Siły zbrojne

Stała obecność wojsk USA zmieni status bezpieczeństwa Polski [ANALIZA]

Fot. Spc. Hubert Delany/US Army.
Fot. Spc. Hubert Delany/US Army.

Stałe rozmieszczenie wojsk Stanów Zjednoczonych zdecydowanie wzmocni status bezpieczeństwa Polski, jak i całej wschodniej flanki NATO. Nie może to jednak stanowić alibi dla opóźniania rozbudowy własnego potencjału i modernizacji sił zbrojnych.

Polskie władze zwróciły się do USA, aby rozmieszczono w naszym kraju na stałe dywizję pancerną. Warszawa zadeklarowała gotowość wsparcia finansowego dla tej propozycji. Prace w kierunku ustanowienia stałej obecności w Europie, w różnym kształcie, prowadzone są w obu izbach Kongresu. Choć w dyskusji w Polsce i na świecie pojawiają się różne głosy, to nie ulega wątpliwości, że stała obecność USA pozwoliłaby na zmianę statusu bezpieczeństwa Polski.

Ministerstwo Obrony Narodowej już od pewnego czasu sygnalizowało, że zabiega o rozmieszczenie w Polsce dywizji wojsk amerykańskich. Mówił o tym m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński. W wywiadzie dla Defence24.pl wiceminister obrony Tomasz Szatkowski powiedział: „Przekazaliśmy Amerykanom naszą propozycję wraz z uzasadnieniem, i obejmuje ona rozmieszczenie dywizji wraz z jednostkami bojowymi. (…) Przewidujemy wsparcie dla Amerykanów zarówno na etapie budowania, jak i późniejszego utrzymywania obecności w Polsce. Mogę powiedzieć, że nasza propozycja jest atrakcyjna, ale nie wykracza poza pewne precedensy, jakie w tym zakresie przyjęto w innych państwach ściśle współpracujących ze Stanami Zjednoczonymi.”.

Prezentowany amerykańskiej administracji i przedstawiany w kręgach eksperckich dokument, zatytułowany „Proposal for a U.S. Permanent Presence in Poland” zakłada rozmieszczenie jednej dywizji pancernej w Polsce. W jego treści podkreśla się, że będzie to adekwatna odpowiedź na zmiany w środowisku bezpieczeństwa, uwzględnione między innymi w nowej strategii bezpieczeństwa administracji prezydenta Trumpa. Polska wyraziła gotowość wsparcia finansowania amerykańskiej obecności kwotą od 1,5 do 2 mld dolarów. Jako potencjalny rejon stacjonowania wskazano obszar Bydgoszczy i Torunia. W końcu maja komisja obrony amerykańskiego Senatu przyjęła projekt ustawy NDAA 2019 o finansowaniu wydatków obronnych, zobowiązujący sekretarza obrony do zbadania możliwości rozmieszczenia brygady pancernej w Polsce.

Nieco wcześniej swój projekt NDAA przyjęła Izba Reprezentantów. W dokumencie wzywa się do wzmocnienia stałej obecności USA w Europie, między innymi poprzez rozmieszczenie na kontynencie brygady lotnictwa bojowego (lotnictwa wojsk lądowych) oraz jednostek wsparcia.

Ćwiczenia przerzutu sił powinny być uzupełnione o stałą obecność wojskową. Fot. 2nd Cavalry Regiment
Ćwiczenia przerzutu sił powinny być uzupełnione o stałą obecność wojskową. Fot. 2nd Cavalry Regiment

Oznacza to, że obie izby Kongresu w różny sposób opowiedziały się za ustanowieniem stałej obecności w Europie, w tym w Polsce. W dużej części jest to z pewnością efekt działań polskiego MON. Senator Jim Inhofe, który kierował pracami nad NDAA w zastępstwie przewodniczącego komisji Johna McCaina był niedawno w Polsce i uczestniczył w rozmowach z przedstawicielami władz, w tym z ministrem Szatkowskim. W wydanym po wizycie komunikacie podkreślił znaczenie poprawki dotyczącej rozmieszczenia brygady pancernej. Z kolei przewodniczący komisji obrony Izby Reprezentantów Mac Thornberry już w zeszłym roku apelował o wzmocnienie stałej obecności. Zwracał też uwagę, że we wschodniej Europie jest olbrzymie zainteresowanie możliwością rozlokowania wojsk USA na stałe.

Ustanowienie stałej obecności na wschodniej flance będzie znacznym wzmocnieniem bezpieczeństwa Polski i całego regionu. W ten sposób w rejon zagrożenia na trwałe zostaną przeniesione realne zdolności obronne, co „scementuje” system obrony zagrożonej przez Rosję Europy Środkowo-Wschodniej. Będzie to też wydatne wzmocnienie dla całego NATO w kontekście niebezpieczeństwa agresywnych działań Moskwy.

Dyskusja w USA…

Dyskusja na temat możliwości zwiększenia stałego stacjonowania wojsk USA w Europie i w Polsce toczy się w USA od dawna. Obecnie zdolności obronne w naszym regionie zapewniane są przez jednostki rotujące się ze Stanów Zjednoczonych, i w mniejszym stopniu z Niemiec. To rozwiązanie na dziś daje zwiększenie potencjału obronnego, ale jego długotrwałe utrzymywanie powoduje zwiększone koszty i obciążenie amerykańskich wojsk, co skłania dowódców i decydentów do podjęcia następnego kroku i ustanowienia stałej obecności.

Argumenty na rzecz stałej obecności USA w pojawiają się między innymi w studium „Rotational Deployments vs. Forward Stationing: How Can the Army Achieve Assurance and Deterrence Efficiently and Effectively?”, powstałe w ubiegłym roku pod kierownictwem profesora Johna R. Deni z Army War College. W dokumencie wskazuje się m.in., że długotrwałe, 9-miesięczne rotacje brygad (do Korei Południowej i do Europy) mają negatywne efekty, jeżeli chodzi o morale żołnierzy czy ich więzy rodzinne. Zwrócono też uwagę, że utrzymywanie obecności rotacyjnej wiąże więcej niż jedną jednostkę w jednym czasie, z uwagi na proces przygotowania i następnie odtwarzania gotowości bojowej.

W studium zarekomendowano rozmieszczenie w Polsce dodatkowych jednostek wojsk USA na stałe. Jako jedno z rozwiązań wskazano możliwość udziału Polski w kosztach takiego rozwiązania. Dopiero, gdyby nie udało się tego osiągnąć, „alternatywą” powinno być rozmieszczenie dodatkowej brygady w Niemczech. Wskazano też, że brygada stacjonująca na stałe w Polsce miałaby większe możliwości reakcji na zagrożenie w wypadku „katastroficznego” zagrożenia w rejonie Morza Bałtyckiego, i nadal miałaby możliwość przerzutu drogą lotniczą, morską i koleją w wypadku zagrożeń w innych rejonach świata, tak jak wypadku jednostki bazującej w Niemczech.

Za ustanowieniem stałej obecności wojsk USA w Europie opowiada się też większość wojskowych, w tym naczelny dowódca sił USA i NATO na kontynencie gen. Curtis Scaparrotti. W marcu br. w komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów powiedział wprost, że potrzeba więcej jednostek stacjonujących na stałe w Europie. Zaapelował o rozmieszczenie jednostek wsparcia, w tym brygady artylerii, a także brygady lotnictwa bojowego, a także o możliwe rozmieszczenie na dalszym etapie brygady pancernej.

Gen. Scaparrotti również wcześniej apelował o wzmocnienie stałej obecności w Europie. Już w 2016 mówił, że w Europie powinna zostać rozlokowana na stałe dodatkowa brygada pancerna. Zwracał uwagę, że obecność rotacyjna angażuje w jednym czasie kilka brygad (jedną prowadzącą działania, jedną odtwarzającą gotowość i jedną przygotowującą się do rozmieszczenia). Zbliżone wnioski znalazły się w raporcie opublikowanym przez Army War College.

Z kolei rok później mówił w Kongresie o rozmieszczeniu „dodatkowej dywizji”. Także poprzednik gen. Scaparottiego, gen. Phillip Breedlove wzywał do wzmocnienia stałej obecności w Europie i ostrzegał że jednostki obecne rotacyjnie nie pozwalają w pełni zastąpić bazujących na stałe.

