Przemysł Zbrojeniowy

Ścieżki do Borsuka: Polskie modernizacje BWP [ANALIZA]

Bojowy wóz piechoty BWP-1
Fot. Jarosław Ciślak/defence24.pl

Nowy, Pływający Bojowy Wóz Piechoty Borsuk, opracowywany w ramach konsorcjum kierowanego przez Hutę Stalowa Wola, ma stać się podstawowym wyposażeniem polskich Wojsk Zmechanizowanych. To pierwszy w historii polski pojazd tej klasy. Warto jednak przypomnieć, że już wcześniej w Polsce, w tym w HSW, podejmowano próbynie tylko modernizacji BWP-1, ale też stworzenia zupełnie nowych wozów. Zapraszamy na dwuczęściowy cykl artykułów „Ścieżki do Borsuka".

Wojna na Ukrainie - raport specjalny Defence24.pl

Od 4 lipca, o czym informowaliśmy, trwają badania kwalifikacyjne prototypu Nowego Pływającego Bojowego Wozu Piechoty, opracowywanego, w ramach pracy rozwojowej o kryptonimie Borsuk, przez konsorcjum spółek pod kierownictwem Huty Stalowa Wola SA w ramach projektu NCBiR. Jednocześnie w HSW SA trwają prace nad budową czterech przedseryjnych egzemplarzy, które zostaną przekazane wojsku do dodatkowych testów w ramach procedury znanej kiedyś jako tzw. eksploatacja nadzorowana. Pozwoli to na wypracowanie ewentualnych sugestii zmian lub uwag czynionych z perspektywy przyszłego użytkownika Borsuków, które w połączeniu z zaleceniami z badań kwalifikacyjnych umożliwią zakończenie w możliwie najkrótszym czasie rozwoju konstrukcji przed skierowaniem jej do produkcji seryjnej. Decyzja w tej sprawie spodziewana jest najpóźniej w 2024 r.

YouTube cover video

Wszystko to powinno doprowadzić do przecięcia w najbliższych kilku-kilkunastu miesiącach trwającej ponad 30 lat niemocy w sprawie zapewnienia Siłom Zbrojnym RP nowoczesnego, odpowiadającego wymogom współczesnego pola walki, bojowego wozu piechoty. Za taki żadną miarą nie może być uznawany pojazd mający swe korzenie jeszcze w doktrynie wojskowej i wiedzy inżynierskiej oraz technologiach końca lat 50. ubiegłego stulecia. Siły Zbrojne RP mają formalnie „na stanie" ponad tysiąc takich wozów.

Dodajmy, że jeszcze niedawno wydawało się, że "bewupy" będą modernizowane, po tym jak około 2019 roku powrócono do analizowania koncepcji modernizacji BWP-1. Te pojawiały się od lat 90. XX wieku. W odpowiedzi na pytania Defence24.pl rzecznik Agencji Uzbrojenia ppłk Krzysztof Płatek poinformował jednak: "Przeprowadzone w resorcie obrony narodowej analizy wykazały, że realizacja zadania dotyczącego modernizacji BWP-1 byłaby nieracjonalna ze względów, czasowych, funkcjonalnych i ekonomicznych". Warto więc prześledzić historię, która prowadzi od wprowadzenia BWP-1... do wprowadzenia zupełnie nowego (nowych?) BWP.

BWP-1 (Bojowy Wóz Piechoty, nazwa nadana w Polsce była prostym przełożeniem na nasz język rosyjskojęzycznego określenia BMP-1, czyli Боевая Машина Пехоты = Bojewaja Maszina Piechoty), bo o nim mowa, w momencie swego pojawienia się stał się rozwiązaniem na wskroś nowatorskim, wręcz epokowym. Miał spełnić wszelkie oczekiwania wojskowych strategów, opierające się na rozwinięciu doświadczeń Armii Czerwonej z decydującej fazy II wojny światowej. Czyli tych, w których silne ugrupowania pancerne, dysponujące potężnym wsparciem artylerii, zdolne były do wykonywania złożonych i szybkich manewrów na znacznym obszarze operacyjnym odpowiadającym swoimi cechami geograficznymi równinom środkowej Europy, nasyconych licznymi przeszkodami wodnymi.

Czytaj też

Zimnowojenna, zdecydowanie ofensywna doktryna Kremla, zakładająca „wyzwalanie" Europy Zachodniej z wykorzystaniem miażdżącej przewagi w siłach konwencjonalnych, zakładała nie tylko rozwój morskich i lotniczych sił desantowych, ale także m.in. nadanie siłom lądowym znacznych, niemożliwych jeszcze do osiągnięcia w latach II wojny światowej, zdolności do uzyskiwania swobody manewru operacyjnego bez konieczności angażowania w pierwszej fazie ofensywy i zdobywania terenu, np. przyczółków, skomplikowanych środków przeprawowych. W tym okresie, od drugiej połowy lat 50., zaczęto intensywnie rozwijać zdolne do samodzielnego pokonywania przeszkód wodnych wszystkie kategorie pojazdów bojowych, czyli kołowe (BTR-60) i gąsienicowe (BTR-50P) transportery opancerzone, pojazdy rozpoznawcze i patrolowe (BRDM), lekkie czołgi (PT-76), a nawet środki wsparcia artyleryjskiego (sh 122 mm 2S1 Goździk) oraz, nieco później, pojazdy wsparcia bojowego przeznaczone dla jednostek powietrzno-desantowych (BMD-1 i kolejne). Do przerzutu przez przeszkody wodne pojazdów, których nie dało się „nauczyć pływać", takich jak chociażby ciężarówki z zaopatrzeniem, pojazdy sztabowe, pomocnicze, inżynieryjne itp., skonstruowano transportery amfibijne PTS, zaś dla czołgów opracowano – wymagającą wszakże dobrego rozpoznania terenu i przygotowania punktów przeprawowych – technikę przeprawiania się po dnie rzek.

BMP-1 stał się bardzo istotnym uzupełnieniem i rozwinięciem zdolności, jakie Armia Radziecka, a następnie rozwijane w znacznej mierze na jej podobieństwo sojusznicze siły zbrojne państw Układu Warszawskiego, posiadły pod koniec wojny i rozbudowywały od lat powojennych. Ich zadaniem z założenia miało być umożliwienie skutecznego wspierania w działaniach uderzeniowych przez piechotę zmechanizowaną silnych ugrupowań masowo wprowadzanego na uzbrojenie od lat 50. czołgu średniego T-54, a następnie T-55. O ile jednak zadaniem klasycznych transporterów opancerzonych miało być przede wszystkim dostarczenie piechoty w rejon walk, o tyle BMP-1 był obarczony znacznie ambitniejszymi zadaniami. Wywiedziono je nieomal bezpośrednio z opracowanych jeszcze w 1950 r. przez Główne Szefostwo Wojsk Pancernych Armii Radzieckiej wytycznych i wymagań taktyczno-technicznych dla czołgu średniego T-54, oraz poszerzono o analizy taktyki piechoty na przypuszczalnym, już „atomowym", przyszłym polu walki.

