Siły zbrojne

Polskie F-35: skok jakościowy czy kosztowna wyspa nowoczesności? [4 PUNKTY]

Amerykański F-35 przygotowuje się do lądowania w Powidzu. Fot. Jacek Siminski/Defence24.pl.
Amerykański F-35 przygotowuje się do lądowania w Powidzu. Fot. Jacek Siminski/Defence24.pl.

Dzięki zakupowi myśliwców F-35A polskie lotnictwo zyska zupełnie nowe zdolności, przydatne na współczesnym polu walki. Z drugiej strony pojawiają się obawy o to, czy Wojsko Polskie zdoła wykorzystać nowe myśliwce, a także o to, czy zakup samolotów nie wydrenuje środków na inne potrzeby.

Jeśli chodzi o sam zakup F-35, to wszystko wydaje się przesądzone: minister Błaszczak podpisał umowę międzyrządową dotyczącą pozyskania 32 maszyn wraz z pakietem logistycznym i szkoleniowym. Jej wartość to 4,6 mld dolarów, czyli ok. 17,8 mld złotych. Kwota tej umowy jest zbliżona do wartości głównej umowy FMS, podpisanej w ramach pierwszej fazy programu obrony powietrznej Wisła. Koszt ten jest nieco wyższy niż w wypadku Belgii (4,25 mld USD za 34 samoloty), ale różnica ok. 10 proc. może wynikać z zakresu zamówionego pakietu logistycznego i szkoleniowego i być – przynajmniej w części –  uzasadniona.

To jednak nie koniec kosztów związanych z zakupem nowych myśliwców. Do tej sumy należy doliczyć wydatki na uzbrojenie (nie objęte kontraktem, podobnie jak w wypadku innych podobnych umów w innych państwach) i infrastrukturę, którą trzeba będzie zbudować w Polsce w celu stałego bazowania i wsparcia F-35. Wreszcie, kosztem dla budżetu MON (ale nie budżetu państwa), będzie podatek VAT, który zgodnie z obowiązującymi przepisami – resort obrony musi odprowadzić do Urzędu Skarbowego w momencie dostawy uzbrojenia z USA (tak jak przy innych umowach FMS). Biorąc to pod uwagę, należy oszacować koszt myśliwców F-35 do 2030 roku – na kwotę rzędu 25-30 mld złotych. Dla porównania, w tegorocznym budżecie MON na cały Plan Modernizacji Technicznej przeznaczono 13,4 mld zł, z kolei wydatki na funkcjonowanie Wojsk Obrony Terytorialnej – to rocznie 1,427 mld złotych.

Program nowego myśliwca – przy założeniu że będzie finansowany równolegle z dostawami – będzie więc pochłaniać istotną część modernizacyjnego budżetu, zbliżoną do nawet 0,1 proc. PKB rocznie (w br. to prawie 2,5 mld zł). To wszystko powoduje, że trzeba postawić pytania dotyczące samego sprzętu, jego miejsca w systemie walki, jak i wpływu na inne programy modernizacyjne.

image
F-35 z podwieszeniami zewnętrznymi. Fot. Staff Sgt. Chris Thornbury/USAF
  1. Co kupi Polska? F-35A Block 4

Umowa, która została podpisana przez ministra Błaszczaka w piątek, dotyczy 32 myśliwców F-35A wraz z pakietem logistycznym i szkoleniowym. Polska otrzyma nowo wyprodukowane maszyny, w wersji Block 4, dostosowanej do przenoszenia większej liczby środków rażenia w komorach wewnętrznych (do sześciu rakiet AMRAAM), a także – zintegrowanej z nowszymi środkami rażenia takimi jak amerykańskie pociski JSOW C1 czy AARGM-ER, bomby SDB-II, rakiety powietrze-powietrze AIM-9X Block II, a także systemy europejskie: ASRAAM, SPEAR, Meteor.

Ponadto, myśliwce otrzymają zmodernizowane sensory i systemy walki elektronicznej. Maszyny w opracowywanej wersji Block 4 uznaje się za „dojrzały” wariant myśliwca F-35A, w pełni przystosowany do działań operacyjnych, a także przygotowany do łatwiejszego przyjmowania dalszych usprawnień. Polskie myśliwce tej wersji będą wyróżniać się dodatkowo tym, że – podobnie jak maszyny norweskie – będą zaopatrzone w spadochrony hamujące. Takie wyposażenie ułatwia lądowanie na krótkich pasach startowych, jest dziś powszechnie stosowane przez polskie Siły Powietrzne tak na F-16, jak i na samolotach posowieckich. W wypadku zagrożenia może nieco pomóc w rozśrodkowaniu myśliwców.

Specyfika myśliwca F-35, jako maszyny stealth i jednocześnie projektowanej od podstaw do działania w środowisku sieciocentrycznym powoduje, że wyposażenie dodatkowe i pakiet logistyczny mają dla niego szczególne znaczenie. Umowa FMS obejmuje nowej generacji system wsparcia ALGS wraz z wspomagającym go systemem informatycznym ALIS. Te rozwiązania będą kluczowe dla utrzymania polskich F-35A w gotowości. Jak informował Defence24.pl, specyfika systemu wsparcia F-35, zunifikowanego dla wszystkich użytkowników samolotów i „zamkniętego” jest jednym z powodów, dla którego nie zdecydowano się na zastosowanie offsetu związanego z utrzymaniem tych maszyn. System ALIS ma jednak zapewnić odpowiedni poziom dostępności myśliwców, choć autonomia Polski w zakresie wsparcia ich eksploatacji będzie mocno ograniczona. Oprócz tego umowa zawiera pakiety: części zamiennych i szkoleniowy.

Z punktu widzenia wykorzystania operacyjnego w Siłach Powietrznych, kluczowe cechy F-35A to obniżona wykrywalność, i zdolność do działania w środowisku sieciocentrycznym w połączeniu z bogatym pakietem sensorów. Powoduje to, że maszyny te mogą przebywać w powietrzu znacznie „bliżej” stanowisk nieprzyjacielskiej obrony powietrznej, niż klasyczne myśliwce czwartej generacji (nie mówiąc już o samolotach klasy AWACS). Mogą więc wykonywać uderzenia, ale też przekazywać dane do innych systemów walki: nie tylko samolotów 4/4.5 generacji, ale też systemów naziemnych.

Fot. US Army.
Fot. US Army.

W tym kontekście najczęściej wymienia się zestaw artylerii rakietowej HIMARS, ale w Stanach Zjednoczonych prowadzono już testy współpracy – za pośrednictwem odpowiedniego wyposażenia, w tym stacji Harvest Lightning i zestawu A-Kit – z systemem IBCS, używanym do zintegrowania różnych „pięter” obrony powietrznej w USA, i zamówionym w Polsce wraz z zestawem Wisła. Myśliwce mogą więc wskazywać bateriom przeciwlotniczym cele niewidoczne dla naziemnych radarów, na przykład z uwagi na horyzont radiolokacyjny.

Same F-35A, dzięki obniżonej wykrywalności, są uznawane za zdolne do wykonywania szerokiego spektrum misji w warunkach przeciwdziałania przeciwnika. Zarówno działań powietrze-powietrze, jak i powietrze-ziemia. Z kolei w sytuacji, gdy zdolności stealth nie będą potrzebne, w konfiguracji „bestia” (beast) z podwieszeniami zewnętrznymi mogą przenosić znacznie większy ładunek uzbrojenia (nawet do 16 rakiet powietrze-powietrze). Ważną zaletą podawaną przez zwolenników tego myśliwca jest też interoperacyjność. Podaje się, że do 2030 roku w Europie (łącznie z lotnictwem Wielkiej Brytanii, i amerykańskimi jednostkami stacjonującymi na stałe) bazować ma ponad 500 maszyn tego typu, nie mówiąc już o jednostkach USAF na kontynencie.