Rozmieszczeniu na stałe amerykańskiej brygady pancernej sprzeciwił się natomiast były dowódca US Army Europe generał Ben Hodges. W artykule dla POLITICO argumentował, że takie posunięcie może wywołać tarcia z zachodnimi sojusznikami, będącymi w sporze z administracją USA z uwagi na zerwanie irańskiego porozumienia atomowego czy wprowadzenie taryf celnych przez Waszyngton. Generał Hodges był jednak zwolennikiem rotacyjnej obecności brygad pancernych już wcześniej, między innymi ze względu na możliwość prowadzenia intensywnych szkoleń i ćwiczeń przerzutu wojsk po Europie. Na jego poglądy może mieć też wpływ negatywna ocena administracji Trumpa, wyrażana już wcześniej. Głos byłego dowódcy wojsk USA jest jednak dosyć odosobniony wśród amerykańskich wojskowych i decydentów.

Nie ulega wątpliwości, że w Europie potrzeba też wzmocnienia jednostek obrony przeciwlotniczej. Fot. mjr. Michał Romańczuk.
Nie ulega wątpliwości, że w Europie potrzeba też wzmocnienia jednostek obrony przeciwlotniczej. Fot. mjr. Michał Romańczuk.

Stałe bazy a bezpieczeństwo w Europie

Ewentualne ustanowienie stałej obecności w Europie w naturalny sposób będzie mieć nie tylko znaczenie wojskowe, ale i polityczne, i musi być oceniane w sposób wielopłaszczyznowy. Doświadczenia Japonii, czy Korei Południowej, a także – paradoksalnie – Niemiec pokazują, że kraje wsparte, czy wzmocnione stałą obecnością USA mogą prowadzić bardziej podmiotową politykę zagraniczną, i mniej obawiać się pojawienia się nagłych zagrożeń bezpieczeństwa. Republika Federalna już w czasie Zimnej Wojny była w stanie negocjować korzystne dla siebie porozumienia z ZSRR, np. jeżeli chodzi o dostawy surowców, chroniona przez tysiące żołnierzy US Army i system odstraszania jądrowego.

Nie jest tajemnicą, że do ustanowienia stałej obecności wojsk USA na wschodniej flance sceptycznie pochodzą państwa europejskie. Jak pisał niedawno w analizie dla Defence24.pl były szef Agencji Wywiadu płk Grzegorz Małecki, sprzeciw Berlina ma związek między innymi z chęcią rozwoju stosunków gospodarczych z Rosją, a sam fakt obecności USA wywołuje w Niemczech gorące spory polityczne, również wewnątrz rządzącej koalicji.

Niemcy zdają sobie sprawę z zagrożeń wynikających z agresywnej polityki Moskwy wobec państw UE i NATO, jednak m.in. z uwagi na ścisłe związki gospodarcze z Rosją oraz obawy przed zbytnią ingerencją USA w Europie, opowiadają się za rozwiązaniami zdecydowanie mniej konfrontacyjnymi, za jakie uznają wzmocnienie stałej obecności NATO w regionie.  Niebagatelne znaczenie w tym kontekście ma także kompleks zagadnień związanych z budową gazociągu Nord Stream 2. Rząd Angeli Merkel znajduje się bowiem pod olbrzymią presją zaangażowanych w projekt środowisk politycznych i gospodarczych, które oczekują nie tylko ochrony ich interesów i wyciszenia w tym celu konfliktów z Rosją, ale wręcz reorientacji polityki gospodarczej, także na poziomie europejskim, w tym zniesienia sankcji nałożonych po zajęciu Krymu w 2014 roku.

Płk Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu

Z kolei za stałą obecnością USA w regionie opowiadają się władze wszystkich trzech państw bałtyckich. Również ściśle współpracująca z Niemcami Litwa, na terenie której stacjonuje dowodzona przez Bundeswehrę batalionowa grupa bojowa NATO. Warto dodać, że w pierwszej połowie maja szef niemieckiego MSZ Heiko Maas zapowiedział utrzymanie obecności wojskowej RFN na Litwie, wykluczył jednak jej dalsze wzmocnienie. Nawiasem mówiąc, nawet minister Maas jest krytykowany we własnej partii za „zbyt ostre” podejście do Rosji.

Trzeba też pamiętać, że w NATO ścierają się różne nurty i różne interesy. Państwa wschodniej flanki muszą cały czas zabiegać o utrzymanie i wzmocnienie obecności w naszym regionie, z kolei kraje południa i częściowo zachodu Europy chcą większego zaangażowania w zwalczanie terroryzmu itd. Często też podejmują one kroki, które są źle postrzegane przez innych sojuszników, najbardziej jaskrawym przykładem są działania Ankary, na przykład wobec wspieranych przez Amerykanów Kurdów.

W odróżnieniu jednak od Włoch czy Turcji, w krajach wschodniej flanki w zasadzie nie ma większych stałych instalacji Sojuszu i USA. Rozmieszczenie wojsk amerykańskich jest więc szansą na wyrównanie statusu bezpieczeństwa i trwałe zabezpieczenie interesu krajów wschodniej flanki. Dzięki temu będą mogły one bardziej zdecydowanie zabiegać o własne interesy również w innych obszarach.

Norwegia uczestniczy w kosztach rozmieszczenia sprzętu USA na swoim terytorium. Fot. Marius Kaniewski/HV/Forsvaret.
Norwegia uczestniczy w kosztach rozmieszczenia sprzętu USA na swoim terytorium. Fot. Marius Kaniewski/HV/Forsvaret.

„Płacenie” za bezpieczeństwo

W środowiskach eksperckich sektora bezpieczeństwa i wojskowych pojawia się wiele nieoficjalnych głosów, że ewentualne współfinansowanie obecności USA może zagrozić realizacji planów modernizacji polskiej armii. Można przypuszczać, że część działań tworzących taką narrację ma charakter zorganizowany w celu stworzenia sztucznego sprzeciwu wobec wzmocnienia wojsk Stanów Zjednoczonych na wschodniej flance, jednak nie można wykorzystywać wsparcia dla obecności USA jako alibi do zaniechania modernizacji polskiej armii.

Zabieganie o obecność Stanów Zjednoczonych i zwiększanie własnego potencjału obronnego to jednak dwie różne kwestie, które powinny i muszą być realizowane równolegle. Doświadczenia państw będących sojusznikami USA i posiadających rozwinięte własne siły zbrojne i przemysły zbrojeniowe jednoznacznie pokazują, że jest to możliwe. Wśród krajów, współfinansujących od dłuższego czasu amerykańską obecność znajdują się między innymi Korea Południowa, Japonia i Norwegia.

Przejdźmy do danych. The Hill podał niedawno, że w bieżącym roku Korea Południowa przeznaczy 890 mln USD, co ma stanowić nieco mniej niż połowę pewnej puli kosztów związanych z utrzymaniem amerykańskiej obecności. Część źródeł podaje, że partycypacja nie obejmuje kosztów osobowych (przede wszystkim związanych z utrzymaniem personelu wojskowego USA). Oprócz tego Seul pokrywa zdecydowaną większość kosztów rozbudowy instalacji amerykańskich w Camp Humpreys. Łączny koszt tej inwestycji to ponad 10 mld USD.

Jeżeli chodzi o Norwegię, siły zbrojne Stanów Zjednoczonych utrzymują w Norwegii bazy sprzętowe, przede wszystkim dla jednostek Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych. Oprócz tego, od niedawna w Norwegii obecne są od niedawna na zasadzie rotacyjnej niewielkie jednostki US Marines. Utrzymanie baz sprzętowych odbywa się jednak na podstawie porozumienia, zawartego pomiędzy USA a Norwegią jeszcze w 2005 roku. Zgodnie z jego treścią rząd Królestwa Norwegii jest zobowiązany do zapewnienia infrastruktury, baz lotniczych, oraz jest odpowiedzialność za bezpieczeństwo i „generalne utrzymanie” rozmieszczonych zapasów i sprzętu. Koszty utrzymania baz i wsparcia eksploatacji sprzętu mają być dzielone po połowie. Członkostwo w NATO nie przeszkadza Norwegii realizować bilateralnych ustaleń z USA, również dotyczących finansowania.