Powstały bardzo precyzyjnie określone założenia taktyki działania piechoty, a to określiło wymagania wobec przyszłej BMP. Stąd wzięła się koncepcja, firmowana przez Komitet Naukowo-Techniczny Głównego Szefostwa Wojsk Pancernych Armii Radzieckiej, Naukowo-Badawczy Instytut Wojsk Pancernych w Kubince i Akademię Wojskową Wojsk Pancernych Armii Radzieckiej, aby piechocie mającej osłaniać i wspierać działanie czołgów, zapewnić wsparcie pojazdu bojowego łączącego cechy transportera opancerzonego oraz silnego środka wsparcia ogniowego. Koncepcja ta, całkiem słusznie, uwzględniała wzrost znaczenia na polu walki zupełnie nowego jakościowo środka zwalczania broni pancernej, czyli kierowanych przeciwpancernych pocisków rakietowych. Koncepcja powstała pod koniec lat 50., prace nad jej wdrożeniem w życie zlecono kilku biurom projektowym (Wołgogradzkie/Stalingradzkie Zakłady Ciągnikowe, Czelabińskie Zakłady Ciągnikowe, a także zespoły konstrukcyjne z Rubcowska, Briańska i Kurganu) oraz licznym instytucjom naukowym.

Bez wdawania się w dość skomplikowaną materię przebiegu konkursu i jego oceny: ostatecznie w grudniu 1962 r. Państwowy Komitet do spraw Techniki Obronnej ZSRR zdecydował o ulokowaniu produkcji BMP w Czelabińskich Zakładach Ciągnikowych, a spośród przebadanych (testy prowadzono na poligonie w Rżewce i poligonie doświadczalnym w Kubince) prototypów o trakcji kołowej i gąsienicowej wybrano model opracowany przez Biuro Konstrukcyjne Wołgogradzkich Zakładów Ciągnikowych pod kierownictwem głównego konstruktora I. W. Gawałowa.

Strzelanie ppk Malutka z polskiego bwp-1
Fot. por. Marta Wieliczko, st. chor. sztab. Rafał Mniedło

BMP-1 dysponował cechami, które z marszu ulokowały go na topie nowej klasy pojazdów bojowych. O ile bojowe wozy piechoty powstające w krajach zachodnich zakładały wysoką ochronę załogi i desantu, a ich uzbrojenie nie odbiegało zasadniczo od uzbrojenia transporterów opancerzonych (najczęściej był nim półcalowy wkm Browning M2 lub jego odpowiednik), o tyle dla BMP-1 wykonano specjalnie zaprojektowany moduł uzbrojenia w postaci jednoosobowej wieży, uzbrojonej w gładkolufową niskociśnieniową armatę półautomatyczną 2A28 Grom kal. 73 mm (rozwinięcie ciężkiego granatnika przeciwpancernego SPG-9), wyrzutnię ppk 9M14 Malutka mogącej razić cele odległe do 3 tys. m i przebijać 400-450 mm pancerza, a także rkm PKT 7,62 mm do zwalczania siły żywej.

Taka kompozycja uzbrojenia była wypadkową licznych kompromisów: pocisk ppk 9M14 uzbrajał się dopiero po ok. 500 metrach od wyrzutni, więc cele położone bliżej miały być zwalczane przez armatę, której praktyczna skuteczność „kończyła się" na tych 500 metrach, choć formalnie sięgać miała nawet 1500 m (dla pocisków ppanc PG-15W) i 4500 m (dla pocisków odłamkowych OG-15W). Celność Groma była co najmniej problematyczna, jako że pocisk o masie 2,6 lub 3,7 kg, z uwagi na niską prędkość (290 lub 400 m/s) i dużą powierzchnię boczną, był wrażliwy na boczny wiatr. Ppk Malutka naprowadzany jest przewodowo, system naprowadzania jest dość skomplikowany, za dobrze wyszkolonego operatora uzbrojenia uznawało się takiego, który zaliczył ok. 4500 „strzałów" na symulatorze i w miarę regularnie podtrzymywał nawyki niezbędne do skutecznego prowadzenia pocisku. Ale i to nie gwarantowało 100-procentowej skuteczności.

Niemniej – w momencie wejścia do służby BMP-1 był znaczącym wsparciem dla własnych czołgów, silnym zagrożeniem dla każdego praktycznie czołgu armii NATO i był względnie bezpieczny dla załogi i desantu. Bezpieczeństwo zapewniała jednak nie silna ochrona balistyczna (wóz był odporny na trafienie pociskiem ppanc 12,7 mm z przodu i 7,62 mm z boków) i dość iluzoryczna ochrona przeciwminowa, ale cechy dynamiczne: wysoka prędkość i dzielność terenowa (prędkość 65 km/h, w terenie 50 km/h, na wodzie 10 km/h), wysoka manewrowość zapewniona przez dobrą relację pomiędzy mocą silnika a masą pojazdu, a przede wszystkim zwarta i niska sylwetka (wysokość całkowita zaledwie 2,15 m), ułatwiająca wykorzystywanie ukształtowania terenu oraz zarośli do maskowania się, ułatwiające okopywanie pojazdu w zasadzkach itp.), a nade wszystko – utrudniająca przeciwnikowi celowanie. Zapewnienie pływalności i zdolności pokonywania przeszkód wodnych bez przygotowania było zasługą niskiej masy wozu, nieprzekraczającej 13,5 tony w konfiguracji bojowej. Ceną za tę ważną zaletę było jednak słabe opancerzenie, droga i skomplikowana konstrukcja (wykorzystanie w dużym zakresie utwardzanego aluminium) i nędzny z dzisiejszej perspektywy komfort pracy załogi i desantu. To jednak niespecjalnie dziwi; konstruktorzy z ZSRR i ich zleceniodawcy tym się akurat nigdy nie przejmowali nadmiernie...

Czytaj też

YouTube cover video

Rozwój BWP w armiach zachodnich był dokładnie odwrotny: stawiano na wysoką odporność balistyczną oraz bezpieczeństwo i ergonomię warunków pracy załogi, pomijając praktycznie całkowicie zbędny do spodziewanych działań obronnych aspekt pływalności. Przykłady: skonstruowany znacznie później niż radziecki wóz BWP Bradley – 22,5 tony, blisko 3 m wysokości, BWP Marder – ponad 28 ton w pierwszych wariantach, także prawie 3 m wysokości, BWP Warrior – ponad 28 ton, 2,7 m wysokości, w końcu – współczesny i młodszy o generację od BMP-1 szwedzki CV90 – masa bojowa do 40 ton... Wyjątkiem od tej reguły jest francuski AMX-10 z masą bojową rzędu 14,5 tony, ale zbliżony jest on koncepcyjnie do BMP-1, bowiem jest to pojazd pływający, i także zabiera 8-osobowy desant.

Pomimo formalnej niechęci do wschodniej doktryny wojskowej, która zrodziła BMP-1, prób opracowania pływających BWP Zachód podejmował kilka, ale – poza AMX-10 – kończyły się one porażką (podobno pierwotne założenia dla CV-90 także mówiły o wymogu pływalności, ale konstruktorzy musieli wywiesić białą flagę...) albo dość dziwacznymi półśrodkami, takimi jak dodatkowe pływaki wypornościowe dopinane do wozu lub nadmuchiwane dla sforsowania przeszkody wodnej (koreański K-21, niektóre rozwiązania chińskie). W swojej klasie BMP-1 i następcy, BMP-2 i BMP-3 oraz ich mutacje dla desantu powietrznego, pozostali niezagrożonymi liderami.

