Siły zbrojne

Umarł czołg, niech żyje czołg! [OPINIA]

Armata 140 mm eksponowana na Eurosatory 2022
Fot. Maksymilian Dura/Defence24.pl

Po wybuchu wojny na Ukrainie i stratach, jakie – w wyniku skutecznej obrony Ukrainy i rażących błędów w wykorzystaniu czołgów przez Rosjan – poniosły wojska pancerne, wielu komentatorów, już po raz kolejny w historii, wieszczyło zmierzch czołgów. Targi Eurosatory pokazały jednak, że tego typu sprzęt jeszcze długo będzie przydatny na polu walki i będzie podlegał dalszemu rozwojowi.

Informacje o „zmierzchu czołgów" nie są niczym nowym w historii. To pojęcie pojawiało się już pół wieku temu, po tym jak izraelskie wojska pancerne poniosły duże straty od granatników przeciwpancernych RPG-7 i ppk Malutka w czasie wojny Yom Kippur. Izraelscy czołgiści byli szczególnie zagrożeni w rejonie Kanału Sueskiego, gdzie kontratakami usiłowano bez powodzenia odeprzeć pierwsze uderzenie sił egipskich.

Izraelskie straty jednak zmalały po zmianie taktyki i zacieśnieniu współdziałania z innymi rodzajami broni, a potem opracowano nową generację czołgów (rodzina Merkawa) i systemy ochrony częściowo zabezpieczające przed ogniem ppk i RPG (pancerz reaktywny Blazer). Nota bene wojska pancerne Izraela już na początku tamtej wojny odegrały kluczową rolę, odpierając ataki kilkukrotnie liczniejszych syryjskich jednostek pancernych i to bez wsparcia lotnictwa, bo to zostało „uziemione" przez systemy przeciwlotnicze Kub i Szyłka. Opinie o „zmierzchu czołgów" okazały się więc zupełnie chybione.

Wprowadzenie nowej klasy środków przeciwpancernych (ppk, granatniki RPG-7), wymusiło „jedynie" zmianę taktyki i konstrukcji czołgów oraz wykorzystania innych systemów walki. Ale czołgi nadal są z powodzeniem używane, również w Izraelu, o czym świadczą kolejne generacje czołgów Merkawa.

Z bardzo podobną sytuacją mieliśmy do czynienia po wybuchu wojny na Ukrainie. Rosyjskie kolumny pancerne zaatakowały Ukrainę wzdłuż dróg na wielu kierunkach, bez osłony skrzydeł, bez należytego wsparcia piechoty i odpowiedniego zabezpieczenia logistycznego, łączności, rozpoznania... Ukraińskie siły zbrojne odpowiedziały na to skutecznym ogniem środków artyleryjskich i różnego rodzaju nowoczesnych systemów obrony przeciwpancernej, dostępnych w dużej liczbie, od amerykańskich Javelinów, przez krajowe rakiety Stugna-P, aż po brytyjskie systemy NLAW i niemieckie Panzerfausty. Skutki tego, dzięki nagraniom z bezzałogowców (używanych do rozpoznania, a także do uderzeń), mogła widzieć cała światowa opinia publiczna. W dodatku uderzenie przeprowadzono w warunkach zimowych, w trudnym dla nacierającego terenie (szczególnie w rejonie Kijowa).

Czytaj też

Wszystkie te czynniki spowodowały, że pierwszy atak na stolicę Ukraińcom udało się odeprzeć, a także odbić tereny zajęte przez Rosjan w obwodzie kijowskim i czernichowskim, częściowo także charkowskim. Wśród części komentatorów, także zajmujących się zawodowo tematyką bezpieczeństwa i obrony, pojawiła się teza, że przebieg wojny świadczy o zmierzchu czołgów, a „królem" pola walki staną się systemy bezzałogowe i lekka broń (artylerię, która zadawała lwią część strat, często pomijano).

Ta teza okazała się błędna i to z kilku powodów. Po pierwsze, taki a nie inny przebieg walk był związany z tym, że Rosjanie zastosowali sprzęt wbrew podstawowym zasadom, z uwagi na przyjęte cele polityczne i przekonanie o słabości (czy wręcz „niższości") Ukrainy. Po drugie, dały o sobie znać wieloletnie zaszłości rosyjskiej armii. Po trzecie wreszcie, Ukraina miała rozbudowywaną przez lata, bardzo dobrze przygotowaną obronę przeciwpancerną.