  1. Wyzwania dla lotnictwa Sił Powietrznych…

Aby jednak móc korzystać z myśliwców F-35A, polskie Siły Powietrzne będą musiały przejść istotną transformację. Już na poziomie szkolenia, bo maszyny tego typu nie są dostarczane w szkolno-bojowej wersji dwumiejscowej, tak jak to było np. z F-16. W treningu załóg F-35 w dużo większym stopniu wykorzystywane są za to systemy symulacyjne.

Kolejną kwestią jest włączenie się w globalny system logistycznego zabezpieczenia eksploatacji tych samolotów. Będzie to stanowiło generacyjny przeskok w stosunku do myśliwców F-16. Żołnierze personelu technicznego będą musieli wypracować często zupełnie nowe nawyki, i to nawet jeśli dysponują bogatym doświadczeniem. Konieczne będzie także aktualizowanie systemów wsparcia oraz oprogramowania myśliwców, które – jak się należy spodziewać – będą modyfikowane w cyklu życia. To zupełnie inny system wsparcia w porównaniu do tego, co funkcjonowało w Siłach Powietrznych do tej pory.

Elementem systemu szkolenia AJT w Siłach Powietrznych jest nowoczesna maszyna M-346 Bielik. Fot. Leonardo.
Elementem systemu szkolenia AJT w Siłach Powietrznych jest nowoczesna maszyna M-346 Bielik. Fot. Leonardo.

Wreszcie, do pełnego wykorzystania F-35A w odpowiedni sposób trzeba będzie przygotować pilotów. Samoloty tego typu, z własnościami stealth i nowej generacji sensorami oraz łącznością, wymagają nieco innych umiejętności, nawet w stosunku do maszyn F-16C/D, nie mówiąc już o samolotach pochodzenia posowieckiego. Kluczowe będą więc nie tylko umiejętności pilotażu czy nawet obsługi pokładowych systemów, ale przede wszystkim współdziałania z innymi środkami walki i wykorzystania informacji.

Aby „system F-35” mógł w Polsce funkcjonować bez przeszkód, niezbędne będzie jeszcze przygotowanie stosownej infrastruktury. Nie chodzi tutaj jedynie o to, aby te myśliwce mogły jedynie wystartować, wylądować, i pobrać paliwo oraz uzbrojenie (takie ćwiczenie przeprowadzono już w Powidzu), ale o to, aby w miejscu stałego stacjonowania mogły być wspierane w ramach normalnego procesu eksploatacji. Podobnie rzecz się ma np. z maszynami F-16. W Polsce na stałe stacjonują one w dwóch bazach (Łask i Krzesiny), ale okresowo są przebazowywane na Litwę lub do Estonii w ramach Baltic Air Policing. Z kolei belgijskie F-16 przez pewien czas pełniły dyżur bojowy w bazie w Malborku, w ramach tej samej misji. Oczywiście, charakter F-35 powoduje, że są one bardziej zależne od stałego systemu wsparcia, niż inne maszyny. Serwis Breaking Defense podał w ubiegłym roku, powołując się na oficjalne dane, amerykańskiej strony rządowej, że F-35 może operować bez połączenia z ALIS przez okres do 30 dni.

Wreszcie, konieczne będzie prowadzenie zakupów uzbrojenia. Możliwe są dwie drogi: albo FMS (jak czyni to większość użytkowników F-35A), albo kontraktowanie wybranych typów uzbrojenia w państwach europejskich (np. rakiety powietrze-powietrze MBDA Meteor i ASRAAM).

Jak widać, wprowadzenie na wyposażenie F-35 lotnictwa Sił Powietrznych wiąże się z szeregiem wyzwań, o skali porównywalnej do programu myśliwca F-16 na przełomie wieku. Paradoksalnie jednak – lotnictwo Sił Powietrznych wydaje się być na nie dość dobrze przygotowane.

Po pierwsze, właśnie ono ma relatywnie duże doświadczenie (w stosunku do innych elementów Sił Zbrojnych) we wprowadzaniu nowych, zachodnich platform bojowych. Wdrożenie do trzech z sześciu eskadr myśliwców F-16 spowodowało kulturową zmianę, choć oczywiście odbyło się nie bez problemów. Z procesu wdrażania F-16 wyciągnięto jednak szereg wniosków, i one mają być uwzględnione przy wdrażaniu F-35.

Po drugie, nie należy zapominać o znaczeniu współpracy międzynarodowej. Fakt, że lotnictwo jest stosunkowo dobrze przygotowane do działania/współdziałania w środowisku „sojuszniczym”. To w połączeniu z możliwością pozyskania pakietu szkoleniowego w USA, powoduje że istnieje szansa, iż taki pakiet zostanie prawidłowo przygotowany. Siły Powietrzne mają jednocześnie dosyć nowoczesny potencjał – jeśli chodzi o szkolenie, budowany na przykład wokół systemu AJT, którego kluczową częścią są samoloty M-346 Master/Bielik (do 2022 roku wojsko powinno dysponować 16 maszynami tego typu). Wreszcie, patrząc na to, z jakim priorytetem jest traktowany program F-35, trzeba zauważyć że w celu jego realizacji wprowadzono szczególne rozwiązania (np. powołanie pełnomocnika), a przygotowania do przyjęcia systemu F-35 (pierwsze dostawy samolotów do kraju planowane w latach 2025-2026), także po stronie Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, już trwają. To wszystko daje powody do ostrożnego optymizmu, że wdrożenie „systemu F-35” – choć będzie bardzo trudnym zadaniem – przebiegnie jednak, w lotnictwie Sił Powietrznych, w sposób skuteczny.

Jeżeli tak będzie, to ten system uzbrojenia stanie się dla polskiego lotnictwa istotnym wzmocnieniem, czy wręcz przełomem. Pozwoli uzyskać zupełnie nowe zdolności, i jednocześnie – o czym nie należy zapominać – wycofać większość sprzętu posowieckiego. Wraz z trzema istniejącymi eskadrami na F-16, SP będą w wyniku planowanego kontraktu dysponować łącznie pięcioma takimi jednostkami (łącznie w lotnictwie taktycznym jest sześć eskadr). To duży krok do przodu. Jeśli jednak chodzi o całe Siły Zbrojne sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.

Dziś Siły Powietrzne dysponują trzema eskadrami F-16...Fot. kmdr ppor. Grzegorz Łyko, Artur Weber/DPI MON
Dziś Siły Powietrzne dysponują trzema eskadrami F-16...Fot. kmdr ppor. Grzegorz Łyko, Artur Weber/DPI MON
  1. Ryzyko dla całych Sił Zbrojnych

Łączny koszt programu Harpia, do poniesienia w ciągu najbliższej dekady to prawdopodobnie 25-30 mld zł. Jednocześnie trzeba zauważyć, że potrzeby całych Sił Zbrojnych są bardzo szerokie, a lotnictwo taktyczne Sił Powietrznych jest dziś jedną z lepiej wyposażonych części całego Wojska Polskiego. Jak wspomniano, dysponuje trzema eskadrami F-16 i trzema na maszynach posowieckich. Po wielu redukcjach może ono więc pochwalić się ok. 50 proc. nasyceniem nowoczesnym sprzętem. To, jak na warunki Sił Zbrojnych RP, dobry wynik.

Przykładów gorszej sytuacji nie trzeba szukać daleko, bo choćby Wojska Obrony Przeciwlotniczej w Siłach Powietrznych nie mają dziś ani jednego dywizjonu rakietowego, który można by uznać za nowoczesny. Podpisany w marcu 2018 roku kontrakt na pierwszą fazę Wisły zapewnia przezbrojenie jednego z sześciu dywizjonów w system Patriot/IBCS. Ten system będzie mógł bardzo blisko współdziałać z F-35, jeśli tylko otrzyma pewne dodatkowe wyposażenie.