BMP-1 stał się w pewnym sensie ofiarą geniuszu swoich twórców, którzy w najmniejszej możliwej objętości upakowali co tylko było możliwe. Dzięki temu wóz jest trudny do wykrycia i trafienia, ale jest też trudny do głębokiej modernizacji
Fot. Jerzy Reszczyński

Niewiele brakowało, aby polski przemysł obronny „wszedł" w produkcję licencyjną BMP-1. W Hucie Stalowa Wola wybudowano dla potrzeb produkcji licencyjnej TB-40, bo taki kryptonim otrzymała polska wersja BMP-1 (od Transporter Bojowy), nowoczesny obiekt produkcyjny, w ok. 80-90 proc. zaawansowane było tłumaczenie dokumentacji technicznej i technologicznej do produkcji licencyjnej, kiedy... odtrąbiono odwrót. Na szczeblu Układu Warszawskiego (czytaj: na Kremlu...) zapaść miały decyzje o charakterze politycznym, że to nie Polska, ale Czechosłowacja otrzyma prawa do produkcji nowoczesnego środka walki. Podobno motywacją była chęć „zadośćuczynienia" bratniej Czechosłowacji za to, co wojska Układu Warszawskiego uczyniły w sierpniu 1968 r. najeżdżając ten kraj i doprowadzając do zmiany rządu na promoskiewski i zdławienia prób wyjścia spod buta Moskwy. Można z tą tezą dyskutować, jako że decyzje o licencji miały zostać podjęte wcześniej, w 1966 r., ale po „praskiej wiośnie" zostały zawieszone, a w 1967 r. oznajmiono, a licencję otrzymają Polska i Rumunia.

Później decyzję zmieniono. Ulokowanie w Czechosłowacji produkcji nowoczesnej i ważnej broni miało być dowodem zaufania, jakim władze tego kraju znów cieszą się w Moskwie. Według jednej ze spiskowych teorii, w pewnym sensie podtrzymanej przez publikację prof. Andrzeja Chojnowskiego, decyzję w sprawie TB-40 miał zablokować (ma to potwierdzać protokół z posiedzenia w Komitecie Centralnym PZPR z 25 lutego 1969 r.) osobiście ówczesny I sekretarz PZPR Władysław Gomułka, którego miano pominąć przy podejmowaniu decyzji, a który sprzeciwiał się zwiększaniu wydatków na zbrojenia w ogóle, co budziło ostry gniew na Kremlu. Gomułka zapłacić miał za to utratą władzy w grudniu 1970 r., po tzw. wydarzeniach grudniowych na Wybrzeżu. Czy tak faktycznie było? Można dyskutować.

Pogomułkowskie władze PRL bynajmniej nie wyrywały się z decyzjami o nowych uruchomieniach produkcji wojskowej, o czym świadczy najlepiej fakt, iż – to był równie strategiczny dla Układu Warszawskiego jak BMP-1 produkt – licencyjną produkcję czołgu podstawowego T-72 uruchomiono w Polsce dopiero w 1981 r. Tyle, że BMP-1 i inny sprzęt bojowy, z wyjątkiem produkowanego we współpracy z Czechosłowację KTO SKOT, kupowaliśmy u sojuszników, głównie w ZSRR. W przypadku BWP-1 dostawcą wozów był przemysł czechosłowacki. Dostawy do Polski rozpoczęto w 1973 r., do 1980 r. dostarczono 629 wozów, a kolejną partię 668 BVP-1 (taką nazwę nosił czechosłowacki licencyjny BMP-1) dostarczono w latach 1981-1988. Łącznie na uzbrojeniu Wojska Polskiego znalazło się aż 1297 egz. BWP-1. W ogóle Czechosłowacja stała się głównym dostawcą BMP-1 dla Układu Warszawskiego, zbudowano tutaj najprawdopodobniej ponad 17 tys. spośród ponad 22 tys. ogółem wyprodukowanych pojazdów tego typu, których użytkownikami stało się łącznie co najmniej 30 krajów nieomal całego świata. Polska oferta współpracy produkcyjnej przy BVP-1 została odrzucona, według jednych źródeł z powodu złych doświadczeń przy produkcji SKOT-a, według innych – bo w Pradze dobrze pamiętano niedawny udział Polski w Operacji Dunaj...

Czytaj też

Mówi się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło... Odwrót od produkcji TB-40 w ogólnym rozrachunku i długookresowej perspektywie wyszedł na zdrowie i polskiej zbrojeniówce, i HSW. Potężny wówczas kombinat, jakim była HSW, korzystając z atmosfery "prozachodniego" kursu ekipy Gierka, nawiązał kontakty z licznymi zachodnimi firmami, i dzięki temu rozwiązał problem zagospodarowania nowoczesnego obiektu produkcyjnego, w którym miał powstawać polski BWP. Do programu produkcyjnego HSW weszły zachodniej konstrukcji maszyny budowlane, ich eksport zaczął przynosić firmie prawdziwe pieniądze, a nie zabawne ruble transferowe. Pozwoliło to pozyskiwać środki finansowe na niezależny z pewnym stopniu od decyzji władz centralnych proces modernizacji technicznej zakładów HSW, import zachodnich maszyn, technologii, aparatury kontrolno-pomiarowej itp.

Współpraca z firmami Coles, Jones, Stetter, Harvester, Komatsu, Dresser i innymi dostarczyła HSW nie tylko licznych zastrzyków nowoczesnych technologii, ale też pozwoliła przyswoić przejmowane z zachodnich firm systemy organizacji produkcji oraz struktury przedsiębiorstwa, kontroli jakości, obiegu pieniądza. To zaprocentowało w przyszłości na wielu poziomach. Nowocześniejsza i o co najmniej rząd wielkości efektywniejsza niż w większości polskich firm organizacja struktur przedsiębiorstwa, skuteczne procedury zarządzania produkcją i logistyką niezbędne dla panowania nad silnie rozkooperowanymi powiązaniami z partnerami w kraju i za granicą, wysoka dyscyplina techniczna, standardy organizacji produkcji, kontroli jakości itp., okazały się nieocenione, kiedy HSW znów skupiła się na produkcji wojskowej.

Ponadto, kiedy w 2012 r. cały niedochodowy wówczas pion produkcji sprzętu budowlanego (w sprzedaży tego sprzętu na krajowym rynku nie pomogły finansowane przez UE gigantyczne inwestycje np. w infrastrukturę drogową, na budowach dróg pracował prawie wyłącznie zachodni sprzęt...) sprzedano chińskiemu inwestorowi, pozyskane tą drogą pieniądze HSW, za zgodą ówczesnego rządu oczywiście, w całości przeznaczyła na rozwój swoich kompetencji w produkcji wojskowej. W pierwszej kolejności – na zakup od syndyka spółki Jelcz-Komponenty, którą w kilka lat HSW przekształciła w wiodącego dostawcę sprzętu samochodowego dla wojska.

Czytaj też

Pozwoliło to stworzyć spółce stabilny fundament pod obecną jej pozycję, w tym – pod programy modernizacji i rozbudowy lufowni, inwestycje w nowoczesne zrobotyzowane systemy spawalnicze i centra obróbcze, oraz akwizycję kolejnych zakładów, takich jak Autosan i WZInż w Dęblinie. Nade wszystko – pozwoliło spółce uzyskać komfort finansowy, niezbędny do angażowania własnych środków finansowych w – teoretycznie – finansowane przez rząd i jego instytucje, takie jak NCBR, centralne programy, cierpiące latami na syndrom permanentnego niedofinansowania. Gdyby nie to, że HSW inwestuje własne pieniądze w takie programy jak choćby ZSSW-30 czy NP BWP Borsuk, wolelibyśmy nie myśleć, w jakim miejscu byłyby one obecnie...

