Defence24.pl - wojsko, przemysł, bezpieczeństwo, geopolityka

Rosjanie mieli szczęście. Falstart wybuchu na Moście Kerczeńskim [OPINIA]

Most Kerczeński z zaznaczonym, przybliżonym miejscem eksplozji
Fot. Rosavtodor/Wikimedia Commons/CC BY SA 4.0.

Uszkodzenie Mostu Kerczeńskiego okazało się względnie łatwe. Zawiódł zarówno sam system bezpieczeństwa, jak i podatna na uszkodzenia konstrukcja, która przez wybuch na jednej z dwóch „nitek" dla transportu kołowego spowodowała czasowe zablokowanie praktycznie całej przeprawy, a co gorsza dla Rosji - mogła odciąć również całkowicie Morze Azowskie. Zgodnie z zasadą: jesteś taki odporny, jak twój najsłabszy element.

Wybuch i pożar na moście łączącym kontynentalną Rosję z Krymem jest zaskoczeniem, przede wszystkim dla rosyjskiego społeczeństwa. Przeprawa nad Cieśniną Kerczeńską była bowiem reklamowana przez propagandę kremlowską jako całkowicie bezpieczna, chroniona przed atakiem zarówno spod wody i z powietrza, jak i z lądu – w tym przez akty dywersji. Zastosowane systemy zabezpieczenia okazały się jednak nieskuteczne i to z dwóch najważniejszych powodów.

Czytaj też

Po pierwsze, Rosjanie oceniają swoje możliwości obronne analizując zagrożenia ze strony własnego, a nie zachodniego uzbrojenia nowej generacji. Po drugie, twórcy mostu założyli stosowanie zachodnich standardów bezpieczeństwa przy „ruskiej mentalności" osób je wykorzystujących. To zetknięcie się realiów z założeniami mogli wszyscy obserwować na filmach wideo z wielkim wybuchem i pożarem.

Ten przekaz medialny jest tym większy, że eksplozja nastąpiła tuż przed biegnącym pod mostem torem wodnym łączącym Morze Azowskie z Morzem Czarnym. Eksplozja była więc widoczna z Krymu („ku pokrzepieniu serc"), a jej skutki mogą być obserwowane także przez pływające kilkaset metrów dalej okręty i statki.

Położenie mostu Kerczeńskiego wg rosyjskiej dokumentacji technicznej
Fot. Archiwum Jarosława Ciślaka/Defence24

Co zostało uszkodzone?

Analizując uszkodzenia trzeba przede wszystkim pamiętać, że Most Kerczeński to tak naprawdę dwa mosty stojące na własnych podporach w dużej części o odmiennej konstrukcji. Część drogowa w miejscu wybuchu stoi na stosunkowo niskich, betonowych filarach, w środkowej części przypominającej jeden szeroki, spłaszczony walec. To właśnie na nich były położone dwie odseparowane od siebie, dwupasmowe nitki drogowe, z których jedna zawaliła się w wyniku wybuchu na odcinku dwóch przęseł, a druga pozostała w całości (chociaż nie wiadomo, z jakimi uszkodzeniami wewnętrznymi). Przypuszcza się również, że naruszona musiała zostać podpora, na której łączyły się oba zawalone przęsła. Oznacza to osłabienie na tym odcinku również drugiej nitki drogowej, która na niej leżała.

Podpory mostu drogowego, które prawdopodobnie trzeba będzie wymienić przy naprawie dwóch zniszczonych przęseł
Fot. YouTube/M.Dura

Może więc się zdarzyć, że przy odbudowie tej nitki drogowej konieczna będzie wymiana co najmniej jednego – a prawdopodobnie trzech filarów (dwa skrajne prawdopodobnie zostały również uszkodzone przez urywającą się konstrukcję) oraz dwóch zniszczonych przęseł. Nie wiadomo też, jaki jest stan przęsła sąsiedniej nitki drogowej, na której już puszczono ruch kołowy (na razie pojazdów osobowych i autobusów). Zdjęcia wyraźnie bowiem pokazują, że w miejscu, gdzie wybuchła ciężarówka, jest widoczne uszkodzenie z kilkudziesięciocentymetrowym przekoszeniem oraz urwanymi osłonami. Wymiany tego przęsła może więc być również konieczna.

