na:
- wezwania podejrzanego statku do zmniejszenia prędkości przepływu;
- zatrzymania podejrzanego statku do kontroli, sprawdzenia dokumentów dotyczących statku i ładunku;
- wylegitymowania załogi statku oraz znajdujących się na nim pasażerów;
- zbadania ładunku;
- zmuszenia statku do zawinięcia do wskazanego portu;
- zarządzenie pościgu za statkiem, jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie, że statek ten w czasie pobytu na morskich wodach wewnętrznych lub na morzu terytorialnym Rzeczypospolitej Polskiej naruszył przepisy obowiązujące na terytorium RP i mimo wezwania do zatrzymania się lub po zatrzymaniu go, usiłuje zbiec;
- otwarcia ognia do tego statku.
Z tym rozszerzeniem zakresu uprawnień związana jest również wprowadzona Ustawą decyzja, by dowódcy jednostek pływających Marynarki Wojennej i żołnierze pełniący służbę ochronną na tych jednostkach zostali zaliczeni do tzw. organów porządkowych. Ma to poprawić bezpieczeństwo żołnierzy pełniących służbę na jednostkach pływających Marynarki Wojennej i dać „możliwość proporcjonalnej reakcji w sytuacjach zagrożenia”.
Przy okazji zwiększono także uprawnienia Straży Granicznej, która może np. zatrzymać dany statek, a nawet zmusić go do zawinięcia do określonego portu nie tylko ze względów „obronności państwa i nienaruszalności granicy państwowej”, ale również „w przypadku konieczności odparcia bezprawnego, bezpośredniego zamachu na infrastrukturę krytyczną oraz przeciwdziałania czynnościom zmierzającym do takiego zamachu”.
Autor. M.Dura
Co w ustawie jest do ewentualnej poprawki?
Ustawa o bezpiecznym Bałtyku jest potrzebna, ale nie jest bez zarzutu. Dużym błędem wydaje się np. wprowadzenie wydłużonej procedury użycia „broni lub innego uzbrojenia”. Ustawa daje bowiem możliwość użycia okrętom uzbrojenia np. w obronie infrastruktury krytycznej, jednak na wydanie rozkazu otwarcia ognia w kryzysowej sytuacji dowódca okrętu lub statku powietrznego musi uzyskać zgodę ze strony Dowódcy Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych. I to nawet w celu odparcia bezpośredniego, bezprawnego zamachu. Podobną sytuację mielibyśmy, gdyby wartownikowi wolno było użyć uzbrojenia w ochronie chronionego obiektu dopiero po skontaktowaniu się z dowódcą warty.
Tymczasem może się zdarzyć sytuacja, że okręt z różnych powodów nie będzie mógł nawiązać łączności albo nie będzie miał na to czasu. Dowódca okrętu działający na morzu powinien mieć możliwość samodzielnej oceny sytuacji i w określonych przypadkach, działając według określonej procedury, decydować, co ma zrobić z powierzoną mu jednostką. Na morzu jest bowiem „pierwszym po Bogu” i to określenie w przypadku działającego samodzielnie okrętu naprawdę oddaje istotę problemu.
Takiego błędu nie uczyniono już przy zmianie zapisów dotyczących zasad użycia uzbrojenia wobec pocisków rakietowych „wystrzelonych w kierunku terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”. W tym przypadku pozwolono już dowódcom wojskowych środków obrony powietrznej niższego szczebla na samodzielne podejmowanie decyzji o strąceniu nadlatującej rakiety, w przypadkach:
- utraty łączności z Dyżurnym Dowódcą Obrony Powietrznej lub
- gdy sytuacja nie pozwala na wydanie rozkazu przez Dowódcę Operacyjnego RSZ.
Autor. M.Dura
Tę zmianę wprowadzono w związku z wprowadzeniem na wyposażenie Sił Zbrojnych RP środków obrony powietrznej pracujących w systemie automatycznego startu rakiet przechwytujących.
Trzeba też pamiętać, że dodatkowe kompetencje co do użycia uzbrojenia dla dowódców okrętów i obrony powietrznej zwiększają ich rolę, ale jednocześnie wiążą się z dużym ryzykiem politycznym. Żołnierze muszą mieć więc jasne procedury działania i znać zarówno swój zakres odpowiedzialności, jak i decydentów. W ten sposób będą mieli pewność, że po wykonaniu zadania nie będą bez powodu pociągnięci do odpowiedzialności – np. z powodów politycznych.
Problem ten jest już dostrzegany przez ustawodawców, o czym świadczą rozszerzenia wprowadzone do przepisów określających podstawy użycia Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej poza granicami państwa. Wprowadzono do nich bowiem zapis: „o niezbywalnym prawie do samoobrony, o którym mowa w art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych”. Tłumaczy się, że dzięki tym zmianom, użycie Sił Zbrojnych RP poza granicami państwa będzie mogło nastąpić „nie tylko, tak jak dotychczas, na podstawie decyzji właściwego organu organizacji międzynarodowej (obecnie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ) bądź zaproszenia lub zgody państwa przyjmującego, ale także na podstawie niezbywalnego prawa do samoobrony”.