Cóż z tego, skoro na razie przezbrajany jest jeden z sześciu dywizjonów – a więc dokładnie odwrotnie, niż w wypadku lotnictwa. Oczywiście MON deklaruje, że naziemna obrona powietrzna jest priorytetem, ale zarówno druga faza programu Wisła, jak i równie ważny program Narew, przeznaczony do współpracy z Wisłą odsuwają się w czasie. Przykład OPL jest o tyle istotny, że w polskich warunkach skuteczna obrona przeciwrakietowa i przeciwlotnicza jest w zasadzie niezbędna do zapewnienia swobody operacji lotnictwa (wykorzystania baz – nie tylko przez myśliwce, ale i np. sojusznicze siły wzmocnienia).

Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której bazy F-35 będą chronione zestawami Newa-SC... Fot. sierż. Paweł Erdmann/33drop.wp.mil.pl
Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której bazy F-35 będą chronione zestawami Newa-SC... Fot. sierż. Paweł Erdmann/33drop.wp.mil.pl

Trzeba dodać, że do niedawna kraje NATO same redukowały swoje jednostki przeciwlotnicze. Sami Amerykanie przyznają, że baterii Patriot jest zbyt mało w kontekście obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie, a jeśli chodzi o zestawy krótkiego zasięgu (odpowiednik systemu Narew) sytuacja jest jeszcze gorsza, bo zdolności są w zasadzie znikome (jednostki zajmujące się tym obszarem w Niemczech czy USA rozformowano, i dopiero planuje się ich odbudowę). Trudno więc liczyć na sojuszniczą pomoc w zakresie OPL.

F-35 mógłby być jej bardzo pożądanym i poważnym wzmocnieniem, także ze względu na swoje możliwości przekazywania danych o celach, które są poza zasięgiem naziemnych radarów (np. pociski cruise). Warunkiem jest jednak posiadanie nowoczesnych, wielokanałowych i dostosowanych do współdziałania systemów przeciwlotniczych. Dziś przeciwlotnicy w Siłach Powietrznych wykorzystują zestawy konstrukcyjnie i fizycznie o generację starsze, niż… MiGi-29, które mają być zastąpione przez F-35. Te systemy pomimo modernizacji nijak się mają do współczesnych wymogów pola walki, a dalsza ich eksploatacja obarczona jest coraz większym ryzykiem zużycia rakiet i utraty zdolności bojowej.

Oczywiście przykładów takich sytuacji jest dużo więcej, we wszystkich rodzajach wojsk. Posowieckie wozy bojowe królują w Wojskach Lądowych, brakuje nowoczesnych systemów obrony przeciwpancernej, a Marynarka Wojenna wciąż czeka na nowe okręty. Najważniejsze jest jednak co innego. Opóźnienia dotyczą też systemów dowodzenia i przekazywania danych, klasy BMS. To one powinny być podstawą do działań w sferze sieciocentrycznej i to one są drugim niezbędnym (obok naziemnej obrony powietrznej) elementem potrzebnym do tego, aby w pełni wykorzystać zdolności myśliwców F-35, do tworzenia rozpoznanego obrazu sytuacji na polu walki. Niezbędne jest jednak szerokie wprowadzenie takich systemów do Sił Zbrojnych RP (wszystkich RSZ), aby móc realnie skorzystać z „wiedzy” gromadzonej przez F-35, nie tylko w obronie powietrznej.

Wszystko to, w połączeniu z kosztami programu F-35 powoduje, że jego realizacja wiąże się z istotnym ryzykiem zahamowania lub odsunięcia w czasie innych programów modernizacyjnych (często już opóźnionych w stosunku do pierwotnych planów). Wydatek 30 mld złotych będzie prawdopodobnie realizowany w większości jeszcze w czasie, gdy udział nakładów na obronę w PKB kształtować się będzie na poziomie mniej niż 2,5 proc. (ten zostanie – zakładając przestrzeganie obecnych przepisów – osiągnięty dopiero w 2030 roku, w momencie dostawy ostatnich F-35). Co prawda na modernizację SZ przewidziano aż 524 mld złotych do 2035 roku, jednak założenia makroekonomiczne na jakim oparto plan są bardzo optymistyczne, czy wręcz mało realistyczne, a ponadto zakładają wzrost udziału wydatków na modernizację do prawie 40 proc. pod koniec perspektywy planistycznej (w br. to 27 proc.), i to równolegle ze zwiększaniem liczebności armii. Można przytoczyć tutaj też słowa ministra Błaszczaka wygłoszone przy okazji podpisania PMT, że na modernizację w roku 2025 planuje się wydać 24 mld , a w 2035 ponad dwukrotnie więcej, czyli 50 mld. To kolejne potwierdzenie że największy wzrost wydatków planowany jest w ostatnich latach perspektywy planistycznej, już po zakończeniu dostaw myśliwców F-35.

Trzeba też pamiętać, że oprócz kosztów zakupu trzeba będzie również ponosić wydatki związane z utrzymaniem myśliwców F-35A w cyklu życia. Amerykański Government Accountability Office, organ odpowiedzialny za kontrolę wydatków publicznych, podał w 2019 roku, że wartość całkowitych funduszy przeznaczonych na zakupy (procurement) związanych z programem F-35 (zakup ok. 2443 myśliwców wszystkich wersji) wynosi 406 mld USD, podczas gdy utrzymanie tego systemu w łącznie ponad 50-letnim cyklu życia to aż 1,12 biliona USD. Łatwo obliczyć, że na koszty wsparcia przypada aż 73 proc. wydatków związanych z utrzymaniem systemu.

Z kolei w wydanym w 2017 roku raporcie ws. decyzji o zakupie myśliwców F-35 duński organ kontrolny (Rigsrevisionen) przytoczył dane, z których wynika że na zakup tych maszyn zostanie wydanych (w cenach z 2014 roku), 18,3 mld koron, a 44,9 mld zostanie przeznaczone na utrzymanie/wsparcie systemu. I w tym wypadku obliczono, że nieco ponad 70 proc. nakładów zostanie poniesionych właśnie w cyklu życia, a mniej niż 30 proc. będzie przeznaczone na zakup.

Kanadyjski resort obrony obliczył natomiast w 2014 roku, że zakup 65 F-35 wraz ze wstępnym pakietem wsparcia będzie kosztował 8,99 mld CAD, a cały program w cyklu życia aż 44,8 mld CAD, przy czym w tej kwocie uwzględniono również m.in. koszty osobowe (11,48 mld CAD) czy koszty paliwa (3,9 mld CAD), a na samo wsparcie po zakupie („sustainment”) ma być wydane 14,258 mld CAD. Widać wyraźnie, że zdecydowana większość kosztów przypada na cykl życia systemu. Jednocześnie specyfika F-35 i ciągłe „wpięcie” samolotu w globalny system wsparcia powoduje, że ograniczenia w tym obszarze mogą skutkować szybką degradacją/utratą zdolności bojowej.

  1. F-35 nie może zahamować kompleksowej modernizacji

Wprowadzenie F-35, nawet jeśli zostanie zrealizowane w sposób skuteczny, może więc negatywnie oddziaływać na inne elementy Sił Zbrojnych RP, dziś często mające jeszcze większe zapóźnienia niż lotnictwo taktyczne, co oczywiście nie stoi w sprzeczności z potrzebą wymiany samolotów posowieckich. W dyskusji eksperckiej sugerowano, by w tej sytuacji zakupić najpierw, niższym kosztem, pewną pulę samolotów istniejących (F-16 i/lub M-346), a dopiero później, po przeprowadzeniu procedury konkurencyjnej, wprowadzić maszyny nowej generacji (wprowadzenie dodatkowych F-16 jest nadal w Planie Modernizacji Technicznej).