Czytaj też

W trakcie tej samej wojny widać jednak, że czołgi – prawidłowo stosowane – odgrywają wręcz gigantyczną rolę. Dla obrony Kijowa kluczowe znaczenie miały nie tylko działania artylerii czy obrony terytorialnej, ale też jednostek zmechanizowanych i legendarnej 1. Brygady Pancernej pod Czernichowem. Ponadto, czołgi stały się jednym z kluczowych systemów walki, o dostarczenie których zwraca się Ukraina. Wreszcie, już na pierwszym etapie wojny czołgi grały istotną rolę, choćby w walkach pod Hostomelem (gdzie jednostki pancerne pozwoliły Rosjanom przebić się do okrążonego Specnazu), czy w Mariupolu i umiejętnie stosowane – po obu stronach – cały czas były skutecznym orężem.

Jednostki pancerne były również obecne po obu stronach w trakcie nieudanego forsowania Dońca Siewierskiego przez Rosjan, uczestniczą też w obecnych walkach w Donbasie. Zdobyte przez Ukraińców w pierwszej fazie walk rosyjskie czołgi nowych typów, jak choćby T-80BWM, okazują się bardzo skutecznym orężem. Z kolei charakter walk uległ zmianie i tworzenie zasadzek z użyciem ppk jest nieco trudniejsze, niż wcześniej, choć oczywiście nadal przeciwpancerne pociski kierowane odgrywają pewną rolę.

Czytaj też

Pomimo, że wojny na Ukrainie oraz Yom Kippur dzieli prawie pół wieku i kilka generacji sprzętu, z punktu widzenia czołgów można dostrzec jedno podobieństwo. Czołgi operują bowiem na polu walki nasyconym skutecznym wobec nich środkami przeciwpancernymi (rakiety z głowicami tandemowymi, systemy top-attack), co ogranicza ich skuteczność (choć nie eliminuje ich jako narzędzia walki), zwiększa straty i nie zapewnia takiej swobody, jaką mogą cieszyć się pododdziały pancerne, gdy „druga strona" nie dysponuje skuteczną bronią ppanc. w istotnej dla sytuacji na polu walki ilości.

Demonstrator Enhanced MBT
Fot. Jędrzej Graf/Defence24.pl

Wyścig „pocisku" z „pancerzem" nadal jednak trwa, a paryskie targi Eurosatory 2022 pokazują, jaka może być kolejna generacja czołgów, ale też nowe warianty istniejących wozów. Powstałe już z uwzględnieniem „nowych" zagrożeń, takich z jakimi borykają się na przykład rosyjskie wojska pancerne na Ukrainie. Dodajmy, że częściowo są to całkowicie nowe rozwiązania, częściowo jednak wykorzystują one efekty prac trwających od dekad, które z różnych przyczyn (rozwój technologiczny, ale też koszty i cięcia budżetowe) nie były stosowane w dość szerokim zakresie.

Tegoroczne Eurosatory to między innymi premiera dwóch demonstratorów czołgów przyszłości: francusko-niemieckiego Enhanced MBT, przygotowanego przez koncern KNDS, oraz niemieckiego KF51 Panther, „konkurencyjnego" Rheinmetalla. Oba pojazdy mają wiele cech wspólnych, i nie dotyczy to bynajmniej tylko podwozia Leoparda 2. Można przyjąć, że choć to demonstratory, są wyznacznikiem przyszłych trendów.

Czytaj też

W obu wozach duży nacisk położono na świadomość sytuacyjną i automatyzację. Oba pojazdy zostały wyposażone w zaawansowane sensory, zintegrowane z bezzałogowcami, otrzymały też systemy zapewniające dookólną obserwację w kącie 360 stopni i zaawansowane systemy BMS. Na tyle zaawansowane, że wprowadzono w nich stanowisko „operatora systemów" (w EMBT „standardowe", w KF51 opcjonalne), który ma przetwarzać informacje niezbędne do działań na współczesnym polu walki.