Wyraźne przekoszenie i urwane bariery na nieprzerwanej „nitce” drogowej Mostu Kerczeńskiego
Fot. Twitter

Teoretycznie w całości pozostał drugi most – kolejowy. W miejscu wybuchu jest on usadowiony na wysokich podporach, które w środkowej części były tworzone przez dwie żelbetonowe kolumny o przekroju kołowym. Na tych podporach położono przęsła z dwiema liniami torów. Co ważne w miejscu wybuchu znajdowały się one powyżej nitek drogowych, ponieważ linia kolejowa musiała być wynoszona w górę do miejsca, gdzie przebiega szlak wodny z Morza Azowskiego na dłuższym odcinku niż trasa drogowa. Teoretycznie tory powinny być więc bezpieczne. W rzeczywistości nie były i wystąpiły na nich dwa rodzaje uszkodzeń.

Czytaj też

Po pierwsze w wyniku wybuchu (fali uderzeniowej i odłamków) na moście kolejowym doszło prawdopodobnie do uszkodzeń mechanicznych dolnej partii przęseł. Odłamki nie mogły przecież trafić wybiórczo jedynie w przejeżdżający powyżej pociąg z cysternami. Po drugie, trwający długo (około 4 godziny) i rozprzestrzeniający się pożar paliwa z tych cystern, naruszył wewnętrzną i górną konstrukcję metalową mostu na dwóch przęsłach oraz na łączącej je podporze.

Rosjanie po oczyszczeniu torów ze spalonego składu od razu przepuścili mostem pociąg osobowy i techniczny, by pokazać, że nie został on poważnie uszkodzony. Zdecydowali się jednak w ten sposób na ryzyko nieakceptowalne w państwach technicznie rozwiniętych i trzymających wysokie standardy bezpieczeństwa. Stal poddana wysokiej temperaturze, powyżej 500-600 stopni traci bowiem swoją zdolność do przenoszenia obciążeń. Tymczasem na torowisku stał skład z cysternami co na pewno wpłynęło na znajdujące się poniżej konstrukcje metalowe, w tym na linie torów.

Pożar na moście kolejowym musiał uszkodzić jego metalową konstrukcję i to co najmniej w trzech miejscach
Fot. Twitter

Powinny być one więc wcześniej sprawdzone i najprawdopodobniej wymienione – w wielu miejscach w całości. Rosjanie tego nie zrobili ryzykując, że również ta część mostu się zawali – podobnie jak runęły wieże World Tarde Center po „wypaleniu" się ich stalowej konstrukcji. Czołgi transportowane w pociągach jadących po torze mogą zrobić dokładnie to samo, co masy betonu w nowojorskich wieżowcach.

Czytaj też

Dodatkowo należy pamiętać, że chodzi o mostową przeprawę morską nad Cieśniną Kerczeńską. Jest to akwen znany z silnych sztormów i wiatrów, szczególnie w rozpoczynającym się właśnie okresie jesienno-zimowym. Może się wiec zdarzyć, że naruszona konstrukcja podpór i mocowań ocalałych przęseł może nie wytrzymać sił natury i pod wpływem przejeżdżającego dodatkowo po nich ciężaru (np. pociągów z czołgami), doprowadzić do kolejnej katastrofy.  

Zamach na most: prostsze, niż by się wydawało

Pierwsze informacje, że na Moście Kerczeńskim doszło do przypadkowej eksplozji cysterny bardzo szybko okazały się nieprawdziwe. Po pierwsze wybuchła nie cysterna a ciągnik z doczepionym kontenerem, po drugie wybuch nie był przypadkowy. Do takich wniosków doszli zresztą sami internauci, co świadczy o niefrasobliwym podejściu Rosjanie do procedur bezpieczeństwa i całego śledztwa.