Prawo do samoobrony stanowi jeden z wyjątków prawomocnego użycia siły w stosunkach międzynarodowych w odniesieniu do sformułowanego w Karcie Narodów Zjednoczonych zakazu użycia siły przeciwko integralności terytorialnej lub niezawisłości politycznej któregokolwiek państwa. Ważne jest również to, że prawo do działania w samoobronie nie zostało ograniczone jedynie do przypadku ataku, który już miał miejsce lub się rozpoczął. Prawo do samoobrony uzyskuje się również w przypadku „nieuchronnego ataku, mającego nastąpić w najbliższej przyszłości”.
Tę zmianę uzasadniono „niszczycielską siłę nowoczesnej broni i technologii (np. w obszarze cyberprzestrzeni), które mogą być użyte w operacjach ofensywnych”. W ten sposób będzie można się bronić jeszcze przed przyjęciem pierwszego uderzenia, oczywiście pod warunkiem wypełnienia określonych kryteriów „wywodzących się z prawa zwyczajowego, takich jak: konieczność, proporcjonalność i nieuchronność zagrożenia”.
Prawo użyteczne choć niewykonalne
Uprawnienia Straży Granicznej nadane dowódcom okrętów Marynarki Wojennej są bardzo ważne, ale w kilku przypadkach trudno z nich będzie korzystać. W polskich siłach morskich nie ma bowiem obecnie wystarczającej liczby okrętów przygotowanych do tego, by:
- zatrzymać podejrzany statek do kontroli, sprawdzenia dokumentów dotyczących statku i ładunku;
- wylegitymować załogę statku oraz znajdujących się na nim pasażerów oraz zbadać ładunek;
- zmusić statek do zawinięcia do wskazanego portu;
- zarządzić pościg za statkiem, jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie, że statek ten w czasie pobytu na morskich wodach wewnętrznych lub na morzu terytorialnym Rzeczypospolitej Polskiej naruszył przepisy obowiązujące na terytorium RP i mimo wezwania do zatrzymania się lub po zatrzymaniu go, usiłuje zbiec.
Autor. NATO MARCOM
W pierwszych dwóch przypadkach jest to związane z brakiem odpowiedniej liczby przeszkolonych marynarzy, którzy nie tylko potrafiliby wejść na pokład w ramach grup abordażowo–inspekcyjnych, ale również potrafiliby sprawdzić zatrzymaną jednostkę. W tym przypadku wystarczyłoby po prostu odpowiednie szkolenie, które jest m.in. organizowane przez NATO na Krecie.
W dwóch kolejnych przypadkach jest już trudniej, ponieważ by zmusić jakiś statek do zawinięcia do wskazanego portu lub by ten statek ścigać, trzeba mieć do tego okręty odpowiednio szybkie i rozstawione w portach wzdłuż całego polskiego wybrzeża. Niestety na stanie polskiej Marynarki Wojennej jest tylko siedem okrętów mających prędkość większą niż 20 węzłów (okręt patrolowy ORP „Ślązak”, dwie fregaty typu Oliver Hazard Perry, trzy małe okręty rakietowe typu Orkan i korweta ORP „Kaszub”). Dodatkowo wszystkie te jednostki stacjonują w Gdyni, a więc nie ma szans, by zareagować na czas np. w razie incydentu w rejonie gazoportu Świnoujście.
Dlatego swoistym załącznikiem do nowej ustawy o bezpieczeństwie Bałtyku powinien być plan stworzenia skutecznego systemu interwencyjnego na Morzu Bałtyckim. System ten powinien nie tylko wykrywać zagrożenie i je identyfikować, ale również alarmować siły, które byłyby zdolne do skutecznej interwencji. Niestety te siły interwencyjne trzeba będzie dopiero utworzyć, ponieważ nie mamy zdefiniowanych do tego okrętów, jak i wspomagających ich śmigłowców. W rozwiązaniu tego problemu mógłby nam pomóc fundusz SAFE.
Problemem nie byłby tu na pewno czas, ponieważ są gotowe, europejskie projekty szybkich i tanich w eksploatacji jednostek interwencyjnych, które bez problemu można by wybudować i wprowadzić do 2030 roku, a więc do chwili, gdy trzeba rozliczyć przyznane środki. Przykładem mogą być okręty patrolowe Damen Stan 4207 niderlandzkiej stoczni Damen (która ma swoje zakłady również w Polsce). Kiedy w 2007 roku Albania zamówiła cztery takie patrolowce za 31 milionów euro, to pierwszy okręt „Iliria”, budowany jeszcze w Niderlandach, został przekazany już rok później – w sierpniu 2008 roku. Budowa pozostałych trzech okrętów, już w albańskiej stoczni Pashaliman, także nie trwała dłużej niż 12 miesięcy.
Autor. Damen
Zagranicznych stoczni gotowych na taką szybką współpracę jest zresztą więcej. Co ważne, taki projekt byłby „wspólny”, realizowany przez co najmniej dwa państwa. Według założeń unijnych, takich projektów powinno być 65%. Polska tego jednak nie spełniła i u nas jest odwrotnie. Tylko 20 ze 139 zadań finansowanych z funduszu SAFE to wspólne zakupy z innymi państwami. Dzięki budowie szybkich okrętów patrolowo–interwencyjnych ten stosunek mógłby zostać poprawiony.
A przy okazji uzyskalibyśmy dostęp do technologii budowy jednostek pływających, które wreszcie można by było sprzedać innym państwom – w tym z regionu Morza Bałtyckiego.



PROGNOZA 2026 | Jakie drony na Ukrainie? | Flota cieni na Bałtyku | Defence24Week #142