Przydługie zapewne wprowadzenie, głównie dotyczące BWP-1, jest konieczne, aby zrozumieć przynajmniej część okoliczności, za sprawą których jakiekolwiek próby modernizacji tego systemu uzbrojenia, albo „wyskoczenia" z niego, napotykały na przeróżnego rodzaju opory i przeszkody, których splot złożył się na co najmniej 30-letnią niemoc decyzyjną. Ułatwi być może także zrozumienie, jak doszło do tego, że sprawa pozyskania następcy BWP-1 ma taki, a nie inny finał.

Fot. 16 Pomorska Dywizja Zmechanizowana

Przełom ustrojowy, jaki dokonał się w Polsce w 1989 r. otworzył naszemu krajowi drogę do diametralnej reorientacji dotychczasowych powiązań geopolitycznych i szukania nowych dróg poprawy standardu życia w kraju i zbliżania się do krajów Zachodu. Konsekwencją tego stanu rzeczy była strategiczna decyzja o przyjęcie kursu na wstąpienie do zachodnich struktur wojskowych (NATO) i polityczno-gospodarczych (UE). W pewnym sensie nie mieliśmy wyboru: Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (taki wschodni „ekwiwalent" EWG/UE) została rozwiązana w czerwcu 1991 r., Układ Warszawski – w lipcu 1991 r., ZSRR ostatecznie upadł w grudniu 1991 r.

Polsce z jednej strony otworzyła się historyczna szansa wyrwania się spod niechcianych wpływów Moskwy, a z drugiej – nie mogła sobie pozwolić na to, by kraj o takim położeniu geograficznym był „niczyj", czyli nie był związany z którymkolwiek z globalnych graczy, i w tym powiązaniu nie upatrywał podstaw swojego bezpieczeństwa militarnego i ekonomicznego. Wybór był oczywisty: NATO i UE. Dokonały go zresztą wszystkie nieradzieckie kraje dawnego „obozu socjalistycznego", chociażby Bułgaria i Rumunia. W strefie wpływów Rosji pozostały w tym regionie tylko dawne wybrane republiki ZSRR: Białoruś i Ukraina.

Z punktu widzenia przynależności do NATO, sfinalizowanej formalnie przyjęciem do paktu w 1999 r., lista koniecznych do spełnienia warunków była gigantyczna. Składały się na nią niezbędne reformy strukturalne w wojsku, głównie wymiana struktur dowodzenia i częściowa wymiana kadr, ale nie mniej ważna była także stopniowa wymiana wyposażenia technicznego oraz odchodzenie od sprzętu i uzbrojenia, pozyskiwanego z myślą o spełnianiu wymagań wschodniego „Wielkiego Brata" i jego doktryny militarnej. Dotyczyło to także Wojsk Lądowych, których ważnym komponentem były wojska pancerne i zmechanizowane. Zmiana doktryny, a więc o zredefiniowanie celów, jakie były stawiane tym formacjom, aby stały się one spójne z zadaniami i celami NATO, musiała postawić pytanie o to, jak, w jakim tempie i w jakich kierunkach modernizować sprzęt. W tym – także stanowiące poważną, przynajmniej nominalnie, siłę w NATO grupę pojazdów takich jak bojowe wozy piechoty.

Epoka BMP-1 w Siłach Zbrojnych RPdefinitywnie kończy się, podobnie jak epoka czołgów T-72 i ich polskiej modyfikacji, PT-91. Te czołgi, podobnie jak część BWP-1, kończą swą karierę w WP na stepach Ukrainy.
Fot. Jerzy Reszczyński

Działania w tym kierunku były inicjowane, zanim jeszcze formalnie do NATO wstąpiliśmy. Interes w tym miało zarówno wojsko, jak i przemysł zbrojeniowy, w okresie transformacji ustrojowej stojący na krawędzi niebytu. Otwieranie się Polski na Zachód stwarzało szansę na ratowanie tego przemysłu poprzez wchodzenie w różnego rodzaju alianse z zachodnimi firmami, pozyskiwanie w ten sposób gotowych rozwiązań konstrukcyjnych łączonych następnie z tym, co wojsko już posiadało, i proponowanie ich wojskowym, zanim ci... podpiszą umowy na zakup gotowych rozwiązań za granicą. Zachodni potentaci zbrojeniowi, co zrozumiałe, widzieli w tej sytuacji oczywiste szanse dla siebie, intensywnie lobbowali w interesie własnych ofert, a tam, gdzie nie było widoków na sprzedaż gotowych rozwiązań – okazywali dużą aktywność i elastyczność we wchodzeniu w powiązania z polskimi firmami i oferowania im współpracy przy modernizacji tych systemów uzbrojenia Wojska Polskiego, których kompleksowa wymiana była nierealna.

O ile więc polskie władze decydowały się np. na zakup za granicą samolotów wielozadaniowych, o tyle nie wchodziło w grę rozwiązanie tą drogą problemu czołgu podstawowego czy BWP. Było oczywiste, że państwo nie szarpnie się w dającej się przewidzieć perspektywie czasowej na wymianę liczonej w tysiącach sztuk armady w miarę jeszcze nowoczesnych (dostawy BWP-1 do Wojska Polskiego zakończono w 1988 r.) pojazdów bojowych. Te systemy uzbrojenia można było, z udziałem zachodnich firm lub bez niego, modernizować. I taką potrzebę i strategiczny kierunek już w 1991 r. miały wskazać wytyczne Sztabu Generalnego WP, świadomego faktu, iż podstawowy wóz bojowy wojska, BWP-1, starzeje się bardzo szybko, ustępując zachodnim odpowiednikom.

Epoka BMP-1 w Siłach Zbrojnych RP definitywnie kończy się, podobnie jak epoka czołgów T-72 i ich polskiej modyfikacji, PT-91. Te czołgi, podobnie jak część BWP-1, kończą swą karierę w WP na stepach Ukrain
Fot. Jerzy Reszczyński

Taka jest teoria...

A praktyka? Skupmy się na moment na trwającej trzy dekady bezproduktywnej w zasadzie szamotaninie wokół BWP-1, których w momencie wstąpienia do NATO posiadaliśmy ponad tysiąc. Pomijamy w tych analizach kwestię BMP-2, których niewielką partię (62 szt.) polskie MON zakupiło w Czechosłowacji w 1989 r. i wprowadziło do służby jako BWP-2. Miała to być zapowiedź strategicznego kierunku modernizacji tego komponentu wojsk zmechanizowanych, i tak to wówczas przedstawiano. W okolicznościach do dziś budzących zdumienie, a nigdy niewyjaśnionych w postępowaniach procesowych, wszystkie te wozy, mające wartość bojową o niebo większą od BWP-1, postanowiono... wycofać z eksploatacji, argumentując to jej wysokimi kosztami, a następnie sprzedano w 1994 r. do Afryki, bodajże do Togo i Angoli, krajów – jak powszechnie wiadomo – znacznie od Polski bogatszych...