Jeszcze większe środki na obecność wojskową USA przeznacza Japonia. Według szacunków pochodzących z lat 2016-2017, przekazywanych m.in. przez CNN i Stars and Stripes, Tokio ponosi koszty utrzymania amerykańskiej obecności w kwocie około 2 mld dolarów rocznie. Ocenia się że jest to około 50 proc. określonej puli kosztów związanych z utrzymaniem wojsk USA.

Japonia ściśle współpracuje ze Stanami Zjednoczonymi, również w zakresie przemysłu zbrojeniowego. Uczestniczy między innymi w rozwoju pocisków Standard SM-3 Block IIA. Fot. L.Garton/US Navy
Japonia ściśle współpracuje ze Stanami Zjednoczonymi, również w zakresie przemysłu zbrojeniowego. Uczestniczy między innymi w rozwoju pocisków Standard SM-3 Block IIA. Fot. L.Garton/US Navy

Wszystkie trzy wymienione państwa mają mocno rozbudowane, nowoczesne siły zbrojne, zwiększają wydatki obronne i mają nowoczesny przemysł. Równolegle z budową własnego potencjału od lat wspierają jednak utrzymanie stałych baz amerykańskich na swoim terenie. Ich władze są bowiem świadome, w jakim stopniu stała obecność wojsk USA zwiększa ich bezpieczeństwo. Ma ona znaczenie zarówno polityczne (wsparcie nuklearnego mocarstwa), jak i czysto operacyjne, dając realną, większą zdolność reagowania, zarówno jednostkami wysuniętymi na terenie kraju, jak i dzięki przyjęciu wojsk wzmocnienia. Ścisła współpraca z Amerykanami może wręcz stanowić impuls do modernizowania własnych sił zbrojnych i przemysłu, co bardzo dobrze widać choćby na przykładzie Korei Południowej, która w ciągu kilkudziesięciu lat niemal od zera zbudowała własny potencjał.

Patrząc na doświadczenia innych państw współpracujących z USA można postawić tezę że stała obecność wojskowa Stanów Zjednoczonych to szansa na zmianę statusu bezpieczeństwa Polski. Obecne rozwiązanie polegające na ciągłych rotacjach jednostek bojowych (heel-to-toe) jest korzystne, ale budowa baz może być kolejnym krokiem, „cementującym” i utrwalającym współpracę z USA.

Można sobie bowiem wyobrazić scenariusz, w którym po kilku (kilkunastu) latach Amerykanie będą „zmęczeni” rotacyjnym rozmieszczaniem w Polsce kolejnych brygad. Przypomnijmy, że każda jednostka jest w zasadzie w całości przemieszczana na 9 miesięcy. Nie wiadomo jednak, czy Amerykanie będą skłonni prowadzić takie działania przez 10 lat lub dłużej, bo łącznie wymagałoby to zaangażowania w sumie kilkunastu brygad (niektóre z nich mogą być rotowane kilkukrotnie).

W takiej sytuacji, nawet niewielkie (pozorne) obniżenie napięcia z Rosją mogłoby spowodować rezygnację lub ograniczenie obecności USA, co byłoby zagrożeniem dla bezpieczeństwa wszystkich krajów wschodniej flanki. Przykłady „resetu” z Rosją administracji Obamy, bliskiej współpracy administracji Busha, czy wreszcie deklaracje części otoczenia Donalda Trumpa, zwłaszcza z kampanii wyborczej pokazują, że Zachód potrafi błędnie odczytać intencje Moskwy. A skutki takich błędów mogą być najbardziej odczuwalne dla wschodniej flanki. Oczywiście również stałe bazy mogłyby zostać zlikwidowane, ale to znacznie dłuższy i trudniejszy do przeprowadzenia proces, zwłaszcza mając świadomość, że są w części finansowane przez państwo sojusznicze. Również znaczna większość najwyższych dowódców uważa, że stała obecność w Europie jest niezbędna ze względów czysto operacyjnych, szczególnie jeżeli chodzi o jednostki wsparcia.

Warto nadmienić, że od 2017 roku liczebność wojsk USA jest – po latach cięć - stopniowo zwiększana, co daje szanse na formowanie nowych jednostek. W ubiegłym roku armia rekomendowała stworzenie w Europie brygady artylerii i innych jednostek, choć wstępnie zaplanowano ich rozlokowanie w istniejących instalacjach (w praktyce na zachodzie kontynentu). Jeszcze na początku 2016 roku administracja Obamy chciała zmniejszyć liczebność czynnych wojsk lądowych do 460 tys. w 2017 roku i do 450 tys. w roku 2018. Ostatecznie jednak, pod naciskiem Kongresu liczebność zwiększono – do 476 tys. żołnierzy w roku 2017 i 483,5 tys. obecnie, ustawa NDAA w obu izbach Kongresu zakłada dalsze podnoszenie liczebności armii – w różnym tempie. Oczywiście duża część z tych żołnierzy może być skierowana do służby na kontynencie amerykańskim, ale na pewno łatwiej o stworzenie w Europie nowych jednostek w momencie, gdy armia jest rozbudowywana, a nie redukowana.

To, jak i poparcie w Kongresie dają unikatową szansę na ustanowienie stałej obecności wojsk USA w Polsce. Innym argumentem, jaki może zostać przedstawiony za stałą obecnością wojsk amerykańskich jest współpraca w projektach zbrojneiowych, i spełnianie przez Polskę wymogów dotyczących wydatków obronnych, co często podkreśla kładąca nacisk na „transakcyjną” politykę administracja Trumpa. Ustanowienie w Polsce stałej obecności USA jest bardziej realne niż kiedykolwiek wcześniej, choć wcale nie jest przesądzone i może przybierać różne formy, niekoniecznie drogą rozmieszczenia całej liczącej kilkanaście tysięcy żołnierzy dywizji. Nawet jednak stałe rozmieszczenie mniejszych formacji (jak brygada, o co wnioskował Senat) miałoby istotny wpływ na bezpieczeństwo kraju i regionu.

Jeżeli wysiłki w tym celu zostaną zakończone powodzeniem, w naszym regionie na trwałe znajdą się realne zdolności obronne Stanów Zjednoczonych. Co za tym idzie, status bezpieczeństwa krajów wschodniej flanki NATO zostanie zdecydowanie wzmocniony, i realnie wyrównany z sojusznikami zachodnimi. Stała obecność USA będzie więc bardzo korzystna, tak pod względem wojskowym i politycznym. Starania o uzyskanie stałej obecności są więc zgodne z interesem bezpieczeństwa państwa, i powinny być realizowane ponad podziałami politycznymi.

Jędrzej Graf, Jakub Palowski

Komentarze (46)

  1. Liwiusz

    Si vis pacem, para bellum

  2. sff

    Do Kristo, atomowy atak NATO to była \"pragmatyka? Taką samą pragmatyką byłby atak radziecki. Natomiat zapędy ZSRR w kwestii podpoju Europy Zachodniej NIE uwzględniały ataku jądrowego na terenie Polski która była zapleczem militarnym dla frontu zachodniego. Jak już coś płodzisz to pisz z sensem a nie bzdury.

  3. ochotnik WOT

    WOT ma być okrojony o polowe ciekawe czy na rozkaz jankesów?

  4. stach

    najbardziej amerykańskim bazom w Polsce sprzeciwiają się Niemcy, które same mają u siebie amerykańskie bazy. no comment.

  5. Ekonomista

    tak samo zmieni, jak obecność wojsk radzieckich ...

  6. JKK

    A co Panowie mysla o tezie: stala obecnosc wojsk niemieckich gwarantuje bezpieczenstwo Polski, albo jeszcze silniejsze :stala obecnosc wojsk chinskich najpewniej gwarantuje nasze bezpieczenstwo, albo moze: stala obecnosc wojsk izraela gwarantuje bezpieczenstwo Polski. Nie damy guzika od munduru!!!

  7. Lolek

    Tak na pewno zmien. status Polski. Kraj będzie żywym atomowym trupem.

    1. mc.

      Nie sądzę by głowice zostały zrzucone na nas z Europy zachodniej lub USA. Ale to Rosjanie od lat ćwiczą atak na Polskę przy użyciu broni atomowej, i temat baz w ogóle wtedy nie istniał. Jeśli te bazy powstaną (oby) atak nuklearny na Polskę, będzie jednocześnie atakiem nuklearnym na USA. A tego Rosjanie już nie chcą...