Czołgi przyszłości to też aktywne systemy ochrony, również klasy hard-kill, fizycznie niszczące pociski przeciwpancerne. Te będą powoli stawać się standardem i to nie tylko dla nowych konstrukcji, ale też istniejących (vide Leopard 2A7 oraz M1A2 Abrams SEP). Choć prace nad nimi trwają od czasów Zimnej Wojny, to do niedawna nie wprowadzano ich na szerszą skalę (poza Izraelem, w pewnym stopniu USA i Rosją) z uwagi na koszty i kwestie technologiczne, jednak dziś coraz bardziej nasycone pole walki wymusza ich stosowanie. Z kolei doskonalenie i miniaturyzacja komponentów powoduje, że są one coraz bardziej dostępne.

Demonstrator KF51 Panther
Fot. Jędrzej Graf/Defence24.pl

Innym ważnym elementem wyposażenia proponowanym jako standardowy lub opcjonalny jest system wykrywania źródeł ognia. To pozornie niewielkie usprawnienie daje możliwości szybkiej reakcji załodze na przykład na ostrzał ppk. Tym bardziej, że może ona wykorzystać nie tylko uzbrojenie główne (armatę, z którą sprzężony jest karabin maszynowy), ale też zdalnie sterowany moduł uzbrojenia, lub nawet – w wypadku EMBT – zamontowaną na wieży armatę małokalibrową z amunicją programowalną. Czołgi będą więc w przyszłości mogły w dużo szerszym stopniu zwalczać „cele miękkie", a także bezzałogowce – i nie tylko uzbrojeniem głównym, ale też armatami lub karabinami maszynowymi, obsługiwanymi przez dowódcę lub „operatora systemów". A teren zurbanizowany lub lesisty pomogą rozpoznać własne, zintegrowane bezzałogowce, które będą mogły ostrzec przed zasadzką.

Pomimo tych wszystkich „nowości", czołgi nadal utrzymują swoje „tradycyjne" cechy – siłę ognia, mobilność w połączeniu z ochroną zapewnianą przez pancerz. Jeśli chodzi o to pierwsze, to poza upowszechnieniem uzbrojenia dodatkowego, widzimy ewolucję armat czołgowych i to w kilku kierunkach. Pierwszym i najbardziej oczywistym jest zwiększenie kalibru – do 130 lub 140 mm, tak aby jeszcze bardziej podnieść przebijalność pancerza za pomocą kinetycznych pocisków przeciwpancernych. Ale to nie wszystko.

Dla francusko-niemieckiego czołgu przyszłości przygotowywana jest amunicja NLOS (Non-Line-of-Sight), czyli pociski kierowane pozwalające zwalczać cele poza widocznością wzrokową. KF51 ma uzyskać podobną zdolność poprzez integrację amunicji krążącej. Oczywiście ten wzrost siły ognia nie nastąpi od razu – nowe uzbrojenie musi być dopracowane (stąd np. EMBT miał armatę 120 mm dostosowaną do amunicji SHARD, ale pokazywano też armatę 140 mm).

Nowa generacja czołgów to też upowszechnienie automatów ładowania – niekoniecznie dlatego, by ograniczać liczebność załogi, ale też po to, by jej członkowie mogli zajmować się systemami BMS, obserwacji, dodatkowym uzbrojeniem, kierowaniem BSP itd. Jeśli chodzi o mobilność, oba wozy zostały oparte na mocno zmodyfikowanym podwoziu Leoparda 2. W przyszłości należy się spodziewać bardziej awangardowych rozwiązań, takich jak np. napędy hybrydowe. Te pozwoliłyby zmniejszyć zużycie cennego paliwa, ograniczyć emisję gazów cieplarnianych, ale też – o czym nie wolno zapominać – prowadzenie działań w trybie „cichym", przy zmniejszonej sygnaturze termalnej i akustycznej.

Warto też zwrócić uwagę, że konstruktorzy czołgów nowej generacji zakładają niewielką redukcję masy do około 60 ton (w stosunku do nawet 65-70 ton obecnych czołgów), co pozytywnie wpłynie na mobilność nawet przy zachowaniu obecnych parametrów układu napędowego.