Dygresja o BMP-2/BWP-2 o tyle ma sens, że rzuca światło na ważny aspekt modernizacji BMP-1/BWP-1 Wojska Polskiego. Konstruktorzy następcy BMP-1 trafnie zdiagnozowali jego podstawowe słabości, i część z nich skutecznie wyeliminowali. A tą podstawową słabością być absurdalnie już dziś nieefektywny moduł uzbrojenia z jednoosobową wieżą z armatą 2A28 i wyrzutnią ppk Malutka. Konstruktorzy musieli uporać się nie tylko z nieskutecznością armaty, dramatycznie uwidocznioną w wojnie afgańskiej, gdzie BMP-1 używano do walk w górach i, do pewnego czasu, w miastach. Armata 2A28 ze swoim wąskim zakresem kątów podniesienia (od -4 do +33 stopni) była przewidziana do zwalczania celów umocnionych i opancerzonych w walkach na terenie płaskim, absolutnie nie nadawała się do zwalczania celów położonych w górnych partiach budynków czy na zboczach lub szczytach gór, stanowiących podstawową scenerię działań zbrojnych w Afganistanie. Moduł zastąpiony został dwuosobową wieżą bojową, której podstawowym uzbrojeniem stała się niezła armata automatyczna 2A42 kal. 30 mm z maksymalnym kątem podniesienia +75 stopni, sprzężony z nią rkm PKT 7,62 mm oraz wyrzutnia ppk 9M11 Fagot lub 9M113 Konkurs. Ceną za zysk w postaci zwiększenia skuteczności uzbrojenia BMP-2 było zredukowanie z 8 do 7 liczby żołnierzy desantu.

Ukraiński BWP typu BMP-2. Fot. plut. Patryk Cieliński

Nowa wieża obniżyła sylwetkę pojazdu do niespełna 208 cm. Konstruktorzy nie rozwiązali jednak drugiego, nie mniej ważnego „grzechu pierworodnego" BMP-1, jakim była niska ochrona balistyczna. BMP-2 nadal musiał pływać, musiał być szybki i dynamiczny, więc limit masy bojowej (14,4 tony) związał ręce konstruktorom. Ograniczeniami były także konstrukcja jednostki napędowej i jej komory, a także konstrukcja zawieszenia, niezdolnych do obsłużenia" większej masy pojazdu. Tzw. rezerwa modernizacyjne BMP-1 oceniana była na maksymalnie 1,5 tony. Ograniczeniem oczywistym było... prawo Archimedesa. Nie dało się zwiększyć poziomu opancerzenia bez wzrostu masy wozu, co musiało skutkować pogorszeniem lub utratą pływalności. Można to było wyeliminować poprzez... zwiększenie objętości kadłuba wozu, aby zwiększyć jego wyporność. To zaś pociągało za sobą kolejny wzrost masy, co wymagało zrekompensowania go zwiększeniem mocy jednostki napędowej. BMP-1 stał się niewolnikiem kompromisów, jakie zostały zawarte już w fazie tworzenie założeń do jego projektowania. Albo, tak też można powiedzieć, stał się konstrukcją na swoje czasy tak... doskonałą, że nic już nie dało się poprawić.

Wszystkie polskie próby modernizacji BMP-1/BWP-1 w pewnym sensie bazowały na oczywistych diagnozach słabości tej konstrukcji, ale w większości koncentrowały się na wymianie modułu uzbrojenia. Skonstruowanie od podstaw własnego modułu uzbrojenia, który co najmniej dorównywałby systemowi z BMP-2, przekraczało ówczesne możliwości polskiego przemysłu. Jedynym rozwiązaniem była ewentualna współpraca z zachodnimi firmami, posiadającymi już własne, gotowe, rozwiązania, które należałoby przede wszystkim zintegrować z kadłubem i systemami BMP-1, a także – w miarę możliwości – opanować krajową produkcję nowych wież bojowych w kraju, bądź przynajmniej pozyskać na korzystnych dla Polski warunkach prawa do produkcji części tych systemów, ich serwisowania, rozwijania itp. O ile pierwsza część zadania była zagadnieniem czysto technicznym, o tyle druga już miała złożone podłoże biznesowe zanurzone w sosie politycznym. Stąd mnogość rozmaitych „eksperymentów", z których nie wynikło ostatecznie nic.

Już na początku lat 90, a więc na długo przed wstąpieniem do NATO, HSW gotowa była z własną, i zarazem pierwszą „zwesternizowaną" ofertą modernizacji BWP-1. Polegała ona na zastąpieniu archaicznej wieży nowoczesną, przeniesioną ze szwedzkiego CV90. Wieża firmy Bofors dysponowała automatyczną armatą 40 mm z lufą o długości 70 kalibrów, a więc zapewniała znaczący wzrost skuteczności bojowej BWP-1. Rachunek za tę korzyść był wysoki: znacznie cięższa i większa wieża (masa samej armaty wynosiła 665 kg, nie licząc samej konstrukcji wieży oraz zapasu amunicji wynoszącego 48 nabojów) wymusiła przebudowę płyty stropowej „bewupa" i likwidację trzech włazów (dowódcy i dwóch dla żołnierzy desantu), dramatycznie zredukowała do 4 (albo 6 upakowanych na podobieństwo sardynek w puszce i pozbawionych części wyposażenia) liczbę żołnierzy desantu, a przede wszystkim – postawiła pod znakiem zapytania jedną z najważniejszych cech wozu, czyli zdolność do pokonywania przeszkód wodnych z marszu, bez przygotowania.

Fot. Jerzy Reszczyński/Defence24.pl

Udało się wprawdzie zapewnić wynoszącą ok 4 proc. pływalność, ale wojska to nie przekonało. Tam nadal obowiązywał dogmat, że bojowy wóz piechoty musi być zdolny do wykonywania zadań, jakie określono w momencie tworzenia założeń do jego opracowania: ma być szybki, zwrotny, o niskiej sylwetce, a zdolność pływania ma mu zapewnić możliwość prowadzenia nieograniczonych praktycznie niczym działań manewrowych, w tym – zdobywania przyczółków, wykonywania dynamicznych manewrów okrążenia połączonych z wyjściem na tyły przeciwnika poprzez mające go chronić przeszkody wodne, itp. Praktycznie oznaczało to prymat ofensywnych cech wozu, choć już wówczas prowadzono prace nad opracowaniem nowej taktyki użycia BWP-1, głównie w działaniach obronnych, gdzie wozy operowały z uprzednio przygotowanych, okopanych stanowisk, szybko zmienianych po odpaleniu ppk.

Ostatecznie w 1993 r. wojsko ofertę BWP-40 odrzuciło. Najprawdopodobniej u podstaw tej decyzji legło nie tylko pozbawienie BWP-1 cech pływalności, ale też to, że wieża z CV-90 nie posiadała, w odróżnieniu od wieży z BMP-2, a nawet BMP-1, dodatkowego uzbrojenia w postaci ppk. Nie rekompensowała tego niedostatku znacznie silniejsza od 2A28 i od 2A42 armata o zakresie kątów podniesienia od -8 do +35 stopni i szybkich oraz precyzyjnych mechanizmach naprowadzania w azymucie i elewacji oraz rewelacyjnej szybkostrzelności. W dodatku BWP-40 nie mógł pochwalić się lepszą od BWP-1 odpornością bali-styczną, za to pogorszyły się, z uwagi na masę wieży i koniecznej dla niej jednostki ognia, cechy trakcyjne wozu.