    2. rozbawiony J-23

      Zapomniałeś wspomnieć o tym, że w okresie tzw. Zimnej Wojny, to właśnie NATO na czele z USA planowali atak nuklearny na terytorium Polski. Nie zauważyłeś również, że obecnie Pakt Północnoatlantycki przeprowadza manewry wojskowe na terytorium Polski. Uwadze umknąć musiał, także fakt lokalizacji ameryańskich baz militarnych na terytorium Polski. Chyba jednak, że należy rozważać atak rakietowy ze strony Iranu lub Korei Północnej, ale przed nim z pewnością jajwierniejszego sojusznika Stanów Zjednoczonych obroni system antyrakietowy rozmieszczony w Redzikowie... ;-)

    3. mc.

      Zimna wojna się skończyła, ale wtedy byliśmy \"po złej stronie\". RFN miał się bronić przed nawałą czołgów wysadzając atomowe miny, tyle tylko że to był pomysł Amerykanów. Niemcy nie mieli dostępu do broni atomowej. My teoretycznie też, ale w 1970 roku podpisaliśmy porozumienie z ZSRR na mocy którego na terenie Polski było składowane ponad 200 ładunków atomowych - choć cały czas deklarowaliśmy, że na terenie Polski nie ma takiej broni. Pułkownik Kukliński, kiedy zrozumiał co ZSRR chce zrobić Europie i Polsce, zaczął przekazywać najtajniejsze dokumenty Układu Warszawskiego, by do tego nie dopuścić. Zdrajca ? Nie, człowiek który rozumiał że w razie ataku wojsk układu warszawskiego, na Polskę spadnie ok. 500 ładunków atomowych. NATO nigdy nie planowało ataku na kraje należące do UW. Dowód ? Rok 1991, francuski dziennikarz rozmawia z ostatnim \"dowodzącym\" wojskami UW - Marszałkiem Wiktor Kulikow, jedno z pytań dziennikarza: Panie Marszałku, czy spodziewaliście się ataku NATO ? Śmiech, i odpowiedź - \"Byłby to chyba jedyny w historii przypadek, gdy bogaty napadł biednego\".

  8. andys

    Wydaje mi sie , że rozważania autora tekstu jak i komentaże są uproszczone, oparte na emocjach. Przede wszystkim nikt nic nie mówi o naszych sasiadach, w tym wypadku chodzi głównie o Białoruś, choć pozostałe kraje, kazde stanowi oddzielny problem. Na Bialorusi nie ma zagranicznych (rosyjskich) baz, a Łukaszenka wyraźnie dąży do zachowania takiego stanu rzeczy (udało mu się odmówić Rosjanom budowe bazy lotniczej, chyba w Baranowiczach, mimo wspólnego systemu obronnego). Warto zauważyć, że od Brzescia do granicy z Rosją jest taka sama odległośc jak do granicy polsko-niemieckiej, czyli ok 500 km). To nie jest mało dla czołgów 2AGw. W takiej sytuacji ewentualny konflikt miałby, przynajmniej poczatkowo (a później to juz nie wiadomo co zostałoby z obu stron), charakter powietrzny -rakiety samoloty, nie czołgi. Nie wydaje mi sie , aby Obwód Kaliningradzki był dobrym miejscem na wyprowadzenie ataku pancernego na Polskę (zgromadzenie tam powaznych sił pancernych jest trudne logistycznie i niemozliwe do ukrycia). Rosjanie conajmniej 2 razy (obie wojny światowe) mieli powazne problemy na terenie Prus Wschodnich. Proszę traktować moje słowa jako refleksję do dyskusji.

    1. mc.

      Wojna w Europie w której bierze udział 10 000 czołgów i milionowe armie jest niemożliwa choćby dlatego, że takie zgromadzenie sprzętu będzie natychmiast zauważone. Ale co zrobisz, jeśli posterunek graniczny np. w Gołdapi zostanie zajęty przez oddział przeciwnika, przy czym oni będą argumentowali, że zostali podstępnie zaatakowani i tylko zaprowadzają porządek. A następnie zajmą Kowale, bo np. tam wywieziono jeńców rosyjskich, a potem... To się nazywa wojna hybrydowa - komunikaty telewizyjne, prasowe, rozmowy międzynarodowe, że NIC SIĘ NIE DZIEJE, oni tylko... Oczywiście plus działania militarne, oraz ataki na infrastrukturę informatyczną (systemy przesyłu danych, ataki hakerskie na strony banków, urzędów, firm a nawet osób prywatnych) i komunalną (awarie wodociągów, awarie linii energetycznych, itd). I cały czas zapewnianie - NIC SIĘ NIE DZIEJE. Połowa Europy (a może większość) uzna, że... NIC SIĘ NIE DZIEJE. Dlaczego potrzebni nam są Amerykanie ? Bo jeśli wyślesz swoje oddziały Rosjanie muszą wiedzieć, że zaatakowanie POLSKIEJ ARMII musi skończyć się wkroczeniem stacjonujących oddziałów Amerykańskich. A to już jest III WŚ. Rosjanie tego nie chcą (III WŚ), ale jeżeli im to umożliwimy (czyli nie będziemy w stanie sami się bronić, i nie będziemy mieli silnego sojusznika), zrobią to - czyli spróbują zaanektować część naszego terytorium. Choćby po to by rozwalić solidarność europejską, by pokazać, że NATO to fikcja. I jeszcze by pokazać Rosjanom, że Rosja to IMPERIUM.

    2. andys

      Czyli , w istocie, Twoim zdaniem, nic nowego. Tak działał Hitler - Nadrenia, Austria, Czechoslowacja, Kłajpeda, nielegalne wprowadzenie obowiazkowej słuzby wojskowej itd. Wszystko to polane sosem \"krzywdy wersalskiej\" i krucjaty antykomunistycznej, I byli tacy, którzy wierzyli i nie widzeli w tych działaniach nic zlego. Pytanie - czy dzisiejsza sytuacja gospodarcza, militarna, polityczna jest porównywalna z tą przed 1939r? Przypomne, że w czasie I WŚ Niemcy były w stanie militarnie, na dwa fronty walczyć z Francją, Rosją i Anglią. To była wtedy potega nr 1 w Europie. Kleska w I WŚ nic w tej potencjalnej sile nie zmieniła, a Antanta podzieliła sie na wrogów - ZSRR i Anglia z Francją (+ ich sojusznicy , np Polska). Czy Rosja obecnie jest odpowiednikiem , na potrzeby tej dyskusji, Niemiec sprzed I WŚ? Wydaje mi sie, że w żaden sposób, ani demograficznie, ani gospodarczo (w tym w zakresie nowoczesnych technologii, przed II WŚ Niemcy wyraźnie przodowali w Europie, w tej dziedzinie) ani militarnie. Politycznie Europa była wtedy podzielona politycznie, było dużo państw niezadowolonych z istniejacego stanu rzeczy, w tym i Polska. Hitler to wykorzystywał ( np. ani Polska, ani Węgry, ani Rumunia -sasiedzi, nie sprzeciwiały się likwidacji Czechosłowacji, nawet na tym terytorialnie skorzystały). Dzisiaj jest UE , jest NATO organizacje , które maja kłopoty, ale jednak stanowiące wielką realną siłę, wielokrotnie przekraczajaca siłę Rosji pod każdym względem. Hitler głosił hasła rewanżyzmu, i wielu to sie podobało, Putin odwrotnie - chce Europy od Lizbony do Władywostoku i mało komu to sie podoba. Ciekawostka! Zachód prawie skolonizował Rosję w latach 90-tych, a i teraz sprawia jej wiele poważnych kłopotów sankcjami (choć niektóre z nich Putin potrafił wykorzystać na swoją korzyśc). Wsparcie Chin dla jakiejkolwiek awantury Rosji jest wykłuczone, i odwrotnie zresztą (moim zdaniem).

    3. werte

      Na Białorusi istnieją dwa rosyjskie obiekty wojskowe. Są to stacja radiolokacyjna „Wołga” w miejscowości Hancewicze, w obwodzie brzeskim, i punkt łączności z rosyjskimi okrętami podwodnymi w Wilejce, w obwodzie mińskim. Od końca 2013 roku roku na lotnisku w Baranowiczach stacjonują rosyjskie myśliwce...

  9. Bolox

    Zdanie ruskich trolli ma dla nas ogromne znaczenie. Dobrze że się ich tylu tu wypowiada. Ale proponuje przenieść ich wypowiedzi do oddzielnej sekcji: np. tu wypowiedzi reprezentujące punkt widzenia towarzysz Władimira.