W sieci pojawiły się bowiem nagrania z kamer monitoringu, których setki rozwieszono na moście dla potrzeb systemu bezpieczeństwa, nadzoru i kierowania. Tymczasem obraz ten powinien być dostępny tylko dla służb prowadzących śledztwo. Dzięki temu niedbalstwu wiemy jednak, jaki pojazd wjechał na most i skąd pochodził. Pozostały w tym wszystkim dwa pytania. Z punktu widzenia systemu bezpieczeństwa warto się przede wszystkim zastanowić, gdzie załadowano na ciężarówkę wybuchowy ładunek oraz jak to się stało, że z takim ładunkiem przeszła ona „restrykcyjne" procedury bezpieczeństwa – w tym prześwietlenie w specjalnym skanerze.

Czytaj też

Pierwsza odpowiedź jest bardzo trudna, ponieważ pojazd nie jechał najprostszą drogą z punktu A do punktu B, ale w międzyczasie krążył po całym Obwodzie Krasnodarskim. Rosyjscy internauci już odtworzyli jego drogę od godziny 9.30 w dniu 7 października 2022 roku do wybuchu o godzinie 6.15 w dniu 8 października 2022 roku. Podróż pojazdu zaczęła się od miejscowości Pawłowskaja, później były miasta: Kaniewskaja, Armawira, Kropotkin, skąd ciężarówka ruszyła w drogę do Mostu Kerczeńskiego przejeżdżając bez przerwy około 450 km. Było więc kilka miejsc, gdzie można było załadować niebezpieczny ładunek.

Kierowca nie musiał wiedzieć, co wiezie, ponieważ właściciel pojazdu zakontraktował przewóz materiałów poprzez stronę internetową od zupełnie obcego dostawcy. Znano więc tak naprawdę jedynie oficjalną nazwę ładunku oraz adres dostawy. Samo krążenie pojazdu przez jedną dobę po Kraju Krasnodarskim dało najprawdopodobniej czas organizatorom zamachu na mówiąc kolokwialnie: „zwinięcie interesu" i zniknięcie, na przykład na terenie znajdującej się odległości około 300 km Gruzji.

Widok z monitoringu na ciężarówkę tuż przed jej wybuchem
Fot. Tweeter

Sam wjazd na most okazał się najmniejszym problemem. Nieprawdą jest bowiem to, że wszystkie pojazdy były dokładnie kontrolowane. W sieci opublikowano np. film w którym rosyjski kierowca ciężarówki uczy swojego kolegę, jak przejeżdżać posterunek kontrolny przy wjeździe na Most Kerczeński. Rosjanin skręcił więc po prostu na lewy pas omijając kilkupojazdową kolejkę, a gdy na jego drodze pojawił się ochroniarz nakazujący mu skręcić w prawo na sprawdzenie, powiedział „Paszoł w pi..." i pojechał prosto ignorując polecenie.

Drugim sposobem uniknięcia kontroli jest normalna w Rosji łapówka, która otwiera wszędzie drogę bez długiego przeszukiwania ciężarówek. Trzecim czynnikiem ułatwiającym wjazd na most była rutyna, która stępiała czujność osób kontrolujących na tyle, że po prostu nie chciało im się dokonywać dokładnej kontroli, wewnątrz jakby nie było "Federacji Rosyjskiej".

Czytaj też

Podobno odnaleziono już film, na którym widać jak kontener „wybuchowego pojazdu" jest otwierany i sprawdzany przed wjazdem na most. Robiła to tylko jedna osoba, a dwaj nadzorujący proces, uzbrojeni strażnicy nawet nie podeszli do ciągnika i jego ładunku. Kontrole zrobiono ostatecznie na tyle pobieżnie, że „bomba" pojechała dalej i wybuchła. Nie ma też żadnej informacji, by ciężarówkę sprawdzono skanerem, który ma być podobno na wyposażeniu służb ochrony mostu.