Wieża Boforsa, obok BWP-40, implementowana została także na podwoziu z rodziny Opal, przez co powstała dość intrygująca w swej formule konstrukcja, jaką był Bojowy Wóz Opancerzony BWO-40. Oczywiście, także nie wszedł do produkcji.
Fot. Jerzy Reszczyński/Defence24.pl

Huta Stalowa Wola już wtedy starała się „grać na dwóch fortepianach". Być może częściowo pod presją firmy Bofors, chcącej efektownie powrócić na polski rynek uzbrojenia, na którym obecna była już w latach międzywojennych (współpracując z Zakładami Południowymi, czyli obecną HSW, przy produkcji armat przeciwlotniczych 40 mm i przeciwpancernych 37 mm) wypracowała alternatywną ofertę wprowadzenia wieży z „czterdziestką" do polskiego wojska. Ofertą tą był BWO-40 (Bojowy Wóz Opancerzony), który powstał w wyniku połączenia szwedzkiej wieży z podwoziem z rodziny Opal, czasami określanym także jako SPG-2 (Szybkobieżne Podwozie Gąsienicowe drugiej generacji), doskonale znanym HSW z innych wyrobów. Konstrukcyjnie spokrewnione one było z pojazdami z rodziny MT-LB, produkowanymi w HSW seryjnie na radzieckiej licencji od 1976 r. Tak jak MT-LB był to pływający lekko opancerzony pojazd gąsienicowy.

BWO-40 był dość trudnym do zdefiniowania pojazdem. Był za słabo opancerzony i niekoniecznie dostatecznie uzbrojony jak na bojowy wóz piechoty, z kolei jako WWO (Wóz Wsparcia Ogniowego) dysponował armatą zbyt małego kalibru. Mógł być postrzegany jako pojazd wsparcia ogniowego piechoty, będący silniej uzbrojonym transporterem opancerzonym, a bardziej – jako demonstrator technologii, rozwijany równolegle z BWP-40. Zresztą – obydwa pojazdy w trakcie pracy rozwojowej korzystały z tego samego egzemplarza wieży Boforsa (z uwagi na powiązanie z BWP-40 prezentowany jest w 1 części artykułu – red.). Jak nietrudno się domyśleć, także tę ofertę wojsko zbyło wzruszeniem ramion, zaś ten sam pojazd pojawił się niedługo później jako kolejny demonstrator technologii, tym razem w programie Stalagmit/Sopel. Jego celem było stworzenie mobilnego środka obrony przeciwlotniczej, dysponującego uzbrojeniem artyleryjskim niewielkiego kalibru (zdwojona armata 23 mm) oraz MANPADS, początkowo Strzała 2M, a później Grom. Na marginesie: także ten projekt (niezwiązany z jakimkolwiek programem rozwoju i modernizacji BWP-1 zresztą), został odłożony ad acta. Szkoda, wraz z również odrzuconą Loarą byłby to całkiem obiecujący „zadatek" na rzecz programu Sona, który na razie jest w powijakach...

Prototyp BWP-1 Fot. Jerzy Reszczyński

Kolejną próbą stworzenia przez HSW atrakcyjnej dla wojska modernizacji BWP-1 był wóz BWP-95. Jak sugeruje nazwa, pojazd zaprezentowano w 1995 r., co oznacza, że prace nad nim prowadzono równolegle z pracami nad BWP-40 i BWO-40, traktując je jako alternatywny projekt o cechach także demonstratora technologii bądź projektu koncepcyjnego. W odróżnieniu od BWP-40, gdzie modernizacja ograniczała się tylko w zasadzie do wymiany wieży bojowej, konstruktorzy z HSW, OBRMZiT oraz OBR Sprzętu Mechanicznego pozwolili sobie na nieco głębszą ingerencję w strukturę pojazdu podstawowego.

W miejsce wieży z Gromem i ppk Malutka skonstruowali wieżę, której uzbrojeniem była armata 2A14 kal. 23 mm, działo bezodrzutowe SPG-9 kal. 73 mm oraz rkm PKT 7,62 mm. Ponadto w pojeździe zabudowano nowoczesne systemy przeciwpożarowe i przeciwwybuchowe, nowe przyrządy celowniczo-obserwacyjne oraz czujniki Obra-3 ostrzegające przed opromieniowaniem laserem, zaś poziom ochrony balistycznej podwyższono poprzez zamontowanie na zewnątrz pancerza zasadniczego 72 paneli opancerzenia kompozytowo-reaktywnego CERAWA-1 o łącznej masie 900 kg. Miały one zapewniać ochronę przed pociskami broni strzeleckiej, odłamkami artyleryjskimi i pociskami ręcznych granatników przeciwpancernych oraz pociskami przeciwpancernymi kal. 23 mm i zapalającymi.

BWP-40 (na pierwszym planie, ze zdjętą wieżą Boforsa) i BWO-40 oraz, w środku LWB-23 Krak, podczas testów na poligonie Dęba…
Fot. Jerzy Reszczyński/Defence24.pl

Wojsko tematu „nie kupiło", ale wariacje na ten temat prowadzono nadal, implementując na wozie inne systemy wieżowe, w tym np. zaawansowany system GM Defence Delco AV-25, Oto Melara Hitfist TC-25, Rafael OWS-25 i United Defence z armatą automatyczną 25 mm i możliwością integracji z amerykańskimi ppk TOW albo szwedzkimi Bill. Także te propozycje skończyły na półce.

BWP-1M Puma
Fot. WZM SA

Uznania w oczach MON i decydentów, pomimo pozytywnych opinii części żołnierzy, nie znalazły także propozycje modernizacji BWP-1 składane przez inny ośrodek, Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne SA w Poznaniu. Tam zrodziła się koncepcja BWP-1M Puma, określana jako najbardziej kompleksowa i najbardziej ambitna oferta modernizacji radzieckiej konstrukcji. Autorzy tej koncepcji starali się uwzględnić oczekiwania wojska odnoszące się nie tylko do wymiany modułu uzbrojenia (oferowano zastąpienie starego modułu izraelskimi bezzałogowymi systemami UT-30 firmy Elbit i RCWS-30 firmy Rafael oraz wyposażenie wozu w podwójną wyrzutnię ppk Spike, a także zaproponowano włoski system wieżowy Hitfist-OWS z armatą 30 mm), ale również zaproponowano wymianę układu napędowego na szybkowymienny w warunkach polowych powerpack, doposażenie pojazdu w systemy samoobrony pasywnej oraz nowocześniejsze przyrządy obserwacyjne, w tym także dzienno-nocne, oraz unowocześnione wyposażenie łącznościowe itp. Lista proponowanych w kilku etapach zmian obejmowała ponad 20 pozycji. Testowano je w kolejnych odsłonach od 2001 r., aby ostatecznie w październiku 2009 r. zamknąć ten kierunek prac stwierdzeniem, że „wyniki testów są niekorzystne".

Czytaj też

Długo wydawało się, że był to koniec prób modernizowania konstrukcji BMP-1 bez zasadniczej zmiany samej konstrukcji. Za próbę poszukiwania po raz kolejny rozwiązania „pomostowego" na czas jaki pozostał do wprowadzenia całkiem nowej konstrukcji należy uznać opracowanie przez DGRSZ w lipcu 2020 r. WZTT na modernizację pewnej ograniczonej liczby BWP-1 poprzez wymianę modułu uzbrojenia na lekką wieżę bezzałogową z armatą 30 mm. Tak wojsko miałoby pozyskać „moduł batalionowy zmodernizowanych BWP-1", docelowo kilka modułów. Przeprowadzono dialog techniczny, w którym uczestniczyły właśnie poznańskie Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne. Długo wydawało się, że nie było pozbawione szans, co zdaje się potwierdzać np. doświadczenie Ukrainy z ostatnich miesięcy, polegające na wyrzuceniu starej wieży i implementacji w jej miejsce lekkiego modułu BM-5 Spisa, silnie uzbrojonego w stabilizowaną armatę 30 mm ZTM-1 z zapasem 300 naboi, granatnik KBA-117 (AGS-17) ze 125 granatami, 7,62-mm karabin maszynowy KT-7 z 2000 sztuk amunicji i dwie wyrzutnie pocisków kierowanych Barier, celownik termowizyjny, komputer balistyczny, dalmierz laserowy oraz autotracker, czyli system automatycznego śledzenia celu. Masa całkowita modułu z amunicją to 1500 kg.