Stanie się jednak inaczej. Decyzja o wprowadzeniu F-35 została podjęta, i wiążą się z nią zarówno szanse, wyzwania, jak i zagrożenia dla Sił Zbrojnych. Szansą jest możliwość wprowadzenia systemu, który – bez wątpliwości – ma duże możliwości bojowe, szczególnie we współpracy z innymi środkami walki (także poza lotnictwem). Wyzwaniem jest zbudowanie systemu wsparcia dla F-35, jednak jest dość prawdopodobne (choć nie przesądzone), że to – rozłożone na dekadę, i realizowane przez „doświadczone” we wprowadzaniu nowego sprzętu lotnictwo Sił Powietrznych – uda się zrealizować. Zagrożeniem jest natomiast możliwość zahamowania modernizacji technicznej w innych obszarach, w szczególności w naziemnej obronie powietrznej, co mogłoby w konsekwencji prowadzić do ograniczenia możliwości wykorzystania lotnictwa, w tym F-35, w sytuacji zagrożenia.

Obecnie, w momencie gdy decyzja o wprowadzeniu F-35 została podjęta, pozostaje mieć nadzieję, że zagrożenia zostaną ograniczone lub wyeliminowane. W ubiegłym roku z otoczenia prezydenta RP płynęły sygnały o możliwości finansowania zakupu myśliwców specustawą (spoza limitu wydatków obronnych), a podczas Święta Wojska Polskiego w 2018 roku sam Andrzej Duda publicznie apelował o przyspieszenie tempa zwiększania wydatków obronnych (do 2,5 proc. PKB w 2024 roku). Gdyby taka sytuacja miała miejsce, to specustawa nie byłaby aż tak potrzebna.

Na razie jednak żaden z tych postulatów nie został spełniony. Bez wprowadzenia rozwiązań, zapewniających dodatkowe finansowanie dla zakupu F-35 program Harpia w obecnym kształcie może stać się przyczynkiem do zahamowania innych ważnych programów modernizacyjnych, a F-35 – kolejną „wyspą” nowoczesności w Wojsku Polskim. Skoro więc już podjęto decyzję o wprowadzeniu do WP tak nowoczesnego sprzętu, trzeba zadbać, by jego wdrożenie odbyło się bez negatywnego wpływu na inne części Sił Zbrojnych i w sposób pozwalający wykorzystać wszystkie możliwości w sytuacji zagrożenia.

Jakub Palowski, Jędrzej Graf

Komentarze (129)

  1. Rezerowy artylerzysta

    Zaznaczam od razu, że nie jestem znawcą wojskowości. Przeczytałem wszystkie komentarze Proszę mi odpowiedzieć (jeżeli ktoś może) gdzie w końcu będą stacjonować te F35. Mnie już nawet nie chodzi o dokładną lokalizację miejsca, ale ogólnie, w Polsce czy w innym kraju NATO. Gdzieś wyczytałem, że nawet F16 w razie konfliktu zbrojnego zostaną natychmiast wycofane do Włoch, albo do Niemiec w okolice Koblebz. Ale ja to tylko wyczytałem,. Pozdrawim forumowiczów i jest to super portaql

  2. Van

    zamiast kupić więcej i taniej najnowsze wersje f-16 kupujemy cuda stealth na które nie mamy infrastruktury naziemnej jak i wsparcia elektronicznego wiec kupiliśmy myśliwce kat 4,5 stealth gratulacje...

    1. rydwan

      F 16 to na Kazachstan można kupić a nie na naszych realnych sasiadów .

    2. Użytkownik

      Ale jak to, przeciez fanboje z davienkiem na czele zawsze wypisywali brednie, ze najnowsze ruskie maszyny to zlom i F-16 na nie w zupelnosci wystarczy. A ruskie systemy OPL to taki szajs, ze w nic nie trawiaja. A ty piszesz ze na ruskich trzeba F-35? Jak mozesz?

  3. ot taki jeden gość

    pytanie ile szt. f-16v można było kupić zamiast f-35 ?

    1. chateaux

      Ani jednego. F16V są droższe.

    2. Użytkownik

      F-16 sa lepsze to i drozsze.

  4. Sławek

    Wszelkie zakupy sprzętu wojskowego bez offsetu to wielka , katastrofalna pomyłka!

    1. Grzegorz Brzęczyszczykiewicz

      Offset to wielka pomyłka, marnowanie pieniędzy które nie daje ani zaawansowanych technologi ani pewnego długotrwałego efektu gospodarczego. Kupuje się albo produkt albo Licencje na produkt reszta to bzdury.

    2. Cinek

      Grzegorz - z całym szacunkiem dla Ciebie: offset to nabywanie kompetencji - coś możemy zrobić sami (np. sami naprawić w Polsce a nie wysyłać do producenta). Nie musi mieć przełożenia na wzrost gospodarczy - aczkolwiek fajnie by tak zawsze było. W przedmiotowym temacie - bieżący serwis będzie wykonywany w jednostkach - a kto będzie dokonywał poważniejszych napraw lub remontów? Wysyłać będziemy gdzie ? Do USA? do Włoch? Jest wiele tematów na offset od USA jak np wzrost naszych kompetencji przy f16 , Himarsie itd.

  5. SWOJE

    Za tą kasę moglibyśmy już produkować nowe Iskry?Irydy i nie bqlibyśmy się o zezwolenia,części ,czy uzbrojenie ...

    1. ryba

      wyprodukować to jeszcze pikuś projekt trzeba stale rozwijac a nie posiadajac innych odbiorców była by to studnia bez dna .Jedynym rozwiazaniem było podpiecie sie do projektu F 35 co PO zupełnie olało wcześniej rozkładajac nasz przemysł lotniczy na łopatki.

    2. Cinek

      ryba: my nie mamy przemysłu lotniczego. U na s działa przemysł amerykański i włoski. mamy jedynie zakłady remontowe. Odsuńmy ideologię od rzeczywistości. Państwo nie ma na niego istotnego wpływu. Z pozostałymi tezami się zgadzam. Trzeba non stop rozwijać produkt i go SPRZEDAWAĆ. Tu chyba największa słabość PGZ - brak eksportu. Sukcesy typu malaj czy WZT do Indii to odległa historia. Drobne sukcesy z grotem, berylem, elaboracją bomb. Żadnej aktywności sprzedażowej. Turcy pokazali jak to robić.