    1. lachta2

      ichtamniet

  10. gnago

    racja zmieni na gorsze. Wzrośnie szansa zostanie polem bitwy między agresorami. Niczym w wojnie siedmioletniej

  11. mariusz

    Ta baza nic nie zmieni w przypadku konfliktu. Przypomnijcie sobie Gruzję, która zaatakowała Osetię Południową. Na jej terenie też była baza USA. W obronie Osetii Rosjanie rozbili wojska gruzińskie i uderzyli na Gruzję i tylko dzięki Sarkozyjemu nie została zajęta cała Gruzja wraz z amerykańską bazą. Takie myślenie to myślenie przedszkolaka. W sytuacji rzeczywistego konfliktu nic się nie liczy.

    1. zyg

      Od kiedy Gruzja jest członkiem NATO? i ilu amerykańskich żołnierzy (oprócz kontyngentu ochrony ambasady USMC) było obecnych? 3 , 13, czy 30? I \"Gruzja zaatakowała Osetię\" .. to tak jak \"Polska zaatakowała Łowicz\" ... wracaj na forum sputnika ...

    2. Kristo

      Ciekawe rozumienie geopolityki i historii...takie moskiewskie.Osetia Południowa była częścią Gruzji i wciąż jest za taką uważana przez świat (poza kilkoma marionetkowymi pro-kremlowskimi państwami) i to Gruzja była tam suwerenem, nie Rosja , która ciągłymi prowokacjami polityczno-militarnymi podważała prawo międzynarodowe. Rosjanie uderzyli na Gruzję, tyle,że ich marsz powstrzymał śp. prezydent Polski Lech Kaczyński wespół z kilkoma prezydentami Europy Środkowo-Wsch. Sarkozy zachowywał się wówczas jak typowy kremlowski prowokator i nawet nie krył się ze swoimi stricte pro-moskiewskimi poglądami. Co do baz w Polsce, to zapewniam cię,że ewentualna śmierć amerykańskich żołnierzy, wskutek rosyjskiego ataku, nie zostałaby przemilczana przez Waszyngton i to w żadnym wypadku. Państwo poważne, a już na pewno gracz globalny jakim jest USA, nie przeszedłby nad czymś takim do porządku dziennego...Wierz czy nie, ale na Kremlu mają tego świadomość.

    3. Murf

      Gdyby to była \"amerykańska\" baza z \"amerykańską\" walką taką, jaka jest teraz w Polsce, byłaby to zupełnie inna bitwa. I nie rozmawialiśmy o zagrożeniu Putina dla Polski

  12. jonnes

    A co tam Panie z Tarczą w Redzikowie? Jakoś tak zacichło w tym temacie. Może to nie brygada pancerna ale stałą jednostka US Army.

  13. afasdfasf

    Popieram i rozumiem że Niemcom bardziej zależy na współpracy z Rosją niż z Polską więc na nich nie ma co liczyć. Bazy USA w Polsce byłyby sporym wzmocnieniem i praktycznie gwarantowałyby nienaruszalność granic. Co nie gwarantuje podpisanie jakiegos dokumentu . Przykład Ukrainy i deklaracje budapesztańskie so tego adekwatnym przykładem.

    1. mc.

      Ależ oczywiście !!! Obecność wojsk amerykańskich może nas chronić tylko przed głupimi pomysłami Rosjan. Ale obronić nas przed wojną, a zwłaszcza wojną hybrydową może tylko i wyłącznie nasza armia. Dokumenty i traktaty... mieliśmy z Niemcami pakt o niestosowaniu przemocy (obowiązywał do stycznia 1944), oraz z ZSRR - pakt o nieagresji (obowiązywał do 31 grudnia 1945 roku).

    2. tomuciwitt

      To nie prawda . Hitler uznał w kwietniu 1939 roku , że umowa już nie obowiązuje . Zrobił to po podpisaniu gwarancji pomocy z Wielką Brytanią. Co do umowy z ZSRR. Art 1 Traktatu - “ Za działania sprzeczne z zobowiązaniami niniejszego artykułu uznany będzie wszelki akt gwałtu , naruszający całość i nietykalność terytorium lub niepodległość polityczną drugiej Umawiającej się Strony …” W obu przypadkach przesłankami wystarczającymi do uznania obu umów za nieważne jest agresja jednej strony umowy na drugą. W przypadku traktatu z ZSRR pakt Ribbentrop - Mołotow łamał zapisy art 3 traktatu. Oświadczenie komisarza Potiomkina w stosunku do polskiego ambasadora Wacława Grzybowskiego “ „Jeśli nie ma rządu polskiego, to nie ma też żadnego paktu o nieagresji”

    3. zyg

      Jasne, a Rosja sowiecka miała prawo oceniać czy jest czy nie ma rządu polskiego? Historia uczy że każde porozumienie podpisane z Moskwą/Rosją jest bezwartościowe. Zresztą w Ameryce już zauważono \"Jak po rosyjsku mówi się F U? - TRUST ME..\"

  14. fekol

    jak najszybciej te bazy ! tu nie ma z czym zwlekac

  15. AWU

    Powtórzę jeszcze raz. Za $2mld nie mamy szans zakupić wystarczającej ilości sprzętu który odstraszyłby Moskwę. Z drogiej strony stała obecność nawet nie dywizji ale ABCG na terytorium RP skutecznie niweluje zagrożenie. Rosjanie NIGDY nie odważą się zaatakować USA. Ich mentalność jak wspomina prof Davies najlepiej określił \"Times\" gdy po inwazji na Finlandię pisał \"rosyjska hiena poluje na resztki podążając tropem niemieckiego wilka\". Na szczęście fińskie nieliczne \"resztki\" dzięki swemu bohaterstwu, innowacji i motywacji ich wojsk terytorialnych stanęły moskiewskiej hienie w gardle. Podobnie jak dziś Ukraina. Załóżmy że w 1939r w Polsce stacjonowała brygada francusko/brytyjska? Czy Hitler tak chętnie dążyłby do wojny? Jest faktem że łudził się (tak jak dziś Kreml) że kraje te nie przystąpią do wojny w obronie Polski, i 3 IX 1939 doznał szoku. A Stalin na pewno nie zaatakowałby nas w plecy obawiając się konfliktu z ówczesnymi supermocarstwami. Po drugie benefit ekonomiczny dla samorządów i polskiej turystyki. Grupa bojowa brygady (nie mówiąc o Dywizji Panc) wraz z rodzinami i pracownikami cywilnymi to ok 10tys osób mieszkających w Polsce o łącznym dochodzie niemal $500mln rocznie? Ile z tego pozostanie w polskiej gospodarce/turystyce/restauracjach/hotelach w Sopocie w Zakopanem w Krakowie czy na Mazurach?Polska dla Amerykanów jest krajem wyjątkowo atrakcyjnym cenowo czy to w restauracjach z katalogu Michelina czy też w luksusowych sklepach. To nie sowieciarze którzy zamknięci byli w swych bazach i jedyny \"benefit ekonomiczny\" polegał na tym że gdy przy drodze stała sowiecka cięzarówka za 1/2 litra można było kupić kanister (normalnie reglamentowanej na kartki) benzyny, a dla ludzi mieszkających w pobliżu sowieckich baz 5 x 1/2l spirytusu z Pewexu zapewniało przez dziurę w płocie rosyjskich koszar samozapalający się telewizor KOLOROWY \"Rubin\" i jako bonus 3 rolki papieru toaletowego (aczkolwiek o ziarnistości papieru ściernego) niedostępnego w \"10 gospodarce świata wg PKB PPP\" jakim był Peerel:D

    1. as

      Niestety z historia u Ciebie na bakier. Po pierwsze Finlandia przegrala wojne zimową gdyz Stalin osiagnal swoj cel przesuwajac granice zagarniajac Vyborg (do dzisiaj) a tzw wojna kontynuacyjna to juz wogole porazka. To nie linia Manerheima ale surowa zima 1939/1940 oraz fatalne wyekwipowanie jednostek z południa ZSRR (Ukrainy) zdecydowało o rosyjskich stratach. Co do wojny z Francją to już od 3.09 doszło do walk w Alzacji i Lotaryngii. Nie jest tak że Niemcy bały się Francji to ZSRR bał się otwarcia drugiego frontu dlatego czekał do 17.09 gdyż wiedział że w jednostronnej konfrontacji z Polską odciążoną przez Francuzów na zachodzie nie ma większych szans. O losie Polski w 1939 zdecydowała Francja a raczej brak Francji która jedyne co zrobiła w 1939 to podjęła nieudaną zresztą próbę przyłączenia części Lotaryngii. Zaprawione we wrześniowych bojach jednostki niemieckie odbiły ją bez większego trudu i to zanim doszło do ataku na Francję i Belgię oraz Holandię i hańbiącej porażki francuzów.