Czytaj też

Wcześniej podobną i udaną, choć nie tak zaawansowaną, modernizację przeprowadzili Rosjanie (BMP-1AM Basurmanin). Próbą odpowiedzi na ten sygnał, i zarazem powrotu do pomysłu modernizacji BMP-1, była zaprezentowana przez WZM w 2021 r. konstrukcja BWP ze zdalnie sterowanym systemem wieżowym Cockerill 1030 z armatą automatyczną ATK Mk 44 Bushmaster II kal. 30 mm i 7,62-mm karabinem maszynowym, głowicą optoelektroniczną, zintegrowaną wyrzutnią ppk.

Fot. Maciej Szopa/Defence24.pl.

Pojazd miał też przebudowany w ograniczonym zakresie kadłub (podwyższenie stropu, wzmocnienie zawieszenia, szereg drobniejszych usprawnień w zakresie m.in. łączności, klimatyzacji itp., a także nowy silnik MTU). To miała być odpowiedź WZM na kolejny sygnał z wojska o potrzebie wypracowania następnego „rozwiązania pomostowego" w postaci modernizacji części posiadanych BWP-1 do czasu masowego wprowadzania Borsuka. Dwa lata wcześniej przedstawiono też demonstrator modernizacji z modułem uzbrojenia norweskiego Kongsberga. Wydaje się jednak, że wspomniana na wstępie informacja przedstawiona przez rzecznika Agencji Uzbrojenia "Przeprowadzone w resorcie obrony narodowej analizy wykazały, że realizacja zadania dotyczącego modernizacji BWP-1 byłaby nieracjonalna ze względów, czasowych, funkcjonalnych i ekonomicznych" - zamyka ten rozdział historii polskich BWP.

W drugiej części artykułu przedstawimy próby opracowania nowych, polskich Bojowych Wozów Piechoty włącznie z Borsukiem.

Czytaj też

Komentarze (17)

  1. Thorgal

    Tworząc Borsuka można było tworzyć równolegle jego cięższą wersję, pytanie dlaczego tego nie zrobiono? Czyżby dalej była kontynuacja robimy na pokaz a dopiero wojna na Ukrainie wymusiła zmiany planów i zakup KTO i ciężkiego BWP z Korei?

    1. Andy57

      Przeciez jest prawie gotowy Anders juz od bodaj 12 lat.

  2. biały

    no i pierwszy seryjny borsuk w 2024 roku , pierwszy rok produkcji to powiedzmy 30 sztuk ,, 2 rok to 50 borsuków ,, zanim pojawi się 500 sztuk będzie rok 2034 ,,, więc zołnierze do 2034 roku będą jeździć BWP-1

    1. Furlong

      U nas tak ze wszystkim, latami wiadomo że coś jest do zastąpienia i nic się z tym nie robi. Gdy już termin wycofania się zbliża nagle budzimy się z letargu i wykonujemy dziwne ruchy. Obecnie najrozsądniej byłoby albo podzielić produkcję Borsuka na dwa zakłady i osiągnąć większy wolumen produkcji (raczej ciężkie do wykonania) albo pozyskać licencję na zagraniczny bwp i klepać je na spółkę z kooperantem by zastąpić obecne muzeum w rozsądnym czasie. Oczywiście my idziemy trzecią drogą i będziemy użytkować dwa rodzaje sprzętu (polski i koreański) bo przecież nie przejmujemy się kosztami eksploatacji dwóch typów na raz.

    2. Hubert

      Krzysztof Płatek z AU mówił o sytuacji w której Abramsy będą funkcjonowały z koreanskim AS21 Redback a K2 z naszymi Borsukami więc można zakładać zakupy drugiego bwp w Koreii.

    3. Andy57

      A ty myslisz ze ile produkuja koreanczycy.

  3. Był czas_3 dekady

    [email protected] W swoim poście potwierdziłeś to co napisałem tylko swoimi słowami. To ciebie ponosi samouwielbienie.

  4. Był czas_3 dekady

    2) Przypomnę, że kiedy wchodziliśmy we współpracę z NAMMO to tylko zarząd BUMARU (wówczas nie było PGZtu, inaczej nazywała się grupa zbrojeniowa) zorientował się, że MESKO może zostać przejęte przez NAMMO wskutek jednego z zapisów w umowie. Ponadto później BUMAR będący w trudnej sytuacji otrzymał pożyczkę we Francji, a w zastaw postawiono… PIT RADWAR. Interweniował nasz rząd w tej sprawie przekazując stosowne kwoty by pożyczka została spłacona w terminie. Takie nieciekawe były losy naszych zakładów zbrojeniowych. Stąd też nie wiadomo jak zakończyłaby się współpraca przy zakupie CARACALI. Może przejęciem przez Francuzów WZL gdzie miały być montowane/serwisowane?

    1. Valdore

      @Był czas_3 dekady I znowute zmyslenia o Caracalach. Ale dla pana wiedzy, nie byłoby zadnego przejęcia ,Airbus miał miec 10% udziałów 90% Polska By były polskei zakłady smigłowcowe i drugie silników i przekładni, a teraz przez PiS nie ma nic.

    2. Al.S.

      @Valdek, tak oczywiście, France by nam pieniądze nakładali podajnikiem taśmowym, Byłaby montownia na francuskiej kroplówce, całkowicie zależna od Francuzów. Nie znasz siły francuskich związków zawodowych - one nie pozwoliłyby na nic, oprócz przykręcania osprzętu do przywiezionych w skrzyniach gotowców. Są pod tym względem jeszcze gorsi od Amerykanów. Pamietam jaki był wrzask, jak w latach 90 otwierali fabryki w Polsce- prasa wrzeszczała że zabierają pracę Francuzom. Mało wiesz, ale masz najwiecej do powiedzenia.

    3. Al.S.

      Uzupełnienie. W Brazylii od 2013 Francuzi produkują ten szmelc z lat 60 w swoich zakładach Helibras, które powstały jako spółka zależna Eurocopter’a w 1978r. Koszt kontraktu wg DID to obecnie $ 2,7 mld za 50 maszyn, w czym mieścił się także koszt opracowania uzbrojonej w Exocet wersji morskiej. Notabene oznaczało to wzrost ceny 2 razy- wstępny kontrakt opiewał na $ 1,2 mld.. Polska za 50szt miała zapłacić 13 mld zł, czyli po kursie z 2015r ok $3,5 mld - 800 mln więcej. Znając France pewnie nie było to ich ostatnie słowo. Taki wybitny analityk uzbrojenia, a takich rzeczy nie wie. Czytelnyś.

  5. gdyby.

    Powiem wam że bardzo nie lubię propagandy. Ten hura optymizm co do Borsuka. Może będzie za rok czy dwa produkcja a może nie. Może będzie Polski bwp a może Koreański. Zamiast propagandy lepij rzeczowa analiza i konkretne plany. Artykuł ciekawy dobrze że ktoś się orientuje co i jak.

    1. Razparuk

      Borsuk będzie produkowany,spokojnie.