  6. aaa

    W dyskusjach o problemach naszego lotnictwa wojskowego, przewijają się dwa zasadnicze wątki. Niektórzy dyskutanci twierdzą że nie powinniśmy dopuścić do tego aby mieć kilka różnych typów samolotów a najlepiej mieć jeden. Inni twierdzą że nie powinniśmy kupować supertechniki bo w naszych warunkach, przy jak piszą, braku skutecznej OPL takie maszyny nie będą mogły by wykorzystane. Obydwie ścieżki takiego rozumowania są błędne i do niczego dobrego nie prowadzą. Po pierwsze, jako kraj zawsze mieliśmy kilka różnych typów samolotów, od mig 19, mig21, su 20, su 22, lim 6 i jakoś nikomu to nie przeszkadzało w organizacji zaplecza obsługowego i całej logistyki. Raptem teraz podnoszony jest problem, że nie daj Boże szykują się nam trzy typy maszyn bojowych, co podobno będzie wielkim nieszczęściem i do tego nie wolno dopuścić. Jest to wierutna bzdura ,bo jak coś jest do wszystkiego to tak naprawdę jest do niczego. Jeżeli chcemy mieć skuteczne ,dobre lotnictwo to przynajmniej trzy typy maszyn musimy mieć i inaczej się nie da. Przykładowo myśliwskie F16, nowe F35 i przykładowo A10 w nowej konfiguracji, to byłoby dla nas idealne rozwiązanie. Drugi wątek to podnoszony problem słabej OPL co oznacza że wszystkie nasze samoloty są narażone na natychmiastowe zniszczenie co uniemożliwi ich wykorzystanie. To znowu jest zwykła propaganda oderwana od realiów wojska. Nie jest prawdą że nie mamy żadnej obrony plot, mamy a w przypadku POL walczących wojsk wcale nie jest tak źle, szczególnie jeżeli chodzi obszar bezpośrednich działań bojowych. Natomiast jeżeli mamy na myśli wykorzystanie lotnictwa myśliwskiego ,zawsze można utworzyć krótkotrwałą przewagę w powietrzu na czas wykonania naszych działań uderzeniowych, poprzez izolowanie interesującego nas obszaru pola walki. Tak to działa i jest zgodne z taktyką działania lotnictwa i sztuką operacyjną. Dlatego wszystkie krytyczne komentarze na ten temat uważam za zwykłą propagandę na NIE.

    1. essm

      Nie mam zdania n/t jeden, czy kilka typów. Pewnie prawda leży gdzieś pośrodku, jak zwykle w takich przypadkach. Natomiast właśnie Twoje zdanie n/t naszej obrony OPL jest zupełnie oderwane od rzeczywistości. Tak się złożyło, że byłem w wojsku właśnie w wojskach plot. Dowodziłem baterią dział S-60, a potem plutonem MANPADS-ów. Sprzęt, na którym szkoliłem się w 1987 roku jest użytkowany do dziś (w nieco mniejszym asortymencie, bo np. wycofano KUB-y i S-60). A to było przeszło 30 lat temu (!). Na miejsce tego wycofanego sprzętu nie ma niczego nowego, poza prototypami, których wojsko z jakichś powodów nie chce oraz pociskami MANPADS o dobrych osiągach, umieszczonymi na różnych podstawach, jednak o minimalnym zasięgu. Największy błąd popełniasz jednak porównując obronę baz lotniczych z obroną wojsk frontowych. Przy obronie walczących wojsk rzeczywiście większe znaczenie mają środki bardzo krótkiego i krótkiego zasięgu, bo zgodnie ze współczesną doktryną wojska te powinny być w ciągłym ruchu. Dlatego głównie atakowane będą lotnictwem taktycznym i artylerią dalekiego zasięgu, przeciwko którym środki te są najbardziej efektywne. Natomiast baza lotnicza z najnowocześniejszymi samolotami jest celem stałym o znaczeniu strategicznym i do tego chodzi o atak w pierwszych minutach konfliktu. Zgodnie ze współczesnymi kryteriami rosyjskimi takie cele atakuje się salwą pocisków balistycznych i manewrujących złożoną z 20-40 sztuk (wg różnych założeń). Z kolei wg natowskich norm, żeby mieć 90% pewności trafienia takiego pocisku (balistycznego/manewrującego), trzeba wystrzelić 3-5 przeciwrakiet (i to tych nowych typów, które mają współczesną elektronikę naprowadzania). Z prostego rachunku wynika, że żeby mieć 90% pewności odparcia takiego ataku w pierwszych minutach konfliktu, na przykład na bazę w Łasku, jednostki OPL broniące tej bazy musiałyby wystrzelić od 60 do 200 przeciwpocisków w tym pierwszym ataku. Jeśli tego nie zrobią, baza straci zdolności operacyjne a nasze F-35 albo z niej nigdy nie wystartują, albo w niej nie wylądują. Obrona taka nie jest w tej chwili możliwa ani pod względem technicznym, ani po prostu pod względem zasobów. Bo nawet optymistyczne 60 rakiet plot średniego i krótkiego zasięgu do odparcia pierwszego ataku na jedną tylko bazę nie jest w tej chwili dostępne w naszej OPL. Dlatego władowanie takiej niebotycznej sumy pieniędzy w F-35, co blokuje zakupy rakiet OPL, jest w tej chwili ewidentnym błędem. Być może ten samolot mógłby podnieść nasze zdolności obronne na wyższy poziom. Ale na pewno nie teraz.

  7. mat

    a początku marca amerykańska spółka Boeing ujawniła, że prowadzi prace nad napędową wersją bomby Mark 82 z zestawem szybującym JDAM (Joint Direct Attack Munition), co pozwoli zwiększyć jej zasięg nawet 20-krotnie. Projekt otrzymał nazwę Powered JDAM. Koncepcja zakłada, że 227-kilogramowa bomba (500-funtowa) wraz z skrzydłami i silnikiem odrzutowym będzie zajmować podobną przestrzeń pod skrzydłem samolotu (lub w komorze uzbrojenia F-35), co 907-kilogramowa bomba Mark 84. Nowa broń stanowiłaby stosunkowo tanią alternatywę dla pocisków manewrujących. Zgodnie z tym, co przekazał Boeing, zasięg zmodyfikowanej bomby wzrośnie do ok. 560 km. Pocisk manewrujący AGM-158 JASSM, zgodnie z danymi na rok fiskalny 2019, kosztuje ok. 1-1,2 mln USD (3,82-4,59 mln zł). Korpus bomby Mark 82 to z kolei koszt 4 tys. USD (15,3 tys. zł), a zestaw szybujący JDAM – kolejne 21-22 tys. USD (80,3-84,1 tys. zł). Trudno ocenić koszt silnika odrzutowego, ale powinien znaleźć się w zakresie od 100 do 200 tys. USD (382-765 tys. zł). W najkosztowniejszym scenariuszu nowe uzbrojenie kosztowałoby zatem ponad 220 tys. USD (841 tys. zł), co daje wartość co najmniej 4,5 krotnie niższą niż koszt JASSM. Co ciekawe, amerykańska Marynarka Wojenna (US Navy) chce przyjąć na uzbrojenie w roku fiskalnym 2023 bombą szybującą napędzaną silnikiem turboodrzutowym AGM-154 Joint Standoff Weapon Extended Range (JSOW-ER). Dzięki wyposażeniu jej w silnik turboodrzutowy Hamilton Sundstrand TJ-150 o ciągu 1,5 kN i masie 19,6 kg, zasięg bomby został zwiększony z 22 km na niskim pułapie i 130 km na wysokim pułapie do, uzyskanych podczas testów, około 463 km (zasięg maksymalny, uzyskany podczas symulacji w optymalnych warunkach wyniósł 555,6 km) (JSOW-ER coraz bliżej, 2019-02-11). Rosyjskim odpowiednikiem nowej broni jest kierowana bomba szybująca 9-A-7759 Grom, która bez dodatkowego napędu ma zasięg 65 km, a z napędem, oznaczona wówczas, 9-Ż1-7759/9-Ż2-7759, nawet 120 km. Nowa broń, przenosząca bombę ogólnego przeznaczenia OFAB-250-270 lub kierowaną KAB-500OD i naprowadzana satelitarnie (GŁONASS), była testowana na samolotach wielozadaniowych MiG-29M i bombowych Su-34. W dalszej kolejności otrzymają je nowe bojowe, bezzałogowe statki latające Altius (planowany wariant uzbrojony) i S-70 Ochotnik-B (Altius-U oblatany, 2019-08-21; Oblot S-70 Ochotnik-B, 2019-08-05).