    2. SOWA

      Nasze bezpieczeństwo zależy od naszej siły gospodarczej i militarnej. Przede wszystkim determinacji i uczciwości państwa wobec obywateli. To nie są frazesy. Tej determinacji i uczciwości zabrakło rządowi Południowego Wietnamu. W tym wypadku nawet Amerykanie nie mogli pomóc. Popatrzymy na Krym, większość stacjonujących tam ukraińskich żołnierzy przyjęła obywatelstwo rosyjskie. To jest dla nas przestroga, że słabe państwo nie zachęca do patriotycznych uniesień.

    3. robo

      Jeśli uważasz że wojna zimowa była \"przegraną\" Finlandii a wojna kontynuacyjna \"porażką\" to sam doucz się historii

  16. tak tylko... (Michał Rakowski)

    Majtki spadły. Kwestia stosunku do stałej obecności Amerykanów oddziela plewy od ziarna. Za, czy przeciw nie oddzielone jest cienką, a grubą, czerwoną linią za osłoną której uzyskujemy nietykalność ze strony Rosji. Stawiam tezę: każdy, kto jest temu przeciwny uchyla furkę rosyjskiej agresji. Koszty? 1,5-2 mld $ wydane JEDNORAZOWO w kraju na infrastrukturę i budowaną przez nasze firmy nie wydaje się dużym kosztem nietykalności. Słyszycie ten płacz i lament? Dochodzi z Kremla...

    1. rozbawiony wiadomo kim i czym

      \"Majtki spadły\"... To rzeczywiście dość przykra przypadłość, ale czy naprawdę musisz się z tym obnościć w sposób publiczny, chociażby na rzeczonym forum internetowym? ;-) Ze stawianiem karkołomnych tez, to faktycznie nie masz większych problemów, jednak z ich udowadnianiem jest już zdecydowanie dużo gorzej... ;-) Jeżeli zaś słyszysz podejrzane odgłosy dochodzące \"z Kremla\" i wszędzie wokół siebie widzisz wyimaginowanych \"ruskich\", to może oznaczać, że masz poważny problem wiadomej natury... ;-)

  17. ppor Tommy

    A mała Finlandia nie potrzebuje obcych żołdaków by obronić się przed ewentualnym atakiem Ruskich. Już raz to udowodniła. A kilkukrotnie większa ludnościowo Polska musi mieć do tego sojuszników? I to przy o wiele krótszej granicy z Ruskimi? I jeszcze za to płacić? Historia uczy że wiarygodność \"sojuszników\" z Zachodu może być wielce problematyczna. Głownym przeciwnikiem USA będą przez najbliższe i dalsze lata Chiny a nie Rosja. I Stany zapłacą dużo by przyciągnąć Rosję na swoją stronę. Ciekawe czyim kosztem? Umiesz liczyć licz na siebie.

    1. łowca szithedów z fabryki

      A mała Norwegia składuje amerykański sprzęt?

    2. Davien

      A co Rosja może dać USA w konflikcie z Chinami?? Nic.

    3. Obywatel RP

      Polacy powinni postępować zgodnie z mądrymi i wyjątkowo aktualnymi słowami Urho Kekkonena, wieloletniego premiera i prezydenta Finlandii, który powiedział: „Nie szukajcie przyjaciół daleko, a wrogów blisko”.