Przyszłe czołgi będą więc bardzo silnie chronione (zarówno pasywnym, jak i aktywnym pancerzem), będą dysponować ogromną siłą ognia (zarówno klasycznego uzbrojenia głównego, jak i amunicji krążącej czy pocisków NLOS oraz uzbrojenia dodatkowego) i nadal będą cechować się dobrą mobilnością. Można więc powiedzieć, że czołgi wprowadzą wszystkie swoje klasyczne cechy na współczesne cyfrowe pole walki. I nadal będą mogły skutecznie uczestniczyć w działaniach lądowych, w warunkach bardzo silnego oddziaływania przeciwnika, w jeszcze ściślejszym niż do tej pory współdziałaniu z innymi systemami walki.

Czytaj też

Oczywiście, zanim nowa generacja czołgów, czy nawet istniejących wozów np. z całkowicie nowymi wieżami zostanie dopracowana wejdzie do służby upłynie jeszcze wiele lat, kolejne lata miną zanim wozy te będą mogły zastępować klasyczne konstrukcje. Wyzwaniem w procesie integracji systemów będzie chociażby pomieszczenie odpowiedniej ilości amunicji, nie mówiąc o połączeniu systemów i uodpornieniu ich na oddziaływanie elektroniczne, cyberatak itd. A i środki przeciwpancerne będą cały czas doskonalone. No i nie można zapominać o pieniądzach, niezbędnych na zakup tak skomplikowanych systemów.

Do czasu aż czołgi nowej generacji wejdą na pole walki, wiodące siły zbrojne będą nadal korzystać z istniejących konstrukcji, które – wbrew pozorom – nadal mają potencjał rozwojowy, który może być poszerzany, na przykład dzięki integracji nowych systemów zgodnie z NATO Generic Vehicle Architecture. Biorąc pod uwagę obecne zagrożenia, priorytetem staje się zwiększenie świadomości sytuacyjnej załogi i możliwości reagowania na „asymetryczne" zagrożenia, co powoduje że rozwiązania takie, jak zdalnie sterowane moduły uzbrojenia (swoją drogą, w czasach Zimnej Wojny wielkokalibrowe karabiny maszynowe na wieżach czołgów klasyfikowano jako przeciwlotnicze), czy systemy aktywnej ochrony powinny stawać się standardem. W ten sposób czołgi będą znacznie lepiej chronione, a jednocześnie wciąż będą mogły korzystać ze swoich „standardowych" zalet na polu walki: połączenia siły ognia, mobilności i ochrony zapewnianej przez pancerz. Te cechy nadal są bardzo cenne, trzeba jednak umieć je wykorzystać we współpracy z innymi systemami walki.

A jak ma się do tego planowana modernizacja Wojsk Pancernych? Wbrew pozorom, Polska ma szansę wpisać się w te światowe trendy. Czołg M1A2 Abrams SEPv3 (takie trafią do 18. Dywizji Zmechanizowanej) ma „klasyczny" układ konstrukcyjny, ale już w momencie dostawy będzie dysponował zdalnie sterowanym modułem uzbrojenia, systemem BMS czy amunicją programowalną, będzie też gotowy do instalacji aktywnego systemu ochrony pojazdu. Co więcej, jednym z elementów modernizacji do standardu SEPv3 było takie przygotowanie systemu generowania i dystrybucji energii, by można było dołączać kolejne elementy, a także dodanie systemów diagnostycznych ułatwiających wsparcie logistyczne.

Czytaj też

Z kolei południowokoreański czołg K2 jest dopiero na początku cyklu życia i ma duży potencjał rozwojowy. Układ konstrukcyjny z 3-osobową załogą powinien ułatwiać wprowadzanie usprawnień, a nawet nowego uzbrojenia, a masa czołgu – w obecnym wariancie – jest niższa niż np. najnowszych Abramsów i Leopardów, co daje elastyczność. Jest zgodny z NATO-wską architekturą wyposażenia pojazdów GVA, co powinno ułatwić wprowadzanie usprawnień. Ponadto, koncern Hyundai Rotem deklaruje otwartość na polonizację czołgu i transfer technologii, przez co kluczowe komponenty – również te, które nie znajdą się w podstawowym wariancie a jedynie w wersjach rozwojowych – mogłyby być produkowane w kraju.