  8. Sławek.

    Zakup znakomitych samolotów F-35 przez Polskę bez uprzedniego kilku letniego przygotowania logistycznego był bardzo dużym błędem. To tak jak by przysłowiowemu Kowalskiemu dać do jazdy codziennej samochód formuły F-1, a ten nawet przy najlepszych chęciach może wykorzystać najwyżej 20% jego możliwości.

  9. Sidematic

    Wisienka na torcie, którego nie ma. Nie ma nawet stołu na którym może ten tort stanąć ani domu w którym by stanął. Brak infrastruktury komunikacyjnej z samolotem, brak bezpiecznych lotnisk, hangarów, składów paliwa i uzbrojenia a na koniec brak lotnisk w odpowiedniej odległości od przeciwnika. Powinny być minimum 100 km dalej na zachód najlepiej w rejonie Bolesławca. Tam było lotnisko, były bloki mieszkalne, jest dojazd i odległość wystarczająca żeby wystartować nie będąc od razu namierzonym.

  10. Troll i to wredny

    Czyli F-35 będzie przekazywał dane z cyfrowego pola walki wprost do posowieckich systemów z lat 50 za pomocą...gołębi pocztowych... Uzbrojenia i części zapasowych pewnie też będzie na 4 minuty intensywnych działań....

  11. Markoni

    Za tzw. komuny my którzy chcieliśmy coś sensownego robić mieliśmy gdzie . Mimo wielu braków i opóżnień technologicznych ,projektowało się wszelki sprzęt elektroniczny niewiele ustępujący temu z Zachodu . Ja i inni koledzy ,projektowaliśmy,montowalismy naprawialiśmy krajowe obdbiorniki radiowe ,telewizory,magnetofony czy elektroniczne przyżądy pomiarowe . Wiele bylo zupelnie niezłej klasy . Robiliśmy to nie dla zadnej ;komuny; tylko żeby coś pozytecznego robić , to była pasja i satysfakcja .Jestem od lat emerytem ale jeszcze pamietam schematy ,odbiorników ,wzmacniaczy ktore robiło się czy naprawiało w zakładzie jak i w domowym warsztacie . Dzisiaj patrzę na ekran telewizora SHARP i wiem ,że podobnej klasy urządzenia nikt tu w Polsce nie zbuduje. Żeby produkować samochody z napędem elektrycznym to najpierw trzeba produkować jakiekolwiek samochody .Iryda padla po Wildze też nie ma śladu a gdzie te szybowce które przez lata były naszą dumą.Wspominam z żalem czasy kiedy udalo mi się przelecieć jako pasażer i Gawronem ,Antkiem a raz nawet Bocianem . Wtedy na pilotaż nie miałem szans dzisiaj nie mam takich pieniędzy . Starcza na zakup napędów czy elementów do zdalnego sterowania moich malych samolotów .Kupuję produkty Spektrum,Emax,Dualsky czy Redox . Są i produkcji Czeskiej w Polsce tego nie produkuje nikt . I to mnie martwi a owe F-35 zupełnie nie interesują .

  12. Wyspa ciemności

    Szukam pracy Inż mechank Stuttgart, cyfrowe maszyny obrobki metali 12 lat praktyki Moze mnie przyjmą na mechanika F35

    1. Grzegorz Brzęczyszczykiewicz

      dobrze płaca w tej branży w Reichu ? z ciekawości pytam to już się tam nie wybieram.

    2. Echo

      On jest tak samo z Reichu, jak ty się nazywasz G. Brzęczyszczykiewicz :)

    3. Grzegorz Brzęczyszczykiewicz

      he he he

  13. artur

    nie ważne czy dobry, ważne, że amerykański. Tak myśli rząd. Zamiast wejść we współpracę z europejskim producentem (blisko do szkolenia, cześć zamiennych, uzbrojenia, fabryki o rzut kamieniem, do wyboru trzy firmy robiące znakomite samoloty) wchodzi się do dalekiego USA i to bez offsetu. F35 to program a nie tylko samolot, programu u nas nie ma i długo nie będzie. Będzie to samolot niewykorzystany (poza defiladami).

  14. dim

    Z wojskiem jest teraz jak z tą rodzinką z PRL: Z trudem zdobywali co by tu do garnka wrzucić, ale oszczędzali na specjalnych, samochodowych książeczkach PKO, na "Poloneza". Zwykle bezsensownie, potem i tak tym nie jeździli, bo za drogo. A ile dziś mamy sprawnych F-16 ? - to jest jakaś farsa.

    1. lol

      Wszystkie F-16 są sprawne. Ale wykorzystuje się jedynie część. By w razie wojny do walki szły maszyny fabrycznie nowe, a nie wylatane do oporu.

    2. Ronin

      Fabrycznie nowe nie oblatane ... Przecież to nie ma sensu ( i żadnej logiki)

    3. Gnom

      Czyżbyś zakładał, ze w samolotach istnieje "zapas nienaruszalny"? Koncepcja godna "poszukiwacza katarzyny wielkiej". Taki sprzęt powinno się obciążać równomiernie, abyś potem nie miał spiętrzeń obsługowych lub remontowych. Ale co ja tam wiem.

  15. HUSKY

    Bardzo dobry zakup dla PSP. Dobitnie świadczy o tym wściekłość rosyjskich filmików propagandowych oraz komentarze troli, których jak widać po komentarzach nie brakuje. Epitety o "głupich Poliakach" i niewolnictwie wobec USA, nie są wstanie mnie obrazić. Róbmy swoje. Adwersarze zza wschodniej granicy - 4,6 mld USD to nasze pieniądze więc nam ich nie liczcie, bo to nie eleganckie.

    1. Cezar

      Rosjanie mają z Was ubaw. Wasi żołnierze chodzą w metalowych hełmach z czasów Układu Warszawskiego a Wasi politycy fundują Wam super drogą zabawkę. Do której obsługi brakuje Wam kultury technicznej. Zabawkę, której nie jesteście w stanie chronić bo nie macie obrony przeciwlotniczej. Rosjanie trzymają kciuki abyście jeszcze kilka takich inwestycji przeprowadzili.

    2. HUSKY

      Polscy żołnierze używają hełmów kevlarowych od 1994 roku. Hełmy stalowe stanowią głównie wyposażenie żołnierzy rezerwy. Są także zamiennikami hełmów kompozytowych w razie niemożności ich zapewnienia, szczególnie w procesie szkolenia rezerw osobowych w ośrodkach szkolenia. W przeciwieństwie do hełmów kevlarowych konstrukcje stalowe mogą być przechowywane w magazynach bez ograniczeń czasowych. Zakup samolotu F-35 piątej generacji jest realizowany w rama programu HARPIA, a ten jest częścią Programu Modernizacji Technicznej, więc żaden polityk łaski nam nie robi. Gdyby brakowało nam kultury technicznej, firma amerykańska LM nie sprzedałaby nam F-16, a tym bardziej F-35.( płk. Jacek Pszczoła : "Siły Powietrzne - Tygrysia Eskadra"- na końcu tego filmu padają dobitne słowa). Kultury Technicznej brakuje i nie tylko tej np. w Rosji. (30 % gospodarstw domowych w tum kraju nie ma bieżącej wody i kanalizacji, w Polsce mniej jak 1%). Do roku 2022 na stan WP wejdzie system Patriot/IBCS, więc spokojnie obronimy. Tak trzymajcie kciuki, bo jeszcze kilka punktów z w/w programu będziemy realizować np. 2 fazę Wisły, Narew itp. Acha! Poznać głupiego, po śmiechu jego - to takie polskie powiedzenie.