  6. Pucin:)

    Cały czas w armii (WP) dominuje ułańska fantazja w stylu: hurrrrrrra!!!!! na bagnety!!!! i szarża na przeciwnika!!!!!! - czas najwyższy wyciągnąć wnioski z wojny na Ukrainie i przestać budować ściemę w stylu BWP Borsuk!!!! - bo to jest koncepcyjna i ideologiczna ściema nie nadając się do niczego!!!! :0 A co do modernizacji BWP-1 to jedyną i rozsądną jest przekształcenie BWP-1 w ciężki transporter piechoty w stylu czeskiego BVP-2SKCZ Szakal z polską wieżą (np.: ZSSW-30 lub coś podobnego) lub ZSMU z ppk Spike + w standardzie opancerzenia (360 stopni) - poziom 3+, według Stanad 4659 - i to wszystkie posiadane 1200 szt oraz dokupione 300 szt. bo polska rezerwa jak i WOT nie ma czym jeździć i walczyć!!!!!! :)

    1. Sigrid

      To i tak dziwne, że WOT nie ćwiczy forsownych marszu z pełnym oporzadzeniem jak przed wojną piechotą.

    2. Razparuk

      BWP-1 wart 1mln złotych+ZSSW-30 warta 11-13...tak...to ma sens....:(

  7. Denar

    Wojna zmienia w wojsku wszystko. I to szybko. Nie ma czasu na rozwój "Borsuka" w wersji "ciężkiej", jakkolwiek HSW ma już opracowania wstępne. Analogicznie do opracowania "Borsuka" zajęło by to 8-10 lat (8 lat, jeśli uproszczenie procedur MON okaże się udane). Ciężki koreański "Redback" jest już po próbach i testach, aczkolwiek we wstępnej fazie rozwoju. Do tego oparty jest na znanym HSW podwoziu haubicy K9. HSW ma do niego gotową, własną wieżę ZSSW30 (a to ok. połowa wartości BWP), chociaż przydałby się większy kaliber, jaki ma np. nowy amerykański Bushmaster 50 mm.

    1. Valdore

      @Denar, znowu.. Ale ok. AS-21 Redback nie am nic wspólnego z K9 jego podwozie to przerobine podwozie z K21. A Borsuka bez problemów można dopancerzyc, udało sie z Rosomakiem , najwyzej straci pływalnośc.

    2. Razparuk

      ATK44S może być konwertowany do 40mm....

  8. Był czas_3 dekady

    1) Przez niemal 3dekady nie było klimatu do konkretnej modernizacji w armii pomimo tego, że przemysł próbował zainteresować decydentów swoimi wyrobami. Dopiero wojna na Ukrainie wymusiła u krótkowzrocznych wojskowych podjęcie decyzji o istotnych zakupach... poza granicami kraju Zmarnowano 30lat i cudem jest, że nasza zbrojeniówka jeszcze jest w naszych rękach.

    1. Gniewko

      Przypuszczam, że poprostu na sprzęt nie było środków więc wszyscy ściemniali. I politycy i wojskowi.

  9. Powiślak

    Uwaga trzecia - mocno subiektywna! MON - nie mylić z Wojskiem Polskim - składa się wyłącznie z dwóch elementów. Pierwszy to CZEKANIE - faza analiz, badań, dialogów, kolejnych zmian wymagań, redefniowania założeń celem dostosowania do zmieniających się warunków, wyszukiwanie takich wymagań np. wzajemnie wykluczających się, by NIE dało się ich spełnić - razem to NIC NIE ROBIENIE, plus robienie WSZYSTKIEGO by NIE podjąć decyzji, utrudnić przemysłowi, odwlec lub przeczekać, np. odwoływanie, ponowne ogłaszanie ale zmienionych programów, rozdzielanie większych na mniejsze aby ruszyć abarot wszystko od początku. Drugi element to SPIESZENIE SIĘ. Faza nagłych, niedopracowanych i nieprzemyślanych zakupów za granicami USPRAWIEDLIWIANYCH bo np. przemysł nie produkuje czego "potrzebuje" MON , bo np. pilna konieczność, bo.....wojna, bo nagła potrzeba. I t a k bedzie zawsze. Bo zmieniaja się ministrowie, ale CIĄGLE rządzi urzędniczy beton. Dziękuję za uwagę!

  10. Zawisza_Zielony

    W kwestii zaś zestawu Sopel/Stalagmit to po prostu system ten nie wyszedł. Był on bowiem próbą zbudowania po kosztach zestawu do osłony wojsk w ruchu, z zastosowaniem tego co przemysł miał na półce. Czyli armat 23 mm i rakiet Srzała, do tego dodano pasywną głowicę optyczną i wyszło, że siłą ognia jest mniejsza do SZYŁKI, Wobec czego zdecydowano się na modernizację części tych właśnie zestawów.

    1. Był czas_3 dekady

      Jak poszukasz w Internecie, to znajdziesz też rysunek SOPLA z armatą 35mm, tylko wojsko jakoś nie za bardzo przyjaźnie patrzyło na ten kaliber gdy w magazynach były tysiące pocisków 23mm. SOPEL z pociskami programowalnymi 35mm byłby niezły. Teraz modernizacja i można byłoby zastosować PIORUN/PIORUN+ lub GRZMOT o większym zasięgu

  11. Patryk.

    Znowu pokraczę, kolejny już raz, że Borsuka może nie być. A może być tylko kilkadziesiąt, do 200-stu sztuk. W zamian będzie ten koreański K21, a może od razu ciężki AS21. Poniżej SAS także zauważył, że Borsuka może nie będziemy produkować. Tak działają obecne władze w MON: opowiadają frazesy o wspieraniu polskiej zbrojeniówki, ale czyny temu przeczą.

  12. szczebelek

    Skoro przez 25 lat niczego konkretnego nie zrealizowano to modernizacja tego pojazdu w 2020 roku brzmi dziwnie...

    1. Sigrid

      Nie, nie brzmi dziwnie. Jak widać nawet Ruskie używają pojazdów sprzed 60 lat o ile mogą dojechać i strzelać.

  13. Zawisza_Zielony

    Z modernizację BWP-1 było generalnie tak, iż wojsko zawsze chciało tylko nie miało pieniędzy by ten projekt sfinalizować. Przemysł zaś nie miał zasadniczego elementu czyli uzbrojenia, które mógłby zaoferować. Możliwości licencyjnej produkcji istniały przy właśnie wspomnianym w artykule Boforsie kal. 40 mm. Do tego dochodziło przywiązanie do koncepcji z czasów UW czyli pływalności oraz mobilność , realizowanych kosztem opancerzenia. Eliminowało to eliminowało to większość zagranicznych konstrukcji wieżowych i uzbrojenia lub wymuszało konieczność opracowania nowego podwozia, a na to wojsko nie miało kasy i/lub chęci. I tak koło się zmykało..

  14. Laky

    Szkoda tej modernizacji do wariantu Puma,albo tych zaprezentowanych na targach 2019-2021🥺🤬😡

  15. SAS

    "Nowy, Pływający Bojowy Wóz Piechoty Borsuk, opracowywany w ramach konsorcjum kierowanego przez Hutę Stalowa Wola, ma stać się podstawowym wyposażeniem polskich Wojsk Zmechanizowanych. " Skąd ta pewność? Skąd pewność, że jutro nie spadnie na nas BWP z Korei, albo innego kraju?

  16. Agencja Prasowa Lech Czech Rus

    Od zawsze przeczuwałem, że wiele ścieżek tam było.

  17. piotr04

    Bardzo słuszna decyzja w sprawie niemodernizacji BWP-1 W miarę możliwości przekazać wojskom ukraińskim,u nas zastępując je nowymi BWP