Prowadzone w Polsce programy czołgów podstawowych dają więc nie tylko szansę na potrzebny „dziś" skok generacyjny, ale przygotowanie się na nowe technologie obecne w wozach kolejnych generacji. Trzeba jednak pamiętać o tym, że postęp technologiczny w zakresie poszczególnych komponentów (systemów obserwacji, ochrony aktywnej, kamuflażu), będzie prawdopodobnie dużo szybszy niż w wypadku samych platform. Co za tym idzie, nowo pozyskane czołgi trzeba będzie stale modyfikować, by zwiększać ich wartość bojową w miarę rozwoju zagrożeń. Warto więc uwzględniać koszt cyklu życia tych (i innych) platform bojowych już dziś, tak w kontekście planowania strukturalnego, jak i współpracy przemysłowej.

Czytaj też

Komentarze (10)

  1. DIM1

    Prócz głównego, mieliśmy i małe działko. Mniej więcej co pół sekundy skutecznie likwidowało kolejny punkt, odległego o 1 km przeciwnika. Po serii chyba 8 takich strzałów - i tyluż stanowiskach przeciwnika skasowanych, zajrzałem koledze przez ramię – cele zaznaczone miał na ekranie, następnie ostrzał automatycznie, prawie jednocześnie. Wtedy zdałem sobie sprawę, że minęło już z 10 sekund. Krzyczę "Cofaj, cholera !" - za późno! Dostajemy serię niedużego kalibru, automatycznie odpowiadającego nam działka przeciwnika. Pancerz nie chroni na 100%. Widzę zalanego krwią Grigorija (tego z 4 pancernych), wtuliłam się głęboko w podłogę i budzę się. Jest dziś rano ;) - Po czym rozważam: jest to już realne technicznie. Szybki ostrzał wielu punktów, programowanych uprzednio. Wystarczy że działko samo zmienia cel. Mamy na to czas kilku sekund, który jeśli przekroczymy, przyjdzie odpowiedź, nim my cofniemy się do ukrycia. - Wozy bojowe przyszłości ? Są już projektowane.

    1. DIM1

      Alternatywnie: wystarczy sam przyrząd obserwacyjno-celowniczy, reszta ukryta w innych miejscach... tak, ale wtedy potrzebne byłyby także wyniesione poza wóz bojowy jednorazowe stanowiska efektorów, czyli rakiet... Czyli nieporównanie drożej, niż pociski z działka. Czyli wracając do wcześniejszej idei - bardzo krótkotrwałego ostrzału z działka, celów zaprogramowanych uprzednio, następnie momentalnego wycofania się - potrzebne są świetna ruchliwość tego pojazdu z działkiem, plus znakomita stabilizacja działa. Może lepiej działko umieszczone na małym pojeździe - dronie "lojalnym skrzydłowym" ? A Ludzie chronieni extra pancerzem i obstawieni elektroniką ? ukryci razem z całym pojazdem ? W każdym razie wszystkie niezbędne elementy już istnieją (sic !). Teraz tylko wyścig kto pierwszy, na skalę przemysłową. I które działać będą szybciej, ostrzeliwać kolejne cele a potem chować się szybciej.

    2. kaczkodan

      @Niezłe SF, tylko po co tam ludzie?

    3. DIM1

      @kaczkodan. Ludzie najpierw prowadzili tam obserwację. W fazie tej czołg nie był jeszcze widziany, był stealth, ale wiesz, jest wymóg "maksymalnie 1000 słów", więc nie pisałem tego. Następnie ludzie wskazywali systemowi czołgu cele ataku - znacznikami na ekranach. Następnie dowódca podejmował decyzję o momencie ataku (lub o nieujawnianiu jeszcze obecności). A po ataku, natychmiastowo nas przecież demaskującym - następować winno, najszybciej jak się da automatyczne wycofanie czołgu, też zaprogramowane uprzednio i realizowane przez system także gdybyśmy my wszyscy byli już ranni, niezdolni do akcji. Czego jednak mój sen nie przewidział.

