- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Amerykańska baza w Redzikowie będzie przekazana Marynarce Wojennej RP
Amerykanie zamierzają przekazać Polsce bazę rakietową w Redzikowie, wyrażając również zgodę na jej rozbudowę, m.in. poprzez dodanie wyrzutni dla rakiet manewrujących Tomahawk.
Autor. Amy Forsythe/US Navy
Informacja o przekazaniu bazy Aegis Ashore w Redzikowie polskiej Marynarce Wojennej nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona, ale negocjacje co do sposobu przeprowadzenia całej tej operacji już trwają od kilku miesięcy. Amerykanie chcieliby bowiem zachować sobie prawo do decydowania, kiedy i jak zostanie użyte uzbrojenie ze znajdujących się tam instalacji, tymczasem strona polska walczy o zachowanie jak największej autonomii. Wbrew pozorom oba stanowiska wzajemnie wcale się nie wykluczają.
Baza w Redzikowie już bowiem weszła w skład europejskiego systemu obrony antybalistycznej, a więc jest liczona jako coś, co ma działać również w przypadku ataku rakietowego tylko na kraje europejskie. To właśnie dlatego Donald Trump zdecydował, że wszystkie te instalacje, które nie muszą być obsługiwane przez Amerykanów, a służą również Europie, zostaną przekazane tym krajom, na terenie których się znajdują.
Ma to ograniczyć koszty użytkowania (związane z przebywaniem tam amerykańskiej obsady) oraz koszty wsparcia logistycznego. Za ewentualne naprawy i konserwację ma bowiem odpowiadać już kraj, któremu dana instalacja została przekazana. A właściwie sprzedana, ponieważ Amerykanie zamierzają odzyskać środki wcześniej włożone w swoje inwestycje w Europie.
Pilotażowym przedsięwzięciem tej trumpowskiej inicjatywy ma być właśnie przekazanie Polakom bazy Aegis Ashore w Redzikowie. Amerykanie doskonale bowiem wiedzą, że wielowarstwowy system obrony przeciwlotniczej budowany w Polsce nie daje możliwości zwalczania rakiet balistycznych lecących jeszcze w przestrzeni kosmicznej. Baza w Redzikowie zmieniłaby kompletnie sytuację, chroniąc przy tym zarówno Polskę, jak i Europę.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że to właśnie dlatego Polacy planują skorzystać z funduszów unijnych: nie tylko by przejąć bazę, ale również by ją rozbudować. Głównymi elementami obecnego systemu są bowiem „tylko”:
- radar AN/SPY-1D(V) z czterema nieruchomymi antenami, rozmieszczonymi na ścianach budynku;
- centrum kierowania z konsolami systemu kierowania i dowodzenia AEGIS;
- trzy moduły z ośmioma stanowiskami startowymi wyrzutni pionowego startu VLS typu Mk41, które wpuszczono w ziemię i z których mają być wystrzeliwane jedynie rakiety antybalistyczne SM-3.
Polacy chcą jednak w Redzikowie wpuścić w ziemię kolejnych pięć modułów VLS typu Mk41, z których:
- dwa mają być ładowane rakietami manewrującymi Tomahawk (pozwalając na wykonanie salwy złożonej z 16 pocisków);
- dwa mają zapewnić obronę przeciwlotniczą średniego i dalekiego zasięgu (poprzez wprowadzenie do wyrzutni pocisków SM-2 i SM-6);
- jeden ma być wykorzystany do obrony przeciwlotniczej bardzo krótkiego zasięgu, w której umieszczone zostaną 32 pociski CAMM (ładowane po cztery do każdego stanowiska startowego).
Tę inwestycję potwierdzają również mapy Google Maps, gdzie zamazany obszar nie obejmuje już jedynie amerykańskich instalacji, ale praktycznie cały obszar lotniska Słupsk Redzikowo.
Autor. M.Dura/Google Maps
Zyskiem Amerykanów będzie to, że wszystkie te elementy (poza pociskami CAMM) mają zostać kupione w Stanach Zjednoczonych i tam serwisowane. Amerykańskie lobby przemysłowe przyklaskuje całemu pomysłowi, tym bardziej, że liczy na kolejne zamówienia ze strony polskiej Marynarki Wojennej. Amerykanie mają pełną świadomość, że na trzech budowanych w Polsce fregatach Miecznik zostaną zamontowane po cztery moduły wyrzutni VLS typu Mk41, które planuje się uzbroić rakietami: CAMM, CAMM-ER i CAMM-MR. Strona amerykańska, wiedząc, że pocisk CAMM-MR (o zasięgu ponad 100 km) nie jest jeszcze gotowy, chce w jego miejsce zaoferować swoje odpowiedniki.
Pozostaje tylko problem współkorzystania z bazy Aegis Ashore w Redzikowie. Początkowo Amerykanie planowali, by w centrum informacyjnym systemu była jedna konsola obsadzona przez ich oficera, który by nie dowodził, ale wspomagał działanie operacyjne, będąc dodatkowo swoistym łącznikiem pomiędzy dowództwem polskim i amerykańskim. Okazało się to jednak niepotrzebne, ponieważ przy obecnie dostępnych rozwiązaniach, taka sama kontrola może być prowadzona nawet z centrum dowodzenia w Stanach Zjednoczonych.
Polacy mają przejąć również całkowicie zadanie obrony przeciwlotniczej i przeciwdronowej bazy. Ułatwi to działanie, ponieważ będzie można korzystać z polskiego obrazu sytuacji powietrznej, koordynując wykorzystanie środków opl znajdujących się w pobliżu.
Najtrudniejsze negocjacje dotyczą rakiet manewrujących Tomahawk. Polacy chcą bowiem nie tylko 16 pocisków, którymi zostaną zapełnione dwa silosy VLS typu Mk41 zbudowane w Redzikowie, ale również co najmniej dwie jednostki ognia (32 rakiety), którymi będzie można szybko uzupełnić to, co już zostało wystrzelone. Jak się okazuje, jest to bardzo efektywne rozwiązanie, ponieważ według wstępnych szacunków, wymiana zużytych kontenerów na nowe pociski będzie trwała nie dłużej niż godzinę. I wtedy w stronę przeciwnika może polecieć kolejnych 16 rakiet wystrzeliwanych przez około pół minuty.
Najpoważniejsza dyskusja w Polsce toczyła się wokół sposobu podporządkowania amerykańskich instalacji w polskich Siłach Zbrojnych. Ponieważ jednak baza Aegis Ashore została zbudowana na wzór systemu uzbrojenia niszczycieli typu Arleigh Burke, postanowiono, że zostanie ona przejęta przez polską Marynarkę Wojenną. Wpływ na tę decyzję miało również podobieństwo systemów uzbrojenia stosowanych w Redzikowie i na polskich okrętach.
Polacy postanowili przy tym zachować tradycję brytyjską i całą instalację Aegis Ashore ochrzcić jak okręt, nadając jej już wybraną nazwę BRP „Warszawa” (Baza Rzeczpospolitej Polskiej).


WIDEO: Offset czy „offset”? Miliony na Jelcza, miliardy na Apache | Defence24 Week #153