Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Nie „wyspa”, tylko „system systemów”. F-35 to milowy krok polskiego lotnictwa

Przy okazji przylotu do Polski pierwszych polskich myśliwców 5. generacji, warto zastanowić się, co zmienia ta maszyna dla Sił Zbrojnych RP i polskiej obronności. A zmiana jest kopernikańska.

F-35 rollout
F-35 rollout
Autor. Maciej Szopa/Defence24

Zacznijmy jednak od szczypty historii i tego, w jakich okolicznościach Polska zakupiła F-35A o rodzimej nazwie Husarz.

F-16 wyznaczył kierunek

Cofnijmy się do ery dinozaurów, a zatem do 2003 roku, kiedy to podjęto decyzję o zakupie samolotów wielozadaniowych 4. generacji F-16 w wersji C i D. Maszyny te kupiono jako zastępstwo myśliwców MiG-21. Polska nazwa Jastrząb została nadana na cześć myśliwca PZL P.50 Jastrząb, który miał zostać wprowadzony do sił powietrznych II Rzeczypospolitej, ale „nie zdążył” na wojnę. Wybór F-16 swego czasu nie był tak oczywisty jak się może wydawać dzisiaj. W finale maszyna ta rywalizowała z JAS-39 Gripen wczesnej wersji C/D i Mirage 2000.

Decyzja o wyborze samolotu Lockheeda Martina w kolejnych latach okazał się wyborem słusznym. Świadczy o tym to, że po 2003 roku konstrukcje konkurencyjne znalazły bardzo niewielu klientów. Natomiast F-16 kupiło od tamtej pory jeszcze 15 państw. F-16 jako maszyna interoperacyjna z NATO i US Air Force oraz zdolna do przenoszenia niemal ośmiu ton uzbrojenia szybko znalazła zwolenników wśród polskich pilotów i żołnierzy personelu technicznego.

Długa droga do F-35

Zakup Jastrzębi wiązał się jeszcze z inną korzyścią. Otwierał drogę do ówczesnego „samolotu przyszłości”, czyli F-35. Polska została nawet zaproszona do związanego z tą maszyną programu Joint Strike Fighter. I chociaż z tego zaproszenia nie skorzystała, to w lutym 2014 roku pojawił się oficjalny sygnał polskich Sił Powietrznych, że F-35 to będzie przyszłość. Zapowiedziano wówczas, że w miejsce Su-22 (wówczas 32 w służbie, liczba ta wkrótce miała spaść do 18) i MiG-ów-29 (32 w służbie) zakupione zostaną w dalszej perspektywie 64 egzemplarze F-35. Wybór padł na wersję A, co nie jest żadną niespodzianką, ponieważ to właśnie ta wersja powstała jako sukcesor F-16. Tymczasem wersja B to samolot krótkiego startu i pionowego lądowania, stworzony z myślą głównie o służbie z mniejszych okrętów lotniczych, a wersja C to samolot pokładowy na wielkie lotniskowce.

Niestety, sprawa zakupu F-35A była w kolejnych latach odwlekana. I dopiero kiedy w latach 2018-2019, po ponad 30 latach bezawaryjnej służby, wysłużone MiG-y-29 zaczęły rozbijać się w wypadkach, podjęto decyzję o zakupie następcy. Kontrakt na F-35 podpisano w styczniu 2020 roku na 32 maszyny z pakietami towarzyszącymi za 4,6 mld USD. Cena ta nie obejmowała uzbrojenia i infrastruktury. Tym samym zakupiono oficjalnego następcę MiGa-29 bez wskazania następcy Su-22. Z czterech planowanych eskadr (64 samoloty) zakupiono dwie (32). Kolejne dwie eskadry odłożono w czasie. I są to dokładnie te dwie eskadry bojowe, które nadal pozostają dzisiaj w planach Sił Powietrznych. Jeżeli nie dojdzie do przewartościowania dotychczasowych koncepcji, wybór powinien tutaj paść więc także na F-35. Można tu zadać pytanie: gdzie w tym wszystkim FA-50? Te trzy eskadry stanowią zakup dodatkowy i nie zostały kupione zamiast czegoś z zakupów planowanych od 2014 roku.