    3. buszujący w trawie

      "....Robert Behler, dyrektor prób państwowych (DOT&E), stwierdził, że dalsze wstępne próby wielozadaniowych samolotów bojowych Lockheed Martin F-35 należy zawiesić co najmniej do połowy 2020 r...... w sierpniu 2019 r. wyciekł skan z prezentacji DOT&E, w którym pokazane były wyniki testów niezawodności ośmiu F-35A (w tym dwóch holenderskich), dziewięciu F-35B (w tym trzech brytyjskich) i sześciu F-35C. Samoloty te w okresie grudzień 2018 – czerwiec 2019 uzyskały średni wskaźnik gotowości operacyjnej na poziomie 11 proc. Przy czym najwyższy był w styczniu (16,6 proc.), a najniższy w maju (4,7 proc.).....Także 13 listopada 2019 r. swój raport wydało Government Accountability Office (GAO – odpowiednik Najwyższej Izby Kontroli). Dzięki niemu wiadomo m.in., że roczny koszt eksploatacji F-35 przekracza o 43 proc. kwoty określone wstępnie przez Pentagon. Jeśli chodzi o niezawodność F-35, to w okresie maj–listopad 2018 r., współczynnik niezawodności F-35 wyniósł 52 proc. (wymóg wykonania konkretnej misji) wobec wymaganych 75 proc., 27 proc. (wykonanie każdej misji) wobec wymaganych 60 proc. W kwietniu 2019 r. program F-35 nie mógł osiągnąć czterech z ośmiu standardów obsługi naziemnej. Nawis remontowy (opóźnienie naprawy) zepsutych lub zużytych części wynosi obecnie osiem lat (sic!). Poza tym Pentagon nie zna faktycznych kosztów, ani pełni charakterystyk własnych F-35.....Natomiast 30 stycznia Kongres Stanów Zjednoczonych otrzymał raport DOT&E za rok podatkowy 2019 (okres od października 2018 do listopada 2019). Raport jest tajny, ale agencja Bloomberg opublikowała przecieki. I tak, mimo 10-letniego opóźnienia całego programu, F-35 nadal trapi 13 wad tzw. 1. Kategorii (czyli zagrażających bezpieczeństwu lotu), poza tym oprogramowanie sterujące F-35 wciąż ma 873 różnych błędów. To znaczy, że przez rok od poprzedniego raportu udało się obniżyć te liczby tylko o dwie wady 1. Kategorii i o 44 błędy oprogramowania." Rzeczywiście. Czytając te raporty wątpliwe jest, czy zakup tej maszyny jest bardzo dobrym zakupem. Ale niech ci będzie. Te raporty pochodzą z USA i innych krajów, eksploatujących F-35, a nie od jakichś wyimaginowanych Ruskich. W kwestii obrażania, to nie obraź się, ale guzik wiesz.

  16. gosc

    nic nie zyska bo to szmelc wciskany przez usmanow komu sie da.zanim to cos zacznie latac,mina lata swietlne,koszty napraw obslugi i szkolenia skoncza dole nielotow.

    1. Roman

      Jak kacapoPOdobny tak twierdzi, to jest odwrotnie..

  17. Wolf

    2 eskadry F-16 i 2 eskadry F-18 . Zakup w okresie 5 lat. Razem mielibyśmy. ok 110 samolotów, Myśliwce obrony powietrznej z elementami uderzeniowymi - F16 oraz pełnowartościowy samolot wielozadaniowy F18 . F 18 to jedyny oprócz F22 samolot wielozadaniowy z ofercie amerykańskiej. F35 to samoloty na wojnę z Iranem a nie na obronę polskiego nieba czy wsparcie polskich sił na ziemi. Dlatego Niemcy z niego zrezygnowali. Serwis tej maszyny to będzie kosmos cenowy. Zapytam lekko złośliwie...gdzie system opl Narew...coś co faktycznie podniosłoby nasze bezpieczeństwo. Mowa była o 19 bateriach ....ile jest ? 0 !!!! Jak wyglądają pracę? Kontrahenci? szkolenie przeciwlotników? budowa systemu obrony pplot. Zakup F35 to żart z obronności.

    1. mick8791

      Mistrzu akurat odwrotnie. Myśliwce wielozadaniowe to F-16 i F-35. Natomiast F-22 to typowy myśliwiec przewagi powietrznej. F-18 podobnie z tym, że z możliwością wykonywania zadań szturmowych.

    2. Hawkfan

      F-18 nigdy nie był projektowany, jako "typowy" myśliwiec przewagi powietrznej. Od samego początku samolot ten był przewidziany do roli maszyny wielozadaniowej.

  18. Cezar

    Offset to musi być offset - rzekł wicepremier Morawiecki odchodząc od stołu rozmów z Francuzami i kończąc w ten sposób negocjacje w sprawie zakupu śmigłowców Caracal. To był początek rządów tzw. dobrej zmiany i co niektórzy pewnie wówczas uwierzyli, że oto przyszła nowa ekipa, która będzie lepiej walczyła o Polskę aniżeli poprzednicy. Od tych słów minęło trochę czasu, podczas którego mogliśmy zobaczyć jak negocjuje tzw. dobra zmiana. System Patriot - bez offsetu. Śmigłowce S70i - bez offsetu. Śmigłowce od Leonardo - bez offsetu. I zawsze tzw. dobra zmiana ma jakąś wymówkę. A to za mały zakup aby wywalczyć offset. A to brak kompetencji po stronie polskiego przemysłu. Aż nadszedł czas na F35. Dziesiątki miliardów złotych z kieszeni polskiego podatnika popłyną do amerykańskiego budżetu. Co mamy w zamian? NIC. Wielki kontrakt, który zastopuje na lata inne programy modernizacyjne armii i żadnych korzyści dla Polski. A tzw. dobra zmiana znowu ma wymówkę. Bo poprzednicy nie przystąpili do programu. Choć tzw. dobra zmiana rządziła już w Polsce w latach 2005-2007 i też mogła przystąpić do programu samolotu F35. To jednak wg niej zawsze winny jest ktoś inny. John Perkins w książce "Hitman nowe wyznania ekonomisty od brudnej roboty" opisuje jak brał udział w amerykańskich operacjach ekonomicznego kolonizowania Panamy, Indonezji, Arabii Saudyjskiej. Każdemu polecam przeczytać jak skolonizowali Amerykanie Arabię Saudyjską. Amerykańska agentura zainstalowana we władzach Arabii Saudyjskiej jest na pierwszym miejscu w zakupach od Amerykanów sprzętu wojskowego. Na drugim miejscu obecnie jest agentura zainstalowana w Polsce. W tym co opisuje John Perkins co się działo w Arabii Saudyjskiej wystarczy wstawić Polskę w miejsce Arabii i mamy obraz obecnych działań agentury amerykańskiej w Polsce. Wielu na tym forum płacze, że UE nas kolonizuje. Że niszczy nasz przemysł. Tymczasem fakty są takie, że UE to największy rynek zbytu dla naszego eksportu. A co eksportujemy do USA? No właśnie. Natomiast w żadnym innym kraju nie zostawiamy tyle pieniędzy co w USA. To co się stało przy okazji zakupu F35 to nie jest frayerstwo. To już podpada pod zdradę stanu.

    1. mc.

      W przypadku Francuzów problem polegał na tym, że oni chcieli "wcisnąć nam zawszone koce" (to takie odniesienie do Ameryki). A co do Ameryki - zawsze, ale to zawsze jasno eksponowali potrzebę zrobienia dobrego (dla nich) interesu. My możemy się tylko odnosić do innych krajów które podobny sprzęt u nich (amerykanów) kupowali i zastanawiać się czy płacimy właściwą cenę. W tym przypadku jest to Belgia i jest OK. Ale nie zawsze tak było. Proszę sprawdzić pierwszy zakup rakiet JASSM. Czterdzieści pocisków AGM-158 JASSM oraz pakietu modernizacyjnego samolotów F-16. Za wszystko zapłaciliśmy 250 mln dolarów. Umowa podpisana w grudniu 2014. Albo rakiety bardzo drogie, albo ta modernizacja była mocno "ponadmiarowa"

    2. Gregor

      Kolego masz troszku racji ale nie za dużo. Offset musiał być przy smiglach dlatego że był wliczony w cenę Śmigiel. W wypadku f35 cena nie zawiera offsetu.

