Przemysł Zbrojeniowy

Niemcy modernizują 50-letnie BWP. A Polska nie potrafi

Fot. Fot. Bundeswehr (Marder), Siły Zbrojne RP

Niemieckie bojowe wozy piechoty Marder (niem. Kuna) są w służbie już od pięciu dekad. Choć były wprowadzane do służby w zupełnie innych realiach technicznych i geopolitycznych, to nadal grają ważną rolę w Bundeswehrze. I -- co bardzo ważne -- są cały czas modernizowane, dzięki czemu ich wartość bojowa, nawet jeśli jest z oczywistych powodów ograniczona, wciąż utrzymuje się na dość znacznym poziomie. Z kolei polskie BWP-1 są w niemal niezmienionym kształcie od prawie pół wieku, choć do ich modernizacji przymierzano się wielokrotnie.

Marder został wprowadzony do służby w Bundeswehrze w 1971 roku, a więc niedługo po tym, jak do sił zbrojnych Związku Radzieckiego i tuż przed rozpoczęciem eksploatacji BWP-1 w Wojsku Polskim, co miało miejsce w roku 1973, tym samym, w którym te sowieckie pojazdy przechodziły chrzest bojowy. Na swoje czasy, ten uzbrojony w armatę szybkostrzelną 20 mm wóz, był konstrukcją awangardową, podobnie zresztą jak „bewup", bo większość jednostek piechoty na świecie wykorzystywała co najwyżej transportery opancerzone z karabinami maszynowymi.

Jednakże, już na pierwszy rzut oka Marder powstał według innych założeń konstrukcyjnych. Jest znacznie wyższy i ma wyraźnie masywniejszą konstrukcję, przez co jego sylwetka nie jest tak zwarta jak w wypadku BWP-1, ale za to zapewnia dużo lepszą ergonomię załodze. Oczywiście nie pozostaje to bez wpływu na masę -- już pierwsze wersje miały masę bojową rzędu 29 ton, a najbardziej rozwinięte wersje, z dodatkowym opancerzeniem i ochroną dna kadłuba, nawet 38,5 tony.

I przy takiej masie niemiecki wóz przewozi trzech członków załogi oraz sześciu żołnierzy desantu, podczas gdy ważący 13,5 ton BMP-1 przeznaczony jest formalnie dla ośmiu żołnierzy desantu. Niemiecki BWP na początku był zdolny do pływania jedynie po przygotowaniu, a następnie w praktyce utracił tę zdolność, podczas gdy dla rodziny BMP wciąż pozostaje ona priorytetem. Oczywiście różnic jest więcej i wynikają one z innej doktryny i założeń konstrukcyjnych. Nie to jest jednak najważniejsze.

Dziś, po pięciu dekadach eksploatacji Mardera, Bundeswehra wprowadza do służby łącznie około 350 wozów Puma, należących do zupełnie nowej generacji i uznawanych -- nie bez przyczyn -- za jedne z najnowocześniejszych bojowych wozów piechoty na świecie. Jednocześnie jednak Niemcy... wciąż inwestują w Mardery i modernizują je, bo wiedzą, że te pojazdy muszą pozostawać w służbie jeszcze nawet do 2030 roku. Jest to spowodowane po części tym, że pierwotne zamówienie na Pumy, zmniejszone do 350 wozów, pokrywało jedynie niepełne ukompletowanie niemieckich batalionów grenadierów pancernych, uwzględniając zarówno jednostki czynne jak i rezerwowe. A po agresji Rosji na Ukrainę Niemcy odeszli od koncepcji niepełnego ukompletowania batalionów, bo negatywnie wpływała na gotowość bojową jednostek Bundeswehry.

Proces modernizacji Marderów, który obecnie przechodzi kolejny etap, zaczął się jednak dużo wcześniej, bo już po kilku latach od wprowadzenia do służby. Jeszcze w latach siedemdziesiątych wozy te otrzymały na przykład możliwość użycia pocisków przeciwpancernych Milan, odpalanych z włazu, nowe systemy obserwacji, oraz podwójne zasilanie do armaty. W połowie lat osiemdziesiątych rozpoczęto natomiast kolejną modernizację do wersji Marder 1A2, obejmującą nowe środki łączności, a także systemy obserwacji termowizyjnej -- pierwszej generacji. W końcu lat 80. rozpoczęto natomiast trzeci program modernizacji Marderów, do wersji 1A3, zakończony w końcu lat 90. Objęto nim 2 tysiące wozów, co pokazuje, jakim potencjałem dysponowała jeszcze wtedy Bundeswehra. Niemieckie BWP otrzymały dodatkowe opancerzenie chroniące przed ogniem armat automatycznych do kalibru 30 mm, zmieniono także znacznie konstrukcję, co spowodowało wzrost masy do ponad 33 ton. Choć wersja 1A3 jest jedną z najpowszechniej używanych, to nie był to koniec rozwoju Mardera.