Czy bomba wybuchła za wcześnie?

Jest prawie pewne, że wybuch ładunku przewożonego przez ciężarówką nie był zainicjowany przez zapalnik czasowy. Nikt nie mógł bowiem przewidzieć, jak długo będzie trwał przejazd pojazdu do Mostu Kerczeńskiego i ile będzie trwała jego odprawa na punkcie kontrolnym ze względu na kolejkę. O wiele bardziej prawdopodobne jest zastosowanie wyzwalacza analizującego pozycję ciężarówki. Kontener był bowiem przewożony przez nierosyjski ciągnik siodłowy, wyposażony w system nawigacji satelitarnej GPS. Dzięki prostemu systemowi wykorzystującemu telefonię komórkową, widziano więc na zewnątrz cały czas i z dużą dokładnością, gdzie w danym momencie znajduje się pojazd i jakie czynności wykonuje.

Najprostszym rozwiązaniem byłoby oczywiście, gdyby doszło do ataku samobójczego, a więc to kierowca decydował o momencie ataku. Jest to jednak mało prawdopodobne i to z trzech powodów. Po pierwsze kierowca nie był: ani Ukraińcem, ani islamskim radykałem. Po drugie jego zachowanie w czasie kontroli nie wskazywało na jakiekolwiek zdenerwowanie, a jedynie na zmęczenie. No i najważniejsze - wybuch na moście nie nastąpił w optymalnym momencie, a tak by było, gdyby inicjował go kierowca.

Czytaj też

Oczywiście nie wiadomo, jaki był rzeczywisty, zaplanowany punkt eksplozji. Jednak od razu można zauważyć, że ładunek eksplodował kilkaset metrów przed najważniejszym miejscem całej przeprawy, a więc wyniesionymi w górę dwoma przęsłami, tworzącymi charakterystyczny dla Mostu Kerczeńskiego, najwyżej położony, most łukowy.

Zdjęcie satelitarne Mostu Kerczeńskiego z zaznaczonym, przybliżonym miejscem eksplozji
Fot. European Space Agency/Wikipedia

To właśnie pod nim przebiega główny tor wodny dla statków i okrętów płynących z Morza Azowskiego na Morze Czarne i odwrotnie. Gdyby więc całą tą metalową konstrukcję udało się zwalić do wody, to nie tylko wyłączono by most, ale również zamkniętoby główne przejście pomiędzy obu morzami dla Floty Czarnomorskiej i statków handlowych (np. z rosyjskim lub ukradzionym z Ukrainy zbożem i węglem). Faktycznie odcięto by więc na długi czas Morze Azowskie. Wybuch był bowiem na tyle silny, że w obudowanej metalowymi elementami przestrzeni dokonałby zniszczeń nie tylko na moście drogowym, ale również na kolejowym, który w części „pod łukami" znajdował się na tym samym poziomie i tuż obok.

Rosjanie mieli więc ogromne szczęście w nieszczęściu, podobnie zresztą jak i działający za wcześnie zamachowcy. W momencie wybuchu, na znajdującym się powyżej torze kolejowym, znajdował się bowiem pociąg z cysternami, co niezamierzenie pozwoliło przenieść efekt eksplozji również na sąsiedni szlak kolejowy. Oczywiście mogło to być zaplanowane, jednak takie intencjonalne zsynchronizowanie ataku na odległość byłoby bardzo trudne, chociaż przy obecnej technice wcale nie niemożliwe.

System ochrony czyli „pic na wodę"

Wybuch na Moście Kerczeńskim po raz kolejny pokazał, jak daleko prawda mija się z wszechobecną w Rosji, kremlowską propagandą. Inwestycja, która miała być symbolem wielkości Putina nagle została uszkodzona przez wybuch jednej ciężarówki. Zawiodła więc sama konstrukcja, ale przede wszystkim kosztujący miliony dolarów system bezpieczeństwa.