    3. Cezar

      Offset był przy śmigłach bo zawalczyła o niego ekipa rządowa PO. W przypadku kontraktu na Caracale, rząd PO wywalczył w drodze przetargu, offset polegający na inwestycji w polskie, państwowe zakłady WZL nr 1 w Łodzi. Miały być w nich wyprodukowane śmigłowce Caracal w ilości 25 sztuk. Plus opcja - 25 sztuk na rynki zagraniczne. Oczywiście, offset kosztuje. Więc podnosi wartość kontraktu. W przypadku zakupu samolotu F35 rząd PiS zrezygnował z formuły przetargu (w drodze przetargu samolot F35 kupili Belgowie, w drodze przetargu kupują Finowie). W efekcie rząd PiS kupił te samoloty, nie walcząc o nic dla polskiego przemysłu. Można powiedzieć, że to tradycja rządu PiS. W przypadku zakupu systemu Patriot, rząd PiS zrezygnował z walki o możliwość produkcji efektora oraz o nabycie technologii do produkcji nowoczesnych radarów. Tak jak wspomniałem wcześniej, offset podraża koszty kontraktu. Rząd PiS z offsetu rezygnuje. Ale nie można powiedzieć, że kupuje tanio. Ciekawe, prawda?

  19. bez wchodzenia w szczegóły

    Po tym jak trolle po nich jadą, widać że to sensowny zakup przeciwko rosyjskiemu drang nach westen.

    1. asdf

      trole na nich jada tak jak lobbisci za nimi pieja za to maja placone na razie to nie mamy nic tylko umowe na zakup za 10 lat to juz moze byc dawno po wojnie. bedzie mozna sie cieszyc kiedys jak dostaniemy sprzet zostanie wdrozony do systemow WP na razie to sobie mozemy papierkiem pomachac.

  20. pragmatyk

    Analiza budżetu MON wskazuje ,że nie ma głębszych zmian planowania w tym budżecie od 10 lat .Rozłożenie obciązenia wydatków nie zmienia się mimo zmian ekip rządzących . Wydatki powinny być bardziej elastyczne ,część mozna byłoby wyrzucić z budżetu aby był bardziej przejrzysty ,np.świadczenia emerytalne ,podobnie jak nauczycieli ,czy prawników ,czy policji nie muszą być włożone do tych resortow ,kiedyś ,gdy podwyżki emerytów były podnoszone równolegle z uposażeniami służby czynnej ,miało to sens.Nie wiem dlaczego zmniejszono wydatki na służbę wywiadu wojskowego ,widocznie służba ta jest w stanie upadłości.To na marginesie ,ale w 2015 roku gdy spłacaliśmy ostatnią transzę na F-16 wydatki majątkowe można było podnieść do prawie 13 mld zł ,czyli do prawie 35%,gdy na ten rok przy zwiększonym budżecie MONu do prawie 49 mld zł wynoszą ok.15 mld zł.Nazwalbym to rozdawnictwem lub niechlujstwem ,tak nie unowocześnimy wojska nigdy.

  21. I tak sami umacniamy naszą biedę i zacofanie

    Pomijając stealth, który jest i tak nieskuteczny wobec Rosji, to wszystko inne z F-35 jest na Eurofighterze, lub za chwilę będzie. Gospodarczo, wojskowo i politycznie Eurofighter byłby jednak olbrzymim zyskiem, a F-35 (plus Patriot itd, 300 mld.) ma jako prawdziwe zadanie wymusić na Polsce biedę i zacofanie, czyli uniemożliwić wyjście z roli politycznego i wojskowego instrumentu.

    1. mick8791

      "Stealth nieskuteczny wobec Rosji"? A co? Oni mają jakieś magiczne moce? Nie bądź śmieszny... Eurofighter jest samolotem droższym w zakupie od F-35, podobnie drogim w utrzymaniu, mającym inne zastosowania na polu walki (jeżeli już to można go porównywać do F-22) i... nigdy nie będzie samolotem V gen. dlatego Francuzi/Niemcy i Anglicy ruszyli z programami nowych samolotów. Co do kosztów to póki co Patriot + F-35 ok. 30 mld, a nie 300 więc nie kłam!

    2. lol

      Eurofighter to ryzykowna inwestycja. Międzynarodowy projekt, który się ciągnie od lat i końca nie widać. Jeden kraj chce to, inny tamto i nie mogą się dogadać. Za to w USA każdy projekt opracowuje jedna firma mająca jasną wizję i cel. A takich firm jest wiele więc potem USAF wybiera sobie najlepsze maszyny i je wdraża. Poza tym jeśli Eurofightery okażą się jakieś dobre, albo ogarną w końcu ten projekt - to przecież będzie można kupić, no nie? Póki co NIE jest to gotowy i konkurencyjny produkt. A Polska potrzebuje TERAZ nowych maszyn i nie mamy czasu czekać aż się dogadają w końcu czego chcą w Eurofighterze.

    3. Ronin

      Teraz czyli za 15 lat ...

  22. Clash

    Bardzo dobra decyzja. F35 to spokój w tej cześći Europy a pożyteczni idioci niech sobie dalej szczekają. Karawana jedzie dalej.....

  23. Andy

    właściwie nazwę F-35 to na pewno wymyślili w polskim MON ... - kupujemy 32 maszyny w cenie jak inni 35 - sprawność operacyjną będą miały w '35 - koszt zakupu i wdrożenia do eksploatacji 35 MLD - zakup spowoduje zarżnięcie innych 35 programów i polskich firm ... -...

  24. mat

    Czy byłoby to dobre rozwiązanie, gdyby uzbroić bezzałogowce w lasery przystosowane wyłącznie do osłony F 16 i F 35, które zestrzeliwałyby wszelkie rakiety próbujące zniszczyć te samoloty. Lasery nie musiałyby strzelać do rakiet na duże odległości. Mogłyby namierzać i strzelać na maksymalną odległość do 500 - 1000 metrów, wyłącznie po to aby je zniszczyć i tym obronić samego bezzałogowca jak też samoloty.

    1. lol

      Ech, pomysł dobry ale technicznie teraz niemożliwe. Te lasery do zestrzeliwania pocisków to GIGANTYCZNE maszyny. Które dodatkowo mają jeszcze większe generatory energii :P Nie da się tego zmieścić do bezzałogowca. Taniej i łatwiej by było zrobić rój bezzałogowców kamikadze co będą brać na klatę rakiety :D

    2. laser to słaby pomysł

      Może takie gigantyczne nie są ale Polska nie ma dostępu do takiej technologii to raz, a poza tym co w złych warunkach pogodowych? Deszcz, mgła, chmury?

  25. xyz

    Żegnaj polski przemyśle zbrojeniowy. Już nic Cię nie uratuje przed amerykańską kolonizacją.

    1. chateaux

      Tak, "polski przemyśle lotniczy"... To ile to polskich fabryk samolotów skolonizują dzięki temu Amerykanie?

    2. Użytkownik

      Niech spoczywa w pokoju - nie

    3. Grzegorz Brzęczyszczykiewicz

      po 1939r takiego czegoś nie było choć przemysł zbrojeniowy był, a 20 lat wcześniej nie było wcale, żeby mieć takowy trzeba mieć czas dużo czasu, pieniądze i kadry. są tylko wyjątki co tylko potwierdzają regułę.