  18. Georealista

    Teza o korzystnym wpływie pobytu wojsk USA na politykę, ale i na lepszą pozycje w negocjacjach ekonomicznych, jest niestety życzeniowa. Powoływanie się na przykład różnych państw, w tym Japonii i Niemiec, miało sens w czasach zimnej wojny i w czasach unilateralnej hegemonii globalnej USA. Tak - WTEDY stacjonowanie wojsk USA było bonusem politycznym i ekonomicznym. Teraz nastąpił kres hegemonii USA, które mają olbrzymie problemy z pokryciem globalnych potrzeb i zobowiązań US Army, USAF, US Navy. Od kilku lat nad USA wisi procedura automatycznych cieć budżetowych, czego nie było nigdy w historii USA. A tymczasem nowy pretendent już teraz przeskoczył USA pod względem parytetu siły nabywczej [czyli najbardziej REALNEGO PKB] i dalej rośnie, SZYBCIEJ niż USA, co przez siłę ekonomiczna jest też podstawą dla coraz większego unowocześniania armii chińskiej. W dodatku Polska może być jednym z krajów, które przy dalekowzrocznych decyzjach, mogą najwięcej skorzystać na Jedwabnym Szlaku. Stąd elementarny wniosek, aby Polska utrzymywała stosunki z obu supermocarstwami i kalkulowała swoje decyzje długofalowo, a na pewno bez patrzenia na nieaktualne już kalki zimnej wojny czy byłej hegemonii USA - bo ten okres się skończył. USA mają zasadniczy problem z Europą, dawniej absolutnie podporządkowanej w ich strefie za czasów zimnej wojny czy w czasach bezapelacyjnej hegemonii USA po zimnej wojnie. Teraz Berlin i Paryż, głównie pod przykrywką \"wspólnotowej\" Brukseli, dążą do wypchnięcia USA z Europy. Stąd taka radość Berlina i Paryża i eurokratów Brukseli po Brexicie - bo USA w ten sposób straciły \"punkt wejścia\" w UE - najsilniejszego stronnika USA, państwo atomowe, \"kontrolera\" centralizacji UE pod berłem Berlina. Teraz USA NIE MAJĄ WYBORU - MUSZĄ POSTAWIĆ na Polskę, która zresztą, ze względu na przesmyk bałtycko-karpacki, stanowi kluczowy geopolitycznie obszar Europy. Tak samo PR i prestiż USA jako hegemona światowego i lidera NATO zależy od utrzymania niepodległości Bałtów - a bez Polski to niemożliwe. Na razie, zamiast całkowicie podporządkować sobie politykę Bałtów, dobrowolnie rezygnujemy z tego lewara politycznego, za darmo bierzemy na siebie i zgodę na stałe bazy i jeszcze za to chcemy płacić [!], natomiast Bałtowie skwapliwie to popierają, nie płacąc ani grosza, i nie płacą politycznym podporządkowaniem wobec Warszawy. Nasza zgoda na stacjonowanie sił USA - nawet większych, byle nie zagrażających suwerenności Polski - zawsze winna być czasowa i obarczona przy kolejnym terminie pytaniem kalkulacja koszt-zysk i pytaniem do USA: \"co z tego będziemy mieli\". To nie jest tak, że jak nie będziemy \"grzeczni\" i \"potulni\", to rozgniewane USA zlikwidują obecność US Army w Polsce. Zobowiązania wobec Bałtów, wizerunkowo bardzo ciążące USA ze względu na demonstracyjne politykę Kremla w sprawie pokazywania słabości NATO [i USA] w tym regionie, tak samo zobowiązania USA względem Ukrainy [a przynajmniej ratowania wizerunku USA jako gwaranta Traktatu Budapesztańskiego 1994], a także kluczowa Wschodnia Flanka jako środek nacisku na Rosję - a Polska jest rdzeniem Wschodniej Flanki - to wszystko jest dla USA twardym przymusem obecności w Polsce - bez żadnej łaski i na pewno bez opłacania baz. Rzekomo bezalternatywne i poniekąd ślepe opieranie się długofalowo na USA jest z ww powodów [zwłaszcza wzrostu Chin] poważnym błędem, generuje też ataki Berlina i Paryża na Polskę, czyli robimy za darmo na rzecz USA, mając z tego koszty, których USA nie ponosi. Rozumiem, gdyby USA np. przekazały za darmo Polsce z 400 Abramsów - jak to zrobiły na rzecz małej Grecji - plus przekazały szereg innych systemów broni, wsparły substancjalnie, ekonomicznie i finansowo, zaczęły naprawdę tworzyć Intermarium z Polska jako liderem. W Polsce już od 2014 - od momentu gróźb Kremla zrobienia \"atomowej pustyni\" z Polski - powinny stacjonować amerykańskie baterie THAAD i NATOwskie Patrioty - nic z tych ww rzeczy nie ma. Jest wręcz przeciwnie, a USA wbijaja konsekwentnie nam nóż w plecy, żyrując skandaliczne i bezprawne żądania Izraela, podwyższone ostatnio [sic] z 65 do 300 mld $. W tym układzie rekalkulacja całej polskiej polityki jest sprawa absolutnie priorytetową. Musimy asertywnie powiedzieć w Waszyngtonie: wybierajcie - albo Polska - albo Izrael - i stosownie do odpowiedzi zrewidować całą politykę. Przy czym odpowiedź Waszyngtonu, że wybierają Polskę, musi być udowodniona czynami - czyli anulowaniem 447 i wszelkiego poparcia dla żądań Izraela, następnie przeproszenia za dotychczasowa kampanię oszczerstw, następnie militarnym i substancjalnym i finansowym \"dokapitalizowaniem\" Polski i Wojska Polskiego, w tym Nuclear Sharing w głowicami na naszym terytorium i w naszych bazach pod naszą kontrolą i dyspozycją. To są sprawy absolutnie podstawowe, wręcz elementaria polityki opartej o zabezpieczenie racji stanu i bezpieczeństwo państwa. Samo stacjonowanie \"na stałe\" US Army i USAF w Polsce jest NIEREALNE, po 2030 USA będą zwijały zamorska obecność swych sił i wszystko pchały na Pacyfik. Stąd kolejny wniosek - absolutnie podstawowy i egzystencjalny - musimy do czasu wyprowadzki sił USA stanąć na własnych nogach, a to oznacza koncentrację wydatków finansowych nie na dotowanie Wuja Sama, a na modernizację i wzmocnienie WP - z budową kluczowej strategicznej całokrajowej strefy A2/AD jako priorytetem \"nr 1\" - na co powinno pójść minimum 1/2 a lepiej 2/3 wydatków na PMT. Bo jeżeli będzie szczelna sieciocentryczna saturacyjna całokrajowa tarcza nieba i WRE, zdolna odeprzeć także saturacyjny [ale realny w liczbie efektorów] atak jądrowy [a to w pełni możliwe z zapasem bezpieczeństwa- to już było wałkowane na forum] razem z buforem głębi bezpieczeństwa wokół Polski i z wykorzystaniem antyrakietowych efektorów dalekiego zasięgu jako \"buławy zabójcy\" - to KONIECZNE wydatki na resztę sił zbrojnych spadną kilkukrotnie. Jak już bardzo chcemy wydać te 2 mld $ - to wydajmyy je na 20 tys kppanc, najlepiej dużego zasięgu ;najlepiej pozahoryzontalnych] - a wtedy nawet zdesperowany atak mas pancernych i zmechanizowanych, ślepy ze względu na przewagę naszego miażdżącego A2/AD, będzie zwyczajnie nieskuteczny już w fazach planowania - więc będzie porzucony - tak jak i nieskuteczny atak jądrowy - czy \"deeskalacyjny\" czy nawet saturacyjny. Na tym generalnie polega skuteczna strategia odstraszania - skoncentrować środki na budowie zasadniczego systemu strategicznej obrony nieba - i nasycić ziemię środkami obrony tak - by nawet masowy atak naziemny był całkowicie nieskuteczny. Nasz cel strategiczny jest ASYMETRYCZNY - tylko obrona [z buława zabójcy w strefie bezpieczeństwa wokół Polski] - i odpowiedni ASYMETRYCZNIE musi być zbudowane całe WP - z kluczowa strategiczna strefa A2/AD na całą Polskę. Nie wspieranie się na słabnącym supermocarstwie - które i tak za kilkanaście lat odejdzie z siłami na Pacyfik [nie mówiąc o obecnym wbijaniu noża w plecy, co grozi realnym bankructwem Polski, następnie wrogim przejęciem i utrata suwerenności] - a staniecie na własnych nogach. I nie ślepe wpatrzenie bezalternatywne w USA, a współpraca z Chinami [mamy pakty z 2011 i 2012 do rozszerzenia], z Pakistanem [państwo atomowe, które nie podpisało układu o nieproliferencji], z silną Turcją, ze Skandynawami. Ale także możemy zrobić swoisty zręczny deal z UE, np. uwalniając się od monopolu USA w dostawach strategicznych systemów broni i budując strategiczną A2/AD w oparciu o prawdziwy kontrakt stulecia, jako pełen udziałowiec i producent i dysponent technologii wchodząc na całego w Eurosama w rakietach Aster Block 1 NT i Block 2 BMD, czy w oparciu o radary np. Thalesa itp. dostawców. Takie działania od razu zlewarują pewne siebie USA, zarazem kupią nam Paryż, ale i eurokratów, osłabiając Berlin. Brak takich działań polskiej dyplomacji i sfer militarnych tworzących strategię dla Polski, uważam za błędy zasadnicze. Tak samo od strony ekonomicznej - stawianie na LNG z USA, przy obcinaniu dostaw z Iranu,ba, w perspektywie nawet z Kataru [bo wspiera Iran] to żadna suwerenność energetyczna, właściwie nawet żadna dywersyfikacja, przeciwnie sami własnymi rekami budujemy uzależnienie od USA. Baltic Pipe nie jest żadnym rozwiązaniem, tym bardziej, że w razie wojny, a nawet działań hybrydowych, pierwszy padnie ofiarą dywersji. Zaś gazoport to przecież już teraz wielka bomba paliwowo-powietrzna, wyjątkowo podatna na sabotaż - o sile 2 MT - co przy charakterystyce rozprzestrzeniania się eksplozji wystarczy na pełne zniszczenie województwa zachodniopomorskiego. Pomijanie tych spraw zasadniczych w kalkulacji SWOT uważam za błąd zasadniczy. Tym bardziej, że dzięki rozwojowi wierceń głębokich [technologii rozwiniętej masowo przy okazji gazu łupkowego], mając wyjątkowe warunki geotermii głębokiej, możemy nie tylko uzyskać pełną suwerenność energetyczną [OZE=niewyczerpalne, ekologiczne, co ważne infrastruktura może być skryta w ziemi - czyli bezpieczna i niewrażliwa strategicznie, na dodatek z bonusami za sprzedane limity CO2] w oparciu o geotermię HTR prof. Bohdana Żakiewicza. Dzięki czemu Polska stałaby się hegemonem energetycznym Europy, likwidując konkurencję energetyczna i budując nową pozycję Polski w Europie i na świecie. Tak samo wykorzystanie wierceń głębokich do dobrania się do Skarbca Suwalskiego [same zasoby tytanu to wartość 2 bilionów $ - powtarzam: bilionów - nie miliardów], a jeszcze cała bogata gama metali i lantanowców, zwłaszcza potrzebnych dla high-tech i elektroniki - na czym możemy zbudować Przemysł 4.0. Tak samo węgiel - nie spalanie, a surowiec na grafit, grafen, włókno węglowe, na magazyny energii elektrycznej [superkondensatory wysokiej dyspozycji mocy], a wreszcie dla chemii organicznej- czyli wszystko produktów wysoko przetworzonych high-tech - o wysokiej marży - jako podstawa rozwoju i przebicia pułapki średniego rozwoju [ i państwa-montowni]. A także geotermia HTR [polecam Rurociągi nr 70 1-2/2016 z bogatym studium wykonalności prof. Bohdana Żakiewicza i z kalkulacjami biznesowymi - nader korzystnymi] jako naprawdę czysta baza dla masowej elektromobilności i wyparcia paliw kopalnych. Możemy stać się rozwojowym i rosnącym liderem Europy - suwerennym pod każdym względem. To wszystko - w sferze politycznej, militarnej, ekonomicznej, rozwojowej - jest obecnie marnowane przez zaniechanie i wspieranie konkurencji.