Tak samo mało warty jest prawdopodobnie kompleks zabezpieczeń przed intencjonalnym atakiem wojskowym, stworzony po wybuchu wojny z Ukrainą. Rosjanie założyli bowiem, że ewentualny przeciwnik uderzy na most uzbrojeniem o parametrach zbliżonych do ich własnych rakiet oraz bomb. Dowodem na to może być ogromna barka, obwieszona dużą ilością topornych odbijaczy kątowych, którą rosyjska marynarka wojenna zacumowała w pobliżu mostu nad „azowskim" torem wodnym. Takie odbijacze mają bardzo dużą skuteczną powierzchnię odbicia i rzeczywiście mogą zasymulować duży obiekt metalowy, kryjąc w swoim „cieniu" obiekt właściwy.

Czytaj też

Jest to jednak rozwiązanie dobre w odniesieniu do amunicji precyzyjnej starszej generacji, której analogowa głowica naprowadzająca rzeczywiście może zostać zmylona i przerzucić się na cel pozorny z większym odbiciem radiolokacyjnym. Nowoczesne systemy naprowadzania radarowego pocisków zachodnich są jednak na tyle inteligentne, że nie dają się oszukać i uderzą w obiekt o ściśle określonej charakterystyce. A takiej, konkretnej charakterystyki toporna, „ruska barka" na pewno nie zasymuluje.

Fot. Twitter

Większość zachodnich pocisków dalekiego zasięgu do ataku na cele lądowe nie wykorzystuje dodatkowo naprowadzającej głowicy radarowej. Taki radar zwiększa bowiem o ponad jedną trzecią koszty pocisku oraz zajmuje miejsce, które można byłoby wykorzystać np. do zwiększenia głowicy bojowej lub zapasu paliwa. Stąd radiolokacyjne systemy naprowadzania stosuje się głównie w amunicji przeciwlotniczej i przeciwokrętowej, natomiast w odniesieniu do stacjonarnych celów lądowych wykorzystuje się przede wszystkim naprowadzanie na pozycję (np. według GPS). Tak działają również wyrzutnie HIMARS i w ich przypadku rosyjska barka byłaby kompletnie nieprzydatna.

System zabezpieczenia Mostu Kerczeńskiego obejmuje także rakietowo-artyleryjskie zestawy przeciwlotnicze. Ukraińskie ataki na lotniska Krymu i port w Sewastopolu pokazały jednak, że rosyjskie systemy przeciwlotnicze nie są skuteczne w odniesieniu do nowoczesnych pocisków zachodnich, atakujących dodatkowo torem balistycznym i z dużą prędkością (jak w przypadku systemów HIMARS). Gdyby więc Ukraińcy mieli amunicję o odpowiednim zasięgu, to ich atak na Most Kerczeński mógłby się zakończyć sukcesem.

Nie byłby on jednak na pewno tak spektakularny jak wybuch ciężarówki wyładowanej prawdopodobnie kilkunastoma tonami bardzo silnego ładunku wybuchowego i wykorzystanie wszechobecnego w Rosji bałaganu.

Czytaj też

Komentarze (12)

  1. "Pułkownik" Michał

    Czy wybuch na jedni byłby tak niszczycielski? W necie jest filmik pokazujacy, że gdy ta ciężarówka tam przejeżdża, coś innego wpływa pod most i następuje eksplozja. Wydaje mi się zatem, że bardziej prawdopodobnym jest scenariusz, że sprawcy wprowadzili pod most jakąś wypakowaną amunicją łódź/barkę. A to, że niezidentyfikowana jednostka wpłynęła pod most... jeszcze bardziej obciąża Rosjan ukazując skalę niekompetencji i tego jak olewają swe obowiązki.