Kolejne zmiany, do wersji 1A5 i 1A5A1, wprowadzano w pierwszych latach obecnego wieku na kilkudziesięciu wozach, przeznaczonych do działań w ramach misji ekspedycyjnych. Wzmocniono więc ich ochronę wnętrza, otrzymały także inne usprawnienia -- na przykład systemy nawigacji, ale też klimatyzacji czy zakłócania odpalania improwizowanych ładunków wybuchowych IED.

Po rosyjskiej aneksji Krymu okazało się, że konieczne będą kolejne usprawnienia. W ich ramach Mardery otrzymały już możliwość odpalania pocisków przeciwpancernych MELLS, czyli niemieckiej odmiany rodziny Spike-LR. Pierwsze ze zmodyfikowanych w ten sposób tych wozów, w wersji 1A5, były skierowane do zestawu sił natychmiastowego reagowania NATO VJTF na rok 2019, i wzięły udział w ćwiczeniu Noble Jump w Żaganiu w 2019 roku. Program modyfikacji był jednak szerszy i ma objąć około 300 wozów, w tym większość, choć nie wszystkie, z pojazdów wersji Marder 1A3 pozostających w służbie. Obok możliwości odpalania pocisków MELLS, otrzymują one też nowe termowizory. Modernizowane są też inne systemy obserwacyjne, w tym dla kierowców, w części pojazdów, z kolei najcięższe 1A5 otrzymują ulepszony układ napędowy z silnikiem o zwiększonej mocy. Wreszcie, istotna jest modernizacja systemów łączności z dostosowaniem do systemu BMS. Wszystko to powoduje, że Mardery będą mogły pozostawać w służbie do końca obecnej dekady, wciąż -- przy wszystkich ograniczeniach -- utrzymując pewną wartość bojową. Warto zauważyć, że wozy te otrzymały w swoim cyklu życia dwie generacje systemów termowizyjnych i zostały dostosowane do odpalania dwóch generacji przeciwpancernych pocisków kierowanych, choć w pierwszej konfiguracji Mardera ani jednego, ani drugiego elementu nie było, wielokrotnie wzmacniano też ochronę wnętrza.

Czytaj też

To, w jaki sposób Niemcy podchodzą do utrzymywania swoich leciwych BWP, nawet w czasie gdy wprowadzają konstrukcję nowej generacji, taką jak Puma, jest dobrym przykładem, że zdolności sprzętu wojskowego powinny być utrzymywane w całym cyklu życia i nawet w sytuacji, gdy wprowadzany jest nowy sprzęt. Polska ma szansę postąpić podobnie, jeśli będzie podjęta decyzja o modernizacji BWP-1, które mogą uzupełnić nowe wozy Borsuk w procesu ich wprowadzania do eksploatacji, co niejako z definicji będzie musiało trwać ponad dekadę.

Od 2020 trwają procedury, mające przygotować podstawy do tej modernizacji. Wcześniejsze wysiłki w tym kierunku, chociażby program Puma, skończyły się jednak niepowodzeniem, dlatego polskie BWP są niemal identyczne z tymi, które wchodziły do służby przed pół wieku. Praktycznie żaden z nich nie otrzymał nowego uzbrojenia lub wzmocnionego opancerzenia, a jedynie niewielka liczba pasywne noktowizory czy nowe środki łączności. BWP-1 jest więc jednym z wielu systemów uzbrojenia Wojska Polskiego, których modernizację w cyklu życia zaniedbano. Przykład jego niemieckiego „równolatka", czyli Mardera, pokazuje że w posiadany sprzęt można i powinno się inwestować, tak by utrzymywał on swoją przydatność przez cały czas służby. Polska ma teraz ostatnią szansę na ulepszenie swoich BWP, bo w innym wypadku będą służyć przez łącznie ponad pół wieku w takim kształcie, w jakim wprowadzono je do linii w pierwszej połowie lat 70.

Komentarze