  2. kaczkodan

    @skition ja również i to tylko dlatego, że TP-91 bardziej przydadzą się na Ukrainie. Już teraz powinno się robić ekspresową modernizację z myślą o nadchodzących walkach. Czyli co najmniej nowe termowizory, idealnie układ stabilizacji armaty i poprawione SKO .

    1. Valdore

      @kaczkodan, bez wymiany działa w PT-91 na nowsze to dalej będziesz stzrelał antyczna amunicją o penetracji 300mmRHA. Na T-62 może wystarczy, ale nei na resztę.

  3. mc.

    "Wróble ćwierkają" że Polska ma dostać jako rekompensatę (a czołgi oddane Ukrainie) Abramsy Piechoty Morskiej. Tylko warunek jest taki że oddajemy wszystkie T-72 które nam zostały. Mam nadzieję że to prawda, i że tych "używek będzie 350 szt (6x58 szt, czyli dwie dywizje). Ale jeśli to prawda to K2Pl musi wejść w wersji DOCELOWEJ, bez żadnych "prowizorek" czyli K2. Planowany K2Pl będzie się znacząco różnił od wersji K2 i raczej nie uda się starej wersji zmodernizować (6 a nie 7 par kół). Nie da się też wtedy odseparować amunicji a to jest warunek podstawowy. Mając dużą ilość Abramsów możemy poczekać. W tym czasie może uda się zakończyć realizację modernizacji wszystkich Leopardów.

    1. skition

      Mam nadzieję ,że i te PT 91 też od nas zabiorą..,gdyż to dalej T-72 choć pod zmienioną nazwą

    2. mc.

      skition - innych T-72 (PT-91) już nie mamy. Wcześniejsze wersje zostały wysłane, te które pozostały nadają się tylko na cele na poligonie.

    3. Valdore

      @mc jeżeli to prawda to bardzo dobra decyzja, lepsza od tych K2. natomiast K2PL wejdzie u nas jak na Zachodzie będa Pantery, Leo3, M1A3 czy K3 z Korei, wszystkie deklasujące K2PL To juz nie lepeij poczekac na nei albo wejść z koreą w program k3??

  4. Obywatel

    "Czołgi będą więc w przyszłości mogły w dużo szerszym stopniu zwalczać cele miękkie, a także bezzałogowce – i nie tylko uzbrojeniem głównym, ale też armatami lub karabinami maszynowymi, obsługiwanymi przez dowódcę lub operatora systemów." - jakbym czytał o czołgu T-35 albo A7V - krążownik lądowy. Trochę mi to nie współgra z ideą sieciocentryczności, która pozwala właśnie rozdzielić zdolności na wiele względnie prostych i tanich platform, unikając Single Point of Failure. No ale z punktu widzenia komercyjnego, oczywiście lepiej upchnąć (przepraszam, "zintegrować") wszystko do jednej jak najdroższej platformy i sprzedać na raz, a gdy się niektóre komponenty zestarzeją, to wymieniać całość.

    1. kaczkodan

      Problemem są ludzie. Jeśli już upycha się ich w stalowy pancerz, to warto dorzucić kilkaset kilogramów na to aby skuteczniej ich bronić. Obecnie również elektronika jest jeszcze cenna. Idąc dalej, skoro montujemy bardzo drogi ASOP, to warto aby pod jego ochroną siedział też dodatkowy "sprzęt". Tak samo pancerz - jest on tym bardziej skuteczny im większy obiekt chroni, najprościej rozumieć to przekrojem - jak głęboki jest obszar za pancerzem, determinuje masę pancerza do chronionej objętości. W przyszłości lekkie drony lądowe wyeliminują piechotę, ciężko gołemu człowiekowi wygrać pojedynek ogniowy z "ckm na nóżkach", a opancerzanie ciała jest cholernie nieekonomiczne ze względu na kształt. Tymczasem w rozsądnej masie mogę mieć "odwróconą miednicę" opancerzoną dookólnie przeciwko 7.62, uzbrojoną w broń tego kalibru, o celności snajpera.