Za duży na Bałtyk

Decyzja o kupnie F-35 dla wielu komentatorów w Polsce była szokiem, pomimo że maszyna ta została wskazana oficjalnie sześc lat wcześniej. Krytyka polała się z wielu kierunków i podnoszono wiele wątpliwości Na przykład pojawiła się opinia, że F-35 to samolot zbyt zaawansowany technicznie dla Polski i nie będziemy potrafili wykorzystać jego możliwości. Albo że możliwości te są za wysokie i nie ma sensu za nie przepłacać. Podnoszono też jego wysoką cenę, mankamenty techniczne (program borykał się wówczas z problemami), koszt eksploatacji i „nieeuropejskość”. Oczywiście w ogniu krytyki znalazł się też brak wynegocjowanego offsetu. Ówcześni przedstawiciele MON w wywiadzie dla Defence24 twierdzili, że offset oznaczałby cenę kontraktu większą o około miliard USD.

Na ile te krytyczne argumenty były słuszne? Cena jednostkowa za F-35 jest podobna do tej, którą trzeba dziś zapłacić za średniej wielkości zachodni myśliwiec 4. generacji, droższa o około 30 proc. jest za to eksploatacja. Co to „europejskości” to samolot 5. generacji opracowany na Starym Kontynencie nie istniał i nie istnieje do dzisiaj, a pierwsza taka konstrukcja (6. generacji) pojawi się najwcześniej w połowie lat 30., o ile nie 40. Przedstawiciele Sił Zbrojnych, z którymi miał okazję rozmawiać autor tego tekstu twierdzą, że przeskok techniczny z F-16C na F-35A jest mniejszym wyzwaniem, niż dwie dekady wcześniej przeskok z MiG-ów-21 i MiG-ów-23 na F-16C. A zatem z samolotów budowanych w sowieckiej filozofii na filozofię zachodnią. F-35A to wersja stworzona jako następca F-16, a zatem szczególnie dobrze nadaje się na teatr europejski, gdzie nie jest wymagany tak wielki zasięg jak na teatrze Pacyfiku.

Wreszcie ci sami ludzie, którzy krytykowali F-35 za jego „zbyt wysokie” zdolności, złożoność konstrukcji i cenę, atakowali kilka lat później lekkiego FA-50. Za co? Za to, że samolot ma zbyt niskie parametry, nie poradzi sobie z wyzwaniami, jest zbyt prosty itp. Być może chodziło więc tylko o to, żeby krytykować, bo obydwie te krytyki po prostu się wzajemnie wykluczają. Tak jak krytykowane były niemal wszystkie zamówienia sprzętu bojowego w Polsce, czy utworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej.

Alternatywa

Pojawiały się też głosy, że „złotym środkiem” był po prostu F-16 w najnowszej wersji. A zatem samolot będący czymś pośrednim między FA-50 a F-35A. Te samoloty nie były jednak dostępne w 2020 roku z uwagi na przenoszenie linii produkcyjnej z Teksasu do Karoliny i nadal ich produkcja osiąga niskie wolumeny. Samolot 4. generacji nie jest w stanie przełamać rosyjskiej obrony powietrznej, a F-35 jest w stanie to robić, co zostało udowodnione w Iranie i Wenezueli.

Koszt zakupu F-16 jest podobny do kosztu zakupu F-35, choć F-16 wymaga tańszej infrastruktury i ma tańszą godzinę lotu. Na ile jednak jest to perspektywiczna konstrukcja? Szczególnie biorąc pod uwagę, że wszystkie państwa europejskie kupiły w kolejnych latach, już po decyzji Polski, F-35 (Czechy, Niemcy, Finlandia, Grecja, Rumunia, Szwajcaria). Wyjątkiem są tylko gracze najmniejsi, dla których wielkim wyzwaniem i dokonaniem był zakup pojedynczej eskadry bojowej (Chorwacja, Słowacja, Bułgaria). Samoloty 4. generacji planuje kupić też Ukraina, jednak wynika to z tego, że F-35 jest dla niej niedostępny ze względów politycznych.