    1. Shev

      Panie Michale jakby tam wybuchło cos na wodzie to byłaby potezna fala weody rozchodzaca się z centrum eksplozji. Tu szybciej uderzyły pociski manewrujace i oberwało sie przypadkiem ciężarówce Albo to była sama ciężarówka tyle że wyładowana po brzegi raczej czymś dość wybuchowym.

    2. "Pułkownik" Michał

      #Shev sęk w tym że tam na nagraniu można zaobserwować podmuch wody. Początkowo ja też stawiałem na uderzenie rakiety. Lecz to nagranie... zmieniło mój pogląd. Szczególnie, że specjaliści pewnie potrafiliby ukierunkować wybuch w górę ku konstrukcji mostu. Z uwagi na ciasnotę wybuch pod mostem jest bardziej niszczycielski niż wybuch na jezdni. Tam siła eksplozji ma się gdzie rozpraszać. A pod mostem już nie bardzo, przez co znacznie bardziej narusza konstrukcję.

    3. wert

      na zdjęciach sat masz osmalenia na asfalcie drugiej nitki. Od spodu brak co jednoznacznie wskazuje na eksplozję na powierzchni asfaltu lub nad nim. Słupy betonowe pracują przy silnym wietrze, jak masz możliwość wejścia na wieżę obserwacyjną to poczujesz. Dużo silniejsza fala uderzeniowa po prostu zrzuciła przęsło dalej. Przęsła nie są kotwiczone w podpory, musi być dylatacja, tam gdzie doszło do większego przesunięcia przęsła względem słupa tam spadło

  2. GB

    Panie autorze, dziś widziałem kolejne zdjęcie Mostu Krymskiego i już nie wiem ile było tych wybuchów. Na zdjęciu widać tak jak w artykule zniszczony odcinek dwa przęsła i uszkodzone 3 podpory, ale do tego widać kilkadziesiąt metrów dalej kolejne zniszczenie przynajmniej jednego przęsła. O ile zdjęcie jest prawdziwe to musiały być. 1 wybuch ciężarówki 2. Wybuch czegoś jeszcze. Nie wiem już co o tym myśleć.

    1. usart

      Pod wpływem wybuchu przez jezdnie mostu przechodziła fala. W miejscu osłabionym przez ruską fuszerkę budowlaną, przęsło runeło. Mogło to być w pewnej odległości od wybuchu.

  3. Valdi

    The Washington post donosi o nowych czystkach tym razem w GRU, podłożem most i jego 2 przęsła. Widoczna niedbałość FSB która pilnowała mostu została udowodniona po raz drugi. Pierwszy to był plan inwazji. Wniosek redakcji że to GRU była wykonawcą Zgadzam się z moimi kolegami mówiącymi że GRU dokonała fuszerki

  4. slykov

    Artykuł rzeczowy. W komentarzach natomiast pełno ludzi wypowiadających się niedorzecznie na tematy budowlane, ("bo ja widziałem na zdjeciu") szukający teorii kolejnego wybuchu etc. Ręce opadają jak się to czyta. Był wybuch. Most się zawalił. Z kolejnych podpór ustrój nośny ześlizgnął się z łożysk pod wpływem własnego ciężaru. Tyle w temacie. Nie ma tutaj drugiego dna, czy teorii spiskowej. Pozdrawiam

    1. GB

      Wystarczy trochę poszperać w necie szczególnie szukać zdjęć satelitarnych firmy Maxer, to byś już wiedział że mogły być dwa wybuchy. Kolejne zniszczone przeslo jest kilkadziesiąt metrow od tych dwóch zawalonych i co więcej oddzielają je niezawalone przęsła. Tak więc ignorancji szukaj u siebie ignorancie.