    1. tomuciwitt

      “wybierajcie - albo Polska - albo Izrael - i stosownie do odpowiedzi zrewidować całą politykę. “ Odpowiedź jest oczywista - Izrael. I co wtedy ? Z honorem powiemy zabierajcie swoje wojska z naszego kraju bo sami sobie poradzimy z całym rosyjskim zachodnim okręgiem wojskowym. Takie bajki to możesz sobie opowiadać dzieciom . Na świecie są tylko dwa kraje które samodzielnie mogą obronić się przed Rosją . Są to USA i Chiny.

    2. Davien

      Francaj WB, nawet Izrael obroniłyby sie pzred Rosją albo uczyniły atak tak nieopłacalnym ze rosjanie sami by sie wycofali w podskokach

  19. zbig gniew

    No cóż jak ktoś nie chce placić na własną armię, będzie musiał płacić na cudzą...

    1. Zajac

      \"Stała obecność wojsk USA zmieni status bezpieczeństwa Polski\" To oczywiste - ale ten status sie obnizy !!

    2. Davien

      Oj boli was w tej Rosji ze was wykopalismy a USA sami chcemy:))

    3. superglue

      ostatnia rzeczą w militariach jest liczenie na sojusznika.

  20. dfg

    Korea Południowa - wysokodochodowy własny przemysł, to samo Japonia, Norwegia to wysokie dochody z wydobycia gazu. Ich stać. Nasza armia to syf w bajorze. Zamiast regularnego wojska lepsi byliby instruktorzy, specjaliści i eksperci którzy pomogliby postawić tę armię na nogi. Jak na razie Rosja nie wybiera się ani do Polski ani do rozbrojonych Niemiec.

    1. PKP kargo

      Nie budz ludzi... Oni mają teraz amerykański sen

  21. Davien

    Veritas, a jakie znaczenie mają badania sprzed 4 i 14 lat obecnie?? Po tym co wyczynia Rosja to już neutralna Szwecja odchodzi od neutralności.

  22. Mirek

    Oczywiście , że stała obecność wojsk USA zmieni statut naszego bezpieczeństwa. Będzie więcej ruskich rakiet wycelowanych w nasz kraj. I pewnie powstaną stałe bazy rosyjskie na Białorusi.

    1. prawieanonim

      I co z tego? Jaka to dla nas różnica że zamiast 50 rakiet wycelują 100? Jaka to różnica że na Białorusi powstaną stałe rosyjskie bazy skoro i tak Rosjanie czują się na Białorusi jakby Białoruś nie istniała?

  23. sarmata

    ciesze się i popieram , te 2 mld zostaną wydane na trwała infrastrukturę ,zarobią polskie przedsiębiorstwa a kapitał z drugiej strony Atlantyku jak zobaczy że tu jest bezpiecznie napłynie w dużej ilości God Bless America

    1. Ministrant Maciora

      Byc moze, ale w snach tylko.

  24. Jaksar

    Ja pamiętam czasy kiedy to mówiono i pisano, że obecność wojsk \"radzieckich\" w Polsce jest gwarantem naszej niepodległości. jeżeli sami nie będziemy w stanie się obronić to nikt nas nie obroni, tą nauczkę powinniśmy wynieść z września 1939 roku. Sojusznicy którzy widzą w sile militarnej jedynie zabezpiezenie własnego interesu a tak jest z USA nie są sojusznikami na których można by liczyć. zresztą, USA udowodniła, że w polityce tego kraju dzisiejszy sojusznik może jutro być wrogiem, terrorystą, dyktaturą, znaleźć się w \"osi zła\" i przy zmanipulowanych dowodach przy wsparciu innych sojuszników zniszczyś go i sprowadzić do dtanu całkowitego uzależnienia od polityków USA. Kraj jak Irak, z rozwijającego się dynamicznie w ciągu roku doprowadzono do sytuacji w jakiej znajduje się szereg krajów 3 świata w afryce. Panoszenie się obcych wojsc pod kontrolą obcego dowództwa w naszym kraju trzeba zawsze postrzegać jako zagrożenie i być gotowym je eliminować. Im więcej obcych tym większe ryzyko. PiS nie potrafił nawet zagwarantować by dowództwo szybkiego reagowania NATO znalazło się w Polsce jak to hucznie zapowiadano... mają je (kolejne już) niemcy i to oni w razie potrzeby mogą wywrzeć na nie bezpośreni nacisk !

    1. df

      Polska nie jest niepodległa od roku 1717, kiedy to Sejm Niemy wprowadził protekcję Rosji. Na przełomie 1989 zmieniliśmy protektorów. Niemcy nie mogą się pogodzić że ich wpływy się zmniejszają. Nie zamierzają uznawać samostanowienia Polski. Dążą do protektoratu. Rosyjskie zagrożenie ma Niemcom umożliwiać opiekę nad Polską. Dlatego wojska amerykańskie nie tylko zabezpieczają nas przed Rosją ale i dają lepszą pozycję w rozmowach z Niemcami, panami w Berlinie i Brukseli.

    2. Lazy Lazer

      Polska nie jest niepodlegla. I na dobra sprawe nigdy nie byla. Ale wladza mowi, ze to juz 100 lat ... No i jest od razu lepiej, jak wladza cos powie.

  25. mc.

    Ponieważ czytam w komentarzach, że wiele osób jest przeciwnych stałemu (za zgodą Polski) stacjonowaniu wojsk USA w Polsce, to mam do tych osób kilka pytań. 1/ Czy Rosja rozlokowując kolejne baterie Iskanderów w okręgu Kaliningradzkim nie stwarza zagrożenia ? 2/ Czy Rosja stale naruszając przestrzeń powietrzną krajów bałtyckich nie stwarza zagrożenia ? 3/ Czy Rosja, nie niepokojona przez nikogo, rozwijająca w sposób błyskawiczny swoją armię nie stwarza zagrożenia ? 4/ Czy Rosja łamiąca podpisane przez siebie traktaty pokojowe (np. z Ukrainą) nie stwarza zagrożenia ? 5/ Czy Rosja która strzela do samolotu pasażerskiego nie stwarza zagrożenia ? 6/ Czy Rosja nie uznająca wyroków sądów międzynarodowych, które są wbrew jej oczekiwaniom, nie stwarza zagrożenia ? 7/ Czy trzy NOWE dywizje które Rosja umieścić w pobliżu granic Rosji (Nowoczerkassk, Boguczar, Wałujki) nie stwarzają zagrożenia ? (to na podstawie rozkazu Ministra Obrony Rosji z maja 2016) 8/ Czy Rosja okupująca ziemię innego kraju nie stwarza zagrożenia (Osetia, Abchazja, Naddniestrze, Krym) ? 9/ Czy Rosja wspierająca dyktatorów (np. w Syrii) nie stwarza zagrożenia ? 10/ Itd., itd...

    1. Davien

      Panie Mc alez ci co są przeciwni temu stacjonowaniu wojsk USA9 czego sami chcemy) nie odpowiedzą ci na te pytania bo dla nich Rosja to gołabek i ostoja świata.

    2. radi

      Proszę więcej czytać, więcej się interesować a nie powtarzać papkę z mainstreamowych mediów. Poczytaj o rozmowach w Jałcie i Poczdamie, poczytaj np. \"Stałe elementy gry\". Zainteresuj się historią bo ona lubi się powtarzać. Polecam też oficjalne dokumenty amerykańskich think tanków i np. departamentu stanu (są dostępne w necie). Jak ogarniesz o co chodzi, to jeszcze raz spójrz na świat oczyma tvn/tvp i włącz myślenie -MYŚLENIE. Świat nie jest czarno-biały - oni źli a ci dobrzy. Za to Polska jest jedna i niestety nadal pozostaje przedmiotem a nie podmiotem geopolitycznych zabaw poważnych panów w poważnych gabinetach. I niestety mam wrażenie, że ponownie jest wpychana do grobu....

    3. mc.

      \"papkę z mainstreamowych mediów\" ? A które z moich pytań zawierało nieprawdę ? A co do Jałty i Poczdamu, to może dla przypomnienia - ZSRR obiecał demokratyczne wybory w Polsce. jak było wszyscy wiemy. Dodatkowo Rosjanie nie dotrzymali umowy dotyczącej przebiegu północnej granicy polski. Ze względu na wielkość i możliwości gospodarcze oraz militarne, Polska zawsze będzie musiała szukać sojusznika. I choćby z tego powodu wolę Amerykanów, niż Armię Czerwoną (i KGB, a wtedy jeszcze NKWD), która rozstrzelała ponad 20 000 polskich jeńców wojennych.