Przeżywalność

Pierwszą rzucającą się w oczy cechą F-35 są jego własności stealth, a zatem są trudnowykrywalne dla radarów i utrudnione jest także ich wykrycie w termowizji. Zgodnie z dostępnymi informacjami ustępują one jedynie analogicznym cechom samolotu F-22A Raptor, jednak nadal są o kilka rzędów wielkości lepsze niż w przypadku rosyjskiego Su-57 czy samolotów chińskich. Cechy stealth umożliwiają wykrycie i zaatakowanie przeciwnika zanim ten zorientuje się, co się dzieje. To także zdolność do przenikania współczesnych systemów obrony powietrznej przeciwnika. Żadne „bańki antydostępowe” Husarza nie obowiązują, a przynajmniej nie w przypadku współczesnych systemów obrony powietrznej. F-35 może przeniknąć nad terytorium wroga i zniszczyć jego systemy uzbrojenia zanim zostaną wysłane w kierunku Polski czy jej sojuszników.

F-35 jest elementem nieprzewidywalnym dla przeciwnika, co stwarza dla niego wiele niewiadomych i może paraliżować jego działania, włącznie z rezygnacją z dokonania napaści na Polskę czy państwa regionu. Jedynym zagrożeniem jest możliwość zniszczenia tych samolotów w ich bazach, ale przed tym nie uchroni się żaden samolot bojowy na świecie. Pozostaje tutaj zapewnienie tym obiektom odpowiedniej obrony - przeciwrakietowej, przeciwdywersyjnej, przeciwdronowej i przeciwlotniczej. A także biernej ochrony przed atakami.

Rozpoznanie

Zdolność do skrytego przebywania w pobliżu przeciwnika czyni z F-35 także maszynę rozpoznawczą. Szczególnie, że jest on stworzony z myślą o sieciocentrycznym polu walki, w tym dzieleniu się pozyskaną informacjami.

F-35 może więc harcować z przodu i, nie otwierając komór bojowych, przekazywać informacje „do tyłu”, np. do idących w bezpiecznej odległości samolotów bojowych 4. generacji, a nawet systemów naziemnej artylerii czy rakiet przeciwokrętowych. Do wyobrażenia jest np. sytuacja, w której F-35 rozpoznają teren wokół Obwodu Królewieckiego i wysyłają informacje na temat położenia sił rosyjskich, a następnie są one niszczone przez polską artylerię rakietową czy wielozadaniowce 4. generacji. Husarz w takiej sytuacji nie musi nawet sobie „brudzić rąk”.

Walka powietrzna

F-35 to oczywiście także platforma zdolna do samodzielnego prowadzenia walki powietrznej czy uderzeń na cele naziemne. Teoretycznie nie jest klasyfikowany jako samolot „przewagi powietrznej”, jednak wynika to z jego relatywnie niskiego pułapu operacyjnego (porównywalnego z F-16). Wszystkie pozostałe parametry predestynują go jednak do tej roli. Zaś zgodnie z tym, co mówią eksperci, własności stealth niwelują znaczenie pułapu. F-35 nie strzeli do przeciwnika z wyższego pułapu, co dałoby jego pociskowi większe możliwości energetyczne – ale podejdzie do niego niepostrzeżenie bliżej, a więc zdolności te nie będą potrzebne.

Szczególnie, że F-35 jest zintegrowany z najnowszą amerykańską amunicją powietrze-powietrze, czyli pociskami AIM-120 AMRAAM w wersji D, a w przyszłości będzie mógł wykorzystywać także europejskie pociski MBDA Meteor (integracja trwa) czy AIM-260.

F-35 może zostać skonfigurowany w trybie „Bestia”. Ignorowane są wówczas jego cechy stealth i podwieszane jest pod niego dodatkowe uzbrojenie zewnętrzne. Maszyna ma wówczas łącznie 14 punktów podwieszeń. Oznacza to możliwość stworzenia bardzo efektywnego samolotu do obrony własnej przestrzeni powietrznej, albo do prowadzenia bombardowań przeciwnika o zredukowanych możliwościach obrony powietrznej.

F-35 jest też elementem ułatwiającym scalenie nowoczesnych polskich i sojuszniczych systemów uzbrojenia w jeden „system systemów”. Jest to nie do przecenienia, szczególnie biorąc pod uwagę dawne zarzuty o „wyspowych” zakupach dla Sił Zbrojnych RP. F-35 nie jest kolejną „wyspą” tylko czynnikiem, który wiąże wiele dotychczasowych (i przyszłych) zakupów w całość.

Reklama
WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!
YouTube cover video
Reklama