  5. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Nie czołgów potrzeba [przynajmniej na Polskim Teatrze Wojny] a UNIWERSALNYCH Krabów 2 - zdolnych do ognia w ruchu [jak RCH 155], z armata 155mm/L58 lub L60, z napędem hybrydowym [zwiększona mobilność - ale i forsowanie z marszu przeszkód wodnych po dnie] - z amunicja precyzyjną - w tym ppanc i plot/prak. No i najważniejsze - wpięcie tych Krabów 2 [i identycznie skrojonych Krylów 2] w system sieciocentryczny C5ISR/EW. Gdzie "wysuniętymi oczami i uszami" są roje dronów - plus ofensywne roje przełamujące - które przy odpowiednim nasyceniu LEPIEJ zastąpią czołgi w przełamaniu. Polska potrzebuje 500 Krabów 2 i 500 Krylów 2 - i dziesiątki tysięcy dronów W2MPIR/Gladius.

  6. Lycantrophee

    Nie no wojna Yom Kippur nie wydarzyła się 5 lat temu panie redaktorze xD

  7. Tadeusz Żeleźny - analityk systemowy

    Obecnie czołg to coraz bardziej marginalny środek walki. Wynika to z coraz większego rozwoju pozahoryzontalnych precyzyjnych efektorów. A czołg to broń do ognia bezpośredniego - dohoryzontalnego. Zasięgi i zdolności pozahoryzontalnych efektorów precyzyjnych rosną - w tym także tych ppanc - wiec siłą rzeczy czołg staje się marginesem. Jest gorzej - zdolności czołgu nie wzrastają - natomiast coraz więcej trzeba przeznaczać pieniędzy na jego obronę i ogon logistyczny. Pancerz reaktywny, aktywny, systemy osłony plot/C-RAM.... Z punktu widzenia kalkulacji koszt/efekt i możliwości uzyskania LEPSZYCH zdolności przez precyzyjne efektory - czołg JUŻ utracił rację bytu - jest siłą "upychany łokciami" przez wpływy "starej gwardii" pancerniaków i lobby przemysłowe sprzętu pancernego - zabierają środki na przestarzałe "pancerniki" i blokują efektory precyzyjne i dronizację.

  8. szczebelek

    Czołgi od początku służyły do przełamania frontu zmienia się tylko koncepcja między pancerzem w stosunku do pocisków, które w niego uderzą, a siłą ataku, która do tej pory zależała od działa i karabinu maszynowego. Teraz to się zmienia o obronę plot i kierowane środki przeciwpancerne oraz trzymanie czołgu w sieci z innymi środkami rażenia.

  9. Janosik

    Coś mi się wydaje, że pogoń za większym kalibrem to ślepa uliczka. Do czego niby miałby być ten większy kaliber? Do niszczenia mitycznej Armaty, której Rosja posiada 20 egzemplarzy? Przecież T-14 jest spokojnie do zniszczenia przez współczesną amunicję 120 mm.. Nowe konstrukcje czołgów powinny bardziej być zoptymalizowane pod kątem zwiększenia przeżywalności a nie zwiększenia potęgo ognia.

    1. QVX

      Francuska armata 140 mm jest zdecydowanie budowana pod kątem działań ekspedycyjnych. Jest lekka (przystosowana do strzelania z niższym ciśnieniem gazów), co oznacza lekki relatywnie wóz (Francuzi chcą, by nowy czołg europejski ważył niewiele ponad 50 t). Zdolności ppanc ma mieć na poziomie obecnych 120 mm (nowsze penetratory i większy kaliber mają równoważyć gorszą balistykę), co na misjach to i tak za dużo. Z kolei większy kaliber, to więcej materiału wybuchowego w pocisku (ważne przy rażeniu celów miękkich) - zaleta na misjach. Z ko9lei niski zapas amunicji to nie problem, bo na misjach czołgi strzelają rzadko.

  10. Bóg drogi

    Czy są już znane materiały, które pozwolą zastosować armatę o zwiększonym kalibrze, mocowanie, stabilizację do tej armaty. loader do większych pocisków, przy zachowaniu przynajmniej obecnej wytrzymałości całego czołgu, zwiększeniu gabarytów co najmniej działa i wieży, oraz zmniejszeniu masy całkowitej? Jeżeli znane są takowe materiały czy ich zastosowanie nie wymaga zaprojektowania czołgu od nowa? Nie sądzę, żeby można było wyprodukować takie same elementy wg pewnych założeń konstrukcyjnych używając innych materiałów.