  5. DBA

    Uwaga na temat temperatury płonacych cystern kolejowych: Widzac zdjecia ze "spłaszczonymi" szynami kolejowymi w miejscu połozenia kół wagonów mozna przypuszczać, że szyny były poddane temperaturze przeróbki plastycznej, czyli ponad 1000 st C i takiej też temperaturze była poddana konstrukcja żelbetowa mostu. Dodatkowo - ilość spalonej benzyny z tych kilku cystern to wartość energii cieplnej jaką otrzymał w sumie niewielki odcinek mostu ( niewielki bo żelbet jest kiepskim przewodnikiem cieplnym). Dlatego stawiam na przegrzanie stali zbrojenia + pękniecia osnowy betonowej (gasząc pożar lali na konstrukcję wodę!). Jeżeli była to konstrukcja sprzężana to znaczaco obnizyła się wytrzymałość . Oczywiście nie zawali się to od razu, nawet przejedzie sporo pociagów, ale jak nic nie bedą robili to czeka nas piekna katastrofa budowlana z widowiskowym spadaniem czołgów i platform kolejowych do morza

    1. arokey

      W punkt :-), teraz tylko czekać, nic nie trzeba robić, a zawalić się zawali jeżeli nie wymienią przęseł kolejowych.

  6. GB

    1. Widziałem już filmiki z motorówka pod mostem, ale to mało realne bo tam było kilkanaście ton ładunku a motorówka tyle nie weźmie. Duża barkę by zatrzymali. 2. Widziałem też filmik z 2 rakietami uderzającymi w most, ale przecież Ukraina nie ma takich, a nawet jak NATO ma Tomahawki to one mają za słabe glowicę aby dokonać takich zniszczeń. 3. To musiałyby być bomby o masie minimum 2 tony każda, a zatem przenoszone przez myśliwce pokroju F-15E, czy podobne, lub bombowce B-2, też nierealne.

  7. Ma_XX

    jest nowe wersja - to nie ta ciężarówka wybuchła bo ona była kontrolowana tylko ten bus co był obok a o dziwo tropy wiodą do Czeczenii

  8. dżon

    Przecież już po dokładnym obejrzeniu filmiku z momentu wybuchu, wyraźnie było widać, że przed totalną eksplozją był widoczny rozbłysk światła, który nie pochodził z eksplozji ciężarówki.. Poza tym fala uderzeniowa szła od prawej strony. Zatem można założyć, że wybuch nie spowodowała detonacja ładunku na ciężarówce a rakieta. Jeżeli się mylę to proszę autora o wyjaśnienie wcześniejszego rozbłysku (przed główną eksplozją)

    1. dżon

      ... bo moim zdaniem , pierwszy rozbłysk to trafienie rakietą w skład pociągu (czego oczywiście nie widać w kadrze filmu) a dopiero chwilę później jest wybuch od uderzenia rakietą w konstrukcję mostu i wybuch jego części na której znajdowała się ta ciężarówka

  9. szczebelek

    Przecież wiadomo, że to zagrywka FSB...

  10. Gregorius6

    spartolili jak zwykle, a dostają za to jak za dobrze wykonane

  11. DIM1

    "Oczywiście mogło to być zaplanowane, jednak takie intencjonalne zsynchronizowanie ataku na odległość byłoby bardzo trudne," - wystarczy jechać, w bezpiecznej, ale niedużej odległości, za tą ciężarówką, jakimś innym autem.

  12. DIM1

    Nie bardzo chce się całość czytać (ach, to "polskie analizowanie"), Ale ! Dla mnie najbardziej prawdopodobne jest, że zamachowiec załatwić miał nadzieję dwa mosty, zamiast jednego. Wszak nadarzyła się okazja przejeżdżającego obok pociągu z paliwem - zamachowiec (zdalnie) dokonał tej detonacji, gdy tylko ciężarówka znalazła się pośrodku długości pociągu. Dokładnie pośrodku długości pociągu (tak się przynajmniej wydaje). I kropka. A jak wytrzymałość przegrzanych stalowych przęseł ? Ależ poczekajmy z wnioskami do mrozów, Panowie !